Dodaj do ulubionych

Polacy szykowali Zydom Miniholokaust

27.09.06, 19:58
Zakopywanie żywcem, palenie, wyrzucanie z pędzących pociągów - to niektóre z
metod, za pomocą których, według przetłumaczonej właśnie z jidisz na
angielski książki "Haynt", Polacy zabijali Żydów. "Życie Warszawy" drukuje
fragmenty książki Chaima Finkelsteina.

fakty.interia.pl/kraj/news/polacy-szykowali-zydom-miniholokaust,795291,2943

Ciekawe czego jeszcze sie dowiemy? Ile jeszcze jest tych czarnych plam w
historii Polski? Czyzby Adolf uprzedzil Polakow?

Choć przypadki opisane w książce są drastyczne, nie wszyscy podzielają tak
negatywną dla Polaków ocenę. - Nie używałbym słowa holokaust, mówi "Życiu
Warszawy" jeden z tłumaczy Joseph Schuldenrein. - W mojej opinii, tego w
ogóle nie można porównywać. Polskie prześladowania były okrutne, ale Polska
nie dysponowała takimi możliwościami technicznymi jak Niemcy. A holokaustu
nie dałoby się przeprowadzić bez odpowiedniej infrastruktury.

Nie te srodki ale cel ten sam?
Obserwuj wątek
    • Gość: van deer Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust IP: *.icm.edu.pl 27.09.06, 20:07
      Bo chlodna kalkulacja przyniosla Zydom decyzje z Wansee a nie rajsko egzotyczny
      i horrendalnie nieoplacalny, nawet za zydowskie zloto i obligacje, Madagaskar.

      Takimi fakcikami to "mogiesz" Stixa zadziwic.
      • oppelner_os Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 20:10
        Takie tematy poruszam glownie z mysla o takich oszolomach jak stix:))))

        ;))))
      • black.ok Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 21:00
        Gość portalu: van deer napisał(a):

        > Bo chlodna kalkulacja przyniosla Zydom decyzje z Wansee a nie rajsko
        egzotyczny
        >
        > i horrendalnie nieoplacalny, nawet za zydowskie zloto i obligacje,
        Madagaskar.
        >
        > Takimi fakcikami to "mogiesz" Stixa zadziwic.

        Gdzie są fakty, dowody? nigdzie, dywagacje, co by było gdyby mozna o kant doopy
        roztrzaskać. Czego to się nie złapią nazisci, żeby szkalować, żeby choć cząstką
        błota ochlapać innych.
        • oppelner_os Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 21:01
          Przeciez Zyd napisal ta ksiazke a nie nazista!
          • black.ok Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 21:06
            Gdzie tam , w tej książce, biorąc pod uwagę tylko to krótkie jej omówienie,
            jest choćby cień prawdy, tylko dywagacje zstęchłego nazisty.
            • oppelner_os Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 21:12
              Chyba przesadziles nieco:)
              Autora-Zyda nazywasz nazista?
              • black.ok Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 21:16
                Kto jest Zydem? Autor?
                • oppelner_os Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 21:38
                  Tak:)))

                  Nazywa sie Chaim Finkelstein.
                  Nie czytales uwaznie artykulu?
                  • black.ok Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 22:08
                    oppelner_os napisał:

                    > Tak:)))
                    >
                    > Nazywa sie Chaim Finkelstein.
                    > Nie czytales uwaznie artykulu?

                    Czytałem uwaznie, również nazwisko autora, lecz wiem z doswiadczenia, że zaden
                    Żyd nie napisze nieprawdy, bo go ich Bóg pokara. Dlatego też Chaim nie może być
                    prawdziwym Żydem.
                    • oppelner_os Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 22:12
                      Skoro tak uwazasz Black?

                      • black.ok Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 22:20
                        Smutno cos tutaj opler. Czy sądzisz, że Komisja UR zrobi zarząd komisaryczny
                        nad Polską , tak jak sowiety zrobiły w 45?
                        • Gość: :) Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.09.06, 22:26
                          no i co braid?
                          w lozku tez jestes taki szybki? :)
                          • black.ok Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 23:33
                            Gość portalu: :) napisał(a):

                            > no i co braid?
                            > w lozku tez jestes taki szybki? :)

                            Ja wiem, ze ci z nieniec są kretynami, ale żeby aż tak bardzo?
                            • kanotix Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 28.09.06, 19:21
                              Ty nie jestes kretynem?
      • rico-chorzow Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 27.09.06, 22:18
        Gość portalu: van deer napisał(a):

        > Bo chlodna kalkulacja przyniosla Zydom decyzje z Wansee a nie rajsko egzotyczny
        >
        > i horrendalnie nieoplacalny, nawet za zydowskie zloto i obligacje, Madagaskar.
        >
        > Takimi fakcikami to "mogiesz" Stixa zadziwic.

        Tak Pan sądzi,fakciki?,ja Panu powiem otwarcie,Polacy są 4-tą siłą zbrodniarzy
        wojennych,po Stalinie,Hitlerze,Aliantami u których się też Polacy wsługiwali,i
        tu przychodzi punkt 4= Polska,Polacy=czystki
        etniczne,wypędzenie,morderstwo,zabójstwo.


        • pit-zeolit Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 28.09.06, 07:06
          rico-chorzow napisał:

          Tak Pan sądzi,fakciki?,ja Panu powiem otwarcie,Polacy są 4-tą siłą zbrodniarzy
          > wojennych,po Stalinie,Hitlerze,Aliantami u których się też Polacy wsługiwali,i
          > tu przychodzi punkt 4= Polska,Polacy=czystki
          > etniczne,wypędzenie,morderstwo,zabójstwo.

          Biedaku......

    • roquentin Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 28.09.06, 19:49
      polacy urzadzali pogromy przed II wojna swiatowa. zadna sensacja.
      • oppelner_os Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 28.09.06, 19:57
        oraz w czasie wojny i po wojnie
        • roquentin Re: Polacy szykowali Zydom Miniholokaust 28.09.06, 20:01
          tez :)
          dlatego nie rozumie tych krzykaczy, ktorzy sie oburzaja, i krzycza, ze Żydzi niby szkaluja polski narod i pisza nie prawde.
          wiecej pokory Polaczki ;)
    • stix Przemilczana kolaboracja. 28.09.06, 20:21
      arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2001/01/20010127/200101270098.html
      Ludność żydowska, w tym zwłaszcza młodzież, oraz miejska biedota, wzięła masowy
      udział w powitaniu wojska sowieckiego. Z bronią w ręku.
      Nie miałem zamiaru zabierać głosu w dyskusji, która nastąpiła po ogłoszeniu
      przez prof. Jana T. Grossa książki "Sąsiedzi", dotyczącej mordu na Żydach
      dokonanego w lipcu 1941 roku w miasteczku Jedwabne na Podlasiu. Przede
      wszystkim dlatego, że dotychczasowa dyskusja, podejmując różne istotne wątki,
      pomija fakt najważniejszy: co się stało w Jedwabnem po wkroczeniu na ten teren
      armii niemieckiej, tzn. kto, kiedy i w jakich okolicznościach dokonał masowego
      mordu na ludności żydowskiej Jedwabnego.

      O tym bowiem przede wszystkim należałoby pisać, tym bardziej że stwierdzenia
      Grossa w świetle niektórych źródeł wydają się nie do końca prawdziwe.
      Jednocześnie posiadana przeze mnie dokumentacja jeszcze nie upoważnia mnie do
      publicznego zabrania głosu w tej właśnie kluczowej kwestii.

      Jednak tak w książce Grossa, jak w ogłoszonym niedawno w "Rzeczpospolitej"
      (4.01.2001) artykule Andrzeja Żbikowskiego padły stwierdzenia tak szokujące, że
      nie można ich skwitować milczeniem. A dotyczą one zarówno postawy ludności
      polskiej i żydowskiej na ziemiach najpierw okupowanych, a następnie
      anektowanych przez Związek Sowiecki, jak i oceny owej postawy.

      Zanim przejdę do właściwego tematu, zacząć muszę od stwierdzeń podstawowych.
      Nic nie może usprawiedliwić mordów dokonanych na jakiejkolwiek grupie ludności
      cywilnej. Nic nie usprawiedliwia zabijania mężczyzn, kobiet i dzieci tylko
      dlatego, że są reprezentantami jakiejś klasy społecznej, jakiegoś narodu,
      jakiejś religii, bo wszelkie wymierzanie sprawiedliwości musi mieć charakter
      indywidualny. Zbrodni takich nie można uzasadnić ani własnymi przekonaniami,
      ani rozkazem przełożonego, ani "koniecznością dziejową", ani dobrem jakiegoś
      innego narodu, klasy, religii czy grupy społecznej, ani też dobrem żadnej
      organizacji - wojskowej czy cywilnej, jawnej czy zakonspirowanej.

      Chciałbym, aby czytelnik tego tekstu wziął pod uwagę, że takie jest moje
      zasadnicze stanowisko. Jestem również w sposób zasadniczy przeciwny mordowaniu
      żołnierzy jakichkolwiek formacji wojskowych czy policyjnych tylko dlatego, że w
      nich służą, zwłaszcza wtedy, gdy są nieuzbrojeni lub oddają się do niewoli.
      Ktokolwiek więc dokonuje takiego mordu, niezależnie od tego, kogo reprezentuje,
      jest dla mnie mordercą, nikim innym.

      Ogólne przerażenie

      Zanim dokona się oceny postaw i zachowań różnych grup społecznych i narodowych
      na ziemiach zajętych przez Robotniczo-Chłopską Armię Czerwoną (RKKA), należy
      przypomnieć podstawowe fakty, bo bez poznania ówczesnej rzeczywistości nie jest
      możliwe zrozumienie ludzi tam zamieszkałych czy przyniesionych "falą" wojennej
      nawałnicy.

      Wkroczeniu Niemców na Podlasie towarzyszyło ogólne przerażenie miejscowej
      ludności, która wojska niemieckie przyjęła z łatwo dostrzegalną wrogością.
      Wspierała spychane na wschód jednostki Wojska Polskiego, a w wypadku
      niezmobilizowanych rezerwistów i młodzieży przedpoborowej, w sporej liczbie
      wyruszyła na wschód, by znaleźć oddział, który zechciałby ich przyjąć i
      uzbroić. Stąd też pewna liczba mężczyzn z tego regionu (w tym niezmobilizowani)
      wzięła udział w walkach o Grodno i w rejonie Sopoćkiń - tym razem już przeciw
      Armii Czerwonej.

      Ludność Podlasia wsparła ponadto powstające tutaj, zwłaszcza po bitwie pod
      Andrzejowem 18. DP WP, oddziałki partyzanckie, działające do połowy
      października m.in. w rejonie Czerwonego Boru i Bagien Biebrzańskich, co
      uchroniło je od zniszczenia. Jej postawa antyniemiecka była jednolita i
      zdecydowana.

      Okres, po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie wschodnie RP, można podzielić na
      trzy podokresy. Pierwszy, nazwany przez prof. Ryszarda Szawłowskiego (i nie
      tylko jego!), wojną polsko-sowiecką, trwał dwa tygodnie, do pierwszych dni
      października 1939 roku, kiedy zakończył się zorganizowany opór większych
      jednostek bojowych WP, choć poszczególne pododdziały prowadziły akcję, już o
      charakterze partyzanckim. Drugi, to opanowywanie terenu, połączone z
      realizacją "rewolucji" społecznej - politycznej i ekonomicznej, z góry
      zaplanowanej i realizowanej przy pomocy wojska i służb specjalnych. Dlatego
      nazywam ją "rewolucją na postronku". W tym też czasie miały miejsce pierwsze
      aresztowania. Okres ten kończy się w listopadzie 1939 roku wcieleniem ziem
      północno-wschodnich RP do Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, a
      południowo-wschodnich do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej.

      Faktycznie przedłużył się on o dalsze dwa miesiące, kiedy sowiecki system
      administracyjny (republika, obłast', rejon) został ostatecznie wprowadzony na
      obszarach anektowanych. Trzeci podokres, początki 1940 roku - czerwiec 1941
      roku, charakteryzuje się z jednej strony unifikacją z ekonomiczno-społecznym
      systemem ZSRR (forsowanie kołchozów, umacnianie sowchozów, dokończenie procesu
      nacjonalizacji przemysłu, handlu, systemu bankowego itp.), a z drugiej -
      gwałtownym nasileniem represji, zwłaszcza w pierwszej połowie 1940 roku, w
      postaci masowych aresztowań i wywózek (deportacji), które na obszarze tzw.
      Zachodniej Białorusi trwały do końca i objęły około 150 000 osób. Na tym
      ostatnim zjawisku pragnę się dłużej zatrzymać, było to bowiem - z czego
      niewielu zdaje sobie sprawę - działanie na podstawie zasady odpowiedzialności
      zbiorowej.

      Czas wywózek

      Pierwsza wywózka, z 9/10.02.1940 roku objęła osadników wojskowych i cywilnych
      oraz leśników wraz z rodzinami. Druga z 13.04.1940 roku ogarnęła tych, których
      członkowie rodzin (głowy domu, bracia, synowie) byli ujęci jako żołnierze WP,
      policjanci itp., uciekli za granicę lub ukrywali się bądź zostali aresztowani
      jako konspiratorzy lub "wrogowie ludu" czy tzw. element społecznie
      niebezpieczny (SOE). Trzecia z 29.06.1940 roku, dotykająca zwłaszcza miast,
      objęła tzw. bieżeńców, w tym wielu Żydów, głównie tych, którzy zarejestrowali
      się, że chcą wrócić pod okupację niemiecką. Fakt ten częściowo obala mit o
      radosnym witaniu Armii Czerwonej przez polskich Żydów wyłącznie ze strachu
      przed Niemcami. Ostatnia, rozpoczęta na Wileńszczyźnie (zagarniętej wraz z
      likwidacją Republiki Litewskiej w czerwcu 1940 roku) 14.06.1941 roku, na
      ziemiach białoruskiej republiki zaczęła się 20 czerwca i została przerwana w
      momencie niemieckiej agresji.

      Wszystkie, jak widzimy, były aktami przemocy podjętymi na podstawie zasady
      odpowiedzialności zbiorowej. Za ojca, który był żołnierzem, odpowiadała cała
      rodzina, za brata, który był uciekinierem - jego najbliżsi, za zawód leśnika -
      ci, którzy z nim mieszkali. Uderzano w "gniazdo". Natomiast np. w Warszawie
      Niemcy za akcję zbrojną na ulicy rozstrzeliwali mieszkańców domu niczym
      niepowiązanych z bojowcami, więźniów z Pawiaka, albo mieszkańców wsi, w pobliżu
      której wysadzono pociąg wojskowy. Ta odpowiedzialność zbiorowa obejmowała
      dzieci, kobiety, starców. Właśnie najsłabsi najczęściej płacili życiem w drodze
      i na tułaczce - na Syberii czy w "głodnych stepach" Kazachstanu.

      • stix Przemilczana kolaboracja. 28.09.06, 20:22
        arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2001/01/20010127/200101270098.html
        Zdrada w dniach klęski

        Kto był realizatorem terroru? NKWD, a w pierwszym okresie także RKKA, której
        podlegały "czekistowskie grupy operacyjne", idące za wojskiem dla "oczyszczenia
        terenu", podobnie jak Einsatzgruppen za Wehrmachtem. A milicja? Mało kto wie,
        że w latach 1939 - 1941 mieliśmy tu do czynienia z trzema odmiennymi rodzajami
        milicji.

        Pierwszy rodzaj - to powstające różne "czerwone gwardie" i "czerwone milicje",
        składające się z ludzi miejscowych, uzbrojonych w kije, obrzyny, siekiery i
        rewolwery, choć czasem nawet w broń maszynową, które wspierały RKKA w
        jej "marszu wyzwoleńczym" oraz realizowały "gniew klasowy", uciskanych
        przez "pańską Polskę" grup społecznych. Ujawniały się one z reguły zaraz po
        17.09.1939 roku (lub nawet już tego dnia, co jest wiele mówiące) i działały
        najczęściej bardzo krwawo, nie tylko na zapleczu Wojska Polskiego, lecz także
        po wejściu Armii Czerwonej, która dawała miejscowym "elementom rewolucyjnym"
        kilka dni "wolnizny" na załatwienie porachunków i wywarcie zemsty klasowej.

        Później miejsce tych "milicji" zajmują Gwardia Robotnicza, utworzona na
        zajętych terenach zgodnie z rozkazem dowódcy Frontu Białoruskiego z 16.09.1939
        roku, oraz Milicja Obywatelska, budowana w myśl takiegoż rozkazu z 21.09.1939
        roku. Z kolei, po wcieleniu "Zachodniej Białorusi" w skład BSRS, zostały one
        zastąpione przez związaną ściśle z NKWD Robotniczo-Chłopską Milicję (RKM),
        złożoną początkowo z samych przybyszów (tzw. wostoczników), a później nasycaną
        miejscowymi.

        Ludność polska, pomijając niewielką grupę komunistów w miastach i jeszcze
        mniejszą na wsi, przyjęła agresję ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
        podobnie jak agresję niemiecką. Są na to tysiące różnorodnych świadectw. Udział
        polskich chłopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych) nie jest tu
        wyznacznikiem niczego, bo były to ciała o charakterze dekoracyjnym. Istotne
        były komitety wykonawcze, a jeszcze ważniejszy kontrolujący je aparat partyjny
        i policyjny.

        Natomiast ludność żydowska, w tym zwłaszcza młodzież, oraz miejska biedota,
        wzięła masowy udział w powitaniu wkraczającego wojska i w zaprowadzaniu nowych
        porządków, w tym także z bronią w ręku. Na to też są tysiące świadectw:
        polskich, żydowskich i sowieckich, są raporty komendanta głównego ZWZ gen.
        Stefana Grota-Roweckiego, jest raport emisariusza Jana Karskiego, są relacje
        spisywane już w czasie wojny i po latach. Mówią o tym zresztą także prace Jana
        T. Grossa, który - powołując się przede wszystkim na polskie relacje, których
        tysiące znajdują się w zbiorach Instytutu Hoovera w USA - doszedł do wniosków,
        które wyraził jasno i bezdyskusyjnie.

        Armię sowiecką witano z entuzjazmem nie tylko na terenach zajętych uprzednio
        przez Wehrmacht; także na Kresach, tam, gdzie on nigdy nie dotarł. Więcej, w
        dużej części właśnie z Żydów składały się owe "gwardie" i "milicje" powstające
        jak grzyby po deszczu natychmiast po sowieckiej agresji. I nie tylko. Żydzi
        podejmowali akty rewolty przeciwko państwu polskiemu, zajmując miejscowości,
        tworząc tam komitety rewolucyjne, aresztując i rozstrzeliwując przedstawicieli
        polskiej władzy państwowej, atakując mniejsze lub nawet całkiem duże (jak w
        Grodnie) oddziały WP.

        Dr. Marek Wierzbicki od kilku lat badający stosunki polsko-białoruskie na tzw.
        Zachodniej Białorusi w latach 1939 - 1941, a więc i odnotowujący fakty z
        zakresu stosunków polsko-żydowskich, w obszernym, dotąd niewydrukowanym
        artykule mówi o trzydniowych walkach między rebelią Żydów grodzieńskich a
        polskim wojskiem i policją (18 września, zanim dotarły tu jednostki RKKA), o
        dwudniowych walkach o pobliski Skidel, o żydowskich rebeliach w Jeziorach,
        Łunnie, Wiercieliszkach, Wielkiej Brzostowicy, Ostrynie, Dubnie, Dereczynie,
        Zelwie, Motolu, Wołpie, Janowie Poleskim, Wołkowysku, Horodcu i Drohiczynie
        Poleskim. W tych miejscowościach nie widziano ani jednego Niemca - wystąpienia
        skierowane były przeciwko państwu polskiemu.

        Była to kolaboracja z bronią w ręku, stanięcie po stronie wroga, zdrada
        dokonana w dniach klęski. Jak liczna była grupa ludzi, którzy wzięli w tym
        udział? Nigdy zapewne nie będziemy mogli podać żadnej liczby. W każdym razie
        zjawisko to ogarniało cały obszar działania Frontu Białoruskiego RKKA.

        Nowe porządki w urzędach

        Druga kwestia to współpraca z organami represji, przede wszystkim NKWD.
        Najpierw podejmowały ją "milicje", "czerwone gwardie" i komitety rewolucyjne,
        później owe gwardie robotnicze i milicje obywatelskie. W miastach składały się
        one głównie z polskich Żydów. Później, gdy sytuację opanowała RKM, Żydzi - jak
        mówią sowieckie dokumenty - stanowili w nich sporą nadreprezentację. Polscy
        Żydzi w cywilnych ubraniach, z czerwonymi opaskami na ramionach i uzbrojeni w
        karabiny biorą też licznie udział w aresztowaniach i wywózkach. To było
        najdrastyczniejsze, ale dla społeczeństwa polskiego rażący był także fakt
        wielkiej liczby Żydów we wszystkich urzędach i instytucjach sowieckich.
        Zwłaszcza że to Polacy dominowali tu przed wojną!

        20.09.1940 roku, na naradzie w Mińsku, stolicy BSRS, naczelnik Miejskiego
        Oddziału NKWD w Łomży stwierdził: "U nas utarła się taka praktyka. Poparli nas
        Żydzi i tylko ich wciąż było widać. Zapanowała też moda, że każdy kierownik
        instytucji i przedsiębiorstwa chwalił się tym, że u niego nie pracuje ani jeden
        Polak. Wielu z nas Polaków po prostu się bało". W tym samym czasie na
        zebraniach partyjnych w obłasti białostockiej zaczęły się mnożyć "narzekania",
        że w sowieckich urzędach słychać jedynie język rosyjski i żydowski (tzn.
        jidysz), że Polacy czują się dyskryminowani, że jakaś sprzątaczka w
        białostockim urzędzie została ostro potraktowana za śpiewanie przy pracy
        polskich piosenek. Było to zgodne z prawdą i z aktualną "linią partyjną", wtedy
        bowiem na sowieckich szczytach władzy uzgodniono "nową politykę" w stosunku do
        Polaków.

        Marek Wierzbicki w cytowanym już artykule w taki sposób syntetyzuje ówczesną
        sytuację: "Szeroko rozbudowane struktury administracji sowieckiej dawały masom
        bezrobotnych Żydów możliwość znalezienia zatrudnienia, co miało dla nich
        niebagatelne znaczenie, ponieważ pozbawione przemysłu kresowe miasteczka
        posiadały bardzo ubogą ofertę pracy. Ludność żydowska - będąc o wiele lepiej
        wykształcona od społeczności białoruskiej - dostarczyła licznych urzędników,
        nauczycieli oraz funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, co miało niewątpliwy
        wpływ na stosunki polsko-żydowskie, ponieważ Żydzi najczęściej zajmowali
        miejsca dotychczasowych urzędników i nauczycieli narodowości polskiej. (...)
        Ponadto w okresie wrzesień - grudzień 1939 roku miały miejsce liczne
        aresztowania tych przedstawicieli ludności polskiej, którzy przed wojną pełnili
        wyższe funkcje w administracji i władzach politycznych państwa polskiego bądź
        byli zaangażowani w działalność społeczną. Miejscowi Żydzi - członkowie
        tymczasowej administracji lub milicji - okazywali wówczas dużą pomoc władzom
        sowieckim w ich tropieniu i zatrzymywaniu".

        A dalej pisze, powołując się w tym wypadku nie na kogo innego, jak na Jana T.
        Grossa: "Zdarzało się także, że przedstawiciele ludności żydowskiej szydzili z
        Polaków, podkreślając tak nagłą odmianę losu, jaka stała się udziałem obydwu
        społeczności. W stronę ludności polskiej padały często złośliwe uwagi w rodzaju
        Çchcieliście Polski bez Żydów, macie Żydów bez PolskiČ czy Çskończyło się już
        waszeČ".

        Tak więc udział Żydów w aparacie sowieckim, w tym także w milicji, jest zgodnie
        stwierdzany w polskich relacjach (w tym zwłaszcza tych, na podstawie których
        Jan T. Gross od ćwierćwiecza buduje swoje książki i artykuły) sporządzonych
        jeszcze w czasie wojny, a przechowywanych m.in. w Instytu
        • stix Przemilczana kolaboracja. 28.09.06, 20:24
          arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2001/01/20010127/200101270098.html
          Tak więc udział Żydów w aparacie sowieckim, w tym także w milicji, jest zgodnie
          stwierdzany w polskich relacjach (w tym zwłaszcza tych, na podstawie których
          Jan T. Gross od ćwierćwiecza buduje swoje książki i artykuły) sporządzonych
          jeszcze w czasie wojny, a przechowywanych m.in. w Instytucie Hoovera w USA oraz
          w analizowanych obecnie aktach władz sowieckich i władz partyjnych byłego ZSRR,
          jak też w raportach dowództwa ZWZ, dawno opublikowanych w dziele "Armia Krajowa
          w dokumentach" (t. I, Londyn 1970).

          Nie jest więc chyba uzasadnione twierdzenie prof. Grossa, wyrażone w jego
          ostatniej książce "Sąsiedzi": "Mówiąc wprost - entuzjazm Żydów na widok
          wchodzącej Armii Czerwonej nie był zgoła rozpowszechniony i nie wiadomo na czym
          miałaby polegać wyjątkowość kolaboracji Żydów z Sowietami w okresie 1939 -
          1941".

          Fałszywy znak równości

          Drugi człon owego twierdzenia, tym razem dotyczący Polaków, brzmi
          on: "Natomiast nie ulega wątpliwości, że miejscowa ludność (z wyjątkiem Żydów)
          entuzjastycznie witała wchodzące oddziały Wehrmachtu w 1941 roku i kolaborowała
          z Niemcami, włączywszy się również w proces eksterminacji Żydów. Fragment
          przytoczonej wcześniej relacji Finkelsztajna o Radziłowie - uprawdopodobnionej
          dodatkowo wspomnieniami chłopów z okolicznych wsi, które cytuję - jest
          dokładnym negatywem obiegowych opowieści o zachowaniu kresowych Żydów na widok
          wkraczających w 1939 roku do Polski bolszewików".

          Nie wchodząc jeszcze w meritum, chciałbym zwrócić uwagę na metodę. Setki
          zachowanych relacji, raporty władz Polski Podziemnej, w tym także raport, jakże
          przychylnego Żydom Jana Karskiego, nie uprawniają do uogólnień. Może i
          słusznie. Trzeba bowiem rozpoznać sytuację w różnych miejscowościach, nie
          opierając się na bardzo nawet rozpowszechnionych ogólnych opiniach. A
          jednocześnie relacja Finkelsztajna i kilka relacji chłopów z wsi okolicznych
          uprawniają do wyrażenia sądu o postawie nie poszczególnych osób, ale całej
          miejscowej ludności (z wyjątkiem Żydów). Podobnie jest z tezą o tym, że to
          polska ludność parotysięcznego miasteczka Jedwabne wymordowała swoich sąsiadów
          Żydów - opartą na zeznaniach Żydów uciekinierów, którym udało się przeżyć oraz
          na materiałach UB, uzyskanych w wyniku (niewątpliwie okrutnego) śledztwa z 1949
          i 1953 roku, w czasach, gdy biskupów polskich skazywano za zdradę narodu
          polskiego i szpiegostwo na rzecz "imperialistów".

          Przejdę teraz do owej polskiej kolaboracji. Szerzej niż prof. Gross przedstawił
          ją Andrzej Żbikowski. Polegała ona m.in. na mordowaniu Żydów przez
          polskie "bandy", złożone w większości z ludzi wypuszczonych niedawno przez
          Niemców z sowieckich więzień, oraz na napadach na "cofające się mniejsze
          ugrupowania sowieckiej armii", dokonywanych przez takież "bandy". Znak
          równości, po prostu, 1939 i 1941.

          Jednak, na Boga, czym innym jest radosne witanie Niemców, którzy przybywają w
          samym środku strasznej deportacji, umożliwiając setkom ludzi opuszczenie
          okrutnych miejsc kaźni - więzień (m.in. w Brześciu, Łomży, Białymstoku i w
          Jedwabnem), czym innym atakowanie czerwonoarmistów, do wczoraj naszych
          okupantów, a czym innym zabijanie żołnierzy WP. Rzeczywiście, Żydom w Polsce
          nie działo się najlepiej, istniały niewątpliwe "rachunki krzywd", żeby
          zacytować wiersz Broniewskiego, ale wszak nie wywożono Żydów na Sybir, nie
          rozstrzeliwano, nie zsyłano do obozów koncentracyjnych, nie zabijano głodem i
          katorżniczą pracą. Jeśli Polski nie uważali za swoją ojczyznę, nie musieli
          wszak jej traktować jak okupanta i wspólnie z jej śmiertelnym wrogiem zabijać
          polskich żołnierzy, mordować uciekających na wschód polskich cywilów. Nie
          musieli także brać udziału w typowaniu swoich sąsiadów do wywózek, owych
          strasznych aktów odpowiedzialności zbiorowej.

          Tylko na trzech domach nie było czerwonej flagi

          Przejdźmy teraz od spraw ogólnych do sytuacji w mieście i gminie Jedwabne. Ma
          rację Jan Gross, że świadectw, które by dotyczyły bezpośrednio tego miasteczka,
          nie jest zbyt wiele, jednak nie jest ich także mało, a w każdym razie więcej,
          niż tych, na których opiera się, pisząc o spaleniu Żydów 10.07.1941 roku. "Nowe
          podejście do źródeł", które lansuje w wypadku relacji żydowskich, można byłoby
          zastosować także w tym wypadku. Wszak są to relacje złożone przez ludzi
          represjonowanych, uratowanych od zagłady tylko dzięki umowie Sikorski - Majski
          z lipca 1941 roku. Mówią więc jako świadkowie zbrodni ci, którzy ją przeżyli. W
          relacjach dotykają "problemu żydowskiego", choć nikt ich do tego nie zachęca,
          spontanicznie, "z pełności serca".

          Czy Żydzi z Jedwabnego, podobnie jak inni, powitali gorąco wkroczenie Armii
          Czerwonej? Relacje, zarówno te sporządzone jeszcze podczas wojny, jak uzyskane
          przeze mnie na początku lat dziewięćdziesiątych, wskazują, że tak było.

          Najpierw relacje złożone w armii gen. Andersa i zarchiwizowane w Instytucie
          Hoovera, a obecnie dostępne także w Archiwum Wschodnim w Warszawie.

          Rel. nr 8356, sporządzona przez stelmacha Józefa Rybickiego z miasta
          Jedwabne: "Armję czerwoną przyjmowali żydzi którzy pobudowali bramy. Zmienili
          władzę starą a zaprowadzili nową z spośród ludności miejscowej (żydzi i
          komuniści). Aresztowano policję, nauczycielstwo (...)".

          Rel. nr 10708, sporządzona przez pracownika samorządowego w Jedwabnem, Tadeusza
          Kiełczewskiego: "Zaraz po wkroczeniu Armji Sowieckiej samożutnie powstał
          komitet miejski, składający się z komunistów polskich (przewodniczący polak
          Krytowczyk Czesław, członkowie byli zaś żydzi). Milicja składała się też z
          żydów komunistów. Represji z początku nie stosowano, ponieważ nie znali
          ludności, dopiero po zrobieniu doniesienia przez miejscowych komunistów zaczęły
          się aresztowania. Rewizje robili miejscowi milicjanci u takich osób, u których
          uważali że znajduje się broń. Główne aresztowania przez władze sowieckie
          zaczęły się dopiero po pierwszych wyborach".

          Rel. nr 8455, spisana przez ślusarza-mechanika z Jedwabnego, Mariana
          Łojewskiego: "Po wkroczeniu armji czerwonej do naszej miejscowości zarządzono
          na wstępie oddanie wszelkiej broni znajdującej się w posiadaniu miejscowej
          ludności. Grożono za zatrzymanie takowej śmiercią. Następnie dokonywano rewizji
          w różnych domach a to z powodu oskarżeń żydów handlujących, którzy oskarżyli,
          że w czasie ich nieobecności Polacy pokradli im różne towary. Dokonano licznych
          aresztowań ludzi, do których miejscowi żydzi mieli pretensje za ściganie ich
          przez Państwo Polskie i ich prześladowanie".

          • stix Przemilczana kolaboracja. 28.09.06, 20:25
            arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2001/01/20010127/200101270098.html
            Rel. nr 2675, złożona przez brakarza drzewnego z Jedwabnego, Aleksandra
            Kotowskiego: "W czasie wkraczania armji czerwonej byłem nieobecny, do władzy
            dopuszczono żydów oraz Polaków komunistów, którzy siedzieli za komunizm w
            więzieniach, oni naprowadzali NKWD do mieszkań, domów i wydawali polskich
            obywateli patryjotów".

            Na koniec relacja Łucji Chojnowskiej z domu Chołowińskiej z 9.05.1991 roku.
            Pani Chołowińska, siostra Jadwigi, za mężem Laudańskiej, wiosną 1940 roku
            znalazła się w bazie partyzanckiej na Uroczysku Kobielne, położonej wśród
            bagien nadbiebrzańskich i podczas bitwy stoczonej między polskimi partyzantami
            a wojskiem sowieckim 23.06.1940 roku została wzięta do niewoli. Nasza rozmowa,
            odbyta w Jedwabnem, dotyczyła właśnie tej bitwy, a nie stosunków w miasteczku,
            w którym obie panie uprzednio mieszkały. Pomimo to, w trakcie rozmowy Łucja
            Chołowińska-Chojnowska powiedziała: "W Jedwabnem, zamieszkanym w większości
            przez Żydów, były tylko trzy domy, które nie wywiesiły czerwonej flagi, gdy
            weszli tutaj Rosjanie. Między innymi nasz dom. Przed pierwszą wywózką
            przybiegła do nas Żydówka - sąsiadka (żyliśmy zawsze bardzo dobrze z Żydami) i
            ostrzegła, że jesteśmy na liście do wywiezienia. Wtedy ja z siostrą Jadwigą i
            jej dzieckiem (4-letnią dziewczynką) uciekłyśmy do Orlikowa, zabierając z sobą
            tylko trochę ubrania". Zauważmy: sąsiadka - Żydówka wie, kto jest na liście do
            wywózki, a wszak była to najściślej strzeżona tajemnica. Tyle o początkach.

            Rozpoczęły się aresztowania

            A teraz dalsze pytania. Z kogo składała się milicja w Jedwabnem i jaki był jej
            stosunek do tych mieszkańców miasteczka, którzy uznani zostali za zbyt
            związanych z państwem polskim, niechętnych nowemu systemowi, wrogów? Czy i w
            jaki sposób objawiał się - również w Jedwabnem - terror i czy był realizowany
            jedynie siłami obywateli sowieckich, "wostoczników", czy także wspomagali
            go "dawni" obywatele polscy, stali mieszkańcy Jedwabnego i gminy
            jedwabieńskiej? Poszukajmy odpowiedzi w tych samych "dokumentach osobistych"
            (jak mówią historycy), powstałych jeszcze w okresie wojny i później.

            Rel. nr 1559, złożona przez Kazimierza Sokołowskiego, robotnika z
            Jedwabnego: "Utworzyły władze sowieckie milicję, przeważnie z Żydów komunistów,
            rozpoczęły się aresztowania gospodarzy i robotników, na których milicja
            naskarżyła. Na ludność nałożyli wysokie podatki, na kościoły nałożyli podatki i
            aresztowali księdza. Rozpoczęły się masowe rewizje u ludzi nieprzychylnych,
            wrogów ludu. (...) Miejscowa ludność przeważnie w większości odmówiła się od
            głosowania (22.10.1939 roku - T.S.). Przez cały dzień milicja przemocą
            sprowadzała pod karabinami do lokalu wyborczego. Chorych przemocą przywożono do
            głosowania. Niedługo po wyborach urządzili nocą obławę i aresztowali całe
            rodziny i wywieźli do ZSRR".

            Rel. nr 1394, spisana przez robotnika z Jedwabnego Stanisława
            Grubę: "Przeprowadzano rewizje w celu wykrycia broni, książek
            antykomunistycznych i.t.d. Natychmiast podejrzanych aresztowano tak jak i
            rodziny księży i osadzono w więzieniu dla przeprowadzenia śledztwa".

            Rel. nr 2589, sporządzona przez rolnika z gminy Jedwabne, Józefa
            Karwowskiego: "W październiku 1939 r. NKWD zarządziło zebrania i mityngi
            przedwyborcze. Na te zebrania NKWD i milicja przymusowo ludzi wyganiała. Kto
            się tylko sprzeciwiał, natychmiast został aresztowany i od tego czasu zginął
            bezpowrotnie".

            Rel. nr 2545, złożona przez rolnika z gminy Jedwabne, Józefa
            Makowskiego: "Aresztowali, wiązali ręce, wrzucali do piwnic i chlewów,
            głodzili, nie dawali wody do picia, bestjalsko bili i w ten sposób zmuszali do
            przyznania się do winy należenia do organizacji polskich. Ja sam byłem zbity do
            utraty przytomności podczas badania przez NKWD w Jedwabnem, Łomży i Mińsku".

            Rel. nr 8356, spisana przez (znanego już nam) Józefa Rybickiego z
            Jedwabnego: "Rewizje odbywały się u zamożniejszych gospodarczy, zabierali
            meble, ubranie i rzeczy wartościowe, a po kilku dniach w nocy ich aresztowali.
            Na zebrania zabierali siłą - opornych uznawali za tzw. wreditiela, aresztowali.
            Sołtys robił spisy chodząc po mieszkaniach i spisując wiele osób i rocznik.
            Komisja składała się z wojskowych i żydów i tamtejszych komunistów. Kandydatów
            do zgromadzenia narzucali zgóry, byli to żydzi, przybyli z ZSRR i tamtejsi
            komuniści".

            Pozakładali czerwone opaski

            Przejdźmy teraz do powojennych relacji składanych mi niejako "w tle", przy
            okazji, podczas korespondencji o walce na Uroczysku Kobielne.

            Jerzy Tarnacki, partyzant z Kobielnego, w liście z 24.10.1991 roku pisał: "Po
            mnie i mojego brata rodzonego Antka przybył patrol złożony z Polaka ob.
            Kurpiewski i Żyd o nazwisku Czapnik. Podczas aresztowania udało się nam zbiec z
            własnego podwórka. Ja zacząłem się ukrywać we wsi Kajtanowo (Kajetanowo - T.S.)
            u kolegi Mierzejewskiego Wacława. Od niego dowiedziałem się, że istnieje
            oddział partyzantki Polskiej za rzeką Biebrzą. Ukrywałem się od stycznia do
            połowy kwietnia 1940 roku".

            Stefan Boczkowski z Jedwabnego w liście z 14.01.1995 r. zauważa: "Miejscowi
            Żydzi w Jedwabnem pozakładali na rękawy czerwone opaski i pomagali milicjantom
            w aresztowaniu Çwrogów luduČ, ÇszpiegówČ itp.".

            Dr med. Kazimierz Odyniec, syn sierż. Antoniego Odyńca, poległego w boju na
            Kobielnem 23.06. 1940 roku, w liście z 20.06.1991 r. napisał: "Pod koniec
            kwietnia 1940 r. przyszedł do naszego mieszkania w mundurze milicjanta
            rosyjskiego miejscowy Żyd i kazał zameldować się Ojcu w NKWD. (...) Ojciec
            pożegnał się z nami, wysyłając uprzednio Matkę, by śledziła tego milicjanta i
            sprawdziła po kogo jeszcze poszedł, gdyż na liście było wypisane kilkanaście
            nazwisk. Jak się później okazało Ojciec nie poszedł na NKWD. Następnego dnia
            NKWD aresztowała Matkę, domagając się aby powiedziała, gdzie ukrył się Ojciec".
            Dr Odyniec, w liście napisanym do mnie już po ogłoszeniu książki Jana Grossa,
            stwierdził: "Gross podkreśla okrucieństwo strony polskiej, nie mówiąc nic o
            zachowaniu się znacznej grupy Żydów, którzy poszli na jawną współpracę z
            Sowietami i to oni stali się tymi ludźmi, którzy wskazywali Sowietom tych
            Polaków, których należy aresztować czy deportować. Dam Panu przykład mojej
            rodziny (tu powtórzenie poprzedniego opisu - T.S.). Pamiętam także, że trupy
            polskich partyzantów po walkach na Kobielnem transportował sąsiad mego wujka
            Władka Łojewskiego Żyd Całko" (list z 25.10.2000 r.).

            Roman Sadowski, oficer AK, mąż Haliny, siostry Kazimierza Odyńca, wywiezionej
            20.06.1941 roku w głąb ZSRR, tak napisał do mnie 10.11.2000 r.: "W czasie
            okupacji sowieckiej Żydzi byli ÇwładcamiČ tych terenów. Całkowicie
            współpracowali z władzami sowieckimi. Według relacji kuzynów mojej żony, to
            Żydzi wspólnie z NKWD ustalali listy do internowania (wywiezienia)".

            Jak widać, mimo że nie prowadziłem systematycznej i odpowiednio wczesnej
            kwerendy dokumentacji, związanej z postawą Żydów z Jedwabnego i okolic, zebrało
            się sporo świadectw, spontanicznych i niewywoływanych. Nie mogę więc twierdzić,
            jak czyni to Gross, że "napotkałem tylko jedną relację mówiącą konkretnie o
            przywitaniu Sowietów w miasteczku we wrześniu 1939 roku - jak wiemy był to
            moment, w którym utrwaliła się dla wielu Polaków pamięć o nielojalności Żydów -
            a i na niej nie bardzo można polegać, bo została spisana przeszło pięćdziesiąt
            lat po omawianych wydarzeniach". Po tym opowiada o informacji uzyskanej przez
            Agnieszkę Arnold podczas pracy nad filmem o spaleniu Żydów w Jedwabnem.

            Nie będąc specjalistą od tych problemów, cytuję powyżej pięć relacji, w
            większości spisanych przed 1945 rokiem, a dotyczących postawy jedwabieńskich
            Żydów wobec instalującej się sowieckiej władzy, oraz dziewięć relac
            • stix Przemilczana kolaboracja. 28.09.06, 20:26
              arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2001/01/20010127/200101270098.html
              Nie będąc specjalistą od tych problemów, cytuję powyżej pięć relacji, w
              większości spisanych przed 1945 rokiem, a dotyczących postawy jedwabieńskich
              Żydów wobec instalującej się sowieckiej władzy, oraz dziewięć relacji o
              postępowaniu milicji w ogromnej części złożonej z jedwabieńskich Żydów, choć
              jej komendantem był Polak Czesław Kurpiewski, znany przedwojenny komunista.

              Dodajmy do tego informację bardzo charakterystyczną, a powtórzoną w dwóch
              niezależnych relacjach: oprócz Żydów milicjantów w aresztowaniach brali udział
              Żydzi ubrani po cywilnemu, tylko z czerwonymi opaskami na rękawach i uzbrojeni
              w karabiny.

              Trzcianne: charakterystyczny incydent

              Te same dokumenty z archiwum Instytutu Hoovera, dobrze znane przecież Janowi
              Grossowi, wymieniają cały szereg miast i mniejszych miejscowości, w których
              Żydzi witali entuzjastycznie Armię Czerwoną, a potem obsadzali posterunki
              milicji. Są to miasta: Zambrów, Łomża, Stawiski, wsie: Wizna, Szumowo
              (komendant milicji Żyd o nazwisku Jabłonka), Rakowo - Boginie, Bredki, Zabiele,
              Wądołki Stare, Drozdowo.

              Znamy także charakterystyczny incydent, który miał miejsce w miasteczku
              żydowskim Trzcianne, leżącym naprzeciw Jedwabnego, ale po przeciwnej stronie
              Biebrzy. Według relacji (z 16.08.1987 roku) Czesława Borowskiego, mieszkańca
              przylegającej do Trzciannego wsi Zubole, jego przebieg był następujący: "Gdzieś
              pod koniec września, a może w początku października 1939 r. Niemcy wycofali się
              już z tego terenu, a Rosjanie jeszcze nie weszli i powstał tu jakby pas
              neutralny. Na Czerwonym Borze toczyły się jeszcze walki. W Trzciannym Żydzi
              przygotowywali powitanie wkraczającej Armii Czerwonej. Patrole milicji
              żydowskiej wyszły aż do Okrągłego (zakręt i przystanek) w kierunku Moniek:
              zauważyli tuman kurzu i sądząc, że to Armia Czerwona wycofały się aż do bramy
              zbudowanej na początku wsi (miasteczka - T.S.). Nie byli to żołnierze radzieccy
              lecz 10 - 15 ułanów polskich, którzy przechodzili przez ten pas neutralny.
              Zastali bramę powitalną, rabina z chlebem i solą. Ułani wpadli w tłum,
              zniszczyli bramę tryumfalną, płazowali, rozbili parę sklepów żydowskich,
              chcieli spalić miasteczko, ale do tego już nie doszło. Córka rabina zmarła na
              atak serca. Ułani pojechali dalej. Żydzi w Trzciannym mieli broń. (...)".

              Relacja ta, spisana przeze mnie niemal 50 lat po tych wydarzeniach, została
              zweryfikowana przez źródła rosyjskie. Według nich pod koniec września 1939
              roku "banda polskich żołnierzy" dowodzona przez dwóch ziemian Henryka
              Klimaszewskiego i Józefa Nieczeckiego napadła na miasteczko, gdzie
              dokonała "grabieży i pogromu ludności żydowskiej". W czasie tej akcji Henryk
              Klimaszewski miał nawoływać do rozprawy z bolszewikami i Żydami,
              mówiąc: "Bijcie Żydów za Grodno i Skidel, przyszła pora policzenia się z nimi,
              precz z komunistami, wyrżniemy wszystkich Żydów".

              Niemcy uratowali setki mieszkańców

              Oprócz znanego prof. Grossowi zbioru z Instytutu Hoovera i niezależnie od
              uzyskanych przeze mnie niegdyś relacji, są inne jeszcze świadectwa zachowania
              się Żydów z Jedwabnego w latach 1939 - 1941. Danuta i Aleksander Wroniszewscy w
              reportażu "Aby żyć" (zamieszczonym w "Kontaktach" z 19.07.1988 roku) odnotowali
              relację mieszkańca Jedwabnego: "Pamiętam jak wywozili Polaków do transportu na
              Sybir, na każdej furmance siedział Żyd z karabinem. Matki, żony, dzieci klękały
              przed wozami, błagały o litość. Ostatni raz dwudziestego czerwca 41 roku".

              Czy polscy mieszkańcy Jedwabnego i wsi okolicznych witali Niemców z entuzjazmem
              i jako zbawców? Tak! Witali! Jeżeli ktoś wyciąga mnie z płonącego domu, w
              którym mogę się spalić za chwilę, rzucę mu się na szyję i będę dziękował.
              Choćbym jutro miał uznać go za kolejnego śmiertelnego wroga. Niemcy uratowali
              bowiem wówczas setki mieszkańców wsi okolicznych (a może i Jedwabnego?),
              kryjących się od kilku dni w zbożu i w krzakach nad Biebrzą. Uratowali od
              wywiezienia na śmierć, gdzieś na pustynię kazachską czy do syberyjskiej tajgi.
              A wtedy już dobrze wiedziano, co znaczy taki wywóz: docierały wszak listy i
              inne sygnały ze specposiołków. Nadto równolegle z wywózką przeprowadzano,
              często nie odróżnianą przez historyków, akcję aresztowań ludzi podejrzanych,
              kończącą się łagrem lub więzieniem. Wieloletnim, śmiertelnym.

              Nie dziwmy się więc ich radości ani owym "bandom", jak je określa Andrzej
              Żbikowski, że atakowały opuszczające tę ziemię grupy żołnierzy sowieckich.
              Swoich do wczoraj ciemiężycieli, reprezentantów jednego z najokrutniejszych
              systemów, jakie wydała ludzkość.

              Dzień przeokropny dla Polaków

              Niedawno ogłoszono bardzo specyficzne, lecz zarazem wiarygodne źródło "Kronikę
              panien benedyktynek opactwa Świętej Trójcy w Łomży (1939 - 1954)", sporządzoną
              przez s. Alojzę Piesiewiczównę (Łomża 1995). Zacytujmy jej fragmenty dotyczące
              dni 20 - 22.06.1941 roku:

              "20 czerwiec. Uroczystość Serca Pana Jezusa. Dzień przeokropny dla Polaków pod
              zaborem sowieckim. Masowe wywożenie do Rosji. Od wczesnego rana ciągnęły przez
              miasto wozy z całymi rodzinami polskimi na stację koleją. Wywożono bogatsze
              rodziny polskie, rodziny narodowców, patriotów polskich, inteligencję, rodziny
              uwięzionych w sowieckich więzieniach, trudno się było nawet zorientować jaką
              kategorię ludzi deportowano. Płacz, jęk i rozpacz okropna w duszach polskich.
              Żydzi za to i Sowieci tryumfują. Nie da się opisać co przeżywają Polacy. Stan
              beznadziejny. A Żydzi i Sowieci cieszą się głośno i odgrażają, że niedługo
              wszystkich Polaków wywiozą. I można się było tego spodziewać, gdyż cały dzień
              20 czerwca i następny 21 czerwca wieźli ludzi bez przerwy na stację. (...) I na
              prawdę Bóg wejrzał na nasze łzy i krew.

              22 czerwiec. Bardzo wczesnym rankiem dał się słyszeć warkot samolotów i od
              czasu do czasu huk rozrywających się bomb nad miastem. (...) Kilka bomb
              niemieckich spadło na ważniejsze placówki sowieckie. Zrobił się niesłychany
              popłoch wśród Sowietów. Zaczęli bezładnie uciekać. Polacy cieszyli się bardzo.
              Każdy huk rozrywającej się bomby napełniał dusze niewypowiedzianą radością. Za
              kilka godzin nie było w mieście ani jednego Sowieta, Żydzi pochowali się gdzieś
              po suterenach i piwnicach. Przed południem więźniowie opuścili cele. Ludzie na
              ulicach rzucali się sobie w ramiona i z radości płakali. Sowieci cofali się bez
              broni, ani jednym strzałem nie odpowiedzieli następującym Niemcom.

              Wieczorem tego dnia w Łomży nie było ani jednego Sowieta. Sytuacja była jednak
              nie wyjaśniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli. Następnego dnia
              23 czerwca tak samo pustka w mieście. Ludność cywilna rzuciła się na rabunek.
              Rozbito i zrabowano wszystkie składy, bazy i sklepy sowieckie. Wieczorem 23
              czerwca weszło kilku Niemców do miasta - ludność odetchnęła".

              W tych dniach nie mogło być innej reakcji. W parę tygodni później ZWZ w
              pośpiechu odtwarzał poszarpane przez Sowietów sieci konspiracyjne, masowo
              zbierano broń porzuconą przez uciekających, wykorzystywano czas "bezkrólewia"
              na przygotowanie się do walki z kolejnym okupantem. Są na to równie liczne
              świadectwa, jak na fakty rabunku, odwetu i pogromów. Rzeczywistość - jak
              zwykle - jest bardziej skomplikowana, niż umiemy to sobie wyobrazić.

              • oppelner_os Re: Przemilczana kolaboracja. 28.09.06, 20:35
                Cyt:
                "Rzeczywistość - jak zwykle - jest bardziej skomplikowana, niż umiemy to sobie
                wyobrazić"

                Sam widzisz stix, ze rzeczywistosc nie zawsze jest biala, bywa tez czarna.
                Rozumiem zachowanie Polakow na wiesc o ucieczce Rosjan ale zemsta dotknela
                rowniez niewinnych Zydow. Podobnie bylo na Slasku, gdzie mordowano z zemsty
                tysiace niewinnych niemieckich cywilow.
          • oppelner_os Re: Przemilczana kolaboracja. 28.09.06, 20:27
            Sam widzisz, ze Zydzi opowiedzieli sie za sowietami. Woleli Rosjan niz Polakow.
            W twoim artykule jest napisane, ze nic nie tlumaczy mordu dokonanego na Zydach,
            nawet w odwecie za ich kolaboracje z czerwonymi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka