szwejk-podlaski
20.11.14, 07:18
Miałem niedawno takie nowe doświadczenie w postaci szkolnego zebrania dawniej zwanego wywiadówką. W czasach dziennika elektronicznego nie jest to może nowocześnie i postępowo na takie zebrania się udawać , ale co tam. Co widziałem - potwierdziło się wszystko co dziecko mówi o szkole. Pan Dyrektor zadowolony z siebie pod nosem i cichutko chwalił szkołę i jej niezwykłe osiągnięcia. Nagłośnienie z epoki późnego Gierka więc na szczęście wcale nie było słychać - tylko echo panowało w sali gimnastycznej. Potem trochę lepiej , niewiele ale zawsze, młode pokolenie się produkowało przedstawiając interesujące, ale słabo widoczne informacje przy pomocy rzutnika na tablicy. Lepiej by było gdyby wzorem dzisiejszych korporacji rozesłać linka do tejże prezentacji w Librusie - o wiele czytelniej i wyraźniej można by wszystko spokojnie przeczytać i nawet zrozumieć. Dalsza część zebranie była już w klasie z osobą, która prawie (do końca pewności nie miała) pełniła funkcję wychowawcy numer trzy (w tym roku szkolnym). Rodziców garstka. Biorąc pod uwagę problem z dojazdem jaki ja miałem - z trudem zdążyłem- wcale się nie dziwię niskiej frekwencji. Oczywiście rodzice jak to rodzice z pretensjami, chodzi o nauczycieli bez powołania i dobrego podejścia do dzieciaków - zawsze takich parę się znajdzie. Grono nauczycielskie a nawet zastępczyni dyrektorstwa broniło jak umiało swoich kumpelek. Żeby nauczycielka angielskiego nie umiała wyraźnie po angielsku mówić - to dopiero osiągnięcie. Brawo siódemko ! Kto by tam próbował weryfikować znajomość angielskiego, czy podejście do uczniów u starego nauczyciela - nikt, a już na pewno nikt z dyrekcji ani koleżeństwa profesorów. Czy się stoi, czy się leży, trzy tysiące się należy - stare, ale aktualne hasło z czasów pozornie minionych jest w technikum numer siedem ciągle w użyciu. Tak więc jak i w każdej innej dziedzinie, w szkolnictwie ponadgimnazjalnego szczebla, potwierdza się diagnoza naszego biednego nieszczęśliwego (ta z z kupą kamieni - wszyscy wiedzą o co chodzi :-) ) .
Gdyby mnie ktoś zapytał, lub mojego dzieciaka, czy warto, prosta odpowiedź - nie warto, szkoda zdrowia czasu i pieniędzy. Chociaż są wyjątki, są dobrzy lub nawet bardzo dobrzy nauczyciele, ale ci o wysokim o sobie mniemaniu bezpodstawnie żądający szacunku na który nie zasłużyli swoją mierną postawą, mimo wielu wielu przepracowanych lat.
Aha w kiblach nadal PRL i brak papieru, fatalna mikro szatnia, brak pomieszczeń i warunków do przebrania się oddzielnie dla dziewcząt i chłopców, komputerów zaledwie tyle, że klasy trzeba dzielić żeby można było przeprowadzić lekcje informatyki, i parę innych niedociągnięć pewnie jeszcze umkło mojemu nieuzbrojonemu oku.
--
szwejk-podlaski