zamek
20.07.07, 00:02
Było to półtorej godziny temu. Podjeżdżam na Jetcie róg Jana Pawła i
Pabianickiej pod dystrybutor. Za mną ustawia się facet autem na holenderskich
blachach. Taki starszy gość, dość przeciętnie wyglądający. Widać, że jest
zdenerwowany: nie gasi świateł, nie potrafi załączyć dystrybutora. Prosi mnie
o pomoc. Dogadujemy się po niemiecku i za chwilę jego auto dokarmia się
bezołowiową. Ja idę zapłacić. Gdy odchodzę od kasy, on przychodzi z
pieniędzmi. Prosi mnie, żebym na niego zaczekał, bo będzie chciał mnie o coś
spytać.
Na zewnątrz dowiaduję się, że pan Holender od godziny próbuje wyjechać z
Łodzi. Chce jechać w kierunku Frankfurtu nad Odrą (przypuszczam, ze tak w
sumie do rodzinnego kraju), ale nijak nie wie, jak ma trafić na właściwą
drogę. Ktoś doradził mu A1 (!), znaków ani na Frankfurt, ani choćby na Poznań
nie ma żadnych. Trwa to dobre piętnaście minut (i niemiecki, i angielski jest
jednak dla nas obu językiem obcym), ale w końcu tłumaczę mu, że ma nie
wjeżdżać w Pabianicką w kierunku Wrocławia, tylko jechać drogą nr 1 aż do
ronda, gdzie w lewo będzie drogowskaz "A2 Poznań". Facet szczęśliwie odjeżdża
we właściwym kierunku.
Już kiedy otwarto łódzki odcinek A2, podniosły się głosy, że w Łodzi pies z
kulawą nogą nie ma prawa się zorientować po znakach o istnieniu tej
autostrady. GDDKiA obiecywało, zarzekało się jak żaba błota, że umieści znaki
prowadzące na autostradę. Owszem, wymawiało się kosztami, ale inwestycja miała
zostać zrealizowana. I co? I nic! I pan Holender błąka się jak ślepa owieczka
po nieznanym mu i nieoznakowanym mieście wielkości Amsterdamu. Ilu innych
zagranicznych kierowców przeżywa w Łodzi identyczne katusze? Zakładam, że
kilkunastu dziennie.
Gdy wyjeżdża się z Pragi czeskiej, w oczy rzucają się drogowskazy na Wrocław i
odległy o wieleset kilometrów Szczecin. Jeszcze na Berliner Ringu pojawiają
się drogowskazy na Warszawę. Być może należy się cieszyć, że na wyjazdach
jedynką z Łodzi mamy anonsowane Gdańsk i Katowice, a nie Zgierz i Rzgów. Też
miasta, w tym jedno powiatowe, a w dodatku najbliższe Łodzi węzły z drogą
krajową. Wrocław na podobnej zasadzie musiał "paść" przed Sieradzem na
czternastce.
Wypiłem holenderskim piwem toast za pana z Holandii, aby udało mu się dotrzeć
do domu i aby już nie zabłądził w naszej wielce światowej i wszelki prym
wiodącej Ojczyźnie. Jemu tego nie powiem, ale: cholerne GDDKiA, Holender,
postawcie w Łodzi wreszcie te znaki kierujące na A2. Skoro już nie można
ominąć Łodzi obwodnicą, to niechże da się z niej przynajmniej wyjechać!