aaa202
26.06.07, 09:44
Mam wrażenie, że największe świństwo, jakie rychtuje nam kodeks pracy to
nagły i niespodziewany urlop.
Najpierw człowiek adaptuje się do nowej sytuacji, potem smakuje narzuconą
bezczynność, w końcu brutalnie jest z niej wyciągany i ponownie wtłaczany w
trzewia maszyny (miasta i masy).
Czemu wolne, na które czekałam, dni odliczałam, dni skreślałam, tak męczy i
rozczarowuje? Tak wygląda zemsta "reszty życia" w ferworze pracy spychanej na
plan drugi?
Nie wiem. Może sport? Może remonty? Może dorywcza praca? O tak! Praca! Pracę
przyjmę od zaraz!