hubar
25.06.03, 19:26
"- Przez 60 lat PZPR i spadkobiercy nie byli w stanie zdobyć się
na to, by odnotować fakt zniknięcia z Łodzi 30 procent
współmieszkańców, a teraz wynaleźli pretekst formalny, by
projekt zablokować i korzystają z tego w sposób nieuczciwy -
skomentował po wyjściu z obrad prezydent Kropiwnicki."
--
I tu się z Kropiwnickim zgadzam.
"Wczoraj radni mieli zdecydować o przeznaczeniu na ich
realizację z rezerwy budżetowej blisko 388 tys. zł. Pojawiły się
jednak wątpliwości: prezes Urzędu Zamówień Publicznych nie
wyraził zgody na bezprzetargowe zlecenie wykonania projektów.
Prezydent obiecywał, że nie wykona żadnego kroku bez aprobaty
UZP. Apelował do radnych, by nie opóźniali decyzji. - Póki Rada
Miejska nie odniesie się do tego projektu, wszelkie próby
pozyskiwania funduszy na ten cel są daleko przedwczesne -
mówił."
--
No tak. Kropiwnicki zawalił, zresztą nie pierwszy raz. Jak jest
prawo, to trzeba się do niego stosować. Kropiwnicki podczas
konfliktu w Teatrze Nowym bewględnie stosował sie do prawa i tym
usprawiedliwiał się. Niech się teraz nie dziwi takiej reakcji.
"Nie pomogło. Radni przegłosowali wniosek radnego SLD Macieja
Rakowskiego. - Pan prezydent sam jest sobie winien. Rada powinna
najpierw przyjąć uchwałę, że zostanie w Łodzi wzniesiony pomnik
i określić środki na ten cel. Potem powinien być rozpisany
konkurs na projekt. Nie możemy podjąć uchwały przed publicznym
przetargiem albo decyzją, że można odstąpić od trybu określonego
w ustawie o zamówieniach publicznych - tłumaczy Rakowski."
--
Szkoda, że tak to wydłuża drogę do powstania tego pomnika. Ale
zacytuję Rakowskiego: "Pan prezydent sam jest sobie winien".
Oby tylko polskie piekiełko nie doprowadziło, do żenującego
poziomu obchodów 60-tej rocznicy likwidacji getta w Łodzi.