rafgeo
18.12.01, 21:26
Dziś miałem wątpliwą przyjemność przebwanaia w pubie, do którego wkroczyła
raźna dresowa kompania. Do tej pory nie miałem bezpośredniego kontaktu z
dresami i wydawało mi się, że opinie o nich są przesadzone. Ale to co dziś
widziałem mnie załamało. W pierwszym rzędzie dresy dały do włączenia własną
muzykę. Umc, umc, umc. Następnie próby tańca i śpiewu. Tekst umc umc był
niestety w języku angielskim i komando dresiarskie ograniczyło się do włączania
się w śpiew przy jeeeee lub motherfucker. To nie było piękne, zwłaszcza, że
przy śpiewie coś "tańczyli" na środku. Oczywiście przy porozumiewaniu się za
każdym razem wydzielali maksymalną liczbę decybeli na jaką było ich stać, przy
czym co drugie słowo zaczynało się na K. Bardzo szybko przeszła nam ochota na
dłuższe przebywanie w tamtym miejscu i je opuściliśmy. Ale to nie jest w
pożądku. Znacie może jakieś miejsca w których dresy nie bywają (oprócz
oczywiście teatrów, muzeów itd.)
A swoją drogą macie może pomysł co zrobić z dresami? Przecież to się nawet nie
da już leczyć. Nie wiem w jaki sposób można by oddresić tych ludzi, albo
przynajmniej ograniczyczyć ich populację. Może Wy macie pomysł jak to zrobić?
Pozdrawiam