Gość: Arkady
IP: 195.75.180.*
26.09.03, 09:30
Mrówki prawdę mówią. Nie trzeba mieszkać w Bartoszycach, żeby
poznać marazm jaki tam panuje. Wystarczy co jakiś czas tam
przyjechać.
Większość ludzi tam mieszkających jest słabo wykształcona, dla
większości praca na granicy jest ucieczką, ucieczką w
tymczasowość, ucieczką od wolności.
Ale martwi mnie inna rzecz - mrówki mogą zniknąć, ale co stanie
się z większymi przemytnikami, z chłapakami w wieku od 19 do 30
lat, którzy teraz są już przyzwyczajeni do wygodnego życia,
jakie zapewnia im szmugiel. Ci chłopcy są już teraz nie do
tknięcia, pracują razem z policją i celnikami, mają ustalone
struktury władzy wewnątrz swoich a la gangów. Dość powiedzieć że
już teraz co najwyżej ryzykują pieniądzmi jakie włożyli w towar
po rosyjskiej stronie. Gdy zamkną granicę, oni zajmą się
bandytyzmem, wymuszeniami, porwaniami, zaczną prowadzić burdele.
Lokalne władze, ale także władze centralne, tolerując
dotychczasowy stan rzeczy i "okazując miłosierdzie dla mrówek",
wychodowały sobie węża na szyji. Ten wąż zacznie kąsać.
Ktoś powinien blisko przyjżeć się bartoszyckiej i reszcie
przygranicznych policji.
Notabene, wiem co mówię, bo urodziłem i wychowałem się w
Bartoszycach, jakiś czas temu z tamtąd wyjechałem, a o moich
doświadczeniach z przemytem ... raczej nie opowiem.