p8
01.02.02, 11:43
Poniedziałek - Siedzę razem z kapralem Kluchą nad krzyżówką.
Wtorek - Nadal siedzimy nad krzyżówką.
Środa - Przyszedł płk Żelazny i powiedział żebyśmy odwrócili krzyżówkę, bo
leży do góry nogami.
Czwartek - Odwróciliśmy, ale i w tej pozycji jest trudna. Siedzimy.
Piątek - Zgłodniałem Kapral Klucha chyba tez, bo krzyżówka zniknęła.
Sobota - Ponieważ zabrakło krzyżówki z nudów zabraliśmy się do łapania
bandytów. Ja złapałem jednego a kapral Klucha 38.
Niedziela - Pułkownik Żelazny, osobiście złożył przeprosiny na ręce attache
ambasady Holandii za zatrzymanie autokaru z 38 pasażerami. A ja musiałem
zwolnić kierowcę... pech...
Poniedziałek - Kieruje ruchem na skrzyżowaniu. W radiowozie jechał płk.
Żelazny. Pomachałem mu ręka i mam teraz niezły karambol.
Wtorek - Razem z kapralem Kluchą bierzemy udział w pościgu za skradzioną
Toyotą. Musimy go jednak przerwać, bo nogawka wkręciła mi się łańcuch, a
kapralowi Klusze pęd powietrza oderwał dzwonek.
Środa - Przesłuchuje zboczeńca złapanego w parku. Idzie w zaparte, za to ja
się cholera przyznałem.
Czwartek - Dostaliśmy wiadomość, że przy ulicy Sennej w mieszkaniu nr 7
niejaka babcia Pelagia lewituje. Udaliśmy się na miejsce. Ta wersja wydarzeń
się nie potwierdziła. Babcia Pelagia wcale nie lewitowała. Powiesiła się na
żyrandolu.
Piątek - Gram z kapralem Kluchą w karty. Wygrałem. Pięć asów na karetę jokerów.
Sobota - Wczoraj wieczorem zauważyłem źle zaparkowanego "malucha". I do tego
tuż pod moim oknem. Zapisałem sobie jego numer. Dzisiaj sprawdziłem go w
kartotece. To mój "maluch" chyba wezmę urlop.
Niedziela - Na spacerze pogryzłem wiewiórkę Czuje tez jakiś wstręt do wody.
Może to angina?
Poniedziałek - Dostaliśmy zawiadomienie o zaginięciu kotka pana ministra.
Pędzimy na sygnale. Tuż pod domem pana ministra, kapral Klucha na coś
najechał. Sprawdzam co to było. Już nie szukamy kotka.
Wtorek - W parku pojawił się ekshibicjonista. Zastawiliśmy na niego pułapkę.
Niestety. Wymknął się. Został mi w ręku tylko jego płaszcz. Fajnie wyglądał,
jak goły przedzierał się przez krzaki. W samej tylko koloratce.
Środa - Remontuje mieszkanie. Wstrzeliłem kołek w ścianę. Umówiłem się z
sąsiadem, że w dziurę po kołku wstawimy drzwi. Nie protestował. Był
nieprzytomny.
Czwartek - W pracy same nudy. Przeglądam listy gończe. Jednego gościa jakbym
skądś znał. Ale skąd?
Piątek - Dzisiaj płk. Żelazny oddal mi moją ankietę personalną ze zdjęciem,
która nie wiadomo czemu, zaplątała się miedzy listy gończe. Teraz już wiem
skąd znalem tego gościa!
Sobota - Badania kontrolne. Oddałem mocz do analizy. Wiadro mi oddali.
Niedziela - Cała komenda idzie do kina. To podobno smutna historia o miłości
dwóch jamników. Tak mi powiedział kapral Klucha. Zapytałem się o tytuł... "Psy
2"...? To nawet się zgadza.
Poniedziałek - Od samego rana bolą mnie zęby. Niby sztuczne uzębienie a
jednak?!
Wtorek - Dzisiaj rano mieliśmy kurs daktyloskopii. Kapralowi Klusze tak się to
spodobało, ze zaczął wszystkim zdejmować odciski palców. Pułkownik Żelazny nie
zgodził się jednak na zdjęcie butów i przyłożył kapralowi aktówką.
Środa - Nudzimy się w radiowozie. Grzebie w samochodowej zapalniczce. Palec mi
się zaklinował. Przestałem się nudzić. Za to zacząłem się pocić
Czwartek - Dostaliśmy wiadomość o napadzie na bank. Pojechaliśmy tam czym
prędzej, ale nie było się po co śpieszyć. Ludzie już wszystko wyzbierali.
Piątek - Kapral Klucha ruszył w pościg za pijanym rowerzystą. Klucha ostro
prowadzi radiowóz. Dobrze, ze wcześniej wysiadłem na siusiu.
Sobota - Dzisiaj łapiemy na radar. Coś nam nie idzie. Mamy dziwne wskazania.
Dostaliśmy wiadomość z komendy, aby zwrócić echosondę, która jest dowodem w
sprawie.
Niedziela - Razem z Kluchą i Paprochem pojechaliśmy na ryby. Dzień bardzo
udany. Szkoda tylko, że zapomniałem zabrać wędek dla naszego zgranego zespołu
Poniedziałek - Dzisiaj zaspałem do pracy. Dociskam gaz do deski
mojego "malucha". 50km/h - urwały mi się lusterka. 60km/h - lakier zaczął się
łuszczyc, a wycieraczki przepełzły na tylnia szybę 70km/h – maska zawinęła mi
się na dach. Przechodzę na prędkość ekonomiczną. Minął mnie rowerzysta.
Wtorek - Kapral Klucha przyniósł na komendę swój rodzinny album. Po obejrzeniu
pierwszej strony, płk. Żelazny pobiegł do toalety. A ja niestety,
zwymiotowałem dopiero w domu.
Środa - Dzisiaj przywieźli nam nowe umundurowanie. Ładne, ciemne kurtki.
Widoczny napis POLICJA. Tylko te pompony na czapkach takie jakieś...dziwne.
Czwartek - Mam dolegliwości żołądkowe Cały dzień. siedzę w toalecie.
Papierkowa robota.
Piątek - Komputeryzacja policji postępuje. Tak napisali w biuletynie, który
został nam przysłany z komendy głównej. Razem z paczką dyskietek. Płk. Żelazny
złożył podanie o przydział komputera.
Sobota - Przyszedł jeden taki i zaczął się awanturować, że on płaci podatki a
my tu tylko siedzimy i pijemy kawę. Zaprzeczyłem. Kawa skończyła nam się w
zeszłym tygodniu.
Niedziela - Kurs udzielania pierwszej pomocy. Sztuczne oddychanie. Ćwiczy
posterunkowy Paproch z manekinem. Coś tu jest nie tak. Nie wiem dlaczego
posterunkowy Paproch rozebrał się do naga?! Wszedł Żelazny i wytrzaskał
Paprocha po pysku. No i nie wiem jak to jest z tym sztucznym oddychaniem.
Rozbierać się czy nie? A zima?
Poniedziałek - Dzisiaj posterunkowy Paproch powiedział, że idzie sobie
ugotować jajka. Zawczasu wezwaliśmy pogotowie ratunkowe. Oj, jego żona będzie
znowu wściekła!
Wtorek - Razem z kapralem Kluchą znaleźliśmy zwłoki mężczyzny, leżące na
ławce. Klucha przytknął mu lusterko do ust i stwierdził, że mężczyzna nie
oddycha. Kiedy próbowałem sprawdzić dokumenty denata, zwłoki zaczęły chrapać.
Klucha ma popsute lusterko.
Środa - Zawiadomienie o gwałcie. Pojechaliśmy na miejsce zdążenia. Kapral
Klucha przesłuchał dziadka Edka, który był ofiarą napaści seksualnej.
Podejrzana o dokonanie tego czynu jest niejaka babcia Wiesza. Kapral Klucha
udał się do babci w celu jej przesłuchania. Ku memu zdziwieniu, potwierdziło
się doniesięnie dziadka Edka. Kapral Klucha wyszedł od babci Wisi po godzinie,
bez czapki, paska, raportówki i munduru. W samych tylko kalesonach.
Czwartek - Cały czas leje deszcz. Nudzimy się. Paproch zaproponował grę w
butelkę. Odsunęliśmy się od tego zboczeńca na znaczna odległość.
Piątek - Razem z Paprochem, eskortowałem dziś pacjenta do domu wariatów. Nie
rozumiem dlaczego tak się nazywa ten zakład. Spotkałem tu przecież mnóstwo
znanych wszystkim osobistości: Gagarina, Napoleona, Puszkina a nawet Elvisa.
Król rock 'n' rola nie chciał mi jednak zaśpiewać tylko ugryzł mnie w rękę i
napluł na daszek czapki.
Sobota - Mobilizacja sil. Dzisiaj mecz w naszym mieście. Ochraniamy stadion.
Gdyby Klucha nie krzyczał "GOL" kiedy bramkę strzeliła drużyna przyjezdna, być
może wyszlibyśmy z tego cało.
Niedziela - Leczymy rany po meczu. Klucha leży na gastrologii, bo kibice
kazali mu zjeść krawat i pałkę. Ja leżę na oddziale intensywnej opieki
medycznej. Jakiś łysy przywalił mi ławką, a drugi w szaliku poprawił metalową
rurką. Paproch leży nadal na boisku, bo jak go rzucili to wgryzł się w murawę.
Znalazł w głębiach internetu niezmierzonych:
panBozia