Sylwester w filharmonii

01.01.09, 14:09
Żałosne wypociny w Filharmonii Łódzkiej przy choince zakurzonej bez
jednej ozdoby,witającym jednym z dyrektorów,ubranym jak w dniu
powszednim, a nie jak w sylwestrową noc przystało. Offenbach
przewraca się w grobie.Ostatnio opera, czy tania operetka,gości w
filharmonii, a koncerty w Teatrze w tym przypadku nie Wielkim.
    • Gość: terefere Re: Sylwester w filharmonii IP: 81.210.22.* 02.01.09, 11:32
      I "publika" świecąca zewsząd wyświetlaczami komórek, bo esemesiki
      pisane w trakcie koncertu, to rzecz naturalna przecież. No i te
      pogaduszki, krytykanctwo i ploty w trakcie... Dziwne, że popcornu i
      coli tam nie sprzedają, bo idealnie pasowałoby to do poziomu widzów.
      I co najciekawsze - z tego co dało się zauważyć, przodowali w tym
      przedstawiciele miejscowego tzw. "środowiska muzycznego". Mam więc
      propozycję na przyszłość. Chcecie plotkować i esemesować kochani? To
      do knajpy lepiej idźcie. A samo przedstawienie? Hmm... Chyba
      towarzystwo trochę za mało prób miało, bo "szyli" straszliwie, ale
      nawet zabawnie było chwilami. W końcu to koncert sylwestrowy, więc
      nie ma co przesadzać z tą powagą.
      • nefnef Publika myśli(?), że siedzi przy telewizorze 02.01.09, 20:11
        w teatrach w czasie spektaklu jada się cukiereczki i batoniki w trakcie, kopie w
        fotele siedzących z przodu, dyskutuje w trakcie, esemesuje a nawet !!!!
        telefonuje. Kultura schodzi na psy – kultura niby tych kulturalnych.
        Ale tacy, którzy tak wydziwiają jak ja, to określani są jednym krótkim a
        „wszystkoznaczącym” słowem – nienormalny.
      • akolad Re: Sylwester w filharmonii 03.01.09, 09:55
        Pragnę zauważyc, że na owym koncercie sylwestrowym nie zauważyłam
        bywalców piatkowych koncertów,ani przedstawicieli tzw środowiska
        muzycznego. Byli to raczej bywalcy teatru muzycznego,też
        zbulwersowani poziomem przedstawienia. Stad moze te drobne uwagi
        podczas koncertu,
        • Gość: terefere Re: Sylwester w filharmonii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.09, 16:19
          No cóż... Na temat przedstawicieli środowiska muzycznego nie mogę
          się wypowiadać, bo byłem tam jedynie przypadkowym gościem.
          Wywnioskowałem to jednak z rozmów prowadzonych podczas i po
          przedstawieniu, przez osoby siedzące dookoła mnie (nie
          podsłuchiwałem, broń Boże!). Ewidentnie dało się zauważyć, że są to
          osoby związane zawodowo z życiem muzycznym Łodzi. Ale jak
          wspomniałem, mogą to być moje podłe insynuacje, za które
          przepraszam. Lecz smutne jest, że osoba sprawiająca
          wrażenie "związanej ze środowiskiem" pisze esemesa w trakcie
          spektaklu, na widok dyrygenta głośno mówi "O, mistrz chałtury!" I
          przez cały czas zachowuje się jak przeciętny widz Multiplexu. Na
          te "drobne uwagi" można sobie pozwolić w czasie antraktu, lub (jeśli
          jest tragicznie) po prostu wyjść, by nie przeszkadzać tym, którzy
          wiedzą, jak zachować się w tym budynku.
          Problem w tym, że niektórzy muszą krytykować ile wlezie, nie
          zważając na to, że ktoś akurat na scenie śpiewa sobie w najlepsze.
          Zapominają ludziska, że prawdziwy krytyk powinien być obiektywny i
          że powinien umieć się zachować. Ja siedziałem grzecznie i starałem
          się skupić. Może dlatego zauważyłem kilka jasnych momentów tego
          przedstawienia i nadal twierdzę, że gdyby jeszcze nad nim
          popracowano, to byłoby naprawdę dobrze. Jak na te warunki
          oczywiście, bo z tej sceny i z niektórych artystów biorących udział
          w spektaklu, Metropolitan Opera nigdy się nie zrobi :)
    • Gość: nie w filharmonii Re: Sylwester w filharmonii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.09, 19:50
      Czy w filharmonii składano życzenia Noworoczne publiczności?
      • Gość: terefere Re: Sylwester w filharmonii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.09, 16:47
        Owszem, przed spektaklem zrobił to ktoś w imieniu dyrekcji.
    • aaa202 Mogę wyzyskać ten wątek? 02.01.09, 20:43
      Jeśli nie mogę, to trudno.

      Jeśli mogę, to chciałabym spytać, czy szanowni Forowicze mają
      podobne przejścia.
      Otóż od października usiłuję kupić bilety do Jaracza. Najpierw
      chciałam na wybraną sztukę, potem na cokolwiek (prócz
      Wrocławskiego). NIGDY NIE MA BILETÓW. Panie kasowe proponują, żeby
      zasadzić się na zwroty we wtorek rano, w środę przed ósmą, czy
      jeszcze kiedyś. Dwa razy się nawet zasadziłam, ale bez skutku. Ok,
      chciałam wobec tego zarezerwować, przedpłacić - nie da się. Nie da
      się też kupić biletów z wyprzedzeniem, bo repertuar na następny
      miesiąc nie jest znany (na przykład teraz wciąż nie ma repertuaru na
      luty).

      Byłam w tym pieprzonym przedsioneczku chyba z dwadzieścia razy w
      ciągu kwartału. Bez skutku.

      Kurdę, jak ludzie kupują te bilety? Kiedy? Od kogo? Rajstopy czy
      koniak?

      Oczywiście, cieszy mnie permanentna pełna obsada, oraz poziom
      ukulturalnienia łodzianina, ale czemu MNIE nie jest to dane?

      Czy to pech? A może mało sumienna w nachodzeniu okienka kasowego
      jestem?

      Kogoś też to dotknęło?

      • nefnef Re: Mogę wyzyskać ten wątek? 02.01.09, 22:15
        Tak, to zdarza się często. Kiedyś, po którejś tam próbie, udało mi się kupić
        bilety. Poszedłem z Moją – spektakl odwołany; powód – za mało wykupionych
        biletów. Normalnie szał!
        Ale zazwyczaj robię to tak: w Internecie sprawdzam repertuar i jeśli jest już na
        następny miesiąc to hyc następnego dnia po bilet – często udaje się, niekiedy
        biletów już nie ma.
        Tam cholernie dobrze grają, zwłaszcza sztuki podłe jak nasz świat; zastanawiam
        się, jak ci aktorzy po takich sztukach jeszcze mogą funkcjonować bez zboczeń
        psychicznych?
        • przyslowie Re: Mogę wyzyskać ten wątek? 02.01.09, 22:32
          Nefuś, mogą funkcjonować.
        • aaa202 Żeby się "zdarzało", ba! To jest stan. 02.01.09, 22:58
          W Nowym brać - wybierać. W Jaraczu - czołem można najwyżej gwóźdź w podłogę.

          Drażni mnie to, bo przy moim dotychczasowym farcie sztuki zejdą, a ja niczego
          nie zdołam zobaczyć.
          • przyslowie Re: Żeby się "zdarzało", ba! To jest stan. 02.01.09, 23:01
            Ja się nie poddaję. Trzeba będzie, to stoczę kolejną walkę, tym
            razem o bilety.
            • nefnef Re: Żeby się "zdarzało", ba! To jest stan. 02.01.09, 23:07
              Tam już walczą - przy wchodzeniu na salę przy miejscach nienumerowanych.
              • przyslowie Re: Żeby się "zdarzało", ba! To jest stan. 02.01.09, 23:19
                Nie słyszałam jeszcze o przypadkach poturbowania kogoś przez
                napierający tłum.
                • Gość: tom Re: Żeby się "zdarzało", ba! To jest stan. IP: *.ms.lnet.pl 03.01.09, 00:32
                  To, że nie można kupić biletu do Jaracza wcale nie śwaidczy o tym,
                  że ludzie "walą" tam drzwiami i oknami. Natomiast świadczy o
                  sprawnie działającej organizacji widowni. Wszystkie spektakle są
                  sprzedane szkołom, zakładom pracy itd. Dlatego jeśli komuś udało się
                  kupić dwa bilety a potem słyszy, że spektakl odwołany to znaczy, że
                  szkoła albo zakład zrezygnował a dla dwóch osób nie będą grali.
                  • aaa202 No to dupa. Nie mam szans 03.01.09, 13:17
                    z autokarem gimnazjalistów z Bełchatowa.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja