slask15071920
25.12.07, 20:50
I to uznawają nawet Polacy!
Andrzej Grajewski
Przyłączenie części Górnego Śląska do Polski było jak odwrócenie
biegu rzeki, która przez setki lat płynęła w innym kierunku.
Był 20 czerwca 1922 roku. Wojsko Polskie pod dowództwem Stanisława
Szeptyckiego wkraczało do Katowic. W czasie uroczystości na rynku
dokonał się symboliczny akt przekazania państwu polskiemu
suwerenności nad częścią Górnego Śląska. Powstałe województwo
śląskie obejmowało część Górnego Śląska i obszaru Śląska
Cieszyńskiego po Olzę. W głównej roli tego dnia wystąpił oddział
powstańców śląskich. Podkreślono w ten sposób, że nie byłoby tego
wydarzenia bez decyzji dziesiątków tysięcy Ślązaków, którzy
dobrowolnie ruszyli do walki o Ojczyznę, której nie znał
Za nimi były trzy lata walk, zażartej agitacji politycznej, napięć i
podziałów, które rozrywały więzy sąsiedzkie, a nawet rodzinne.
Mogiły ofiar konfliktu były rozrzucone między Brynicą a Odrą. Nie
było ani jednego osiedla na Śląsku, którego mieszkańcy nie
uczestniczyliby w tych wydarzeniach. Nienawiść powoli topniała, u
części wracała nadzieja na lepsze jutro, innych trawił niepokój o
przyszłość.
Przyłączenie i podział
Przyłączenie kilku powiatów Górnego Śląska do Polski oznaczało
również podział ukształtowanego przez stulecia obszaru. W
niemieckiej części powstała prowincja górnośląska z centrum w Opolu.
Mieszkało tam ok. 500 tys. Ślązaków, z których wielu głosowało w
czasie plebiscytu w marcu 1921 roku za przynależnością do Polski.
Całe wsie na Opolszczyźnie, wówczas znane z polskiej aktywności,
pozostały poza kordonem. Nie było jednak możliwości wykrojenia
granicy w taki sposób, aby sprawiedliwie odzwierciedlał podziały
narodowościowe na Górnym Śląsku. Dotyczyło to także miast. Bytom –
gdzie żywioł polski był silny i urzędował Polski Komisariat
Plebiscytowy – pozostał po stronie niemieckiej. Zniemczone Katowice
stały się centrum nowego województwa śląskiego, odbierając Opolu
prymat historycznej metropolii górnośląskiej.
Tysiące rodzin – polskich i niemieckich – nagle zostało podzielonych
granicami. W nowej sytuacji 130 tys. Niemców i 100 tys. Polaków
zdecydowało się opuścić strony ojczyste i przenieść się do własnego
państwa. Szczególnie boleśnie ten proces migracji politycznej
dotknął polską mniejszość na Opolszczyźnie. Wyjechała stamtąd
większość miejscowej inteligencji, a także wielu działaczy
plebiscytowych oraz powstańców. W dłuższym czasie sprzyjało to
utrwaleniu specyficznej, regionalnej tożsamości, akcentującej
bardziej lokalność, śląskość, aniżeli definiującej się poprzez
identyfikację narodową – polską bądź niemiecką.
Suwerenność z ograniczeniami
Województwo śląskie było integralną częścią państwa polskiego, ale
jednocześnie obowiązywały na jego terytorium dwa ważne akty,
nadające mu inny status prawny. Obowiązywał uchwalony przez Sejm RP
statut organiczny, który nadawał województwu śląskiemu autonomię.
Jej politycznym organem był SEJM ŚLĄSKI. Jego kompetencje były
bardzo szerokie, przede wszystkim w dziedzinie finansów. Wypracowane
na Śląsku środki pozostawały tutaj, a tylko część w postaci podatku
szła do centralnego budżetu, który dzielony był w Warszawie. Nie
mniej ważne były konsekwencje polsko-niemieckiej umowy z maja 1922
r., zwanej konwencją genewską. Regulowała życie gospodarcze w obu
częściach Śląska oraz dotyczyła praw mniejszości narodowych, m.in.
wprowadzała międzynarodowy arbitraż w sprawach spornych.
W praktyce oznaczało to, że mniejszość niemiecka, stanowiąca w 1922
r. około 29 proc. mieszkańców województwa, mogła odwoływać się od
decyzji polskiej administracji do Międzynarodowego Trybunału w
Hadze. Skrzętnie z tej możliwości korzystała, atakując także lokalny
Kościół za rzekomą dyskryminację języka niemieckiego. Najwięcej
napięć wywoływała jednak organizacja szkolnictwa mniejszościowego.
Niemcy, wykorzystując swą przewagę gospodarczą, wielokrotnie starali
się przyciągać do szkół mniejszościowych także dzieci śląskich
robotników, które nie znały języka niemieckiego. Przeciwko temu
protestowała polska administracja, zresztą dość bezskutecznie.
Opinia międzynarodowa raczej wspierała prawo rodziców wyboru szkoły
dla własnego dziecka, nie zważając na skomplikowane miejscowe
uwarunkowania.
Konwencja genewska miała także chronić polską mniejszość na
Opolszczyźnie oraz zapewnić jej równy dostęp do urzędów, prawo do
zakładania stowarzyszeń oraz swobodnego używania języka. Jednak
znacznie słabszy polski żywioł, bez instytucjonalnego wsparcia ze
strony państwa polskiego, nie potrafił wykorzystać wszystkich tych
możliwości.
Zastrzyk siły i bogactwa
Górny Śląsk dla biednego państwa polskiego był HOJNYM DAREM. Dość
powiedzieć, że z województwa śląskiego, które stanowiło tylko 1,1
proc. obszaru państwa, w 1923 r. pochodziło 73 proc. węgla, 78,5
proc. surówki, 87,7 proc. cynku, 71 proc. stali, 99,7 proc. ołowiu.
Te proporcje zmieniły się dopiero w latach 30., gdy ogromnym
wysiłkiem zbudowano Centralny Okręg Przemysłowy. Mało kto dzisiaj
pamięta, że to dzięki koniunkturze na śląski węgiel ustabilizowała
się cała polska gospodarka.
W latach 20. w sukurs przyszedł nam wielki strajk brytyjskich
górników, dzięki czemu węgiel z Górnego Śląska był cenny prawie jak
ZŁOTO. Opierając się na dochodach z jego eksportu, min. Władysław
Grabski przygotował i przeprowadził plan reform, który dał nam mocną
złotówkę, dumę polskiej gospodarki. Aby wykorzystać pomyślną
koniunkturę na wyroby górnośląskiego przemysłu, powstały także dwa
inne wielkie projekty o znaczeniu ogólnopolskim – szybko zaczęto
budować Gdynię oraz nowoczesną magistralę kolejową łączącą Śląsk z
Wybrzeżem.
Krótka sielanka
Na zdjęciach z tamtych uroczystości w Katowicach widzimy bohaterów
ostatnich wydarzeń, jak uśmiechnięci stoją obok siebie, świętując
dzieło swego życia. Mają uzasadniony powód do dumy. Bez pracy
tysięcy działaczy narodowych na Górnym Śląsku, a także trzykrotnego
zrywu powstańczego nie byłoby tego święta. Narodowa zgoda nie trwała
jednak długo. Gorsząc się nieraz kształtem współczesnego życia
politycznego, mamy skłonność do idealizacji przeszłości. Historyk
nie ma takich złudzeń. Patrząc na zdjęcie z uroczystości, wie, że
bohaterowie, którzy tego dnia bez przerwy mówią o zgodzie narodowej
i dziejowej chwili, wkrótce skoczą sobie do gardła z zaciętością,
która zadziwi nawet Niemców, ich wczorajszych przeciwników.
Gospodarzem uroczystości w Katowicach był Józef Rymer, zasłużony
działacz narodowy, który przygotował zręby polskiej administracji na
terenach plebiscytowych. Został pierwszym wojewodą śląskim, ale
zmarł po kilku miesiącach urzędowania. Nikomu nie zdążył się
narazić, dlatego pozostał symbolem narodowej zgody i umiejętności
łączenia ponad podziałami.
Powstańcy stojący w jednym szeregu za chwilę podzielą się na dwa
związki, które będą zwalczać się wzajemnie. Razem staną dopiero we
wrześniu 1939 r., w chaotycznej próbie obrony, albo nad wykopanym
dołem, gdy będą ich rozstrzeliwać niemieckie bojówki. Ci, którzy we
wrześniu 1939 r. zdołają się ewakuować, Śląska już także nie
zobaczą. Znajdą grób w Miednoje bądź Ostaszkowie.
Bohater tego dnia Wojciech Korfanty zostanie w 1930 r. aresztowany i
kilka miesięcy będzie musiał spędzić w brzeskim więzieniu. Dozna tam
wielu upokorzeń i zniewag. Później kilka lat spędzi na emigracji, a
gdy w kwietniu 1939 wróci do kraju, zostanie aresztowany. Więzienie
opuści ciężko chory i umrze tuż przed wybuchem wojny. Jego
zagorzałego przeciwnika, Michała Grażyńskiego, prawdopodobnie w
czasie uroczystości na katowickim rynku w ogóle nie było. Choć jako
powstaniec miał tego dnia także prawo do satysfakcji. Przyjedzie do
Katowic w 1926 r., po przewrocie majowym, aby zostać wojewodą i
będzie ten urząd pełnił do wrześni