camelot
02.01.07, 21:21
Ja tak sobię myślę, że w imię zapobieżenia większej kompromitacji i wiekszemu
pośmiewisku już na całą Polskę szanowni łódzcy dyrektorzy szkół powinni
odpuścić sobie pisanie jakiś listów do premiera wraz ze zbieraniem podpisów.
Dopóki mamy takie przepisy i takie osoby w rządzie, dopóki będą panować
akceptowalne przez desydentów zwyczaje żadne pisma, apele i podpisy nic nie
zdziałają. Skoro minister ma ustawowe prawo do zaakceptowania lub nie
wygranego kandydata to nie musi się przed nikim tłumaczyć dlaczego kandydat
niepodoba mu się. Może jest kobietą, może jest z chudy czy gruby, może rudy
czy blondynem czy też pochodzi z takiej a nie innej partii to jest decyzja
ministra. Ma do niej ustawowe prawo. Oczywiście cała sytuacja jest mocno
żałosna, śmieszna i nienormalna, oczywiście potraktowano panią Florek bardzo
nieelegancko. Możemy mieć bardzo złe zdanie o Giertychu ale czy naruszono
jakiś przepis? Akcja już dawno zrobiła się mocno polityczna. Działanie pani
dyrektor z szkoły nr 32 zaczyna być już trochę uprawianiem polityki. Mam
nadzieję, że inni dyrektorzy nie właczą się w tę akcję bez sensu. Dla mnie
jest najbardziej zadziwiające że od początku sprawy gorącym orędownikiem i
obrońcą jest Związek Nauczycielstwa Polskiego. Organizacja o zabarwieniu
lewicowym, będąca w opozycji do rzadzących. Nie jestem do końca przekonany w
tym kontekście czyż pani Florek nie taka bezpartyjna, gdyż niektórzy
internauci pisali o jej związkach z ZNP. Myślę, że Giertych ma dobre
informacje i dlatego podjął taką a nie inna decyzję. Który normalny polityk
zaakceptuje współpracownika nie swej partii. Dochodzimy do konstatacji, że
konkursy są wielką fikcją w przypadku gdy nie wygra "swój". Kiedyś w czasach
poprzedniego ustroju dyrektorów "przynoszono w teczkach", raz był dyrektorem
fabryki nawozów a póżniej fabryki parowozów. I nikogo to nie dziwiło. A może
powrócić do tej metody. Nie będzie lepiej ale będzie śmieszniej jak mówił w
kabarecie Jan Pietrzak.