stix
29.07.06, 18:16
www.republika.pl/ofiaromwojny/teksty/0023.htm
Plan zbudowania dziś - pół wieku po wojnie - Centrum Wypędzonych Niemców,
jest aferą czysto polityczną. Więcej: nacjonalistyczną i szowinistyczną. Bo w
polityce nie tyle jest ważne, co się mówi, tylko: kto mówi. Te same słowa -
miłość, prawo, równość, braterstwo, sprawiedliwość itd. - inaczej brzmią w
ustach dyktatora, a inaczej w ustach demokraty. Jeśli pomysł Centrum wychodzi
ze środowisk Związku Wypędzonych, to znaczy, że jest to zakamuflowany powrót
do idei Drang nach Osten. W niemieckiej podświadomości stale tli się
przekonanie, że Niemcy mają za mało Lebensraum, że tak wielki naród musi mieć
wielką przestrzeń do istnienia, że mu się to zwyczajnie należy. Do tego
dochodzi buta oraz przekonanie o nadzwyczajnej pozycji w Europie.
Pomysłodawcy Centrum chcą na tym poczuciu wygrać swój polityczny interes.
Nacjonalizm jest ciągle nośny. Zwłaszcza w Niemczech: przecież jeszcze
niedawno na nacjonalizmie właśnie oparta była polityka tego kraju. To nie
mija bez śladu. Dlatego odgrzewanie tam takich nastrojów jest tak
niebezpieczne.
Nie chodzi o pokutę: oni mają obowiązek zapłacić za te winy! Nie jedno,
drugie czy trzecie pokolenie - ale tyle pokoleń, aż z niemieckiej mentalności
znikną tęsknoty o narodzie panów.
Każda wojna niesie śmierć. Po obu stronach. Ale Wielka Brytania nie stawia
pomnika cywilnym Anglikom, którzy zginęli od niemieckich bomb. Niemcy za to
stale krzyczą, że ich cywile ginęli podczas bombardowań alianckich. To
świadczy o zadufaniu. I bezczelności. Oraz dowodzi, że nic nie zrozumieli z
nauki II wojny.
Więcej: ta wojna była przez Niemców wyczekiwana. Naród był za Hitlerem.
Chcieli zapanować nad całym światem. I może by im się udało, gdyby nie
popełnili błędu, prowokując wojnę z Ameryką. Też z zadufania.
Nie łudźmy się też, że zwykli Niemcy nie wiedzieli o obozach
koncentracyjnych, gettach itd. Jeżeli nie wszyscy, to zdecydowana większość
była świadoma, co robią naziści. W podbijaniu Europy brały udział tysiące
żołnierzy. Każdy miał przecież jakichś krewnych, którym opowiadał czy pisał o
swojej służbie. Milionów Żydów nie zabiło kilkunastu zbrodniarzy - w
eksterminacji brały udział tysiące Niemców. Skala mordu była taka, że nie
można było jej ukryć. No i to do Niemiec szły transporty odzieży, dzieł
sztuki i wszelkich innych dóbr zrabowanych w podbitych krajach. Te wszystkie
futra, radia, obrazy, złoto z gett... Bauerowie nie mogli nie wiedzieć, że
cudzoziemscy robotnicy, którzy u nich za darmo pracują, pochodzą z łapanek.
Zwłaszcza, że karą za niesubordynację mógł być i stryczek.
Zanim postawi się pomnik wypędzonym, trzeba opłakać tych, których się zabiło.
Owszem, są młodzi Niemcy, którzy mają wyrzuty sumienia za rodziców. Oni nie
mówią o pomniku dla wypędzonych. Opowiadają mi na przykład, jak zdali sobie
sprawę, że dobrobyt ich rodziny wziął się z krzywdy ofiar wojny. Pewien młody
lekarz zapytał mnie kiedyś, co ma zrobić, bo znalazł w domu woreczki ze
złotem, które jego dziadek czy ojciec przywiózł najprawdopodobniej z obozu
zagłady, gdzie służył podczas wojny. Powiedziałem, żeby założył za to oddział
dla niemowląt w szpitalu w Sarajewie.
Bo to Polacy i inne podbite narody byli ofiarami. Ja byłem pięć lat pod
okupacją. Mówią: byli Niemcy źli i dobrzy. Ale dlaczego nie miałem wtedy
szczęścia spotkać tego dobrego?
Żadnego?
Żadnego. Nie miałem szczęścia spotkać ani jednego dobrego Niemca. Tylko
takich, co bili mnie po mordzie.