jankowal3
01.03.03, 20:26
"Przyjdzie walec i wyrówna..."
za walec "robił" doświadczony pedagog łódzki Kurator Oświaty,
natomiast jego kierowcą był młody - sądząc z reklamowego zdjęcia
- dziennikarz Gazety Wyborczej Marcin Markowski. To on - przepraszam za zwrot,
ale tak pan dziennikarz odnosi się do pani dyrektor Gorzkiewicz-Owczarz -
wymyślił,
że w szkołach publicznych musi być podział na samych równych, niezależnie od
uzdolnień
i predyspozycji. Z lektury najbardziej opiniotwórczego ogólnopolskiego
dziennika,
Gazeta Wyborcza, z ostatniego tygodnia wynika, że jedyny możliwy podział
uczniów, a wzwiązku z tym,
jedyne szansę lepszej edukacji zależą wyłącznie od statusu materialnego
rodziców.
Podczas gdy ogólnopolskie wydanie dziennika opisuje "lobbowanie" na rzecz
szkól
niepublicznych, min. aby zwolniono je, i chyba słusznie, z ramowej siatki
godzinowej -
mimo czerpania subwencji z kasy państwa. Łódzka gazeta odmawia prawa do
rozszerzenia
tej siatki i dodatkowego dokształcania części uczniów.
Nie znam dokładnie kryteriów "segregacji" w Gimnazjum nr 17, ale
przedstawione przez
autora artykułu są dość jednoznaczne. Jeżeli uczeń chce pracować, uczyć się,
to może i tu stwarza się
mu dodatkowe możliwości. Kryterium naboru tzn. średnia ocen 4.0 plus ocena
dobra z zachowania
to chyba, taką mam nadzieję, żaden wyczyn po szkole podstawowej, biorąc pod
uwagę, że skala
ocen dla tych szkół to od 1 do 6.
Wyławianie talentów i stwarzanie im szans dodatkowego rozwoju jest podstawa
pracy z ludźmi
zdolnymi. Dotyczy to każdej dziedziny zaczynając od uzdolnień intelektualnych
a na fizycznych
kończąc. Dlaczego w związku z tym nie jest naganne tworzenie klas sportowych,
czy nawet całych szkól
sportowych, szkól muzycznych lub wracając na teren gimnazjum klas np.
europejskich?
Dlaczego naganne jest nauczanie, w poszerzonym wymiarze przedmiotów
ogólnokształcących,
a nie jest naganne rozwijanie tężyzny fizycznej lub jak w klasach
europejskich rozszerzony program
historii i geografii? To także jest "segregacja" - czysty, jak to określił
jeden z internautów,
"faszyzm intelektualny bądź fizyczny".
Zakładam, choć nie wynika to z artykułu prasowego, że we wszystkich klasach
w tej szkole
realizowane są zatwierdzone przez MENiS ramowe programy nauczania. A więc i
ci uczniowie
z klas "nie-zdolnych" otrzymują podstawy programowe zgodne z ustawą i prawem.
Moje
założenie wynika z faktu, iż w przeciwnym przypadku pan Kurator natychmiast
by zareagował,
a wizytator szkoły do takiego łamania prawa by nie dopuścił.
Zabieg marketingowy pani dyrektor, bo i w takim aspekcie rozumiem powstanie
tych klas,
mający na celu przyciągnięcie do szkoły dobrych uczniów spotkał się z ostrą
krytyką prasową.
To daje do myślenia i budzi określone refleksje, że artykuł prasowy, bardzo
napastliwy
był sterowny a temat nadany przez konkurencję. szkoda tylko, że ukazał się w
gazecie tworzącej
"niezależny" ranking szkół mający stanowić pomoc przy wyborze placówki dla
uczniów i rodziców.
Pozwolę sobie powrócić, może troszkę po czasie do samego rankingu. Jak to
możliwe, że
przy wymogu kryterialnym podania średniej ocen z egzaminu końcowego po
gimnazjum, w czołówce
łódzkich szkół znalazły się placówki, które podały, że ocena ta była powyżej
średniej krajowej
O ile dobrze pamiętam, z analizy wyników tych egzaminów, to średnia dla Łodzi
był znacząco
wyższa od średniej krajowej, ale jednocześnie jedną z niższych spośród
dużych - i nie tylko
np. Kalisz - miast. Wydaje mi się, że to powinno zastanowić pana Kuratora. Tu
widzę pole do
pracy dla nadzoru merytorycznego nad szkołami i poziomem nauczania. Nie w
wyrównywaniu
" w dół" poszczególnych placówek. Tak ja rozumiem wyrównywanie szans w
oświacie. Przesunięcie
całego poziomu nauczania w górę, a nie równie do średniej, co dla uczniów
zdolnych i "inteligentnych"
oznacza marazm przeciętności.
Ci z "dobrych domów" panie redaktorze i tak wybiorą "lepsze szkoły"
Na koniec króciutko o opinii pani psycholog. Jest ona ogólna, pozbawiona
dokładniejszej analizy,
i oparta na gdybaniu w celu udowodnienia tezy redaktora M. Markowskiego.
Jeden z przykładów:
do XXVI LO w Łodzi trafiały tylko dzieci "wyselekcjonowane intelektualnie".
Po prostu
było to i jest jedno z lepszych liceów łódzkich i może wybierać uczniów
podczas tzw. naboru.
Przykro mi, że spowodowało to frustrację pani psycholog, iż straciła swoją
uprzywilejowaną
pozycję ze szkoły podstawowej.
z poważaniem Jan Kowalski