Dodaj do ulubionych

Monstrualni komuniści

22.05.07, 19:41
Maj. Piękne miasto z tradycjami. Kościoły. Zaś z kościołów wylewają się
kolumny dzieci ubranych odświętnie - czas 1. Komunii. Zarobek dla knajp i
sklepów elektronicznych. Co mnie uderza? To, jakie te dzieci są wielkie i
grube! Czy to są nadal ośmiolatkowie? Pucułowate, uróżowione dziewczyny, w
stojach nieomal ślubnych, dzierżą w tłustych rączkach obfite bukiety. Buty na
obcasach, welony, kokardy w najgrubszym miejscu, czyli w talii. Chłopcom w
dwurzędowych marynarach wiszą podgardla jak u Churchilla, fałdy nad paskiem.
Lakiery, pęczki konwalii w klapach. Wyglądają jak na ślubie kolegi
sztangisty.

A poza tym cudnie. Trwa leczenie kasztanowców, koszenie trawy, obsadzanie
klombów bratkami. Tyle z tamtej strony Wisły.
Obserwuj wątek
    • nett1980 Re: Monstrualni komuniści 22.05.07, 19:45
      Gdzie ty chodzisz i takich widzisz ?Ci ktorych ja foce sa normalni .Drobiny
      takie ,oczka podkrazone itd.
      • aaa202 A normalnie po centrumie idę i się przestraszam 22.05.07, 19:52
        bo do filigranowych się nie zaliczam, a kubatura wielu komunistów moją
        przewyższa. Chociaż mnie to może już atrofia starcza żre.
      • nakole Dzisiaj... 22.05.07, 20:21
        ...co prawda nie świętego młodzianka, bo pacholę wiele młodsze, ale za to
        bardzo otyłe widziałem jak usiłowało nadążyć za dumną babcią karmiącą je
        chipsami (markę przemilczę). Jak będzie wyglądać ten chłopaczek na I Komunię to
        ja wolę nie mysleć.
        • uerbe Re: Dzisiaj... 22.05.07, 23:39
          nakole napisał:

          > Jak będzie wyglądać ten chłopaczek na I Komunię to ja wolę nie mysleć.

          Zdarzyło mi się dobierać swego czasu buty narciarskie takiemu trzynasto- albo czternastolatkowi. 90 kilo i stopa 47. Horror.
          • nakole Re: Dzisiaj... 23.05.07, 00:00
            ...biedne_narty...
    • evonka :-) 22.05.07, 19:47
      sukienkę na komunię szyła mi babcia-krawcowa ze wzoru po kuzynce. do tego
      miałam sweterek robiony na drutach, na wszelki wypadek, gdyby było zimno.
      przydał się. wianek z krochmalonych tkaninowych kwiatków na druciku i woreczek
      na książeczke do nabożeństwa z materiału co został po uszyciu sukienki. na
      komunii byli wujkowie i ciocie. był obiad zdaje sie, takie większe imieniny..
      dostałam 4 x po 5tys. takie zielone z Szopenem były... kupiłam sobei
      radiomagnetofon Kasprzak. nigdy nie załowałam, że nie dostałam różowego zegarka
      z melodyjkami na różowym pasku...
      • aaa202 bo tak to kiedyś wyglądało 22.05.07, 19:57
        kieckę mama kupiła w drodze powrotnej z pracy, na łeb drut owinięty białą
        bibułą, która obłaziła, na kolano plaster, żeby strupów nie było widać. Rosół,
        pożyczane od sąsiadów krzesła, medalik od chrzestnego, wizerunek Matki Boskiej
        Częstochowskiej od chrzestnej i tyle.
        • lavinka Re: bo tak to kiedyś wyglądało 22.05.07, 20:31
          Moja kiecka była uszyta własnoręcznie przez madre z tkaniny przysłanej przez
          babcię z Włoch. Taka śilczna mała koronka z samych kwiatuszków(nie różyczek). Do
          kompletu była jeszcze orebka na różaniec(różaniec był sięcony przez samego Papieża)
          Wtedy modne były wianki z prawdziwych stokrotek. Ja miałam przerobiony stroik
          ślubny...biały... chyba tylko ja miałam taki z kokardką z tyłu... a potem
          własciwie wszystkie dziewczynki takie miały. Stokrotki poszły w cień...
          lav
          • bryzolin I co z tego pozostało? 22.05.07, 21:53
            Oprócz wartości materialnej prezentów oczywista;
            Czy nadal chodzicie do komunii?
            Czy wiara na dla was jakieś znaczenie?
            Czy to było do czegoś potrzebne?
            Czy to tylko taka nieświecka tradycja?

            Ja byłem zadowolony z prezentów i z obiadu zakrapianego alkoholem, bo gdyby nie
            był zakrapiany, to mimo młodego wieku uznałbym, że komunia była słaba i
            zupełnie nieudana. Taką już mam sarmacką polską naturę.
            • aaa202 Wiotka kibić 22.05.07, 21:56
            • lavinka Re: I co z tego pozostało? 22.05.07, 22:05
              Z tego co pamiętam o moja pierwsza Komunia była nieważna, bo strasznie
              nakłamałam na spowiedzi. Byłam tak zdenerwowana tym,ze parenaście minut
              wcześniej zarwałam niezłego kuksańca w kark od mojej katechetki,że pozapominałam
              wszystkie grzechy... i coś tam nazmyślałam... uprzednio postanawiając, że idę do
              Komunii tylko dla rodziny a potem z religią koniec(nie z Bogiem). Ludzie
              pracujący na łonie Kościoła jawili mi się jako bezduszne potwory...
              Z tamtych czasów zostałą mi tylko wiara w to,ze świat moze być weselszy jeśli
              opowiada się dużo dowcipów. :)
              lav
              • bryzolin Re: I co z tego pozostało? 22.05.07, 22:11
                I co z Kościołem koniec? Tak zupełnie? Może przejdź na inną wiarę...
                • lavinka Re: I co z tego pozostało? 22.05.07, 23:14
                  No jakoś mi tak zostało. Niby niechęć do Kościoła dawno mi przeszła,ale niestety
                  Kościół nadal boi się mojej bezpośredności i tego,że wchodzę z poniesioną głową
                  do budynków sakralnyh zamiast klękać przed ołtarzem. Nigdy nie umiałam
                  przystosować się do tej szopki i chyba już się nie przystosuję.Ale jajka na
                  Wielkanoc święcę...wbrew najbliższej rodzinie,której to wisi...
                  Kapłanów darzę szacunkiem, przynajmniej do momentu gdy zaczną bredzić. Czyli tak
                  samo jak każdego innego z ludzi. I chyba na tym polega problem. Nie różnicuję
                  szacunku... i tak samo obdarzam nim śmierdzącego kloszarda jak i biskupa... i
                  tego Kościół mi nigdy nie wybaczy....
                  lav
                  p.s. W Piekle się będę poniewierać.... ;-)
                  • louen Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 08:07
                    podejdź do pobliskiej parafii i spytaj się lepiej czy Ci wybaczą czy nie... nie
                    wysnuwaj pochopnych wniosków...
                    • lavinka Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 13:04
                      W mojej parafii (kilka tysięcy potencjalnych wienych) mało kogo obchodzi czy
                      przychodzę do kościoła czy nie. Liczą się tylko datki. Próbowałam w innych ale
                      zawsze był ten sam problem. Ksiądz nie był w stanie uwierzyć,ze nie puszczam się
                      z kim popadnie i nie piję alkoholu. I w paru innych sprawach też. Pamiętam
                      jednego w miarę ludzkiego księdza z mojego liceum(nie-Polak),który zawsze
                      patrzył na mnie z oczami jak 5zł,że mam odwagę mówić o swoich słabosciach i nie
                      wstydzić przyznać się do tego,że zrobiłam (lub robię) coś złego w moim życiu.
                      Mój problem polega nie na tym,że to nie ja uciekam przez klerykami... ale oni
                      przede mną...
                      lav
                      • huann Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 13:08
                        lavinka napisała:

                        > Mój problem polega nie na tym,że to nie ja uciekam przez klerykami... ale oni
                        > przede mną...

                        ja bym tego nie nazywał problemem, a raczej darem z niebios... ;]
                  • evonka Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 11:40
                    Kościół boi się twojej bezpośredniości??? a czym ona się wyraża ta
                    bezpośredniość?
                    • lavinka Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 13:07
                      Uśmiechem, podaniem ręki, powiedzeniam Dzień Dobry Panu zamiast Szczęść Boze,
                      nie klękaniem z udawaną pokorą za każdym razem pod ołtarzem.... patrzeniem
                      prosto w oczy....
                      A, no i znajomoscią Pisma Świętego. To ostatnie(to znaczy to,że przeczytałam w
                      całosci ... nie to ,ze znam na wyrywki, bo nie znam) było chyba największą
                      przeszkodą. Największy grzech to zacytować kawałek Biblii (nawet cytat z Nowego
                      Testamentu) i o coś zapytać. Masakra.
                      lav
                      • evonka Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 21:53
                        hmm.. nie mam takich traum w kontaktach z duchownymi. ale byc moze obracasz się
                        wsród dziwnych ludzi.
                        nie wierzę Ci, że przeczytałaś całość. no, byc może przelaciałaś po łebkach.
                        ale nie wierzę Ci, wybacz, że znasz całość i możesz powaznie o tym rozmawiać..
                        • nett1980 Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 22:03
                          Ostoja cierpliwosci z ciebie Ewonko. Podziwiam.
                          • lavinka zastanawia mnie... 23.05.07, 22:10
                            Ty byś na jej miejscu już rzucała macicami,co? Widać w przeciwieństwie do Ciebie
                            evonka ma jakieś własne poglądy ;-p I kulturę osobistą też.
                            Zastanawia mnie jedno. Jak katoliczka na dodatek praktykująca może opowiadac się
                            po stronie wolnej niekotrolowabej aborcji? I mówi o tym księdzu prosto w oczy?
                            Nie sądzę ;-p
                            Oj, czuję że Evonka ma się z czego spowiadac, oj ma ;-D
                            • evonka Re: zastanawia mnie... 23.05.07, 22:13
                              o czym ty piszesz? osoby ci sie pomyliły zdaje sie..
                              • nett1980 Re: zastanawia mnie... 23.05.07, 22:14
                                Jak zwykle.Mnie wymieszala z Iluminacja256 , zaaaa duzo internetu.
                                • evonka Re: zastanawia mnie... 23.05.07, 22:31
                                  cisza zapadla. moze przeszukuje archiwum, żeby tam coś wynaleźć, zebym mi
                                  przypomnieć z czego sie mam spowiadać.. ;-)
                                  • nett1980 Re: zastanawia mnie... 23.05.07, 22:39
                                    Swego czasu opowiadalysmy sie za aborcja , wiec o to pewnie bedzie
                                    chodzilo .Nie wazne ,ze bylo to obostrzone wieloma "ale ".Ze bylo to z empatii
                                    dla zgwalconych dziewczynek ,zon alkoholikow i sytuacji zyciowych kobiet,o
                                    ktorych ona nie ma pojecia . Sa tabletki dzien po , wczesnoporonne itp. ,ze to
                                    tez rodzaj aborcji , niestety, zycie zyciem ,ale czasem realnie dotyka nas
                                    problem wyboru miedzy wiekszym i mniejszym zlem. Nie pisze o sobie ,za
                                    ostrozna w zyciu bylam ,ale poki jestem w wieku rozrodczym nie wiem czy mi sie
                                    nie przytrafi ciaza ,gdy bede np bardzo chora , zycie pisze dziwne scenariusze.
                                    • evonka Re: zastanawia mnie... 23.05.07, 22:43
                                      aaaach, no tak... ale to ja podtrzymuje swoje stanowisko. jestem przeciw
                                      aborcji ot tak. ale też jestem za tym, żeby w sytuacjach skrajnych, w których
                                      waży się życie matki, to ona mogła podjać decyzję i nie była zmuszana do
                                      heroizmu.
                                      i to mi lavinka chce przypomnieć??? żebym nie zapomniała na spowiedzi? ....
                                      dobre..
                              • lavinka Re: zastanawia mnie... 23.05.07, 22:32
                                Do netti o evonce ;-p
                                • evonka Re: zastanawia mnie... 23.05.07, 22:33
                                  to nadal coś chyba ci sie pomyliło...
                          • nett1980 Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 22:13
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=62847350&a=62904468 Ty i
                            kultura osobista ? Smieszne co najmniej .
                            • lavinka I?Co z tą Twoją pamięcią? 23.05.07, 22:33
                              Acha... wiem, te samotne kobiety przed monitorem czekajće przy lampce wina na...
                              kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,4141835.html
                              • evonka lavinko, 23.05.07, 22:35
                                zanim coś napiszesz, pomyśl.
                                bo pleciesz bzdury. albo istotnie wino ci zaszkodziło. moze skisło?
                                • lavinka Re: lavinko, 23.05.07, 22:41
                                  Pudło. Jestem niepiąca. Za to netti chyba już po zgrzewce. Jak te Panie z
                                  artykułu ;-)
                                  • evonka wiesz co? 23.05.07, 22:46
                                    zachowujesz się dziwnie bardzo.. do tego wydaje Ci się, że jesteś anonimowa, a
                                    nie jesteś. juz Ci to kiedyś pisałam. robisz sobie krzywdę sama swoimi głupimi
                                    tekstami.. ale coż, nie mnie się martwić o Ciebie.
                                    • lavinka Ale który? 23.05.07, 22:48
                                      Ale w którym momencie mój tekst był głupi? W tym,ze katolicy nie czytają Pisma
                                      Swiętego (z księżami włącznie)? Czy ten o nadużywaniu alkoholu przez zamężne
                                      kobiety?
                                      • nett1980 Re: Ale który? 23.05.07, 22:50
                                        W kazdym ,niestety, na jej nieszczescie .Jak brakuje jej argumentow rzuca
                                        projekcjami i oskarzeniami ,wyssanymi z palca chorej wyobrazni .
                                        • lavinka Re: Ale który? 23.05.07, 22:53
                                          Ach, jej .... chyba umrę z rozpaczy ;-p
                                        • aaa202 Bym se walła szklane wina 23.05.07, 22:53
                                          Dziewczyny, u Was znowu macica kontratakuje?
                                          • nett1980 Re: Bym se walła szklane wina 23.05.07, 22:57
                                            Brakowalo dzis Longety ,wiec sobie cwiczymy cierpliwosc na kims innym. Moze sie
                                            ta ktosia ciebie boi ,to nie bedzie wyjezdzac ,zes jest na dnie rozpusty i
                                            alkoholizmu ,bo o jej macice tez nieraz nagabywalas.A jak tam burze odeszly i
                                            nie wracaja?
                                            • aaa202 Ależ ja lubię swoje dno moralne, chociaż 23.05.07, 23:07
                                              zamiast zgrzewki piwa wolałabym flaszkę czerwonego, lub półtorej, a zamiast
                                              rozmów o przydatkach, żeby mi ktoś na gitarze ładnie zapodawał.
                                              • nett1980 Re: Ależ ja lubię swoje dno moralne, chociaż 23.05.07, 23:10
                                                Tez wole wino ,ale moze nie tyle na raz?
                                                • evonka z alkoholi 23.05.07, 23:12
                                                  preferuję te mocniejsze, bo wbrew pozorom jakoś mniej na mnie działają. chyba
                                                  lepiej trawię. ale ja i tak jakieś piję ilości zaniżajace srednią krajową
                                                  spożycia..
                                                  piwa nie bardzo lubię. chyba, ze z sokiem. ale to mówią, że profanacja trunku..
                                                • aaa202 Ale do gitarą zapodawania to na raz, zdecydowanie 23.05.07, 23:15
                                                  na raz. I zorza żeby na niebo wyszła. Albo cokolwiek innego. A ja bym po
                                                  radziecku wszystkie piosenki sobie przypomniała. O.
                                                  • nett1980 Re: Ale do gitarą zapodawania to na raz, zdecydow 23.05.07, 23:30
                                                    Czastuszki jakies to i ja pewnie bym przypomniala ,ale tak to szanty raczej
                                                    bretonskie i irlandzkie.
                                                  • aaa202 Swego czasu dla szpanu posiadłam 23.05.07, 23:34
                                                    kilkadziesiąt piosenek Okudżawy na izust'. Oraz jeszcze kilka po serbsku.
                                                    Niestety, w domu nie mogę szpanować. To i zapomniałam większość.
                                                  • nett1980 Re: Swego czasu dla szpanu posiadłam 23.05.07, 23:39
                                                    O to ja blado , moze ze dwie zwrotki Zanny Biczewskiej "Milyj moj luboj , wezmi
                                                    mienia z saboj ..." .Ale to juz w podstawowce -"Pusc biegut nie
                                                    ukluze ,pieszechody pa luzach (...)" ,Krokodyl Giena i wszystko jasne .
                                                  • aaa202 Najlepsza była piosenka o muzyku co rwał 23.05.07, 23:46
                                                    cyrkówkę. Serbska. I podmiot liryczny oświadczał tam, że osłoni ją od deszczu
                                                    tamburynem, oraz że wie, że ona ma czardasza w nogach. Kiedyś się skupię, to
                                                    linka dam.
                                        • nett1980 Re: Ale który? 23.05.07, 22:55
                                          Po co umierac ?Moze jakies poradnie zdrowia (kazdy wie jakiego) sa gdzies w
                                          sasiedztwie ?
                                      • evonka Re: Ale który? 23.05.07, 22:55
                                        ten, o tym, że nett zapewne wypiła już zgrzewkę.. to głupie było. bardzo.
                                        • nett1980 Re: Ale który? 23.05.07, 22:59
                                          E tam wczoraj wyjechala z szuflady ,ze robie co tydzien skrobanki i tone w
                                          pieluchach , a tak serio wiecej niz jednego nie wypije , zgrzewka -uhu ,ale
                                          wybraznia.
                                          • evonka to może przytakujmy? 23.05.07, 23:05
                                            na wszystko co napisze Lavinka vel Lovin.K (bardzo trendi ten nick..)..
                                            obiore teraz taką strategię. to sie znudzi może.
                                            • nett1980 Re: to może przytakujmy? 23.05.07, 23:13
                                              Jej wszystkie teksy to cos w stylu"ja ,moje , u mnie " .Ego to jej uroslo juz i
                                              tak , myslalam nad taka opcja ,ale nie , nie bede pasla czyjegos ego .Chociaz ,
                                              moze jeszcze przemysle , ranek madrzejszy od nocy.
                                              • aaa202 Ale to to chyba o mnie było 23.05.07, 23:26
                                                • nett1980 Re: Ale to to chyba o mnie było 23.05.07, 23:31
                                                  To ty jestes lavinka? Zdrowe ego potrzebne jest , zdrowe powiadam .
                                • nett1980 Re: lavinko, 23.05.07, 22:47
                                  No nie wiem , gdzie w tekscie o winie jest cos o "wscieklym ataku na twoja
                                  macice" .O link dalej prosze uprzejmie .A przeczytanie Biblii to wysilek
                                  wlk ,ale tu chodzi o przeczytanie nie o zaliczenie. Mam dwoch kuzynow w
                                  rodzinie ,ktorzy wybrali stan kaplanski ,bardzo pozytywne osoby .Czegos ,czego
                                  w nas nie ma ,nie jestesmy w stanie zobaczyc w innych ludziach. Dyskusja z L.
                                  doprowadzi do tego ,ze czlowiek sie robi bezradny wobec czegos co Einstein
                                  nazwal wiekszym od wszechswiata.
                              • szprota Dziewczyny, nie chcę podkręcać, bo tu ino kiślu 24.05.07, 00:24
                                brakuje do zapasów, ale do Lavinki jedna prośba:
                                lavinka napisała:

                                > Acha... wiem, te samotne kobiety przed monitorem czekajće przy lampce wina na..
                                > .
                                > kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,4141835.html

                                Nie używaj żartu z nieuleczalnej choroby jako argumentu. Proszę.
                                • lavinka Re: Dziewczyny, nie chcę podkręcać, bo tu ino kiś 24.05.07, 15:17
                                  A kto żartuje? Dla mnie to poważna sprawa. Szkoda,że nie dla wszystkich.
                                  lav
                                  • szprota Re: Dziewczyny, nie chcę podkręcać, bo tu ino kiś 24.05.07, 15:42
                                    Jeśli poważna, to OK.
                        • lavinka Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 22:07
                          Nie wierzysz. Dokładnie takie stanowisko mieli ksieża,których spotkałam ;-) Nie
                          było sensu dyskutowac z ludźmi,kórzy sprawiali wrażenie... jak gdyb sami nigdy
                          Pisma Świętego nie czytali w całości... czasami wydawało mi się,że w ogóle do
                          niego nie zajrzeli... albo czytali "po łebkach" albo co gorsza wykuli "na
                          blachę" nic nie rozumiejąc :/ Gdyby to był odosobniony przypadek... ale za
                          każdym razem? Nic do nich nie mam, to byli bardzo mili ludzie(prawie wszyscy)...
                          tyle,że kosmicznie dwulicowi... nieszczerzy, bojaźliwi... albo pokorne cielęta
                          bez charakteru albo nadęte buce. Tylko ksiądz Jose był przyzwoity, choć z
                          drugiej strony lubił opowiadac jak w podrywał laski zanim został księdzem(a było
                          ich wiele). Więc nie wiem czy taki do końca przyzwoity :) Został księdzem bo
                          się nie mógł zdecydować którą woli (jego wersja).
                          lav
                          p.s.Jeśli chodzi o zbiór mądrości życiowych to Pismo Święte jest u mnie nr1. A
                          Księga tysiąca i jedenej nocy nr.2 Kiedyś obiecywałam sobie,że pzeczytam
                          Koran(bo w tej księdze kobieta potrafiąca objaśniać go była wysoko ceniona) :)
                          • evonka Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 22:18
                            wiesz dlaczego nie wierzę..? bo, zeby przeczytać i zrozumieć całe Pismo Swięte
                            trzeba poświecić baaaaardzo dużo czasu i byc dojrzałą emocjonalnie i etycznie
                            osobą.
                            Ja nie znam całego. Nowy Testament przeczytałam i czytam. Zagladam dość często
                            do ewangelii Łukasza - moja ulubiona. I za kazdym razem dowiaduję się czegoś
                            nowego i weryfikuję to, co przeczytałam wcześniej. Czasami zajrzę do psalmów -
                            czystro literacko - niektóre są piękne.
                            • lavinka Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 22:41
                              evonka napisała:

                              > wiesz dlaczego nie wierzę..? bo, zeby przeczytać i zrozumieć całe Pismo Swięte
                              > trzeba poświecić baaaaardzo dużo czasu i byc dojrzałą emocjonalnie i etycznie
                              > osobą.

                              A Ty jesteś? Skoro nie przeczytałaś całego to chyba nie... ;-p

                              > Ja nie znam całego.

                              No właśnie. Jak każdy katolik ;-) Jakiś mój znajomy powiedział,z katolikiem jest
                              się dopki nie przeczyta i zrozumie Pisma Świętego. Jak się to zrobi to z reguły
                              właśnie z tego powodu opszcza sę Kościół ;-D


                              Nowy Testament przeczytałam i czytam. Zagladam dość często
                              > do ewangelii Łukasza - moja ulubiona.

                              A ja wolę Mateusza :) Choć w zasadzie w każdej jest prawie to samo tylko czasem
                              niektóre fragmenty są bardiej szczegółowe, a inne mniej :)
                              No i ten wstrętny temat Apokalipsy.... ;-D
                              Nowy Testament mnie nudzi. I nie podoba mi się to,że Go ukrzyżowali. Nie to,ze
                              tego nie rozumiem,ale mi jest przykro. I wstyd. Za ludzi. Za ich głupotę. Tak na
                              marginesie za głupotę kobiet robących sobie skrobanki bez żadnego powodu - z
                              czystego egoizmu - też.


                              >I za kazdym razem dowiaduję się czegoś
                              > nowego i weryfikuję to, co przeczytałam wcześniej. Czasami zajrzę do psalmów -
                              > czystro literacko - niektóre są piękne.

                              A dowiedziałaś się czegoś nowego ostatnio? Opowiedz,proszę.... ;-D
                              Ja się dowiaduję czegoś nowego codziennie z internetu :)

                              lav
                              • evonka Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 22:53
                                > A Ty jesteś? Skoro nie przeczytałaś całego to chyba nie... ;-p
                                >
                                ja nie przeczytałam, bo nie miałam takiego zamiaru, póki co. więc nie udał Ci
                                sie kiepski zarcik.

                                > No właśnie. Jak każdy katolik ;-) Jakiś mój znajomy powiedział,z katolikiem
                                jes
                                > t
                                > się dopki nie przeczyta i zrozumie Pisma Świętego. Jak się to zrobi to z
                                reguły
                                > właśnie z tego powodu opszcza sę Kościół ;-D

                                "Jakis twój znajomy" zupełnie mnie nie interesuje.. Powołaj się na słowa kogoś,
                                kogo ja również znam z nazwiska.. jakiś filozof wpsółczesny? filo-zofia.. -
                                trudne słowo, wiem..

                                > No i ten wstrętny temat Apokalipsy.... ;-D
                                hmm.. dla ciebie wstrętny?


                                > A dowiedziałaś się czegoś nowego ostatnio? Opowiedz,proszę.... ;-D
                                nie, nie odpowiem, bo wcale nie chcesz dowiedzieć się tylko zaczepić. i tu się
                                różnimy.
                        • nakole Re: I co z tego pozostało? 23.05.07, 22:20
                          evonka napisała:

                          > nie wierzę Ci, że przeczytałaś całość. no, byc może przelaciałaś po łebkach.

                          ...wtrącę się... ja jestem skłonny uwierzyć Lavince ponieważ sam przeczytałem
                          całość: Stary i Nowy Testament. Oczywiście samo przeczytanie to kropla w morzu
                          i nie odważę się twierdzić, że znam te księgi, nie mniej czytałem z dużo
                          większym zainteresowaniem niż potwornie dla mnie nudne opisy przyrody w Nad
                          Niemnem...czasem wracam do lektury SiNT, ale wyrywkowo...
                          • lavinka A wiesz,że ja też nie przebrnęłam Nad Niemnem? 23.05.07, 22:47
                            Przyrodę zdecydowanie wolę oglądać niż o niej czytać.
                            Ale taką Trylogię (z Potopem włączni) przebrnęłam w calości w 6klasie
                            podstawówki. I Pana Tadka też. Moja polonistka była w szoku ;-)

                            lav

                            Jeden ksiądz(nie znam jego imienia ani nazwiska, uczył religii w szkole) jak się
                            dowedział o tym,że przeczytałam Pismo Święte w całości też był zszokowany.
                            Serio... a potem sie mnie spytał. Ale po co? .... A ja na to.... A Pan nie
                            czytał całego? A on tak dziwnie zamilkł...... A dopiero potem ugryzłam się w
                            język... o jedno zdanie za późno... Od tamtej pory ten nieszczęsny kleryk za
                            każym razem jak mnie widział to czerwieniał ze wstydu i unikał mojego
                            spojrzenia.... hmm...
                            • nakole Re: A wiesz,że ja też nie przebrnęłam Nad Niemnem 23.05.07, 22:55
                              ... a to miłe, ale nie przeszkadzam, bo teraz jesteś na wojnie ;-)
                              • lavinka Re: A wiesz,że ja też nie przebrnęłam Nad Niemnem 24.05.07, 15:18
                                Jaka tam wojna. Ja tak mam na internecie,że jak powiem prawdę to mi nikt nie
                                wierzy. A jak zmyślam-to wszyscy myślą,że to szczera prawda ;-)
                            • louen Re: A wiesz,że ja też nie przebrnęłam Nad Niemnem 24.05.07, 09:28
                              lavinka napisała:

                              > Jeden ksiądz(nie znam jego imienia ani nazwiska, uczył religii w szkole) jak
                              si
                              > ę
                              > dowedział o tym,że przeczytałam Pismo Święte w całości też był zszokowany.
                              > Serio... a potem sie mnie spytał. Ale po co?

                              no właśnie po co?? skoro w KK jedynymi właściwymi interpratorami "p.s." są
                              księża...

                              druga sprawa to żadna rewelacja przeczytać i raczej żadne katharsis po tym nie
                              grozi... co najwyżej osoba obiektywna może się zastanowić skąd w tym tyle
                              sprzeczności (no pewne mądrości też są ujęte)...
                              • lavinka Re: A wiesz,że ja też nie przebrnęłam Nad Niemnem 24.05.07, 15:33
                                No właśnie ja tez nie rozumiem co w Piśmie Świętym jest takiego wielkiego i
                                czemu trzeba mieć jakąś tam dojrzałość. Rozumiałam zgrubsza z niego wszystko
                                mając 10lat i niewiele się od tamtej pory zmieniło. Są pewne nieścisłości w
                                treści poszczególnych ewangelii,ale z tego co się ostatnio dowiadywałam wynikają
                                one głównie z potrójnego przekładu. Z hebrajskiego na grekę, z greki na łacinę i
                                z łaciny na polski(lub z greki na polski). Poza tym ten przekład polski też jest
                                mało potoczny i przez to nie zawsze jednoznaczny, choć moim zdaniem to zaleta.
                                Dzieki temu cytaty są łatwo rozpoznawalne.... i czasem trzeba się kapkę
                                zastanowić. Tak na marginesie Stary Tesament to jest chyba bardziej
                                szowinistyczne dzieło w podejściu wyższości mężczyzn nad kobietami jakie znam.
                                Zwłaszcza w ujęciu św.Pawła :) Facet miał na pieńku z babami to pewne. :)

                                Co do księży to bywa różnie. Choć jak sobie parę miesięcy temu przeczytałam
                                reportaż o szkołach dla kleryków... to z grubsza zrozumiałam o co chodzi.
                                Wszelkie ambitniejsze jednostki jako niepokorne są eliminowane już na początku
                                Seminarium. A Ci co zotaną pozostają na emocjonalnym etapie rozwoju 19latka.
                                Artykuł z gazety.pl albo onetu, nie pamiętam. Kiedyś tu go cytowałam.
                                Nigdy nie byłam przeciwniczką Kościoła jako takiego,ale raczej "szopki" jaką
                                odstawiają niektórzy jego wierni i "pasterze". Można powiedzieć,że owoc psuje
                                się od środka. Nikt nie jest święty... ale jak mi moja była szefowa(co niedziela
                                krzyżem w kościele) tłumaczyła,że w Boga nie wierzy i chodzi do kościoła, bo
                                taka jest tradycja... to tego nie zrozmiem nigdy. Dla mnie to koszmar tak przez
                                całe życie udawać. Ale różne drogi wyznacza nam Pan,że się tak sekciarsko
                                wypowiem :)
                                lav
                                • louen Re: A wiesz,że ja też nie przebrnęłam Nad Niemnem 25.05.07, 11:50
                                  hmmm
                                  nieścisłości?? no bardzo delikatne określenie, zwłaszcza jak weźnie się pod
                                  uwagę to, że te które umieszczono w n.t. zostały przefiltrowane z wielu innych
                                  i odpowiednio obrobione... co do przekładu to jedna sprawa, może mniej lub
                                  bardziej marginalna, ja raczej jestem zwolennikiem zmieniajacej sie koncepcji
                                  p.s... no i fakt, że trochę długo i różni ludzie to pisali...

                                  nie wiem czy akurat 10-io letnia dziewczynka jest w stanie zrozumieć i wyłowić
                                  mądrości zawarte w biblii bo takowe są... może tak, może nie... ale to że do
                                  tej pory (po nastu latach?) niewiele się w tej kwestii zmieniło jest
                                  zastanawiające...
                                  • lavinka Re: A wiesz,że ja też nie przebrnęłam Nad Niemnem 25.05.07, 16:18
                                    Pisząc niewiele się zmieniło mialam na myśli znajomość tekstu. Jeśłi chodzi o
                                    znajomość szeroko pojmowanego życia to zmieniło się o tyle,że mam o wiele lepsze
                                    zdanie o ludziach niż wtedy. Ale w kwestii Biblii nie zmieniło się w sposób
                                    istotny. Mam wrażenie,że mnie dobrze wychowano.... tzn. nie wychowywano mnie w
                                    kulcie czegokolwiek lub kogokolwiek. Stąd dystans do siebie,życia i słowa
                                    pisanego. Jedyne co mnie czasem dziwi to to,że na temat Pisma Świętego
                                    wypowiadają się ludzie,którzy go nie przeczytali... to tak,jakby pisać
                                    wypracowanie na podstawie opracowania, a nie samej książki. Zawsze możńa srzelić
                                    byka w stylu "Boryna była kobietą" ;-)))
                                    lav
            • evonka pozostało to: 22.05.07, 22:34
              radiomagnetofon Kasprzak jeszcze gdzieś tam działkowo-warsztatowo rzęzi,
              drewniana pamiątka komunijna w pudełeczku opisanym "pamiąki", zdjec pare w
              albumie.
              poza tym:
              - do komunii chodzę, bo należę do tych raczej praktykujących, choć raczej
              jestem transreligijna..
              - wiara ma dla mnie znaczenie. w pewien sposób mnie określa. identyfikuję się z
              filozofią chrześcijańską.
              - I komunia była potrzebna, tak samo jak potrzebny jest ślub czy uroczyste
              rozpoczęcie roku szkolnego. mogłoby tego nie być, oczywiście, i nic by sie nie
              stało, ale uroczyste rozpoczynanie pewnych etapów pozwala się do nich
              przygotowywać i uwazniej przeżywać. tak uważam.
              - to nieświecka tradycja. tak jak świeckie obchodzenie imienin czy kolejnych
              urodzin.

              co do zakrapiania, to uważam, że nie ma co się napinać. jak kto umie się
              kulturalnie napić alkoholu, to na komunii się nie spije nawet i bez sugestii
              księżowskich..
    • brite Re: Monstrualni komuniści 22.05.07, 22:27
      A ja po raz pierwszy widziałem ostatnio komunistów w strojach przypominających
      habity ku-klux-klanu i komunistki w odpowiednikach damskich. Żadne tam
      garniturki czy koronkowe sukieneczki.
      • bryzolin Re: Monstrualni komuniści 22.05.07, 22:29
        Bo teraz takie mają być.
        Dzieci teraz rosną bardziej na produktach modyfikowanych genetycznie i
        fastfoodach.
    • bryzolin Re: Monstrualni komuniści 22.05.07, 22:36
      Co to znaczy być transreligijnym? To tak jak tranwestyta?
      • lavinka Re: Monstrualni komuniści 22.05.07, 23:16
        To znaczy pewnie,ze nie wierzy w Boga ale chodzi do kościoła bo taka tradycja. ;-)
        Bardzo częste u Polaków ;-) Tki faktycznie przebieraniec religijny :)
        lav
        p.s. Zaraz mi się za to oberwie, hi hi
        • evonka Re: Monstrualni komuniści 23.05.07, 11:45
          mądrala - tra -la- la z ciebie..
          ale się mylisz. a właściwie nic ci do tego czy chodzę czy nie chodzę. nie w
          chodzeniu wszak tkwi "klu" sprawy.
          • lavinka Re: Monstrualni komuniści 23.05.07, 12:56
            Uderz w stół... ;-p
      • brite Re: Monstrualni komuniści 22.05.07, 23:24
        transreligijny to często widać w amerykańskich tv shows z kaznodziejami.
      • evonka transreligijna 23.05.07, 11:43
        to moze nei jest najwłaściwsze słowo... trans - czyli poprzez... jestem
        poprzezreligijna.. ;-) czyli zasypuję sztuczne podziały pomiędzy prawosławnymi,
        protestantami i katolikami.. ekumenicznie żyję. ot.
    • bryzolin Muszę się odnieść do evonki 23.05.07, 00:46
      - do komunii chodzę, bo należę do tych raczej praktykujących, choć raczej
      jestem transreligijna..

      Ja tam nie jestem transreligijny i raczej nie praktykuję z przyzwyczajenia

      - wiara ma dla mnie znaczenie. w pewien sposób mnie określa. identyfikuję się z
      filozofią chrześcijańską.

      spróbuj postudiować buddyzm lub islam i szybko zidentyfikujesz się z nimi bo
      mówią dokładnie to samo. Po prostu znasz to co w ciebie wpoili

      - I komunia była potrzebna, tak samo jak potrzebny jest ślub czy uroczyste
      rozpoczęcie roku szkolnego. mogłoby tego nie być, oczywiście, i nic by sie nie
      stało, ale uroczyste rozpoczynanie pewnych etapów pozwala się do nich
      przygotowywać i uwazniej przeżywać. tak uważam.

      Ja uważam, że najbardziej uroczyste powinny być podsumowania np. 1000 komunia
      po stwierdzeniu "teraz wiem, że jest mi potrzebna" lub 20 rocznica ślubu po
      stwierdzeniu "spotkałem właściwą kobietę/mężczyznę" bo na początku to naprawdę
      nic nie wiadomo.

      - to nieświecka tradycja. tak jak świeckie obchodzenie imienin czy kolejnych
      urodzin.

      szkoda tylko, że to dziecko nie wie po co to wszystko się dzieje, często
      dorośli też niestety nie
      • louen Re: Muszę się odnieść do evonki 23.05.07, 08:02
        bryzolin napisał:

        > spróbuj postudiować buddyzm lub islam i szybko zidentyfikujesz się z nimi bo
        > mówią dokładnie to samo. Po prostu znasz to co w ciebie wpoili

        no mam wątpliwości czy mówią dokładnie o tym samym, ale tak poza tym meriutum
        słuszne...
      • evonka Muszę sie odnieść do bryzolina 23.05.07, 08:54
        > Ja tam nie jestem transreligijny i raczej nie praktykuję z przyzwyczajenia
        >
        no i dobrze. każdy przecież moze byc inny. i mieć własne praktyki,
        przyzwyczajenia, potrzeby..

        > spróbuj postudiować buddyzm lub islam i szybko zidentyfikujesz się z nimi bo
        > mówią dokładnie to samo. Po prostu znasz to co w ciebie wpoili

        oczywiście, że religie mówią podobne rzeczy. ale ja urodziłam sie w rodzinie
        chrześcijańskiej, rodzice zdecydowali mnie ochrzcic, a ja jak do tej pory nie
        potrzebowałam sie rozstawać z chrześcijaństwem. jest częscią mnie. tak jak to,
        że jestem Polką. mogłabym przecież spróbować być Słowaczką albo Czeszką,
        przecież to bardzo podobne... ;-)

        > Ja uważam, że najbardziej uroczyste powinny być podsumowania np. 1000 komunia
        > po stwierdzeniu "teraz wiem, że jest mi potrzebna" lub 20 rocznica ślubu po
        > stwierdzeniu "spotkałem właściwą kobietę/mężczyznę" bo na początku to
        naprawdę
        > nic nie wiadomo.
        Zgadzam się z Tobą, że i rocznice powinno się świetować. Jak najbardziej. Ale
        ja wierzę w dobre początki, wiesz..? Oczywiście rzeczywistość potwierdza, że
        róznie to bywa. Akurat jesli chodzi o I komunię to w kościele katolickim jest
        to odświetna uroczystosć, rodzaj inicjacji. uznaje się, że dziecko jest już na
        tyle rozumne, że bedzie potrafiło odróżnić dobro od zła i samodzielnie
        decydować o swoim dalszym losie. Co dalej z tym zrobi, to już jego decyzja.
        Przecież nikt nikogo nie przymusza do chodzenia do Kościoła czy uczestniczenia
        w komunii. Na szczęście.

        > szkoda tylko, że to dziecko nie wie po co to wszystko się dzieje, często
        > dorośli też niestety nie
        myślę, że dziecko wie lepiej niz rodzice. ja w każdym razie wiedziałam i było
        to dla mnie wówczas ogromnie ważne. prezent też, ale wtedy akurat specjalnie
        wypaśnych prezentów nie było, więc schodziły na dalszy plan. teraz byłam na
        komunii kuzynki. dziewczynka dokładnie wiedziała o co chodzi i była w pełni
        świadoma w czym uczestniczy. ale różnie bywa..

        • louen Re: Muszę sie odnieść do bryzolina 23.05.07, 10:32
          evonka napisała:

          > uznaje się, że dziecko jest już
          > na tyle rozumne, że bedzie potrafiło odróżnić dobro od zła i samodzielnie
          > decydować o swoim dalszym losie. Co dalej z tym zrobi, to już jego decyzja.
          > Przecież nikt nikogo nie przymusza do chodzenia do Kościoła czy
          > uczestniczenia w komunii. Na szczęście.

          mała dygresja - warto wiedzieć, że w KK chrzest powinna przyjmować osoba
          dorosła i świadoma, w praktyce jest zupełnie inaczej... jak to mówią sami
          księża poprzez fanaberie i na fanaberiach owych oparte tradycje... nie każdy z
          rodziców wie, że chrzcząc małe dziecko przyjmują za nie pełną
          odpowiedzialność... to oni składają przysiegę w imieniu niemowlaka i w razie
          poźniejszego wypieńcia się pociechy na KK i boga to oni bekną przed "jego
          najświętrzym obliczem".
          co do świadomości dziecka 8-io lub nawet 6-io letniego to też bym polemizował,
          na pewno świadomość pozyskania łupów jest znaczna, ale z tzw. duchowością i
          uczuciem obcowania z Jezusem Chytrusem to raczej marnie.. co później, za lat 10-
          20 widac wyraźnie...
          • evonka jest trochę inaczej niz piszesz.. 23.05.07, 11:35
            prawo KK, kodeks kanoniczny, mówi, że to rodzice mają obowiązek troszczyć się
            aby ich dziecko zostało ochrzczone w pierwszych tygodniach życia.
            jeśli chcrzest chce przyjąć osoba dorosła to musi być świadoma i wyrazić taką
            wolę.
            każdy rodzić wie, że chrzacząc dziecko przyjmuje za nie odpowiedzialnośc. tak
            jak odpowiedzialność przyjmuje powołując je na świat czy posyłając do takiego a
            nie innego przedszkola czy szkoły.. to oczywiste. nie "bekną" jednak za
            późniejsze wybory dziecka, ponieważ każdy człowiek, a zatem i dziecko, ma wolną
            wolę i może decydować i wybierać, nie obciążając tymi wyborami swoich rodziców.
            to jedna z zalet chrześcijaństwa.

            a o świadomości istotnie można polemizować. dzieci są różne. jedne bardziej
            inne mniej swiadome i ciekawe swiata. podobnie z dorosłymi.
            • louen Re: jest trochę inaczej niz piszesz.. 23.05.07, 12:38
              z tego co kojarzę to rodzice nie mają obowiązku chrzcić dziecka, ale mogą
              prosić o chrzest dla niego; żeby taki chrzest był możliwy muszą spełnić kilka
              warunków...
              co do świadomości i woli osoby dorosłej pragnącej "się ochrzcić" to chyba jest
              to oczywiste i zrozumiala jest różnica między taką osobą a kilkutygodniowym
              dzieckiem...
              nie każdy rodzic zna odpowiedzialność jaką ponosi składając przysiegę w imieniu
              swego dziecka... dla przykładu moi rodzice nie wiedziali...
              to, ze każdy człowiek ma wolna wolę to jedno... a to, że ktoś składa w jego
              imieniu deklarację, której nie może dotrzymać to druga sprawa... nie dziecko
              obciąża swoimi wyborami rodziców, a oni sami to zrobili obiecując je bogu...

              evonka napisała:
              > to jedna z zalet chrześcijaństwa.

              tzn.? to że dzieci nie obciążają swoich rodziców?? no cóż rodzice są
              odpowiedzialni za wychowanie w wierze (i nie tylko) swoich dzieci... po to też
              na ratunek została powołana instytucja chrzestnych, jesli zabraknie rodziców to
              oni muszą zapewnić spełnienie obietnicy i wychowac we wskazanej wierze...

              swoje, powyższe teorie pisze na podstawie kilku polemik z przedstawicielami
              koscioła katolickiego, które wyniknęły podczas zgłoszenia mnie, ateisty, na
              ojca chrzestnego... (dla wyjaśnienia chrzestnym być nie moge, ale świadkiem tak)

              co do różnej świadomości dzieci i polemiki... na razie 8 i 6-io latki głosować
              na wyborach nie mogą... nie bez przyczyny...
              • evonka Re: jest trochę inaczej niz piszesz.. 23.05.07, 22:11
                Louenie,
                więc to jest tak:
                www.archidiecezja.lodz.pl/prawo.html - tu masz caly tekst prawa
                kanonicznego, które z resztą moim zdaniem jest zbyt skomplikowanie napisane,
                nie wyjaśnia wielu rzeczy, ale chrzest jest dość jasno opisany:

                Kan. 867 -

                § 1. Rodzice mają obowiązek troszczyć się, ażeby ich dzieci zostały ochrzczone
                w pierwszych tygodniach; możliwie najszybciej po urodzeniu, a nawet jeszcze
                przed nim powinni się udać do proboszcza, by prosić o sakrament dla dziecka i
                odpowiednio do niego się przygotować.

                § 2. Jeśli dziecko znajduje się w niebezpieczeństwie śmierci, powinno być
                natychmiast ochrzczone.

                ... już kiedyś była o tym mowa.. czy to jest obowiazek rodziców katolickich czy
                nie.. alebo mam jakieś deja vu.. krótko: to jest obowiązek, ale jak każdy
                obowiazek możesz traktować to różnie. możesz zdecydować, ze nie ochrzcisz
                dziecka, ze poczekasz aż będzie samo decydowało. tak jest w kosciele
                ewangelickim na przykład. to jedna z różnic.

                rodzice nie składają deklaracji w imieniu dziecka, ale sami. deklarują, że będą
                je wychowywać w wierze, dbać o duchowy rozwój etc i chcą by przystąpiło do
                grona ochrzczonych, a zatem uwolnione od grzechu pierworodnego itd..
                Kościół katolicki nie rozlicza rodziców z postępków ich dzieci.

                Co do chrzesnych to istotnie muszą to byc osoby, które mają w jakimś stopniu
                czuwać nad chrzescijańskim rozwojem chrzczonego, kiedy np. rodziców zabraknie
                lub nie będą się ze swoich obowiazków wywiązywać. Ale, podobnie jak w przypadku
                rodziców, nie obciąża się chrzestnych winami czy wyborami dziecka. Wbrew
                pozorom kosciół jest tu mniej restrykcyjny niż szkoła(obowiazek nauki). Kościół
                nie weryfikuje postępków dziecka czy chrzestnych.. To sprawa Ochrzczony-Bóg.

                Nie chcę Cię do niczego przekonywać, po prostu pokazuję Ci tylko pewne prawa i
                fakty. Można ich nie akceptować i uważać za zbędne. Osobiście w kwestii chrztu
                zgadzam się raczej z ewngelikami niż katolikami, nie mniej nie uważam chrztu
                małych dzieci za coś złego. Jeśli wynika z rzeczywistej troski rodziców, jest
                wyrazem głębokiej wiary i nie staje się piętnem - cóż w tym złego?
                • louen Re: jest trochę inaczej niz piszesz.. 24.05.07, 09:05
                  widać niektórzy księża mają inną koncepcję... tak jak napisałem to wszystko
                  oparte jest na słowach księży z pewnej łódzkiej parafii do tego przyłączył się
                  ich proboszcz, ktory ostatecznie orzekał w sprawie... uważam, że argumentacja i
                  uzasadnienie jakiego udzielili jest jak najbardziej logiczne i słuszne - i
                  nawet się z nim zgadzam (tzn. w kwestii odpowiedzialności)... co do "obowiązku"
                  przytoczyłaś argument wydawałoby sie nie do podważenia, ale podważają go sami
                  księża... może nie znają swojego prawa, może poprostu kłamią... w każdym bądź
                  razie coś jest niehalo w tej sprawie!
                  interpretowac można różnie...

                  evonka napisała:

                  > Osobiście w kwestii chrztu
                  > zgadzam się raczej z ewngelikami niż katolikami, nie mniej nie uważam chrztu
                  > małych dzieci za coś złego. Jeśli wynika z rzeczywistej troski rodziców, jest
                  > wyrazem głębokiej wiary i nie staje się piętnem - cóż w tym złego?

                  ano moim zdaniem choćby to, że nijak to się ma z "wolną wolą" jest to
                  narzucanie z góry człowiekowi pewnej drogi, gdzie nieświadomie został wrzucony
                  do pewnego worka... później może co najwyżej świadomie się z tego worka
                  wygrzebać, za co jest piętnowany... to jest takie cwane pozyskiwanie tabunu
                  wiernych, uzależnianie ludzi od kapłanów i narzucanie tym ludziom zadań
                  misyjnych co jest przede wszystkim robotą kapłanów właśnie - spatkobierców
                  apastołów... pominę kwesię zdzierania kasy...
                  • evonka Re: jest trochę inaczej niz piszesz.. 24.05.07, 23:58
                    louen napisał:

                    > ano moim zdaniem choćby to, że nijak to się ma z "wolną wolą" jest to
                    > narzucanie z góry człowiekowi pewnej drogi, gdzie nieświadomie został
                    wrzucony
                    > do pewnego worka... później może co najwyżej świadomie się z tego worka
                    > wygrzebać, za co jest piętnowany... to jest takie cwane pozyskiwanie tabunu
                    > wiernych, uzależnianie ludzi od kapłanów i narzucanie tym ludziom zadań
                    > misyjnych co jest przede wszystkim robotą kapłanów właśnie - spatkobierców
                    > apastołów... pominę kwesię zdzierania kasy...

                    no tak, Louenie, jest to jakby narzucenie pewnej drogi. Ale taka jest rola
                    rodziców również zeby podejmować pewne decyzje, wychowywać dziecko tak a nie
                    inaczej..
                    Nie mam własnych dzieci, wiec nie mogę mówić o sobie jako rodzicu. Ale mnie
                    wychowywano w okreslony sposób, który w pewnym sensie wrzucił mnie na okresloną
                    drogę. Nie myślę tu o chrześcijaństwie, ale o ogólnych zasadach, o sposobie na
                    zycie, na rodzinę, na taką a nie inną naukę czy hobby. Nikt przy tym do niczego
                    mnie nie zmuszał. Miałam zawsze wybór. I nie byłam piętnowana za wybory inne
                    niż rodziców. Fakt, że miałam i mam rewelacyjną rodzinę. Ideał wręcz. Wiec nie
                    miałam potrzeby jakiegoś specjalnie częstego buntu..
                    Podobnie myślę jest w przypadku chrztu.
                    Jeśli tylko ma się odpowiedni dystans i potrafi się oddzielać wiarę od religii
                    i obrządku i hierarchii koscielnej, to nie ma się kłopotu z bogiem. ksieża są
                    różni, jak lekarze. jedni biorą, inni nie. proste.
                    Nie wiem, może generalnie dobrze trafiam, bo "złych" ksieży spotkałam niewielu
                    na swojej drodze. Moze dlatego, ze szukam i sie nie zniechcam jakim jednym
                    grubym jak pączek w maśle, ale za to z łapkami lepkimi na kasę.. Co mnie to
                    obchodzi To jego problem. Jego relacja z Bogiem. Nie wpływa na moją. To, że
                    zostałam ochrzczona w kosciele katolickim, ba, bioerzmowana i zaślubiona w
                    tymże, nie oznacza, że muszę bezkrytycznie i bezmyślnie traktowac każde słowo
                    katolickiego księdza. weryfikuję je dokłądnie tak jak diagnozy lekarskie. i mam
                    swoja madrość i rodzaj intuicji, która mi mówi: nie rób tego, bo bedzie ci źle.
                    albo zrób to, a poczujesz sie lepiej.
                    kosciół sie zmienia. musi się zmienić. i to widać. ja w kazdym razie to widzę,
                    choćby po spowiedzi. coraz wiecej jest dobrego słowa, podbudowania, umacniania.
                    coraz mniej karcenia i dawania pokuty do odklepania..
                    no rozpisałam się..
                    Louenie, ja rozumiem swoją wiarę. I lubię ją badać i pogłębiać. Dociekać. NIe
                    jest sprzeczna z nauką, jak to twierdzi wielu nawiedzonych Giertychów itp. Moze
                    byc składnikiem życia. Ważne, żeby po prostu to rozumieć i rzeczywiscie
                    potrzebować. ..
                    • louen Re: jest trochę inaczej niz piszesz.. 25.05.07, 11:30
                      religia w moim przekonaniu musi być wyborem człowieka, a nie wyuczonym
                      schematem... a taki właśnie narzucany jest w KK.
                      na koniec dorzucę kwestię księży... dobrych i złych... tak się przyjęło, ze jak
                      któryś z księży coś przeskrobie to wtedy jest puszczane takie standardowe
                      usprawiedliwienie - "przecież to też tylko człowiek"... na codzień jednak to
                      trochę za dużo arogancji i wywyższania się ponad społeczeństwo w tych zwykłych
                      ludziach...

                      poza tym ci cacy i ci be księża tworzą kosciół i takim on jest jakich ma
                      kapłanów (no i wiernych oczywićcie), którzy to kreują reguły religii i taka
                      religia jest na tyle dobra jak jej strażnicy i nauczyciele...
                      • evonka Re: jest trochę inaczej niz piszesz.. 25.05.07, 20:48
                        oczywiscie, ze jest tak, że księza tworzą kościół. ae kosciół tworzą też
                        ludzie. i tu jest kluczowa kwestia. kościól to nie zbiór ideałow, albo ludzi,
                        którzy się za te ideały podają. stąd bardzo często słyszę: o, taki niby
                        katolik, a skłamal.. albo: taka z niej katoliczka, do koscioła chodzi, a sie z
                        mężem kłóci.. kosciół to ludzie, z ich wszystkimi ułomnościami. to grzesznik na
                        grzeszniku. jeśli komuś się wydaje, że jest inaczej to jest w błędzie.

                        wobec księży należy być szczególnie krytycznym, bo to oni pełnią rolę
                        przewodników. wiec sami katolicy powinni być krytyczni i weryfikować ich
                        postawy. i nie dawać się wkręcać w jakieś niezrozumiałe decyzje. niestety
                        katolicy sa bierni w większości. nie komunikują swoich uwag i potrzeb. a to
                        źle.

                        co do wyuczonego schematu, to bym polemizowała... i znów porównała do
                        wychowania czy nauki... jeśli rodzice uczą dziecko, że trzeba grać na pianinie
                        i przykładnie cwiczyć gamy, to nie znaczy, że to będzie dla dziecka do końca
                        życia jedyna forma obcowania z muzyką. wiem to z autopsji. moze jako młody
                        człowiek wybrać inna drogę kotaktu z muzyką, albo nawet totalnie ją odrzucić.
                        wiec podobnie jest z religią.. nikt nikomu niczego nie narzuca. nie chcesz- nie
                        klękaj, nie całuj krzyża, nie medytuj na różańcu.. co cie obchodzi to, ze jakaś
                        moherowa pani będzie krzywo patrzyła...albo jakis ksiądz pokiwa palcem.. ??
                        wiara to nie jest realcja między wiernym a księdzem, ale miedzy wiernym a
                        bogiem. i już.
                        • louen Re: jest trochę inaczej niz piszesz.. 26.05.07, 09:55
                          evonka napisała:

                          > oczywiscie, ze jest tak, że księza tworzą kościół. ae kosciół tworzą też
                          > ludzie. i tu jest kluczowa kwestia. kościól to nie zbiór ideałow, albo ludzi,
                          > którzy się za te ideały podają. stąd bardzo często słyszę: o, taki niby
                          > katolik, a skłamal.. albo: taka z niej katoliczka, do koscioła chodzi, a sie
                          > z mężem kłóci.. kosciół to ludzie, z ich wszystkimi ułomnościami.
                          > to grzesznik na grzeszniku. jeśli komuś się wydaje, że jest inaczej to jest w
                          > błędzie.

                          tak tak... pisałem o tym, że księża i wierni! oczywiście tworzą KK... ale
                          ludzie to jedna, a ich tzw. przewodnicy to druga sprawa... stąd tez skoro
                          nauczyciel jest cieniutki to i uczeń marną wiedze nabędzie...
                          religia katolicka ma dosyć słabe podstawy... ponoć z grona jej wyznawców jest
                          stosunkowo najwięcej odejść... ponoć, ktoś to policzył parę lat temu...
                          co do "grzesznika na grzeszniku"... no własnie to jest między innymi skutek
                          marnej opieki kapłanów i kiepskiego przykładu jaki dają oraz zagarniania
                          poprzez np. nieświadome chrzty rzeszy "wiernych", którzy choć są z przydziału w
                          KK to ich świadomość religijna i uduchowienie jest raczej mierne...
                          i jeszcze jedna ciekawostka: bardzo często zdarza się, że katolicy przyjmują
                          nadwyraz pokorną postawę, stoją ze spuszczonymi głowami, świadomi swoich
                          ułomności, biją sie w pierś, przepraszają (choc niewiele akurat z tego wynika)
                          i powtarzają, że nie są godni, ale bardzo ładnie proszą o wybaczenie - i to
                          wszystko, koniec... zamiast brać przykład ze swojego idola przepraszają, że
                          żyją...

                          > wobec księży należy być szczególnie krytycznym, bo to oni pełnią rolę
                          > przewodników. wiec sami katolicy powinni być krytyczni i weryfikować ich
                          > postawy. i nie dawać się wkręcać w jakieś niezrozumiałe decyzje. niestety
                          > katolicy sa bierni w większości. nie komunikują swoich uwag i potrzeb. a to
                          > źle.

                          ano... przez tyle setek lat kociół wyniósł sie na pozycje Panów i Władców, a
                          wiernych uczynił swymi poddanymi, a wiadomo że Panowie każą a plebs robi... i
                          nie narzeka... zakorzeniło to sie bardzo mocno nawet do dziś, zwłaszcza na
                          wsiach...

                          > co do wyuczonego schematu, to bym polemizowała... i znów porównała do
                          > wychowania czy nauki... jeśli rodzice uczą dziecko, że trzeba grać na
                          pianinie
                          > i przykładnie cwiczyć gamy, to nie znaczy, że to będzie dla dziecka do końca
                          > życia jedyna forma obcowania z muzyką. wiem to z autopsji. moze jako młody
                          > człowiek wybrać inna drogę kotaktu z muzyką, albo nawet totalnie ją odrzucić.
                          > wiec podobnie jest z religią..

                          no coż... ja nie porównywalbym religii z muzyką... inna półka... inny aspekt
                          emocjonalny, duchowy i oczywiście społeczny...

                          > nikt nikomu niczego nie narzuca. nie chcesz- nie klękaj, nie całuj krzyża,
                          > nie medytuj na różańcu.. co cie obchodzi to, ze jakaś
                          > moherowa pani będzie krzywo patrzyła...albo jakis ksiądz pokiwa palcem.. ??
                          > wiara to nie jest realcja między wiernym a księdzem, ale miedzy wiernym a
                          > bogiem. i już.

                          eeee... wiesz mało kto się przejmuje kiwajacym palcem księdza i surowym
                          moherem... to jest sprawa bardziej skąplikowana, ale nie podejmuje wątku bo to
                          następny temat rzeka a my i tak dosyć offtopicowo tu piszemy...
                          • evonka muszę przyznać, że 26.05.07, 11:18
                            bardzo mi się miło z Tobą rozmawia. i ciekawie do tego.
                            wiec pewnie będziemy ciągnać ten offtopicowy wątek jeszcze, dopóki sie nam nie
                            znudzi.. ;-)

                            > religia katolicka ma dosyć słabe podstawy...
                            jak każda religia opiera się na wierze. jak każda religia nie powinna być
                            podważana naukowo, bo nie o naukę chodzi w religii, a raczej o filozofię życia.
                            faktem jest, ze katolicy(nie wiem jak to jest w innych nie-chrześcijańskich
                            religiach) mają cholernie dużo dogmatów, które ciężko przyjąć racjonalnym
                            umysłom współczesnych ludzi. mi się to bardzo nie podoba. ma też bardzo
                            rozbudowane prawo koscielne, oparte na tradycji, ale zupełnie nie dostosowywane
                            do zmieniajacych się czasów.

                            > co do "grzesznika na grzeszniku"... no własnie to jest między innymi skutek
                            > marnej opieki kapłanów i kiepskiego przykładu jaki dają
                            istotnie nie jest idealnie. ale, to jaki będzie kosciół zależy również od
                            samych wiernych. jeśłi będą weryfikowac swoich księzy i uczestniczyc w
                            stanowieniu decyzji(maja przecież takie prawo), to może mniej bedzie głupawych
                            pomysłów ze strony księży..
                            by the way: w mojej parafii jest bardzo fajny proboszcz. człowiek otwarty i
                            naprawdę pozytywnie zagarniający ludzi. bez czekania na "ofiarę". nie robiący
                            problemu z rzeczy, które problemammi nie są... ale wiem, ze mało takich, mało..

                            > zamiast brać przykład ze swojego idola przepraszają, że
                            > żyją...
                            eeeetam.... tak jak pisałam, kosciół to ludzie. rózni. jedni maja większe inni
                            mniejsze problemy. jedni przepraszają, bo się spóźnili na msze, inni nie widzą
                            nic złego w puszczaniu plot o sąsiadach.. myślę, ze to jest dokłądnie tak jak w
                            społeczeństwie ogólnie.. ale wydaje mi się, że świadomi chrześcijanie, ktorzy
                            troche czytają, badaja swoja wiarę, probują ją zgłębić to bardzo radośni i
                            pogoni ludzie. w każdym razie - ja nie znam specjalnie smutnych i
                            przepraszajacych nieustanie...

                            > no coż... ja nie porównywalbym religii z muzyką... inna półka... inny aspekt
                            > emocjonalny, duchowy i oczywiście społeczny...
                            porównanie miało tylko pokazać, że jeśli nawet coś zostanie zaproponowane przez
                            rodziców, lub wybrane przez nich, to wcale nie jest to ostateczna decyzja,
                            której nie można zmienic..
                            a dla mnie muzyka jest bardzo "boska".. więc wcale nie tak odległa od religii..
                            oczywiscie nie ma aspektu społecznego, ktory w religii jest bardzo silny.. ale
                            emocje, duchowośc - myślę, że podobne, jeśłi czasami nie silniejsze. wszak jest
                            cos w powiedzeniu: kto śpiewa - dwa razy się modli.

                            • louen Re: muszę przyznać, że 01.06.07, 08:44
                              evonka napisała:

                              > ma też bardzo rozbudowane prawo koscielne, oparte na tradycji, ale zupełnie
                              > nie dostosowywane do zmieniajacych się czasów.

                              to mi sie wydaje akurat zasadne... KK nie powinien zmieniach pewnych reguł,
                              dostosowywać ich do ludzi, naginać do obecnych czasów... to jest takie
                              nastawienie na masowość, ułatwia sie ludziom aby miescili sie w ramkach i żeby
                              było ich jak najwięcej (w kupie raźniej??)a to nie oto chodzi... zasady są po
                              to aby się ich trzymać, jeśli odpowiadają Ci określone zasady danej religii to
                              możesz sie z nią utożsamiać, jeśli masz inny światopogląd to zacznij sobie
                              szukać innej religii... religia jest dla ludzi, ale to nie znaczy, ze ma mieć
                              płynne prawa i należy ją dowolnie interpretować...
                              to tak jak z maturą, kiedyś mieć mature to było coś! to również oznaczało
                              pewien poziom intelektualny, status, a teraz? robi sie wszystko by było jak
                              najłatwiej i jak najwięcej osób przy minimalnej wiedzy, umiejetnościach i
                              wysiłku miały ten papier... a przecież matura nie jest po to, żeby wszyscy ją
                              zdali...

                              > by the way: w mojej parafii jest bardzo fajny proboszcz. człowiek otwarty i
                              > naprawdę pozytywnie zagarniający ludzi. bez czekania na "ofiarę". nie robiący
                              > problemu z rzeczy, które problemammi nie są... ale wiem, ze mało takich,
                              > mało..

                              mało bo wsród księży idee i powołanie zastąpiła arogancja i wyrachowanie...

                              >

                              > eeeetam.... tak jak pisałam, kosciół to ludzie. rózni. jedni maja większe
                              > inni mniejsze problemy. jedni przepraszają, bo się spóźnili na msze, inni nie
                              > widzą nic złego w puszczaniu plot o sąsiadach.. myślę, ze to jest dokłądnie
                              > tak jak w społeczeństwie ogólnie.. ale wydaje mi się, że świadomi
                              > chrześcijanie, ktorzy troche czytają, badaja swoja wiarę, probują ją zgłębić
                              > to bardzo radośni i pogoni ludzie. w każdym razie - ja nie znam specjalnie
                              > smutnych i przepraszajacych nieustanie...

                              ej no nie w tym sensie... raczej chodziło mi o sens wiary, który sprowadza sie
                              do przepraszania za życie i obłudnym żalu "za grzechy"...

                              > porównanie miało tylko pokazać, że jeśli nawet coś zostanie zaproponowane
                              > przez rodziców, lub wybrane przez nich, to wcale nie jest to ostateczna
                              > decyzja, której nie można zmienic...

                              pewnie, że można zmienić, ale skala trudności i konsekwenje inne... nie mówiąc
                              już o szkodach i ograniczeniach intelektualnych, moralnych, światopoglądowych
                              itp. jakie zostawia za sobą często tresura religijna...

                              > a dla mnie muzyka jest bardzo "boska".. więc wcale nie tak odległa od
                              > religii..

                              oj bluźnisz;)
                              zresztą "kult muzyki" też moze byc groźny;)
      • evonka i jeszcze bonus... 23.05.07, 09:09
        to nie jest tak, Bryzolinie, że jesli ktoś sie określa jako chrzescijanin, to
        nie ma watpliwości i jest ideałem.
        mam setki watpliwości. dużo czytam i zapoznaję się z różnymi opiniami i
        poglądami. obserwuje i jestem bardzo krytyczna. właśnie dlatego jestem
        transreligijna.. ;-) tzn. nie identyfikuje się li tylko z katolicyzmem.
        ekumeniczna jestem. o. ;-)
        myślę ze kazdy człowiek ma prawo mieć jakąś filozofię odniesienia.
        niekoniecznie przez całe życie jedną. to się przecież zmienia, jeśłi człowiek
        poszukuje, zgłębia swoją naturę.. mi bliscy są filozofowie ewidentnie judeo-
        chrześcijańscy. sama religia i jej obrzędowośc niekoniecznie. ale, jak to mi
        powiedział ostatnio pewien ksiadz - wcale nie musi mi odpowiadać, musze znaleźc
        własna formułe bycia chrześcijanką. jak ze wszystkim innym.
      • nett1980 Re: Muszę się odnieść do evonki 23.05.07, 09:15
        Mialabym pewne watpliowsci czy buddyzm jest religia , wielu znawcow zalicza
        raczej go do filozofii. Takie mi wiadomosci zostaly po zajeciach z
        religioznawstwa. Moja siostra jest praktykujaca buddystka ,ale jej zapal
        bardziej mi sie kojarzy z religijnym niz filozoficznym. Temat sliski.
        A sa wsrod was agnostycy?
        • louen Re: Muszę się odnieść do evonki 23.05.07, 10:39
          no nie jest religią, ale sumiennie pod takową jest podciągany... nawet
          wymyślono taki zabawny zwrot - religia ateistyczna... a jak kto praktykuje to
          już inna kwestia, kwestia jego zrozumienia i spełnienia - wszystko fajnie póki
          religia jest dla ludzi - gorzej gdy relacje się odwrócą...
          • szprota Re: Muszę się odnieść do evonki 23.05.07, 13:07
            Po mojemu to raczej sposób na życie nawet niźli filozofia czy religia, które jak
            wiadomo, często funkcjonują z dala od codzienności. W buddyzmie jest sporo
            zdrowego rozsądku.
            Jednak jest również jakaś liczba obrządków, misteriów czy celów_do_wykonania,
            ktore potrafią już być bardzo dogmatyczne.
            • lavinka Re: Muszę się odnieść do evonki 23.05.07, 13:11
              Wydaje mi sie,że u niektórych katolików to też sposób na życie. Te kółka
              różańcowe, te codzienne msze i wspólne modlitwy na każdą okazdję... tabuny
              świętych... wreszcie kult samego Papieża Jana PAwła II....(to on już jest tym
              Świętym,czy nie?)
              lav
              p.s.Wydaje mi się,że najgorzej jest jak religia zaczyna przesłaniać wiernemu
              świat. Obojętne czy to filozofia pseudoreligijna czy religia pseudofilozoficzna.
              Czyli wszystko OK pod warunkiem,że zachowuje się zdrowy rozsądek i nie szkodzi
              innym oraz sobie.
              • evonka rózne formy 23.05.07, 22:25
                zadałam ostatnio pewnemu ksiedzu pytanie, a właściwie poskarżyłam sie.
                powiedziałam, ze nie lubię tych różańcowych klepanek i, że wcale mi sie nie
                chce przychodzić na gorzkie żale czy inne modlitwy, powtarzane w kółko przez
                grupę starszych pań. ... sądziłam, że sie obruszy, a on mi powiedział rzecz
                bardzo mądrą wydaje mi się.
                powiedział, ze są różne formy praktykowania wiary. i, że trudno, żeby mi się
                podobało odmawianie rózańca, skoro kreci mnie wchodzenie na szczyt góry czy
                pływanie łódką po jeziorze.. powiedział, że każdy powinien znaleźć własną
                formułę bycia z bogiem. jedni śpiewają(bo są np. bardziej ekspresyjni), jedni
                wolą róźaniec(bo np. nie potrafią inaczej), inni znowu lubią pomodlić się w
                ciszy. jeszcze inni są z Bogiem tak, że tego wogóle na zewnątrz nie widać...
                kwestia znalezienia własnej formuły i nie negowania innych tylko dlatego, że mi
                nie odpowiadają.. bardzo mi się ta odpowiedź podobała.
                • lavinka Re: rózne formy 23.05.07, 22:52
                  I bardzo mądrze powiedział. Co nie zmienia faktu,że religia nie powinna
                  cłowiekowi zastępować sumienia. A tak bardzo często bywa. Jak sobie popatrzę na
                  niektóre babcie pełne nienawiści i rzucająe sie z paraslkami na reporterów pod
                  kosciołem (fanklub Wielgusa)... to się zastanawiam czy ksiądz im wytłumaczył,ze
                  tak nie wolno? Hmm, chyba zapomniał...
                  lav
                  • louen Re: rózne formy 24.05.07, 09:32
                    raczej religia nie powinna zastępować rozumu...
                    • lavinka tyż racja :) nt 24.05.07, 15:35

        • misiomis Re: Muszę się odnieść do evonki 23.05.07, 22:02
          nett1980 napisała:
          > A sa wsrod was agnostycy?

          Są.
          • nett1980 Re: Muszę się odnieść do evonki 23.05.07, 22:18
            A mnie przez wiele lat krecila gnoza ...
            • misiomis Re: Muszę się odnieść do evonki 23.05.07, 23:19
              Skoro Cię już nie kręci, to też jesteś agnostyczką : )
              • nett1980 Re: Muszę się odnieść do evonki 24.05.07, 00:01
                misiomis napisał:

                > Skoro Cię już nie kręci, to też jesteś agnostyczką : )
                >
                Kreci to moze juz nie ,ale wciaz mnie zajmuje .To znaczy starosc przeznaczam na
                zglebianie , bo w mlodosci zawczesnej rzucilam sie w ten nurt z gorliwoscia
                neofity.Moze wlasnie na starosc agnostykiem zostane?
            • nakole Re: Muszę się odnieść do evonki 23.05.07, 23:35
              nett1980 napisała:

              > A mnie przez wiele lat krecila gnoza ...

              ...a ja od kręcenia popadłem w cyklozę... ;-]


              ...
              • misiomis A czy są wśród nas acyklostycy? 23.05.07, 23:38
                Tacy, co to na rower nie wsiądą, bo się na przykład boją pedałów dotknąć?
                • huann albo ich już samo wspomnienie o 23.05.07, 23:41
                  łańcuchu krępuje?

                  misiomis napisał:

                  > Tacy, co to na rower nie wsiądą, bo się na przykład boją pedałów dotknąć?
                  • nakole ...a widełki... 23.05.07, 23:42
                    ...siarką pachną...
                    • huann fakt. 23.05.07, 23:44
                      nawet nie próbowałbym oponować.
                      • lavinka o właśnie.Piszczy mi hamulec,a nie kce mi się wymi 24.05.07, 15:38
                        eniać klocków. Jest pewne poderzenie,że mi się koło scentrowało,ale... maz jakis
                        domowy sposób na podregulowanie piszczącego hamulca?
                        lav
                        • huann Re: o właśnie.Piszczy mi hamulec,a nie kce mi się 24.05.07, 20:55
                          lavinka napisała:

                          > maz jakis domowy sposób na podregulowanie piszczącego hamulca?

                          nie wiem, nie mam męża :D
                          • lavinka ;-D 25.05.07, 16:10
                            Oj,chyba się na serwisie skończy. Internetowe samouczki nadesłane przez nakole
                            na nic się zdały... bo klocki się starły na amen...
                            • nakole Re: ;-D 26.05.07, 12:14
                              Lavinko, up więc nowe klocki i wg netowych wskazań wymień ustrojstwo. Podczas
                              regulacji jest trochę zabawy :-)
                • nakole Też pytanie... 23.05.07, 23:41
                  ...od czasu do czasu się ujawniają ;-))
                • huann Re: A czy są wśród nas acyklostycy? 25.05.07, 15:29
                  misiomis napisał:

                  > Tacy, co to na rower nie wsiądą, bo się na przykład boją pedałów dotknąć?
                  >
                  rowery.onet.pl/2607,1412480,artykuly.html
    • jelonek72 a co mnie zostało ???? 23.05.07, 13:53
      1- wspomnienie po księdzu Ryszardzie :):):):):)
      pamiętam,że uczył nas religii młodzian taki, ksiądz Ryszard i strasznie się w
      nim kochałam heheheheheh
      2 - wspomnienie o tajemnym wiezieniu mnie w Syrence do kościoła :):):)
      mój ojciec jako wojskowy nie mógł posyłać dziecka do kościoła ot tak po prostu ,
      oficjalnie, więc chociaż wszyscy sąsiedzi wiedzieli,że ide do komunii to ja na
      białą sukienkę miałam narzucony wielką pałatkę i byłam wieziona pod sam kościół
      w Syrence wuja, by nikogo nie kuc w oczy

      Pamiętam ,że bałam się spowiedzi bo jak zrobiłam rachunek sumienia z wszystkimi
      pytaniami przygotowanymi przez ks Rysia to mi wyszło ,że mam dwa grzechy i bałam
      się ,że to za mało ,żeby mi mogli dać rozgrzeszenie... dodałam więc kilka nie
      swoich występków do listy wykroczeń:)
      I już - biby nie pamiętam , bo był chyba tylko jakiś obiadek Prezentów nie
      pamiętam - chyba jakies medaliki dostałam , ale potem było włamanie do naszego
      domu i nic mi z tego nie zostało .

      A dziś jestem szczęśliwą męzatką po ślubie kościelnym i mamą ochrzczonego Lolka
      - wierzę w Boga, który nie nazywa się Jezus ani Jahwe, ani X, ani Jaktamchceta
      mam lekką schizofrenię , wiem wiem :):):)
    • cassani na mojej komunii 24.05.07, 22:00
      dziadek p kilkudniowym "gazie" dostał zapaści i ledwo go pogotowie odratowało.
      To zresztą nie była pierwsza ofiara w rodzinie tej komunii, bo z dwie godziny
      wcześniej ja osobiście zemdlałem w kościele. Poza tym dostalem łacznie 40 tys.
      zł z tego co pamiętam, za które mama z 2 lata później nabyła mi magnetofon
      stereofoniczny "Hania". Srebrny i stereo. Teraz dzieci dotaja srebrne samoloty
      i pewnie sa takie ładne że aż strach im zemdleć w ubranku za 4000 zł.
      • nakole Re: na mojej komunii 24.05.07, 22:32
        ...moja komunia odbyła się w kościele św.Józefa na Ogrodowej (na co jeszcze
        mam kwity i fotkę) i czułem się podczas niej okropnie ponieważ ustawiono mnie w
        parze z osobą płci odmiennej, ktora mi się nijak nie podobała ;-[.
        Uczta komunijna nie miała dramatycznego przebiegu. Goście wyżłopali mętną
        cytrynówkę mamusinej roboty spirytusie rektyfikowanym i na cytrynach kupionych
        w delikatesach Pietryna/Więckowskiego, wychłeptali rosół z zieleniną i cos tam
        jeszcze i poszli sobie. Aha, wszyscy mnie poklepywali po plecach, aż skoliozy
        sie nabawiłem. Mnie się dostał od chrzestych jakiś socjalistyczny zegarek i
        krzyżyk na dalszą drogę. Tak to było. :-)
        • cassani Re: na mojej komunii 25.05.07, 00:00
          Dodam jeszcze, że po komunii, w latach następnych, jeszcze dwa razy zemdlałem w
          kościele, po czym zupełnie zarzuciłem praktyki obrządku chrześcijańskiego.
          • nakole Re: na mojej komunii 26.05.07, 09:59
            Ja nie mdlałem w kościele, ale często wychodziłem bo mimo, że nie mam dobrego
            słuchu muzycznego to nie mogłem ścierpieć śpiewu głośnego lecz fałszywego....
      • brite Re: na mojej komunii 25.05.07, 20:59
        to kiedy mnie wrobiono w ten obrządek, jakiś chłopiec stojący obok nagle zaczął
        się bujać i runął tak jak stał twarzą naprzód na plecy tego przed nim, wciąż
        trzymając tę wielką zapaloną świecę.

        Dostałem aparat foto Smiena i chyba zegarek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka