Dodaj do ulubionych

Przeczytajcie wreszcie ktoś poruszył ten temat

02.03.07, 12:33
Trwa dyskusja o łodzi wreszcie ktoś dosadnie poruszył ten temat;

miasta.gazeta.pl/lodz/1,78965,3956214.html
Obserwuj wątek
    • skodabodzio Prezydent powininew sobie to wydrukowac 02.03.07, 13:39
      i powiesic nad lozkiem i za kazdym razem jak sie spotyka ze swoimi przyjaciolmi
      to powinien zaczynac rozmowe od tego.
      Poza prezydentem wydrukowac powinien sobie to marszalek wojewodztwa, a
      wojewodzine powinno sie z przesiadka w kutnie wyslac do lublina, bo czas tej
      pani juz dawno sie skonczyl
    • Gość: Tomasz.bu Re: Przeczytajcie wreszcie ktoś poruszył ten tema IP: *.lodz.dialog.net.pl 02.03.07, 16:46
      Jak widać - problem dostrzega każdy i nie musi być wielbicielem komunikacji.
      Każdy, z wyjątkiem wiecznie zadowolonych Urzędu i PKP. Nawet nie ma co dodawać,
      może poza tym, że pociągi ne tylko jadą przeraźliwie długo, ale częstokroć w
      ogóle ich nie ma, a w wielu przypadkach jadą dłużsżą i wolniejszą trasą (choćby
      Reymont czy Włókniarz)...
      • Gość: dark-x Re: Przeczytajcie wreszcie ktoś poruszył ten tema IP: *.toya.net.pl 02.03.07, 17:33
        dobry artykuł.
    • Gość: J.S. Re: Przeczytajcie wreszcie ktoś poruszył ten tema IP: 195.69.82.* 02.03.07, 22:10
      Szkoda, ze ten artykul nie poszedl wczesniej, bo prezydent przeciez wyrazil juz
      swoje stanowisko dotyczace artykulow "negatywnych" i moze spac spokojnie ;>
    • Gość: Seba text: IP: *.toya.net.pl 03.03.07, 18:57
      Nie tylko brak jej na mapie pogody, Łodzi nie ma na gęstej od połączeń
      kolejowych mapie Intercity, gdzie znajdziemy jednak Gliwice, Szczecin, Słupsk,
      Zieloną Górę, Bielsko-Białą

      * Znani łodzianie komentują tekst Barbary Piegdoń - Adamczyk

      Od paru lat trwa wymazywanie Łodzi. Niech nas nie usypiają informację o
      przeżywanym przez nią okresie prosperity: Łódź pada ofiarą konsekwentnej
      polityki powolnego uśmiercania miasta. A dzieje się to z taką bezwzględnością,
      że gotów byłbym mówić o działaniu wobec miasta świadomie dywersyjnym. Chodzi mi
      tu o odcinanie Łodzi od innych regionów Polski i wykluczanie jej z życia kraju
      poprzez likwidację połączeń kolejowych. Tę jawnie wrogą miastu działalność
      prowadzi spółka PKP i ci, którzy dają jej na to swoje przyzwolenie. Wskutek tego
      działania wielkie, leżące w centrum Polski miasto, zostało z Polski wycięte i
      skazane na peryferyjność. Choć brzmi to paradoksalnie, Łodzi dziś nie ma - nie
      tylko brak jej na mapie pogody, Łodzi nie ma na gęstej od połączeń kolejowych
      mapie Intercity, gdzie znajdziemy jednak Gliwice, Szczecin, Słupsk, Zieloną
      Górę, Bielsko-Białą, Częstochowę i kilkadziesiąt innych polskich miast. Utrwala
      to wyobrażenie o Łodzi jako mieście nie tyle "złym", ile nieistotnym,
      marginalnym, wręcz nieistniejącym.

      Recenzentka "Rzeczpospolitej" pisząca o zeszłorocznym Biennale Sztuki
      zniechęcała do przyjazdu do Łodzi, między innymi z tego powodu, że podróż
      pociągiem z Warszawy to długie upiorne doświadczenie. Niedawno w innej
      codziennej gazecie, w "Dzienniku", ukazał się artykuł "Za cara pociągi jeździły
      szybciej". Nie muszę chyba dopowiadać, że znowu chodzi o trasę Łódź-Warszawa,
      najbardziej dochodową i jednocześnie najbardziej haniebną w Polsce.
      Wytłumaczeniem skandalu, jakim jest kolejowe połączenie tych dwu miast, nie może
      być obecny remont torów. To, że Łódź jest najgorzej skomunikowanym miastem
      Polski, jest efektem wieloletniego procesu, którego niszczące działanie
      przejawia się na wielu poziomach: w częstotliwości, czasie i jakości połączeń. I
      to nie tylko w sławetnym kierunku wschodnim.

      Niektórzy pamiętają czasy, kiedy do łódzkich teatrów przyjeżdżano z innych miast
      Polski. Teraz do Łodzi się nie przyjeżdża, i wcale nie dlatego, że łódzkie
      teatry czasy świetności mają za sobą. Kto bowiem przyjedzie do Łodzi na
      najciekawszy nawet spektakl teatralny, skoro ostatni pociąg wyjeżdża do Warszawy
      o 20.20? A jeśli ktoś chciałby wracać nieco później, powiedzmy o 21, kolej z
      całą powagą proponuje mu połączenie, którego czas wynosi siedem godzin (to nie
      żart, proszę sprawdzić w internetowym rozkładzie jazdy). Przypominam, że nie
      mówię tu o podróży w środku nocy ani o podróży do dalekich bieszczadzkich
      zakątków, ale o wieczornym połączeniu między dwoma największymi miastami
      centralnej Polski oddalonymi od siebie o 133 kilometry. Wieczorne połączenia z
      Warszawą eliminowano sukcesywnie i z premedytacją, obecny remont torów nie ma tu
      nic do rzeczy.

      Połączenie z Krakowem to następny dowód sabotowania interesów miasta poprzez
      odcinanie go od reszty kraju. Kiedyś mówiono, że Łódź może stworzyć z Warszawą
      tętniące życiem dwumiasto, takie dwumiasto już powstało, ale jest nim
      Warszawa-Kraków. Z Warszawy do Krakowa można dojechać w znakomitych warunkach w
      dwie godziny i trzy kwadranse, a bezpośrednie pociągi kursują co godzinę. Między
      Łodzią (czyli póki co drugim co do wielkości miastem Polski) a Krakowem mamy za
      to aż dwa bezpośrednie połączenia. Mało tego, proponuje się nam podróż ponad
      cztero i półgodzinną, czyli o prawie dwie godziny dłuższą, choć Łódź leży
      kilkadziesiąt kilometrów bliżej Krakowa niż Warszawa. Decyzją spółki PKP, pociąg
      "Reymont", który do niedawna jechał trzy godziny, zmienił trasę i jedzie tak
      samo długo jak pociąg z Kaliskiej. Gdyby ktoś z Krakowa chciał przyjechać do
      Łodzi na wystawę, koncert czy spektakl, spędziłby więc w sumie 9 godzin w
      podróży (pomijając już niedogodne pory odjazdów). Są chętni? Nie widzę.
      Chciałbym Państwa zapewnić, że nie teoretyzuję: co rusz spotykam się ze
      znajomymi w Warszawie czy Krakowie, którzy słyszeli o ciekawych imprezach
      kulturalnych organizowanych w Łodzi, ale rezygnują z przyjazdu z uwagi na
      uciążliwość podróży. Tracimy w ten sposób potencjalnych przyjaciół miasta,
      tracimy możliwość popularyzacji jego osiągnięć, bezmyślnie trwonimy nasz kapitał.

      Powiedzmy wreszcie o trzecim kierunku połączeń, bo wymazywanie Łodzi odbywa się
      ze wszystkich możliwych stron. Dla wielu gości zagranicznych przyjeżdżających
      pociągiem do Łodzi pierwszym spotkaniem z naszym krajem (i z firmą PKP) jest
      międzynarodowy dworzec w Kutnie. Jak skandaliczna jest to wizytówka, pominę tu
      milczeniem. Jeśli gość jedzie do Łodzi, przesiada się w Kutnie na jeden z wielu
      pociągów. To zaledwie 56 kilometrów, po trasie kursują pociągi pospieszne,
      mogłoby się więc wydawać, że dla gościa po długiej podróży, np. z Berlina,
      odcinek ten nie będzie uciążliwy. PKP nie byłoby jednak sobą, gdyby nie zakpiło
      z podróżnego i nie próbowało zniechęcić go do wizyty w Łodzi. Trudno uwierzyć,
      ale pociągi pospieszne odcinek ten pokonują w dwie godziny, jadą więc średnio
      trzydzieści kilometrów na godzinę. Przypominam: to nie jakaś lokalna trasa, ale
      dla Łodzi główne połączenie międzynarodowe.

      Przypominam, że pisząc o katastrofalnym stanie połączeń kolejowych z Łodzią, nie
      mam na myśli braku nowych inwestycji czy programu modernizacji, ale stopniowe
      niszczenie tego, co było. Nie dopominam się, żeby było lepiej, oburza mnie, że z
      roku na rok jest coraz gorzej: straciliśmy szybki pociąg do Krakowa, straciliśmy
      bezpośrednie połączenie z Lublinem i Białymstokiem, straciliśmy wieczorne
      pociągi do i z Warszawy, a Dworzec Fabryczny, z którego kiedyś można było
      dojechać bezpośrednio do miast wschodniej Polski, stał się de facto ostatnią
      stacją warszawskiej kolei dojazdowej.

      Polska przyciąga turystów zabytkami Krakowa czy sławą Warszawy. Zagraniczny
      turysta, decydując się na wycieczkę do Polski, raczej nie wybiera się do Łodzi
      (chyba że z miastem łączy go rodzinna historia). Ale tenże turysta, który
      znalazł się już w Warszawie czy Krakowie, często chciałby odwiedzić przy okazji
      inne polskie regiony. Nawet jeśli znajdzie informacje o Łodzi jako mieście
      wartym poznania, musiałby być wyjątkowym ekscentrykiem, żeby decydować się na
      upokarzającą podróż koleją do naszego miasta. Jedzie więc szybko i wygodnie do
      Lublina, Poznania, Wrocławia, czy Gdańska. A Łódź wypada z obiegu. Po mapach
      pogody i mapach połączeń kolejowych, następuje jej skuteczne wymazywanie z map
      turystycznych Polski. A w konsekwencji także z map kulturalnych kraju. W
      Krakowie widuję billboardy reklamujące a to wystawę w muzeum w Poznaniu, a to
      operę we Wrocławiu; w Warszawie plakaty informują o spektaklach teatrów
      krakowskich czy gdańskich. W polskich miastach nie widziałem takich billboardów,
      które reklamowałyby ważne wydarzenia odbywające się w Łodzi. Łodzi nie ma.

      Winę za to wymazywanie Łodzi ponoszą przede wszystkim sabotażyści z PKP, dlatego
      proponuję uznać w trybie natychmiastowym prezesa zarządu spółki PKP Przewozy
      Regionalne za persona non grata w naszym mieście. Nie można jednak zwolnić z
      odpowiedzialności władz miasta, które na tę sabotażową działalność milcząco
      przyzwalają. Gdzie jesteś, Panie Prezydencie Kropiwnicki? Gdzie jesteście,
      szanowni radni i posłowie? Kiedy w zeszłym roku zwróciłem na to uwagę
      wiceprezydentowi, ten sprawę skwitował komentarzem, że "dla Jarniewicza kolei
      nie zbuduje". Nie dla Jarniewicza, panie Urzędniku, ale dla miasta. I nie po to,
      żeby mnie się wygodnie jeździło, ale żeby chciało się ludziom do nas
      przyjeżdżać. Żeby powstrzymać postępującą degradację Łodzi do rangi miasta
      peryferyjnego. Żeby cenne inicjatywy, jakie chce się jeszcze niektórym
      mieszkańcom tego miasta podejmować, te liczne festiwale, z których jesteśmy tak
      dumni, te imprezy kulturalne i naukowe, nie były robione "sobie a Muzom", żeby
      łączyły nas
      • Gość: Seba Re: text: IP: *.toya.net.pl 03.03.07, 18:58

        Winę za to wymazywanie Łodzi ponoszą przede wszystkim sabotażyści z PKP, dlatego
        proponuję uznać w trybie natychmiastowym prezesa zarządu spółki PKP Przewozy
        Regionalne za persona non grata w naszym mieście. Nie można jednak zwolnić z
        odpowiedzialności władz miasta, które na tę sabotażową działalność milcząco
        przyzwalają. Gdzie jesteś, Panie Prezydencie Kropiwnicki? Gdzie jesteście,
        szanowni radni i posłowie? Kiedy w zeszłym roku zwróciłem na to uwagę
        wiceprezydentowi, ten sprawę skwitował komentarzem, że "dla Jarniewicza kolei
        nie zbuduje". Nie dla Jarniewicza, panie Urzędniku, ale dla miasta. I nie po to,
        żeby mnie się wygodnie jeździło, ale żeby chciało się ludziom do nas
        przyjeżdżać. Żeby powstrzymać postępującą degradację Łodzi do rangi miasta
        peryferyjnego. Żeby cenne inicjatywy, jakie chce się jeszcze niektórym
        mieszkańcom tego miasta podejmować, te liczne festiwale, z których jesteśmy tak
        dumni, te imprezy kulturalne i naukowe, nie były robione "sobie a Muzom", żeby
        łączyły nas z tym, co się dzieje w innych ośrodkach polskiej kultury i nauki.
        Żeby wysiłek łodzian się nie marnował, a Łódź nie zamieniała się w politowania
        godny zaścianek.

        Mało kto kwestionuje sens istnienia portu lotniczego w Łodzi. Miasto gotowe jest
        dopłacać przewoźnikom za niedochodowe loty po to tylko, żeby Łódź, obok Rzeszowa
        czy Białegostoku, znalazła się na mapie połączeń lotniczych, a czyni to w
        nadziei, że za parę lat koszty się zwrócą z nawiązką, a inwestycja przyniesie
        miastu wymierne rezultaty. Dlaczego nie prowadzi się podobnej polityki w sprawie
        połączeń kolejowych? Śmiem twierdzić, że mają większe i bardziej wymierne
        znaczenie niż połączenia lotnicze (zrozumiał to Kraków, fundując sobie
        kilkanaście szybkich połączeń kolejowych ze stolicą). To one mogą wprowadzić
        ponownie Łódź na mapę Polski.

        Miasto, żeby żyć, musi istnieć w nieustannym dialogu z innymi miastami i
        regionami. To, co łódzkie jest ważne o tyle, o ile podniesione zostaje do rangi
        ogólnonarodowej czy wręcz uniwersalnej. Dla programu "otwartej Łodzi", Łodzi
        jako kulturowego tygla, w którym stapia się to, co swojskie, z tym, co obce, nie
        ma alternatywnego rozwiązania. Łódź, która zamyka się w sobie albo bezwolnie
        pozwala się zamykać, skazuje się na śmierć. Ginie. Już ginie.
    • Gość: furippu i pekepe, i tubylcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.07, 03:09
      Nie tylko pekape winne jest, ale przede wszystkim tubylcy. Tubylcze wladze
      nigdy nie mialy ochoty domagac sie, miec pomyslow, jak tez codziennie uzywac
      szczotki z mydlem.

      To, ze pakape ma Lodz pod ogonem, stawia tylko w odpowiednim swietle panstwo
      polskie. Kogo i w jakim swietle stawia zachowanie tubylczego dozorcostwa, nie
      bede dopowiadac, bo wlasciwie po co?
      • Gość: tomek Re: i pekepe, i tubylcy IP: *.toya.net.pl 04.03.07, 08:27
        Największy bład popełnił Edward Gierek, iż budując Gierkówkę do Katowic nie
        zaplanował odgięcia bardziej w prawo do Łodzi-wybrał krótszą prostą drogę przez
        Piotrków- to najbardziej odizolowało nas od świata.
        Drugie linia kolejowa zachód wschód, ktoś kto planował bardzo dawno temu nie
        uwzględnił czy nie przewidział, że na mapie powstanie wielkie miasto
        włókiennicze
        czy raczej metodą skrótów i prostej drogi nie odgięli planów bardziej na
        południe do Łodzi.
        Łódź rozwinęła się szybko jak amerykańskie miasto w bardzo krótkim czasie i
        plany kolei tego nie przewidziały.

        Ale to wszystko argumenty by walczyć właśnie teraz o kolej szybką by drugie
        największe miasto w Polsce było dobrze połączone koleją i drogami, z drogami
        plany odległe ale lepiej to idzie gorzej z koleją. przyzwoitości a tego Łodzi i
        władzy brakuje.
        • gothmucha Re: i pekepe, i tubylcy 04.03.07, 12:48
          Gość portalu: tomek napisał(a):

          > Największy bład popełnił Edward Gierek, iż budując Gierkówkę do Katowic nie
          > zaplanował odgięcia bardziej w prawo do Łodzi-wybrał krótszą prostą drogę przez
          >
          > Piotrków- to najbardziej odizolowało nas od świata.

          Fakt, ale co to ma wspólnego z koleją? Akurat pod względem drogowym nie mamy źle, choć dobrze będzie dopiero wtedy, gdy powstanie S8 i autostrada do Warszawy.

          > Drugie linia kolejowa zachód wschód, ktoś kto planował bardzo dawno temu nie
          > uwzględnił czy nie przewidział, że na mapie powstanie wielkie miasto
          > włókiennicze
          > czy raczej metodą skrótów i prostej drogi nie odgięli planów bardziej na
          > południe do Łodzi.

          Moment moment, to nie tak było!
          Kiedy powstała pierwsza linia kolejowa na terenie Królestwa Polskiego w 1848r. (czyli Wiedenka), miała ona na celu jak najkrótszą trasę w kierunku Wiednia - stąd istnejąca już Łódź nie dała rady jej o siebie przyciągnąć.
          Następnie wykonano połączenie z granicą pruską w okolicach Torunia w roku 1862, odgałęziając się w Skierniewicach przez Łówicz, Kutno, Włocławek - Łódź leżała zbyt daleko na południe, żeby leżeć na jej szlaku.

          Po otwarciu kolei kaliskiej w 1902 Łódź miałą bardzo dobre połączenie kolejowe, ale niestety lata zaniedbań i brak dwutoru na odcinku Łowicz-Zgierz "położył" tę linię zupełnie. W międzywojniu planowano połączenie Łodzi ze szlakami N-S i W-E (linie do Kutna - zrealizowana połowicznie (1 tor) i do Piotrkowa - nie zrealizowana nigdy) - ówczesna koncepcja zakładała, że z Warszawy do Poznania pojedzie się przez Kutno, z Warszawy do Wrocławia i dalej przez Łódź, a Łodzi wystarczy wygodny dojazd do Kutna (co przy założeniu, że byłby tam dwutor wcale nie byłoby złe).

          A to, że za PRL w sprawie kolei w Łodzi nie zrobiono nic, to już inna historia...

          Już prędzej należy mieć pretensje do budowniczy Magistrali Węglowej w latach międzywojennych, którzy chcieli połączyć Śląsk z Gdynią jak najkrótszą drogą, ale ta linia nie miała mieć charakteru pasażerskiego...


          > Łódź rozwinęła się szybko jak amerykańskie miasto w bardzo krótkim czasie i
          > plany kolei tego nie przewidziały.

          Błąd. W momencie powstawania kolei na ziemiach polskich Łódź już istniała jako spory (30tys.) ośrodek i znalazło to swoje odbicie np w tym, że jako pierwsze (i długi czas jedyne) miasto doczekało się własnej łącznicy kolejowej, co przy niechęci Petersburga do inwestycji kolejowych było znaczące.
          • Gość: Tomasz.bu Re: i pekepe, i tubylcy IP: *.lodz.dialog.net.pl 04.03.07, 21:27
            > Kiedy powstała pierwsza linia kolejowa na terenie Królestwa Polskiego w
            1848r.
            > (czyli Wiedenka), miała ona na celu jak najkrótszą trasę w kierunku Wiednia

            Chodziło przede wszystkim o Zagłębie. Wiedeń to była daleka perspektywa. Z
            resztą były podjęte działania, aby kolej poszła przez Łódź - ale nie wyszło
            (może zwyczajnie łąpówka była nieadekwatna)

            > Po otwarciu kolei kaliskiej w 1902 Łódź miałą bardzo dobre połączenie
            kolejowe,

            E tam bardzo dobre. Zwłaszcza jeśli jako punkt odniesienia wziąć Prusy...

            > Błąd. W momencie powstawania kolei na ziemiach polskich Łódź już istniała
            jako
            > spory (30tys.) ośrodek i znalazło to swoje odbicie np w tym, że jako pierwsze
            (
            > i długi czas jedyne) miasto doczekało się własnej łącznicy kolejowej

            Pierwszy był Łowicz w 1845 roku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka