Gość: optysemista
IP: *.4web.pl
28.05.08, 19:35
Nie jestem maniakiem komunikacji miejskiej czy rowerowej lub ekologiem z
Greenpeace, ale od dłuższego czasu nie widzę innego wyjścia dla mieszkańców
tego miasta, jak zamknięcie sporego obszaru centrum dla ruchu samochodowego i
postawienie na komunikację zbiorową (najlepiej tramwaje), taksówki, rowery
(może przeciwdeszczowe), riksze i Bóg wie, co jeszcze.
W przeciętnym aucie (4 m. na 1,5 m.= 6,5 m. kwadratowego.) jedzie i tak pewnie
nie więcej niż 1,5 człowieka. W autobusie czy tramwaju na tych 6 metrach
zmieści się na luzie 10 osób. Tylko co mi po tym, jak autobusy i tramwaje i
tak stoją w korkach, jeśli w ogóle nie ma 15 min. opóźnień.
Oczywistym jest, że aby zamknąć centrum trzeba by wybudować parkingi na
obrzeżach strefy zamkniętej, rozbudować sieć tramwajową, to byłyby wysokie
nakłady. Ale czy rok, dwa po remontach ulic i tak nie są one zrujnowane przez
stojące w korkach auta?
Aż dziw bierze, że "szefostwo Łodzi" nie mówi o takich rozwiązaniach, które
przecież działają w wielkich miastach w innych państwach. Według mnie po
prostu nie ma innego wyjścia, bo samochodów nie ubywa, na metro nie ma co
liczyć a niepodejmowanie działań w tym kierunku to tylko strata czasu i więcej
zawałów serc kierowców i pasażerów MPK.
Do pracy mam 5 kilometrów. Rowerem przejeżdżam tę trasę w 15-17 minut,
samochodem 25 - 30. Nie jaram bez sensu benzyny i nie smrodzę i nie hałasuję
mieszkańcom centrum, mam frajdę z przejażdżki.
Już nie mówię o tym, jak zmieniłaby się atmosfera miasta (dosłownie i w
przenośni). Jakaś kostka na ulice mogłaby powrócić, której nie trzeba by było
zrywać co 5 lat jak asfaltowej nawierzchni, zrobiłoby się trochę bardziej "po
europejsku".
To jest tylko zdanie przeciętnego Łodzianina, nie znawcy tematu urbanistyki.