Dodaj do ulubionych

Ważny tekst

14.11.04, 16:57
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2389591.html
Do przeczytania dla wszystkich, tych, którzy coś wiedzą, i tych, którzy
dopiero z niego się dowiedzą.
Może ktoś wklei w całości, zanim zniknie w archiwum.
Obserwuj wątek
    • arnold7 Re: Ważny tekst 14.11.04, 16:58
      Moga wklejic:

      Ślązak z Mazurem wracają po swoje




      Włodzimierz Kalicki 12-11-2004 , ostatnia aktualizacja 12-11-2004 20:06

      Ludzie, którzy po 1950 r. wyemigrowali z PRL do Niemiec, wciąż są obywatelami
      polskimi. Czy mają prawo do majątku pozostawionego w Polsce?

      Zrujnowana kamieniczka przy ul. Zamkowej 17, dwa kroki od rynku w Głogówku,
      trafiła na pierwsze strony gazet. Sąd Rejonowy w Prudniku uznał, że jej
      właścicielem jest skarb państwa, a nie mieszkający w Niemczech spadkobiercy
      dawnej właścicielki, która przed 34 laty wyjechała do RFN. Wojewoda opolski i
      szef SLD Krzysztof Janik złożyli gratulacje rzemieślnikom wynajmującym lokal na
      parterze kamieniczki. Jednak to radość przedwczesna. Rozstrzygnięcie
      prudnickiego sądu nie jest tamą, która zastopuje falę niemieckich roszczeń.

      Niewykluczone, że przybędą nam tysiące, a może dziesiątki tysięcy
      współobywateli z polskimi paszportami. I niektórzy z nich skutecznie upomną się
      o swoje domy i pola.

      Dokument podróży za ziemię

      W 1980 r. Gertruda Golba, właścicielka trzypiętrowej kamienicy w Głogówku,
      wyjechała na stałe do RFN. Po pozytywnym rozpatrzeniu podania o wyjazd do Rady
      Państwa PRL musiała oddać dowód osobisty. W zamian otrzymała tzw. dokument
      podróży. Oznaczało to utratę obywatelstwa. Kamieniczki nie zdołała sprzedać i
      po prostu pozostawiła ją swojemu losowi. Skarb państwa na podstawie ustawy z
      1969 r. na mocy prawa przejął jej dom. Tyle tylko że żaden urzędnik nie
      pofatygował się, by nowego właściciela wpisać do księgi wieczystej.

      Historia pani Golby to dość typowy los tzw. późnych przesiedlonych, czyli
      obywateli polskich, którzy po wojnie zdecydowali się na emigrację do RFN.

      Emigracja obywateli polskich do obu państw niemieckich zaczęła się na początku
      lat 50. Przez następne 40 lat wyjeżdżali z Polski Ślązacy, Mazurzy, Warmiacy -
      osoby uważające się na Niemców, ale także Polacy, który nie poczuwali się do
      żadnych związków z kulturą niemiecką.

      By wyjechać, należało złożyć do władz wniosek wyjazdowy. Co się działo, gdy
      taki wniosek rozpatrzono pozytywnie? Oto typowe zawiadomienie z roku 1958:

      "Ob. Wein Paweł, w: Krapkowice, ul. Parkowa 3.

      Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, Urząd Spraw Wewnętrznych w Opolu
      zawiadamia, że podanie Obywatela/ki/ w sprawie wyjazdu do NRF - NRD [skreślone
      NRD - red.] zostało załatwione pozytywnie. W związku z tym należy zgłosić się w
      dniu (...) po odbiór dokumentu podróży do Komendy Wojewódzkiej Milicji
      Obywatelskiej (...) i przedłożyć następujące dokumenty:

      1/ Dowód dokonanej wpłaty za dokument podróży w wysokości 300 zł od dokumentu
      (...)

      9/ Osoby posiadające ziemię lub nieruchomość winny rozporządzić swoją
      nieruchomością jedynie w drodze rozporządzenia w formie aktu prawnego
      (notarialnego w trzech egzemplarzach) umowy sprzedaży, aktu darowizny za rzecz
      innych osób fizycznych lub prawnych. Oddanie nieruchomości w dzierżawę lub
      najem albo ustanowienie pełnomocnika do zarządzania nieruchomością nie jest
      rozporządzeniem nieruchomością i jako takie nie będzie honorowane".

      W praktyce starania o uzyskanie takiego zawiadomienia były istną drogą przez
      mękę. Władze udzielały zezwoleń niechętnie, starając się poprzez kolejne odmowy
      zniechęcić obywatela do wyjazdu. Rekordziści składali podania ponad 50 razy! Co
      więcej, udzielaniu zgody na wyjazd towarzyszyły naciski urzędników nieformalnie
      domagających się rozporządzenia nieruchomościami wedle swego obstalunku.
      Najczęściej wydanie zgody na wyjazd uzależniano od zrzeczenia się nieruchomości
      na rzecz skarbu państwa. Ale relacje wielu emigrantów świadczą o tym, że
      przedstawiciele władz żądali także aktów darowizn lub sprzedaży nieruchomości
      po zaniżonej cenie wskazanym przez siebie osobom - zwykle swoim krewnym lub
      wspólnikom.

      Wymuszanie darowizn ziemi na rzecz skarbu państwa odbywało się w szarej strefie
      peerelowskiego prawa i było akceptowane, a nawet popierane przez ówczesne
      władze. Wymuszanie ziemi jako łapówki dla urzędnika było ewidentnym łamaniem
      obowiązującego wówczas prawa.

      W łapach oszustów

      Nawet jeśli wyjeżdżający oparli się naciskom i uzyskali dokument podróży,
      musieli swe domy i ziemię sprzedać. A to nie było łatwe, zwłaszcza w drugiej
      połowie lat 70.

      Po podpisaniu przez ekipę Edwarda Gierka poufnych porozumień z rządem kanclerza
      Helmuta Schmidta Warszawa zezwoliła na wyjazd do RFN 125 tys. osób. W zamian
      otrzymała 1,3 mld marek jako rekompensatę za wypłacane przez Polskę renty i
      emerytury dla robotników przymusowych III Rzeszy oraz 1 mld marek kredytu.
      Ostatecznie, w ramach tzw. łączenia rodzin, do końca lat 70. Polskę opuściło
      ćwierć miliona obywateli. W wielu wioskach na Opolszczyźnie podania o wyjazd
      składali wszyscy mieszkańcy.

      Wyjeżdżający nie mieli komu sprzedać swych gospodarstw, bo jeśli nawet któryś z
      sąsiadów nie występował o dokument podróży, zamierzał to zrobić w przyszłości -
      po cóż więc miał dokupywać ziemię? Gospodarstwa skupywali Polacy z odległych
      miejscowości, zaniżając ceny. Powszechnie praktykowano w tych latach proceder
      wymuszania na wyjeżdżających umów notarialnych opiewających na niewielką część
      realnej wartości nieruchomości - rzekomo po to, by kupiec zaoszczędził na
      podatkach. W rzeczywistości nieuczciwi kupcy nie dopłacali wyjeżdżającym
      umówionych kwot. Poszkodowany z dokumentem podróży w kieszeni zamiast dowodu
      osobistego nie miał żadnych szans na sprawiedliwość w peerelowskich urzędach i
      sądach.

      Jak wiele nieprawości i przestępstw popełniono, przejmując nieruchomości ludzi
      emigrujących do RFN? Dziś nie sposób tego dociec. Bywalcy Mazur świetnie
      wiedzą, że najatrakcyjniejsze gospodarstwa nad brzegami jezior emigrujący
      właściciele dziwnym trafem sprzedawali najczęściej bonzom z aparatu władzy PRL
      i ich pupilom.

      Poseł niemieckiej mniejszości Henryk Kroll szacuje, że na Opolszczyźnie takie
      przypadki szły w tysiące. Mówi: - Gdyby ci ludzie nie wyjechali, dziś
      należeliby do mniejszości niemieckiej, więc jako mniejszość mamy moralny
      obowiązek tę sprawę wyjaśnić.

      Tylko jak? Kroll chciałby doprowadzić do powołania sejmowej komisji śledczej,
      która zbadałaby kwestię wymuszania ziemi od emigrantów i oddała im
      sprawiedliwość - raczej historyczną i moralną, gdyż po tylu latach skuteczne
      udowodnienie przed sądami nadużyć urzędników i kontrahentów jest mocno
      wątpliwe. Poza tym sprawy te dawno objęło przedawnienie.
      • arnold7 Re: Ważny tekst - c.d. 14.11.04, 16:59
        Innego zdania są dawni późni przesiedleni i ich spadkobiercy. Ci chcą dochodzić
        zwrotu lub odszkodowań za nieruchomości, których przed laty musieli się pozbyć
        wbrew swej woli i interesom. W staraniach tych wspiera ich Powiernictwo Pruskie.

        Czy mamy bać się ksiąg wieczystych?

        Jednymi z pierwszych późnych wysiedlonych, którzy na drodze prawnej zaczęli
        zabiegać o odzyskanie utraconej nieruchomości, byli spadkobiercy Ingeborgi
        Stralli (córki Gertrudy Golby). Wykorzystując - częsty w bałaganiarskiej
        praktyce urzędniczej PRL - to, iż w księgach wieczystych nie odnotowywano
        przejęcia nieruchomości przez skarb państwa, doprowadzili niedawno do wpisania
        siebie jako właścicieli kamieniczki w Głogówku.

        Do kontrataku ruszył starosta prudnicki reprezentujący skarb państwa. Zażądał
        od sądu uzgodnienia treści księgi wieczystej kamienicy z rzeczywistym stanem
        prawnym - czyli po prostu wykreślenia Ingeborgi Stralli i wpisania skarbu
        państwa jako właściciela.

        Sąd Rejonowy w Prudniku rozstrzygnął, że do ksiąg wieczystych ma być wpisany
        skarb państwa. Pełnomocnik spadkobierców pani Stralli od razu zapowiedział, że
        od wyroku będzie się odwoływał.

        Rozstrzygnięcie prudnickiego sądu potwierdza, że bałagan w księgach
        wieczystych, który spędza sen z powiek zainteresowanym, urzędnikom i opinii
        publicznej, jest kwestią najzupełniej drugorzędną. To prawda, że urzędy często
        nie wpisywały skarbu państwa jako nowego właściciela nieruchomości. To prawda,
        że wskutek urzędniczego bałaganu zdarzają się na ziemiach zachodnich i
        północnych sytuacje, gdy ta sama nieruchomość ma dwie różne księgi wieczyste i
        dwóch różnych właścicieli - w jednej księdze figuruje nazwisko dawnego
        właściciela przepisane z przedwojennych ksiąg niemieckich, w drugiej zaś -
        skarb państwa.

        Nie jest to jednak nieszczęście fundamentalne. Zawsze w takich zaniedbanych
        przypadkach właściwe sądy przywracać muszą zgodność faktycznego stanu prawnego
        z zapisem w księgach. Rozstrzygnięcie sądu jest ważniejsze od formalnego, lecz
        wadliwego wpisu hipotecznego.

        Od kilku miesięcy urzędy wojewódzkie sprawdzają zgodność zapisów w księgach
        wieczystych działek należących do skarbu państwa ze stanem faktycznym. Po
        trzech miesiącach na Opolszczyźnie starostowie przejrzeli dokumentację 5 tys.
        działek spośród 18 tys. należących do skarbu państwa. Niezgodności stwierdzono
        w blisko. 500 przypadkach. Pozwala to ostrożnie szacować, że zapewne w nie
        więcej niż 10 proc. ksiąg znajdują się wpisy niezgodne ze stanem faktycznym.

        Eksperci prawni są zdania, że jedyne istotne niebezpieczeństwo to możliwość
        nieuczciwego sprzedawania nieruchomości przez późnych przesiedlonych na
        podstawie wyciągów z ksiąg wieczystych zawierających nieaktualne wpisy
        własnościowe.

        Obywatelstwo hurtem odbierane

        Spadkobiercy Gertrudy Golby, Powiernictwo Pruskie, a z drugiej strony polska
        opinia publiczna z napięciem oczekiwali precedensowego - jak się spodziewano -
        wyroku sądu w Prudniku. Ale precedensu nie było. Sąd nie rozstrzygał kluczowej
        kwestii: czy wyjeżdżająca na stałe właścicielka głogóweckiej kamienicy
        pozostała obywatelką polską, czy też nie - bo ta kwestia nie leżała w jego
        kompetencjach. Po odebraniu obywatelstwa dawnemu właścicielowi kamienica
        automatycznie, z mocy prawa, stała się własnością skarbu państwa. Gdyby
        obywatelstwa nie odebrano, nie istniałaby podstawa prawna do przejęcia
        nieruchomości wyjeżdżających.

        Spadkobiercy pani Stralli wystąpili co prawda do wojewody opolskiego o
        potwierdzenie posiadania polskiego obywatelstwa - ale wojewoda odmówił.
        Argumentował, że przesiedleńcy, składając prośbę o wyjazd na stałe i
        przekraczając granicę na podstawie jednorazowego dokumentu podróży, przestawali
        być polskimi obywatelami. Od decyzji wojewody przysługuje jednak droga
        odwoławcza, na końcu której jest Naczelny Sąd Administarcyjny.

        Najwyraźniej świadomy jest tego jeden z mieszkających w RFN spadkobierców w
        procesie o głogówecką kamienicę, który całkiem niedawno wystąpił o zwrot innej
        nieruchomości - domu we wsi Gostomia, także przejętego automatycznie przez
        skarb państwa przy wyjeździe dawnego właściciela do Niemiec. Spadkobierca
        argumentuje, że ani właściciel domu, ani on sam nigdy nie zostali skutecznie
        pozbawieni polskiego obywatelstwa.

        No właśnie. Czy rzeczywiście ludzie emigrujący na podstawie dokumentu podróży
        tracili obywatelstwo polskie?

        Polskie władze uważały do niedawna, że tak. Kłopot w tym, że żaden z
        wyjeżdżających do RFN nie otrzymywał indywidualnej decyzji Rady Państwa PRL o
        odebraniu mu obywatelstwa. Opuszczając Polskę, tracił je niejako automatycznie,
        w istocie rzeczy jedynie na skutek swego wcześniejszego podania.

        11 sierpnia 2000 r. Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrzył sprawę byłego
        mieszkańca Opolszczyzny, który zwrócił się do wojewody opolskiego o
        potwierdzenie swego polskiego obywatelstwa i uzyskał decyzję odmowną. Minister
        spraw wewnętrznych, do którego odwołał się były opolanin, także odmówił
        potwierdzenia, że jest on obywatelem polskim.

        NSA uznał jednak, że emigrant nie utracił obywatelstwa. Sąd Najwyższy, do
        którego odwołał się minister sprawiedliwości w trybie rewizji nadzwyczajnej,
        wyrokiem z 17 września 2001 r. podzielił argumentację NSA: "Zezwolenie na
        zmianę obywatelstwa polskiego powinno stanowić akt indywidualny, jednostkowy,
        skierowany do określonego adresata", natomiast "utrata obywatelstwa polskiego
        mogła nastąpić na podstawie indywidualnego zezwolenia na zmianę obywatelstwa -
        wydanego przez Radę Państwa i skierowanego do każdego ubiegającego się o to".

        Tak mści się PRL

        Jakim cudem coś, co w majestacie prawa uznawano za legalne przez tyle lat,
        nagle okazało się nielegalne?

        Tak mszczą się arogancja i niechlujstwo komunistycznych władz, tak mści się
        akceptowany i forsowany przez te władze niski poziom ochrony praw jednostki w
        PRL. Sąd Najwyższy stwierdził, że uchwała Rady Państwa z 1956 r., na którą jako
        podstawę prawną odmowy potwierdzenia obywatelstwa powołują się organy
        administracji państwowej, nie miała podstawy prawnej w Konstytucji PRL z 1952 r.
        • arnold7 Re: Ważny tekst - c.d. 14.11.04, 16:59
          Istotne znaczenie odgrywa w tym wypadku zmiana standardów oceny zgodności z
          prawem. Gdyby wyjeżdżający odwoływali się od hurtowego trybu odbierania
          obywatelstwa przed 30 czy 40 laty, niewątpliwie polskie sądy odrzuciłyby ich
          protesty i nie byłoby w ogóle mowy o niezgodności uchwały Rady Państwa z
          konstytucją. Dawny wyrok, choć krzywdzący, korzystałby z tzw. powagi sprawy
          osądzonej. Ale tamte sprawy rozpatrywane są dziś, wedle dzisiejszych standardów
          prawnych, ponieważ formalnie dawni emigranci występują nie o przywrócenie, lecz
          o potwierdzenie polskiego obywatelstwa.

          Sąd Najwyższy nie mógł w tej sprawie rozstrzygnąć inaczej. I nie widać powodów,
          dla których miałby w przyszłości zmienić swe orzeczenie.

          Rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego otwiera drogę do potwierdzenia obywatelstwa
          przez osoby dotknięte przed laty hurtowym trybem jego odbierania. Wśród
          administracji państwowej i samorządowej - zwłaszcza na terenach, na których
          emigracja do Niemiec była bardzo duża - rozstrzygnięcie to budzi nieskrywaną
          frustrację i irytację. Urzędnicy często mówili mi, że oczekują od sędziów
          bardziej patriotycznej postawy, wczucia się w istotny interes państwa. Czyli po
          prostu - innej decyzji. Potwierdzenie bowiem, że emigranci nigdy nie utracili
          obywatelstwa, daje ludziom, którym w trybie administracyjnym odebrano
          nieruchomości, szansę na ich odzyskanie.

          Ale to już nie czasy PRL. Dziś sądy, a już na pewno Sąd Najwyższy, w swych
          orzeczeniach kierują się prawem, a nie oczekiwaniami urzędników.

          Ilu obywateli ma Polska?

          Wedle oficjalnych szacunków w latach 1950-89 wyjechało do RFN 1 mln 240 tys.
          osób.

          Warto jednak pamiętać, że to nie jedyni wyjeżdżający, którzy mogą wystąpić o
          potwierdzenie polskiego obywatelstwa. Niewielka liczba osób ze względów
          rodzinnych wyemigrowała w tamtych latach do NRD. Objęła je taka sama procedura
          jak emigrantów do Niemiec Zachodnich.

          W identycznej sytuacji prawnej jak niemieccy późni przesiedleńcy znalazło się
          ok. 13 tys. ludzi, którzy wyjechali wskutek antysemickich szykan w 1968 r. A
          także wiele osób spośród miliona emigrantów, którzy wyjechali na Zachód w
          latach 80., po wprowadzeniu stanu wojennego. Na marginesie warto zauważyć, że
          część późnych przesiedleńców ma do polskiego obywatelstwa tytuł nie tylko
          formalnoprawny wynikający z prawniczego niechlujstwa komunistycznych władz,
          lecz także moralny.

          Niewątpliwie bowiem tylko część emigrantów chciała się wyrzec obywatelstwa.
          Ślązacy, Warmiacy i Mazurzy byli w PRL społecznościami dyskryminowanymi. Ich
          dzieci w szkołach karano i ośmieszano za posługiwanie się gwarą. Dorosłym słabo
          znającym literacki język polski blokowano awans oświatowy i społeczny,
          utrudniano kultywowanie tradycji. Na Warmii i Mazurach - wbrew oficjalnej
          polityce władz centralnych niemal zawsze usiłującej ograniczać rozmiary
          emigracji do RFN - lokalni kacykowie dotkliwymi szykanami, a czasem
          prześladowaniami zmuszali do emigracji właścicieli najatrakcyjniejszych
          gospodarstw. Spora część emigrujących w latach 60. i 70. czuła się zmuszona do
          porzucenia swych małych ojczyzn z powodu braku perspektyw i uciążliwości życia
          w swych rodzinnych gniazdach, a nie z racji nieodpartej tęsknoty za kulturą
          niemiecką. Niemieckie korzenie deklarowali po to, by łatwiej otrzymać dokument
          podróży. Można zatem zasadnie domniemywać, że nieprzymuszeni sami by się nie
          wyrzekli obywatelstwa polskiego.

          Ilu emigrantów zgłosi się w przyszłości po potwierdzenie polskiego
          obywatelstwa? Trudno powiedzieć. Trzeba się liczyć z tysiącami, może nawet
          dziesiątkami tysięcy wniosków. Nie znaczy to wcale, że tylu przybędzie nam
          współobywateli. Wojewodowie, gdy uznają to za zasadne, mają prawo odmówić
          potwierdzenia obywatelstwa - emigranci zaś mogą się odwoływać od tej decyzji do
          sądów administracyjnych. Jeśli potwierdzenie będzie kosztować sporo czasu,
          zabiegów i nerwów, zapewne starsi przesiedleńcy machną ręką.

          A jaki skutek miałoby pojawienie się dużej grupy obywateli "z odzysku"?
          Skutkiem najpoważniejszym nie byłyby zapewne roszczenia o utracone
          nieruchomości. Stosunkowo zamożni mieszkający w Niemczech obywatele polscy będą
          mieli prawo do nabywania w Polsce nieruchomości bez ograniczeń krępujących
          cudzoziemców. I bez administracyjnej kontroli państwa. Problemem zatem może być
          nie to, co przesiedleńcy odzyskają, ale to, co sobie tu kupią.

          Papierowy tygrys

          Masowe odzyskiwanie nieruchomości po potwierdzeniu obywatelstwa nie jest bowiem
          przesądzone. Wszystko zależeć będzie od swobodnej oceny każdego przypadku przez
          polskie sądy. Te zaś będą musiały ocenić wiele istotnych wątpliwości - m.in.
          pytanie, dlaczego roszczenia składane są tak późno. Jeśli poszkodowany
          rozporządzał swym mieniem pod wpływem groźby, może uchylić się od takiego
          oświadczenia woli przez rok po ustaniu tejże groźby. Jeśli założyć, że
          wyjeżdżający tracili nieruchomości pod wpływem zagrożenia, że nie dostaną zgody
          na emigrację, jeśli uznać, że dochodzenie praw poszkodowanych wobec państwa
          komunistycznego nie było możliwe, to przecież możliwość dochodzenia swych
          roszczeń pojawiła się już przed 15 laty. Jednak wtedy nikt pozwów nie składał.

          Skutecznym, jak się wydaje, czynnikiem zniechęcającym do zgłaszania roszczeń
          będzie postawa rządu niemieckiego. Gdyby rzeczywiście niemieckie urzędy
          skarbowe konsekwentnie - jak obiecuje Berlin - zaniechały domagania się od
          późnych przesiedleńców zwrotu wypłacanego ongiś zasiłku wyrównawczego na
          zagospodarowanie się (Lastenausgleich), zniknąłby istotny bodziec do składania
          pozwów w Polsce. Co więcej, gdyby niemieckie urzędy wdrożyły - skądinąd
          logiczną - zasadę, że beneficjenci Lastenausgleich muszą teraz dokonać wyboru:
          albo występują o zwrot majątku w Polsce i automatycznie muszą zwrócić zasiłek,
          albo nie zwracają zasiłku, ale tym samym tracą prawo do roszczeń wobec Polski,
          wówczas pojawiłby się skuteczny mechanizm powstrzymywania kolejnych pozwów. Oto
          pole do popisu dla polskich negocjatorów.

          Kolejnym hamulcem dla pozwów będą niewątpliwie koszty przegranych procesów. Sąd
          w Prudniku zasądził na rzecz skarbu państwa od przegranych spadkobierców pani
          Stralli niemal 19 tys. zł, zaś na rzecz tzw. interwenientów ubocznych w tym
          procesie (rzemieślników od lat wynajmujących lokal w spornej kamienicy, którzy
          już po wyjeździe niemieckiej właścicielki, przekonani, że dom należy do skarbu
          państwa, zainwestowali w remont znaczne sumy) - dalsze 9,4 tys. zł. To może
          zaboleć nawet Ślązaka zarabiającego od lat w RFN. Rudi Pawelka podczas
          niedawnego pobytu na Opolszczyźnie zadeklarował, że koszty te pokryje Pruskie
          Powiernictwo. Zapewne. Ale czy równie ochoczo zapłaci za setki przegranych
          procesów?

          Z jednej strony zatem rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego wyważają bramę w murze
          obronnym polskiej administracji, z drugiej jednak wiele wskazuje na to, że
          przesiedleńczy tygrys, który się w tej wyrwie pojawi, będzie miał kły i pazury
          z tektury.

          Jak powinny zachować się polskie władze w kwestii obywatelstwa późnych
          przesiedlonych? Antoni Słonimski mawiał, że kiedy nie wiadomo, jak się
          zachować, trzeba zachować się przyzwoicie. W tej otóż sytuacji zachowanie
          przyzwoite niewątpliwie oznacza zachowanie zgodne z prawem, porzucenie pokusy
          chodzenia na prawnicze skróty. Wbrew alarmistycznym pogłoskom Polska nie jest w
          tak kiepskiej pozycji, by w sprawach o odszkodowania dla późnych wysiedlonych
          była skazana na naciąganie prawa. Niech skutki niechlujstwa formalnego przy
          odbieraniu obywatelstwa będą tu wieczną przestrogą.

          Niewątpliwie jednak nie da się uniknąć licznych wniosków o potwierdzenie
          obywatelstwa, a w konsekwencji - wniosków o zwrot nieruchomości. Zapewne nieraz
          sądy podzielą argumenty emigrantów i nieraz przyjdzie jakąś nieruchomość
          zwrócić bądź wypłacić odszkodowanie. W każdym przypadku ostatecznym
          poszkodowanym będzie skarb państwa, gdyż to on przejm
          • bartoszcze Re: Ważny tekst - c.d. 15.11.04, 15:53
            Niewątpliwie jednak nie da się uniknąć licznych wniosków o potwierdzenie
            obywatelstwa, a w konsekwencji - wniosków o zwrot nieruchomości. Zapewne nieraz
            sądy podzielą argumenty emigrantów i nieraz przyjdzie jakąś nieruchomość
            zwrócić bądź wypłacić odszkodowanie. W każdym przypadku ostatecznym
            poszkodowanym będzie skarb państwa, gdyż to on przejmował nieruchomości przy
            wyjeździe i dalej nimi dysponował. Oszacowanie skali ewentualnych odszkodowań
            jest dziś niemożliwe.

            Pewne jest tylko jedno - jeśli odszkodowania przyszłoby zapłacić, zapłacimy je
            wszyscy. Warto wtedy pamiętać, że nie będzie to rezultat niemieckiego spisku,
            lecz jeszcze jeden rachunek do uiszczenia za lata komunistycznego bezprawia.

            Włodzimierz Kalicki
            • izy_rajder Re: Ważny tekst - c.d. 15.11.04, 15:58
              a tu jest rachunek, za lata niemieckiego bestialstwa.
              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2392096.html
              • bartoszcze Re: Ważny tekst - c.d. 15.11.04, 16:11
                Na razie nie zrozumiałeś.
                Czytaj dalej..
                • Gość: bravo Re: Ważny tekst - c.d. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:42
                  Umowa pomiędzy, nazwiemy ich "nowymi Niemcami" a PRL była jasna. Pozwolenie na
                  wyjazd za uregulowanie spraw własności w dowolny sposób. Nie widzę tu miejsca
                  na działania bezprawne akurat rządu PRL. Jeśli bezprawnie działali urzędnicy,
                  można starać się to wykazać, udowodnić im winę. Będzie to jednak nezwykle
                  trudne, bo te sprawy przedawniły się
                  • albrecht1 Re: Ważny tekst - c.d. 24.11.04, 22:18
                    Urzednicy działali w imieniu państwa, nie swoim. Skutki tych błędów nie
                    przedawniają się.
                    Inną rzeczą jest nie urzędniczy błąd, lecz celowe działanie państwa. Przykładem
                    tego był sposób pozbawienia obywatelstwa. Jak wykazał Sąd Najwyższy niezgodny z
                    obowiązującym wówczas prawem.
                    Przy okazji- ponoć jutro Wyborcza ma publikować raport na ten temat.
                    • Gość: bravo Re: Ważny tekst - c.d. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.11.04, 09:57
                      Nie posądzam cię o niezrozumienie mojego postu, więc powiem to innymi słowami.
                      Jesli urzędnik popełnia przestępstwo nie związane ze sprawowaną przez niego
                      funkcją w urzędzie lecz prywatnie, przestępstwo to obciąża jego osobę, nie
                      Państwo.

                      Druga sprawa, "emigranci" zrzekali się obywatelstwa polskiego przed wyjazdem do
                      Niemiec aby móc automatycznie uzyskać obywatelstwo niemieckie. Zgodne to było z
                      porozumieniem międzypaństwowym. Żeby wrócić do sytuacji sprzed tego zrzeczenia,
                      musieliby jednak zrzec się nabytego obywatelstwa niemieckiego. Tak to wygląda
                      ta sprawa, biorąc ją na logikę.
    • synziemi Re: Ważny tekst 15.11.04, 16:36
      Z tego co przeczytalem to ewentualne odszkodowania beda marginalne... Poki co
      to wysiedlency musza placic za przegrane procesy. :)
      • ignorant11 Re: Ważny tekst 21.11.04, 23:34
        synziemi napisał:

        > Z tego co przeczytalem to ewentualne odszkodowania beda marginalne... Poki co
        > to wysiedlency musza placic za przegrane procesy. :)

        Sława!

        I skutek bedzie taki, ze oblawia sie prawnicy i sady od oplat stosunkowych:)))


        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
    • albrecht1 Re: Ważny tekst 22.11.04, 21:40
      W sumie sam tekst nie jest żadną nowością ani zaskoczeniem. Podane w artykule
      przykłady, po latach obnażają butę i arogancję tamtego systemu. Niestety
      jeszcze dziś resztki tamtego sposobu działania, a co gorsza myslenia pokutują
      do dziś.
      Ironią losu jest, że tamte działania, były niezgodne nawet z komunistycznym
      system prawa. To kolejny przykład traktowania Śląska i jego mieszkańców jak
      wewnętrznej kolonii.
      Dziś zaczyna się to mścić. Korzystając z tytułu jednego z utworów Bolesława
      Prusa, można uznać składane obecnie wnioski o potwierdzenie polskiego
      obywatelstwa oraz sądową batalię o zwrot majatków, iz jest to powracająca fala
      wyrządzonych zupełnie niepotrzebnie krzywd.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka