big_news
09.11.07, 12:57
Leniwie otworzyłem oczy. Palce rąk samoistnie powędrowały do oczu, aby
wydłubać z ich kącików nagromadzoną tam przez noc ropę. Przez chwilę
próbowałem przypomnieć sobie, co mi się śniło. Bezskutecznie. Rzuciłem
wzrokiem na zegar. Była 7,30, a więc obudziłem się mniej więcej jak zwykle.
Sięgnąłem ręką na stolik po pilota. Cyknąłem przycisk, na ekranie ukazał się
pan zapowiadający pogodę. Spokojnym głosem obwieścił duże zachmurzenie,
przelotne opady oraz mgłę. Uczulał kierowców na ostrożną jazdę. Wyłączyłem
telewizor i przeciągnąłem się. Wstałem. Bez entuzjazmu wykonałem 5 przysiadów,
pompki odłożyłem na następny dzień. Podszedłem do okna, przekręciłem żaluzje.
Za szybą jawił się bury świat. Cóż, jesień. Poszedłem do kuchni. Nalałem wody
do czajnika, zapaliłem fajkę, wziąłem popielniczkę i udałem się do kibelka.
Usiadłem wygodnie, otworzyłem "Salon" Łysiaka na 291 stronie i zatopiłem się w
lekturze. Po wypaleniu LM-a odłożyłem książkę, umyłem ręce i poszedłem z
powrotem do kuchni. Nasypałem do firmowego kubka Nestcafe dwie łyżeczki
rozpuszczalnej kawy Tchibo Gold Selection oraz łyżeczkę cukru. Zalałem lekko
przestudzonym wrzątkiem, zamieszałem i upiłem dwa łyczki. Poszedłem do
łazienki. Zdjąłem podkoszulkę oraz bokserki i wszedłem do kabiny prysznicowej.
Odkręciłem wodę, ustawiłem sobie ciepły strumień i przez kilka minut pławiłem
się pod nim. Następnie nałożyłem na głowę szampon przeciwłupieżowy firmy
Soraya z serii Familyfresch i wtarłem go porządnie we włosy. Przy jego pomocy
umyłem też porządnie uszy i szyję. Spłukałem dokładnie pianę. Wziąłem do ręki
mydło Palmolive i bez pośpiechu namydliłem resztę ciała. Szczotką z długą
rączką wyszorowałem sobie plecy. Ponownie obficie spłukałem się ciepłą wodą,
by po chwili przy pomocy kurka puścić na siebie zimną wodę. Wytrwałem pod
lodowatym strumieniem z minutę, po czym zakręciłem wodę, otworzyłem drzwi od
kabiny i zacząłem intensywnie wycierać się frotowym ręcznikiem. Stanąłem przed
umywalką i zawieszonym nad nią wielkim lustrem, wziąłem szczotkę do włosów i
uczesałem się. W następnej kolejności nałożyłem na szczoteczkę pastę Odol-med3
i przez dwie minuty systematycznie czyściłem zęby. Później w mojej prawej
dłoni wylądowała golarka. Usunąłem przy jej oraz pianki Nivea pomocy,
wykiełkowany przez wczorajszy dzień i ubiegłą noc zarost. Wklepałem w buziunię
i dłonie FeuchtigkeitsCreme. Prysnąłem pod pachy oryginalnym dezodorantem
Currara for men Tabac, zważyłem się i ponownie poszedłem do kuchni. Usiadłem,
zapaliłem kolejnego pecika, łyknął chłodnej kawki i uruchomiłem kuchennego
Sanyo. W telewizyjnym studio jakiś TVN-owski młody pistolecik, wywiadował pana
Vicemarszałka N. Szybko wyłączyłem odbiornik. Wziąłem innego pilota i
wycelowałem go w radioodtwarzacz Grundig. Natychmiast dopadł mnie chrapliwy
głos redaktora Żakowskiego, który gawędził sobie z panami Lisem, Wołkiem i
Władyką. Równie prędko jak panów włączyłem, tak ich i wyłączyłem. dopaliłem
kiepa, dopiłem kawę i udałem się do przedpokoju. Założyłem buty i kurtkę i
wyszedłem do pobliskiego osiedlowego sklepiku. Przed nim, jak co dnia,
rezydowali smakosze piwa i owocowych nalewek. Ukłoniłem się panom i wszedłem
do królestwa pani Uli. Po powitaniu poprosiłem o połówkę chleba okrągłego,
twarożek ze szczypiorkiem i gazety, a to ze względu na to, iż dołączone były
do nich filmy "Zemsta po latach" i "Kill Bill vol. 2" Tarantino. Może kiedyś
będzie mi dane je oblukać. Nie nagabywany tym razem przez panów rezydentów o
drobny datek, wróciłem do domu. Rozebrałem się, wszedłem do gabinetu i
zapuściłem kompa. Jeszcze raz wróciłem do kuchni, wyjąłem z siatki zakupy i
rozłożyłem gazety na stole. W oczy natychmiast rzuciły mi się wielkie tytuły
"Zemsta prezydenta" i "Lepper idzie pod sąd". Pamiętałem o
forumowych błaganiach o zarzuceniu wszelkiej polityki, więc odłożyłem prasę do
stojaka i sięgnąłem po następnego LM z filtrem. Nastawiłem po raz kolejny wodę
w czajniku, tym razem na herbatę. Gdy się zagotowała zalałem dwie torebki
czarnego Liptona, machnąłem się końcówką LM-a i ze szklanką w ręku poszedłem
do gabinetu. Zająłem
swój fotel przed monitorem otworzyłem okienko z FŁ. No tak. Znów te polityczne
nudy. Chyba się wezmę do roboty. Żeby tak ktoś napisał coś fascynującego, a
wziętego z własnego życia. Żeby tak ktokolwiek chciał nas zająć swoimi
prawdziwymi perypetiami. Żeby tak choć kilka osób miało wolę podzielić się z
resztą prozą swojego życia. Gdzie tam! Wciąż i nieustannie Ixsiński zawarł
koalicję z Piprztykowskim, Zetkowski zwymyślał Ygrekowskiego, a Wandalkiewicz
po raz kolejny palnął wielką bzdurę. Czy doczekamy się wolnego od takich
treści Forum?!
PS
Przepraszam w tym miejscu wszystkich zanudzonych na śmierć.
Natomiast rodziny denatów informuję, iż w żadnym wypadku nie zamierzam
pokrywać kosztów pochówków, chociaż kondolencje składam im jak najbardziej.