Dodaj do ulubionych

do jd ..........

29.12.05, 15:47
Dlaczego i z jakiej przyczyny bajeczka Leszka Kolakowskiego BYŁA
OCENZUROWANA ?
"Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca?" to bajka, którą profesor
Leszek Kołakowski w latach 60. napisał dla swojej kilkuletniej córki
Agnieszki. Cenzura nie puściła jej wówczas do druku, nazwisko profesora
było "na indeksie" i oficjalnie nie mógł opublikować nawet niewinnej bajki."
Czytając ją , nie widać w niej nic co by miało wyraz polityczny, wiec
dlaczego ?
Możesz pomóc ?
Obserwuj wątek
    • Gość: jd Re: do jd .......... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.05, 20:42
      Chyba nie bardzo mogę pomóc. Nie znam szczegółów i szczerze mówiąc, nie wydaje
      mi się, by kryła się za tym jakaś wielka tajemnica. Nie wykluczałbym, że to
      bardziej chwyt reklamowy dzisiejszych wydawców. Kołakowski do roku 1968 był
      drukowany może nie bez ograniczeń, ale w dużych (słusznie) ilościach, w tym
      trzy tomki trochę bardziej dorosłych bajek.
      Noworoczne i urodzinowe sto lat.
      • rita100 Re: do jd .......... 29.12.05, 21:27
        dziękuje za zyczenia
        A czy czytałeś tą bajkę ?
        Była zamieszczona w gazecie.
        • Gość: jd Re: do jd .......... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.05, 21:39
          Nie, nie czytałem. Ale wydaje mi się, że jest to także jako osobne wydanie
          książkowe.
          Ja jestem fanem tych raczej ciężkich tekstów Kołakowskiego w rodzaju "Horror
          metaphysicus".
          • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 29.12.05, 21:42
            Bajeczka jest taka :
            Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca? Ty, Agnieszko? Albo ty,
            Tadziu? A może ty, Justynko? Spójrzcie, przyjrzyjcie się uważnie, jak nosorożec
            posmutniał, jaki siedzi skrzywiony, zdaje się, że popłakuje troszeczkę.
            Spójrzcie jeszcze uważniej, czy widzicie, że nosorożec ma kompres na pupie? Ale
            dlaczego kompres? Czy przewrócił się na ślizgawce? Czy spadł z drzewa? Czy może
            rozbił sobie pupę, zjeżdżając po poręczy schodów? (Czego, jak wiadomo, nigdy,
            ale to nigdy robić nie należy).

            Ach, nie, przygoda nosorożca była o wiele gorsza, o wiele gorsza! Nosorożec już
            dawno był smutny, zanim nosił kompres na pupie. A kiedy koledzy lub koleżanki,
            to znaczy inne nosorożce lub nosorożki, pytały go, czemu jest smutny, wzdychał
            głośno i tym swoim wzdychaniem strącał wielki grad owoców z drzew okolicznych,
            i mówił: "Wielkie zmartwienie" - i nic więcej nie chciał powiedzieć.

            Inne nosorożce nie mogły się domyślić, jakie to zmartwienie męczy nosorożca.
            Ale wy się już domyślacie na pewno, ty, Agnieszko, i ty, Tadziu, i ty także,
            Justynko! Oczywiście nosorożec był zmartwiony, ponieważ nie umiał fruwać! Bo
            trzeba wiedzieć, że nosorożec naprawdę nie umie fruwać, i przyznać musimy, że
            każdy na świecie byłby zmartwiony, gdyby coś takiego mu się trafiło.

            Nosorożec więc, jak wiecie, nie umiał fruwać i bardzo się tym smucił. Wstydził
            się przyznać innym nosorożcom i nosorożkom do tego zmartwienia, bo zauważył, że
            tamci wcale się tym nie martwili.

            A przecież nie umieli fruwać tak samo jak on, więc powinni by tak samo się
            martwić. Skoro się nie martwili, myślał sobie nosorożec, to pewnie śmialiby się
            tylko, gdyby im się zwierzył z własnego zmartwienia.

            Tak myśląc, nosorożec chciał jakoś sobie poradzić. Pomyślał więc, że jeżeli
            ktoś się martwi tym, że czegoś nie ma albo nie umie, to powinien o tym
            powiedzieć nie takiemu, kto też tego nie ma albo nie umie, lecz się tym nie
            martwi. Powinien raczej powiedzieć komuś takiemu, kto się nie martwi właśnie
            dlatego, że już ma to coś albo to coś umie. Nosorożec właściwie źle myślał, bo
            przecież, gdyby Agnieszka nie miała roweru i bardzo się tym martwiła, to raczej
            powinna o tym powiedzieć Justynie, która też nie ma roweru, ale tym się nie
            martwi. Wtedy Justyna, kiedy się zastanowi, też się zacznie martwić i będą się
            martwić obie razem. A jeśli powie Tadziowi, który się nie martwi, bo właśnie ma
            rower, to Tadzio może się wcale tym nie przejąć, że Agnieszka nie ma roweru.

            Nosorożec więc źle właściwie myślał, ale przypadkiem mu się udało. Powiedział
            mianowicie o swoim zmartwieniu wróblowi, którego przypadkiem spotkał. Wróbel
            sam wcale się nie martwił tym, że nie umie fruwać, bo wróbel umie fruwać.

            A skoro umie, to mógł się w ogóle nie przejąć zmartwieniem nosorożca i nic mu
            poradzić, i kazać, żeby sobie precz poszedł. A wtedy nosorożec byłby jeszcze
            smutniejszy i jeszcze bardziej się martwił. I tak na pewno by się stało, gdyby
            to nie był wróbel, ale papuga, bo papugi nie martwią się nigdy cudzą biedą. Ale
            wróble cudzą biedą się martwią i dlatego nosorożcowi się udało. Taka była
            rozmowa między wróblem i nosorożcem:

            Nosorożec powiedział: "Mój kochany, ja się bardzo martwię".

            Wtedy wróbel powiedział: "Mój maleńki, dlaczego się martwisz?"

            Na to nosorożec: "Martwię się, bo nie umiem fruwać".

            Na to znów wróbel: "A dlaczego nie umiesz?"

            Nosorożec wtedy: "Nie umiem i już. Może mi coś poradzisz?"

            Wtedy wróbel naprawdę się zmartwił, bo był bardzo poczciwym wróblem. Myślał
            długo, a potem powiedział: "Wiesz co, będę cię uczył fruwać! Przyglądaj się
            uważnie, jak ja to robię, i spróbuj tak samo".

            Potem machnął skrzydełkami i zaraz, jak to wróbel, zaczął fruwać w pobliskich
            krzaczkach: podfruwał tak wysoko, żeby było widać, że fruwa, ale i tak nisko,
            żeby nosorożec mógł dobrze zobaczyć, jak to się robi.

            Nosorożec przypatrywał się chwilę, a potem podskoczył raz i drugi, naśladując
            wróbla. Ale wyszło to okropnie niezdarnie i wielkie cielsko trzęsło się na
            wszystkie strony, a z fruwania nic a nic nie wychodziło.

            Wtedy nosorożec znowu westchnął i swoim westchnieniem tak przestraszył wróbla,
            że wróbel spadł na ziemię i pisnął cienko: "Oj!"

            A potem zapytał: "Co się stało?"

            A nosorożec wyjaśnił: "To ja westchnąłem".

            Wtedy wróbel spytał: "A dlaczego westchnąłeś?"

            cdn
            • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 29.12.05, 21:43
              Na to nosorożec: "Bo jakoś nic nie wychodzi z mojego fruwania".

              Na to wróbel: "Bo za krótko próbowałeś. Trzeba się ćwiczyć".

              Ale nosorożec był już zniechęcony i westchnął jeszcze raz, i powiedział, że nic
              już z tego nie wyjdzie. Na to wróbel zastanowił się, jak to wróbel, i
              zastanawiał się długo, i spoglądał uważnie na nosorożca, a przez ten cały czas
              nosorożec wzdychał.

              Wreszcie wróbel powiedział, ale tak powiedział, żeby wszyscy wiedzieli, że to
              było bardzo mądre: "Słuchaj, mój maleńki, mnie się zdaje, że ty nie masz
              skrzydełek".

              Wtedy nosorożec wybuchnął wielkim płaczem i rycząc, powiedział: "Mnie się też
              tak zdawało, że nie mam skrzydełek i że dlatego nie mogę fruwać. Ale wstydziłem
              się powiedzieć".

              I jeszcze głośniej się rozbeczał.

              To beczenie nosorożca zmartwiło znowu wróbla, więc prędko usiadł nosorożcowi na
              rogu, pogłaskał go i powiedział: "Mój maleńki, ja ci pożyczę skrzydełka".

              Potem odpiął sobie skrzydełka i przymocował je nosorożcowi dokładnie w tym
              miejscu, gdzie nosorożec miałby skrzydła, gdyby je miał od urodzenia. Wtedy
              nosorożec bardzo się ucieszył (widzicie, jak się cieszy - i ani śladu łez!) i
              hop! hop!, zaczął podskakiwać i zabierać się do fruwania. Ale i tym razem nic z
              tego nie wyszło, nosorożec tylko podnosił łapy niezdarnie, ale nie mógł
              pofrunąć nawet odrobiny, nawet kawałeczka.

              Wróbel znów przypatrywał się bardzo uważnie. A kiedy nosorożec, zmęczony,
              przewrócił się z wielkim hukiem na ziemię i rozbeczał się jeszcze głośniej,
              wróbel pokiwał głową i powiedział: "Mój maleńki, ja już wiem, dlaczego nic z
              tego nie wychodzi. Zdaje mi się, że te skrzydełka są małe".

              Nosorożec zaszlochał wtedy tak głośno, że wszystkie ptaki uciekły z okolicy, a
              przedtem było ich dużo i patrzyły na nosorożca, i niektóre się śmiały
              (widzicie, jak nosorożec beczy: Agnieszko, Tadziu i Justynko, dajcie mu swoje
              prześcieradła, żeby mógł wytrzeć nos).

              Potem nosorożec już nic nie powiedział, bo się zanosił od płaczu. Tymczasem
              wróbel frasował się coraz bardziej, aż wreszcie ćwierknął bardzo głośno i
              powiedział: "Już wiem, co zrobić! Niedaleko stąd - a właściwie daleko, ale nie
              bardzo daleko, tylko trochę daleko - jest ktoś, kto może ci pożyczyć duże,
              bardzo duże skrzydła".

              A nosorożec od razu przestał płakać, wstał i wrzasnął: "Bardzo duże! Bardzo
              duże! Kto ma bardzo duże?"

              A wróbel powiedział: "Samolot. Idź na lotnisko, to jest stąd nie bardzo daleko,
              tylko troszkę daleko, i tam spróbuj pożyczyć skrzydła od samolotu. Ale najpierw
              oddaj mi moje skrzydełka".

              Wróbel wziął swoje skrzydełka, a nosorożec popędził na lotnisko i chociaż to
              było tylko troszkę daleko, zmęczył się, zanim dobiegł. A kiedy dobiegł,
              zobaczył, że na lotnisku rzeczywiście stoi samolot i warczy (słyszycie, jak
              warczy?). Nosorożec przestraszył się trochę tego warczenia, więc stanął tak
              daleko, żeby to warczenie go nie ugryzło, ale tak blisko, żeby samolot mógł go
              usłyszeć. Potem zawołał: "Hej!"

              A samolot warknął i zapytał, ale bardzo niegrzecznie: "No?"

              A wtedy nosorożec ryknął: "Chcę, żebyś mi pożyczył swoje skrzydła! Słyszysz?
              Skrzydła! Nie żebyś dał, tylko pożyczył! Na trochę! Ja ci oddam".

              A samolot znów warknął i powiedział: "Taki duży i taki głupi".

              A nosorożec na to bardzo uprzejmie: "Kto jest duży i głupi?"

              A na to samolot: "Ty! Przecież nikogo tu nie ma oprócz nas, a ja jestem duży,
              ale jestem mądry, więc nie mogę być głupi. Chyba widzisz, że jestem mądry, co?"

              Powiedział to tak groźnie i tak warczał, że nosorożec od razu przyznał, że
              samolot jest bardzo mądry. A potem powtórzył, że prosi go o pożyczenie skrzydeł.

              cdn
              • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 29.12.05, 21:46
                Na to samolot warknął znowu: "Taki duży i taki głupi! Przecież widzisz, że nie
                mogę ci pożyczyć".

                Na to nosorożec zapytał: "A dlaczego?"

                Na to samolot powtórzył: "Taki duży i głupi! (Bo samolot w kółko powtarzał te
                same powiedzonka i myślał, że w ten sposób wszyscy będą myśleć, że jest
                okropnie ważny, a naprawdę wszyscy myśleli tylko, że on jest okropnie nudny).
                Przecież widzisz, że warczę!"

                Na to nosorożec: "Ja nie widzę, ale słyszę. A jak warczysz, to co?"

                Samolot obraził się, że niby nosorożec chce go pouczać (chociaż nosorożec wcale
                nie chciał), i prychnął na cały motor, i warknął: "Kiedy warczę, to znaczy, że
                zaraz polecę. A jeśli mam polecieć, to muszę mieć skrzydła. Jasne?"

                (Trzeba dodać, że samolot, kiedy coś mówił, to bardzo często tak właśnie
                pytał: "Jasne?" Uważał też, że jeśli będzie tak ciągle mówić, to już na pewno
                każdy zobaczy, jaki jest ważny).

                Wtedy nosorożec rozdziawił paszczę i nic nie powiedział, a w tym czasie, kiedy
                nic nie mówił, samolot zawarczał już najgłośniej na świecie, puścił się pędem
                po lotnisku, a potem wzbił się w górę i znikł. A nosorożec pozostał z
                rozdziawioną paszczą i kiedy już samolotu nie było widać, rozbeczał się znowu.

                Beczał i beczał, ale nie było nigdzie wróbla, który by go pocieszył, a nikt
                poza tym w ogóle nie chciał go pocieszyć (i zresztą do tej pory nie chce, chyba
                że wy go pocieszycie).

                Po długim beczeniu nosorożec ruszył z powrotem na to samo miejsce, gdzie
                przedtem rozmawiał z wróblem, bo myślał, że spotka go znowu i że wróbel coś
                poradzi. (Gdyby nosorożec był mądrzejszy, toby już nie szukał rady u wróbla, bo
                przecież rady wróbla nie były mądre, tylko były poczciwe. Ale nosorożec nie był
                mądrzejszy, niż był, i dlatego chciał znaleźć wróbla i coś od niego usłyszeć).

                Wróbla jednak nie było na tym samym miejscu co przedtem, bo widocznie miał
                ważne sprawy do załatwienia i poleciał. Nosorożec więc usiadł i czekał
                cierpliwie. Inne ptaki przelatywały mu przed nosem, ale nosorożec wstydził się
                je pytać o swoją sprawę i czekał tylko na znajomego wróbla.

                Wreszcie wróbel się pojawił i po minie nosorożca od razu zobaczył, że coś się
                znów nie udało. Usiadł na gałązce i zapytał: "No, maleńki, jak tam z fruwaniem?"

                Nosorożec poczerwieniał ze wstydu (widzicie, jaki jest czerwony) i opowiedział
                mu o rozmowie z samolotem.

                Teraz wróbel westchnął, ale cicho, i powiedział: "Zdaje się, mój maleńki, że
                jesteś pechowcem".

                A nosorożcowi trochę się spodobało, że czymś w ogóle jest, a nie tylko
                nosorożcem, ale zapytał: "Co to jest pechowiec?"

                A na to wróbel: "Pechowiec to taki, któremu się nic nie udaje".

                Nosorożec się trochę ucieszył i powtórzył: "Jestem pechowcem, jestem
                pechowcem". A potem znów się zmartwił i powiedział: "No i co?"

                A wróbel na to: "Zdaje się, maleńki, że kiedy ktoś jest pechowcem, to mu trudno
                pomóc. Ale ponieważ nie wiadomo na pewno, czy jesteś pechowcem (to mówiąc,
                bardzo się napuszył - widzicie, jak się puszy?), więc zrobimy jeszcze jedną
                próbę".

                A wtedy nosorożec westchnął, bo już mu się zaczęło podobać, że jest pechowcem,
                i powiedział: "Jaką próbę?"

                A wróbel na to: "Musisz sam sobie zrobić skrzydła".

                Koniec :)

                No i jak myslisz , dlaczego była ocenzurowana ?
                Moze nachodza Cię jakieś myśli jakie nachodziły ówczesną władzę ?
                • Gość: jd Re: do jd ..........bajeczka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.05, 22:00
                  No nie bardzo mnie nachodzi, choć rozumiem, że nachodzić może i może powinno.
                  Ja nie mam za bardzo serca do takich bajek-rebusów, których urok - moim
                  gruboskórnym zdaniem - ogranicza się do imienin córki z udziałem kolegów z
                  klasy lub do imienin cioci, które należy czymkolwiek uatrakcyjnić, a jeśli
                  jeszcze daje się to i owo podprowadzić pod skojarzenia polityczne i są to
                  jakieś lata 60-te lub 70-te, to jest bosko.
                  • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 29.12.05, 22:11
                    Czyli mam sie przychylić do sformuowania , że cenzura w tym wypadku jest
                    reklamą :) Dobry chwyt reklamowy.
                    Dzięki
                    I ja zycze Ci w tym Nowym Roku dużo Wszystkiego Najlepszego i tak w sam raz,
                    nie za duzo i nie za mało, tak byś był zawsze zadowolony :)
                    • Gość: jd Re: do jd ..........bajeczka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.05, 22:34
                      Rita, do niczego tak łatwo się nie przychylaj. Nie wykluczam, że sprawa tej
                      bajki angażowała przez parę miesięcy urząd cenzury, bezpieczeństwa i inne, i że
                      bajka ta ma solidny bagaz kombatancki. Choć nie wykluczone, że jest to
                      kombatanctwo w rodzaju kombatanctwa na przykład (przemiłego skądinąd) Wojciecha
                      Manna, czyli żadne kombatanctwo.
                      A że jest to dobry chwyt reklamowy, to sama przyznasz.
                      Raz jeszcze wielkie sto lat, i to w nadmiarze.
                      • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 29.12.05, 22:54
                        ok, rozumię, dobra sprawa z tą bajką reklamową, bajka w całej rozciaglości od
                        wstępu do końca .
                        A jaki morał można z tej bajki wyciągnąć ?
                        • Gość: jd Re: do jd ..........bajeczka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.05, 23:01
                          Że najlepiej być tak jak się jest.
                          • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 30.12.05, 19:33
                            · *
                            °*___ ° ___*°
                            *° \_/*° \_/ *
                            .* _|_ *. _|_*

                            dziękuję
                            i Na Zdrowie !
        • Gość: toja Re: do jd .......... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.06, 04:49
          Jesli chodzi o mnie to wolałbym, zeby gazeta wydrukowała zwięzłe i celne myśli
          jd niż te pawiszcze pisane do szuflady przez "miszcza" kołakowskiego. Byłoby o
          wiele ciekawiej i mądrzej a przy okazji zaoszczędziliśmy życie kilkuset drzew,
          które poległy dla tak marniutkiej puenty. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku
          • Gość: jd Re: do jd .......... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.01.06, 09:46
            Ricie raz jeszcze noworoczno-urodzinowe sto lat.
            Toja - której też noworoczne sto lat - najwyraźniej kogoś niedocenia a kogoś
            mocno przecenia. Choć gdyby pozostawienie w szufladzie Nosorożca miało uchronić
            topole nad Długim, to też byłbym za pozostawieniem w szufladzie.
            • rita100 Re: do jd .......... 01.01.06, 10:50
              No i jak tam ?
              Nowy Rok nowe problemy, a Nosorozec niech zostanie maskotką Roku ;)))
              pozdrawiam
    • Gość: Justyna Re: do jd .......... IP: 195.164.163.* 04.12.23, 11:08
      Jestem nauczycielem w klasie 1 i w nowym podręczniku (niestety) pojawiła się ta bajeczka, szczerze nie wnosi ona nic, nie jest zrozumiana przez dzieci, pisana w sposób zagmatwany i dziwny. Nie podoba mi się narzucanie tego typu książeczek odgórnie przez władze.
      • jd-7 Re: do jd .......... 23.12.23, 15:48
        Dopiero teraz zauważyłem ten wątek. Pozdrowienia dla rity. Nie znam dokładnie sprawy z tą bajką, a podobnie jak goLA nie mam jakiegoś nabożnego stosunku do tych bajek Kołakowskiego, a już zwłaszcza gdy towarzyszy im atmosfera kombatancka. Kołakowski miał ambicje ogólnohumanistyczne i literackie, i rzeczywiście było tak, że do 68 roku raczej był drukowany, choć z narastającą pozycją rewizjonisty, negującego aktualną rzeczywistość (w 68 wyjechał na Zachód, ewidentnie przymuszony). Natomiast wkład Kołakowskiego do filozofii drugiej połowy XX wieku jest oczywisty, niewątpliwy, legendarny i powszechnie doceniany; dostał nawet coś w rodzaju filozoficznego Nobla (Nagroda Klugego). Ja szczególnie cenię sobie niewielką objętościowo książkę Kołakowskiego o pociągającym tytule "Horror metaphysicus".
        • santolina1 Re: do jd .......... 22.01.25, 22:31
          Dziękuję Justynce za zainteresowanie tym wątkiem.
          Pozdrowienia dla jd. Nie da się Ciebie podrobić. Będziesz w stanie zatrzymać nadchodzącą sztuczną inteligencję swoją własną inteligencją i za to Cię podziwiam.
          Tyle czasu minęło, że aż mocno bije serce. Trzymasz kciuki za Igę ?
          • jd-7 Re: do jd .......... 13.02.25, 21:12
            Czy santolina to rita? W każdym razie dobry wieczór i dzięki za miłe słowa, jak zwykle zbyt daleko idące. Idze kibicuję (kto mógł w dawnych czasach podejrzewać, że ktoś z Polski stanie się nr 1 w tenisie? choć najbardziej należało się to Gąsiorkowi), aczkolwiek histeria i prymitywna egzaltacja dziennikarzy w tej innych sprawach trochę mnie dystansuje także od Igi. A z atmosfery dawnych czasów podpowiadam "Doktora Faustusa" Tomasza Manna. I mocne pozdrowienia.
            • santolina1 Re: do jd .......... 15.02.25, 20:27
              Tak. Nie udało mi się zalogować po staremu, więc w innej postaci jestem. Miałam długą przerwę i dużo swoich prywatnych spraw. Zaczęło się od pamiętnego Gąsiorka, po przez Kurnikową, Szarapową, już, już dotykaliśmy tematu sióstr Radwańskich.......i ciach film się urwał. Chyba Ci mówiłam, że wrócę z mistrzami.... Popatrz, ilu ich jest. I Panie i Panowie coraz częściej i wyżej na listach światowych. Tego to się nie spodziewałam
              Pozycja książkowa mnie zaciekawiła. Bardzo dziękuję.
              Z Kinga najbardziej moja ulubiona to "Sklepik z marzeniami"- polecam
              • jd-7 Re: do jd .......... 16.02.25, 08:26
                No tak, w sprawach tenisowych zmieniło się niewyobrażalnie i niewyobrażalnie pozytywnie dla nas. Męczy mnie tylko to "Iga zdemolowała", "demolka w meczu Igi", "Iga upokorzyła", "Iga rozbiła", "Iga ośmieszyła". Ty w tenisa "wygrywałaś", "zwyciężałaś", "pokonywałaś" i to było dużo lepiej.
                Ja też czytam Kinga, a najbardziej cenię "Smętarz dla zwierząt".
                Polecany Mann raczej ciężki na pierwszy rzut oka, ale zyski z niespiesznej lektury ogromne.
                Wszystkiego dobrego, u mnie całkiem dobrze.

                • santolina1 Re: do jd .......... 16.02.25, 18:20
                  Oj, jd, miło i bardzo przyjemnie wciągasz w tematy, które nie są mi obojętne. Zgadzamy się razem, że dziennikarze szaleją w nazwaniu czegoś, co inaczej wygląda, inaczej się czuje i inaczej odbiera. Robią to pod publiczkę, by zaistnieć. To samo komentatorzy. Kiedy w trakcie meczu jestem skupiona emocjonalnie na piłce, to wtenczas komentator stara się mnie zagadać jakąś historią. Nie można ich wyłączyć, bo wtenczas nie słychać uderzeń i stękań. W dawnych czasach tych zawodniczych stękań nie było ;)
                  I jd, zgadzam się w całej rozciągłości, że jeżeli umiesz przegrywać, to tak jakbyś umiał wygrywać czy zwyciężać, co często mi się to zdarzało. Przecież grasz w siatkówkę, to czujesz bluesa sportowego.
                  Czy wyleczyłeś już kontuzję kolana ?
                  Z pięciu książek Kinga, zaczynając od "Smentarza", którym mnie zaraziłeś i innych jego książek to zatrzymałam się na "TO" (1100str). Ja chyba wolę literaturę piękną. Z tamtych czasów dodatkowo poznałam Czechowa. Ale "Czarodziejska góra" Manna też mi się podobała.
                  Nie zapomnę tego wpisu o Gąsiorku. Powiem Ci, że wykorzystałam go do napisania broszury na uroczyste odsłonięcie tablicy pamiątkowej w 2023 r o moim kierowniku i trenerze klubu tenisowego " Wieliczanka" później zwany "Górnik Wieliczka" a obecnie korty tenisowe w Wieliczce "Panta Rei" na których obecnie grywam.

                  • santolina1 Re: do jd .......... 16.02.25, 18:45
                    06.02.02, 20:07 wypłynął Wiesław Gąsiorek. To 23 lata temu.
                  • jd-7 Re: do jd .......... 17.02.25, 20:40
                    Ja też staram się wyłączać komentatorów, ale bez odgłosów piłek i bez stękań zwłaszcza pań to już nie to, więc katuję się tymi mądralińskimi.
                    Bluesa sportowego czuję ciągle, choć siatkówka w covidzie (i po 50 latach) się rozlazła i nie wróciła. Ale dbam o formę. Kolano wyleczyłem dawno i zdumiewająco skutecznie (zdobyczne rehabilitacji są teraz nadzwyczajne); dziś już nie pamiętam, o które to kolano chodziło. Gratuluję gry na kortach w Wieliczce i broszury z Gąsiorkiem.
                    • santolina1 Re: do jd .......... 18.02.25, 18:29
                      Oj, to szkoda, bo sport jest bardzo a bardzo potrzebny, by mięśnie nie zastały się i nie zanikały. Musi być ruch i to wymuszony. A teraz co robisz Mistrzu Słowa ? Pozwalam sobie , bo to prawda oczywista. Nie ma mocniejszego w słowach od Ciebie. Samo siedzenie i czekanie na Gogota nie wpłynie korzystnie na doczekanie się.
                      Co do Gąsiorka to nie ujęłam go w broszurce. Po prostu szukałam Cię na Olsztynie. Na jednym ze spotkań mojej klasy LO wpadłam, na pomysł tej tablicy pamiątkowej na obiekcie kortów tenisowych gdzie chodziliśmy na wagary. No i debatowaliśmy nad godnym uczczeniu tego człowieka, którego wszyscy znaliśmy. Daliśmy sobie czas na napis i ja od razu ruszyłam do Gąsiorka. Ale niestety nie pasował ten wpis, gdyż nasz Pan Kierownik miał sukcesy, ale inne.
                      Najważniejszy jego sukces to postawienie obiektu tenisowego, który do dziś istnieje i jest najcudowniejszym obiektem w Parku. I zastanawiam się, dlaczego nie ma tablicy pamiątkowej Wiesława Gąsiorka w Poznaniu. To samo nie ma tablicy pamiątkowej Jadwigi Jędrzejowskiej w klubie ?
                      • santolina1 Re: do jd .......... 19.02.25, 19:42
                        Czy myślisz, że dobry pomysł mam, by zamieścić tego, szczególnego człowieka zamieścić w Wikipedii ? Jeśli ma swoją tablicę pamiątkową na obiekcie to może dobry pomysł.
                        • jd-7 Re: do jd .......... 19.02.25, 21:41
                          Pomysł wygląda na dobry, ale niech niech Ci podpowie kobieca intuicja.

                          Ja choć nie gram regularnie w siatkówkę, to ruszam się jak najbardziej - biegowo, rowerowo, mocno-spacerowo, a każda piłka - poczynając od ping-pongowej, a kończąc na lekarskiej 5-kilowej - przyciąga mnie jak magnes.
                          • steph13 Re: do jd .......... 20.02.25, 09:49
                            No proszę, jakby czas się zatrzymał. Rita & JD w super formie jak niegdyś. Pozdrawiam, live & kicking Nat.
                            • santolina1 Re: do jd .......... 20.02.25, 18:27
                              Nat , szok, chyba jesteś Aniołem Stróżem. Bardzo miła niespodzianka. Stara wiara nie rdzewieje. Dzięki, dzięki i wchodź jak najczęściej. Co tam u Ciebie słychać ? Oglądasz Polaków na Wimbledonie ?
                              No popatrz jd, Ciebie piłka przyciąga jak magnes, a do mnie piłka leci z różnymi rotacjami i z różną siłą. Muszę się dobrze nabiegać. Czasami siatka lub aut wybawi mnie z ciągłego biegu.
                              Na basen wyciąga mnie wnuk. Ma już 13 lat. Pływa pieskiem, ale potrafi mnie przegonić.
                              Kupiłam książkę "Doktor Faust" na allegro. Bardzo podobała mi się jedyna opinia tej książki - "Świetny stan. Dostałem to czego oczekiwałem. Jestem przeszczęśliwy. Będę to czytał aż do śmierci! "
                              Nie wiem, jak odebrać tę opinię. Czy odbierać tę paczkę ?
                              Dobrze, że mam jeszcze do przeczytania dwie inne książki, bo u mnie książki czekają w kolejce do czytania. Nie taka szybka jestem.
                              Mam teraz dylemat.
                              Pomożecie ? ;))))



                              • jd-7 Re: do jd .......... 20.02.25, 20:50
                                Nat? Naprawdę? Niesamowite? Witamy po latach. Zauważę, że tylko ja trzymam się dawnych dobrych nicków.
                                To wspaniałe, że rita masz wnuka. Ale nie zazdroszczę, bo ja też mam, i to dwóch, z których jedn też ma 13, a drugi jeszcze więcej. Może i nat jest w tym klubie?
                                W opinii o książce Manna skup się na "przeszcześliwy", a zupełnie nie na "śmierci". A jakie masz książki w kolejce? Mann - przypomnę - jest do bardzo niespiesznego czytania i niech spokojnie czeka na swoją kolej.
                                • santolina1 Re: do jd .......... 20.02.25, 22:26
                                  Dziękuję za poradę. Skupię się na " przeszczęśliwa" i idę spać ;))))) Jutro też jest dzień i cdn. Nat na pewno zaglądnie do nas.
                                  Dużą część dnia zajmują mnie remonty.
                                  Dam Wam ciekawe pytanie:
                                  Jakie 3 książki wzieliście by ze sobą do schronu ?
                                  dobranoc
                                  • steph13 Re: do jd .......... 21.02.25, 09:34
                                    Hi, bardzo mi miło, że pamiętacie jeszcze tą mocno już zaawansowaną babcię emerytkę. Tak, jestem babcią pięciu młodzieńców o rozpietosci wieku 3 - 9 lat. Super chłopaki trzymają mnie młoda na duchu choć cielesna oprawa uporczywie nie nadąża.
                                    Sprawność fizyczna też nie dorównuje Waszej ale Fitbit informuje mnie, że pokonuje dziennie około 5 - 6 mil na spacerach po okolicznych parkach przy Tamizie i w shopping centres haha. Niestety demografia Londynu bardzo zmieniła się w ostatnich latach i wieczorne spacery przed snem jakie kiedyś uwielbiałam nie wchodzą już w rachubę ze względu na bezpieczeństwo.
                                    Czytam sporo ale moje wybory chyba nieco mniej ambitne od Waszych. Od zawsze uwielbiam pamiętniki i biografie polityków, głównie angielskich i amerykańskich,
                                    tych o profilu konserwatywnym, dawnych i tych wspolczesnych, historie wielkich banków inwestycyjnych oraz wszystko o wspaniałej Italii i włoskim renesansie.

                                    Sen z powiek spędza mi aktualna sytuacja w Europie bo wspaniale zapowiadająca się przyszłość super bystrych wnuków może się wykoleić nie z ich winy. Rita, ja nie chce myśleć o tym jakie książki zabrałabym do schronu ale dla oderwania od rzeczywistości często wracam do Catcher in the Rye, Great Gatsby i Cider with Rosie.

                                    A teraz czas obejrzeć wiadomości i dowiedzieć się co się wydarzyło na świecie kiedy ja spałam. Pozdrawiam Was serdecznie .
                                    • santolina1 Re: do jd .......... 21.02.25, 20:24
                                      Nat, to przecież jesteś młodsza od nas jeśli chodzi o staż babciny. I tyle chłopaków. Ja też mam chłopaka, jd też chłopaków. Mnie to stara babcia mówiła, że jak rodzą się chłopaki, to wojna będzie. Może coś jest na rzeczy.
                                      Czasy niespokojne. Jeszcze zalewa nas fala migracyjna Piszesz, że Londyn zalany, ale lada miesiąc i nas zaleje. Dlatego wróciłam teraz z antymigracyjnej manifestacji krakowskiej, żeby potem nikt mi nie powiedział, że nie walczyłam. Ja sobie zdaję sprawę z zagrożenia i tak jak Ty jestem konserwatywna pod tym względem.
                                      Myślę, żeby w domu zorganizować schron, bo nikt nie wie dziś, co będzie jutro. Stąd moje pytanie o książkach, bo bardziej sobie wyobrażam wojnę niż bezludną wyspę.
                                      Ciekawe książki czytasz: biografie czy pamiętniki to samo życie. Bardzo ciekawe. I te trzy książki, które zabierasz to słynne dzieła powieściowe
                                      Ja nie mam tak ulubionych książek, myślę jednak, że w schronie właśnie pamiętnik napiszę. Ale bardziej szykuje się w lecie do zrobienia przetworów. Już na wiosnę zacznę remont.

                                      jd, czekając na "Doktora.." mam przeczytać jeszcze - david baldacci "Kolor prawdy" oraz Jeffrey Archer "Co do grosza"

                                      Przeczytałam ostatnio też "Chłopów" by porównać z filmem oraz "Noce i dnie", oraz "Czwarta ręka" Irving John, "Don Juan"- Josef Toman, Ken Follet - Filary ziemi
                                      • jd-7 Re: do jd .......... 21.02.25, 22:45
                                        Zgodnie z przypuszczeniami rity nat się rzeczywiście odezwała i wpisała do klubu. Zastrzega się, że nie czyta rzeczy ambitnych, ale Buszujący w zbożu i Wieki Gatsby to klasyka z wysokiej półki (tej trzeciej rzeczy nie znam i już raczej nie poznam).
                                        Ja też z niepokojem jak wy patrzę na świat obecny, ale ja raczej jestem niekonserwatywny, więc z tej perspektywy.
                                        Tych rity książek nie znam, a na wyspę albo do schronu wziąłbym wspominanego tu "Doktora", a i jakąś ciężką cegłę filozoficzną, której nie da się czytać, dopóki się nie zacznie.
                                        • santolina1 Re: do jd .......... 22.02.25, 14:15
                                          No i doszła do mnie książka "Doktor Faust", rozpakowałam ją zaraz przy punkcie i zachwyt do potęgi setnej. Cudowna twarda oprawa, krawędzie kartek wyglądają jak brudne, ale w słońcu to czyste złoto.
                                          W środku niespodzianka, zakładka z napisem: zanurzam się w dobrej książce....,
                                          a na drugiej stronie pisze: ....i oddaję mój "połów" innym! Dodatkowo karteczka od Tadeusz.pl — Dziękujemy za zakupy w naszym sklepie. Życzymy przyjemnych chwil z książką! Paczkę zapakowała specjalnie dla Ciebie — Natalia.

                                          Można by rzec — uczta w całej swej głębokiej rozciągłości. Bez czytania już warta szampana. Jestem zszokowana jej widokiem. Pogoda w Krakowie doskonała, bezwietrznie, słońce w pełni i Kraków pod moimi stopami, bo z psem wybieram się na Kopiec Kraka.
                                          Do wieczorka
                                          • santolina1 Re: do jd .......... 22.02.25, 20:01
                                            Nat, ciekawa jest życia i losów ludzi. Też mnie to ciekawi. Kiedyś nawet wpadła do mojej ręki biografia Kiepury i wyczytałam, że przez przypadek zostawił autograf na wekslu i biedak wpadł w sidła. Podobną sytuację miałam i jak to się mówi, nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło.
                                            Te książki co czytałam to mam w swojej biblioteczce, a najcenniejsza jest Marek Aureliusz. Nigdy bym jej nie pożyczyła. Lubię książki, które mają w sobie piękne i filozoficzne myśli. Właśnie jestem poszukiwaczem tych mądrych i pięknych zdań. Niedawno pożyczyłam książkę koledze i jego żonie. Jechali daleko w podróż. Dałam dwie po 400 stron i po dwóch dniach dostałam wiadomość, że już przeczytane. Mocno zaprotestowałam, bo to nie jest czytanie.

                                            jd - co to jest czytanie książki ? I jak się prawidłowo powinno czytać ? Ciekawa jestem Waszego zdania.
                                            No i jak to w kolejce bywa, inne książki muszą przepuścić ważniejszą koleżankę przed siebie ;)))) U mnie wszystkie żyją w przyjaźni.
                                            • jd-7 Re: do jd .......... 23.02.25, 08:16
                                              Świetnie, że jest "Doktor Faustus". Dla pewności sprawdź tłumaczy; powinno być: Maria Kurecka i Witold Wirpsza. To jest ważne, bo to jest przekład właściwie genialny i trudno sobie wyobrazić lepszy. Wprawdzie wydaje mi się, że inne przekłady nie istnieją, ale w dzisiejszych czasach niekiedy ma się wrażenie, że wydawnictwa zlecają tłumaczenia aplikacjom w rodzaju TłumaczGoogle (w sprawach codziennych całkiem zresztą dobrych, no ale nie dla Manna). No i gdy to sprawdzisz, to bez pośpiechu czekaj na spokojny czas, by zacząć czytać, i czytaj zupełnie inaczej niż Twoi znajomi, który w dwa dni połykają 2 razy 400 stron. W tym przypadku to by zapewne było prawidłowe czytanie.
                                              • santolina1 Re: do jd .......... 23.02.25, 19:29
                                                Nie odpowiem Ci na to pytanie, kto przetłumaczył, bo poznasz już po pierwszym zdaniu:
                                                "Z całą stanowczością pragnę Ci zapewnić, że bynajmniej nie z chęci wysunięcia na plan pierwszy własnej osoby poprzedzam kilkoma słowy o sobie samym i swojej sytuacji te wiadomości o życiu niezapomnianego Adriana Leverkuhna, ową pierwszą i z pewnością bardzo pobieżną biografię, drogiego mi, tak straszliwie przez los doświadczonego, wyniesionego i upadłego człowieka i genialnego muzyka. "
                                                Nie masz chyba wątpliwości, że to jest mistrzowskie przetłumaczenie. A dalsze zdania to następna magia. Za tym właśnie tęskniłam i jak to mówisz, los mi dał. Teraz wiem, że nic nie muszę, że ten autor książki mnie nie ponagla, a co dalej się stanie to, się stanie, oby jak najdłużej genialnym tekstem delektować się i wchłaniać jego mądrość.

                                                Ale za czym siądzie się wygodnie do tej lektury, to trzeba mieć czyste i spokojne sumienie. Wypada mi się odnieść do pewnego dawnego wpisu na klubie forumowicza i powiedzieć, że był on jednym wielkim kłamstwem. I tyle w tym temacie. Moja nieobecność była związana z rodzinnymi sprawami życiowymi jak choroby, śmierć, spadki, urządzeniem się w nowej rzeczywistości i uporaniem się z duchami przeszłości.
                                                Dobra wiadomość jest taka, że już to wszystko mam za sobą. I.... czas na czysty oddech

                                                • jd-7 Re: do jd .......... 23.02.25, 21:55
                                                  Co do tłumaczenia nie mam oczywiście żadnych wątpliwości. No i Twoja reakcja na początek książki - prawdziwego konesera literatury.

                                                  I powodzenia w sprawach życiowych.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 24.02.25, 19:45
                                                    Ok, w sprawach życiowych trzymam rękę na pulsie. Pomaga mi w tym, Kazanie Salomonowe do tyranów ze świętego druku jak pisze Tomasz Mann. "Wszystko jest marnością i gonitwą za wiatrem" cokolwiek zrobisz. Może dlatego też wszystko staje się mistyczne, o czymkolwiek opowiadał w dzieciństwie ojciec Adriana Leverkühna. Cudowne, a zarazem niesamowite jest opowiadanie o motylach. W życiu się nad tym nie zastanawiałam gdy "leniwym" lotem przelatuje mi przed oczami kolorowy motyl w ogrodzie.

                                                    Opowiadając o swoich zbiorach motyli, ojciec Adriana cytuję: " Były one nie tylko szczególnie wielkie, lecz nadto z wyjątkowym przepychem ubarwione i wzorzyste i, latały swoimi drogami w tej pozornie wyzywającej szacie z ostentacyjną powolnością, której jednak nikt niechaj nie nazywa zuchwałą, lecz która miała w sobie raczej przygnębienie, latały, nigdy się nie kryjąc i nigdy też przez żadne stworzenie, małpę, ptaka ani jaszczurkę, nawet jednym spojrzeniem nie odprowadzane. Dlaczego ? Dlatego, że były obrzydliwością. I dlatego, że przez swą wyzywającą piękność, a do tego jeszcze powolność swego lotu, to właśnie dawały do zrozumienia. Sok ich miał tak wstrętny smak i zapach, że jeśli kiedykolwiek zdarzyło się jakieś nieporozumienie, jakaś pomyłka, ten, kto zamierzał był udelektować się jednym spośród nich, wypluwał kęs ów ze wszelkimi oznakami obrzydzenia. Niejadalność ich znana jest całej przyrodzie i są bezpieczne- smutno bezpieczne"

                                                    To jest dopiero skrawek strony 30, a dalej w stylu mistycznym opisuje ślimaki, kwiaty łaki, kwiaty mrozu na szybach. Wszystko ze sobą się łączy w genialnie opisany przez Tomasza Manna sposób.
                                                    I
                                                    jak tu teraz wejść z łopatą i sekatorami do ogrodu. Może jd poradzi ? Zbliża się wiosna i moje spojrzenie na motyle całkowicie się zmieniło pod wpływem tej lektury. Winogrona w lutym też trzeba odpowiednio przyciąć, żeby nie płakały później.

                                                    Chyba przerzucę wajchę z Doktora Fausta na Kubusia Puchatka ;)
                                                    " Cudownie jest posiedzieć sobie w ogrodzie w tak piękny dzień — westchnął prosiaczek.
                                                    Posiedzieć ? - prychnął królik. Mój drogi ogród nie jest miejscem, gdzie się siedzi! W ogrodzie najpierw pracujesz dla przyjemności, potem z konieczności, a potem człowiek pada na nos między grządki i cieszy się, że przeżył.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 24.02.25, 20:46
                                                    No, piękne i wspaniale kłopotliwe sprawy wynikają z tego Manna. I tak ma być.
                                                    W sprawie motyli pamiętajmy, że biorą się z odpychających gąsienic, choć i one potrafią być po swojemu bardzo piękne. A jeden z motyli taty Leverkuehna nazywa się hetaera esmaralda, co warto zapamiętać na przyszłość.
                                                    No i po tym wszystkim łopata i sekator w ogrodzie to jak znalazł i to słuszne narzędzia do szczerych i głębokich relacji z przyrodą.
                                                    Przywołany niepodziewanie Puchatek też brzmi w tym układzie nie trawialnie i egzaltowanie (jak to zazwyczaj bywa), ale zadziwiająco niejednoznacznie, twórczo, a nawet mrocznie. Świetny pomysł.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 25.02.25, 19:31
                                                    No nie powiedziałeś przez swoją skrytą skromność więcej o niejakiej esmeraldzie.
                                                    "Motyl taki, w swej przezroczystej nagości miłujący mroczny cień listowia, który w czasie swego lotu upodabnia się do płatka kwiatu."

                                                    I tak można by snuć się w tych tajemnych opowieściach gdyby nie codzienna rzeczywistość.
                                                    Jak co tydzień we wtorki mam zarezerwowany kort pod balonem i gram z kolegą z klasy w tenisa. Co tydzień godzinka grania dla zdrowotności w tym mecz. Dzisiaj, coś nie chciało mi się grać, nie chciało mi się też jechać, taka jakoś uduchowiona byłam po czytaniu książki. Jakiś leniwy mistycyzm błąkał się po organizmie.
                                                    Ale cóż kort opłacony trzeba jechać. Partner przyszedł, trzeba grać i nawet powiedziałam mu, że lekkie piłeczki sobie najpierw poodbijamy bez wysiłku i tak jakoś spokojnie gra się wiązała. Potem zaczęliśmy grać mecz. Czuję, że moja piłka tenisowa siedzi w korcie, a koledze, pyk siateczka, pyk autuś. I punkciki lecą dla mnie. Zaczęłam silne uderzać, niekiedy nawet ze stękiem i piłka wchodzi. Zamiatam tymi uderzeniami w lewo i w prawo. Nawet doszło do tego momentu, że sama piłka zaczęła rządzić na korcie i kiedy zahaczyła o siatkę (net), już , już się przechylała na aut i nagle zwrot... po siatce poturlikała się i spadła na pole kolegi. Szok, rakieta z wrażenia wypadła mi z ręki. Punk dla mnie. Miałam takie dzisiaj momenty w grze, że kolega rzucił pytanie — czy ty jesteś na jakimś dopingu ?
                                                    No i moja odpowiedź nie mogła być inna niż tak. Doktor Faust to narkotyk ;) Chyba nie wiedział, o jakiego doktora chodzi.
                                                    Rzadko z kolegą wygrywam, ale dziś górowałam pewnie. Set 6:4 wygrany i godzina minęła. Jeszcze tak zmęczona nie byłam, bo to wszystko trzeba wybiegać. Bardzo fajnie opisałby taką sytuację jak piłki turlikającej się po siatce i zawodników wpatrzonych, na którą stronę spadnie — niezastąpiony komentator tenisa Bohdan Tomaszewski.
                                                    Chyba się uzależniłam od doktora ;))))
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 25.02.25, 21:26
                                                    Esmeralda pojawi się za jakiś czas, gdy nadejdzie czas.
                                                    No tak, Doktor Faustus to istny przypalacz-dopalacz, ale musisz to smakować bez pośpiechu i paniki.
                                                    Tomaszewski - tak jest, ale bardzo ceniłem także Zdzisława Ambroziaka (a pod pewnymi względami nawet bardziej).
                                                    I niech Doktor nie oddala Cię od tenisa (i od wnuka).
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 25.02.25, 22:14
                                                    Właśnie słucham sonaty fortepianowej opus III Beethovena, by, sobie bardziej wyobrazić jej opis.
                                                    Nic nie jest w stanie rozdzielić tej trójki. Wnuka też uczę grać w tenisa, ale tylko w ferie i w wakacje.

                                                    jd, a kiedy Ty czytałeś tę lekturę i dlaczego ? Czy z polecenia ? Czy z obowiązku ?

                                                    Dziś też podcinałam winogrona i sąsiadka przyszła do mnie z zapytaniem, skąd wiem, jak trzeba przycinać. Mówię jej, że dostałam książkę o cięciu krzewów. Temat mimowolnie zeszedł na książki. Chwalimy się kto, jakie przeczytał. Mówimy o Chłopach i Nocach i dniach no i mówię, że aktualnie czytam dzieło Tomasza Manna "Doktor Faust", a ona — czy to autor Winnetou napisał ? ;)))))
                                                    Ta sonata mi się podoba. Fugę zostawiam na jutro.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 26.02.25, 20:28
                                                    Nie dziw się, że trochę potrwa to czytanie, ale dawno nie trzymałam w rękach tak wspaniałą książkę. Obrócę kolejną stronę i już mnie autor zadziwia swoim słownictwem pisanym:
                                                    "Ponieważ poprzedni odcinek i tak rozrósł się ponad miarę, dobrze zrobię, otwierając nowy, aby choćby w kilku słowach złożyć hołd również i portretowi gospodyni na Buchel, drogiej matce Adriana. Być może, iż wdzięczność, którą odczuwa się wobec własnego dzieciństwa, nadto zaś smakowite poczęstunki, jakimi nas poczęstowała, obraz ten upiększają..."
                                                    Lata dzieciństwa Adriana, przebiegały w super wiejskim i sielskim otoczeniu. Akcentuję to słowo super, w tamtej epoce pewno nie istniało. " Spod palców przycupniętej na stołeczku dójki spływało dla nas do szklanek ciepłe, pieniste i pożytecznym bydlątkiem pachnące mleko" lub " Razem zaglądaliśmy w niechlujne skłębienie chlewu, a wspomnienia dawnych opowieści dziewek służebnych o tym, że te brudne stworzenia o chytrych o jasną rzęsą otoczonych niebieskich oczkach i ociężałych od słoniny tułowiach barwą przypominających ludzkie ciała, pożerają niekiedy małe dzieci, zmuszały nasze gardła do naśladowania chrum, chrum...."
                                                    i dalej tłumaczy się autor:
                                                    "Byliśmy dziećmi, a to spojrzenie wstecz rzucam nie z uwagi na własną wrażliwość, lecz ze względu na niego, myśląc o jego przeznaczeniu, o pisanym mu wstąpieniu z doliny niewinności na niegościnne, ba, straszliwe wyżyny.
                                                    Było to życie artysty."
                                                    Cudownie, a zarazem groźnie sklecone zdanie, no nie ?
                                                    Szukam kompozycji Johanna Conrada Beissela. Następny ciekawy wątek z książki.

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 26.02.25, 21:29
                                                    Już nie pamiętam pierwszego kontaktu z Doktorem Faustusem - czy ze względu na Manna, czy z miłości do muzyki? Jakoś tak. No i od razu i do dziś jestem w zachwycie, z którym może konkurować tylko jeden wiadomy autor.
                                                    Nie dziwie sie, że potrwa to czytanie, a nawet przecieżdo tego zachęcam
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 26.02.25, 21:37
                                                    Coś się pokręciło w poprzednim poście. A wiec:
                                                    Nie dziwię się, że potrwa to czytanie, a nawet przecież do tego zachęcam.
                                                    Mnie też zachwyca styl, słownictwo, natchnienie w tych sprawach Manna - a wbrew ogólnym ocenom, najświetniejsze są najdłuższe zdania.
                                                    Beissel istniał naprawdę (jak nadzwyczajnie opisana jego historia), ale nie wiem, czy jest jakiś dostęp do jego muzyki; zapewne dość surowej i prostej, no ale jakoś natchnionej. Może gdzieś w internecie są jakieś źródła. Wiem, że są o nim książki (niepolskie) jako o mistyku religijnym.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 26.02.25, 22:27
                                                    Właśnie znalazłam historię w tle muzyka, ale nie dorównuje to opisowi, które chyba na mojej liście klasyfikacyjnej to nr 1. Chociaż nie, Beethoven na razie nr 1.
                                                    jd , a masz swój ulubiony cytat z tej książki ?
                                                    Zgadza się, zdania są nadzwyczaj długie i złożone.
                                                    Z muzyką mam trudności w opisie, cedurów i bemolów itd. Jednak bardziej się wczuwam, bo po to jest muzyka.
                                                    Ale zastanawia mnie, kto to opowiada czy przyjaciel, czy Tomasz Mann. Czy autor był przyjacielem Adriana Leverkuhna ? Czy autor tak dobrze znał się na muzyce ?
                                                    I czy chodzi w tym dziele o muzykę, czy o Niemcy , bardzo ciekawi mnie, o co w tym wszystkim chodzi. Czyta się świetnie i daje adrenalinę w podziwianiu tych długich, niesamowicie obrazowych zdań. A co najlepsze to, nie można, nic tu ominąć.
                                                    O tej porze to ja już dawno spałam, ale ta książka w tej grze wybiła mnie z uderzenia.

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 27.02.25, 19:37
                                                    Autor wcale nie przyśpiesza z czytaniem, autor wydaje mi się, że w odpowiedni sposób przygotowuje nas do zdarzeń, które mają się wydarzyć. W pięknym stylowym wstępie rozdziału V martwi się o czytelników, o ich cierpliwość w czytaniu, nie chce być natarczywy i pisze dalej:
                                                    "Chwila ta nastąpi, gdy otworzy się nasze więzienie, rozległe co prawda, a jednak ciasne i dławiącym, zużytym powietrzem napełnione, to znaczy: gdy szalejąca obecnie wojna tak czy tak osiągnie swój kres — a jakimże przerażeniem napełnia mnie to "tak" czy "tak"...." odsyłam do książki rozdział IV, za którym "tak" walczy sumienie autora. " Jest wszakże coś, czego niektórzy z nas w chwilach, które im samym wydają się zbrodnicze, a inni jeszcze otwarcie i stale lękają się bardziej niż klęski Niemiec, a tym jest niemieckie zwycięstwo."

                                                    I z taką walką borykamy się my w dzisiejszych czasach w innej już epoce. Boimy się tego, co ma nastąpić.

                                                    Wracając do Adriana Leverkuhna to zapomniałem nadmienić, że w dzieciństwie, "Adrian zaprzyjaźnił się z dziewką stajenną Hanne o rozłożystych piersiach i wiecznie ugnojonych nogach", która miała ogromny talent muzyczny i w oborze urządzała ćwiczenia wokalne ze śpiewem. Tam zaraził się tym talentem. Adrian spędził chwile upojenia się dźwiękami, zaznaczam dźwiękami muzycznymi i techniką muzyczną. Śpiewy były wspólne z innymi dziećmi z gospodarstwa. Odsyłam do książki, gdzie opisany jest oborowy koncert zapisany słowami, a te słowa same wpadają do naszych uszów. Jak to miło w wieczór bywa - bim-bam-bom, do snu nas wzywa, bim-bam-bom brzmiały magicznie dzwoneczki.
                                                    " I tak oto pod kierunkiem prostej dziewczyny, zawędrowaliśmy, na stosunkowo wysoki stopień kultury muzycznej w dziedzinie imitatorskiej polifonii....."

                                                    jd, w pewnej chwili tę część opisu bym może ominęła, ale nie mogę, bo autor w dalszej części odsyła mnie do ponownego przeczytania wcześniejszych części, jakobym ominęła rozśpiewaną, ciepłą oborę gdzie będziemy wracać w dalszych jego częściach.
                                                    jd, czy aby dobrze robię, dzieląc się tym czytaniem. W ten sposób to jest duże prawdopodobieństwo spełnienia tej opinii do czytania aż do śmierci ;))))
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 27.02.25, 20:38
                                                    W tej chwili jakoś nie przypominam sobie jakiegoś na trwałe zapamiętanego cytatu, zresztą nie czytam tego Doktora Faustusa na bieżąco, nie wszystko mam tak na świeżo jak Ty, choć mnóstwo pamiętam, bo czytałem kilka razy.
                                                    Fragmenty o muzyce (zwłaszcza niektóre - o tonacjach nietonalności, bemolach, półtonach itd.) są na pewno najtrudniejsze, najmniej atrakcyjne czytelniczo, ale dla Manna to bardzo ważne, w czym wyraża się charakter epoki i niemiecka katastrofa. Mann był też znawcą i koneserem muzyki, choć konsultował swoje rozważania o
                                                    niej z fachowcami. Kłopot polega na tym, że te sprawy muzyczne dotyczą zupełnie współczesnej muzyki (Schoenberg, Strawiński), bardzo trudnej do słuchania, przy której choćby Beethoven to bułka z masłem, pieszcząca zmysły.
                                                    Dodam, że Mann pisał książkę w czasie wojny, będąc na emigracji w Ameryce.
                                                    Dobrze robisz dzieląc się tym czytaniem - spokojnym, powolnym, rozkoszującym się (nawet atonalnością i chromatyką).
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 28.02.25, 20:23
                                                    Atonalność czy tonalność to chyba szczyty nauki dźwięków. Nie ma mowy, żebym coś z tego zrozumiała, ale zaczynam czuć różnicę. I nie wciągaj mnie w to, bo to za trudne :) Jadąc autem czy pociągiem, nie muszę znać jego budowy. Po prostu cieszę się i podziwiam mijający krajobraz.
                                                    Ostatnio zrobiłam sobie prezent urodzinowy w postaci wycieczki do Zakopanego i zdobycia Giewontu wzrokiem. Kupiłam bilet na pociąg i za 2 godziny byłam w centrum Zakopanego. Zamiar był taki, że dojdę piechotą jak najbliżej szczytu Giewont. Trasę wytyczyłam sobie wzrokowo, patrzyłam na szczyt i szłam ulicą, która mnie zbliżała. I tak sobie szłam, szłam, pod górkę podziwiając ten Giewont. Już było blisko, ale ulica skręciła w stronę ku granicy państwa. 1 km od tej granicy zawróciłam, bo zrozumiałam, że do celu nie dojdę. Tam też wstąpiłam do góralskiej knajpki, gdzie rozkoszowałam się widokiem Giewontu, który był już tuż, tuż, ale niestety jeszcze niezdobyty.
                                                    I nigdzie mi się nie śpieszyło. Obiecałam sobie jeszcze raz, zdobyć Giewont tylko wtenczas wybiorę inną drogę pod górkę.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 28.02.25, 20:36
                                                    "On to właśnie, nauczyciel Michelsen, był najpierwszym, który głośno i z niejakim podnieceniem oświadczył, że chłopak musi "na miłość boską" iść do gimnazjum i na uniwersytet, gdyż tak pojętnej a bystrej głowy on, Michelsen, nigdy jeszcze nie spotkał i hańbą wprost byłoby nie uczynić wszystkiego, aby temu uczniowi udostępnić drogę ku wyżynom wiedzy.
                                                    Tak Adrian Leverkuhna opuścił dom rodzinny i przybył do miasta Kaisersaschern, gdzie wstąpił do "Szkoły Braci Pospólnego Żywota". Do tej samej szkoły chodził też znany nam przyjaciel Adriana, który nam tak ślicznie opowiada, tylko że o dwie klasy wyżej.
                                                    Opisując miasto, autor wspomina też Lipsk. " Dorzucam te słowa z pewną obojętnością, podzielam bowiem przekonanie bynajmniej niemałej części naszej ludności, również i tej najbardziej dotkniętej i pozbawionej dachu nad głową, że zbieramy jedynie to, cośmy posiali, jeśli zaś pokuta nasza będzie straszliwsza od winy, niechaj nam zabrzmi w uszach, że kto wiatr sieje, ten burzę zbiera."
                                                    Samo miasto Kaisersaschern zaś mocno zachował charakter średniowieczny. Miasto, w którym mieszkają "liczne postacie "oryginałów", dziwaków i nieszkodliwych półwariatów, żyjących w obrębie jego murów i na równi ze starymi budowlami, należących do jego obrazów". Kontrastem ich są dzieci "szczeniaki", które za nimi biegają, wyśmiewają ich i w zabobonnej, panicznej trwodze uciekają pędem przed nimi."
                                                    Oryginałów było mnóstwo, opisuje je autor jako groteskowe wspomnienia, bo były one, " tak niezwykle charakterystyczne dla psychicznego obrazu naszego miasta, dla środowiska, w którym upłynęło życie Adriana aż do jego odejścia na uniwersytet, osiem lat jego młodości, która była i moją, a którą spędziłem u jego boku..."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 28.02.25, 22:29
                                                    Właściwie Giewont zdobyłaś, w dodatku na przyszłość został jeszcze ewentualny mały drobiazg do niekoniecznego uzupełnienia.
                                                    Te fachowe sprawy muzyczne mogą trochę przeszkadzać, a może nawet wkurzać, ale przecież nie mogą Ci w niczym przeszkodzić.
                                                    A Kaisersaschern jakoś kojarzy mi się nastrojem z Olsztynem naszego dzieciństwa, niezależnie od zasadniczych oczywiście różnic w szczegółach, ale przecież i katedra, i Wysoka Brama, i starówka, i zamek miały w sobie coś średniowiecznego, a dziwaków było (przynajmniej na moim osiedlu) całkiem sporo.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 01.03.25, 14:28
                                                    Cytat nr 1
                                                    "Starość jest to przeszłość przemieniona w teraźniejszość" Tomasz Mann

                                                    Dobrze jd, że czuwasz. Przeoczyłabym ten cytat. To temat rzeka. Każdy z nas może znaleźć ten nastrój w każdym starym mieście, ale dla nas najbliższy sercu jest duch i magia Olsztyna. Pamiętam jak, odwiedzając Olsztyn, goście z Niemiec podziwiali i dotykali z namaszczeniem pozostałości starych kamieni ulicznych. I mnie chwytało to za serce, bo też mam tam swoje kamienie.
                                                    A jaki to jest mały drobiazg potrzebny mi do uzupełnienia całkowitego zdobycia Giewontu ? :)
                                                    Cierpliwość ? Siła ? O czym myślisz ?
                                                    Oczywiście, że uczta była, na miejscu pijąc piwo z Giewontem. Naprawdę jest to wielki, beztroski oddech życiowy. Ja już nic nie muszę. Kieruję się prawem moralnym Kanta i doceniam to, że żyję jeszcze w wolnej Polsce, bo dzisiejsze czasy napawają mnie grozą.
                                                    Ciekawe czym Ty się kierujesz w życiu ?
                                                    I jeszcze jedno pytanie. W którym roku wydano "Doktor Faust" w polskim języku ?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 01.03.25, 18:51
                                                    To rozkoszujmy się kolejnym rozdziałem.
                                                    Mieszkał Adrian w domu u stryja gdzie na piętrze znajdował się słynny Leverkuhnowski skład instrumentów muzycznych. "Nagromadzone tam było wszystko, co tylko dźwięczy i śpiewa, pobekuje, wizga, mruczy, trzaska i grzmi." I wymienia autor wszystkie te instrumenty ciekawie i niestandardowo je przedstawiając.
                                                    "Ksylofon, po to chyba wymyślony, aby ucho mogło wyobrazić sobie taniec szkieletów na cmentarzu o północnej godzinie, znajdował się tu również z mnóstwem z nich chromatycznych sztabek." Opisy całej tej orkiestry instrumentów wyrywają człowieka, z butów i " łatwo z tego obrazu pojąć magiczną siłę, z jaką nas, chłopców, przyciągały owe pomieszczenia stryjowskiego magazynu, ów raj milczących, lecz w setkach form się zapowiadających pięknych dźwięków." Adrian jednak wobec świata instrumentów udawał obojętność.

                                                    Raz na tydzień, w domu stryja Adriana odbywała się muzyka kameralna. Przychodził na ten koncert organista i śpiewak Wendell Kretzschmar, jąkała, który potem został nauczycielem Adriana. " Męskie to było towarzystwo, podczas których stawiano kufer z piwem obok siebie na podłodze, a i cygaro tkwiło w ustach."
                                                    " Chciałbym tu powiedzieć; ukrywał się za nim, ukrywał przed muzyką. Długo, z pełnym przeczuć uporem, ukrywał się ten człowiek przed własnym losem."
                                                    " Złych uczniów bywa, aż nadto. Ale Adrian przedstawiał sobą osobliwy fenomen złego ucznia w postaci prymusa."
                                                    Pewnego razu autor zastał Adriana brzdąkającego przy instrumentach. Na pytanie co tu robi.
                                                    - Bezczynność — odpowiedział Adrian — jest początkiem wszelkich występków. Nudziłem się. Gdy się nudzę, przychodzę tutaj pobawić się trochę i pobrzdąkać.
                                                    Odtąd Adrian chodził na lekcje prywatne muzyki do Wendella Kretzschmara
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 01.03.25, 21:57
                                                    No ta druga okazja, to gdy już tą inną drogą dojdziesz na sam Giewont. To może nie jest najważniejsze, ale właśnie jest w zapasie, a wymaga decyzji i sprzyjającej okazji, ale nie należy się z tym śpieszyć, tylko właśnie czekać na okazję.
                                                    Pierwsze polskie wydanie Faustusa to chyba rok 1960. To w dodatku książka bardzo ceniona w moich okolicach zawodowych. Legenda mówi, ze Kołakowski przerabiał ją na seminarium filozoficznym, i to zapewne prawda, choć mnie jeszcze przy tym nie było.
                                                    Kieruję się wyczuciem i intuicją.
                                                    Cytaty fantastyczne, ale przecież nie mogło być inaczej.

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 01.03.25, 22:07
                                                    No i rozumem.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 02.03.25, 13:08
                                                    To się rozumiemy. A pytałam o tę datę, bo zastanawiam się, czy ta książka mogła być wtenczas czytana w Olsztynie. Mieszkańcy Olsztyna słuchali Beethovena i innych utworów może i pod wpływem Tomasza Manna.
                                                    Nie dziwię się, że książka ceniona jest w środowisku naukowy, bo ja czuję, że po przeczytaniu tej właśnie książki mogę być psychologiem, filozofem, teologiem, a nawet humanistą. Poczuję się jak zaszczepiona szczepionką cztery w jednym. Uczelnia "Humanum" niech się schowa ;)))) I dobrze piszesz "Doktor Faust" to nie do czytania, ale do przerabiania. Jedną stronę czyta się 3 razy niekiedy.
                                                    Już nie zważam na drogę, która zaprowadzi mnie na Giewont skoro jestem na drodze na sam szczyt Mount Everest ;)
                                                    Wieczorem zaczynamy Beethovena.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 02.03.25, 20:34
                                                    No i przechodzimy do rozdziału gdzie Wendell Kretzschmar nauczyciel muzyki, organista i jąkała, przedstawia nam utwory Beethovena. (Tu warto sięgnąć do Wikipedii zapoznać się z życiorysem Beethovena).
                                                    Kretzschmar z wielką werwą opowiada i porywa swoich uczniów do wspaniałego świata utworów Beethovena.

                                                    " O czym mówił ? Cóż człowiek ten zdolny był poświęcić całą bitą godzinę pytaniu: Dlaczego Beethoven nie napisał trzeciej części "Sonaty fortepianowej op. III ?........."

                                                    " My, którzy zebraliśmy się na ten wykład, przeżyliśmy co prawda wieczór, który niesłychanie nas wzbogacił, i to pomimo faktu, iż rzeczonej sonaty aż do owej chwili nikt z nas nie znał.
                                                    Kretzschmar filozoficznie ujmuje świat Beethovena na skutek zamarcia słuchu. " W utworach tych, powiedział mówca, między subiektywizmem i konwencją powstał nowy stosunek, którego istotę określa śmierć "

                                                    Zapraszam do przeczytania tej właśnie sonaty słowami autora. Będzie to długa droga i ostrzegam, że może rozpalić pozytywne uczucie do muzyki klasycznej, a może i coś więcej.

                                                    Oto urywki wykładu muzycznego Wendella Kretzschmara
                                                    "A potem usiadł do pianina i zagrał nam z pamięci całą kompozycję, część pierwszą i ogromną drugą, w ten sposób, że nieustannie wykrzykiwał w swoją grę komentarze i, chcąc szczególnie zwrócić naszą uwagę na prowadzenie głosów, podśpiewywał miejscami z demonstracyjnym entuzjazmem, co w sumie tworzyło częściowo porywający, częściowo komiczny spektakl, wzbudzający często wesołość małego audytorium. A, jako że miał uderzenie bardzo mocne i silnie wydobywał każde "forte", musiał wrzeszczeć na całe gardło, chcąc, aby ze wtrąconych przezeń objaśnień cokolwiek zrozumiano, i śpiewając z najwyższym natężeniem głosu, aby jeszcze wokalnie swą grą uwydatnić. Co grały ręce, naśladowały usta — Bum, hum — wum, wum — szrum, szrum — wołał wśród wściekle narastających inicjalnych akcentów pierwszej części, wysokim zaś falsetem skomponował pełnym melodyjnego uroku pasażom, oświetlającym niekiedy delikatnymi, świetlistymi przebłyskami burzliwe sklepione niebo tego utworu. W końcu złożył ręce na kolanach, odpoczął chwilę i powiedział: - Teraz się zacznie. - I zaczął część z wariacjami, owo...."

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 02.03.25, 22:45
                                                    Sprawa braku trzeciej części sonaty op. 111 ujęta w najprawdziwszym stylu zgorzkniałego, notorycznie wkurzonego Beethovena, a zarazem z luzackim humorem: "nie miałem czasu". Takich nadzwyczajnych momentów jeszcze będzie całkiem sporo. Późne sonaty fortepianowe Beethovena są wymagające dla uszu, w przeciwieństwie do wcześniejszych, zwłaszcza słynnej "Księżycowej".
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 03.03.25, 18:56
                                                    Tak - "nie miałem czasu" to mi przypomina Adriana Leverkuhna, który w momencie przyłapania go brzdąkającego przy instrumentach muzycznych w domu stryja, na pytanie co robisz ? - nudzę się — odpowiedział Adrian.
                                                    Prymus z nudy ;)
                                                    Ale, ale trzeba przyznać, że jąkający się nauczyciel muzyki — Kretzschmar jest w tych opowieściach doskonały. Przeszedł do historii.

                                                    A wiesz, że ja też w szkole podstawowej miałam taką nauczycielkę historii, która wszystkie bitwy inscenizowała i aktorstwo było znakomita. Sama opowiadała i przedstawiała w takiej postaci, że siedzieliśmy z otwartymi buziami w przerażeniu, a niekiedy łzy napływały do oczów. Szczególnie pamiętam Bitwę pod Grunwaldem, jak ona gestykulowała rękami i samą sobą i te teksty.... łzy miałam w oczach, bo ja jako jedna byłam wycieczką szkolną w kl.III szkoły pod. nr 3 w Olsztynie na tym polu bitewnym. Ale to, co zrobiła Pani od historii Pani Fortuna ze szkoły na wsi pod Wieliczką z Krzyszkowic dokładnie, to całe pole bitewne grunwaldzkie w całej swojej rozciągłości nie oddało tego, co oddała sobą Pani Fortuna. Kiedy pokazano mi jej grób, świecę na nim świeczkę tak mi utkwiła w sercu.
                                                    Dzisiaj mam dzień Sonaty Księżycowej
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 03.03.25, 19:54
                                                    Oj, siedzi, siedzi ten Beethoven w głowie.
                                                    Zróbmy sobie relaks, za czym przejdziemy jeszcze do III części omawianej sonaty, która nie istnieje. Nie oddam nieistniejącej sonaty tak łatwo :)
                                                    Toś mię jd zaprowadził, w świat głębokiej muzyki ponadczasowej.

                                                    A ta " Sonata księżycowa" była z dedykacją dla siedemnastoletniej uczennicy hrabiny Giulietty Guicciardi. Napisana w 1801 roku. Chodzisz na koncerty jd ?
                                                    Polecam wysłuchanie całości, bo zazwyczaj znamy ją tylko z wideo z jakimś tam obrazkiem i to nie całą sonatę, tylko część I. Gwarantuję, że nie oderwiecie się od utworu. Fantastiko.
                                                    W komentarzach tak ktoś opisał: "To jest jak mentalny wydech i odprężenie, a słuchanie tego jest tak wspaniałe." Podróż, w której czas i przestrzeń nie istnieją. Ponadczasowy. "Zgadza się jd ? "Quasi una fantasia"
                                                    Jeszcze inni mówią, że przy tym utworze jest lżej umierać. A ja bym tak nie powiedziała, bo jak pierwsza część jest cudno smutna to druga i trzecia część jest energicznie skacząca jakby się słońce ukazało i porywało nas do życia. Zresztą, po co mówić jak można całość posłuchać.

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 03.03.25, 21:36
                                                    Adrian był też w tym sensie geniuszem z nudów, że - jak pisze Mann - błyskawicznie wszystko na lekcjach chwytał, dlatego nudził się i chciał już biec dalej, co zresztą nauczycieli słusznie denerwowało.
                                                    Szaleni nauczyciele to jest to, też takich miewałem.
                                                    Dawniej chodziłem na koncerty, teraz nie, ale mam świetne urządzenia do słuchania muzyki. Z tym że nie jestem jakimś wielkim znawcą, natomiast uwielbiam.

                                                    Po Księżycowej lubiana jest sonata zwana Appassionatą.
                                                    Natomiast trzy ostatnie sonaty (op. 109, 110 i 111) , w tym ta dwuczęściowa (bo reguła nakazuje, by sonata była trzyczęściowa, no ale Beethoven - jak już wiemy - akurat nie miał tu czasu) były zaskoczeniem (że Beethovenowi się jeszcze chce i ma siłę), są trudne do słuchania i wysoko cenione przez wysokozaawasowanych znawców.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 04.03.25, 20:29
                                                    Dziś przegrałam. Zaczęłam pięknie od fugi Bacha, ostre piłki w lewo w prawo i 2:0 dla mnie, ale jak to bywa i w muzyce tempo trochę spowolniło, bo nie wszystko wychodzi, szczególnie gdy z wizytą przyszła pod balon koleżanka i trajkotała. Nie można było się skupić. W przerwach rozmawialiśmy o muzyce klasycznej i ciesze się, że mogę nawiązywać dialogi w tym temacie. Boże, jak zawojuje wiedzą na spotkaniu klasowym. Nigdy tego tematu nie poruszaliśmy, a mam kolegę wśród nas, którego matka i ojciec grali na fortepianie i on też, ale w liceum zaczął w domu eksperymentować i tak się zabawiał jakimiś chemikaliami, że urwało mu dwa palce u ręki. W liceum prof. od chemii zamykała przed nim wszystkie pomieszczenia chemiczne i fizyczne. Wiesz, kim został? Znanym stroicielem fortepianu. Jest wszędzie tam, gdzie odbywają się wielkie koncerty czy konkursy muzyki klasycznej. Jeździ po całej Polsce, a i za granicę.
                                                    Przegrałam ten mecz 6:4

                                                    Wysłuchałam też tą "Appassionata" no i stwierdzam, że tylko chyba szaleniec mógł stworzyć tyle arcydzieł muzycznych, że ciężko wybrać, co jest najlepsze. Końcówka w tym utworze jest też cudownie szaleńcza. Prawdziwa Appassionata.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 04.03.25, 20:45
                                                    Wracamy do sonaty, co ma tylko II części, choć wg reguł powinna mieć III części.
                                                    Teraz mówca jął opisywać Beethovena około roku 1820, gdy słuch jego, ulegając nieodwracalnemu zanikowi, stopniowo zakreślił wokół niego krąg coraz większego osamotnienia i gdy okazało się już, że niezdolny jest dyrygować wykonaniem własnych utworów"

                                                    "Proszę teraz uważać, co tu się dzieje."
                                                    " Ten wielce doświadczony motyw w chwili pożegnania sam staje się pożegnaniem, okrzykiem i pożegnalnym gestem, owo d-g-g przechodzi nieznaczną zmianę, doznaje niewielkiego melodycznego poszerzenia. Po początkowym — c — przybiera sobie cis przed — d — tak że odtąd skanduje już: "Niebios toń" albo "Łąk i pól", lecz "O — ta niebios toń". "Zieleń łąk i pól", " Żeg — naj wiecznie mi" i nadejście tego cis jest najbardziej w świecie wzruszającym, pocieszającym, melancholijnie uspakajającym procesem. Jest to jakby boleśnie pieszczotliwe głaskanie po włosach, po policzku, ciche głębokie spojrzenie w oczy po raz ostatni. Błogosławi swój obiekt, ową straszliwą gonitwę formy w nieodpartym uczłowieczeniu, zbliża ją na pożegnanie, na wieczne pożegnanie, tak łagodnie do serca słuchacza, że oczy zachodzą mu łzami. "Ach- zapomnij ból", mówi, "Wielki — był w nas Bóg", "Wszystko — było snem", "Wierną — zostań mi!"
                                                    A potem się urywa. Szybkie, twarde triole biegną ku obojętnemu zakończeniu, którym mógłby się równie dobrze zamykać niejeden inny utwór muzyczny."

                                                    "Kretzschmar nie powrócił już do piania
                                                    "Dlaczego Beethoven nie napisał trzeciej części "Sonaty fortepianowej op. III ?........."
                                                    "Wystarczyło nam chyba, mówił, usłyszeć ten utwór, abyśmy sami sobie odpowiedzieli na to pytanie. Trzecia część ? Rozpoczynać na nowo — po takim pożegnaniu? Powrót — po takim rozstaniu ? Niemożliwe! Stało się tak, że Sonata w swojej drugiej, ogromnej części doszła swego kresu, skończyła się raz na zawsze......... została do kresu doprowadzona, wypełniła swoje przeznaczenie, osiągnęła swój cel, poza który wyjść już nie można, ona sama się tutaj niweczy i rozwiązuje, żegna się nimi — ów gest pożegnania, ów motyw d-g-g melodyjnie pocieszany przez cis, jest pożegnaniem równie wielkim, jak sam utwór, pożegnaniem z sonatą."

                                                    Jeszcze raz ta ostatnia sonata Beethovena.


                                                    Dobranoc
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 04.03.25, 21:05
                                                    4:6 przy trajkoczącej koleżance to piękny wynik.
                                                    Jakiż to wspaniały zawód być stroicielem fortepianu; to niemal coś więcej niż grający na tym fortepianie maestro. Stroiciel jakby wszystkie możliwe dzieła ma w sobie, niby potencjalnie, a jakoś bardziej niż sam za chwile zasuwający na klawiaturze mistrz.
                                                    Jest jeszcze jedna sonata fortepianowa Beethovena powszechnie lubiana - "Patetyczna". Ilość dzieł Beethovena jest rzeczywiście zdumiewająca (a na horyzoncie majaczą zwłaszcza symfonie - za każdą przechodziłby do historii), choć jest jeszcze kilku takich niepojęcie wydajnych geniuszów muzyki.
                                                    W sprawie III części ostatniej sonaty pozostaje ciągle w grze – poza przywołanymi błyskotliwymi objaśnieniami Kretzschmara – wcale nie gorsze i nie mniej prawdziwie Beethovenowskie (w wymiarze psychologicznym) „nie miałem czasu”.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 05.03.25, 19:53
                                                    Do przegrywania już jestem przyzwyczajona, aczkolwiek wygrywanie jest lepsze. Jednak we wczorajszym meczu, była jedna taka piłka, która zamieniła się w sytuację filozoficzno-psychologiczną. A było to tak, że w czasie rozgrywania piłki po mocnych długich uderzeniach zagrałam chytrze skrót, a kolega dobiegł do niej, poświęcając się niesamowicie, ostatkiem swoich sił, ryzykując, nawet kontuzję przebił piłkę na moją stronę, a sam wpadł na ścianę balonu, ja zamiast przebić piłkę w puste pole kortu zdobywając punkt, po prostu jej nie odbiłam, po prostu nie mogłam w taki sposób zdobyć punkt, kiedy nie ma przeciwnika na korcie. To by było nieuczciwe przerzucić piłkę w całkowicie pusty kort. To dla mnie za ciężkie I powiem Ci jd, że nie ważne kto wygrywa, kto przegrywa dla nas, babć i dziadków najważniejszy jest bieg i ruch.
                                                    To jest ta opętana muzyka, gdzie uderzenie piłki jest mocnym i pięknym dźwiękiem.

                                                    I bardzo Ci dziękuję, za tak piękne słowa w stosunku do stroiciela fortepianów. Pewnie się bardzo ucieszy z takich wzniosłych słów, bo naprawdę mistrzowsko to ująłeś :)
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 05.03.25, 20:21
                                                    Wracamy do Beethovena, bo to nasz główny szalony i opętany muzyką mistrz.
                                                    Beethoven był szalonym geniuszem. A pisząc utwór "credo" pokazał swój szaleńczy zapał. W wielkim przejęciem pisał ten utwór, całym sobą pisał i w nocy i w dzień na skutek czego Jego służba domowa w komplecie się zwolniła, nie wytrzymując tego napięcia, a sam Beethoven popadł w nieład. Tomasz Mann bardzo dobrze opisuje, uwzględniając napięcie tej sytuacji. Tworzenie tej "mszy" trwało aż trzy lata. A uczniowie zapamiętali "obraz wygłodzonego mistrza, stojącego w drzwiach po nieprzespanej nocy"
                                                    Na tym wideo można zobaczyć zdjęcie Beethovena zmęczonego śpiącego na klawiszach fortepianu w czasie pracy nad "credo".
                                                    I po co mówić, można posłuchać.

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 06.03.25, 08:24
                                                    Z wygrywaniem i przegrywaniem - pełna i słuszna racja. Tak, tak, muzyka uderzanej piłki bardzo udana, zwłaszcza wraz z pięknymi jękami szczególnie pań - tylko dlatego (jak ustaliliśmy) nie wyłączamy komentatorów.
                                                    W tym fragmencie z credo jest chyba taki moment, gdy zza drzwi pokoju mistrza dochodzą okropne krzyki, wrzaski, stękania i inne takie popadającego w głuchotę Beethovena.
                                                    Partytura muzyczna to osobna pasjonująca sprawa. Są tacy, którzy uważają, że muzyka jest właściwie nie do słuchania, ale do czytania (właśnie w partyturze). Tym bardziej, że w Starożytności i Średniowieczu muzyka uważana była za część matematyki. Choć to ostatnie chyba mniej odnosi się do Beethovena i do Romantyzmu, jakoś z Beethovena wyrastającego.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 06.03.25, 19:37
                                                    Jeszcze raz wysłucham credo, bo nie zwrócił na to uwagę.
                                                    Muzyka średniowiecza to chyba całkiem inny temat i też może być ciekawa. Pamiętasz, jak rycerze krzyżaccy podśpiewywali sobie, jadąc na bitwę? Na pewno to nie była oczyszczająca kąpiel dla duszy ;)))

                                                    "Czyż nie jest to jakby oczyszczająca kąpiel dla duszy" ? - Tomasz Mann

                                                    Chyba już skończyliśmy opisywać muzyczny świat Beethovena.
                                                    Te cytaty co zamieszczam, to tylko małe urywki muzycznej uczty, która trafia do serca nawet tych, co na muzyce się nie znają, bo o to w tym chodzi, tak mi się wydaje, że muzyka ma być wyobraźnią mózgu. Kretzschmar wygłosił prelekcję "Muzyka i oko", bo wiadomo jest, że słucha się z zamkniętymi oczami, wytwarzając obraz.
                                                    "Mówi się, co prawda, że muzyka "przemawia do ucha"
                                                    - Być może — mówił nauczyciel Kretzschmar, że najgłębszym życzeniem muzyki jest, żeby wcale jej nie słyszano ani widziano, ani nawet odczuwano, lecz gdyby to było możliwe, żeby doznawano jej i kontemplowano ją w czystej sferze ducha, poza granicą zmysłów, a nawet uczucia. Lecz związana ze światem zmysłów musi przecież z kolei dążyć do najskrajniejszych, ba, oszukańczej zmysłowości, jest niby Kundry, która nie chcąc tego, co czyni, oplata szyję głupca miękkimi ramionami rozkoszy. Najpotężniejsze zmysłowo urzeczywistnienie znajduje jako orkiestralna muzyka instrumentalna, gdzie za pośrednictwem słuchu zdaje się atakować wszystkie zmysły i odurzającą stapia rozkoszną dziedzinę dźwięku z królestwem barw i woni. Tu doprawdy jest pokutnicą przebraną za czarodziejkę."

                                                    Trzeba wziąć duży oddech po przeczytaniu takich magicznych słów.
                                                    Piękne w tym wszystkim są zdania, które je uwielbiam, a nazywam je jd perełkami. Nic nie mogę napisać własnymi zdaniami, bo zdaje mi się, że nie przystoi , że za prosta jestem, żeby streścić zdania mistrza. ;)))

                                                    I w takich to słowach nauczyciel Wendell Kretzschmar przedstawia Adrianowi i uczniom potęgę muzyki, dźwięków oraz instrumentów, wśród których znajduje się fortepian i należy od niego zacząć naukę, gdyż jest środkiem osiągnięcia wirtuozerii.
                                                    A osiągnąć sztukę wirtuozerii można osiągnąć różnymi kombinacjami dźwięków.

                                                    "Czyż może być coś bardziej wzruszającego, wspanialszego — wołał — nad takie następstwo zwykłych trójdźwięków ? "Czyż nie jest to jakby oczyszczająca kąpiel dla duszy" ?

                                                    Ale to nie koniec opowiadań wspaniałego nauczyciela muzyki Adriana Leverkuhna.
                                                    Będzie ciekawie.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 06.03.25, 21:30
                                                    No tak, orkiestralna muzyka instrumentalna jest chyba rzeczywiście najbardziej (to tutaj są wspominane symfonie Beethovena, jedna nawet ze śpiewanym wierszem).
                                                    Ja też nie mam właściwie nic do dodania do biegu tekstu Manna, a jeśli, to zupełnie z boku, z pokorą i skromnością.
                                                    Ale Doktor Faustus to nie tylko muzyka, powoli zbliżają się ostre wątki psychologiczne, a nawet wręcz kryminalne, z okolic księcia Myszkina i Raskolnikowa.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 07.03.25, 19:10
                                                    Tak, te symfonie Beethovena to są dość słynne, ale ponieważ nie jestem tak dobrym koneserem muzyki klasycznej co się teraz aktualnie zmienia to małą mam wiedze jak na dziś. Dopiero wyszukałam sobie na żywo w Filharmonii Krakowskiej koncerty fortepianowe serenady Beethovena. I być może zawędruje tam kiedyś.
                                                    Wiem, wiem, te wątki psychologiczne są dość ciężkie i zagmatwane. Do wątku kryminalnego jeszcze nie doszłam.
                                                    Podoba mi się ta muzyka.

                                                    "Człowiek ten uprawiał zagon muzyki" - pisze Tomasz Mann, mając na myśli Johanna Conrada Beissla.

                                                    Nauczyciel Wendell Kretzschmar na koniec swoich prelekcji opowiedział w sposób bardzo dziwaczny pewną historię w jego ojczystej Pensylwanii w połowie XVIII wieku w gminie nabożnych niemieckich sekciarzy obrządku anabaptystów. Osiedlili się oni w dwóch miejscowościach: Ephrata w Lancaster County, i drugiej, we Franklin County, zwanej Snowhill. Wszyscy ze szacunkiem spoglądali ku swemu przywódcy, pasterzowi i ojcu duchownemu, założycielowi sekty, nazwiskiem Beissl. Miał on cechy przywódcy dusz i władzę ludzi a pasją jego była religia i energicznie się jej poświęcał.
                                                    Sekta ta zwana " Anabaptystów Dnia Siódmego".
                                                    "Johann Conrad Beissl urodził się w bardzo biednej rodzinie w Eberbach w Palatynacie i wcześnie osierociał. Beissl nigdy nie zaznał poważniejszego wykształcenia, przy bystrym umyśle sam nauczył się czytać i pisać, a ponieważ duch jego pełen był mistycznych idei i uczuć, stało się, iż swoją rolę przywódcy pełnił głównie jako pisarz i poeta i tą strawą karmił duszę swych wiernych: spod pióra jego płynął potok dydaktycznej prozy i nabożnych pieśni ku zbudowaniu sióstr i braci w godzinach ich milczenia i ku wzbogaceniu ich nabożeństw."
                                                    Wszystkie te zbiory zostały zebrane w śpiewnik: " Chrzcicieli Dnia Siódmego w Ephrata". Pieśni te przeznaczone były do śpiewania, lecz zabrakło do nich nut.'
                                                    "Lecz oto nowe natchnienie nawiedziło Johanna Conrada Beissla. Duch nakazał mu, aby oprócz roli poety i proroka przyjął jeszcze rolę kompozytora."
                                                    I zacznie się :)
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 07.03.25, 21:37
                                                    Niektóre symfonie Beethovena są nie tylko genialne, ale także melodyjne i przyjazne.

                                                    Mroki psychologiczne będą narastać aż do szaleństwa i rozpaczy, albo inaczej: zacznie się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie i groza będą narastać.

                                                    Wątek Beissla (o którym już kiedyś wymieniliśmy zachwycone opinie) przedstawiony niesamowicie, zachwycająco zarówno w treści, jak i w języku (choćby wspaniały "zagon muzyki").
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 08.03.25, 19:31
                                                    A ja Ci powiem jd, że zrobiłeś samo dobro, polecając mi tę książkę. Jesteś dobrym człowiekiem, dzieląc się takim cudem świata. Dla mnie jakby się ta książka już skończyła to i tak byłabym zadowolona, że czytałam ją. A jeszcze do tego piszesz, że przede mną ogromne emocje to się zaczynam bać i niepokoić jak moje emocje to wytrzymają, tym bardziej że dzisiejsza sytuacja w Polsce napawa grozą.
                                                    jd, zadam Ci pytanie: Jak wyglądał „akt sprawiedliwości” w roku 399. Czy nie żyjemy w takich czasach ?
                                                    "Od czasu śmierci Sokratesa4 zagadnienie sprawiedliwości i niesprawiedliwości musiało Platona nurtować. Przecież w tym było coś rozdzierającego, że właśnie ten człowiek — taki dobry, cichy, czysty, opanowany i rozumny, wolny od wszelkiej chciwości, żądzy wpływów i odznaczeń, człowiek naprawdę sprawiedliwy, wzorowy — musiał zginąć w więzieniu z wyroku sądu państwowego, z piętnem człowieka niesprawiedliwego na wysokim czole. Sprawiedliwymi czuli się ci, którzy go skazali. Tak wyglądał „akt sprawiedliwości” w roku 399."

                                                    Piękna pogoda była dziś.
                                                    Dziś zdobywając, po raz kolejny kopiec Kraka z kuzynką rozmawiałyśmy tylko o Doktorze Fauście. Też czytelniczkę różnych książek, szczególnie kryminałów. Kiedy się dowiedziała, że czytam Manna, to nie musiałam ją zachęcać. Mimo to kiedy jej opowiadałam jak cudowny i jak nieziemski jest ten utwór i jego tekst, to w poniedziałek będzie biegać po bibliotekach. Ona czytała kiedyś z mojego polecenia też "Czarodziejską górę" i bardzo się jej podobała. Boże, kiedy tak ochoczo dyskutowałyśmy o muzyce klasycznej, to takie emocje w nas wstąpiły jakbyśmy, były uczestnikami tego utworu. Kiedy skończyłam Beethovena i zaczęłam Beissla to kuzynka zaczęła opowiadać pewne wydarzenie, które się odbywało przed latami. Mój wujek, a jej mąż był stolarzem i należał do Izby Rzemieślniczej i kiedyś Izba ta zaprosiła niemieckich stolarzy do Krakowa, gdzie zwiedzali zabytki. Mój wujek, jako że był z Wieliczki, miał zaprowadzić grupę, do kopalni soli, a że byli oni w większości ewangelikami to w trakcie zwiedzania Kaplicy św. Kingi pod ziemią, zrobili przepiękny koncert i zaśpiewali tak pięknie, że mojemu wujowi dreszcze przeszły po ciele. I kiedy wrócił z kopalni soli, to opowiedział te wrażenia swojej żonie, a mojej kuzynce. Obydwoje bardzo lubili muzykę klasyczną i naprawdę tak energicznie rozprawiałyśmy, że niewiadomo kiedy stałyśmy już na kopcu, a tam widok całego Krakowa. Było co podziwiać. Jak to mówią: uczta dla duszy, uczta dla oczu i uczta już w domu przy pizzy. Wystarczy na dziś.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 08.03.25, 20:14
                                                    "Człowiek ten uprawiał zagon muzyki" - pisze Tomasz Mann

                                                    W Ephrata przebywał młody nauczyciel muzyki pan Ludwig, który prowadził szkołę śpiewu, i Beissel przysłuchiwał się lekcją. Prędko dokonał odkrycia, że muzyka posiada środki do rozszerzania i wypełnienia królestwa ducha, o których młody pan Ludwig ani marzył. Niezwykły ten człowiek powziął decyzję, usunął nauczyciela śpiewu i sam mocno ujął sprawę w ręce, i to z takim skutkiem, że niebawem uczynił muzykę najważniejszym elementem życia religijnego całej koloni. Większość melodii chorałowych przejętych z Europy wydawała mu się nazbyt wymuszona, skomplikowana i sztuczna, żeby z pożytkiem mogła służyć jego owieczkom. Chciał zrobić to na nowo.
                                                    Z odważnym pośpiechem podjął decyzję wprowadzenia praktycznej i pomysłowej nauki o melodii. Wydał dekret, ze w każdej gamie muszą istnieć "mistrzowie i słudzy" A ponieważ postanowił uznać trójdźwięk za melodyczne centru każdej tonacji, mianował dźwięki tworzące ów akord "mistrzami", pozostałe zaś tony dźwiękowej drabinki - "sługami". Akcentowane sylaby każdego tekstu mieli oddawać "mistrzowie", a nie akcentowane natomiast - "słudzy".
                                                    Co się tyczy harmonii, sporządził tabele akordów, z pomocą których każdy mógł całkiem wygodnie harmonizować swe śpiewki na cztery i pięć głosów, przez co wywołał w gminie wybuch istnego szału komponowania. Wkrótce nie było już ani jednego "Baptysty Dnia Siódmego". " Częścią teorii, która miała jeszcze zostać oczyszczona przez tego dzielnego męża, była rytmika i to zadanie wypełnił ze zdecydowanym powodzeniem."
                                                    "Pracując nieprzerwanie, zaopatrzył w melodie wszystkie wierszowane teksty Wzgórza Kadzidłowego i skomponował muzykę do wszystkich hymnów, które kiedykolwiek sam napisał, a także do ogromnej ilości tych, które ułożyli uczniowie i uczennice. Jeszcze szereg tekstów chóralnych, których teksty zaczerpnięte były prosto z Biblii. Wydawało się, że zamierza opracować muzycznie cały tekst Pisma Świętego według własnej recepty; a doprawdy był człowiekiem, który mógł wpaść na taką myśl."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 08.03.25, 20:20
                                                    Powiem nieskromnie, że raczej masz rację, że dobrze zrobiłem podrzucając Ci Doktora Faustusa. Z tego może nie wynika jakieś szersze moje dobro, ale jakaś cegiełka jest.

                                                    Emocje będą, ale wytrzymasz.

                                                    Mnie się wydaje, że każda epoka ma swoje rozpacze i katastrofy i te nasze są mocne i głośne, ale wcale nas nie uprzywilejowują swoją siłą wobec innych czasów.

                                                    W r. 399 przed nasza erą Sokratesa spotkał proces polityczny, na którym raczej niespodziewanie skazany został na śmierć (za psucie młodzieży i uznawanie niepaństwowych bogów - takie były przepisy). Wyrok wykonywano wtedy przez wypicie przez skazanego cykuty (trucizny). Przedstawia to wszystko Platon w "Obronie Sokratesa".

                                                    No to piękny ten dzisiejszy spacer; mówiąc trochę banalnie: i dla ciała, i dla ducha, no ale tak właśnie było. Muzyka chyba bardzo wyostrza i uszlachetnia umysł. Mówienie o muzyce, pisanie o muzyce, recenzje muzyczne prawie zawsze są udane i świetne, i chyba w odróżnieniu od sztuki malarskiej, gdzie o takie zdobycze jakoś jest dużo trudniej. Choć to może opinia wynikająca z mojej sporej ignorancji w sprawach malarskich.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 09.03.25, 19:18
                                                    Dobro, dobroć to chyba się stanie tematem jakiegoś wątku w przyszłości.
                                                    Mówisz, że epoki polityczne tak już mają. Teraz Epoka wulgaryzmów i dumy z tego. Pozwala się takie brzydkie słowa promować i wynosić na sztandary. Nic to.
                                                    Wiedziałam, że Sokrates popełnił samobójstwo przez wypicie cykuty, ale nie wiedziałam, że musiał. Rozprawa Platona o sprawiedliwości jest bardzo ciekawa, przez przypadek ją znalazłam kiedy szukałam książki.
                                                    Troszkę zajęłam się dziś czytaniem. Faktycznie robi się nerwowo, szczególnie z jednym barwnym motylem, na który i Ty zwróciłeś uwagę :)

                                                    "Owa muzyka z Ephrata - mówił Kretzschmar - była zbyt niezwykła, zbyt dziwaczna i samowolna, żeby mógł ją przejąć świat zewnętrzny, stąd też praktycznie popadła w zapomnienie z chwilą gdy niemiecka sekta "Baptystów Dnia Siódmego" - przestała rozkwitać. Lecz nieco legendarne wspomnienie o niej zachowało się jeszcze przez dziesiątki lat i w przybliżeniu można opowiedzieć, na czym polegał jej swoisty, wzruszający charakter. Dzwięki, które wydawał chór naśladowały delikatną muzykę instrumentalną, wywołując u słuchaczy wrażenie niebiańskiej słodyczy i nabożności."

                                                    "Ojciec jego — opowiadał Kretzschmar — w młodych latach mógł jeszcze dość często przysłuchiwać się owym dźwiękom, a będąc, starcem opowiadał o nich swym bliskim zawsze ze łzami w ochach. Spędził on wówczas jedno lato w pobliżu Snowhill i kiedy w piątek wieczór, z początkiem sabatu, pojechał tam konno, aby sprzed świątyni pogapić się na modły tych pobożnych ludzi. Odtąd jednak powracał już stale co piątek, gnany przemożną tęsknotą; gdy słońce kłaniało się ku zachodowi, siodłał konia i jechał trzy mile, żeby te śpiewy usłyszeć. Było to coś nieopisanego, niedającego się porównać z niczym na świecie. Siadywał już był przecież, mawiał stary Kretzschmar, w operze angielskiej, włoskiej i francuskiej; była to wszakże muzyka jedynie dla ucha, natomiast muzyka Beissla posiadała brzmienie głęboko wnikające w duszę, dające ni mniej, ni więcej, tylko przedsmak niebios."

                                                    jd, szukałam tę muzykę na internecie, ale jej nie ma. Znaczy, gdzieś tam znajdziemy jakieś dźwięki, ale to nie to, co opisuje Mann. Możliwe, że muzyka doznała samozniszczenia się po śmierci Beissla? Nie miała kontynuatora i była tylko znana pewnej grupie ludzi. Nie przetrwała czasu. Bo jeżeli była taka samowolna, to nie pasowała do nabożeństw, a oni się przy niej dobrze bawili.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 09.03.25, 20:38
                                                    Już niedawno o tym mówiliśmy, że tej muzyki Beissla nie da się znaleźć w internecie, że są o nim książki jako o mistyku i proroku, ale muzyczna cisza. Może to nawet i lepiej - legenda jest podwójnie mocna i właściwie niezniszczalna, i to jest może ten przypadek, że muzykę się czyta i o muzyce się może lepiej czyta niż się jej słucha.

                                                    A więc motyl wzlatuje, ale nie wiadomo jeszcze, czy ku chwale, czy ku klęsce.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 09.03.25, 21:31
                                                    Muzyka Beissla, bardzo do mnie przemówiła słownie i szukałam ją. Dużo , dużo mówią. Tomasz Mann przyczynił się do jej popularności i wiele ludzi jej szuka. Ktoś tam nawet niby odtwarza ją, ale to już całkiem inny śpiew. Chcą ją odtworzyć, ale jak dotąd nikt tej tajemnicy nie posiadł.

                                                    " O rozsądnym czynieniu rzeczy głupich". - Terencjusz (komediopisarz)

                                                    "Obaj z Adrianem byliśmy ubawieni historią o człowieku nazwiskiem Beissel, o tym dyktatorze z zapadłej dziury i jego uciesznej energii, i zgodziliśmy się, że jego reforma muzyki bardzo nam przypomina to zdanie Terencjusza, gdzie mowa o "rozsądnym czynieniu rzeczy głupich".

                                                    I zaczynają się dyskusje między narratorem (przyjacielem) a Adrianem, którzy mają odrębne zdania.
                                                    - Adrian przyznaje, że do tego dziwaka czuje słabość. " Miał przynajmniej poczucie porządku, a nawet absurdalny porządek lepszy jest niż żaden ".- twierdzi

                                                    - Ale co to za porządek, jak wynalazek owych mistrzów i sług. Wyobraź sobie Arianie, jak brzmiałyby hymny tego Beissla, w których na każdą akcentowaną sylabę musiała przypadać jedna z nut trójdźwięku!

                                                    - W każdym razie niesentymentalnie. Zabawne to bardzo zabawne i roześmiał się Adrian

                                                    "Ale jedno musisz mi przyznać: norma, wszelka norma, działa oziębiająco, a muzyka ma tyle własnego ciepła, oborowego, rzec chciałbym, krowiego ciepła, że może się przydać różnorakie normatywne chłodzenie — i zresztą sama zawsze się go domagała.

                                                    Dalej pięknie prawi Adrian
                                                    "A dalej wymyślili sobie jeszcze styl śpiewu — w górę do sufitu, później zaś spływanie seraficznym falsetem z wysokości — co doprawdy musiało być zachwycające i z pewnością przywracało muzyce, całe jej "krowie ciepło", które poprzednio jej odebrał pedantycznym chłodzeniem, ascetycznym chłodzeniem.
                                                    I w tym był cały papa Beissel. Muzyka zawczasu już zwykła była czynić duchową pokutę za swoją zmysłowość. Starzy Holendrzy narzucali jej, na chwałę Boga, najbardziej zawiłe sztuczki i, jak ze wszystkiego wynika, zabierali się do tego nie na żarty, wysoce niezmysłowo, na sposób rachunkowej kalkulacji. Ale potem kazali tym pokutnym ćwiczeniom śpiewać, przekazali je dźwięcznemu oddechowi głosu ludzkiego, który jest chyba materiałem dźwiękowym najbardziej przepojonym "ciepłem obory", jak tylko można sobie wyobrazić ...."

                                                    To nie wyobraźnia, to patrzenie wstecz.
                                                    dobranoc
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 10.03.25, 19:32
                                                    Dobry Wieczór jd. Piękny dzień dzisiaj był w Krakowie. Wykorzystałam go na prace fizyczne na powietrzu. Mam takich fajnych pracowników, bo siedzę w budowlance domowej i właśnie robię podwórko brukowane. Kupiłam bruk i układaliśmy na paletach, ręcznie metodą podaj cegłę, bo za wąskie przejście do ogrodu. Układamy te cegiełki na palecie i wiesz, że nadleciał pierwszy w tym roku motyl koloru cytrynowego, może seledynowego i machał pewnie tymi skrzydełkami i nikt nie odważył się go atakować ani zjeść wiedząc o jego smaku. No i zaczęła się dyskusja, kończąca się na Esmeraldzie. Śmiechu było , jak opowiadałam o kolekcji motyli ojca Adriana, choć nie wierzyli, że jest to książka też o motylach, a nie o Fauście. Wesoło nam się ten bruk układał. Tak, jd, wszędzie widzę teraz "Doktora Fausta" ;)))) Jednak rozdział o motylach jest super.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 10.03.25, 19:38
                                                    W tym rozdziale są też inne przemyślenia
                                                    Narrator, który jest przyjacielem Adriana, prosto pisze: "kochając go zaś, kochałem również jego pychę — może właśnie kochałem z jej powodu. Tak, zapewne tak właśnie było, że owa duma stanowiła główny motyw owej wylęknionej miłości, jaką przez całe życie nosiłem dla niego w sercu."

                                                    Muzykę trzeba kochać
                                                    - Czy uważasz miłość za najsilniejsze uczucie? - zapytał
                                                    - Znasz od niej silniejsze?
                                                    - Tak. Ciekawość — odpowiedział Adrian
                                                    - Rozumiesz przez to zapewne miłość pozbawioną zwierzęcego ciepła?
                                                    - Zgódźmy się na taką definicję — zaśmiał się Adrian


                                                    A to się łączy z kolejnym rozdziałem, który pokazuje jaki wielki wpływ miał organista i jąkała, nauczyciel Wendella Kretzschmara na życie i rozwój Adriana Leverkuhna.
                                                    Bo to oprócz gry na fortepianie, przekazywał na prywatnych lekcjach naukę języka angielskiego oraz wiedze o literaturze. Nauczyciel ten był znakomitym znawcą i namiętnym wielbicielem Szekspira i Beethovena. Otwierał przed nim królestwo światowej literatury, pobudzając jego ciekawość opowiadaniem fabuły i wabił go w niezmierzone dziedziny powieści rosyjskiej, angielskie, francuskiej, zachęcał do zajmowania się liryką Shelleya i Keatsa, Novalisa, dawał Adrianowi do czytania Manzoniego i Goethego, Schopenhauera i mistrza Ekkeharta. Adrian wszystko to łykał. Przyjaciel Adriana był niespokojny i zaniepokojony tym, że nauczyciel taką ilość wiedzy przekazuje swemu uczniowi. Pytał się go, czy należałoby raczej pohamować ją, zamiast ponaglać w rozwoju ?
                                                    "- Nie jestem tutaj po to, żeby bawić się w wujcia — doktora, ostrzegającego przed przedwczesną lekturą, ponieważ dla niego byłaby ona przedwczesna przez wszystkie dni żywota" - odpowiedział Kretzschmara.

                                                    No i Adrian zaspakajał swoją ciekawość.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 10.03.25, 21:06
                                                    Prace ogrodnicze i prace budowlane wcale nie są mi obce. I poświęcałem się im w sobotę, w drobnym oddaleniu od Warszawy. Dziś i tutaj było jeszcze piękniej, a niedaleko mam coś w rodzaju osiedla, którego nastrój bardzo przypomina moją Aleję Przyjaciół i Rybaki w Olsztynie. Notorycznie tam spacerujemy.

                                                    Ten dialog Serenusa z Adrianem pokazuje pewien emocjonalny chłód Adriana, który był i będzie znamienny dla sukcesów jego osobowości, ale i przyniesie diabelskie udręki.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 11.03.25, 20:00
                                                    Dobry Wieczór jd
                                                    Czy ten Serenus to jest przyjacielem Adriana ? Tego imienia jeszcze nie spotkałam.

                                                    Gratulacje jd. To chyba spełnienie marzeń. Jedno jest pewne, ze dom to studnia bez dna. Musiałam robić fundamenty, czyli izolację i ocieplenie, obłożenie taką czarną, folią bąbelkową, potem wokół domu zrobiłam odwodnienie i zasypałam kamykami. To był pierwszy etap. Teraz właśnie kupiłam bruk i w tym roku mam zrobić podwórko i go urządzić. Jeszcze beczkę na wodę też. Mam dobrze usytuowany dom, bo z jednej strony widok z okien na cały Kraków, a z drugiej strony ogromne pola z drzewami i krzakami gdzie czasami spotkam sarenkę , lisa i zające. Dziki dwa lata temu tak skopały mi ogród, że musiałam siać trawę. A mieszkam w dzielnicy Podgórze, prawie samo centrum. Właśnie zauważyłam, że sobota niedziela to Krakusów nie ma w mieście, wszystko wyjeżdża. Za to turystów ogrom.

                                                    A tenis dzisiaj mi nie siedział. Dużo autów i dużo siatek. Kolega dawał mi skróty i zabiegana byłam. Przegrałam 6:1. Ale to nie wszystko, bo po meczu czekała mnie niespodzianka. Żona kolegi podjechała i zaprosili mnie na wspólny spacer po parku. Bardzo to było miłe i ochoczo się wybrałam. Jednak się okazało, że ten spacer to był rehabilitacyjny dla żony kolegi. Szła tak szybko i takie długie kroki robiła, że czułam się jakby, to było ministerstw dziwnych kroków. Pędziliśmy wprawdzie za nią tymi długimi krokami, ale ciężko było ją dogonić. Pięć okrążeń całego parku i nie czuję teraz nóg. Ona to ponoć musi, takie ma zalecenie. Mnie ten chód szkodzi bardziej. Aha i chodzi się bez kijków, bo kijki usztywniają bark, dlatego swobodnie wymachiwaliśmy rękami. Taki biegnący chód to dla zawodowców, wolę tam luźny trucht. Zobaczę, co wymyślą w przyszłym tygodniu.

                                                    Może zaproponujesz żonie taki trening ? Ubawicie się doskonale, a rozciągnięci będziecie całkowicie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 11.03.25, 20:27
                                                    Adrian zaspakajał swoją ciekawość.
                                                    "Ledwo poznał nuty, a już zaczął pisać i eksperymentować akordami na papierze. Mania, którą podówczas w sobie
                                                    rozwinął, nieustanne wynajdowanie problemów muzycznych i rozwiązywanie ich niczym zadań szachowych, mogła napełnić niepokojem, groziło bowiem niebezpieczeństwo, że to stwarzanie i pokonywanie trudności technicznych zacznie uważać za komponowanie."

                                                    "Pewnego dnia ów nowicjusz w samej tylko nauce harmonii przyniósł Kretzschmarowi, czym zresztą mocno go ubawił, dokonując na własną rękę odkrycie podwójnego kontrapunktu. Rzec pragnę: przyniósł mu zapis dwóch równoległych głosów, z których, każdy mógł być zarówno głosem górnym jak i dolnym, a więc które można było zamienić. - Jak dojdziesz jeszcze do potrójnego — powiedział mu Kretzschmar — to zachowaj to dla siebie. Nic nie chcę wiedzieć, o tych twoich antycypacjach."

                                                    "Kretzschmar przedłużał lekcje na fortepianie dla Adriana, po prostu grał chłopakowi, skacząc przy tym z jednego w drugie, piąte przez dziesiąte, wykrzykują, komentując — doprawdy nie było gry atrakcyjniejszej, bardziej pouczającej i wnikliwej."

                                                    Adrian był otoczony powodzią muzycznych przeżyć zalewającej wówczas jego młodzieńczą chłonność.
                                                    Wszystko to pod przewodnictwem nauczyciela Kretzschmara.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 11.03.25, 21:03
                                                    Tak, Serenus to przyjaciel Adriana i narrator całej opowieści. Jakoś Ci umknął początek II rozdziału (w moim wydaniu na stronie 13), który leci tak: "Nazywam się dr phil. (czyli doktor filozofii) Serenus Zeitblom", i dalej objaśnia swoją sytuację rodzinną i relację z Adrianem.

                                                    Nie mam szans z Twoim profesjonalizmem budowlanym. No może jakieś drobiazgi nie są mi obce.

                                                    1:6 to nie jest zły wynik. W tenisie może kryć się za nim zawzięta i równa walka, a nawet złośliwa niesprawiedliwość losu.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 12.03.25, 19:32
                                                    Cześć jd
                                                    Faktycznie sprawdziłam i na mojej str. 14 widnieje, że Serenus Zeitblom jest doktorem filozofii. W momencie pisania tej biografii miał 60 lat. Był żonaty i miał dwóch synów. Nie będę się pytała, czy był Żydem, bo w rozdziale pisze, że "rodzina moja należała do parafii katolickiej". Może dalej jak będę czytać, to więcej się dowiem. Jestem gdzieś na 300 str. Nie wiem jak, to się stało, że przeoczyłam roz. II. Popatrz, się jak trzeba być bardzo uważnym przy czytaniu. Motyle taka symbolika, a też bym ominęła, szczególnie tą Esmeraldę.
                                                    To jest ciężka książka nie tylko w ciężarze (900 str.), ale i inteligencji. Trzeba mieć ogólną wiedzę muzyczną, matematyczną, filozoficzną, humanistyczną, psychologiczną, geograficzną i historyczną, i trzeba znać Niemcy.
                                                    I umieć się skupić.
                                                    A już za tydzień zaczynam gruntowny remont całego przyziemia. Będzie głośna muzyka młotów do kucia. Remont zaplanowany jest na miesiąc, a może dłużej. W budowlance siedzę już od 5 lat, bo aktualnie zajmuję się najmem. A mam dobrą budowlaną brygadę małżeńską. Niesamowicie zgrana para.

                                                    A po wczorajszych długich krokach tylko ścięgno mnie boli. Nie chciałam być niegrzeczna, ale już się nie dam wciągnąć.

                                                    Myślę, nad tym jakby to skrócić te teksty co podaje, bo faktycznie mogę do mety nie dojść :)
                                                    Najgorsze jest w tym, że w tej książce jest wszystko ważne, każde zdanie, a nie będę streszczać, bo wyjdzie parodia. A na to takie arcydzieło nie zasługuje.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 12.03.25, 20:13
                                                    "Strzeż się! Czuwaj, trzeźwym bądź!" - Goethe

                                                    "Na ten okres przypada pierwsza styczność Adriana ze wspaniałą kulturą niemieckiej pieśni artystycznej, która cudownie rozwinęła się u Schuberta, Schumanna, Roberta Franza, Brahmsa itp.
                                                    Taka perła i cudo jak "Noc księżycowa" Schumanna, inne jeszcze kompozycje tego mistrza do słów Eichendorffa, jak na przykład ów utwór, zaklinający wszystkie niebezpieczeństwa i całe zagrożenie romantycznej duszy, a kończący się niesamowicie moralizatorskim ostrzeżeniem:
                                                    "Strzeż się! Czuwaj, trzeźwym bądź!"

                                                    Noc księżycowa

                                                    Najczulszy całus nieba
                                                    musiał to sprawić, że
                                                    skąpana w kwiatach ziemia
                                                    marzy o nim we śnie.

                                                    Wietrzyk śmignął na pola,
                                                    łan zakołysał się wraz,
                                                    cichutko las się ozwał,
                                                    noc lśniła światłem gwiazd.

                                                    A dusza ma szeroko
                                                    rozpięła skrzydła swe
                                                    i — zda się — hen wysoko,
                                                    gdzie dom rodzinny mknie.

                                                    Joseph von Eichendorff

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 12.03.25, 20:54
                                                    Ja czytałem kilka razy, wiec różne rzeczy mi się utrwaliły Przy takiej objętości książki to normalne, że różne rzeczy gubią się i ulatują.

                                                    Serenus nie był Żydem, ta kwesta prawie nie jest w książce obecna, chyba jedynie później pojawi się agent muzyczny, kóry sam będzie o tym mówił. Na marginesie - Mann pod względem moralno-politycznym był człowiekiem bez zarzutu. Nie zawahał się obsmarowywać swoją ojczyznę, gdy trafiła w łapy zbrodniarzy i kanalii.

                                                    Książka jest trudna, czasem ciężka i mieliśmy ustalone, że czytasz bez pośpiechu i w momentach życiowego spokoju. W wiedzy jesteś dobra i szybko nadrabiasz słabsze momenty i skupienie jest, ale raz jeszcze - wszystko bez pośpiechu, nic nie ucieknie.

                                                    Możesz tez zrobić remontowe przeczekania sytuacji lub jakiś inny uspokajający Twoją sytuację manewr. Mann nie powinien rywalizować z remontem. Niech poczeka na swoje.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 13.03.25, 20:00
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Miło mi donieść, że połowa książki już za mną. Te dialogi są niesamowite. Też zastanawiam się, co symbolizują oczy, opisy też są wyjątkowe. Każde oczy są inne, a opisywane postacie są perfekcyjne obrazowane. Zwraca uwagę na każdy szczegół.

                                                    Wczoraj czytałam trochę śmieszny, moment filozoficznej dysputy między Adrianem i przyjacielem. Ciekawe czy skojarzysz: Muzyka nie musi być słyszalna, "Musi być kosmiczny ład i porządek" "komponowanie przed komponowaniem" ", "Przystępując do twórczej pracy, nie byłby już swobodny"
                                                    - Skrępowany przez porządek, który sam sobie narzucił, a więc wolny.
                                                    - Cóż dialektyka wolności jest niezgłębiona."

                                                    Wydaje mi się też, że Adrian bardzo zaplątał się w swoim ładzie i porządku z tymi akordami i nutami itd. Żyje jak pająk w swojej pajęczynie i nie wie, że za zakrętem czai się wążżżżżżżżżż, brrrr
                                                    Każdy ma jakiś swój ład i porządek jakieś obowiązki, to znaczy, że nie jest się wolny? Żaden człowiek nie może powiedzieć, że jest wolny, każdy ma obowiązki.

                                                    Pod względem moralno-politycznym jestem zgodna z Mannem. Książka jego jest wymagająca, ale też uczy rozumnego myślenia i to mnie bardzo pociąga. Trzeba niekiedy kilka razy przeczytać zdanie szczególnie długie i złożone. I zamiast, rozwiązywać jak polecają, na starość lekarze krzyżówki polecam jednak myślące czytanie. Wykorzystuję teraz czas oczekiwania na remont dlatego rozpalona książka w moich rękach.

                                                    Jeszcze się zapytam, czy te wyjazdy poza miasto to do krainy gdzie stoją kapliczki?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 13.03.25, 20:09
                                                    Adrian studiuje teologię, mimo że filozofia — królowa nauk, ma takie miejsce, jak organy wśród instrumentów.
                                                    Piękne porównanie

                                                    W życie Adriana przeniknął wówczas potężny ładunek wiedzy muzycznej i ku wielkiemu zaskoczeniu, Adrian Leverkuhn oświadczył, że ma zamiar studiować teologię, że traktuje te studia nie do służby Kościołowi i roli duszpasterza, lecz do kariery akademickiej. Sama taka decyzja o studiowaniu teologii przyprawiła przyjaciela o lekki szok. Bardziej pasowałaby mu filozofia—królowa nauk, ma takie miejsce, jak organy wśród instrumentów.
                                                    "Istnieje bowiem, pewna dyscyplina, gdzie królowa-filozofia sama się staje służebną, spada do roli wiedzy pomocniczej, do rangi przedmiotów "pobocznych" mówiąc po akademicku, a dyscypliną tą jest teologia. Tam, gdzie umiłowanie mądrości wznosi się do kontemplacji Najwyższej Istoty, praźródła bytu, do nauki o Bogu i o sprawach boskich, tam, rzec by można, osiąga się szczyt naukowej godności, najwyższą i najdostojniejszą sferę poznania, szczyt myśli ludzkiej; uduchowiony intelekt. Nauki świeckie, na przykład własna moja filozofia, a wraz z nią historia i inne nauki, stają się tu zwykłymi instrumentami."

                                                    Adrian zwolniony od ustnych egzaminów dla dojrzałości swych prac pisemnych, pożegnał się z nauczycielami, a dyrektor szkoły dr Stoientin, nie omieszkał podczas prywatnej pożegnalnej audiencji udzielić mu przestrogi
                                                    - I Bóg z panem Leverkuhn
                                                    - Błogosławieństwo to płynie mi z serca i czy się pan ze mną zgodzi, czy nie, czuję, że może się ono panu przydać.

                                                    "Dyrektor Stoientin nazywając naturę Bogiem, a wrodzony talent określa jako zasługi Boga wobec nas, które powinniśmy przyjmować w pokorze."

                                                    "Adrian miał skłonność do śmiechu, wydawała mi się raczej ucieczką i podejrzanym sposobem rozładowania owej surowości życia, będącej rezultatem niezwykłych uzdolnień." Serenusowi przyjacielowi Adriana nigdy nie było do śmiechu w takich sytuacjach. Później znalazł Adrian w osobie anglisty i literata Rudigera Schildknappa, którego poznał w Lipsku, partnera do takich nastrojów"

                                                    Adrian opuszcza swoje miasto Kaisersaschern i udaje się do Halle.

                                                    Dobranoc jd
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 13.03.25, 21:35
                                                    To z tą muzyką przed muzyką to trochę ta sprawa z muzyką jako działem matematyki, a także zapowiedź rozważanej za jakiś czas atonalności i zapętleń współczesnej muzyki.

                                                    Są obowiązki z wyboru i obowiązki z nacisku i przymusu. Te pierwsze to prawie wolność, a te drugie wręcz przeciwnie.

                                                    Kraina jest niedaleka i bez kapliczek.

                                                    W Halle zacznie się nowe życie i życzenie dyrektora bardzo by się przydało, ale może się nie przydać, albo nie da się tego ustalić.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 14.03.25, 19:55
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Ja już jestem całkowicie zapętlona w technice muzycznej. Nie słyszę i nie widzę utworów Adriana i trzeba ją sobie wyobrazić. Nie wiem, dlaczego autorzy nie tłumaczą tytułów pieśni czy opery na język polski. Chodzę na lekcje do tłumacza Google, a jest tego sporo. Podziwiam Cię, że za tą atonalność. Dla mnie to już czarna magia nawet przy wytłumaczeniu tego słowa.

                                                    Przeczytałam dialog Adriana z diabłem. I..... mój podziw nawet do motyli osłabł, a nawet jak powiedziałeś, napawa mnie grozą. To, co tak pięknie i duchowo wyglądało i co mnie bardzo fascynowało, zamieniło się w obawę czy aby diabeł nie miał racji. Muszę jak by, to powiedzieć najpierw przeczytać by było przeczytane, aby powrócić do ponownego przeczytania. A jeszcze do tego musiałam przeczytać legendę o Małej Syrence, która była wspomniana w utworze Manna. Leje u nas porządnie, to najlepszy czas na książkę. Rośliny potrzebują deszczu, a po deszczu wkoło będzie zielono.

                                                    Ta Kraina to Szczytno, a może Nidzica, albo Działdowo ?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 14.03.25, 20:16
                                                    "Liberalna teologia" to drewniane żelazo." - Tomasz Mann

                                                    W Halle był uniwersytet gdzie tradycje teologiczne i filologiczno-pedagogiczne są ze sobą wielorako splecione. Na tym uniwersytecie studiował nauki humanistyczne przyjaciel Adriana, któremu nie w smak był klimat teologii. Pisze narrator: " W Halle, gdzie atmosfera duchowa od wieków była przesycona kontrowersjami religijnymi, to znaczy: sporami i kłótniami duchowieństwa, zawsze tak bardzo odrażającymi dla humanistycznych skłonności." "Tak to bywa z tolerancją, z umiłowaniem pokoju i kultury pośród ogni fanatyzmu." Nie ulega wątpliwości, że gdyby Marcin Luter nie był zreformował Kościoła, oszczędzony by został ludzkości ogromny rozlew krwi i straszliwe walki bratobójcze." "Nauka o religii nie ma więc nic wspólnego z formułami filozoficznymi, lecz z pewną dyspozycją wewnętrzną, z faktem psychicznym."
                                                    "W moim mniemaniu "liberalna teologia" to drewniane żelazo."- powiedział przyjaciel

                                                    "Wszystko to mówię jedynie po to, by wytłumaczyć uczucie niepokoju, jakie niekiedy budził we mnie mój pobyt w Halle, interesowanie się studiami Adriana oraz wykłady, na które jako hospitant wraz z nim uczęszczałem, chcąc słyszeć to, czego on słucha."

                                                    Adrian był członkiem korporacji studenckiej "Winfried" do której należeli młodzi ludzie, będący teologami, a jako tacy prowadzili się obyczajnie, z nabożną niefrasobliwością. " Rozumie się jednak samo przez się, że członkowie "Winfried" mieli przywilej gardzenia nie tylko menzurą (pojedynkami), lecz także "wysuszaniem butelek", zawsze zatem byli trzeźwi. Wiedzieli, ze państwo i Kościół potrzebują duchownych urzędników, i dlatego przygotowywali się do tej kariery."

                                                    Adrian w Halle kwaterował w mieszczańskiej kamienicy w pokoju, gdzie stało wypożyczone pianino, a nad nim na ścianie wisiał sztych, diagram arytmetyczny, tak zwany kwadrat magiczny. Magia ta polegała na tym, że liczby jakkolwiek się dodawało, z góry w dół lub w poprzek, czy po przekątnej zawsze dawały 34, a obok stała klepsydra.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 14.03.25, 21:15
                                                    Zapowiadałem, że będą cięższe momenty, ale zostanie to wynagrodzone. Tymi sprawami muzycznymi za bardzo się nie przejmuj, atonalność zaraz uchwycisz, a w przerwach posłuchaj tonalnego Beethovena (atonalności nie bardzo daje się słuchać).

                                                    Ta Kraina nie jest daleko, raczej w spacerowej bliskości (to osiedle), albo na krótką podroż (prace ogrodnicze i budowlane).

                                                    Niech leje jak najwięcej. W Olsztynie przed laty w czasie deszczu biegaliśmy po ulicach na bosaka. Nikt się nigdy nie skaleczył.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 15.03.25, 19:51
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Idę z tym czytaniem do przodu, deszcz w tym pomaga. Chyba dochodzę do Raskolnika. Zauważyłam, że przyjaciel Adriana to przed jakimś zdarzeniem to tak jakby nas wcześniej przygotowywał do tego groźnego zdarzenia. Te jego ciekawe i trafne wywody, charakterystyki osób w tym zdarzeniu biorące. No ale musimy najpierw opisać wykładowców. Mam też te piosenki, które były grane w czasie walki profesora Kumpf z diabłami.

                                                    Jeśli chodzi o tą Krainę to można ją mierzyć przystankami tramwajowymi ? Te w Olsztynie wreszcie powróciły. Ja nie pamiętam, żebym biegała boso po Olsztynie, no, chyba że po plaży i po molo. Mam zdjęcia na tych starych molowych deskach przy Krzywym. A nawet zastanawiam się, czy zrobić w ogrodzie ścieżki z takich tarasowych desek by przypominały mi molo olsztyńskie. Pomyślę, jak będą kłaść bruk na podwórku. Prawdziwe deski są bardzo drogie i polecają mi te deski tarasowe plastikowe. Ale to nie to.

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 15.03.25, 20:02
                                                    "Oby twój anioł okazał się mądry i wierny!"

                                                    Wykłady Nonnenmachera z teologi, Adriana bardzo poruszały. Szczególnie znajomości o pitagorejskiej koncepcji świata. Nauka Arystotelesa o materii i formie zachwycała. I tu mamy rozmyślania.
                                                    "Jeśli teologia wywodzi, że dusza jest od Boga ,to Arystoteles rozumiał to, że jest ona aniołem pojedynczej istoty, geniuszem jej życia, którego wszechwiedzącemu kierownictwo chętnie ufa. To co, nazywamy modlitwą, jest właściwie zaklinającą deklaracją tej ufności. Słusznie nosi nazwę modlitwy, gdyż w istocie właśnie Boga przyzywamy za jej pomocą."
                                                    Mogłem jedynie pomyśleć: "Oby twój anioł okazał się mądry i wierny!"

                                                    Wykłady profesora Ehrenfrieda Kumpfa były najbardziej popularne i lubiane przez wszystkich studentów. Profesor był najbardziej ciętym oratorem. A to z tego powodu, że profesor Kumpf miał maniery, która polegała "aby dobrą starą niemczyzną, bez nijakich ogródek i facecji, po niemiecku rzecz wyłożyć.
                                                    " O człowieku, który jego zdaniem uwikłał się w błędy naukowe — mówił "zszedł na mylne ścieżki", a o kimś, kto wiódł życie zdrożne, że "pławi się w rozkoszach jak mucha w miodzie". Lubił też porzekadła: " Kto chce grać w kręgle, musi je wpierw poukładać ". Często używał wykrzykników w rodzaju "Do pioruna!", "Do kata!", "Do kroćset!"
                                                    Umiał na pamięć takie dzieła jak Schillera i Goethego. Przeszedł też duchowe przeżycia i wstrząsy, stwierdzając następnie, że myśl ludzka jest ulotna i osiągnął swoje wyzwolenie w radości i zdrowej ufności w Bogu.
                                                    cdn
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 15.03.25, 20:17
                                                    Przerażającej bitwy z diabłem prof. Kumpfa

                                                    Profesor Kumpf był nabożny w sposób świecki. Myśli miał, molierowskie. W furii dorzucał czasami " A niechaj go czart.....! Amen!
                                                    Na co studenci, mocna tupali.
                                                    Miał też żywy stosunek do nieprzyjaciela Boga. Nazywał go "Bies", "Kusy", "Diacheł", "Walanty", "Paskudnik", "Czarny Walek"
                                                    Profesor Kumpf zżywał się ze studentami, często zapraszał ich do domu. Na takiej jednej zakraplanej kolacji zdejmował gitarę ze ściany i grzmiącym głosem śpiewał pieśni, które teksty były takie frywolne jak "Kto wina, pieśni i kobiet nie lubi, ten w głupstwie swoje życie gubi. A potem obejmował swoją połowicę i wskazywał kąt jadalni, gdzie nie docierało światło. "Patrzcie — wołał — O tam w kącie, tam stoi On, ptak pływający, Zgrzydlak, gość smutny a skwaszony, niemogący ścierpieć, że serca nasze radują się w Panu przy jadle i śpiewie! Nic nam przecie uczynić nie zdoła ów Pokuśnik przeklęty swymi podstępnymi, ognistymi strzałami — grzmiał, chwytając bułkę i ciskając w ów ciemny kąt. Po tym osobliwym występie znów trącał struny i śpiewał: Kto chce wesoło kroczyć w dal."

                                                    Mimo tak przerażającej walki z diabłem Adrian nie zaparł się, swego nauczyciela tylko po wyjściu na ulicy dostał ataku szalonego śmiechu.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 15.03.25, 23:16
                                                    Tak ,w Olsztynie powróciły tramwaje (kiedyś ten najważniejszy z dwóch był od Alei Przyjaciół do Dworca Głównego), a jeden z nich prowadzi do ulicy Kanta na jednym z nowych osiedli.
                                                    System pomostów na plaży nad Krzywym to była poezja, jako brzdąc chodziłem nimi całe godziny, przysiadając co jakiś czas i obserwując artyzm (choć i porażki) skoczków do wody z piętrowej wieży.
                                                    U mnie bieganie po deszczu i w czasie deszczu boso to była spora atrakcja.
                                                    Wśród ostrych powiedzeń Kumpfa było chyba także "do kurwiej maci"; bardzo ciekawe były też ściśle plecione warkocze jego córek.
                                                    Atmosfera ciągle się ożywia (a zaczynaliśmy od trzęsienia ziemi) i w sprawach muzycznych i w uwikłanych w nie sprawach sercowych.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 16.03.25, 19:48
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Powraca to co zanikło w Olsztynie. Molo na plaży jest, choć faktycznie nie takie pamiętamy, tramwaje też są, lecz nie czerwone. Nr 1 chyba nie jeździ na plażę. Wszystko idzie z nowoczesnym duchem czasu. Dworca Głównego jeszcze nie ma, choć perony są. Czeka się na pociąg w jakiejś tymczasowej kanciapie. Może dożyjemy nowego dworca ? :) Nawet nie mam pojęcia, jak będzie wyglądał, może znów jakieś pudełko z szufladkami.
                                                    Ale ględzimy. Dobrze, że nie jesteśmy na Olsztynie pięknym, bo Zbyszek by nas wyprowadził z niego ;)))

                                                    A ja już wiem, dlaczego nie pamiętam tej atrakcji z bieganiem na bosaka po ulicy. No jak, jak na tej ulicy był Dworzec Autobusowy i ruch autobusów, a Partyzantów to jeszcze bardziej. Cieszy mnie, ze ten dom jest wyremontowany i zaczyna zadbanie wyglądać i drudzy w nim mieszkają, a i Wojewódzka Komenda Policji też po remoncie. Ładna okolica. A zauważyłeś, że przy wejściu do Instytutu Kętrzyńskiego stoi Baba Pruska.

                                                    Dobry jesteś. Zwróciłeś uwagę, że ominęłam jedno powiedzenie. Nie napisałam go specjalnie, by zobaczyć jak ten wulgaryzm, brzmi w Twoich ustach ;)))) Powiem, że bardzo dostojnie to wyszło, prawie jak u profesora Kumpfa :)
                                                    Wnet dojdziemy do przypadku Klopfgeissla. W tych sprawach będziesz bardziej obeznany, bo to męska sprawa. Poproszę Cię potem, o opisanie tego przypadku gdzie tak bardzo zakochany chłopak tak zgrzeszył. Czuję, że nie jestem w stanie to opisać. Bardzo dobrze poszło Ci z Kumpfem :)
                                                    Jeszcze mi 300 stron zostało i otworzę szampana;)
                                                    Od jutra ostry remont. Wszystko mam przygotowane. Żeby tylko zdążyli z robotą do Świąt.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 16.03.25, 20:02
                                                    Wykłady docent Eberharda Schleppfussa
                                                    "Sługa najbardziej uniżony"

                                                    Temat: wolność
                                                    Poznajmy teraz postać jeszcze jednego profesora. Jest to docent Eberhard Schleppfuss. Zajmował się psychologią religii. Jego pozdrowieniem był ukłon ze słowami "Sługa najbardziej uniżony"
                                                    " Na wpół prostacki stosunek profesora Kumpfa do diabła wydawał się dziecinną igraszką w porównaniu z psychologiczną rzeczywistością, której Schleppfuss użyczał temu Niszczycielowi, temu uosobieniu oderwania się od Boga.
                                                    Uważam, że wykład o wolności jest doskonały docenta Eberharda Schleppfussa
                                                    "Wolność. Jakże dziwnie brzmiało to słowo w ustach Schleppfussa! Cóż, oczywiście, przydawał mu on akcent religijny, mówił przecież jako teolog i bynajmniej nie pogardliwie na ten temat, przeciwnie, podkreślał
                                                    wielkie znaczenie, jaki Bóg nadał temu zagadnieniu, skoro wolał wydać ludzi i aniołów na pastwę grzechu niż pozbawić ich wolności. A zatem dobrze, wolność była przeciwieństwem wrodzonej bezgrzeszności, wolność oznaczała bądź dochowanie wierności Bogu z własnej woli, bądź też możność zadawania się z demonami i mamrotania okropności podczas mszy. Taką definicję podsuwała nam psychologia religii."

                                                    " Wolność jest wolnością popełnienia grzechu, pobożność zaś polega na tym, żeby przez miłość ku Bogu, który musiał nam dać wolność, nie robić z niego użytku."

                                                    Mówił też docent Schleppfuss o humanitaryzmie
                                                    W czasie Świętej Inkwizycji "Osadzono pewną kobietę w więzieniu, wytyczono jej proces i spalono za zadawanie się przez całe sześć lat z inkubem, i to nawet u boku śpiącego męża, trzy razy w tygodniu, lecz szczególnie w okresach świąt. Dała ona diabłu takie oto przyrzeczenie, że ciałem i duszą będzie do niego należeć po upływie siedmiu lat. Urodziła się jednak pod szczęśliwą gwiazdą, gdyż akurat przed upływem tego terminu Bóg w miłości swojej dozwolił jej wpaść w ręce Inkwizycji. (....) Lecz jakże piękna spoistość kultury przejawia się w tej harmonijnej zgodzie pomiędzy sędzią a delikwentem, jak gorący humanitaryzm kryje się we wdzięczności za to, iż w ostatniej chwili zdołano jeszcze przy pomocy ognia wyrwać szatanowi tę duszę i zapewnić jej boskie przebaczenie!
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 16.03.25, 20:31
                                                    Obecny tramwaj 1 nie jeździ na plażę (przynajmniej od strony Bałtyckiej, Jeziornej i Alei Przyjaciół, czyli dawnego dojścia do plaży), choć nie wiem czy nie dociera od drugiej strony (Kortowa i Dajtek), bo w tamtą stronę plaża się teraz bardzo rozbudowała, ale chyba nie. Natomiast Jedynka z dawnych czasów miała na rogu Bałtyckiej i Alei Przyjaciół pętlę i stąd ruszała do Dworca Głównego.
                                                    Odjeżdżałem z obecnego Dworca Głównego w budowie w listopadzie i nie wyglądało to dobrze, co było widać, ale spokojnie czekamy.

                                                    Wiedziałem, że spodoba Ci się przypomnienie pewnego wyrafinowanego, a w Polsce powszechnie powszechnego (choć w sprymitywizowanej postaci), ostrego powiedzenia Kumpfa.

                                                    Skup się na nie mniej ostrym remoncie, a Mann niech czeka na spokojne chwile, albo na spokój po wszystkim.

                                                    Widziałem tę Pruską Babę. Może być jak najbardziej.

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 16.03.25, 22:04
                                                    Nie, nie, wieczory należą do Tomasza M.
                                                    Dobranoc jd

                                                    "Sługa najbardziej uniżony" wykład Schleppfuss

                                                    Temat: zło i dobro
                                                    "Zło było znacznie gorsze, gdy istniało dobro, dobro zaś przy istnieniu zła, znaczniej piękniejsze, a może nawet-nad kwestią tą można by dyskutować-zło wcale by nie było złem, gdyby nie istniało dobro, ani dobro nie byłoby dobrem bez istnienia zła. Św. Augustyn stwierdził, że funkcją zła jest dobitniejsze ukazanie dobra, które wskutek tego bardziej nam się podoba i wydaje się tym chwalebniejsze, gdy go porównamy ze złem."

                                                    "....iż jest rzeczą niebezpieczną wierzyć w to, że Bóg chce, aby zło się działo, lecz ani chcąc, ani nie chcąc, zezwala na działanie zła, co zresztą przyczynia się do doskonałości świata"

                                                    "Prawdziwe usprawiedliwienie Boga wobec nędzy stworzenia, polega na władzy przekształcenia zła w dobro. Ta właściwość wymaga koniecznie, na większą chwałę Boga, aktywności i nie mogłaby się ujawnić, gdyby Bóg nie był wydał stworzenia na łup grzechu. W takim bowiem wypadku wszechświat nie zaznałby dobra, które Bóg potrafi wydobyć ze zła, grzechu, cierpienia i namiętności, aniołowie zaś mniej mieliby powodów do wyśpiewania jego chwały."

                                                    "Powstaje wprawdzie i odwrotnie, jak stale nas uczy historia, wiele zła z dobra, tak że Bóg, chcąc tego uniknąć, musiałby również dobru zapobiec i w ogóle nie pozwolić światu istnieć."

                                                    "Dobro jest kwiatem zła" - tak mi gdzieś to powiedzenie przeleciało.
                                                    Myślę teraz nad tym. Pomożesz jd ?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 17.03.25, 19:51
                                                    Dobry Wieczór jd
                                                    Jedziemy dalej z Tomaszem M. :)

                                                    "Sługa najbardziej uniżony" wykład Schleppfuss
                                                    Temat: demony

                                                    Wpływ demonów na życie ludzkie był ogromny, szczególnie sprawy płciowe odgrywały w tym zagadnieniu wydatną rolę. "Anioł do Tobiasza rzecze: Nad tymi, co ulegają rozkoszy, szatan zdobywa władzę". Władza szatana jak mówi Schleppfuss tkwi bowiem w lędźwiach człowieka i o nie to chodziło w słowach ewangelisty: "Jeśli człek mocno uzbrojony, pałacu swego strzeże, dobra jego pozostają w pokoju".

                                                    "Lecz od kogo pochodziła ta pokusa ? Kogo należało przeklinać z jej powodu? Łatwo było mówić, że pochodzi od diabła. On był jej źródłem, przekleństwo tyczyło się przedmiotu. Przedmiotem, owym instrumentem Kusiciela, była kobieta. Była wprawdzie tym samym instrumentem świętości, niemogącej istnieć bez gwałtownego pożądania grzechu."
                                                    "....całe przekleństwo cielesności i niewolnictwa płci zrzucone zostało na kobietę."

                                                    Tu docent Schleppfuss opowiedział pewną historię z XV wieku o młodym chłopaku, który mając gorącą wzajemną miłość dzieweczki, został namówiony przez kolegów do grzechu w domu uciech i ...... dalej mam nadzieję, że jd dokończy ten wątek docenta Schleppfussa, bo to jest męska sprawa. Z góry dziękuję.
                                                    Tę historię strasznie przeżywał Serenus - przyjaciel Adriana, a i mnie zapadł w pamięci ten przypadek Klopfgeissla, biednego na własne życzenie nieszczęśnika.

                                                    "Tyle Schleppfuss w swych ekskluzywnych wykładach; ekskluzywnych ze względu na ich ducha oraz ich problematyczności. "Problematyczność ".
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 17.03.25, 20:59
                                                    No cóż, obydwie sprawy są skomplikowane i wielokierunkowe, a ja nie mogę poświęcić się teraz ich porządnemu przypomnieniu sobie w Doktorze Faustusie. Ale w pierwszej sprawie kluczem chyba do jako takiego i przynajmniej chwilowego rozwikłania sprawy (dobra-zła) jest kwestia wolności, zresztą - jak pamiętam - mocno obecna u Schleppfussa. Dobro bez wolności nie jest prawdziwym dobrem (a chyba nawet nie jest nieprawdziwym dobrem). To wolność rozświetla rzecz lub działanie do poziomy dobra, ale też zagraża (jak to wolność), że ta rzecz lub działanie osunie się w zło. Ale jeśli się jednak nie osunie, to jest czymś nadzwyczajnym, z najwyższej półki, niemal uwznioślającym zło, czyli właśnie jest kwiatem zła (bez tego zła, a więc i bez wolności, niemożliwym). Tak chyba byłoby w skrócie i w pośpiechu.

                                                    Ta druga sprawa z XV wieku i zakończona w ogniu bardzo jest przejmująca, a źródło być może ma w niedoborach miłości, czyli - w tym wypadku - w jakimś niepozostawieniu jej momentu tajemnicy, niewiedzy, nieokreśloności, no i wolności. Ten młodzian za bardzo chciał mieć jasność i pewność, która w pewnych sytuacjach może nie sprzyjać miłości. Ale to też kilka uwag w pośpiechu wobec świetnej opowieści, najprawdziwiej godnej Manna, Adriana i Serenusa, i rozświetlającej oraz dodatkowo motywującej nawet skomplikowane remonty.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 18.03.25, 19:50
                                                    Dobry Wieczór jd
                                                    Obydwie historie kończą się spaleniem kobiet na stosie. Jak to jest, że kobiety bez grzechu płoną w ogniu, a mężczyźni są czyści ? Nawet nie słyszałam, by jakiś pan płonął na stosie ? No, chyba że, umrze, to płoną obydwoje. Widzisz, a tu docent Schleppfuss podaje historie gdzie chłopak nadzwyczaj kochający swoją dziewczynę grzeszy w domu uciech , potem idzie na skargę do księdza, że z innymi kobietami mu to nie idzie, jak trza, tylko ze swoją ukochaną, to ksiądz poruszony sprawą musiał to zgłosić urzędowi, a Ci spalili niewinną, dziewczynę na stosie podejrzewając ją o czary. Co chciał Schleppfuss studentom przekazać ?
                                                    Że to jest ta problematyczność ? Bardzo to jest skomplikowane. Autor zmusza do myślenia, bo tu można pomylić dobro ze złem.
                                                    jd, a co Ty tak w biegu. Pośpiech trenujesz ? ;)))))
                                                    Ja padam, znów przegrałam 6:3 i 2:2 - koniec godziny wynajęcia kortu. Na dodatek zaczęło się burzenie muru i straszny dźwięk młota udarowego. Ciężko było wytrzymać i jeszcze zaplanowałam w piwnicy schron, który będę organizować.
                                                    Padam już ze zmęczenia , jeszcze dodam kolejny odcinek Tomasza M.
                                                    dobranoc jd.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 18.03.25, 20:06
                                                    Serenusa Zeitbloma — przyjaciel Adriana — wyjaśnia:
                                                    "Zależy mi i musi zależeć na tym, aby uczynić czytelnika świadkiem doznań duchowych Adriana"
                                                    "Jako krajan Adriana bowiem i powiernik, a także dlatego, że nie będąc teologiem, zdawałem się wszakże przejawiać szczególne zainteresowanie wiedzą o Bogu, byłem mile widzianym gościem w gronie chrześcijańskiej korporacji "Winfried". Prezesem korporacji był Baworinski, który organizował wyprawy na łono przyrody.
                                                    W ciągu czterech semestrów spędzonych przez nas w Halle wybieraliśmy się na pojedyncze wędrówki lub bardziej ze sobą zżyte grupy. Był wśród nas przewodniczący Baworinski, dalej Deutschlin, niejaki Dungershein i Carl von Teutleben oraz Mateusz Arzt i Schappeler. Maszerowali tak młodzi w prawdziwej swobodnej kompani, biwakując gdzieś na skraju lasu. Taki chwilowo odmienny tryb życia, powrót mieszczuchów i inteligentów na łono wiejskiego prymitywu i Matki-Ziemi. Młodość rozprawiała o młodości. Dyskusją tym, przypatrywał się przyjaciel Adriana Serenus i wywnioskował: "Jeśli ja, nie teolog, byłem jedynie gościem między nimi — on był nim mimo swojego tytułu teologa. Dlaczego ? Nie bez uczucia przygnębiającego lęku wyczuwałem jakąś przepaść pomiędzy losami tej ambitnej wzniosłej młodzieży a jego egzystencją."
                                                    przykład:
                                                    - To było szczere, Leverkuhn. Właśnie stopniowanie. Najpierw nam mówisz "panowie", potem zdobywasz się na "wy", wreszcie, na samym końcu dopiero, następuje "my", przy którym omal sobie nie łamiesz języka; najtrudniej wymówić ci to właśnie na samym sobie, ty zakamieniały indywidualisto."

                                                    "Już z początkiem czwartego semestru pojąłem z pewnych oznak, że przyjaciel mój zamierza porzucić studiom teologii jeszcze przed pierwszymi egzaminami."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 18.03.25, 21:03
                                                    Panowie też płonęli na stosie, dziś akurat czytałem o takim jednym: Quirinus Kuhlmann (w wieku XVII), ale chyba rzeczywiście bardziej męski jest stryczek, rozstrzelanie, no i gilotyna.

                                                    Pośpiech jest w tym znaczeniu, że nie mogę spokojnie przeczytać np. sprawy Schleppfussa, przeanalizować i coś postanowić, tylko coś pomyśliwam z rozpędu i z głębszej pamięci. No i sprawy są naprawdę pokomplikowane, choć przecież nie w tym sensie, że chłopak miał racje i dlatego przetrwał, a ukochana racji nie miała i dlatego spłonęła; sercem i rozumem jesteśmy przecież po jej stronie.
                                                    A przy tym mam też sporo roboty i to się szybko nie skończy i też stąd ten pośpiech. Ale tak raczej było zawsze.

                                                    Wyprawa rowerowa paczki Adriana bardzo harcerska, przemądrzała i raczej optymistyczna, choć to chyba słabszy moment książki. Słabszy na tle przytłaczającej większości momentów genialnych.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 19.03.25, 19:54
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Mało jest wiadomości o - Quirinus Kuhlmann - w języku polskim. Nie ma on chyba żadnych opracowań w Polsce. Ciekawe, ze jako Niemiec poniósł śmierć w Moskwie. Jak widać, od wieków Niemcy tak lgną do Rosji - "jak mucha do lepu posmarowany miodem" określiłby to profesor Kumpf.

                                                    No ładnie to powiedziałeś: sercem i rozumem jesteśmy przecież po jej stronie.
                                                    I dzisiaj tak bywa, że prawo nie rządzi się ani sercem, ani rozumem, ani prawem.
                                                    I musimy patrzeć na wiele niesprawiedliwości.

                                                    Ja w tej książce nie widzę słabych momentów, każdy moment coś znaczy i nie jest na próżno pisany. Nawet powiem, że każde słowo ma znaczenie i pięknie ubarwia zdanie, przez co bardzo trzeba się skupić przy czytaniu.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 19.03.25, 20:08
                                                    "Więzy, łączące Adriana z Wendellem Kretzschmarem, nigdy się nie zerwały ani rozluźniły. Młody adept świętej teologi widywał muzycznego mentora okresu swych lat gimnazjalnych podczas każdych wakacji, gdy przyjeżdżał do Kaisersaschern."
                                                    "Zresztą nie tylko te osobiste spotkania utrzymywały łączność pomiędzy mistrzem a uczniem, lecz także dość częsta, wydaje mi się, że dwa razy w miesiącu wymieniana, korespondencja pomiędzy Halle a Kaisersaschern, o której Adrian od czasu do czasu mnie informował."
                                                    'W roku 1904 dowiedziałem się, że Kretzschmar pertraktuje w sprawie objęcia klasy fortepianu i organów w prywatnym konserwatorium Hasego w Lipsku."
                                                    "Z początkiem następnego roku opuścił więc Wendell Kretzschmar Kaisersaschern, aby objąć nowe stanowisko, i odtąd owa wymiana listów odbywała się pomiędzy Halle a Lipskiem."

                                                    W jednym z listów do Kretzschmara napisał Adrian:
                                                    "Obawiam się — pisał — drogi Mistrzu i Przyjacielu, że zły ze mnie człowiek, bo nie mam w sobie żadnego ciepła. Powiedziane jest wprawdzie, że przeklęci i wypluci niechaj będą ci, którzy są ani zimnie, ani gorący, jeno letni. Letnim nie chciałbym siebie nazywać, jestem zdecydowanie zimny — lecz w tej ocenie samego siebie zastrzegam sobie niezależność od upodobań owej Potęgi, która rozdziela łaski i przekleństwa."

                                                    W listach tych Kretzschmar nakłania Adriana do muzyki, Adrian się boi, że skrzywdzi muzykę, gdyż jego muzyka może przerodzić się w groteskę.
                                                    Jeszcze jeden przykład:
                                                    "Śpiesz się Adrianie, i decyduj się! Czekam. Ma pan już dwadzieścia lat, a musi pan przyswoić sobie jeszcze wiele tajników rzemiosła, dostatecznie trudnych, aby pobudzić pańską ciekawość. Lepiej nabawić się cierpienia głowy od ćwiczeń w kanonach, fugach i kontrapunkcie niż od obalenia kantowskich twierdzeń, obalających dowody na istnienie Boga. Dość już tego teologicznego dziewictwa!.
                                                    Dziewictwo cenne, gdy się w macierzyństwo zmieni,
                                                    Inaczej jest jak szmat jałowej, płonej ziemi."

                                                    Adrian Leverkuhn podjął decyzję przeniesienia się do miasta Lipsk, gdzie pracuje jego mentor z lat szkolnych Kretzschmar. Czyli obydwoje znów się spotkają.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 19.03.25, 21:55
                                                    Dobry wieczór.

                                                    Kuhlmann by chyba Holendrem, z własnej woli zjawił się w Moskwie i nie Ruscy stoją za jego stosem.

                                                    Masz rację, książka nie ma słabych miejsc i aż mi wstyd z powodu mojej małostkowości, choć będzie jeszcze jeden odrobinę słabszy moment - z agentem muzycznym, ale spokojnie na to czekamy. Pozostałe miejsca nadrobią to w trójnasób albo jeszcze więcej.

                                                    W Lipsku sprawy nabiorą tempa, ale podejdź do tego z chłodem godnym Adriana.

                                                    Wczorajsze 3:6 bardzo obiecujące, a następne 2:2 po prostu zwycięskie z przesunięciem w czasie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 20.03.25, 20:03
                                                    Dobry Wieczór jd i jeśli czyta, od czasu do czasu Net pozdrawiam.

                                                    W Wikipedii znalazłam wzmiankę o Kuhlmannie i tam było napisane, że urodził się w Niemczech. To chyba jedyny filozof, który zginął na stosie ?

                                                    Wyobrażam sobie jak płonące ze wstydu masz policzki ;))))
                                                    Ta książka Tomasza jest w całkiem innym stylu, nie wiem, jak to nazwać, sercem i duszą pisana słowami namalowany obraz, słowami namalowana muzyka, tak by był czytelny dla czytelnika, żeby uruchomić jego zmysły i pobudzić do myślenia.
                                                    Tak podobają mi się jego zdania, które wypływają z pierwszego zdania, a trzecie z drugiego i tak leci kartka za kartką, a streścić nie idzie, to znaczy ja nie potrafię, żeby nie uchybić godności i uszanowania oraz podziwu do autora tekstu. Ta mądrość, te przeżycia, i te "ubieranie słowa w myśli" przy "dźwiękowych malowidłach", czy
                                                    "nie należy jednak powiedzieć ani o słowo za mało" :)

                                                    Dziękuję bardzo za: "Wczorajsze 3:6 bardzo obiecujące, a następne 2:2 po prostu zwycięskie z przesunięciem w czasie." - chyba nam powstaje poboczny filozoficzny wątek meczowy. Ja się nabiegam, a Ty klik, klik i zwycięstwo przesunołeś w czasie ;)))) Dobre to. Pamiętaj, że czas nie sprzyja mi, aby zwyciężać. Poddać się, to jeszcze gorzej.

                                                    Zaskocze Cię. Ja już wiem jaką polecisz mi następną książkę. Bardzo słynną. Ciekawe czy się domyślasz ?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 20.03.25, 20:21
                                                    Serenus Zeitblom - (przyjaciel Adriana) - "Mimo silnej krótkowzroczności zostałem uznany za zdolnego do służby wojskowej i miałem zamiar odbyć teraz rok owej służby w Naumburgu, w trzecim pułku artyrelii polowej."
                                                    "Rozstawaliśmy się z Adrianem już setki razy — odwróciliśmy się po prostu w dwie różne strony. Ja nie mogłem się powstrzymać od zaakcentowania naszego pożegnania, wymawiając jego imię, tak jak to miałem we zwyczaju. On tego nie uczynił, — So long — powiedział tylko — zapożyczył ów zwrot od Kretzschmara."

                                                    "Tu przytaczam list, który otrzymałem od niego w dwa miesiące po rozpoczęciu służby wojskowej." Jest to odpowiedź do wcześniejszego listu Serenusa wysłanego do Adriana. Odpowiedź napisana w stylu staroświeckim i jest oczywiście parodią i aluzją do dziwacznych przeżyć jeszcze w Halle, do językowych upodobań profesora Kumpfa.

                                                    Lipsk, piątek 1905
                                                    "Czcigodny, wielce uczony, drogi a łaskawy panie magistrze i ballisticusie! Dzięki Wam składamy uprzejme za troskę Waszą ............. (....)
                                                    ... pod kierunkiem Kretzschmara, któremu co parę dni zanoszę to, com już przestudyował i dokonał, aby mnie pochwalił lub zganił. Cieszył się niepomiernie ów człek, gdym tu przybył, i w ramiona mnie porwał, żem nie zawiódł jego nadziei."
                                                    "Pracowity jestem tedy, ba, niemal przeładowany i przeciążony przedmiotami, bo jeszcze słucham historii filozofii oraz encyklopedii nauk filozoficznych.
                                                    "Opiece boskiej Cię oddaję jako i wszystkie serca niewinne na świecie. "Sługa najbardziej uniżony" jak powiadano w Halle. - Psotą ową, sprośnym figlem i tym, co się pomiędzy Szatanem a mną dokonuje, zaciekawiłem Cię ponad miarę; nic tam nie było nad to, że ów posłaniec pierwszego dnia zawiódł mnie, gdy miało się ku nocy - człek ten, sznurem w pasie przywiązany, w czerwonej czapce i z szyldem mosiężnym, w pelerynie od deszczu, diabelsko gadający, jak wszyscy tutaj, a moim zdaniem zdradzający dalekie podobieństwo do naszego Schleppfussa z powodu bródki.
                                                    cdn jutro
                                                    Ściemnia się już, zapalają się światła, pustoszeją ulice, ja .....
                                                    dobranoc
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 20.03.25, 20:43
                                                    Tak, tak, Kuhlmann był Niemcem i to urodzonym we Wrocławiu. Natomiast pasje religijno-mistyczne zagnały go w pewnym momencie do Amsterdamu i to stamtąd trafił do Rosji, stąd to moje jego Holenderstwo. Jego trudno właściwie nazwać filozofem, ale był inny, bardzo znany i głośny filozof, który spłonął na stosie - Giordano Bruno.

                                                    Czas nie sprzyja już może naszym zwycięstwom, ale świadomość tego i delikatny, choć uczciwy opór wobec tego - to ciągle sytuuje nas w kręgu zwycięstw.

                                                    Niepokoi mnie, że wiesz lepiej ode mnie o następnej książce, bo ja jeszcze w ogóle nie wiem i będzie mnie to stresować, a w dodatku nie pamiętam co Ci w dawnych czasach polecałem (była "Czarodziejska góra"?). A właściwie (co powiem by Ciebie zaniepokoić) dobrze wiem, co Ci podpowiem i to będzie niedokładnie książka.

                                                    I także podrwienia dla nat.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 20.03.25, 20:46
                                                    Kurczę, nie znoszę takich literówek z pośpiechu: dla nat oczywiście POZDROWIENIA.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 21.03.25, 19:41
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Giordano Bruno, zwolennik Kopernika, oskarżony o herezję, po długim procesie został spalony żywcem na placu Campo di Fiori.
                                                    Zapomnieliśmy o astrologii. Kopernik miał szczęście.

                                                    Ja mocno remontuję i żyję w magicznym pyle wykuwania starej hydrauliki, a że ściany ceglane to pył ceglany.

                                                    Nie stresuj się książką. Już ją zamówiłam i jest w drodze. Mogę Ci podpowiedzieć, że Adrian ją poleca w rozdziale o Chopinie, wymieniając autorkę. Podpowiem, że mocno znana książka, a jeszcze bardziej film.
                                                    Adrenalina mnie trzyma czy ją czytałeś?
                                                    Odpowiedź już będzie w następnym moim wpisie. Czekaj cierpliwie :)
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 21.03.25, 19:53
                                                    "Ściemnia się już, zapalają się światła, pustoszeją ulice, ja zaś zmęczony jestem i głodny."
                                                    "Prowadzi mnie tedy przed dom jakiś w zaułku na tyłach głównej ulicy. Dzwonię, drzwi same się otwierają, korytarzem idzie mi naprzeciw wystrojona Madam i wita mnie, szczebiocąc czule a radośnie, jak kogoś z dawna oczekiwanego, wiedzie mnie szklistoskrzydłowych esmerald, skąpo odzianych, przejrzycie odzianych i spoglądają na ciebie wzrokiem pełnym oczekiwania i pożądania. Na mnie tak spoglądają, nie na Ciebie. Toć mnie ów człek, ów Schleppfuss z piwiarni, zawiódł do domu rozpusty! Naraz widzę naprzeciw siebie otwarty fortepian, przyjaciela, idę po dywanie prosto ku niemu i stojąc, uderzam dwa, trzy akordy, moduluję z H do C-dur, jak w modlitwie pustelnika w finale. Obok mnie staje brunetka w hiszpańskim staniczku i migdałowych oczach, Esmeralda i ramieniem głaszcze mi policzek. Odwracam się, odpycham kolanem stołek i toruję sobie odwrót z tych czeluści rozkoszy, mimo trajkocącej bajzelmamy, poprzez sień i dół po schodach na ulicę."
                                                    "Masz oto psotę, która mnie spotkała, opowiedzianą w całej rozciągłości (...)

                                                    Co myśli Adrian Leverkuhn o naszym Chopinie ?
                                                    "Gram dużo Chopina i czytam o nim. Lubię anielskość jego postaci, przypominającą Shelleya, osobliwy, niezmiernie tajemniczo zawoalowany, niedostępny, ewazywny i pozbawiony przygód charakter jego egzystencji, to pragnienie niewiedzenia o niczym, to odrzucenie materialnych doświadczeń, wysublimowany gatunek jego fantastycznie delikatnej a uwodzicielskiej sztuki. (....)
                                                    "Ta rozpaczliwa melodyjność przerasta wszystkie orgie Tristana - i to w intymności pianistycznej, nie jako krwawa bitwa rozkoszy i bez całej corridy teatralnego mistycyzmu .................
                                                    Oto list!
                                                    "Rozumie się samo przez się, że natychmiast to wszystko zniszczysz"
                                                    L A

                                                    Zauważyłeś jd, że Adrian, opisując Chopina cytuję : Lubię anielskość jego postaci, przypominającą Shelleya
                                                    Szukałam, kto to jest Shelley ?
                                                    I znalazłam! To jest Mary Shelley - autorka - Frankensteina - horror, no i filozoficzny." Wymowa powieści obraca się wokół dylematu moralnego równania się człowieka z Bogiem-stwórcą."
                                                    Czytałeś ?
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 21.03.25, 20:47
                                                    Zauważ, że wróciła w nowej postaci esmeralda (Esmeralda).

                                                    Tak, z Chopina możemy być naprawdę dumni, ale zwróć uwagę, że Schelley w tekście Manna pojawia się w rodzaju (gramatycznym) męskim, i to raczej nie może być Mary Shelley - autorka Frankensteina (nie czytałem, a może dawno, nie pamiętam), to chyba bardziej poeta angielskiego romantyzmu Percy Bysshe Shelley, wysoko ceniony (ale też nie czytałem), prawie jak Byron. Ale też poeta Shelley mocno był związany z Mary Shelley.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 21.03.25, 21:31
                                                    No popatrz się jd. Pisało tylko nazwisko, a na internecie pełno nazwisk i najbardziej pasował mi Frankenstei, który pasował mi do opisu muzyki czy osobowości Chopina, że taka fantastyczna i takie tam.... Zafascynowałam się i jednym i drugim. I jeszcze ten Frankenstei znany był w tamtych czasach. Będę miała o jedną książkę więcej w biblioteczce.
                                                    Tak prawdę mówiąc, to wyobraźnie każdy ma inną.
                                                    Teraz właśnie czytam najpiękniejszy rozdział autora o miłość Adriana i Esmeraldy i słucham Fugi Bacha . Jest to cudowny opis i nie ma tam momentów jakby wielu się spodziewało , jest tylko .... Posłuchaj Bacha i milczeć tylko można przy tak genialnym opisie Tomasza Manna.

                                                    Dobranoc jd
                                                  • steph13 Re: do jd .......... 22.03.25, 09:24
                                                    Dzień dobry. Z mojego podwórka: Percy i Mary Shelley byli małżeństwem, ona kilka lat starsza ale przeżyła małżonka, który utopil się w Morzu Śródziemnym w wieku bodajże 29:lat. Podczas gdy polscy twórcy tego okresu osiedlali się w Paryżu i bezpiecznie praktykowali patriotyzm na odległość, angielscy romantycy Keats, Shelley, Byron etc lubili Włochy a zwłaszcza Rzym i Florencja. Keats & Shelley Memorial Housem obok Spanish Steps w Rzymie ma piękną atmosferę tamtych czasów i bardzo wiele pamiątek. To tyle wtrąceń ode mnie. Pozdrawiam Was.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 22.03.25, 12:54
                                                    Tak jest, wszystko się zgadza, właściwie mogliśmy się spodziać głosu i tej encyklopedycznej precyzji nat. Błąd rity był drobny i w pełni zrozumiały, mniej więcej taki jak mój z Holenderstwem Kuhlmanna. A Frankenstein, choć obrobiomy przez kulturę masowa, może okazać się w wydaniu źródłowym nie aż tak bardzo daleki od Manna i przynajmniej niezłym deserem po Mannie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 22.03.25, 19:20
                                                    Dobry Wieczór Nat i jd

                                                    Przyjemnie było poczytać Waszą dyskusję i przyznam się, że chylę Wam czoła co do wiedzy. Nie wiem, jak to się stało, że Frankensteina połączyłam z Doktorem Faustem. Zachodzę w głowę i nie wiem, czasami nawet śmiechem parsknę, w jaki sposób tą parę mogłam skojarzyć. Może los sprawił psotę ?

                                                    Frankenstein jest w drodze, natychmiast go kupiłam zachęcona cudowną opinią:
                                                    "Książką zafascynowana jest moja koleżanka, a ja jestem zafascynowany koleżanką — więc czytam z zainteresowaniem"

                                                    A pamiętacie opinię o "Doktorze Fauście" ? Była taka:
                                                    "Jestem przeszczęśliwy. Będę to czytał aż do śmierci! "

                                                    Nat i jd, bardzo lubię mieszkania czy dom z pamiątkami. Tam siedzą wspomnienia. O każdej rzeczy możesz coś opowiadać, bo każda rzecz ma dla właściciela znaczenie. Nawet książka jest cenną pamiątką i ma swoją historię, za czym stanie na półce wśród innych książek. Każda coś mówi i ma swoje tajemnice. Teraz jak się tak rozglądam po pokoju, to mogłabym opowiadać i opowiadać o każdej znajdującej się rzeczy czy meblu.
                                                    Nie to, co teraz, kiedy idę w gości to meble nowoczesne, prościutkie jak drut, całkowicie zakryte, stół i krzesła na środku i pustkowie. Nie ma nawet co sprzątać, bo robot sam wyfroteruje. No i się siedzi przy tym stole i nie ma o czym mówić...... kulinaria, bo gospodyni musi się pokazać ;)))
                                                    No i Frankenstein będzie też wspomnieniem. Ale jestem też ciekawa, jakim językiem pisze autorka, bo film może być całkiem inny.
                                                    Na razie przed nami kawał drogi z Tomaszem Mannem.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 22.03.25, 19:32
                                                    Po przeczytaniu tego listu pisze Serenus tak:
                                                    "Ja wszakże byłem wstrząśnięty, więcej nawet, wprost wychodziłem z siebie. Wściekłość moja na wieść o plugawej psocie Schleppfuss docenta "Sługa najbardziej uniżony" z piwiarni nie miała granic. (....)
                                                    O tym, że tak właśnie było, dostatecznie świadczyły powtarzane przezeń pewne nauki Kretzschmara i nielekceważeniu roli zmysłów w sztuce i nie tylko sztuce."

                                                    Serenus wyobrażał sobie Adriana w tej sytuacji, odtwarzał sobie w myślach całą tę sytuację i pisze:
                                                    " Całymi dniami czułem dotknięcie jej ciała na własnym policzku, wiedząc przy tym ze wstrętem, z przerażeniem, że od tej chwili paliło ono jego twarz. Ponownie prosić mogę jedynie o to, aby widziano w tym rys charakteryzujący jego, nie mnie, że w wydarzeniu tym nie byłem w stanie dostrzec nic wesołego. Jeśli choć w najmniejszym stopniu udało mi się dać czytelnikowi wyobrażenie o naturze mego przyjaciela, musi on wraz ze mną odczuwać owo nieopisane pohańbienie, szydercze poniżenie i groźne niebezpieczeństwo zawarte w owym dotknięciu.
                                                    Byłem i jestem niezachwianie przekonany, że aż do owego dnia Adrian nie "tknął" żadnej kobiety. Lecz oto teraz kobieta jego dotknęła — on zaś uciekł."

                                                    I dalej pisze Serenus :
                                                    " W moich oczach Adrian umknąć nie zdołał i sam z pewnością krótko sądził, że uszedł. Duma jego ducha została zraniona przez zetknięcie z bezdusznym popędem. Adrian miał powrócić na miejsce, do którego oszust go zaprowadził."

                                                    "W Lipsku Adrian poddał się ponownie kierownictwu, wskazaniom i kontroli Kretzschmara, nie był już bynajmniej nowicjuszem w dziedzinie muzyki."
                                                    "Adrian donosił w swoim liście coś niecoś o swych gorliwych i licznych ćwiczeniach z kontrapunktu. Kretzschmar przykładał większą niemal jeszcze wagę do techniki instrumentalnej i kazał mu, orkiestrować wiele muzyki fortepianowej, część sonat, a nawet kwartetów smyczkowych, aby potem w długich debatach omawiać z nim jego prace, wytykać błędy i poprawiać je."
                                                    cdn
                                                    "Kiedy zwolniony już z wojska, znowu się z nim spotkałem, odnalazłem go zewnętrznie niezmienionego, w istocie jednak już napiętnowanego i ugodzonego strzałą losu."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 23.03.25, 08:49
                                                    Rita, żadnych wyrzutów i tłumaczeń w sprawie Frankensteina. To co najmniej to, co King albo fantastyka okołonaukowa, a więc co najmniej przyzwoita literatura. Dawniej sporo czytałem fantastyki naukowej i do dziś pamiętam na przykład "Dzień tryfidów" nie mówiąc o wielu świetnych kawałkach Lema albo braci Strugackich.
                                                    A teraz już los szykuje się na Adriana, choć i innym się nie dostanie.
                                                  • steph13 Re: do jd .......... 23.03.25, 09:08
                                                    Cześć Rita & JD. Po latach spędzonych na Anglistyce UW, w ubiegłym stuleciu (grrr), sporo wiedzy gdzieś się ulotniło na przestrzeni czasu ale jeszcze coś tam się kołacze w starczej głowie, zwłaszcza, że od blisko 50 lat mieszkam w kraju gdzie otacza mnie angielska kultura, obyczaje i styl życia. No i najbliższa angielskojęzyczna rodzina.

                                                    Niestety nie pociąga mnie specjalnie literatura tzw piękna, fikcyjna bo lubię żeby książki informowały mnie o prawdziwych ludziach, miejscach, wydarzeniach lub dostarczały lekkiego relaksu w momentach kiedy jest mi on potrzebny. Utwory, których czytanie mnie meczy odkładam na bok bo nie ma przymusu ich poznania.

                                                    Jeśli chodzi o Mann’a to w odległej przeszłości czytałam część jego prac o biblijnym Joseph, nie wiem dlaczego, ale po latach wypłynęło to gdzieś w mojej świadomości kiedy kilkakrotnie oglądałam z dziećmi na londyńskiej sceniemusical Joseph and his Amazing Technicolor Dreamcoat.
                                                    Frankenstein’a nie czytałam, ale … kiedy jedna z moich córek była w ostatniej klasie szkoły średniej, przygotowała i wygłosiła mowę na temat ( nie pamiętam dokładnie), “Obszerna wiedza i wybujała ambicja nie zawsze prowadzą do pozytywnych rezultatów”. Swoje stwierdzenia oparła właśnie na Frankenstein i angielskim powiedzeniu Curiosity Killed the Cat (ciekawość kota zabiła). Podobnie do mamy, dziecie lubiło filozofować chałupniczo, filozofia była później komponentem jej studiow w Oxford ale £££ przemówiły i pracuje w City.
                                                    Podziwiam Wasze wybory literackie i pełna jestem chwaly, dlatego podczytuję Wasze ciekawe wypowiedzi i analizy. Jeśli nie macie nic przeciwko temu to wtrącę się od czasu do czasu?

                                                    Zapomniałam dodać, że słowo Santolina było mi zupełnie nieznane ale podoba mi się bardzo jego brzmienie i jakby melodia , no i już teraz wiem co znaczy. Taki ładny wybór Rita. Santolina kojarzy mie się słuchowo z angielskim Semolina
                                                    (kasza manna) i Santorini ( piękne miejsce w Grecji). Or, takie wybryki podświadomości?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 23.03.25, 22:09
                                                    Dobry Wieczór Nat i jd

                                                    Przepraszam za spóźnienie, były Krystyny i trochę dłużej zabawiłam u koleżanki w Niepołomicach.
                                                    Pozdrowienia wiosenne przesyłam i wyjaśniam, że santolinę kupiłam w sklepie ogrodniczym, to taki skalniak z siwo-szarymi listeczkami i żółto kwitnący. Taka kępka przypominająca głowę staruszki i kupiłam to do ogrodu. Niestety nie przezimowała zimy i nie ma po niej śladu. Od 2009 roku taką pocztę posiadam. A po latach kiedy chciałam się zalogować na forum już niestety była rita zablokowana więc przeszłam na santolinę. Ponoć po polsku to oznacza święte zioło :)
                                                    Zobacz Nat, jak jd dobrze się trzyma i mimo martwego morza wokoło, bo tak spokojnego oceanu na forum nie widziałam, jd bezzmiennie przetrwał. Najstarszy nik na Forum Olsztyn.

                                                    Nat, a czy Ty bywasz w Polsce ?

                                                    Książki co poleca jd zawsze trafiają, bo mają w sobie jakieś mądre przesłania. A ja Wam powiem, że mój zięć pisze opowiadania fantastyczne i należy do klubu fantastyki, które wydają czasopismo Fantastyka. Jakoś mnie w to wciąga.

                                                    Dziś z raniutka byłam na mszy w pod ziemią w kopalni soli w Wieliczce. Co tydzień odbywają się zjazdy za darmo i zdecydowałam się zjechać pod ziemię, tak z ciekawości. Dawno nie zwiedzałam kopalni, a tu taka okazja. Powiem Wam, że niesamowite wrażenie. Przechodzi się do Kaplicy Kingi, przez ciemne korytarze idzie się obok ciemnego jeziora i czuje się taki chłód i niepokojącą ciemność oświetlona punkcikami. Msza też jest taka dziwna, jakby sztuczna i pachnąca obojętnością. Po mszy czeka się długo na windę też w podziemiach, że kiedy wyjechałam na powierzchnię, to poczułam, że jestem w żywym pełnym ruchu świecie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 23.03.25, 22:17
                                                    "Mówiłem już, że Adrian powrócił na miejsce, w które zawlókł go bezczelny ów posłaniec. A trzeba tu powiedzieć, że Adrian powrócił na owo miejsce z powodu pewnej określonej osoby; tej właśnie, której dotknięcie paliło jego policzek, owej "szatyny" w gorseciku, która zbliżyła się do niego przy fortepianie, a którą nazwał Esmeraldą; że ona była tą, której tam szukał — i że jej tam już nie znalazł.
                                                    Obsesja ta, tak fatalna, sprawiła, że opuścił owo miejsce po swojej powtórnej, dobrowolnej wizycie, ten sam co po pierwszej, niedobrowolnej, lecz upewniwszy się wprzód co do miejsca pobytu owej kobiety, która go dotknęła. Obsesja ta sprawiła później, że pod jakimś pretekstem muzycznym wyruszył w dość daleką podróż, aby swą pożądaną odnaleźć."

                                                    "Pojechał sam do Bratysławy, po węgiersku zwanej Pozsony. Do jednego z tamtejszych domów bowiem zawędrowała owa kobieta, której dotknięcie nosił, gdyż poprzednie miejsce pracy musiała opuścić dla kuracji w szpitalu, i w tym nowym miejscu pobytu odnalazł ją w swym opętaniu."
                                                    cdn
                                                    ----
                                                    Ten rozdział książki jest najpiękniejszy dla mnie. Autor opisał miłość w tak kulturalny i dostojny sposób, że ciarki przechodzą po skórze.
                                                    "Ręka mi wprawdzie drży przy pisaniu........ dobranoc :)
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 24.03.25, 18:40
                                                    Nat, dziękujemy za dobre słowo, wtrącaj się tu często i i bez skrupułów. Mnie santolina (wiem że to roślina) też kojarzy się z wyspą Santorini (nawet tam byłem).

                                                    Pozdrowienia dla zięcia rity, fantastyka naukowa jest (w dużej części) fantastyczna (czyli świetna), pewnie dziś trudna do uprawiania.
                                                    Naprawdę mój nik taki zasłużony? To ku czci Olsztyna, zwłaszcza wiadomego kawałka Olsztyna, ale właściwie całego.

                                                    Szaleństwo Adriana w związku z Esmeraldą przejmujące - i to w wielu znaczeniach. A to przecież jeszcze nie koniec.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 24.03.25, 19:06
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    jd, ja jeszcze tego symbolizmu tak nie czuję, a szczególnie zastanawiam się, co mają do tego wszystkiego prywatni doktorzy, do których udał się Adrian. Też cudowny rozdział i nie wiem, czy się śmiać, czy płakać, ale wszystkich usatysfakcjonuje doskonale i tych i tych. Cudownie opisuje to Mann. Tak obrazowo, jakby sam czytelnik był świadkiem tych doznań.
                                                    Jeśli możesz tłumaczyć tę symbolikę w odpowiednich momentach, to zachęcam, po każdym rozdziale. Na razie odbieram jako wspaniałą treść, kunszt pisarstwa i to jeszcze, że Mann bardzo dba o czytelnika. Czuje się jak prowadzona za rękę po muzeum życia Adraina Leverkuhna. Nic nie może uciec naszej uwadze.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 24.03.25, 19:24
                                                    "Ręka mi wprawdzie drży przy pisaniu, nie mniej w spokojnych i opanowanych słowach opowiem to, co wiem — pocieszany w pewnej mierze myślą o tym, że działo tu jednak coś podobnego do więzów miłości, co udzieliło duchowej poświaty zespoleniu tej drogocennej miłości z owym nieszczęsnym stworzeniem. Kojąca ta myśl jest wprawdzie nierozerwalnie złączona z inną, i to tym bardziej okrutnie, że miłość i trucizna zjednoczyły się tu raz na zawsze w straszliwym doświadczeniu: mitologicznej jedności, ucieleśnione w strzale.
                                                    Wydaje się zgoła, jakby w biednej duszy tej dziewki zakołatało coś w odpowiedzi na uczucie, jakie jej ofiarował młodzieniec. Niewątpliwie przypominała sobie jego ówczesne przelotne odwiedziny. Jej zbliżenie się do niego wtedy, pogłaskanie jego policzka nagim ramieniem, miało, być może, wyrażać w czuły, choć w prostacki sposób jej wrażliwość na to, co go wyróżniało spośród zwykłej klienteli. Z jego ust dowiedziała się, że odbył tę podróż dla niej, - i podziękowała mu za to, ostrzegając go przed swoim ciałem. Wiem to od Adriana: ostrzegała go i czyż nie można w tym dostrzec kryjącej się różnicy pomiędzy wyższym człowieczeństwem tej istoty a jej fizyczną powłoką, która stoczyła się do rynsztoka, spadła do roli nędznego przedmiotu użytkowego? Nieszczęsna ostrzegała przed "sobą" tego, który ją pragnął, oznaczało to akt jej swobodnego, duchownego uniesienia się ponad własną, pożałowana godną, fizyczną egzystencję, akt ludzkiego wyrzeczenia się jej, akt wzruszenia i niechże mi wolno będzie użyć tego słowa — akt miłości.

                                                    "Nigdy bez religijnego wstrząsu nie mogłem myśleć o tym uścisku, w którym jedna strona zatraciła zbawienie, druga zaś je odnalazła. Nieszczęśnicę musiała przeniknąć oczyszczająca i usprawiedliwiająca rozkosz, że oto przybyły z daleka odmówił zrezygnowania z niej, nie bacząc na wszelakie niebezpieczeństwo; i chyba całą słodycz swej kobiecości ofiarowała mu w zamian za to, co się dla niej ważył. Sądzonym było, aby nie zapomniał o niej, lecz i ze względu na nią samą nie zapomniał ją nigdy, on, który już nigdy jej nie ujrzał."
                                                    ---------------
                                                    Po tym wszystkim Adrian skomponował najpiękniejsze kompozycje trzynastu pieśni do słów Brentano, owym rozdzierającym serce śpiewie: Dziewczyno miła, jakże jesteś złą...., który całkiem tym jest przepojony, potem w jego dziele, gdzie śmiałość i rozpacz w tak niezwykły sposób są ze sobą splecione, w "Lamencie dr Fausta."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 25.03.25, 16:50
                                                    Symbolizm to rzecz skomplikowana, ale też trochę przeszacowywana, zwłaszcza jak ma się przypuszczenie, że za symbolami kryje się jakaś zagadka do rozwiązania, a nawet jednoznacznego rozwiązania. Tak raczej nie jest - porządne symbole raczej czynią sprawę symbolizowaną niejasną, tajemniczą, nawet nierozwiązywaną, a doraźnie wyłapywaną w symbolu.
                                                    W tych kwestiach przywołanych z Manna nie doszukiwałbym się jakiegoś symbolizmu, choć mogę nie mieć racji. Ci lekarze, sprawa z Esmeraldą to konsekwencja, ciągłe zagrożenie i przypominanie Adrianowi, że ma być zimny, zdystansowany, nie angażujący się uczuciowo, że to cena za geniusz muzyczny, co będzie dalej postępować. Miałbym więc raczej nastawienie realistyczne, a nie symboliczne, zwłaszcza jeśli byś przypuszczała, że to symboliczne sprawnie i udanie rozwiązuje sprawy.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 25.03.25, 19:38
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Ok. Szeroko się rozpisałeś, rozumiem, że nic nie ma w symbolice lekarzy ani Esmeraldy. Lecz już w opisach oczów bohaterów, gdzie najczęściej opisane są, w kolorach mogą mieć jakiś ukryty symbolizm. Nie wiem, dlaczego tak szczegółowo je opisywał? Czerwone oczy, niebieskie oczy, czy szaro-niebiesko-zielone. To dlaczego autor tak szczegółowo opisuje oczy skoro, Adrian uznaje tylko słuch? Wzrok dla niego nie jest taki ważny jak słuch.

                                                    A dziś mocna walka była. Przegrałam 7:5, a miałam 5:3. Za dużo psuje piłek. Za to bardzo dobrze grają Świątek i Magda Linette, choć ma już 35 lat i cierpliwie doczekała się sukcesu, bo jej życzę tego.

                                                    Teraz idziemy do lekarzy — zapraszam :))))
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 25.03.25, 19:48
                                                    "Pięć tygodni po ponownym podjęciu studiów muzycznych i filozoficznych lokalna przypadłość zmusiła go do szukania opieki lekarskiej. Specjalista, do którego się zwrócił, nazwiskiem dr Erasmi — Adrian znalazł go w książce adresowej — był człowiekiem potężnej tuszy, o nerwowej twarzy i czarnej bródce. Doktor sapał więc nieustannie w trakcie badań, po czym opowiedział się za koniecznością energicznej i dość długotrwałej kuracji, do której też zaraz przystąpił. Przez następne trzy dni Adrian odwiedzał go dla kontynuowania owej kuracji; po czym Erasmi zarządził trzydniową przerwę i zamówił go na czwarty dzień. Lecz kiedy pacjent — który zresztą nie odczuwał żadnych dolegliwości — udał się do niego ponownie o wyznaczonej porze, o czwartej po południu, spotkało go coś zgoła nieoczekiwanego, a przerażającego.

                                                    Podczas gdy poprzednio, wdrapawszy się po stromych schodach na trzecie piętro nieco ciemnego domu na Stary Mieście, musiał zawsze dzwonić do drzwi mieszkania, które otwierała mu służąca, tym razem zastał owe drzwi szeroko otwarte, a podobnie rzecz się miała z drzwiami wewnątrz mieszkania: otwarte były drzwi poczekalni, a stamtąd drzwi gabinetu, otwarte nadto drzwi na wprost, do dwuokiennej bawialni. Tak, tutaj nawet i okna były na oścież otwarte, zaś wszystkie cztery firanki, wydymane i unoszone przeciągiem, wzlatywały na przemian w głąb pokoju i na powrót w nisze okienne. Pośrodku wszakże leżał dr Erasmi z zadartą bródką i ciężko opuszczonymi powiekami, leżał w białej koszuli z mankietami, na ozdobnej chwaścikami poduszce, w otwartej, ustawionej na dwóch kozłach trumnie."

                                                    Nigdy nie zdołano wyjaśnić, jak się to stało, dlaczego zmarły leżał tak samotnie, w przeciągu. Gdzie się podziali wszyscy ludzie z zakładu pogrzebowego, aby zaśrubować trumienne wieko. Czy wyszli kiedy on weszedł?

                                                    "Gdy przyjechałem do Lipska, Adrian zdołał mi jedynie opisać zamieszanie, z jakim na ten widok zbiegł z trzeciego piętra i wziął to za zły omen.

                                                    Muszę teraz zakomunikować, że drugi wybór lekarza jest..... równie straszny...

                                                    -----
                                                    Teraz wiem, skąd pochodzi ten horror, aby straszyć dzieci. Pamiętacie ?
                                                    Była ciemna , ciemna noc, a w tej ciemnej, ciemnej nocy stała ciemna, ciemna chata, a w tej ciemnej, ciemnej chacie, stał ciemny, ciemny stół, a na tym ciemnym stole stała ciemna, ciemna trumna, a w tej ciemnej, ciemnej trumnie był.... i tu z hukiem wrzeszczy na cały głos — DUCH! I wszyscy w krzyk, w strachu po kontach się rozbiegaliśmy. Tak w Olsztynie straszyliśmy się wzajemnie jako dzieciaki.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 25.03.25, 19:57
                                                    jd, a kto powiedział, że Adrian ma być zimny ? Przecież do tej pory nie poznaliśmy jeszcze diabła, a raczej widzieliśmy zakochanego Adriana w objęciach Esmeraldy.
                                                    On sam tylko mówił wcześniej, że woli być zimny niż ciepły.

                                                    dobranoc jd
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 26.03.25, 08:00
                                                    O tym chłodzie Adriana sama pisałaś jakiś czas temu, ale to chyba było właśnie w wypowiedzi albo liście samego Adriana i o sobie samym. Ten chłód nabierze za jakiś czas mocniejszego, uwikłanego w diabelskość i napędzającego dla książki wymiaru, a ja się nieco z tym pospieszyłem. Sama widzisz, że to Ty jesteś bliżej z dziełem Manna, a ja bardzkiej z doskoku i we wspomnianym już pośpiechu.

                                                    Jeszcze o symbolu. Mnie się wydaje, że symbol to takie coś, co się sobą nie tłumaczy, ale nakazuje zajrzeć poza to coś, na jego drugą stronę, ale jeżeli się oczekuje, że tam, po drugiej stronie wszystko się rozjaśni i okaże, to się na tym przejedziemy. Tam jest jeszcze trudniej, tajemniczo, choć pasjonująco i nie da się tego łatwo zastąpić, natomiast są pokusy, by to jakoś ujednoznacznić i sprowadzić do rozwiązania rebusu czy krzyżówki.

                                                    Linette jednak przegrała, ale jakoś bardziej lubię jej zwycięstwa niż Igi Świątek. Swoją drogą dawnymi czasy 30-letni sportowiec kończył karierę albo już-już się do tego zbliżał, teraz trwa to do lat 35, a często i pod 40-tkę.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 26.03.25, 20:44
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Z dziełem Manna to zaczyna się to wszystko komplikować i staje się coraz trudniejsza. Sama rozmowa z diabłem jest nie do pisania, choć jest bardzo, bardzo interesująca, właściwie bardzo ważna to rozmowa, no i te rozważania historyczne też. Muszę to wszystko przemyśleć, co jest ważne, a co można ominąć, ale wtenczas może to być niezrozumiałe. Wpadam w takie pułapki. Ale też nigdzie nam się nie śpieszy, ucztą należy się delektować jak najdłużej :)

                                                    Masz rację i jasno wyjaśniłeś symbol. Jeśli ktoś by się uparł, że powiedzmy kolor czerwony to symbol miłości, to czerwone róże wręczone kobiecie musiałyby oznaczać miłość między wręczycielem a obdarowaną, przy czym to wcale nie oznacza, że ich coś łączy. Choć słowo "symbol" jest często używane i nadużywane w różnych sytuacjach, dlatego nie ma co się nim przejmować.

                                                    Mój kierownik kortów, a zarazem pierwszy trener, który ma tablicę pamiątkową, na kortach byłby bardzo szczęśliwy, doczekawszy się takich sukcesów nie jednej Polki, ale już kilka na wysokich pozycjach światowych. Za to pamiętał jeszcze Jędrzejowską i marzył o drugiej takiej.
                                                    Wydaje mi się, że po wygraniu tylu turniejów i odniesieniu dużego sukcesu Iga Świątek zrobiła swoje i nie czuję, by więcej dała rady. Nam się ona już znudziła, bo robi się coraz bardziej problematyczna. Coś z nią się dzieje. Za to Linette walczyła, mimo że jej nie szło, nie podawała się i ten sukces jest nagrodą. Podziwiam ją za to, że jej się jeszcze chce. To nie jest wygodne życie to wielka uporczywa praca, żeby trzymać taką formę. Przypuszczam, że to jest dla niej normalne zarabianie. Świątek przegrała teraz i wcale nie jestem zaskoczona, jak piszą w gazecie "szokująca przegrana". W sporcie tak jest, że się raz jest na wozie, a raz pod wozem. Najwidoczniej Świątek nie jest Martiną Navratilovą, Chris Evert, Steffi Graf z mojego pokolenia. Nigdy nie widziałam, jak grają.

                                                    To idziemy do Manna , drugi lekarz czeka.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 26.03.25, 20:52
                                                    "Z tajemnym wstrętem i zwalczając nierozumne przerażenie, muszę teraz zakomunikować, że drugi wybór, jaki Adrian uczynił, stał pod bliźniaczo złą gwiazdą. Potrzebował dwóch dni na ochłonięcie po doznanym szoku.
                                                    Potem, znów jedynie na podstawie lipskiej książki adresowej, udał się pod opiekę niejakiego doktora Zimbalista, mieszkającego przy jednej z ulic handlowych przy rynku. Na parterze tego domu znajdowała się restauracja, nad nią skład fortepianów, część zaś drugiego piętra zajmowało mieszkanie owego lekarza, którego porcelanowy szyld już w bramie rzucał się w oczy." (...)
                                                    "Stała się oto rzecz następująca. Adrian poddał się już dwukrotnie zabiegom u swego drugiego lekarza i poszedł do niego trzeci raz. Wchodząc na schody, między piętrem pierwszym a drugim, spotkał tego, do którego podążał; szedł on naprzeciw niego w asyście dwóch krzepko zbudowanych mężczyzn o zsuniętych z czoła melonikach. Doktor Zimbalist miał oczy spuszczone, jak człowiek, który idąc po schodach, wypatruje stopni. Przegub ręki bransoletą i łańcuszkiem złączony miał z przegubem jednego ze swych towarzyszy. Podniósłszy wzrok i poznawszy swego pacjenta, doktor skrzywił się kwaśno, z drgającym policzkiem, skinął głową i powiedział: "Innym razem". Adrian, przycisnąwszy się plecami do ściany, stanął frontem do owej trójki, przepuścił ją w osłupieniu, chwilę spoglądał za schodzącymi, po czym sam zszedł ze schodów ich śladem. Zobaczył, że wsiedli do czekającego przed domem samochodu i odjechali w szybkim tempie."

                                                    I finał jest piękny :)
                                                    "Tak to, po pierwszej przerwie, skończyła się dalsza kuracja Adriana u doktora Zimbalista. Muszę tu dodać, że nie zatroszczył się on o ukryte przyczyny drugiego niepowodzenia, na równi zresztą jak o osobliwe okoliczności, związane z pierwszym. Czemu aresztowano Zimbalista, i to właśnie o godzinie, na którą go zamówił — to Adriana nie zajmowało. Kuracji jednak przerażony, już potem nie pojął, nie zwrócił się do trzeciego lekarza. Tym bardziej że lokalne owo schorzenie nawet bez dalszej kuracji niebawem zagoiło się i znikło, a — o czym mogę zapewnić i czego gotów jestem bronić wobec wszelkich wątpliwości ze strony fachowców — nie wystąpiły również absolutnie żadne wtórne symptomy."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 27.03.25, 08:32
                                                    Te obydwie historie z lekarzami - nadzwyczajne i literacko, i treściowo. A ich siłą jest moim zdaniem realizm - że tak jak najbardziej mogło być, bo realność jest niewyczerpana w swej pomysłowości. Mann jest coraz bardziej skomplikowany, ale wiedz, że czekają Cię również rzeczy prawdziwie atrakcyjne.

                                                    Iga niespodziewanie przegrała (i jakoś bez komentarzy, że została zmieciona, albo upokorzona, albo zdemolowana, albo rozgromiona, tylko, że niespodzianka, ewentualnie sensacja), ale najgorsze, że ona tak trudno daje się polubić. Wracając do dawnych lat w tej dziedzinie, to ja najbardziej ceniłem tenisowa i lubiłem osobowościowo Monikę Seles, którą spotkała wiadoma okropna historia, i gdyby nie ta historia, to zapewne byłaby na szczytach wszystkich zbiorczych klasyfikacji.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 27.03.25, 19:39
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Nie mogłam się dzisiaj oderwać od książki, właśnie trafiłam na taki wątek walczących przyjaciół o jedną kobietę. No niesamowity jest dialog między przyjaciółmi i co tu pisać jak czytanie, to samo piękno, przewyższające według mnie piękno tej kobiety, choć ona ma przepiękne czarne oczy i cała jest cudownością, której autor poświęcił na opis prawie, nie przesadzę, chyba trzy strony książki.
                                                    Faktycznie, tę książkę można czytać do śmierci, a to dlatego, że śpieszę się ją przeczytać, by zacząć od nowa ją czytać, no taka jest ta książka :)

                                                    Monica Seles, pamiętam ją. Była leworęczną i grała forhend i beckend oburącz. Musiała się przy tym bardzo nabiegać, bo zasięg rąk jest krótszy. Kibic Steffi Graf ugodził ją nożem na korcie. Dobrze, że z tego wyszła i grała dalej, ale już z tym piętnem.
                                                    Pamiętam też taką Jennifer Capriati, najmłodsza zawodowa tenisistka, która odnosiła duże sukcesy. Miała 13 lat, jak już była znana, ale była też bardzo niesforna. Oskarżono ją o kradzież, narkotyki czy pobicia.
                                                    Krótko grała, ale doskonale.

                                                    To zabieramy się do pracy nad Adrianem :)
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 27.03.25, 19:53
                                                    Serenus Zeitblom" - przyjaciel Adriana powraca z wojska i pisze:

                                                    "A kiedy przywrócony, życiu cywilnemu, przybyłem do Lipska, odnalazłem mego przyjaciela niezmienionego ani fizycznie, ani psychicznie."
                                                    - Przybywasz w samą porę — powiedział Adrian, siadając do stołu — Kwartet Schwerdffgoscha gra dziś wieczorem Opus 132. Pójdziesz za mną ?
                                                    - Pójdę, jak stoję — odparłem. - Miło mi będzie po tak długiej przerwie usłyszeć znowu owo lydijskie "dziękczynienie ozdrowieńca"
                                                    - Ten puchar — rzekł — wychylam z każdą ucztą. Łzy napływają do oczu! - I jął rozprawiać o gamach kościelnych i tonalnym systemie.

                                                    "Mówił, iż czuje wielką satysfakcję na myśl, że to właśnie astronom i matematyk, Klaudiusz Ptolemeusz sporządził najlepszą ze wszystkich znanych gam, gamę naturalną, czyli prawdziwą. Dowodzi to na nowo, mówił, pokrewieństwa muzyki z astronomią, tak jak już tego dowiodła pitagorejska nauka o kosmicznej harmonii."

                                                    Lipskie lata Leverkuhna
                                                    W Lipsku, dzięki znajomościom Kretzschmara, Adrian zdołał szybko nawiązać nowe znajomości.
                                                    Był tam coś w rodzaju klubu cyganerii, grupa młodych inteligentów w lokalu "Café Central". Byli wśród nich studenci konserwatorium, malarze, pisarze, wydawcy, adwokaci , aktorzy i inni.

                                                    "Rudiger Schildknapp — anglista i literat, poeta, tłumacz; Ślązak. Znacznie od nas starszy, chyba już po trzydziestce i był jedynym, z którym Adrian się zbliżył, ja także się zbliżyłem. A to, że krytycznym okiem obserwowałem przy tym tego człowieka, którego Adrian zaszczycił przyjaźnią."
                                                    "Mówiłem już o poczuciu niezależności Schildknappa. Był jednocześnie sługą wielu panów i miał w sobie coś z pieczeniarza. Dlaczego, był zresztą, w swojej trudnej sytuacji materialnej, nie miał ciągnąć korzyści ze swego dobrego wyglądu i towarzyskiego powodzenia? Przyjmował często zaproszenia, jadał obiady w różnych lipskich domach."
                                                    "Nigdy nie widziałem, żeby śmiał się tyle, i to aż do łez, jak podczas spotkań z Rudigerem Schildknappem. Jako prawdziwy humorysta potrafił Schildknapp nawet z najbardziej niepozornych rzeczy wydobyć natychmiast nieodparty komizm."
                                                    "Nie wspomniałem jeszcze o tym, że oczy jego miały zupełnie tę samą barwę co oczy Adriana. Przedziwna to nawet była wspólnota; wykazywały bowiem dokładnie jednakową szaro-niebieską-zieloną mieszaninę barw i nawet identyczną rdzawą obwódkę wokół źrenic można by stwierdzić u obydwu. I choć by to brzmiało, nie wiem jak osobliwie, zawsze zdawało mi się tak poniekąd dla własnego uspokojenia, jakby śmiechem opętana przyjaźń Adriana z Schildknappem miała jakiś związek z tą jednakową barwą ich oczu — co równało się myśli, że polega ona na równie głębokiej, co pogodnej obojętności. Nie potrzebuję chyba dodawać, że zawsze zwracali się do siebie po nazwisku i per "pan."
                                                    --------
                                                    lydijskie "dziękczynienie ozdrowieńca"- od im. Lydia — nawróciła się do Boga ? Dobrze znalazłam tłumaczenie ?
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 27.03.25, 20:38
                                                    Też pamiętam Capriati, a nawet Tracy Austin, ale Monika była najważniejsza i miała taki energiczny, a zarazem pełen uroku sposób chodzenia, no i wszelkie inne zalety.

                                                    Teraz u Manna pojawią się rozliczne pasjonujące postacie, nadzwyczajne osobowości, zaplątane intrygi, a nawet śmierci, nawet straszne śmierci, przy których śmierć jednego z lekarzy to sytuacja niemal spokojna i standardowa. A na ewentualne drugie czytanie będę miał niespodziankę.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 28.03.25, 19:49
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Ooo bardzo zaintrygowała mnie ta niespodzianka. Możesz już ją rozpakować :)

                                                    A pamiętasz Argentynkę Gabriela Sabatini i jej perfumy? Głośna reklama była soczystych nut owocowych w tych perfumach. Jej imieniem i nazwiskiem nazwano nową odmianę róży. A ja interesuję się różami i ich nazwami.
                                                    Mam m.in. różę wielokwiatową "Balerina" - nie budziły zainteresowania klientów. G. Thomas skomentował to uszczypliwie - "Czy gęś zainteresuje się najpiękniejszym łabędziem"
                                                    Jest też róża "Błękitna Rapsodia" - rapsody-in-blue Gerswin. Ciekawe są te nazwy.
                                                    Jest też róża "Gloria Dei "— "zwycięstwo" i chcę Ci zakomunikować, ze już, już dobiegam do mety. Jestem zszokowana, że autor, dość, że tak pięknie pisze, klecąc zdania tak niepospolicie cudownie, to jeszcze potrafi trzymać w napięciu i je tak stopniować, że zbliżając się do końcowego finału.... nie wiem, co będzie, ale wszystkiego można się spodziewać i wyzwolonej muzyki i ukończenia pracy jeszcze przed rozpoczęciem samej kompozycji. Mówisz o śmierci "Echa", tak to strasznie bolesne było.
                                                    Jedynie, z czym nie mogę sobie poradzić to z osią czasu niektórych zdarzeń.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 28.03.25, 20:00
                                                    " Podróż Adriana do Grazu, którą podjął nie dla samego podróżowania, przerwała monotonny tryb życia. Podobną przerwą była podjęta wspólnie z Schildknappem wycieczka nad morze, za której owoc można uznać ów jednoczęściowy obraz symfoniczny. Z tym zaś łączy się trzeci z kolei wyjątek, podróż do Bazylei, którą odbył w towarzystwie swego nauczyciela Kretzschmara, aby uczestniczyć w koncertach barokowej muzyki sakralnej, organizowanych przez bazylejski zespół wokalny w kościele Św. Marcina, w których Kretzschmar miał wykonać partię organową."
                                                    "Podobny koncert odbył się w Genewie, gdzie Wendell Kretzschmar zdołał dzięki swym stosunkom uzyskać umieszczenie w programie "Fosforescencji morza" Adriana — utworu młodego Niemca, co było wyjątkiem. Dla Adriana było to zupełną niespodzianką; Kretzschmar bowiem nie odmówił sobie przyjemności pozostawienia go w niewiedzy. Adrian nic nie przeczuwał nawet i wtedy, gdy jechał już ze swym nauczycielem na próbę z Bazylei do Genewy. A potem rozbrzmiało pod batutą pana Ansermeta jego własne "leczenie korzeni", owa porcja mrocznie migotliwego impresjonalizmu, który sam już przy pisaniu, nie traktował serio, zaś przy krytycznym jej wykonaniu siedział jak na rozżarzonych węglach."
                                                    ----------
                                                    "Fosforescencja morza — to zjawisko, w którym woda świeci zielono lub zielononiebiesko. Powstaje ono dzięki bioluminescencji niektórych morskich organizmów, takich jak bakterie, pierwotniaki, meduzy i osłonic."

                                                    Uciekam czytać dalej
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 28.03.25, 20:45
                                                    Wiem, że nie powinienem mówić o tej niespodziance, ale skusiło mnie, gdy napisałaś o drugim czytaniu Manna. Może jednak poczekamy z nią i będziesz miała ją w zapasie, gdy już dotrzesz do końca (bez pośpiechu i harmonijnie - masz przecież remont - choć ze sporymi emocjami gwarantowanymi przez Manna).

                                                    Kurczę, skąd wiesz o śmierci Echa? Myślałem, ze pojawi się tu niespodziewanie na samym końcu zmuszając nas do łez i szlochów.

                                                    Pamiętam Sabatini. Uchodziła za piękność, ale była jakaś za duża za ciężka, ciągle rozbiła wrażenie zmęczonej, no i te perfumy pewnie sprawiły, że nigdy nie wspięła się na nawet umiarkowane szczyty.

                                                    Błękitna rapsodia i w ogóle Gershwin - bardzo dobre, no i otwarte na "zwykłego człowieka".
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 29.03.25, 20:39
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Dziś skończyłam czytać książkę. To było tak, jakbym oglądała film. I kiedy się skończył, to siedzę dalej w bezruchu i bez słów, pogrążona w myślach. Zastanawiam się, czy wszystko zrozumiałam. Czy dobrze poukładałam los Adriana.
                                                    Życie i śmierć Nepomuka to piękno połączone z wielkim dramatem. Nie było łez ani szlochania, lecz coś gorzej, serce i dusza się rozrywała z rozpaczy. Niesamowite to jak, niesamowicie doskonała jest ta książka. Za czym będę powtórnie śledzić los Adriana, bądź jd odważny i pokaż mi tę niespodziankę, na którą z ciekawością czekam i zapracowałam :)
                                                    Tym bardziej że nie postawiłam sobie szampana, jak pisałam wcześniej, a jedynie małe piwko Łomża.

                                                    Właściwie to dzięki remontowi tak szybko skończyłam czytać, bo kiedy kuli ściany, ja nic nie miałam do roboty. Najgorzej będzie po remoncie, bo to sprzątanie, układanie i tak dalej. No i doszła dziś jeszcze działeczka, szczególnie przycinanie roślin, dokupiłam porzeczkę czerwoną i czarną, jedną jabłonkę papierówkę.
                                                    A co do róż to jeszcze jest róża Chopin. A wiesz, że przy różach jest dużo roboty.
                                                    A najgorsze jest ta zmiana czasu. Czeka mnie przestawianie zegarków i nigdy nie wiem, czy wskazówka do przodu, czy do tyłu. Poczekam do rana.
                                                    Pamiętasz jak, elf Echo mówił: "branoc"
                                                    Jest też róża pnąca "Elf", zobacz w googlach jaka cudowna. Miałam ją też przemarzła. Elfy są bardzo wrażliwe i na mrozie często marzną.
                                                    No to "branoc"
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 29.03.25, 20:47
                                                    "Przez cztery i pół roku swojego pobytu w Lipsku zajmował Adrian nadal swoje dwupokojowe mieszkanie, gdzie znowu przyczepił nad pianinem swój "magiczny kwadrat". Słuchał wykładów filozofii i historii muzyki, czytał i robił wyciągi w bibliotece i przynosił Kretzschmarowi swoje kompozytorskie ćwiczenia do oceny."
                                                    "Lecz uczeń taki jak Adrian nie potrzebował w zasadzie żadnego korektora i mistrza. Świadomie przynosił mu rzeczy niegotowe, aby wysłuchać o nich tego, co sam już wiedział i ubawić się tym artystycznym rozsądkiem nauczyciela."

                                                    I tutaj koniecznie muszę zamieścić, co oznacza słowo:
                                                    "strawestować" - «przerobić utwór literacki o charakterze poważnym na żartobliwy»
                                                    oraz "niewinność" - cecha kogoś, kto nie doświadczył zła i postępuje uczciwie.

                                                    Adrian zaczął bowiem tworzyć dzieła..." które jako strawestowana niewinność przyznałyby się do tego stanu świadomości, z którego pokładów zostało wydobyte!
                                                    "Biedny mój przyjaciel dał sobie pewnego dnia, a raczej pewnej nocy dokładnie wyłożyć sprawy tu ledwie napomknięte, i to wyłożyć straszliwymi usty, przez przerażającego pomocnika. Istnieje protokół tej rozmowy i w odpowiednim miejscu go przytoczę."

                                                    Tutaj pewnie chodzi o spotkanie z diabłem. I do tego dojdziemy później.

                                                    Adrian tworzył debiutanckie utwory. Stworzył trzynaście pieśni do słów Klemensa Brentana." Pieśni te miały tytuły "Dziewczyno miła", "Weseli muzykanci", "Myśliwy i pasterz", "Warzy babula wężową strawę", "Mario, gdzie w gościnie byłaś", "Ach, biada, pani matko, biada", które z niewiarygodnym kunsztem wczuwania się wyczarowuje najmroczniejsze ostępy niemieckiej pieśni ludowej. Rzecz bowiem ma się tak, że ta świadoma, prawdziwa i aż przemądrzała muzyka bez ustanku i w boleściach zabiega o względy ludowej melodii."

                                                    "Kretzschmar, jeszcze zanim opuścił Lipsk, aby objąć stanowisko pierwszego kapelmistrza teatru miejskiego w Lubece, zatroszczył się o wydanie drukiem tych brentanowskich pieśni."
                                                    Niestety Adrian uparł się przy wydrukowaniu, że odtwarzanie dzieła na koncertach i imprezach dozwolone jest tylko za zgodą autora i tylko w całości, przy wykonaniu wszystkich trzynastu utworów, co przyczyniło się do znacznych trudności w rozpowszechnieniu ich."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 30.03.25, 09:01
                                                    Jestem zupełnie zaskoczony, że dobrnęłaś do końca; myślałem, że jesteśmy około połowy, że jest jeszcze - przed historią Echa, która rzeczywiście przekracza łzy i szlochy - historia Klaryssy i Inez oraz pięknej pani Godeau, która zdołała ujść losowi.

                                                    A teraz niespodzianka: wejdziesz na Allegro i tam znajdziesz audiobook "Gustaw Holoubek czyta Doktora Faustusa", no i zakupisz go (chyba ok. 25 zł plus 10 dostawa). Jest niesamowity, równie świetny jak książka do czytania. Ja nie jestem miłośnikiem audiobooków ale ten jest nadzwyczajny (jest jeszcze jeden taki: "Anna Polony czyta Annę Kareninę"). Obydwa audiobooki są z serii dodawanych kiedyś przez Gazetę Wyborczą do gazety (choć odpłatnie). Przyznasz, że niespodzianka zapowiada się wyjątkowo; wprawdzie jest wolny kraj i może Ci się nie spodobać, ale chyba raczej się spodoba. Bardzo na nią zapracowałaś. Tak więc na przyszłość: miłej drugiej lektury i pierwszego słuchania.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 30.03.25, 20:26
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Niespodzianka iście z XXI wieku — audiobook i to w wykonaniu Gustawa Holoubka to godne arcydziała. To musi być moc, godna mistrza jednego i drugiego. Wspaniała niespodzianka tylko, że z rozpakowaniem mam kłopot, potrwa to dłużej, aż do sierpnia, kiedy to przyjadą młodzi i wniosą mi ją do domu, rozpakują i wszystko nastawią. To się nazywa w gwarze młodzieżowej — zakup full wypas!
                                                    Nie jestem nowoczesna, zostałam z techniką bardzo w tyle. Nie używam kart płatniczych, a w telefonie nie mam internetu, jestem całkiem do tyłu, ale za to żyję po swojemu, lepiej — uważam, że jestem wolna od tych zakłóceń i dodatkowych stresów życia.
                                                    Oczywiście, że niespodziankę przyjmuję z radością. I jak to jedna z opinii z książki brzmiała: Audiobookiem zafascynowany jest mój kolega, a ja jestem zafascynowana kolegą — więc posłucham z zainteresowaniem! ;)))
                                                    Na sierpień przyjeżdża do mnie Paulina, to wszystko mi wyjaśni, bo ona pisze swoje podręczniki z języka angielskiego i sprzedaje audiobooki, chyba coś takiego. Nie wtrącam się w te sprawy. Ja pilnuje interesów, takich przyziemnych. Nic się u mnie nie zmieniło jd, dalej siedzę przy stacjonarnym laptopie i nigdzie go nie noszę i nie wynoszę. Używam go do pobierania rachunków i ogłoszeń. Nie zaglądam na x czy fejsbuki. A teraz zaglądam do Olsztyna. Nie siedzę już na internecie, ograniczam go do minimum, a ten czas wykorzystuję na codzienne życie w realu.

                                                    Co do książki "Doktor Faust" przeczytałam, o dziwo szybko, bo mnie wciągała, a i remont dopomógł. I czuję się ta, jakbym dalej ją czytała. Nastała taka pustka, nieruchoma cisza. Książka gruba w grubej pozłacanej oprawie leży na miejscu, w którym ją skończyłam czytać i się nie może ruszyć. Ja też nie mam ochoty ją ruszać i położyć ją na centralne miejsce biblioteczki. Po prostu leży na stole w salonie i spokojnie oddycha umęczona czytaniem, choć nie zniszczona, bo karteczki były przewracane bardzo starannie i delikatnie, by ją nie skrzywdzić i zachować jej majestatyczną piękność. Patrzę na nią, popijając poranną kawę i czekam w zadumie co dalej ?

                                                    Historia Echa była dla mnie najstraszniejsza, przeżywałam ją bardzo mocno, dlatego, że wiem, co to znaczy mieć zapalenie opon mózgowych. Wiem, bo moja starsza córka przeszła tę chorobę w I klasie szkoły podstawowej. Przeżyłam to strasznie i dla mnie ta choroba stanowiła zagadkę. Było to tak, że córka jak i inne dzieci chodziły na religię, jeszcze w salce kościelnej były te lekcje. Siostra zakonna na pewnej lekcji prosiła dzieci, by pojedynczo podchodziły do krzyża i ucałowały nogi Jezusa. Dzieci podchodziły, a ja poprosiłam siostrę zakonną, by zwolniła z tego moją córkę, bo może się zarazić, bo tak wszyscy .....
                                                    Wtenczas rodzice mogli być na tych lekcjach i ja byłam tam obecna
                                                    No i wiesz, nikt w jej klasie nie zachorował tylko ona. Po kilku dniach wezwaliśmy pogotowie i zabrali ją do szpitala, gdzie stwierdzono po świnkowe zapalenie opon mózgowych. Zastosowano natychmiast punkcje i nie wiem co jeszcze, bo byłam w szoku i rozpaczy. Rodziców nie wpuszczano na ten oddział. Szczęśliwie wyszła z tego.
                                                    Teraz wiesz, że Echo i ta sytuacja była mi bardzo dobrze znana.
                                                    Ale i Ciebie, Echo bardzo poruszyło, bo kładziesz duży akcent o tym wydarzeniu. Tych wydarzeń sensacyjnych jest wiele w tej książce.

                                                    jd - a czy jest większe arcydzieło od tego arcydzieła Tomasza Manna "Doktor Faust"?

                                                    Wydaje mi się, że na pogrzebie Adriana nie było Kretzschmara i nic o jego końcu nie pisze autor.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 30.03.25, 20:38
                                                    "Gdy Leverkuhn opuścił Lipsk we wrześniu 1910 roku, a więc w tym czasie, gdy ja rozpocząłem już pracę w gimnazjum w Kaisersaschern, sam zrazu również powrócił w swe strony rodzinne, do Buchel, aby wziąć udział w weselu siostry, które tam właśnie się odbywało, a na które wraz z rodzicami i ja także byłem zaproszony. Urszula, dwudziestoletnia już dziewczyna, poślubiła optyka, Johannesa Schneideweina z Langenzalza."
                                                    Schneidewein był o dziesięć czy dwanaście lat starszy od narzeczonej.
                                                    "Tak więc oboje stanowili parę, na której oko z zadowoleniem spoczywało. Między rokiem 1911 i 1923 urodziło im się czworo dzieci: Róża, Ezechiel, Rajmund i Nepomuk i wszystkie były urocze: najmłodszy jednak Nepomuk był aniołkiem. Lecz o tym później, dopiero pod sam koniec opowieści."
                                                    Wendell Kretzschmar nadesłał z Lubeki telegram z życzeniami.
                                                    "Adrian i ja wybraliśmy się owego popołudnia na spacer. Mieliśmy do pogadania na temat redakcji tekstu do "Love Labours Lost"
                                                    - A jakby to było — zaproponowałem — gdybyśmy pogadali teraz całkiem prywatnie. Chciałem ci zakomunikować, że mam zamiar.... I powiedziałem mu, jaki to mam zamiar, opowiedziałem o Helenie, jak ją poznałem, jak się odnaleźliśmy.
                                                    - Wspaniale! - wykrzyknął — Zacny młodzieńcze, masz zatem ochotę wstąpić w związki małżeńskie. Jakiż to chwalebny zamysł! Takie rzeczy zawsze zaskakują, choć właściwie nic w tym nie ma zaskakującego. Przyjmij moje błogosławieństwo!
                                                    - Gdybyś znał tę dziewczynę, a także istotę naszego związku, wiedziałbyś, ze nie należy obawiać się o mój spokój, a raczej przeciwnie, wszystko tu zamierza do utrwalenia spokoju i bezpieczności, unormowanego i niczym niezakłóconego szczęścia.
                                                    - Nie wątpię o tym — powiedział — nie wątpię także, że wam się to uda."

                                                    "Przez chwilę zdawał się odczuwać chęć uściśnięcia mi ręki, ale zaniechał tego."

                                                    "Gdy ruszyliśmy w drogę powrotną, poruszyliśmy temat opery "Love Labours Lost" (Stracona miłość przez pracę)
                                                    Gra słów była w niej bardzo gorsząca, dramaturgiczna zaś zbędna. Skróty były w każdym razie nieuniknione. Komedia nie może trwać cztery godziny..... i takie tam hit it, hit it, ..... targował się Adrian o każdy epizod, choć musiał się roześmiać, gdy mu powiedziałem, że przypomina mi Kretzschmarowskiego Beissla."

                                                    Tutaj dyskusja toczy się długo o zagadnieniach prawdy, wolności i organizacji w muzyce. O wykładach, w których powiedziane było, że w muzyce nie trzeba wszystko słyszeć, a dzięki temu zostaje osiągnięty najwyższy najbardziej rygorystyczny ład, astronomiczny, kosmiczny ład i porządek..... mówi Adrian

                                                    - Czyli coś w rodzaju komponowania przed komponowaniem. Czyli trzeba przygotować cały plan, zanim się rozpocznie właściwa praca, a jeszcze pozostanie pytanie, co znaczy właściwa praca.

                                                    - Rozum i magia — rzekł, spotykają się i jednoczą w tym, co nazywamy mądrością, wtajemniczeniem, w wierze w gwiazdy, w liczby ....
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 30.03.25, 23:29
                                                    Opowieść o Echu jest straszliwym arcydziełem. To świetnie, że skończyło się u Ciebie tak dobrze z tą chorobą (dobrze pamiętam imię Twojej starszej córki - Dorota?). W mojej trochę dalszej rodzinie też to się zdarzyło, ale z końcem negatywnym.

                                                    Myślałem, że komputerowo jesteś bardziej ode mnie, bo ja też jestem w zaawansowaniu umiarkowanym, no ale zarazem uważam się za sprawnego w tej dziedzinie. A w Twoim laptopie nie ma CD? No ale jeśli nie ma, to spokojnie czekaj do sierpnia i nabieraj smaku.

                                                    Z "Doktorem Faustusem" moim zdaniem mogą konkurować chyba tylko "Bracia Karamazow" Fiodora Dostojewskiego.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 31.03.25, 20:24
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Dobrze pamiętasz. Jest teraz bardzo dobrym architektem, pracuje na swoim, a wcześniej pracowała u kolegi z klasy, z którym teraz gram w tenisa i tak ciężko mi wygrać. Tak, miała szczęście Dorota, ale też pozostały takie objawy jak ta migrena, która często ją dotyka. Dlatego nie obciążam ją swoimi sprawami.

                                                    Dopytywałam się o audiobooki swoich pracowników, którzy ciągle kupują coś na Allegro i zakładali mi kamery wokół domu, ale oni nic nie wiedzą na temat takich książek. Zmuszona będę na czekanie do sierpnia. Sprzęt jak słuchawki zdalne mam. Nie mam stacji dysków.
                                                    Wszystkiego się dowiem.

                                                    "Braci Karamazow" to chyba nie czytaliśmy. Nie pamiętam. Była już "Zbrodnia i Kara", "Biesy", "Idiota".
                                                    Oj, chwycę się tych Braci...
                                                    A który jest lepszy Dostojewski czy Tołstoj? Czy pisarze mają jakąś listę kwalifikacyjną jak w sporcie ?

                                                    Jeśli chodzi o "Doktora Fausta" to już nie będę cytować, chyba że masz jakąś propozycję, choć ominęłam wiele ciekawych postaci i wydarzeń, a szczególnie tego diabła co tak namieszał. Nie wiem, trochę jestem niezdecydowana co robić z tą książką.
                                                    A ja dalej jestem ciekawa, gdzie tak wyjeżdżasz w weekend. Jaki to kierunek ?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 31.03.25, 21:12
                                                    Z Lipska Adrian Leverkuhn wyjechał do Monachium. Zamieszkał jako sublokator u pewnej wdowy po senatorze nazwiskiem Rodde, która ze swymi dwiema córkami zajmowała mieszkanie na parterze w dość nowym jeszcze domu. Salon dysponował starym fortepianem i często wieczorami był terenem towarzyskich zebrań w małym gronie, na które Adrian dawał się przyciągnąć. Zbierał się tam światek artystyczny, salonowa cyganeria niejako, aby zadowolić oczekiwania pani senatorowej Rodde.
                                                    Córki jej to Inez i Klarysa. Klarysa przygotowywała się do kariery teatralnej. Miała skłonność do dziwacznej makabry. W pokoju jej powtarzał się motyw trupiej czaszki. Posiadała księgę, w której była wydrążona kwadratowa dziura. Póżniej kiedy Klarysa odebrała sobie życie, zażywając truciznę ukrytą w owym wydrążeniu, pani senatorowa Rodde ofiarował mi ów przedmiot na pamiątkę i zachowałem go dotychczas.
                                                    Również Inez, starsza siostra, predysponowana była do tragicznego czynu."

                                                    Tyle na razie o córkach, z którymi Adrian nawiązał przyjazne stosunki domownika. Ceniły go bowiem obie. Zapraszały na kolacje, jak mówiono: "naszego sublokatora", pana doktora Leverkuhna.
                                                    Bywalcem tego salonu był Rudolf (Rudi) Schwerdtfeger utalentowany młody skrzypek orkiestry Zapfenstösser w Monachium, całą duszą, oddając się flirtom z płcią piękną, zarówno z młodymi dziewczętami, jak i z kobietami dojrzałymi. Adriana upodobał sobie od razu, zabiegał o jego względy, tak że aż damy wskutek tego zaniedbywał, prosił go o ocenę, chciał, aby mu skomponował, czego Adrian wówczas stale odmawiał.
                                                    Do Monachium przyjechał także Rudiger Schildknapp — anglista i literat, przyjaciel Leverkühna z czasów lipskich, który wynajął sobie pokój niedaleko Adriana. Razem bywali w domu państwa Schlaginhaufenów — starsze, zamożne i bezdzietne małżeństwo, gdzie w salonie zbierało się towarzystwo złożone z artystów i arystokratów. Rudiger wprowadził tam Adriana, który zawarł nowe znajomości jak z Jeanette Scheurl powieściopisarką, która była poważnie zainteresowana muzyką i była życzliwa dla Adriana, a życzliwość ta przetrwała wiele lat.
                                                    Takie było to monachijskie towarzystwo. Było dość spore i ciężko jest ich wszystkich wymienić.


                                                    To takie trudne, bo tych nazwisk na Schild..., Schwer..., Schweig..., Schlagi..., Spen..., Scheu... jest tak dużo, że trzeba się zastanawiać kto, jest kim. Jak sobie z tym radziłeś jd ?
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 01.04.25, 10:44
                                                    Czekamy więc spokojnie z audiobookiem do sierpnia.

                                                    Chyba rzeczywiście "Braci Karamazow" nie było, a oni uchodzą za najlepsza powieść Dostojewskiego, ale te poprzednie są gorsze tylko wtedy, gdy musimy konieczni zrobić jakąś klasyfikację. To równie zobowiązująca lektura co "Doktor Faustus", więc może zrób tu przerwę czytelniczą (a co z Frankensteinem?)

                                                    Tak, możemy już odłożyć cytaty do naszej pamięci, a te niemieckie zestawy liter potrafią być irytujące, ale mają też swój wyrafinowany (anty-roztkliwiający) urok i za drugim razem nazwiska się zapamiętuje. U innych pisarzy też pojawiają się tego rodzaju kłopoty (za pierwszym razem właśnie denerwujące).

                                                    Ja uważam, że Dostojewski jest świetniejszy od Tołstoja, ale "Anna Karenina" i niektóre opowiadania Tołstoja (zwłaszcza "Śmierć Iwana Iljicza") to powszechnie uznane perły literatury.

                                                    W weekendy nie jeżdżę gdzieś daleko i w jedno miejsce, ale w pobliskie podwarszawski okolice (np. Ogród Botaniczny w Powsinie), na spacerowanie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 01.04.25, 20:34
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Wiem, że dziś jest 1 kwietnia i Prima a Prilis, ale tego dnia właśnie wygrałam 6:1 i 4:3 prowadziłam gdy skończyła się godzina grania. Prowadziłam 5:0 w pierwszym secie. Dzień jak dzień, to, że 1 kwietnia wygrałam, to nie znaczy, że to żart. Dobrze i mądrze grałam, kiedy kolega dużo piłek zepsuł. Najwyraźniej nie był to jego dzień albo myślami był już wśród tulipanów, gdzie się wybiera w podróż. Do następnego wtorku muszę sobie znaleźć zastępstwo partnera, może znajdzie czas moja studentka, której wynajmuję pokój. Poleciałam na górę i właśnie się jej pytałam i ma czas. A o niej muszę Ci powiedzieć. Kiedy wynajęłam jej pokój, zobaczyła na klatce schodowej rakiety wiszące na ścianie i powiedziała, że ona też gra. Rodzice przysłali jej rakietę. Zaraz zrobiłam dziewczynom, bo mam ich trzy, wycieczkę na korty, gdzie dostały lekcje tenisa. Ta jedna grała doskonale, tak, że po lekcji powiedziałam jej, że musimy zagrać mecz, żeby wiedzieć kto, jest lepszy. Gratulowałam jej dobrej technicznej gry i prosiłam, by pozdrowiła swego trenera, bo dobrze ją wyszkolił. A ona pochodzi gdzieś spod Poznania. W następny wtorek jedziemy razem rozegrać mecz. Już jestem pod wrażeniem, bo to ważny mecz będzie. O dominację w domu.

                                                    jd, wracamy do "Doktora Fausta", do ciekawszych wątków. Na razie zostawimy te zaległe dzieła, bo wiosna, dzień coraz dłuższy i pełno pracy tak w ogrodzie jak i w domu. A Ogrody Botaniczne to arcydzieła roślinne. U nas kiedyś zrobili otwartą Noc zwiedzania Ogrodu Botanicznego i taki był tłok, że do rana utknęliśmy w szklarni wśród palm i kaktusów , bo zrobił się zator. Taka była kolejka.
                                                    Jak będą kwitły rododendrony, chyba też się wybiorę.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 01.04.25, 20:59
                                                    6:1? Brawo, brawo, no i ta studentka - bardzo obiecująco się to zapowiada. No i jeszcze dwie studentki? Ale jeśli są znośne, a może i miłe, to znakomity pomysł z tym właściwie opiekuństwem.

                                                    W tym pobliskim Ogrodzie najpiękniejsze są magnolie, a właśnie nadchodzi ich czas. A jeszcze w bliższym drugim miejscy jest wprawdzie tylko jedna magnolia, ale jakaś niesamowita, z dorodnymi, grubymi kwiatami, jakich nigdzie indziej nie ma. No i moja żona dokarmia tam ptactwo, a teraz z sklepach są bardzo profesjonalne zestawy do takiego karmienia.

                                                    Z wątków "Doktora Faustusa" odnotuję sygnalnie sprawę miłośniczki Adriana, która podarowała mu pierścień (w którym zawsze komponował) i zjawiała się na wszystkich jego koncertach, choć nigdy się nie ujawniła Adrianowi. Coś takiego spotkało w prawdziwym życiu Piotra Czajkowskiego, i tam wchodziła jeszcze w grę istotna pomoc finansowa.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 01.04.25, 21:21
                                                    Faktycznie, była taka dama, która sponsorowała Adriana, ale nigdy nie zabiegała o spotkanie w cztery oczy z Adrianem. Zawsze był czujna i jakby z daleka nad nim sprawowała pieczę. Dojdziemy do tego.

                                                    Dziewczyny mam super, a każda jest inna. Jedna będzie prawniczką, druga będzie stomatologiem, a trzecia będzie farmaceutką. Wszystkie są pierwszego roku. Mają całe piętro dla siebie i ja się nie wtrącam.
                                                    W tenis gra prawniczka.

                                                    Tak, zapomniałam o pięknych magnoliach, szczególnie te, które mają takie duże biało-różowe kwiaty. Te są prawdziwe magnolie, bo bywają nowości, żółte, seledynowe, ale to już nie takie fascynujące. Ja taką prawdziwą magnolię miałam i musiałam ją wyciąć, bo urosła taka duża, że zacieniowała cały dom, ze aż słońce nie dochodziło. Najgorsze były ich liście, bo są duże i szerokie.
                                                    Cudowna jest przyroda, oprócz czerwonych nagich ślimaków.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 01.04.25, 21:01
                                                    Z nastaniem wiosny Adrian i Schildknapp organizowali sobie, wycieczki na rowerze jak to mówili: "na los szczęścia w zieleniejący kraj, nocując, gdzie popadło i w ten sposób poznał Adrian miejscowość Pfeiffering koło Waldshut oraz obejście Schweigestillow, godzinę jazdy od Monachium, która stała się jego stałym pobytem w następnych latach. W czasie tej wycieczki poprosili bosą dziewczynę, która stała pod ozdobioną biskupim herbem dworską bramą o szklankę lemoniady. Pani Eliza Schweigestill właścicielka oprowadziła ich po całym domu. Z pomieszczenia do pomieszczenia. W jednym z nich stało brązowe pianino. Inne pomieszczenie było zwane celą opata, ponieważ kiedyś służyła jako pracownia przełożonemu klasztoru augustaianów, którzy tu niegdyś gospodarowali. Cały dwór należał kiedyś do dóbr klasztornych. Schweigestillowie mieszkali tu od trzech pokoleń. Dawniej mieszkali tam służebni braciszkowie, a teraz stały puste. Chociaż od czasu do czasu wynajmowała lokatorom.
                                                    Pani Schweigestill powiedziała swym turystom, że lubi artystów, "bo są oni ludźmi pełnymi zrozumienia, a zrozumienie to najlepsza i najważniejsza rzecz w życiu."
                                                    I poprosiła swoich gości na kawę z plackiem
                                                    Adrian i Schildknapp uprzejmie odmówili i poprosili gospodynię o zwiedzenie domu i obejścia.
                                                    Goście szczerze podziwiali celę opata, potem oglądali górne piętro i liczne pokoje sypialne.
                                                    - Ileż tu tych sypialni — wykrzyknęli obaj
                                                    - Tak, stoją wszystkie niemal zawsze puste — odparła gospodyni.

                                                    Ciekawe komu wynajmowała i jakich miała lokatorów Pani Eliza Schweigestill ?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 02.04.25, 20:55
                                                    Dalej opowiada pani Eliza Schweigestill
                                                    "Przez dwa lata, jeszcze do zeszłej jesieni, mieszkała tu niejaka baronowa von Handschuchsheim i snuła się po całym domu, dama, której myśli, jak się wyraziła pani Schweigestill, nie pozostawały w należytej zgodzie z myślami pozostałego świata i która szukała tu schronienia przed tym rozdźwiękiem. Ona sama była z nią w dobrych stosunkach, a czasem udało się jej doprowadzić ją do tego, że sama śmiała się ze swych wypaczonych myśli. Lecz nie dawały się one, właśnie ani rozproszyć, ani zatrzymać w rozwoju, tak, że trzeba było w końcu powierzyć miłą panią baronową fachowej opiece."

                                                    "Innym razem — mówiła znowu — dawniej jeszcze, jedna z licznych sypialni zajęta była przez panienkę z najlepszego towarzystwa, która tu wydała na świat swoje dziecko. Ojciec tej panienki piastował wysoki urząd sędziowski i sprawił sobie elektryczny automobil i to był właśnie początek wszystkich nieszczęść. Bo do maszyny tej wynajął sobie szofera, który musiał go wozić do urzędu, i ten młody człowiek, bynajmniej nic szczególnego, choć dość elegancki w swej wygalowanej liberii, zawrócił głowę panience aż do zapamiętania. Poczęła z nim dziecko, a kiedy rzecz cała ujawniła się już bez żadnej wątpliwości, zaczęły się ze strony rodziców wybuchy furii i rozpaczy, załamywanie rąk i wyrywanie włosów, jęki, przekleństwa i wymysły, jakich by się nikt nie spodziewał. Zrozumienia tam nie było żadnego, ani wiejskiego, ani artystycznego, tylko dziki mieszczański strach o towarzyski honor, a ta panienka naprawdę tarzała się przed rodzicami po ziemi, błagając i łkając pod ich przeklinającymi pięściami, a w końcu, jednocześnie z własną matką zemdlała. Ów przewodniczący sądu przyjechał tu wszakże któregoś dnia i porozmawiał z panią Schweigestill. Umówili się, że panienka zlegnie tutaj w spokoju, a potem, wciąż pod pretekstem anemii, pozostanie jeszcze przez pewien czas. A gdy ów niewielki wysoki urzędnik zwrócił się już ku wyjściu, podszedł do niej raz jeszcze i ze łzami za szkłem, swoich w złoto oprawionych okularów ponownie uścisnął jej rękę, mówiąc:
                                                    "Dziękuję pani, moja droga, za to kojące zrozumienie!" Ale miał na myśli zrozumienie dla przygnębionych rodziców, a nie dla tej panienki.cdn
                                                    ---------------
                                                    Mały wysoki urzędnik używał elektryczny automobil.
                                                    Czyżby w tamtych czasach były elektryczne auta ?

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 03.04.25, 10:17
                                                    Właśnie o takiej biało-różowej magnolii mówiłem. A potem magnolie nabieraj równie pociągającego odcienia zieleni.

                                                    Z "Doktora Faustusa":
                                                    Klaryssa szykowała się do kariery aktorskiej (brutalnie przerwanej przez pewną obrzydliwą męską kanalię, wspaniale opisaną przez Serenusa). A pierwszy (o ile pamiętam) angaż artystyczny dostała Klaryssa - jak pisze Mann - "w pruskim Elblągu". No a Elbląg - zauważ - to prawie Olsztyn. Co oznacza może delikatny, ale ewidentny związek dzieła Manna z cenionym przez nas miejscem na ziemi, nawet jeśli sam Mann nie był tego świadomy.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 03.04.25, 21:07
                                                    U nas w mieście magnolie już są pięknie rozwinięte, a forsycje swoją żółcią zalewają parki, zaraz wybuchnie piękna czysto, soczysta zieleń. Ta zieleń na wiosnę jest przepiękna, daje ucztę naszym oczom, a ja uwielbiam tę porę roku.

                                                    A muszę Ci powiedzieć, że odnalazłam koleżankę tenisową z Krakowa w klubie niemieckim. Wyjechała jeszcze przed stanem wojennym w Polsce, kontakt nam się urwał i się odnalazłyśmy w zeszłym roku na jesień. W swojej kategorii wiekowej jest druga w Niemczech i zakwalifikowała się do Mistrzostw Świata w kategoriach wiekowych w Stanach w Miami a na Florydzie. Jedzie tam 4 maja, a turniej zaczyna się 14 maja i..... przyjeżdża do mnie na trening. Zażyczyła sobie, abym z nią potrenowała, czym mnie bardzo zaskoczyła i zamówiłam już balon na dwie godziny bitego treningu. Jak zostanie mistrzynią świata, to będę miała ułamek swego dzieła w tym:)))
                                                    A jeszcze mam remont w domu, który się ciągnie jak makaron.

                                                    Dobrze pamiętasz, Klaryssa Rodde występowała na deskach pruskiego Elbląga, a ta męska kanalia:" to pseudodemoniczny dziwkarz o spiczastej bródce, zakulisowy bywalec i prowincjonalny lowelas, który prowadził praktykę adwokacką obrońcy w sprawach kryminalnych" - to straszna tragedia Klaryssy. Straszny los też miała Inez siostra Klaryssy.

                                                    Wszystkie historie w tej książce są ciekawe, a ta panienka, która ma niskiego tatusia wysokiego urzędnika i którą opowiadała tak pięknie pani Eliza Schweigestill mówiąc, że najważniejsze jest zrozumienie. Jest ona jakby posłańcem ugody, zrozumienia i porozumienia. Takie odnoszę wrażenie.
                                                    Zaraz będzie druga część tej nieszczęśliwej miejskiej panienki.
                                                    A jak sobie życzysz to możemy przypomnieć szczegółowo losy aktoreczki Klaryssy.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 03.04.25, 21:16
                                                    "Panienka przyjechała w końcu, biedne stworzenie, a czekając tutaj, na swój czas zwierzyła się jej, pani Schweigestill, z wielu rzeczy, szczerze uznając swoją winę i nie udając wcale, że została uwiedziona — przeciwnie, Karl, ów szofer, powiedział nawet podobno: "To niedobrze, proszę panienki, lepiej dajmy temu spokój!" Ale to było silniejsze od niej i zawsze zresztą gotowa była śmiercią za to odpokutować, co też i uczyni, a gotowość na śmierć, tak jej się wydawało, będzie zadośćuczynieniem. Bardzo się też dzielnie sprawiała, kiedy nadeszła jej pora, i wydała na świat dziecko, dziewczynkę, przy pomocy poczciwego doktora Kurbisia, tutejszego lekarza, któremu całkiem obojętne jest, skąd się dziecko bierze, byle poza tym wszystko było w porządku i byle nie miał do czynienia z położeniem pośladkowym.
                                                    A gdy po pewnym czasie przyjechała po nią jej niewielki, a wysoko postawiony ojciec, to na jej widok znowu łzy mu zalśniły za złotymi okularami. Dziecko oddano szarym siostrom, ale matka tego dziecka stała się także od tej chwili taką szarą panienką; siedząc w swym pokoiku z kanarkiem i żółwiem, które dali jej rodzice z miłosierdzia, zmarniała na suchoty, których zarodek zawsze nosiła w sobie. W końcu wysłano ją jeszcze do Davos, ale to chyba ją dobiło, bo tam prawie zaraz umarła."

                                                    "Adrian z Schildknappem podziękowali za wszystko i popedałowali z powrotem, aby złapać pociąg. Zgodzili się obaj, że dzień nie był stracony i że Pfeiffering jest ciekawym zakątkiem. Adrian zachował w duszy obraz owej miejscowości."

                                                    -----
                                                    I tyle, ale akcja w miejscowość Pfeiffering koło Waldshut wraz z obejściem Schweigestillów będzie się toczyć tam bardzo ciekawie aż do końca.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 04.04.25, 08:56
                                                    Tenis okazuje się więc w Twoim życiu nieśmiertelny, a nawet napiera coraz bardziej z różnych stron, kierując Cię ku - przynajmniej pośredniemu - mistrzostwu świata.

                                                    Panienka ukryta u pani Schweigestill jest przejmująca swym wyreżyserowanym przez rodziców nieszczęściem - zresztą w stylu losów większości bohaterów. Zrozumienie, głoszone przez p. Schweigestill, stanie się pod koniec i wobec Adriana "wyrozumieniem".
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 04.04.25, 20:40
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Dzień coraz dłuższy to prace ogrodowe się przedłużają. Jak tylko wybuchną, kwiaty drzew owocowych to będzie u nas druga Japonia. Wtenczas jak widzę, te zlewające się kolory to zaraz przypomina mi się pamiętna piosenka: Więc choć pomaluj mój świat, na żółto i na niebiesko ......

                                                    U mnie tenis to jest to, co najbardziej lubią niedźwiadki, czyli miód na serce. A powiem Ci jeszcze, ze te moje dzieciaczki co szkoliłam tenisowo, to już mają swoje dzieci i dziadek kiedyś prosił mnie, bym wnukiem się zajęła. Musiałam odmówić, bo inne zajęcia mnie obciążały. Teraz z tenisem to mam pełny relaks.
                                                    A czy Twój wnuk ma jakieś hobby ?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 04.04.25, 20:45
                                                    "Adriana ogarnął niepokój. Męczył go również jego "pokój przy rodzinie" niegwarantujący mu bynajmniej całkowitej samotności, gdyż lada chwila mógł tam ktoś wejść i poprosić go do towarzystwa."

                                                    "Szukam — pisał mi — gdzie mógłbym całkowicie ukryć się przed światem i nienagabywanym prowadzić dialog ze swoim życiem, z losem swoim..." Dziwne złowieszcze słowa! Czyż zimny dreszcz może nie przeniknąć mnie na wskroś, a pisząca ręka nie zadrzeć na myśl, dla jakiego dialogu, dla jakiego spotkania szukał on wówczas, świadomie lub nieświadomie, miejsca ?

                                                    Wybór jego padł w końcu na Włochy, dokąd wyruszył. Do towarzystwa namówił Rudigera Schildknappa" - anglistę i literata.


                                                    jd — szukam miejsca, w którym odbył się dialog Adriana z diabłem.
                                                    Czy to będzie tu? Jak myślisz ?

                                                    We Włoszech
                                                    wyruszyli do miasteczka, w którym urodził się tam Dante, który napisał 27 pieśni "Piekła" czyli do Palestriny. Dom Manardich, goszczący Adriana i Rudigera był budynkiem masywnym z XVII wieku przypominający to zamek a może i pałac. Przyjaciele dostali obszerne mieszkanie na parterze, składające się z dwuokiennej izby o wymiarach sali pałacowej, z kamienną podłogą, posadzką cienistej, chłodnej, nieco mrocznej.
                                                    Kiedyś zatrzymała się u Manardich pewna wytworna rodzina rosyjska, której patriarcha — hrabia czy nawet książę — widywał duchy i od czasu do czasu zakłócał nocny spokój mieszkańcom całego domu, strzelając z pistoletu do owych duchów nawiedzających go w sypialni. Spacerowali przyjaciele też do ogrodów klasztornych, żeby tam pracować, każdy w swoim kątku. Adrian pracował nad kompozycją swej opery owej przyjemnej a kapryśnej komedii, zwanej "Stracone zachody miłosne". Tutaj na str. 393 są przepiękne teksty filozoficzne "Tak podziw i smutek dziwnie się ze sobą stapiały przy odczytywaniu tej muzyki."
                                                    Słowem, tak w mieście, jak i w samotności małego górskiego miasteczka, wiedli obaj życie ludzi unikających świata i całkowicie pochłoniętych troską o swoją pracę.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 04.04.25, 23:00
                                                    Piosenka zespołu 2+1.

                                                    Starszy wnuk gra w koszykówkę, w drużynie szkolnej, a także w lidze młodzieżowej; jest dobry. A młodszy gra w piłkę nożną, też w jakimś zorganizowanym przedsięwzięciu i też jest dobry. W każdym razie amatorskie uprawienie sportu w mojej rodzinnie idzie z dziada pradziada ku synom i wnukom, i liczę że tak pozostanie.

                                                    Nie pamiętam, gdzie się odbył ten Adriana dialog z diabłem, może jutro uda mi się coś ustalić.
                                                  • steph13 Re: do jd .......... 04.04.25, 23:35
                                                    Dobry wieczór, a propos wnuków i ich hobbies, sportowych i innych, świat bardzo się zmienił od mojego dzieciństwa w tym zakresie. Jeździłam na rowerze po osiedlu, na łyżwach przy plocie i powoli, grałam w klipę na podwórku, a w liceum zmuszali mnie do zawodów w skoku w dal bo byłam z tych najwyższych. Na nartach usiłowałam jeździć w czasach studenckich, sprzęt był drewniany z drzazgami i pasował do moich umiejętności.O brawurze nie było:mowy. To chyba tyle z zapędów sportowych, sukcesów żadnych nie osiągnęłam.
                                                    Moim zdaniem, patrząc na rodziny moich córek, rodzice obydwoje pracują, dziećmi na codzień zajmują się nianie a kiedy przychodzi weekend to całe dwa dni poświęcone są dzieciom i ich zainteresowaniom. I tak wnuki trenują football na różnych poziomach, cała piątka ma prywatne lekcje tenisa w każdą niedzielę , najstarszy dziewięciolatek również we wtorek i czwartek po szkole do 7 wieczorem. W szkole mają cricket, pływanie, piłkę nożną i dodatkowo koszykówkę. .Z drugiej rodziny, siedmiolatek trenuje poza szkołą rugby, pływanie i dwa razy w roku szaleje na nartach a ja nawet nie mogę oglądać nagrania z jego wyczynów na stokach ze strachu.Jego trzyletni brat zdobyl właśnie w tym tygodniu jakąś nagrodę w Val d’Isere za duży postęp. Regularnie rodzice zabierają chłopców na mecze ligowe pilki nożnej, na międzynarodowe mecze rugby i cricket, na Wimbledon i i nawet na Olimpiadzie w Paryżu byli. Baseball mecz oglądali na stadionie w Nowym Yorku.
                                                    A ja lubię sport oglądać, głównie mecze międzynarodowe i niestety głównie w telewizji. Dobre bilety na takie imprezy nie są na kieszeń emerytów haha.. Zawsze lojalnie kibicuję Anglii, nawet kiedy nerwy ponoszą.
                                                    Czasami, raczej rzadko, pogrywam w tenisa z córkami lub ich mężami, ale chyba z litości ze mną grają bo moje umiejętności są kiepskie,
                                                    Rita, czy Ty jesteś profesjonalną trenerką tenisa? Od zawsze?
                                                    Dobranoc.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 05.04.25, 21:01
                                                    Dobry Wieczór Wam :)

                                                    Jak Was czytam, to wydaje mi się, że dzieci i młodzież bardzo dobrze są prowadzone przez rodziców i dziadków. Jakikolwiek sport i ruch, jest wskazany nawet jak boli, byle tylko nie przesadzić. Wszystko stopniowo. Ja to prawie 30 lat byłam uziemiona przy ladzie w sklepie, co niekorzystnie wpłynęło na kondycję. Zaczęły mnie boleć nogi, ubywać mięśni w nich. Jak tylko zaczęłam chodzić na basen z wnukiem przez kilka sezonów letnich, a i zimowych, to od tego czasu poczułam lekkość nóg, jakby mi się mięśnie rozwiązały i już mogę startować do odjeżdżającego tramwaju ;)))
                                                    A mój jedyny wnuk ma autyzm i musimy robić to co on chce i muszę wam powiedzieć, że zaskakuje nas niesamowicie swoimi pomysłami.
                                                    Ma bardzo różnorodne zainteresowania i jak się czymś zainteresuje, to będzie miał większą wiedzę niż nie jeden mistrz fachu. Jeśli chodzi o sport, to ponieważ mieszka koło basenu w Kołobrzegu, chodzi dwa razy dziennie niekiedy, by oglądać dno basenu i wykrywać wszystkie kratki odpływowe, dopływowe i wszystkie je porównywał i odróżniał jedne od drugich. Ale pływa tylko pieskiem i gdyby były mistrzostwa pływania pieskiem, to nie ma dla niego równych. Na duży basen też skoczy. Rodzice pływają, a teraz to powiem, że doskonale pływają różnymi stylami z racji synka :)

                                                    Teraz ma już 13 lat i w szkole w chmurach poznał dziewczynkę, która miała puchar na stole i powiedziała, że zdobyła w turnieju w tenisa. Jak tylko przyjechał na ferie, musieliśmy z nim jeździć na balon i zaczął się uczyć gry i co ciekawe, zobaczyłam, że on ma tendencje powtarzania ruchu. Taki automat. Spodobało mu się, jak jedną ręką upuszcza piłkę, a drugą uderza ją rakietą i tak potrafił robić, aż się nie zmęczy. Za to nie chce zbierać piłek. On tylko może stać z rakietą w ręce i upuszczać piłkę, by przerzucić ją przez siatkę. Babcia za to chodzi i zbiera piłki. To były jego pierwsze lekcje. W sierpniu mam nadzieję, powróci do następnych lekcji.

                                                    A teraz aktualnie jeździ na rowerze. Dwa dni potrzebował na naukę, by rodzice musieli sobie kupić rowery i wyjeżdżają z nim na wycieczki. Wcześnie jak miał może 7 lat rodzice zapisali go do klubu zapaśniczego. Też mieści się obok ich domu. Byłam tam, to widziałam, jak się on sprawuje. Podstawą na tych treningach była gimnastyka i to było dobre dla niego, jedynie co to, a często się zdarzało, że robił ćwiczenia nie synchronicznie z dziećmi, ale wszyscy wiedzieli, że tak z nim jest i nie zwracali uwagi. Ale sama się uśmiałam, wyróżniał się w grupie. Kiedy były już treningi prawdziwych zapasów, a dzieciaki już brały udział w zawodach, to musieliśmy zrezygnować, no bo bezsensu było chodzić. A ulubione zajęcie wnuka to skakanie na trampolinie. On sobie sam wyszukuje sporty.
                                                    A to, co zrobił dzisiejszy polski rząd, wsadzając matkę autystycznego dziecka do więzienia, to był sadyzm i dobrze, że ją zwolnili, bo musicie wiedzieć, że takie dziecko nikogo obcego nie zaakceptuje. Do tego niepotrzebny jest lekarz tylko wyrozumiali rodzice, którzy właściwie będą prowadzić i przystosowywać do życia. Obydwie babcie musiały się wycofać, by rodzice mogli w spokoju, po swojemu go uczyć i wychowywać. Bez wtrącania się innych.
                                                    To jest temat rzeka. Pogodziłam się z tym losem i bardzo podziwiam oraz mocno doceniam rodziców. Najważniejsze w tym, by im nie przeszkadzać. Oni we własnym swoim rodzinnym towarzystwie czują się najlepiej i bezpiecznie.
                                                    Taki jest autyzm i to nie jest niepełnosprawność. To jest inność.

                                                    Nat, dobrze, ze się pokazałaś, ruszyłaś jak lawina z postem, za co Ci dziękuje :)
                                                    Nat, to jesteś szczęśliwa, ze tak cała rodzina jest sportowa i że wszyscy po części coś uprawiają, a kibicowanie też potrafi być ekscytujące i wyzwalające emocje. Kibice tenisa najczęściej narzekają na ból karku i szyji od kręcenia głową raz w lewo, raz w prawo i śledzeniem tej piłeczki na korcie :)
                                                    Tak, skończyłam AWF, a w tenisie zdobyłam specjalistyczną wiedzę w Warszawie na dwuletnich studiach i otrzymałam dyplom II stopnia trenera tenisowego i gdybym się tego trzymała, to nie wiem, jak by było. Ale tłumaczę sobie to tym, że Bóg inny los mi wyznaczył w życiu. I powiem Ci szczerze, że dzisiejsi instruktorzy tenisa, po 3-miesięcznych kursach byle tylko dawać lekcje za pieniądze czy prowadzić grupy to prawie samouki, co nie krytykuję, tylko powiem, po owocach można poznać dobrych trenerów.


                                                    jd — mówił, że jest wysoki, to i wnuki będą wysokie — koszykówka jest wyśmienita, jak nie chcą siatkówki. U mnie obok balonu, jest boisko siatkowe na piasku. Piłka nożna jest w modzie. Niedawno co szłam z psem na spacer po parku, gdzie jest boisko piłki nożnej i jest tam klub piłkarski, a w zimie grają pod balonem, idzie sobie z tatą za rękę taki Pyrek mały może 6 lat ma i niesie dużżży puchar i nie wie, jak go nieść to się pytam, czy pomóc może ? Zagaduje chłopaczka, że może mi oddać go, bo mam też puchary to i ten się przyda, ale chłopczyk nieufny do mnie nic nie mówi, za to tata odpowiedział, że wygrał w turnieju piłki nożnej. Pogratulowałam tacie synka, ale to mnie dopiero zmroziło, bo puchar większy od niego, to co dostanie, jak będzie duży — jeszcze większy puchar?
                                                    Organizatorzy przesadzili z tym wielkim pucharem dla 6 latka, a może i mniej miał.

                                                    Wiecie co, gdybym była Ministrem Szkolnictwa, to sport (przynajmniej 7 dyscyplin sportowych) byłoby na pierwszym miejscu do zaliczenia i w każdej szkole byłby, klub szkolny gdzie odbywałyby się turnieje, a młodzież wyjeżdżałaby na obozy szkoleniowe, to samo w szkołach ponadpodstawowych. A nie jak dziś kolorowe zajęcia dodatkowe i seksuologia i cukierkowe dzieci chowane dla Nowego wspaniałego świata Huxleya ;)

                                                    Ale się rozpisałam, przepraszam
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 05.04.25, 21:09
                                                    Co za prawdziwy i zarazem cudowny cytat z "Doktora Fausta"

                                                    " To, co się w nim działo, mogło mną wstrząsnąć, lecz nie mogło oddalić mnie od niego. Istnieją ludzie, z którymi żyć niełatwo, ale których opuścić nie sposób."


                                                    Adrian i Rudiger Schildknapp miesiącami przebywali w kręgu spokojnych, surowo żyjących ludzi takich jak bracia Manardi, którzy byli starymi kawalerami, a nawet można by powiedzieć, że żaden z nich nigdy nie tknął kobiety. Zazwyczaj spędzali wieczory na grze w domino przy szklance gorącego pomarańczowego ponczu, w zacisznym kącie kawiarenki. Jak twierdzi Serenus Zeitblom fundamentem przyjaźni ich obu była wspólnota w czystości. "Adrian od czasu, owej podroży, do Bratysławy wiódł życie świętego — jak żył zresztą i do owego momentu. Drżenie ogarniało mnie, jednak na myśl, że czystość jego od owej chwili, od czasu owego uścisku, od czasu przelotnej jego choroby i utraty lekarzy, których się radził, nie wywodziła się już z etyki czystości, lecz z patosu nieczystości. Stał się człowiekiem niechęci, wymijania, rezerwy, dystansu."

                                                    Coś dla jd — to jest chyba ten moment ?
                                                    .
                                                    Dokument ten, o którym będzie teraz mowa został napisany ręką Adriana we Włoszech w domu Manardich.
                                                    I jest to "Pakt z Diabłem"
                                                    A zaczyna się tak: "Wiesz-li, to zmilcz. I owszem, milczeć będę ......"
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 06.04.25, 08:19
                                                    Pamiętam z olsztyńskiego dzieciństwa klipę - świetna gra, zupełnie zapomniana, choć w języku ta "klipa" do dziś jest obecna w raczej dyskredytującym kontekście.

                                                    U nat sportu ile dusza zapragnie, i też uważam - jak rita - że tak niech będzie, a nawet bardziej, a w każdym razie na pewno w polskich szkołach. Kiedy w dawnych czasach zobaczyłem chłopaków na podwórku grających w piłkę, to nie było siły, która by mnie w domu zatrzymała i na szczęście rodzice tego nie próbowali.

                                                    Nie jestem raczej aż tak wysoki, by wnuk zrobił karierę koszykarską, ale oddany jest sprawie jak należy. Preferowałem zawsze siatkówkę, ale mam sporą niechęć do siatkówki plażowej, bardzo teraz rozpowszechnionej - a to zupełnie nie to.

                                                    Tak, to ten moment, spływa mrok, coraz gęstszy i realniejszy.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 06.04.25, 19:45
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    A ta "klipa" to czasami nie jest palant ? Olsztyńska gra podwórkowa. Ja też w to grałam z grupą. Jeszcze do tej pory pamiętam jak wybijałam długim kijkiem drugi mniejszy kijek i się go łapało. Ale też graliśmy w palanta.
                                                    W tamtych czasach były też modne proce. Strzelani z nich do celów. Wybijaliśmy małe jeszcze niemieckie okienka magazynów. To były czasy wiszących kluczy na szyji.

                                                    No cóż, przyszło nam rodzicom i babciom oraz dziadkom propagować sportowe życie naszych dzieci, bo szkoły zawodzą. Moje dziewczyny obydwie bardzo dobrze grają w tenisa, jako młodziczki były nadzieją, ale wraz z wiekiem, drogi się zmieniały. Za to mogą uczyć swoje dzieci czy swoje wnuki. Dobrze, że rodzice tego pilnują.
                                                    A niektórzy to faktycznie, dobrze powiedziane ile dusza zapragnie ;))) Anglia sportem stoi ! I nie krzywdźmy inne dyscypliny te siedzące i stojące, one ćwiczą umysł.

                                                    Dobrze też, że nie kwitną drzewa owocowe, bo mrozik by przemroził te delikatne wiosenne kwiatki, a i pszczół jeszcze nie ma. A już wiosna nęciła swoimi kolorami.

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 06.04.25, 20:13
                                                    "Działanie działających dokonuje się na uprzednio dysponowanych na przyjęcie działania". - Doktor Faust

                                                    "JA: - Czy zamilkniesz wreszcie, szmato?
                                                    ON: - Wolnego, wolnego i bez takich ordynarnych wymysłów. Ciągle domagasz się jeno milczenia. Nie pochodzę przecież z rodu Schweigestillow. Mateczka Elza wypaplała ci zresztą w swej dyskretnej wyrozumiałości mnóstwo rzeczy o swych czasowych gościach."

                                                    A dalej pisze tak w swym dokumencie:
                                                    ON:- Lecz jakżebym miał ja, przyjaciel i sutener Esmeraldy, jakim mnie przed sobą widzisz, nie interesował się dziedziną medycyny i nie wyspecjalizować się w tym względzie. Pamiętasz jeszcze? Filozof - De anima:

                                                    "Działanie działających dokonuje się na uprzednio dysponowanych na przyjęcie działania".

                                                    To był bardzo mądry diabeł ;)

                                                    I dalej o lekarzach, którzy zostawili Adriana na lodzie.

                                                    JA: - Trafiłem na nich w książce adresowej. Co zrobiliście z dwoma moimi lekarzami
                                                    ON: - Usunęliśmy ich, usunęli. Usunęliśmy tych partaczy, bo cokolwiek robili, robili źle. (oczywiście źle dla kusiciela)

                                                    A o ojcu Adriana taki dialog:

                                                    JA: - Stul swój brudny pysk! Zabraniam ci mówić o moim ojcu!
                                                    ON: - O twój ojciec wcale nie jest tak bardzo nie na miejscu w tym moim pysku. To w nim tkwi, ciągle chciałby żywiołami spekulować! Twą wielką chorobę, początek ostrych cierpień małej Syrenki, masz także przecież po nim....
                                                    JA: - Chciałbym mu opowiedzieć o łzach w oczach mojego ojca, gdy mówił: "A przecież są martwe".
                                                    ON: - Tam do kata! Miałeś rację, śmiejąc się z jego litości godnych łez — nie mówiąc już o tym, że każdy, kto z natury swej ma do czynienia z Kusicielem, jest z uczuciami ludzkimi na bakier i stale odczuwać pokusę, aby śmieć się, gdy inni płaczą, a płakać, gdy się śmieją."
                                                    Stwierdza też ON, że ... bo przecie wiadomo, że wszyscy artyści mają bzika."

                                                    "ON: - "Wzbronione ci jest ciepło miłości. Życie twoje ma być zimne — dlatego nie wolno ci kochać nikogo."
                                                    ----------------------------------
                                                    I tyle w diabelskim klimacie.
                                                    Słynna Esmeralda była wabikiem, na który złapany został Adrian. Zarażony kiłą, ma przez 24 lata żyć w zdrowiu jako geniusz, ale nie może poczuć ciepła miłości. I taki pakt został dogadany.

                                                    Od tego momentu książka staje się jeszcze ciekawsza.
                                                    Choć jeszcze jeden wyczaiłam pakt diabelski, ciekawe co na to powiesz jd ?
                                                    Co do miejsca i czasu możemy to już ustalić.
                                                    Czyli może być to rok 1912 kiedy pojechali do Włoch, pojechali tam po wycieczce rowerowej gdzie trafili na posiadłość Schweigestillow — o tym wspomina diabeł.
                                                    Pojechali do Palestrina gdzie zatrzymali się w domu Manardich.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 06.04.25, 21:44
                                                    Nie, nie, klipa to nie palant. Palant to była polska dziecięca wersja baseballa, też grałem, małą zieloną gumową piłką i z tym kijem do uderzania. Klipa to była deska, na niej patyczki itd.

                                                    Pamiętam ten rok 1912 i nawet Palestrinę (bo to miejscowość, ale także najświetniejszy kompozytor późnego Średniowiecza), ale inne szczegóły dziś gdzieś pochowane. Powinienem pewnie czytać teraz tego Manna, ale musi to jeszcze trochę poczekać, więc będziesz mi dawać dalej korepetycje z "Doktora Faustusa". Dialog z diabłem był bardzo wyszukany, wzniosły, ale i energiczny, a na końcu Arktyka wygrywa.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 07.04.25, 20:18
                                                    Dobry Wieczór jd

                                                    Aleś to trafnie napisał — zimna Arktyka wygrywa. A ja jestem tak zakochana w tekście, że chyba przepiszę go cały ;)
                                                    Może będę podawać cytaty, a Ty będziesz, zgadywać kto to powiedział. Taki teleturniej zrobimy ;)))))
                                                    Ale póki co mamy za sobą połowę książki. Wchłania mnie teraz w niej wszechświat.

                                                    Nie, nie, myśmy na podwórku graliśmy w dwa patyki. No właśnie, nie pamiętam piłki. Żadnych piłek nie było. Mieliśmy dwa kije-dłuższy i mniejszy. Dłuższym wybijaliśmy krótszy kijek. Nikt nie miał piłki. A gdyby miał to, przecież taka wybita piłka miałaby długi lot i musielibyśmy lecieć aż na ulice Partyzantów łapać, a tam chyba milicja by nas złapała. Podwórko było małe i jeszcze w sąsiedztwie Pogotowie Ratunkowe, a po lewej stronie Dworzec Autobusowy więc w takich warunkach piłka wylądowałaby albo na pogotowiu, albo autobusem by gdzieś wyjechała, albo znalazłaby się w biurze MO, wlatując przez okno.
                                                    Mogliśmy tylko kijkami się bawić. A jeszcze pamiętam, jak chodziliśmy na takich wysokich szczudłach czy jak to zwali dawniej. Dziś bym pewnie nie potrafiła tak chodzić, a myśmy tak po tym podwórku chodzili. To podwórko do dziś, jest otwarte. Tam na Długiej u Was to chyba w jeziorze wylądowała ;))))

                                                    Kiedyś, dawno temu kiedy tereny nie były zabudowane, to szukaliśmy piłeczki tenisowej aż za obiektem i zamiast piłki, znaleźliśmy śmierdzącego zdechłego kota.
                                                    Jutro gram, trzymaj kciuki za mnie, żebym z tarczą wróciła.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 07.04.25, 20:28
                                                    Diabeł ten zawarł Pakt nie tylko z Adrianem Leverkuhnem, ale i z Niemcami jak wnioskuję z tego cytatu:

                                                    ON:
                                                    "..... I że wystarczy tu podłożyć trochę naszego ognia, podgrzać tylko odrobinkę, rozkołysać, upoić, a da się z tego zrobić naprawdę coś wspaniałego. Czy to nie Bismarck powiedział, że Niemiec potrzebuje pół flaszki szampana, aby osiągnąć swój naturalny poziom? Wydaje mi się, że to chyba on właśnie kiedyś tak powiedział. I słusznie. Zdolny bowiem jest Niemiec, ale mdły — zdolny dostatecznie, żeby się złościć na omdlałość swoją i żeby ją opanować na zasadzie: wyłaź, dydku."

                                                    Serenus Zeitblom wyjaśnia, że podczas pisania tych rozdziałów o życiu Adriana Leverkuhna jest rok 1944.

                                                    Pisze: "A tymczasem groza, codziennych niemal na naszą warowną twierdzę Europę rośnie do nieprawdopodobnych rozmiarów. (.....) coraz to inne nasze miasta padają w gruzy. Lipsk, który odebrał tak ważną rolę w rozwoju Leverkuhna i całej tragedii jego życia, otrzymał ostatnio potężny cios: jego słynna dzielnica wydawnicza stała się, jak słyszę, kupą popiołów, a ogromne zasoby literatury zarówno naukowej, jak i użytkowej padły pastwą zniszczenia.
                                                    Tak, obawiam się, iż skończy się to naszą zgubą, ponieważ fatalnie inspirowana polityka doprowadziła nas do konfliktu z potęgą, dysponującą największą masą ludzi — wyniesoną dzięki rewolucji - ...."

                                                    Jak się czyta drugi raz to wychodzą zaniedbania pierwszego czytanie ;)
                                                    Ciekawe co myślisz o tym jd ?
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 07.04.25, 21:44
                                                    Ta Arktyka to chyba z piosenki Ciechowskiego; jakoś tak: "Arktyka wygra - nie, nie, nie - o, tak; Syberia wygra - nie, nie, nie - o, tak". Bardzo udany kawałek.

                                                    Wygląda na to, że były rożne palanty i różne klipy - zależnie od miasta, od dzielnicy i od ulicy. U mnie palant był absolutnie z piłką, a klipa z patykiem i patyczkami (i deseczką). Szczudła w moich okolicach też były i to popularne.

                                                    Drugie czytanie ujawnia zazwyczaj mnóstwo przeoczeń, a trzecie jeszcze bardziej, i daje chyba jeszcze większe rozkoszowanie się dziełem, choć jest też teoria, że tylko pierwsze czytanie jest "czyste", niewinne i spontaniczne; nawet jeśli tak, to to ma też swoje wady i ja chyba raczej cenię to drugie i trzecie czytanie. Co do dzieł filozoficznych jest taki pogląd, że jak ma się jakieś przeczytać tylko raz, to lepiej w ogóle nie czytać, ale ja z tą opinią raczej nie sympatyzuję.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 08.04.25, 20:24
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    I spokojnie wygrałam 6:1 6:0 w 45 minut. Bez dwóch zdań uznała Karla moją wyższość. Najsłabszy miała serwis i po meczu kazałam jej kosz piłek zaserwować. W trakcie treningu zaraz zobaczyłam, że trzymała zły uchwyt rakietowy do serwisu i nastawiłam jej na beckendowy, dzięki czemu mogła dawać piłce rotację i miała lepszy serwis. No i pętla lepiej wychodzi przy tym uchwycie. Teraz chce ze mną trenować i jest bardzo zadowolona z ustawienia tego serwisu, a ja jeszcze bardziej, bo gram i biegam. To jest cudowne.

                                                    Popatrz, popatrz, u mnie właśnie maluje ścianę w kotłowni żona malarza, bo mąż żony malarki właśnie flizuje inne moje pomieszczenie. I tak mi mówi: - Ja pierwszy raz maluję sercem, a już drugi raz to tylko rozumem.
                                                    I to oznaczało, że pierwszy raz maluje dokładnie, a już drugi raz to tylko tak sobie mazie ;)))
                                                    To coś w Twoim stylu z tym czytaniem. Bo jak się ma umalować ściany to raczej w ogólne nie malować, jak się ma malować tylko jeden raz.
                                                    A ja tylko sprzątam, to wydaje mi się, że raz wystarczy, raz na jakiś czas.

                                                    jd, to śpiewa "Republika", tej piosenki tak nie znam, inne przypadły mi do gustu jak: "Odchodząc, zabierz mnie", "Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy", "Gdzie oni są". Ale powiem Ci szczerze, że zbytnio nie rozumie jego utworów. Ale był jedyny swego rodzaju i Jego utwory były rozpoznawalne i wiadome, ze to Jego dzieło. Taki indywidualista, wspaniały artysta.

                                                    Wracając do Fusta to jak myślisz — czy diabeł zawarł pakt też z Niemcami, bo często Tomasz Mann wspomina je w tekście.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 08.04.25, 20:34
                                                    "Otóż tu właśnie znajdzie to wyrozumienie, choć nie znajdzie kultury." - "Doktor Faust"

                                                    Jak już wspomnieliśmy, Adrian nie chciał już dalej mieszkać przy rodzinie u Pani Rodde i jej córek Klaryssy i Inez. Ani w Monachium nie chciał już zostać, zadzwonił więc do Schweigestillów i zapytał o cenę wynajęcia sypialnię na piętrze oraz celę opata na parterze, gdzie mógłby przebywać w ciągu dnia.
                                                    Pani Eliza Schweigestill wyjaśnia - "Będzie mu u nich bardzo cicho i monotonnie, a poza tym i prymitywnie, co się tyczy wygód — ani łazienki, ani W.C., w miejsce tego jedynie wiejskie urządzenie na podwórzu i dziwi ją więc, że taki pan, który nie ma jeszcze trzydziestki, a para się jedną ze sztuk pięknych, szuka kwatery na wsi, tak daleko od miejsc, gdzie kwitnie działalność kulturalna."
                                                    "Adrian odparł, że przyjedzie na stałe, a całą sprawę przemyślał już dawno i sprowadzi się za trzy dni.
                                                    I tak się też stało.
                                                    Z całym swym bagażem: z teczką, z partyturą oraz gumową wanną, dwie skrzynie książek i przyborów wyruszył do swego celu, czyli do Pfeiffering. Syn rodu Schweigestill, Gereon, agronom oczekiwał gościa przed dworcem i wkrótce ukazał się klasztorny barok domostwa Schweigestillów. "Przed bramą, ozdobioną herbem opactwa stała już pani Schweigestill z córką Klementyną i obok dziewczyna stajenna o ugnojonych nogach. Pies o imieniu Kaschperl szalał, ale Adrian do niego podszedł i nazywając go Suso, Suso! Uspokoił go.
                                                    Po zadomowieniu się Adriana i ustaleniu wszelkich praw i obowiązków Adrian wspomniał o uciążliwej jego migrenie. Pani Schweigestill migrena nie była obca, gdyż jej mąż Maks też na nią cierpiał, ale ustąpiło to cierpienie.
                                                    "Czegoś podobnego należało się przecież jej zdaniem spodziewać; gdyż jeśli ktoś taki jak on wycofuje się z tych miejsc, gdzie kwitnie kultura, aż do Pfeiffering, to ma już po temu jakieś powody i widocznie chodzi tu właśnie o taki przypadek, który wymaga wyrozumienia, prawda, panie Leverkuhn?
                                                    "Otóż tu właśnie znajdzie to wyrozumienie, choć nie znajdzie kultury." I czegóż ta poczciwa kobieta jeszcze nie mówiła."
                                                    ---------------
                                                    Dodam, że full mocno jest wyrozumiała ta kobieta. Coś w moim stylu ;))))Lubię to.
                                                    cdn
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 08.04.25, 21:03
                                                    Tak, Ciechowski i Republika byli znakomici. Teksty bywały ambitne i zamglone, ale "Arktyka wygra" świetnie przecież łapiesz, inne też, tylko chcesz dać fory tajemnicom Ciechowskiego.

                                                    6:1, 6:0 prawie nieprzyzwoite, dzisiaj by się to komentowało jako demolka, upokorzenie itp., ale czuję, że było świetnie i to dla obydwu stron.

                                                    Mnie do Niemców - wbrew pozorom - wcale ten diabeł nie pasuje, choć może... Nie pasuje na pewno do Manna i jego towarzystwa. Wyjechał z Niemiec, walczył słowem całe lata (mimo zarzutów o zdradę), a pod koniec wojny miał nadzieję, że Niemcy sami zrobią u siebie powstanie, co ich nieco zrehabilituje, no ale to się nie stało.
                                                    Ale w sumie wydaje się, ze to muzyce jest bardziej coś diabelskiego niż w Niemcach (przynajmniej u Manna).

                                                    W zestawie mebli Adriana bardzo ciekawa ta gumowa wanna. Sprawa pani Schweigestill, podobnie jak tej opiekunki od pierścienia, wydaje mi się jakoś skomplikowanie i wcale nie jednoznacznie wwikłana w los Adriana.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 09.04.25, 20:27
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Nie, nie, na pewno nie upokorzenie, to było zmierzenie się rutynowej tenisistki z młodą adeptką tenisa po 5-letniej grze bez żadnych doświadczeń meczowych. Troszkę jeszcze pogra i będzie walka.

                                                    Dzięki, z Niemcami wyjaśniłeś, ale z tą muzyką to od dawna podejrzewałam, że te tony dolne, górne te h przez g to jakiś diabelski kod do odszyfrowania albo je diabeł układa ;))))
                                                    Co do pani Schweigestill, która jest wyrozumiała dla wszystkich, faktycznie jakby czekała na Adriana i tak mu dogadzała w tym pobycie u nich, zaspakajała jego wszystkie potrzeby, no i ten wynajem był bardzo niskiej cenie, co sam zauważył Adrian.
                                                    Zobaczyłam w Google, jak wygląda gumowa wanna, z ciekawości — jakie teraz są nowoczesne, lekkie, składane i nawet takie jak beczka. Nawet nie wiedziałam, ze takie są. Czytając "Doktora Fausta" można się dużo dowiedzieć o rzeczach przyziemnych.

                                                    Dużo czasu poświęciłam na znalezienie pieśni "Święta wiosny" Klopstocka, bo nie rozumiałam jego podziwu dla tej ody.
                                                    Trudno to było znaleźć, chyba mi się udało, to całkiem inne pieśni i inne teksty.‭ Pracuję nad tym.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 09.04.25, 20:31
                                                    Pani Schweigestill urządziła Adrianowi pomieszczenia zgodnie z porozumieniem, jakie zawarli. Adrian mimo zasiedlenia się w Pfeiffering nie był osamotniony i nie zerwał z życiem kulturalnym. Pierwszym, który przybył do Pfeiffering, do Adriana był Schildknapp — anglista i literat, przyjaciel z czasów lipskich, żeby przekonać się jak, żyje. Odwiedzili go w Pfeiffering na rowerach Zink i Spengler. Adrian też jechał z pozdrowieniami do rodziny Rodde.
                                                    W Pfeiffering przybyli na herbatkę także:
                                                    Jeanette Scheurl (niemiecko-francuska powieściopisarka, muzykalna)
                                                    i Rudi Schwerdtfeger (przyjaciel Leverkühna, skrzypek, kompozytor, pierwsze skrzypce orkiestry Zapfenstösser w Monachium)
                                                    Jeanette Scheurl grała Mozarta na pianinie w chłopskim salonie Schweigestillów, zaś Rudy Schwerdtfeger pogwizdywał do utworu z uciesznym aż do śmieszności artyzmem. Połączenie techniki sowizdrzalstwa z artystyczną powagą wywoływało szczególną wesołość i oklaskiwano go ze śmiechem.

                                                    "Tacy to byli pierwsi goście Adriana w Pfeiffering. Niebawem i ja także się tam pojawiłem i wędrowałem w niedzielę u jego boku brzegami stawu."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 10.04.25, 08:06
                                                    Wcale nie mam pewności, że z tymi Niemcami mam rację. Z muzyką jest chyba tak, że jest w niej jakiś aspekt niebezpieczny, diabelski, i to się w sztuce Adriana ujawniło, czy zbliżyło się do jakiejś grozy. Serenus ładnie później to wyjaśni. Może i jest to jakoś równoległe do sprawy niemieckiej, ale chyba Mann nie chciałby diabolizować jakiegoś narodu jako takiego; sprawy diabelskie są raczej indywidualne.

                                                    Adrian się trochę usunął na pobocze, ale mnóstwo jeszcze będzie się działo.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 10.04.25, 21:33
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Z tymi Niemcami to sprawa dyskusyjna jak to, kto odbiera, bo ona nie jest tak jasno postawiona jak sprawa muzyki, choć obydwie sprawy są powiązane. Ten demon nie na darmo ukazuje się Adrianowi jako przedstawicielowi Niemiec, to do tego można zauważyć też ciąg podejrzanych demonicznych ludzi. Obracamy się przecież w tym towarzystwie dziwnych osób, które reprezentują społeczeństwo niemieckie. To jest obraz ówczesnych Niemiec.

                                                    Wiesz, popatrz na przykład na "Chłopów" Reymonta. Tam też jest obraz pewnego chłopskiego społeczeństwa polskiego. Wprawdzie nie demonicznego, ale innego narodu. Chociaż się może mylę.
                                                    Ta "kropla wody u wiadra" tak mnie, naprowadziła na takie myślenie.
                                                    "To narody są jak krople u wiadra, uważa się je jako pyłek u szali." - Friedrich Gottlieb Klopstock
                                                    "Ale niech ręka Boska broni od niemieckich somsiadów" - "Chłopi" - Władysław Reymont

                                                    Jesteśmy dopiero w połowie drogi do końca ;))) Przyjrzę się dokładnie.

                                                    Bardzo podobała mi się dzisiejsza msza z okazji 15. rocznicę katastrofy smoleńskiej. Urocze były te śpiewy chóru, które swoją majestycznością przypominały mi "krople u wiadra" Klopstocka. Teraz się właśnie za nie zabieram. Sam tytuł tej pieśni jest sam w sobie magią. I to właśnie w drugim czytaniu tak mnie, zastanowiło, że musiałam dokładniej przysiąść na tych stronach. A wiesz, jakie to jest długie i wszechstronne :)
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 10.04.25, 21:44
                                                    Wendell Kretzschmar — nauczyciel Adriana, wysłał, operę „Utracone zachody miłości” do Lubeki gdzie została wystawiona w teatrze z takim skutkiem, że dwie trzecie publiczności opuściło teatr podczas przedstawienia.
                                                    Następnie Adrian napisał muzykę do ody Klopstocka "Święto wiosny", a słynna jej pieśń "kropla u wiadra" skomponowana na baryton, organy i orkiestrę smyczkową było potężne i wstrząsające dzieło, które doczekało się wykonania w okresie I wojny światowej na światowych deskach przy wielkim entuzjastycznym aplauzie. Wokół jego nazwiska zaczęła rozpowszechniać się aura ezoterycznej sławy. "Chciałem powiedzieć, że byłem głęboko wzruszony, ale nie zaskoczony — tym wybuchem uczuć religijnych.

                                                    "Nie w ocean wszystkich światów
                                                    Chcę się rzucić! Ani wznosić się
                                                    Gdzie radosne chóry synów świata, najstarszych stworzeń
                                                    Modlą się, modlą żarliwie! I giną z zachwytu!

                                                    Tylko wokół kropli u wiadra
                                                    Wokół ziemi tylko chcę się unosić, i modlić się!
                                                    Alleluja! Alleluja! Z ręki Wszechmocnego!
                                                    Spłynęła również kropla u wiadra!"

                                                    "To narody są jak krople u wiadra, uważa się je jako pyłek u szali."
                                                    tłumaczenie: Tomasz Ososiński
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 11.04.25, 09:19
                                                    Mnie się wydaje, że niemieckość, polskość, francuskość, ruskość itd. to nie są jakości wrodzone, płynące niemal z biologii, ale kulturowe, społeczne, ukształtowane w wydarzeniach historycznych, często zupełnie przypadkowych, doraźnych, czasem wprawdzie robiących wrażenie uwarunkowanych niemal genetycznie (co wynikałoby tylko z tego, że naród żyje w określonym miejscu i z określonym bagażem swej historii). Niemców zwiodła nie niemieckość, ale mit niemieckości (jako właśnie biologicznej rasy, niezmiennej, z góry danej i wymagającej nawet przemocowej realizacji). Podobnie z Rosjanami, a i w Polsce mamy mocnych zwolenników misji Polaków w dziejach i w kosmosie.
                                                    Może stąd bierze też wspaniałość "Doktora Faustusa", że chodzi o diabelskość, a nie o niemieckość, nawet jeśli niemieckość dała się w diabelskość uwikłać. Inne narody potrafiły czasami dać się zwieść okolicznościom niemal nie gorzej niż Niemcy (choćby Hiszpanie, Belgowie i jeszcze inni, i nie wiadomo, czy jest na to odtrutka poza troską i uważnym przyglądaniem się sobie).
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 11.04.25, 20:41
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    No widzisz, na Ciebie można liczyć. Jakoś za bardzo głęboko wczuwam się w sytuację kropli wody i wietrze jakiś narodowy spisek u Tomasza Manna. Sama się zapętliłam i dzięki za Twój wpis.
                                                    Nie mam dziś głowy do klikania. Jutro będę.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 12.04.25, 09:02
                                                    Może taki narodowy spisek gdzieś tam jest, i nawet niezależnie od intencji Manna, ale raczej zdecydowanie nie w spojrzeniu na świat właśnie samego Manna. A jakimś chyba wiarygodnym na to argumentem jest postać Serenusa.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 12.04.25, 20:41
                                                    Dobry wieczór jd


                                                    Właśnie jedynym bohaterem bez skazy to jest Serenus. Przypomina mi Ciebie. Pytanie jest takie czy Serenus tak pisze, czy Mann to pisze? Dla mnie to jest zagadka. Dlaczego Serenus sam nie napisał właśnie książki ?

                                                    Mam strasznie dużo pracy, bo remont dobiega końca, a ja muszę sprzątać, układać wszystko na nowo. No i ogród do pracy. A pogoda już jest wiosenna i dzień długi. I jeszcze święta za pasem. Padam ze zmęczenia i dobrze, że mam za sobą przeczytaną książkę i teraz spokojniej czytam.

                                                    U "Doktora Fausta" najcięższe jest właśnie wszechświat. Autor poświęca jej dużo miejsca i dużo czasu, byśmy to zrozumieli. Ten kawałek jest trudny, bo trzeba się na prawdę skupić, a ominąć go nie mam sumienia.
                                                    Serenus by tak powiedział:
                                                    Istnieje tekst, który nie jest łatwy, ale którego opuścić nie sposób :)
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 12.04.25, 20:49
                                                    "Gdy z ręki Wszechmocnego
                                                    Wylewały się większe ziemie,
                                                    Strumienie światła szumiały i stawały się siedmiogwiezdnymi konstelacjami,
                                                    Wtedy ty, kroplo, spłynęłaś z ręki Wszechmocnego!"

                                                    "Dopiero później nauczyłem się rozumieć kompozycję "Święta wiosny" jako błagalną ofiarę pokutną złożoną Bogu, którą w istocie była: jako dzieło, stworzone, jak podejrzewam, ze drżeniem, pod naciskiem gróźb owego Gościa, domagającego się respektowania cyrografu." - napisał narrator Serenus Zeitblom.
                                                    "... zaczęło się przecież od krążenia wokół "kropli", która dobrze zasłużyła sobie na tę nazwę, ponieważ składa się przeważnie z wody, z wód morskich, zaś przy okazji gestu kreacyjnego wymkła się z ręki Stwórcy — że powiadam, zaczęło się od zbierania wiadomości dotyczących "kropli" i jej mrocznych tajemnic; jako że cuda głębin morskich, obłąkanie życia w miejscach, gdzie żaden promień słońca nie dociera, były pierwszą rzeczą, o której mi Adrian opowiadał."
                                                    "Znał te rzeczy oczywiście tylko z lektury, kupił sobie książki na ten temat i karmił nimi swoją wyobraźnię; stworzył fikcję, że sam opuścił się na dno morskie."

                                                    Serenus, całą tę rozmowę miał żywo w pamięci. Rozkoszował się nią podczas pewnego weekendu, jaki spędził w Pfeiffering. Oto nader plastyczny Adrian opowiadał jak to z badaczem głębin o imieniu Capercailzie wsiadł do kulistej głębinowej gondoli i zanurzył się w głębokie dno morza, pogrążając się w żywiole.
                                                    "Początkowo otaczała ich przejrzysta jak kryształ, słońcem prześwietlona woda. Lecz to odgórne oświetlenie wnętrza naszej "kropli u wiadra" sięga zaledwie do pięćdziesięciu siedmiu metrów w głąb; potem zaś się wszystko kończy, a raczej rozpoczyna się nowy obcy już świat, w którym Adrian i jego przewodnik pogrążyli się w głębokość prawie czternaście razy większą, wynoszącą około dwóch tysięcy pięciuset stóp, przebywali tam, jak powiadał, pół godziny, każdej chwili niemal pamiętając o tym, ze oto ciśnienie pięciuset tysięcy ton napiera na ich schronienie."

                                                    Nerwowo się robi, a będziemy pogrążać się dalej jeszcze w głąb.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 13.04.25, 08:37
                                                    To miłe, że miałbym być jak Serenus, ale nie - nie mam spokoju i harmonii Serenusa.
                                                    Trochę pamiętam te podróże Adriana w głębię oceanu i ku najdalszym galaktykom. Chodziło w nich chyba o przeciwstawienie humanizmowi, formie, poczuciu miary Serenusa jakiejś tajemnej, mrocznej, najdalszej bezforemności, bezkresu, otchłani świata, diabolicznej, demonicznej, czym Adrian jakby droczy się z sobą i Serenusem świadomością czy podświadomością niedanego cyrografu.
                                                    Ma się tu zresztą do czego odwołać. Istniały i istnieją takie pomysły dotyczące stworzenia świata (i to związane z chrześcijaństwem), że wynikało ono z walki dwóch bóstw o panowanie i dominację, albo z tym, że w Bogu lub obok Boga istnieje jego zła, ciemna strona, jakaś jego czeluść, nicość, przepaść, i ona przenosi się na świat stworzony, jest nieusuwalna ze świata stworzonego. Ona da się jakoś trzymać z trudem w ryzach (Serenus), albo próbuje się w świecie rządzić i zwyciężać (Adrian).

                                                    Jeśli gonią Cie porządki poremontowe, to może chwilę odpocznij od tego Manna.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 13.04.25, 20:12
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Bez dwóch zdań, masz rację. Poza tym lepiej żyć na jawie niż śnić, bo sam Adrian zastanawiał się na spotkaniu z diabłem czy to sen, czy jawa. No właśnie, zauważ, jaki bardzo mądry i inteligentny był ten gość z piekieł. Adrian chyba z nim się urodził. Bo taka wersja też może być ?
                                                    Zagadka
                                                    A mamy aktualnie księżyc w pełni to nie zobaczymy. Czy wiesz kto, siedzi na księżycu ? Ktoś z Krakowa;)

                                                    jd- dam sobie rady. Cały czas mam remonty. Po świętach wchodzimy na podwórko do brukowania. Potem dopiero będzie trochę przerwy. A jak tam u Ciebie - palemka w wazonie?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 13.04.25, 20:17
                                                    "Stopniowo, w miarę jak się pogrążali, woda zaczęła przybierać barwę szarą — a więc barwę mroku. Potem wprawdzie, i to na długo przedtem, zanim sonda wskazywała głębokość siedmiuset pięćdziesięciu i siedmiuset sześćdziesięciu pięciu metrów, zapanowały dookoła całkowite ciemności, wiekuiście cicha i dziewicza noc."
                                                    "... i nie do opisania wszystko, co w dzikich susach przemykało obok okien gondoli — obłąkane, tajemnicze karykatury świata organicznego, zbójeckie pyski, bezwstydne uzębione szczęki, teleskopowe ślepia, żeglarki, podobne do łódeczek z papieru, stomiasy jak srebrzyste topory o prostopadle nastawionych wypustkach wzrokowych, skrzydłonogi i różnonogi dochodzące do dwóch metrów długości."
                                                    W takich głębinach panowało niezwykłe ciśnienie atmosferyczne, pod wpływem którego niektóre stworzenia musiały nieuchronnie pęknąć i tak na przykład pewien szczególnie wielki, cielistej barwy i szlachetnej niemal postaci wodnik rozprysnął się w kręgu ich widzenia na tysięczne kawałki, lekko tylko zderzywszy się z podwodnym pojazdem."

                                                    "Takie oto rzeczy opowiadał Adrian przy cygarze, zupełnie w takim duchu jakby naprawdę sam zjechał był w morskie głębiny i kazał sobie to wszystko pokazać.
                                                    Z pomocą swojego mentora i profesora Capercailzie, który, jak się okazało, ponoć nie tylko w ciemność morskiej głębiny z nim zjechał, lecz także wzbił się w nim ku gwiazdom. A wszystko to razem przypomina raczej jakąś diabelską psotę."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 14.04.25, 07:49
                                                    Może mam rację, ale nie bez dwóch zdań. Z niedokładnościami i wątpliwościami, których mocno nabiera się na starość.
                                                    Tak, tak, Adrian mógł się już z tym urodzić albo doznać tego na samym początku życia - są na to argumenty i on sam właściwie o tym mówi (o skłonności do chłodu i innych aspektów diabelskości).

                                                    Nie bardzo mam serce do tych wydarzeń świątecznych, zwłaszcza że kontakty rodzinne mam na bieżąco i nie wymagają tego szczególnego, dodatkowego wzmożenia. Nie jestem też jakoś szczególnie religijny, no ale jakieś przygotowania trwają.

                                                    Oczywiście, że wiem kto siedzi na księżycu, to przecież wszyscy wiedzą; czy może już nie?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 14.04.25, 21:12
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Jak można nie mieć serca do świąt? Przecież to lenistwo w całej rozciągłości i na dodatek najsmaczniejsze jedzenie w roku. Teraz kiedy czasy są takie niespokojne i pełne zawirowań potrzeba tego błogiego lenistwa. Gdyby nie święta szczególnie religijne, to coś innego by w to miejsce weszło, może nicość by zajęła to miejsce.
                                                    A tak to mamy wiarę, a z wiarą lepiej się żyje. Nie mówię tu o twardej jakiejś dyscyplinie religijnej, ale delikatnej, na swój sposób, aby tylko drugiego nie krzywdzić. Taka mi się podoba. Spokojna wiara w Boga jest ukojeniem duszy i na mnie, mam nadzieję dobrze działa. Święta spędzam sama z Klarą (suczka) i ja to bardzo, bardzo lubię. Długie beztroskie spacery. Obydwie jesteśmy, w jednakowym wieku. Ona kopie dołki i szuka myszki, a ja zabiorę się za czytanie Pana Twardowskiego na jakimś diabelskim kamieniu w diabelskim otoczeniu, a otoczenie moich spacerów kryje diabelskie zaułki. Jest to Kopiec Kraka.

                                                    jd — te powiedzenia filozoficzne to są cudowne i znów wracamy do "kwiatu zła, który wśród zła jest najczęściej rozkwitającym"
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 14.04.25, 21:27
                                                    "Dobro jest kwiatem zła"
                                                    "Jesteś więc przeciwnikiem dzieł bożych — odparł Adrian do Serenusa — i przeciwnikiem przyrody materialnej, z której się wywodzi człowiek wraz ze swoją duchowością, którą w końcu spotkać można również i w innych okolicach kosmosu. Świat materialny, ta wroga tobie niesamowitość struktury świata, jest niewątpliwie warunkiem moralności, która bez niego nie miałyby żadnego gruntu, i może właśnie dobro należy nazywać kwiatem zła"
                                                    "Mój humanistyczny homo Dei, owo ukoronowanie życia, jest więc przypuszczalnie, wraz ze swym obowiązkiem uduchowienia, produktem płodności gazów błotnych jednej z sąsiednich planet...
                                                    - Kwiatem zła — powtórzyłem, kiwając głową.
                                                    - W wśród zła najczęściej rozkwitającym — dorzucił.

                                                    "Nie wiedziałem, lecz mogłem, było odgadnąć, że wszystko to zmierzało do nowego dzieła, a mianowicie do muzyki kosmicznej. Była to zdumiewająca, jednoczęściowa symfonia albo fantazja na orkiestrę, którą napisał w ostatnich miesiącach 1913 i pierwszych 1914 roku, a która otrzymała tytuł "Cuda wszechświata"
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 15.04.25, 10:00
                                                    Jednak nie mam serca, a potrawy wielkanocne, zwłaszcza te klasyczne (w rodzaju białej kiełbasy) nie wydają mi się ani za bardzo ładne, ani za bardzo smaczne. Tym niemniej przygotowania trwają. W dodatku czas świąteczny i przedświąteczny to ciężką praca (nawet jeśli czasem miła) i życiowe zawirowania organizacyjne. To dopiero po świętach jest chwila na lenistwo.
                                                    No ale przygotowania jak najbardziej trwają, rozsądne i bez głupienia, ale teraz życie (sklepowe, zakupowe i tego rodzaju) jest łatwe w porównaniu z naszą młodością, gdy mama lub babcia wysyłały mnie do stania w kolejkach całe godziny i bez gwarancji sukcesu.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 15.04.25, 20:43
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    E... tam, nie masz serca, przecież kiedyś pisałeś, że bardzo lubisz myć okna i że masz, taką specjalną technikę czyszczenia szyb dopieszczając je każdym ruchem ręki ;)))) Pamiętam to, gdy się zabieram do mycia swoich szyb, a mam ich całkiem sporo. Nie wiem, czy pamiętasz, jak pisałam, że mieszkam w "Belwederze" zwanym, bo tak zwali klienci mój budynek. Teraz kiedy trochę czasu zleciało przechodnie, jak usłyszałam, nazwali ten budynek "Malbork", bo jest z samiutkiej cegły i nieocieplony, a mury jego mają szerokość pół metra. A wszystko przez to, że budowniczy ukończył specjalizację budowy mostów i tuneli.
                                                    Ale dziś nie o tym miałam napisać. Dziś robimy przerwę od Doktora Fausta, bo zawirowania tenisowo-remontowo-świąteczne bardzo się napiętrzyły. Jutro kończymy remont i muszą być zrobione prace do oddania.
                                                    Dziś też grałam w tenisa z Karolą i kolegą w Amerykanina, traktowałam to relaksowo, bo reprezentantka Niemiec, a moja koleżanka jest w Krakowie i musiałam znaleźć korty ziemne na trening, gdyż na mistrzostwach będzie grać na kortach ziemnych. Znalazłam je w klubie sportowym "Olsza". Jest tam jeszcze kortowy, który nas pamięta doskonale. Odmówiłam balon w Wieliczce i umówione jesteśmy na Olszy. Nie wiem, jak będzie, ale będzie się działo, bo stara wiara też się zbiera. A pogoda zapowiada się bardzo dobra.

                                                    A co do zakupów świątecznych, to markety rozwiązały ten problem dawnych kolejek. Jest towar i jest wybór marketów, chociaż ja wolę małe sklepiki, a markety są właśnie od święta tylko i to nie zawsze.

                                                    jd- czy istnieje jeszcze ten dom rodzinny w Olsztynie gdzie mama lub babcia wysyłały Ciebie po zakupy kolejkowe ?
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 16.04.25, 08:59
                                                    Ale mycie okien to nie jest lenistwo świąteczne. Tak, do mycia okien są teraz jakieś jeszcze świetniejsze i sprawniejsze przyrządy niż niedawno, jest prawie przyjemnie.

                                                    Świąteczna przerwa od Manna na pewno byłaby przez Manna dobrze przyjęta, zwłaszcza że po takiej przerwie wraca się z nowym, odświeżającym smakiem.

                                                    Ten dom, a nawet dwa (bo w innym mieszali rodzice, a potem w innym babcia) ciągle w Olsztynie istnieją i dobrze się maja, choć mieszkają tam zupełni inni ludzie i chyba już nikt nie może tamtych lat pamiętać. Co jakiś czas tam bywam i kontroluję oglądowo sytuację.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 16.04.25, 21:00
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    To tak jak ja. Jeżdżę do Olsztyna doglądać domu.
                                                    A na cmentarzu w Olsztynie też kogoś masz ?

                                                    jd- mało dziś napiszę, bo jestem okropnie umęczona tenisem. Zmiotła mnie koleżanka z kortu. Wprawdzie przegrałam 6:2, ale różnica klasy była widoczna gołym okiem. Ona gra całe życie, prowadzi tam swoją szkołę tenisową, a jej mąż jest w tym klubie prezesem, więc cała rodzina zgodnie pracuje w tenisie.
                                                    Miałyśmy też trening z naszym wspólnym kolegą, a dziś znanym, może nawet najbardziej znanym krakowskim trenerem naszych krakowskich mistrzyń. Jestem padnięta i uciekam, bo remont skończył się dziś o 19 tej i po świętach jeszcze mała kosmetyka będzie, gdyż się nie wyrobili.
                                                    Dobranoc jd.

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 17.04.25, 09:08
                                                    Dzień dobry, w sprawie pasania - jak się ułoży, bez skrupułów i usprawiedliwień.

                                                    Na cmentarzu na Poprzecznej był grób moich dziadków, ale kilka lat temu moja siostra przeniosła ten grób do Warszawy (miała swoje racje), więc już tam nie bywam.

                                                    2:6 z zawodowcem to świetny wynik; jeśli rzeczywiście była różnica klasy, to zapewne wyciągnęłaś absolutne maksimum. No i ten prezes...
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 17.04.25, 22:25
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Tak na razie zaprzestaję pisać dalsze losy Adriana i jego towarzystwa, bo tak się złożyło, że brakuje mi dnia, taki mam nawał pracy po remoncie. Taki mam plan na ten rok, że co roku wykonuję etap pewnego zaplanowanego remontu.

                                                    Basia, zawodowa tenisistka jutro wyjeżdża do Essen, bo ma tam jakiś turniej, w którym gra. Dziś wieczorem odwiedza z mężem swój Kazimierz i duchy przeszłości.
                                                    Właśnie dzwoniła z Kazimierza krakowskiego, że tłumy ludzi szczególnie zagranicznych. A pogoda upalna. Jej miejsce dzieciństwa, czyli Kazimierz ul. Miodowa stała się centrum życia turystycznego szczególnie w nocy. Jest zachwycona takim wielkim BUUM na Kazimierz. Ona 40 lat temu tam mieszkała w starej żydowskiej kamienicy o zaniedbanych ulicach i podwórkach, a dziś w tym miejscu są hotele i nocuje w rodzinnym starym mieszkaniu. Jest zachwycona. Piszę o tym, bo widzisz, jak każdy z nas ma swoje losy, swoje miejsca i swoją historię.

                                                    jd, mnie też wszyscy radzili, bym przeniosła matkę i brata do Krakowa lub Wieliczki, lecz pomyślałam sobie, że ich kości powinny być w ich ziemi, a nie na obcej. Nie wiem, czy byliby zadowoleni. Jedynie ekshumowałam brata do matki i zrobiłam jeden grób, bo miałam dwa groby do opieki, a teraz jeden, który opłaciłam na 40 lat. No i najważniejsze, mam do kogo jechać

                                                    A byłeś kiedyś na Kazimierzu w Krakowie ?
                                                    Uciekam
                                                    Trzeba się wyspać do pracy....
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 18.04.25, 10:03
                                                    W poprzednim poście napisało mi się idiotyczne "pasanie" zamiast "pisanie", ale wiedziałaś przecież, że chodzi o pisanie. Tak jest, zrób przerwę i czekaj na czas nieróbstwa.

                                                    Byłem na Kazimierzu oczywiscei, Był xas ,ze często bywałem w Krakwoe z powodów uniwesryteckich i mam tam sporo znajomych ,a anwet przyjaciół. Gdy byłem kilak lat temu Kazimierz nie był jescze zapewne taki "wypasoiiony" jak terz , ale uzwszytsko siezmieniał i spro zmieniło.

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 18.04.25, 10:10
                                                    Kurczę, znowu coś się urwało z pisanym przed chwilą postem, powtarzam go więc, uzupełniam i poprawiam:

                                                    W poprzednim poście napisało mi się idiotyczne "pasanie" zamiast "pisanie", ale wiedziałaś przecież, że chodzi o pisanie. Tak jest, zrób przerwę i czekaj na czas nieróbstwa.

                                                    Byłem na Kazimierzu oczywiście. Był czas, że często bywałem w Krakowie z powodów uniwersyteckich i mam tam sporo znajomych, a nawet przyjaciół. Gdy byłem kilka-kilkanaście lat temu Kazimierz nie był jeszcze zapewne taki "wypasiony" jak teraz, ale już wszystko się zmieniało i sporo zmieniło. Już było mnóstwo kawiarni i innych atrakcji.

                                                    Miłych Świąt już teraz.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 18.04.25, 21:34
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Ja też tak mam, że pisze dobrze, a wychodzi źle. Wydaje mi się, że tu przeszkadza sztuczna inteligencja, która sama sobie dobiera końcówki, nawet wyrazy zmienia. Dlatego muszę napisać na pulpicie i dopiero wkleić, bo inaczej samoistnie często w trakcie pisania wyraz się zmienia na inny. Często wychodzi mi to na sms-ach, muszę się kontrolować, bo kiedyś zamiast świąt wielkanocnych wklepało się świąt bożonarodzeniowych ;)

                                                    Tak, Kazimierz w Krakowie to jest coś. To coś, co ma swojego ducha, a ducha trzeba poczuć. I to ciekawe, że ten duch występuje wieczorowo-nocnych porach. Widzę jd, że byłeś tam częstym bywalcem, nie dziwię się, bo tam spotykało się kiedyś bardzo kulturalne towarzystwo, a jeszcze dawniej, bardziej, dawniej to spotykali się tam menele i z racji tego, szłam przez Kazimierz z duszą na ramieniu.
                                                    A dziś jd, bylibyśmy na Kazimierzu jedyni, którzy mówią w języku polskim. Sama już się czuję turystką :)

                                                    Już zmierzam do końca z całodobową pracą. Już od dziś będzie lżej.
                                                    Miłych Świąt Wielkiej Nocy. To piękne życzenie, bo zazwyczaj życzę spokojnych, ale czy wiadomo, czy nie lepiej poszaleć troszeczkę z okazji Świąt — ciast tyle, wędlin tyle, jajek, że hoho, a tradycyjną sałatkę jarzynową gotuję, by z rana przygotować.
                                                    I tak mam nadzieje, spokojnie zleci czas, który tak szybko leci...
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 19.04.25, 08:04
                                                    Tak, z tym pisaniem bywa kłopotliwie, bywają niespodzanki, gdy kliknie się coś obok i post leci do sieci - tak bywa u mnie. No i czasem człowiek boi się, że ucieknie mu dobra myśl, pisze szybko i z błędami, czasem takimi, że trudno potem odcyfrować, co się miało na myśli. No ale i tak jest wygodnie i skutecznie (w porównaniu choćby z dawnym pisaniem na maszynie - jeszcze się na to załapałem i mam taką maszynę).

                                                    W Warszawie w okolicach mojej pracy też jest międzynarodowo i wielobarwnie, ale na pewno bez porównania z wieczorno-nocnym Kazimierzem. Wspaniale też wspominam kilka wizyt w Piwnicy pod Baranami i w małej tam kawiarence z wódką (nie tylko z wódką) Vis-a-vis, gdzie spotykało się osoby w rodzaju Jana Nowickiego.

                                                    Też ruszam do obowiązków (choć nie mam do nich serca, no ale mam wobec nich właśnie poczucie obowiązku). Miłych Świąt.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 19.04.25, 20:39
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Ho, ho, ho — i ja też taką maszynę do pisania posiadam, a nauczyłam się pisać jeszcze w Olsztynie, ponieważ mama była urzędniczką i błyskawicznie pisała na maszynie. Mnie maszyna bardzo była potrzebna do napisania pracy magisterskie, różnych urzędowych pism, a także przepisywałam prace innym znajomych, nawet tenisistom. Pożyczałam maszynę z klubu Nadwiślan i oddawałam, bo mieli je kilka sztuk. Potem się dorobiłam swoją i do dziś leży w schronie (piwnicy). To pisanie na maszynie to jak wiesz, doprowadzało niekiedy do szału nerwowego, bo błędy nie dało się wygumkować. Pisałeś przez kalkę?

                                                    Piwnica pod Baranami to świat artystów nie tylko krakowskich. Tam jest tyle zawiłych pomieszczeń, niektóre tajemne i niedostępne. Trzeba być stałym bywalcem, by nie pobłądzić. Ja tam byłam w czasach kiedy śpiewała Ewa Demarczyk. Jest tam teraz też Kino pod Baranami.

                                                    Troszkę się uwolniłam od przymusu pracy i większość czasu wykorzystuję na sen. Przeforsowałam się w całej rozciągłości przez ten poprzedni tydzień.

                                                    Miłego poczucia obowiązku :) Dobrej zabawy z jajkami i innymi smakołykami.
                                                    Masz okazję ucztować do woli, jak każdy prawie świętujący święta to czyni. Pięknie;)
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 19.04.25, 21:36
                                                    Też pisałem na maszynie pracę magisterska, z trzema kalkami; kalki też jeszcze mam. Błędy były okrutne, ale był taki specjalnym papierek do poprawiania tych błędów; potem pojawiły się maszyny elektryczne, a w końcu pierwsze komputery z polskim edytorem tag, a potem już panujący do dziś świetny Word.

                                                    Płyta Demarczyk, ta pierwsza i najbardziej znana (z muzyką Zygmunta Koniecznego), była niezwykła, na pewno spodobałaby się Adrianowi i Serenusowi. Potem ona trochę zdziwaczała i jej muzyka nie była już tak nadzwyczajna.

                                                    Wysypiaj się, objadaj jako ja będę się objadał. Miłych Świąt raz jeszcze.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 20.04.25, 20:41
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Widzę, że maszyny do pisania nas łączą. Też posiadam kalki i muszę Ci powiedzieć, że jeszcze 10 lat temu one mnie wybawiły z pewnego kłopotu. Ktoś, życzliwy, doniósł do Nadzoru, że mamy nie odebrany dom, no i przyjechał pan, poprosił o dokumenty, a mam tych dokumentów całe teczki. Wszystkie odbiory miałam, ale nie miałam jakiegoś zgłoszenia do urzędu miasta. No i pojechałam z tym problemem do kolegi z klasy, z którym gram w tenisa aktualnie i poradził mi, żeby napisać na starej maszynie zgłoszenie odbioru domu do tego wymaganego urzędu, z datą, wiadomo, bardzo dużo cofniętą. Oryginał wyrzucić, a kopię, czyli odbitkę po kalce zostawić sobie, bo wtenczas było takie prawo budowlane, że po wysłaniu zgłoszenia odbioru czekało się chyba dwa miesiące i jak nie było kontroli, to zgłoszenie traktuje się jako przyjęte. I tak zrobiłam, znalazłam stare jeszcze przy żółte kartki. Odbitkę zostawiłam sobie w dokumentach i czekałam na jakieś wezwanie, ale sprawa ucichła, bo nie była to sprawa poważna, tylko głupi anonim życzliwego, który bardzo chciał nam zaszkodzić, a wyszło, że przez takie zachowanie tylko uregulowałam sprawy majątkowe, które dawno powinny być uregulowane.

                                                    Dobrze piszesz jd, też tak myślę, że ta płyta Demarczyk, dzięki jej wyjątkowego, artystycznego wykonania jest majestatycznym fenomenem. Porywa dusze ludzkie w inny wymiar, coś faktycznie dla Adriana i Serenusa i nie tylko, coś dla samego genialnego Tomasza Manna :) Ciekawe czy można powiedzieć, że jej wykonanie ma coś filozoficznego ?
                                                    Mnie się wydaje, że Demarczyk nie zdziwaczała, tylko po prostu zaczęła pić. A ten demon człowieka niszczy. Czy nie było tak ze słynną Violettą ?

                                                    No właśnie, ciekawe, dlaczego Adrian nie popadł w alkoholizm ?
                                                    Może dlatego, że wziął do siebie powiedzenie Goethego - "Strzeż się! Czuwaj, trzeźwym bądź!"

                                                    Został nam jeszcze jeden dzień świąteczny, to zdążę jeszcze pożyczyć Ci tego co wszystkim życzę, czyli warnijkie powinszowania: doczekania następnych w zdrowiu :) I to załatwia sprawę życzeń świątecznych.
                                                    A każdy chce doczekać. Dobre ?

                                                    Jak tam z Twoim objadaniem się ? Od jutra zaczynam z umiarem jeść, a więcej pić, gdyż jutro śmigus-dyngus. Pogoda będzie bezdeszczowa, a u nas susza.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 20.04.25, 22:35
                                                    Bardzo pomysłowa rozgrywka z odbiorem domu, no i z udziałem maszyny.

                                                    Alkoholizm wśród artystów się zdarza często, ale i często się nie zdarza, nawet tam, gdzie wydawało by się, że są wszelkie przesłanki do picia. Na przykład ominęło to Dostojewskiego. Jerzy Pilch (pijący) twierdził z kolei, że ani jednej strony nie napisał
                                                    na bani.

                                                    I ode mnie świątecznie zdrowia oraz (na ile się da) rządów nad własnym życiem.

                                                    Trochę się poobjadałem i jutro kontynuacja. Z czasów dzieciństwa pozostała mi szlachetna skłonność do słodyczy. Wydaje mi się, że wtedy jadałem tylko słodycze, nawet jeśli raczej niewyszukane, w rodzaju marmolady. Teraz mam do czynienia ze słodyczową arystokracją.

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 21.04.25, 20:15
                                                    Słodyczowa arystokracja — u mnie nie ma miejsca na zły cukier ;))
                                                    Dawniej, to wydaje mi się, że były tylko ciasta czysto tradycyjne sernik, makowiec i mazurek i to był obowiązkowy zestaw plus babka wielkanocna lub chałka. I te wszystkie przepisy znałam na pamięć. Dziś jest tych przepisów multum, a składników tysiące i wszystko ze wszystkim można wymieszać, dać nową nazwę i jest jadalne, podziwiane, modne i bardzo, bardzo słodkie, bo nawet jak się da sztuczny cukier to i tak będzie cukrem, może jeszcze gorszym. Byle tylko oczy zjadły i kubki smakowe zadziałały, a kasa się zgadzała ;))

                                                    jd- zawsze mnie pokonujesz słowami - " rządów nad własnym życiem ", to jest cudowne powiedzenie i takie prawdziwe. Tak właśnie jest, że trzeba umieć sobą kierować i dlatego proszę Boga o mądre decyzje.
                                                    Zaczynam od planowania, a następnie działam, zazwyczaj na rzecz ulepszenia czegoś lub wykorzystania czegoś, co było nieużyteczne, a mogą przynosić w przyszłości zysk. Przykład ogrodu — nie wykorzystuję go na kwiaty, większość to drzewa owocowe, krzaki owocowe, z których potem mogę zrobić własne smaczne marmolady własnej roboty. W sezonie objadam się własnymi owocami.
                                                    Wizja schronu też jest realizowana. No i wiesz, chcę zostawić jakiś dobry ślad po sobie. Wprawdzie człowiek odchodzi, nic nie zabierając, ale zostawi po sobie ślad.
                                                    Rządzić się własnym życiem, zaskoczyłeś mnie tymi życzeniami. Jestem pod wrażeniem i jestem w realizacji :). A jak Ty rządzisz swoim życiem ?
                                                    Słyszałam przez radio, że ktoś sobie pożyczył świętego spokoju na święta i też to rozumiem.
                                                    Cudowny błogi dzień mamy w Krakowie. Odcięłam się od wszystkich tematów medialnych i nastawiłam radio z muzyką klasyczną i filmową.

                                                    To jak, wracamy do Tomasza Manna ? Inez się zbliża. To trudny temat, a niby prosty.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 22.04.25, 11:14
                                                    Rządy nad własnym życiem to dobra rzecz, ale nie zawsze się udaje, a wręcz w wielu miejscach się nie udaje i nie należy może nawet wtedy o to za wszelką cenę zabiegać. No ale jako ogólne życzenie nie jest to złe. Skutki naszych decyzji wymykają się jednak naszym zamiarom, ale czasem przecież na dobre. Przykład ogrodu bardzo budujący (w dodatku z marmoladą) i daje się chyba przenieść do innych dziedzin
                                                    życia.
                                                    Mnie - jak to w życiu - czasem udaje się kierować, a czasem nie udaje, ale bilans odrobinę chyba wychodzi ponad zero.

                                                    Temat Inez trudny, prosty, no i rozpaczliwy.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 22.04.25, 19:32
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Wprawdzie dzisiaj wtorek, ale tenis został przesunięty na czwartek, ponieważ wtorek został odwołany z przyczyny partnera. No i dobrze, bo jeszcze wylizuję się z ran treningu z koleżanką.
                                                    No i wreszcie dziś było oficjalne zakończenie prac remontowych w domu. To wielka ulga. Przenosimy się na podwórko kwitnącego sadu, wśród porzeczek różnego koloru oraz agrestu. Przepięknie kwitnie teraz świdośliwa gładka Ballerina (znajdź w googlach) a owoce ma jak jagody tylko większe i są okropnie smaczne. Mój ulubiony owoc. Już na targach czy rynkach pokazuje się w sprzedaży jako jagody świdośliwy. Polecam bardzo.

                                                    Rządy nad własnym życiem, czyli wystarczy mieć chęci, wystarczy nie krzywdzić i iść spać z czystym sumieniem — a rano zdrowo wstać — czy to nie będzie to! Jeszcze poczucie bezpieczeństwa bardzo ważne. Dla tego poczucia bezpieczeństwa nasza Inez wychodzi za mąż, ale o tym potem.
                                                    Znasz to przysłowie: "Sam jesteś kowalem swojego losu"
                                                    Po prostu: trzymajmy się i nie dajmy się :)
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 22.04.25, 19:37
                                                    "Utwór "Cuda wszechświata" niestety nie miały ducha pokornego uwielbienia. Szyderstwo bowiem stanowi istotę i esencję tego około trzydziestu minut trwającego orkiestralnego portretu świata — szyderstwo, które aż nadto wyraźnie potwierdza, że zajmowanie się ponadludzkim bezmiarem nie daje pobożności żadnej strawy; dalej — szatańska sardoniczność, błazeńska trawestacja pochwały, która wydaje się dotyczyć nie tylko straszliwego mechanizmu budowy świata, lecz także owego medium, w którym się odzwierciedla i wręcz powtarza: muzyki, kosmosu dźwięków, co przyczyniło się znacznie do tego, że kunsztowi muzycznemu mego przyjaciela postawiono zarzut antyartystycznej wirtuozerii, bluźnierstwa i występnego nihilizmu.
                                                    Lecz dosyć już o tym."

                                                    Szatańska sardoniczność ? Jak to rozumieć jd ?
                                                    Ciężkie słowa w tym rozdziale użył Sereneus.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 22.04.25, 21:39
                                                    Odnotowuję ballerinę. W ogrodzie moich dziadków w Olsztynie byłem miłośnikiem zwłaszcza białych porzeczek.

                                                    Z tymi rządami - należy się starać, ale nie popadać w "maksymalistyczny fundamentalizm", że zawsze, że koniecznie, że wszędzie i w każdej sprawie. Z odrobiną dystansu i niezobowiązującej do niczego swobody.

                                                    Inez wychodzi za Institorisa - i już czuć, że będą kłopoty.

                                                    Ta szatańska sardoniczność to chyba dystans, ironia, a nawet grymas i zgorzknienie wobec świata, ale nie otwierające wrót innego, lepszego, religijnego świata, czyli poprzestające na jakimś zawieszeniu, a nawet bezbożnym nihilizmie, co od początku zagraża sztuce Adriana. Może Mann czasami odrobinę, o małe oczko, przesadza z tą pokomplikowaną terminologią, ale ma to też swoje zalety, jest motywujące, no i chyba nie popada w jakiś denerwujący, sztuczny snobizm i manieryczność (w ostatnim zdaniu ja też chyba trochę zaszalałem, ale wszystko jest raczej oczywiste i niezastępowalne jakąś ciepłą terminologią telewizji śniadaniowej).
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 23.04.25, 20:23
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Też u mojej babci były białe porzeczki i nie mogło ich zabraknąć w moim sadzie.

                                                    Te słowa pisane Manna czy Serenusa, czy Twoje to niekiedy przypominają mi jakąś grę słów, między którymi trzeba się uwijać jak hokeista na lodowisku z krążkiem, kiedy slalomem sunie do bramki, żeby zdobyć sedno sprawy. ;) Dobrze napisałeś trafnie. Poszalałeś w ostatnim wpisie. Jako kibic mocno przyklaskuję takiemu tokowi myślenia. Wszak "Doktor Faust" to nie elementarz a dzieło jedno z największych.

                                                    A wiesz, że Inez przypomina mi Jagnę, która wyszła za Borynę i też miała kłopoty. Nie wiem, jak to jest, że kobiety w wielkiej literaturze to przeważnie mają kłopoty.
                                                    A i Anna Karenina też je miała.
                                                    Ciekawe kto sprawia albo co jest przyczyną, że pary łączą się niekiedy tragicznie i z życia robią sobie piekło ? Jak widzisz, tak jest chyba, od początku świata tylko okoliczności są inne.

                                                    Jeszcze przed nami świat antyhumanizmu i dojdziemy do biedno-bogatej Inez. Chociaż ja wiem, czy bogatej ?
                                                    Zauważyłeś, że większość postaci wynajmuje mieszkania czy domy. Nawet Inez z mężem wynajmują wystawne, obszerne mieszkanie gdzie przyjmują gości.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 23.04.25, 20:36
                                                    Wspomniał już wcześniej Serenus, że w klasztornej samotności, strzeżonej przez psa Suso, Adrian utrzymywał pewne stosunki towarzyskie w mieście, gdzie się udawał z wizytami.
                                                    1. Spotykał się u pań Rodde i jej kręgiem:
                                                    doktor Kranichem, Zinkiem – malarz, Baptystą Spenglerem - również malarzem oraz ze skrzypkiem i gwizdałą Rudim Schwerdtfegerem.
                                                    2. Spotykał się też u państwa Schlaginhaufenów - starszego, zamożnego, bezdzietnego małżeństwa
                                                    3. Spotykał się również u wydawcy Radbrucha
                                                    4. Oraz u pana Bullingera – bogatego fabrykanta papieru dokąd zaprowadził Adriana, Rudiger Schildknapp - anglista i literat, przyjaciel Adriana

                                                    I tak całe towarzystwo wzajemnie się spotykało i toczyło dyskusje. Wśród dyskutantów znajdował się też Serenus, który przytacza te dyskusje i bierze w nich spory udział.

                                                    "Dzięki osobie docenta dra Chaima Breisachera – człowieka o bardzo rasowym i postępowym intelektualnie, wręcz ryzykanckim typie, o fascynującej brzydocie, który odgrywał tu z niejaką, wyraźnie złośliwą przyjemnością rolę obcego, wnoszącego ferment ciała."

                                                    "Był to polihistor, który umiał mówić o wszystkim i na każdy temat, filozof z dziedziny kultury, którego przekonania o tyle jednak były wymierzone przeciwko kulturze, że w całych jej dziejach, jak utrzymywał, dostrzegał jedynie proces rozkładu. Najbardziej wzgardliwym słowem w jego ustach był — postęp."

                                                    "Niestety, odżegnywanie się od pewnych spraw, zdolność tak blisko granicząca z mądrością, a raczej stanowiąca jej część, została dzisiaj zatracona, a wulgarne mędrkowanie nazywa się postępem."

                                                    I finał Serenusa w tym rozdziale XXVIII:

                                                    "Tak czy inaczej, pragnę stwierdzić, że właśnie u państwa Schlaginhaufenów - dzięki osobie Breisachera, po raz pierwszy zetknąłem się z tym nowym dla mnie światem antyhumanizmu, którego istnienia dobroduszność moja, dotychczas nawet nie podejrzewała."

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 24.04.25, 09:24
                                                    Rzeczywiście, czasem między słowa trzeba się uwijać jak hokeista, a najgorsze jeśli zaangażujemy się w grę zupełnie beznadziejną, gdzie autor sam nie potrafi się uwinąć - ale zupełnie nie jest to przypadek Manna, gdzie uwijanie musi kończyć się sukcesem (nawet jeśli smutnym i tragicznym).

                                                    Jeszcze jedna literacka kobieta z kłopotami, po przejściach i z przeszłością to Pani Bovary w powieści G. Flauberta. Literatura, dobra literatura chyba raczej jest pesymistyczna, nostalgiczna i lekko de[presyjna, ale paradoksalnie to dodaje życiowej energii.

                                                    Wynajmowane mieszkanie to tam (i tak jest chyba do dzisiaj) raczej standard niż sytuacja chwilowa i doraźna jak u nas. Ale chyba i tu powoli zmierzamy w tamtą stronę i tu i ówdzie zachęca się do tego, by nie być niewolnikiem nastawienia na własne mieszkanie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 24.04.25, 19:45
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Właśnie zadzwoniła Basia, że na turnieju w Essen w drugiej grze przegrała z 9 tą na świecie w trzech setach. Załamana trochę, pocieszyłam ją Twoimi słowami, że zwycięstwo zostanie przesunięte w czasie i w Miami będzie lepiej. Trochę szczęścia i wynik się odwróci.

                                                    Strasznie nierówno dzisiaj grałam, przegrałam 1:6, a w drugim secie miała 4:1 i znów doszło do wyrównania i tak skończyła się godzina. Cieszę się, że nie przegrałam meczu. Jak dotychczas to jeszcze całego meczu nie rozegrałam. Przynajmniej nie mam na koncie żadnego przegranego meczu. Dobry system ten godziny, taki sprawiedliwy.

                                                    Pani Bovary - G. Flauberta chyba czytałam, ale dawno temu i nie wiem, czy ją skończyłam. Były dwa tomy tej książki i pisane małymi ściśniętymi literkami. Chyba ją odłożyłam na półkę.
                                                    A co do kobiet, to chodzi takie francuskie porzekadło, że kobieta staje się wtedy kobietą kiedy zdradza ;)
                                                    Czuć burzę w okolicy, a roślinki najbardziej czekają na wiosenny deszcz.

                                                    No to zaczynamy "maltretować" teraz Inez, a Serenus będzie nam pomagał :)
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 24.04.25, 20:04
                                                    Obie siostry Rodde, Klaryssa i Inez niezbyt zgodnie żyły ze swą matką. Dawały do zrozumienia, że rozwiązła i cygańska atmosfera jej salonu działa im na nerwy. Obie, każda w inną stronę dążyły, by wyrwać się z tego stanu. Dumna Klaryssa chciała zostać aktorką, a Inez, z natury lękająca się życia, zaś chciała się zakotwiczyć w małżeństwie choćby z miłości lub bez miłości, byle była bezpieczna, jak myślę.
                                                    Akuratnie zbliżył się do niej doktor Helmut Institoris, teoretyk i historyk sztuki, docent Wyższej Szkoły Technicznej i jako kawaler z zamożnej rodziny i dziedzic sporego majątku, chcąc dodać powagi swojemu stanowisku, również rozmyślał o małżeństwie.
                                                    I tu Serenus, wywodzi się bardzo pięknie filozoficznie o ich przeciwnych charakterach, jakby czuł, że całkowicie do siebie nie pasują.

                                                    "Dr Institoris był — a trzeba w tym miejscu dorzucić: "pożal się Boże!" - aż do szpiku kości człowiekiem Renesansu, natomiast Inez Rodde była zdecydowanie dzieckiem pesymistycznego moralizmu. Nie czuła najmniejszej sympatii do świata "dymiącego kurzawą, piękna i krwi", a co się tyczy "życia", to właśnie przed nim szukała ochrony w ściśle mieszczańskim, dystyngowanym i od strony materialnej dobrze wymoszczonym gniazdku małżeńskim, możliwie odpornym na wstrząsy. I było ironią, że właśnie ten człowiek — czy samczyk — który zdawał się ofiarować jej to schronienie, tak bardzo wielbił piękno bezwstydu i włoskie trucizny."

                                                    Obie siostry miały do Serenusa zaufanie dlatego często prosiły o doradztwo.

                                                    A Serenus na to:
                                                    " Rola człowieka zaufanego jest zawsze i przyjemna, i bolesna zarazem, odgrywa się ją bowiem, zawsze zakładając, że się samemu nie wchodzi w rachubę. Ale o ileż lepiej, powtarzałem sobie nieraz, budzić w ludziach zaufanie niż pobudzać ich namiętności! O ileż lepiej wydawać się "dobrym" niż "pięknym".

                                                    W sprawie dr Institorisa "doradzanie wydawało mi się sprawą bardziej odpowiedzialną niż odradzanie"

                                                    A dlaczego ? Czy dowiemy się, co chowa w sercu, Inez ?

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 25.04.25, 09:03
                                                    No tak, od 6:1, 4:1 wszystko może się odwrócić. Coś takiego spotkało kiedyś Fibaka (na jego niekorzyść) w słynnym meczy finałowym Masters z Orantesem. Było 2:0 w setach, 4:1 w trzecim, 40:15, marny i prosty lob Orantesa i oto Fibak wali w siatkę i wszystko się odwraca; po kolejnych dwóch godzinach wygrywa Orantes.

                                                    Okropne to francuskie porzekadło o kobietach, w prawdziwie francuskim stylu. Jest na to kontra u Dostojewskiego, u którego, jak się zdaje, wszystkie kobiety, nawet upadłe, nawet jakoś winne tego upadku, są czyste i niewinne.

                                                    Bardzo los maltretuje Inez i Klaryssę, nawet jeśli pierwsza bardziej, a druga mniej ten los prowokują, droczą się z nim i wierzą w swoje nad nim panowanie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 25.04.25, 20:23
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Gratuluję bardzo dobrej pamięci. Tak szczegółowa pamięć rzadko się zdarza. I jeszcze tak szczegółowa pamięć rozgrywającej piłki. Gdzieś to oglądał? Przecież to stare czasy. I ten lob, niby prosty, a jednak źle za smeczowany. Właśnie miałam takie dwa momenty. Prosty smecz, a jednak aut zrobiłam. I to są takie momenty przełomowe. Często się one zdarzają zawodnikom, stąd też powiedzenie, że wygrywa ten, kto wygra ostatnią piłkę.

                                                    Ja też nie jestem zwolennikiem tego francuskiego powiedzenia. Za to kontra Twoja, a raczej Dostojewskiego jest majstersztyk. Lepiej nie można ująć. A w jakim utworze tak dostojnie Dostojewski określa kobiety i to wszystkie równo.
                                                    Musi być to dobre dzieło. Tołstoj, to raczej by się tak nie uniósł wysoko, mimo słynnej "Anny Kareniny".

                                                    Inez i Klaryssa, tak, one nie spodziewały się takiego rozwoju sytuacji. Obydwóm Panią bardzo współczuję.
                                                    jd - a której bardziej Ci żal?
                                                    Czyli mówisz, że los trzeba przyjmować, jak leci? Mówiąc, taki los, Inez rozumiem, ale Klaryssę zły mężczyzna doprowadził do tragedii.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 25.04.25, 20:33
                                                    Serenus, był pytany przez Inez, co sądzi o ..... nie , nie nie o dr Institorisa, a o Rudolfa Schwerdtfegera przyjaciela Adriana Leverkühna, pierwszego skrzypka orkiestry Zapfenstösser w Monachium.
                                                    Inez była zauroczona Rudolfem, jak mówiła, nie pije, nie pali, nie jest narkomanem, czyli jest nieskazitelnym, ale zauważa, że za to jest flirciarzem, "któremu jest co prawda bez reszty, oddany i wręcz do tego urodzony — nie do miłości ani przyjaźni, które przy jego naturze natychmiast by mu się po prostu w rękach we flirt zamieniły. Lekkoduch?"
                                                    i dalej Inez prawi do Serenusa
                                                    "Lecz Rudolf sam utrudnia ludziom pamiętanie o tym, jak wartościowym jest człowiekiem, przez swą przymilność, kokieterię, towarzyskie błazenady i w ogóle przez swoje zamiłowanie do życia towarzyskiego, które w istocie jest przecie rzeczą okropną. Czy nie sądzi..... rozżalona Inez rozpytywała Serenusa.... mówiąc, że niekiedy godzinę płacze w łóżku po takim towarzyskim wieczorze.... i tak mówiła, a Serenus słuchał.
                                                    Sama słyszała na własne uszy, jak ktoś przestrzegał Rudiego żartem, aby nie uszczęśliwiał jakieś dziewczyny, może szło nawet o zamężną kobietę, - on zaś odpowiedział na to wyzywającą beztroską:
                                                    "Ach, i tak tyle jest nieszczęśliwych". Można sobie było pomyśleć, jedynie: "Niech Bóg zachowa! Jakaż to hańba i pośmiewisko znaleźć się w ich liczbie!"

                                                    W sprawie dr Institorisa "doradzanie wydawało mi się sprawą bardziej odpowiedzialną niż odradzanie"
                                                    Serenus już wiedział, że:
                                                    Inez Rodde kochała młodego Schwerdtfegera

                                                    I co na to Serenus ?
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 25.04.25, 21:49
                                                    Ten mecz Fibaka to była jedna z pierwszych transmisji wielkiego tenisa w telewizji. Bardzo ten mecz przeżyłem, byłem wściekły na Fibaka, że tak beznadziejnie oddał zwycięstwo. Mocno utożsamiałem się kiedyś ze sportowcami, którym kibicowałem i mocno cierpiałem z powodu ich porażek.

                                                    Ta kwestia z Dostojewskiego, prawie dosłownie tak, a na pewno w tym duchu, pojawia się w Zbrodni i karze (w związku z Sonią), a potem w Idiocie (w związku z Nastasją Filipowną) i w ogóle przyświeca chyba całości Dostojewskiego.

                                                    Oczywiście, że bardziej mi żal Klaryssy, choć dlaczego dała się podejść takiej kanalii.

                                                    Nic takiego u mnie nie było o potulnym przyjmowaniu losu, raczej o droczeniu się z nim, cennym i szlachetnym, nawet jeśli zazwyczaj przegrywanym.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 26.04.25, 20:11
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Jeszcze raz muszę napisać, że podziwiam Twoją pamięć i Twoją wiedzę. Niestety, jak wiesz, przeczytałam tyle książek, w tym i wymienione Dostojewskiego, ale wiedza uszła w powietrze. Wprawdzie nie całkiem, bo książki uczą, dają wiedzę o życiu i pomagają w podejmowaniu decyzji, a i ułatwia pogodzenia się z losem (przykład Marek Aureliusz) Za dużo mam na głowie, inny "zagon uprawiam" i to nie książkowy, więc wstyd mi, że nie pamiętam. Boję się, że to może być objaw nieuchronnej starości, choć tak mam już od lat, nawet od dzieciństwa gdzie nie byłam dobrą uczennicą. Wolę logikę od pamięci czy wkuwania regułek.
                                                    Tyle godzin przegadaliśmy o Dostojewskim, o Tołstoju, o Marku A, o Jerofiejewie i wszystkich jego koktajlach, a nawet poznaliśmy Sołowjowa i co, wstyd mi, że tak po tylu latach marne okruchy mi zostały.
                                                    To dowód tylko, że książkę trzeba czytać kilka razy. Mam nadzieję, że będziesz dla mnie wyrozumiały.

                                                    Z losem, każdy chce się droczyć jeśli idzie inną drogą, niż chciałby człowiek. Dlatego chyba wkracza tu rządzenie się swoim życiem. I tak na przykład Serenus podzielił swoje rządzenie życiem na dwie ręce.
                                                    Czytałeś to ? Bardzo mi się taki podział podoba. W tych 900 stronach książki jest tylko jedno krótkie takie zdanie, które faktycznie można by przeoczyć. Ciekawe czy wiesz ?

                                                    A Klaryssa, faktycznie trafiła na wielką kanalię — to trafne określenie i niewulgarne.
                                                    Teraz idziemy do biednego stworzenia — jak określił Adrian.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 26.04.25, 20:21
                                                    Inez Rodde kochała młodego skrzypka Schwerdtfegera

                                                    Serenus tłumaczy to tak:
                                                    "Siostrzano-koleżeński stosunek do skrzypka Schwerdtfegera przybrał tak gorący i namiętny charakter po tym jak Helmut Institoris, narzeczony i zalotnik zbliżył się do Inez jak mężczyzna do kobiety i zaczął się o nią starać. Inez nie zakochałaby się w Schwerdtfegera, gdyby Institoris-zalotnik nie wtargnął był w jej życie.
                                                    Gdyby swymi zalotami rozbudził w niej kobietę — na tyle było go stać. Lecz dla siebie rozbudzić jej nie mógł."
                                                    "Narastanie katastrofy, która wprawdzie w ogólnej historii świata odegrała nader niepozorną rolę, śledziłem całymi latami, przemilczałem zaś wszem wobec moje troski i obserwacje. Jedynie Adrianowi mówiłem o tym zaraz na początku, w Pfeiffering. Opowiedziałem mu w sekrecie, że Inez Rodde, mimo że ma zamiar zaręczyć się z Institorisem, jest moim zdaniem nieuleczalnie a śmiertelnie zakochana w Rudim Schwerdtfegerze.
                                                    Siedzieliśmy w celi opata, grając w szachy.
                                                    - To mi nowina! - powiedział. - Pewno chcesz, żebym ruch zmylił i stracił tę oto wieżę?
                                                    Uśmiechnął się, potrząsnął głową i dorzucił:
                                                    - Biedne stworzenie! A potem dopowiedział:
                                                    - Dla niego zresztą to nie fraszka. Niechże baczy, aby cało wyjść z tej afery."
                                                    --------------
                                                    I na tym autur przerywa losy Inez , gdyż 28 lipca 1914 roku wybuchła Wielka Wojna.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 27.04.25, 07:54
                                                    Ja też mam kłopoty z pamięcią, bardzo wkurzające. Pamiętam te rzeczy, które pamiętam i o których wspominasz, bo jestem z nimi prawie na bieżąco. Ale często zapominam nawet co dopiero przeczytaną książkę czy artykuł. Tak więc bez paniki i pretensji do siebie w tej sprawie. Trudno, taki los, a w razie czego trzeba się pomęczyć powrotem do dawnej rzeczy.

                                                    Nie pamiętam życia na dwie ręce Serenusa i nie pamiętam tego krótkiego zdania, a teraz nie mogę wziąć Doktora Faustusa i wertować. Liczę na wyrozumiałość.

                                                    Właściwie w Inez jest chyba coś bardziej żywego, autentycznego, niż w nieco surowej i wycofanej Klaryssie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 27.04.25, 20:39
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Toś mnie podniósł na duchu z tą pamięcią. Tak zrobiłam, trafiłam na stary nasz wątek o duchu Genewy i niesamowite wrażenie na mnie zrobiło, to znaczy wydaje mi się, że z wiedzą strasznie się cofnęłam teraz, jakby uszło powietrze. Jednak wiek też swoje robi. Widzę to i po tenisie.

                                                    Co do Inez to zgadzam się, jest autentyczna, takich przypadków jak Inez jest dużo więcej, ale Klaryssa to miała wyjątkowego pecha, trafiając na taką kanalię.
                                                    To chyba rzadko się zdarza.

                                                    Jeśli chodzi o życie Serenusa to w długim zdaniu jednak powiedział coś krótkiego o urządzeniu swojego życia, że życie rodzinne prowadzi lewą ręką, a druga ma oko na Adriana. Tak to powiedział, we wtorek będzie dokładany cytat.

                                                    A jeszcze Ci powiem, że bardzo ciekawy jest rozdział, który przeszłam szybko, a mówię o klechdach średniowiecznych i opowiastkach, które jak się zgłębić to nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać, ale na pewno szokują. Adrian śmiał się do łez. Dla mnie to taki tragiczny śmiech.

                                                    Nie wiem, czy zauważyłeś, ale po deszczach ekspresowo wszystko równo rośnie i chwasty i zieleń użytkowa.
                                                    Posadziłam kiedyś malutkiego iglaka i koło kanalizacji. Teraz muszę sprawdzać kanalizację, by zobaczyć, czy korzenie drzewa nie uszkodziły kręgów kanalizacji. Zaś sprawa do rozwiązania.

                                                    A teraz przechodzimy do opisu Wielkiej Wojny. Bardzo są one ciekawe.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 27.04.25, 20:55
                                                    "1914 rok. Wojna wybuchła. Zły los, od tak dawna ciążący nad Europą, wyrywał się na wolność i gnał poprzez miasta, zamaskowany jako zdyscyplinowane "zgranie" wszystkich przewidzianych i wyćwiczonych czynności, szalał w głowach i sercach ludzkich jako przerażenie, uniesienie, patos nieszczęścia, potęga przeznaczenia, poczucie siły i gotowość do ofiar."
                                                    Nastąpiła mobilizacja
                                                    Serenus był jedynym z grona znajomych, który wyruszył w pole. Niemal u wszystkich znajomych wystąpiły jakieś mankamenty zdrowotne, o których nikt przedtem nie słyszał. I tak jeden miał lekką gruźlicę, inny cierpiał na koklusz ataki astmy. Zaś orkiestra Zapfenstösser, w której grał skrzypek Rudi Schwerdtfeger była ważnym elementem życia stolicy, byli więc zwolnieni od służby wojskowej. Dodatkowo wyszło na jaw, ze Rudi żył tylko z jedną nerką. Kobiety szybko o tym zapomniały.

                                                    Serenus na wojnie przebywał tylko rok, aż do bitwy w Argonnach 1915, gdzie został odtransportowany do domu po zarażeniu się tyfusem. Został odznaczony krzyżem.

                                                    -----------------------------
                                                    Serenus musiał walczyć, gdy sam Adrian i jego znajomi uniknęli poboru do wojska.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 28.04.25, 07:59
                                                    Zauważyłem jak najbardziej, że po deszczu wszystko błyskawicznie rośnie. Ja w ogóle lubię deszcze i deszczową pogodę, a teraz te deszcze są szczególnie cenne. Pamiętam z dawnych lat olsztyńskich kilkudniowe deszcze i pamiętam w tym nastroju książkę dla młodzieży z tamtych lat (chyba Jerzego Broszkiewicza): "Długi deszczowy tydzień. Takie coś naprawdę bywało.

                                                    Zupełnie nie pamiętam co to było za duch Genewy.

                                                    Serenus walczył, a prawie wszyscy inni nie, co jest świadectwem uczciwości i pewnej życiowej nieprzedsiębiorczości Serenusa. Często tak bywało, że najbardziej męscy, zdrowi i mocni panowie mieli kategorie wojskowe całkowicie z wojska zwalniającą.

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 28.04.25, 20:51
                                                    Czyli bohaterem tej książki powinien być sam Serenus. Ja tak uważam. Adrian jest tylko celem jego obserwacji, ze względu na przyjaźń od dzieciństwa.

                                                    Tak wtenczas były długie dżdżyste dni. Stąd też piosenka z tamtych lat. W czasie deszczu dzieci się nudzą to ogólnie znana rzecz... Na pewno znasz, śpiewała ją Barbara Krafftówna. W tamtych latach te dni były częstsze, a teraz to albo ulewy, nawałnice albo susze. Wysychają nawet małe rzeczki. Właśnie dziś Paulina przysłała mi zdjęcie wyschniętego strumyka, zostało jeno koryto. Nie wiem, może deweloperka zakłóca, podwodne żyły?
                                                    A ja musiałam wyciąć to drzewko, bo już zagrażało studzience kanalizacyjnej.
                                                    W czasie deszczu to czytałam Misie i Świerszczyki. Obowiązkowa cotygodniowa lektura to była.
                                                    Albo zbierały się sąsiedzkie dzieci i bawiliśmy się w pociąg, ustawiając krzesła jedno za drugie.

                                                    W duchu Genewy wszystko było. Nie trzymaliśmy się ściśle jednej linii. To dwadzieścia lat temu było i też są cudowne cytaty i teksty. Oczywiście Twoje.
                                                    Jak zwykle pomyliłam sobie winiarnie z księgarnią, bo i tu i tu wybieramy smaki.
                                                    Ale duch Genewy to bukiet Jerofiejewa, bukiet niezastąpionych smaków dawnych procentów wyskokowych.
                                                    A przy okazji, dowiedziałam się z niego, ze Braci Karamzow pożyczyłam od sąsiadki i przeczytałam, czego kompletnie nie pamiętam. No widzisz jak to warto zapisywać każdy ruch ;))))0
                                                    To jak pamiętnik trzeba teraz traktować.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 28.04.25, 20:59
                                                    A teraz ciekawy opis Serenusa z pola bitwy:

                                                    "Sprawą naszego męstwa i największą próbę naszego heroizmu było znosić z hartem widok mordów i pożogi, nieodstępnie związany z tym marszem. Z niezwykłą łatwością i wyrazistością przypominam sobie jeszcze dzisiaj obraz chudej kobiety galijskiej, stojącej na wzgórzu, które okrążała nasza bateria i u stóp którego dymiły szczątki zbombardowanej wioski. "Jestem ostatnia! - wołała z tragicznym gestem, na jaki nie zdobyłaby się nigdy żadna Niemka. I rzucając z uniesionymi pięściami przekleństwo na nasze głowy, powtórzyła trzykrotnie:
                                                    "Méchants! To chyba znaczy — źli ludzie!, podli ludzie!, bandziory!
                                                    Odwróciliśmy oczy; musieliśmy zwyciężyć i takie było okrutne rzemiosło zwycięstwa."

                                                    "Niesieni na skrzydłach zbombardowaliśmy jeszcze wiele wsi. A potem nastąpiło coś niepojętnego, pozornie nonsensownego: rozkaz odwrotu.
                                                    Znowu mijaliśmy te same wsie, które niegdyś jako dymiące zgliszcza pozostawiliśmy, byli, za sobą, a także ów wzgórek, na którym stała wówczas owa tragiczna kobieta. Już jej tam nie było."

                                                    "Wojna krótka, od której zależało nasze zbawienie, przemieniła się w wojnę długą, ponad siły Niemiec.
                                                    Ta wojna, o której i ja twierdziłem, że tylko krótką być powinna, trwała cztery lata."

                                                    Dobranoc jd
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 29.04.25, 09:07
                                                    Tak, znam tę piosenkę. Czy ona nie miała czegoś wspólnego z Kabaretem Starszych Panów? Czytało się Misie, Świerszczyki, i jeszcze był Płomyczek i Płomyk.

                                                    Bukiety Jerofiejewa oczywiście pamiętam, ale tego że to był duch Genewy ciągle nie.

                                                    Serenus to rzeczywiście niemal jak bohater główny albo może nadbohater (fachowo by się powiedziało; metabohater), który umożliwia istnienie bohatera głównego. A gdy bohater główny jest za bardzo zakręcony, to ów nadbohater daje oddech i chwilę uspokojenia.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 29.04.25, 20:19
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Dziś miałam ciężki mecz. Walka trwała przez całą godzinę i prowadziłam 5:4 kiedy trzeba było zejść z kortu. Pierwszy raz tak zadziorna była gra, że jednego seta nie można było skończyć. Duszno w tym balonie było i poty się lały i gdyby była trawa, to z pewnością byłaby pogryziona do gleby ;)
                                                    Korty ziemne już prawie skończone. Myślę, że w przyszłym tygodniu na świeżym powietrzu będą gry.

                                                    Tak, dobrze wiesz, bo jesteś znawcą piosenek też, że jest to piosenka z Kabaretu Starszych Panów. Tak się zastanawiam, która ich piosenka, jest najbardziej popularna — to chyba "Wesołe jest życie staruszka", oczywiście w ich wykonaniu.

                                                    Może sobie przypomnisz krótkim cytatem, ale pamiętaj, że "W świecie komponentów nie ma ekwiwalentów" i nie pomyl sobie "Srebrzystą konwalię" z "Białym bzem" bo to całkiem co innego. Oryginalny "Duch Genewy" to:

                                                    "Biały bez" .......................... 50 g
                                                    Preparat przeciw poceniu się nóg ..... 50 g
                                                    Piwo żygulowskie .................... 200 g
                                                    Lakier spirytusowy .................. 150 g

                                                    jd, zrobiłeś wtedy szał na forum tymi koktajlami. Zainteresowanie było fest mocne.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 29.04.25, 20:28
                                                    Dalej Serenus pisze:
                                                    " Wszystko, o czym tu wspomniałem, przeżyłem od początku aż po sam gorzki koniec, na tyłach już, urlopowany, a w końcu zwolniony z wojska.
                                                    Pod Arras bowiem, podczas drugiego okresu walk o tę twierdzę, trwającego od początku maja, aż po ostanie niemal dni lipca 1915, odwszawienie okazało się najwyraźniej niedostateczne: wskutek infekcji spędziłem całe tygodnie w baraku izolacyjnym, potem jeszcze miesiąc spędziłem w sanatorium wojskowym, a w końcu nie byłem przeciwny opinii, że spełniłem już swój obowiązek wobec ojczyzny i że lepiej zrobię, służąc na dawnym stanowisku krzewienia oświaty.
                                                    Tak więc uczyniłem i dane mi było znowu być mężem i ojcem w skromnym naszym domu."
                                                    "Niechże raz jeszcze zostanie powiedziane, z pewnością nie w sensie samochwalstwa, lecz jako zwykłe stwierdzenie faktu, że życie własne wydawało mi się zawsze-mimo to nie zaniedbywałem-sprawą uboczną, której poświęciłem połowę uwagi, kierując nim lewą ręką, właściwie natomiast zainteresowanie moje, napięcie i troska poświęcone było życiu przyjaciela z lat dziecinnych, powrót zaś w jego pobliże tak wiele mi dał radości - jeśli słowo "radość" jest właściwe dla tego tajemnego, chłodnego dreszczu niepokoju, bolesnego braku wzajemności, emanującego z jego coraz bardziej twórczego osamotnienia."

                                                    Serenus chciał "mieć Adriana na oku"
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 29.04.25, 22:59
                                                    5:4 to tak jak 6:4, a przynajmniej 7:5.

                                                    No tak, już pamiętam Ducha Genewy; pamięć przesłoniły mi inne koktajle: Balsam Kanaański i Łza komsomołki.

                                                    Wesołe jest życie staruszka śpiewał mniej znany Wojciech Roszkowski. Najlepszych ich piosenek jest kilka, a nawet kilkanaście; ja wysoko cenię "Przeklnę cię" w rewelacyjnym wykonaniu Łazuki i Krafftówny.

                                                    Godna najwyższego uznania jest powściągliwość życiowa i przyjacielska wierność Serenusa.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 30.04.25, 21:11
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Zapomniałeś o możliwości wyniku 7:6, czyli zwycięstwo liczone do siedmiu piłek.

                                                    Zapewne wiesz o morderstwie lekarza w Krakowie. Ta tragedia dotyczy mojego szkolnego małżeństwa, których rodzinnie dotknęło to nieszczęście. Właśnie nie przyjdą na majowe spotkanie klasowe.

                                                    Wojciech Roszkowski, prawie nieznany. On chyba śpiewał tylko tę jedną piosenkę, tego wesołego staruszka i tak to wykonywał energicznie, że faktycznie wesoło robiło się wkoło.
                                                    Ale Kabaret Starszych Panów ogromną ilość wyprodukował tych piosenek i każda zapadała w pamięci, a i artyści niczego sobie. Na przykład "Addio, pomidory!" często było podśpiewywane.
                                                    Bardzo dobry duet był z Wasowskiego i Przybory. "Piosenka jest dobra na wszystko"

                                                    Zobacz na księżyc, dziś może siedzieć na nim Pan Twardowski, bo taki rogowaty jest;)
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 30.04.25, 21:20
                                                    "I w ten sposób wracamy do Adriana, do domu, który obrał sobie szczęśliwie - dzięki Bogu! - gdyż w latach zawieruchy wojennej i nękających braków zaopatrzenia był i mieszkał u swoich gospodarzy Schweigestillów w Pfeiffering, który był niemal nietknięty niszczycielskimi zmianami, jakie zachodziły w oblężonym i dręczonym blokadą kraju, mimo jego militarne rozprzestrzenienie."

                                                    "Gospodarstwo Schweigestillów zawsze mogło zadowolić Adriana skromne dietetyczne wymagania. Ponadto jednak zaraz po moim powrocie z frontu zastałem go pod opieką dwóch istot niewieścich, które się doń zbliżyły i, jedna niezależnie od drugiej, narzuciły mu się w roli opiekuńczych przyjaciółek. Były to Meta Nackedey i nauczycielka gry na fortepianie oraz Kunegunda Rosenstiel." Obydwie były panieńskiego stanu.
                                                    Sława zaczęła otaczać nazwisko Leverkuhna. Meta Nackedey uważała jego muzykę, za rzecz świętą dlatego przekazywała dary w postaci żywności, szczególnie w latach wojny, zaś Żydówka Kunegunda Rosenstiel była współwłaścicielką fabryki kiszek kiełbasianych.

                                                    "One to więc, pojawiając się zawsze z pełnymi rękami, znosiły w latach głodu Adrianowi wszystko, co tylko można było sobie wyobrazić i dostać w pasku: cukier, herbatę, kawę, czekoladę, ciasto, konfitury i krajany tytoń do kręcenia papierosów, tak że mógł on jeszcze dzielić się tym, ze mną, Rudigerem Schildknappem (anglista), a także Rudim Schwerdtfegerem (skrzypkiem), którego przymilność nigdy nie ustawała, zaś imiona obu tych kobiet-służebnic często były przez nas błogosławione."
                                                    ------
                                                    Trzeba przyznać, że jak na czasy wojenne Adrianowi i jego niemieckiemu towarzystwu, dobrze się wiodło.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 30.04.25, 22:19
                                                    To wczorajsze morderstwo to coś strasznego, w dodatku niedawno coś podobnego było z ratownikiem medycznym. Na Twoje ręce dobre dla nich słowa.

                                                    Kabaret Starszych Panów był niesamowity. Docenialiśmy to, choć przecież byliśmy wtedy szczawikami. Irena Kwiatkowska w piosence do Wiesława Gołasa: "Szuja".

                                                    No tak, towarzystwo Adrian w świetnym nastoju, wszyscy z kategoriami niewojskowymi, a Rudi w dodatku z jedną nerką.

                                                    Idę patrzeć na księżyc.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 01.05.25, 20:37
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    W środę jest pogrzeb, a w we wtorek mamy spotkanie klasowe i wiem, że ich nie będzie, a nie wiem, czy mogę podawać dalej tę tragiczną sytuację. Może się sprawa sama rozwiąże, bo zazwyczaj fama się niesie i wszyscy wszystko wiedzą. Trudne to będzie spotkanie.
                                                    Wcześniej, w czasie covidu zginęła niespodziewanie koleżanka z klasy. Jechała swoim autem do szpitala na badania covidowe i tam ją zatrzymali, leżała 3 tygodnie i zaraz po wyjściu, wsiadła w auto i pojechała do domu ( a była po rozwodzie i mieszkała samotnie). W czasie jazdy, po drodze, nagle na szybkości wjechała w tył hamującego ciężarowego auta i na miejscu zginęła. Głośno było w miejscowej prasie o tym.

                                                    A właśnie, a jak Wy przeszliście czas covidu? U nas spokojnie, nikt nie chorował, ale byliśmy szczepieni.

                                                    Kabaret Starszych Panów pamiętam z telewizji w czasach kiedy był tylko jeden program. Chcąc nie chcąc oglądało się, a że Panowie naprawdę byli starsi, to jakoś pilnie nie uważałam, a radio było z głośników jeszcze. I zgadzam się, Irena Kwiatkowska z Wiesławem Gołasem to mistrzowski duet.

                                                    Ale dziś jest 1 MAJA — Święto Pracy (napracowałam się dzisiaj)
                                                    Pamiętasz, jak się spędzało ten dzień. Moje pracowite małżeństwo, a są, ze wsi wspominali, że ich dziadkowie, to szli na 1 maja w garniturach świątecznych, potem szli do gospody i wracali wieczorami w potarganych ubraniach i na miękkich nogach, albo i na czworakach.

                                                    Doskonałym będzie prezentem dla Ciebie piosenka Wiesława Gołasa " W Polskę idziemy" - oddająca prawdziwy obraz tamtych czasów, a niezapomniane wystąpienie dodaje prawdę ekranu.

                                                    To co, świętujemy dzisiaj i robimy sobie wolne z lekturą, bo idziemy w Polskę Panem Wiesławem ;)))

                                                    Coś nie widzę na niebie księżyca, czyś go sobie zabrał jd ? Miałeś tylko popatrzeć.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 02.05.25, 08:06
                                                    Ja covid odchorowałam średnio-ciężko, ale dopilnował mnie świetny lekarz. No i szczepiłem się potem odpowiednią ilość razy.

                                                    Starsi Panowie byli wtedy dla nas starsi, ale obydwaj mieli wtedy chyba tuż po czterdziestce, co wtedy było wiekiem w miarę zaawansowanym, a teraz jest właściwie ciągle młodością.

                                                    Piosenka Gołasa zupełnie - jak to się dziś mówi - kultowa, a autorem słów był Wojciech Młynarski.


                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 02.05.25, 21:15
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Zrazu Ci powiem, że kuzynka kupiła kilka godzin temu bilety autobusowe do Szczawnicy Zdrój i jutro z samiutkiego raneczka wyruszam w jednodniową podróż. Pogoda ma być wyśmienita.

                                                    Wiesz, pomyślałam sobie, że będzie godne jeśli nasza klasa wyśle kondolencje koleżance i koledze. Ja napiszę kondolencję, w imieniu koleżanek z klasy (na spotkaniu klasowym oczywiście) a kolega napisze drugie, w imieniu kolegów do kolegi z klasy.
                                                    Akurat teraz jest to spotkanie, które od lat mamy w maju. Wypadałoby coś dobrego zrobić.
                                                    Jakie słowa byłyby dobre, a nie pospolite ?
                                                    Coś bardzo krótkiego.
                                                    Tak na szybko myślę: Na Twoje ręce wysyłamy wszystkie dobre słowa, aby ulżyć Ci w trudnych chwilach.

                                                    Idę teraz do Serenusa, który opowiada mi średniowieczne klechdy i legendy. Też ciekawy rozdział, szczególnie o tym Grzegorzu-papieżu.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 02.05.25, 21:20
                                                    W tym czasie Adrian dzięki Schildknappowi poznał starą książkę, przekład najstarszego łacińskiego zbioru chrześcijańskich klechd i legend. Czytywali ją wspólnie niejednego wieczora i budziło w nich to poczucie komizmu, tak silne u Adriana pragnienie śmiechu aż do łez.
                                                    "Trudno zaprzeczyć, powiadam, że wszystkie te klechdy, przytaczane w naiwnym tłumaczeniu o rycerzach pielgrzymujących do Ziemi Świętej, wiarołomnych żonach, przebiegłych stręczycielkach i zaprzedanych czarnej magii klerykach mogą działać niesłychanie rozweselająco.
                                                    I to sprzyjało pobudzeniu parodystycznego zmysłu Adriana i myśl muzycznego udramatyzowania kilku takich klechd."
                                                    Serenus był zbulwersowany ich zachowaniem.

                                                    Ułożył więc Adrian dziwne muzyczne opowiadanie z „Gesta Romanorum” dla teatru kukiełek. Powstawały specjalnie kukiełkowe groteski na przykład "O bezbożnej chytrości bab starych" lub "O narodzinach błogosławionego Grzegorza-papieża". Obydwie powiastki opisuje Serenus i przeczytałam je, są takie opętane i szaleńcze, że nie sposób z tego zrobić żarty. Były to legendy grzeszne, naiwne i pełne dziwnych historii.
                                                    Ze stanu duchowego chłodu Adriana powstaje nowy świat zuchwalstwa.

                                                    "Sztuka ma być teraz taka, która widzieć siebie będzie w roli służebnej (chyba nawiązuje do Beissla) wobec społeczeństwa, która "idzie w lud", która swoimi czyni potrzeby tłumu, prostaczków, wyrobników i jest odromantyzowana i co najgorsze czyni zabójstwo ducha."

                                                    Jak twierdzi Serenus o Adrianie - "Prawdopodobnie była to raczej próba uzyskania popularności — z racji najwyższej już pychy."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 03.05.25, 08:02
                                                    Dzień dobry,

                                                    Piękne te Wasze coroczne spotkania klasowe. Ten krótki tekst współczucia chyba bardzo odpowiedni do tej okropnej, rozpaczliwe sytuacji.

                                                    Serenus czasami za bardzo zamartwia się i dopilnowuje Adriana. Nawet największa troska i współodczuwanie powinny mieć także moment zobojętnienia i uwolnienia. To może odnawiać i odświeżać.

                                                    A ja na chwilę wylądowałem w Starych Jabłonkach.


                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 04.05.25, 19:17
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Piękne są te chwilowe momenty wypadów. Daje oddech po przepracowanych dniach. Na dodatek piękna cudowna pogoda i dobry plan zwiedzania Szczawnicy. Powiem Ci krótko, kiedyś mój Pan Kierownik, który teraz ma tablicę pamiątkową, zaczynał grać na korcie w Szczawnicy, na takim jednym przy zabytkowym drewnianym dużym obiekcie był położony obok promenady nad Grajcarkiem i ten kort jest do dziś. Wprawdzie pusty, bez graczy, ale zadbany i to, że nie planowo pojawił się na szlaku, to byłam zachwycona. Atrakcji w Szczawnicy jest mnóstwo. Ale i tłumów ogrom, a już najwięcej to rowerzystów. Atrakcje Szczawnicy to przede wszystkim wspaniałe widoki na trasach i droga Pienińska wzdłuż Dunajca, promenada nad Grajcarkiem, który wpada do Dunajca, Przystań Flisacka, Park Dolny, Park Górny, Pijalnia i Jazz Bar w Dworku Gościnnym gdzie jest muzyka na żywo. I najważniejsze, wyciąg krzesełkowy i widok z Palenicy. Wszystko to piękne w piękną pogodę, na którą trafiliśmy. Niestety był ciężki i męczący powrót autobusem przez Zakopiankę. Wróciłam padnięta i oszołomiona takimi widokami.

                                                    Piszesz, że i Ty miałeś wypad.
                                                    I jak, wszystko na miejscu w Starych Jabłonkach?. Ten przepiękny unikatowy dworzec istnieje?

                                                    Serenus to ciekawa postać i zagadkowa. Zagadkowy jest stosunek do Adriana. Można to ocenić chyba dopiero po skończeniu książki. A to jeszcze daleko.

                                                    A teraz znów wracamy do Pań Rodde.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 04.05.25, 19:25
                                                    A teraz wracamy do Inez Rodde i jej matki Pani senatorowej. Siostra Inez - Klaryssa, opuściła Monachium, dostając angaż w innym mieście. Matka ich, czyli senatorowa zostając sama z Inez, prowadziła iście radosne życie towarzyskie, zapraszając młodych mężczyzn jak doktora Kranicha, Zinka – malarza, Spengler, Knotericha itd, a i również Rudi Schwerdtfegera. Wszyscy żyli na stopie żartobliwej.
                                                    Inez czuła wstyd wobec tych błazeństw, obrzydzenie do całego tego matczynego towarzystwa.

                                                    Wiosną 1915 roku, kiedy to kraj był w początkowym okresie wojny odbył się ślub Inez Rodde z dr. Helmutem Institorisem. Senatorowa nie mogąc obdarzyć córki posagiem w pieniądze, podarowała jej hojną wyprawę w bieliźnie i srebrach oraz meblach. Nowożeńcy wynajęli sobie mieszkanie z ośmioma pokojami.

                                                    Po zamążpójściu Inez senatorowa zlikwidowała swoje stare mieszczańskie mieszkanie i przeniosła się do Pfeiffering, gdzie prawie nie zwracając tym uwagi Adriana wynajęła mieszkanie w niskim domku naprzeciw obejścia Schweigestillów, gdzie kiedyś wynajmował tam mieszkanie inny artysta malarz, malujące posępne krajobrazy jak opowiadała pani Elaza Schweigestill z darem "wyrozumienia", "któremu z cudowną przenikliwością dała świadectwo w przypadkowej rozmowie z Adrianem, kiedy to poinformowała go, że senatorowa zamierza sprowadzić się naprzeciwko. - Całkiem to proste — orzekła — całkiem proste i zrozumiałe, panie Leverkuhn, zaraz to zobaczyłam. Ona ma dość miasta, ludzi i towarzystwa, pań i panów, bo z wiekiem nabrała tej wstydliwości. Ludzie wstydzą się i martwią przed lustrem, i nie chcą się już ludziom na oczy pokazywać, i taką mają potrzebę jak chore stworzenia, aby się skryć. A jeśli nie zęby i szyja to włosy są wstydem i utrapieniem. A u pani senatorowej to właśnie te włosy, zaraz to widziałam. Wyspekulować nic się nie da, i to cała rozpacz, bo to wielka bieda, niech mi pan wierzy! Więc rezygnuje już ze świata i sprowadza się do Schweigestillów, to całkiem proste."

                                                    Musiałam zapodać ten cytat, bo pani Elaza Schweigestill z darem "wyrozumienia" bardzo mi się podoba. Ma trafne spostrzeżenia. Całkiem to proste.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 05.05.25, 10:32
                                                    Teraz mnóstwo ludzie podróżuje, wykorzystuje każde dwa-trzy dni. To raczej pozytywne, choć ma oczywiste gorsze strony. Ale w Starych Jabłonkach dominują strony dobre i korzystne. Dworzec (a właściwie stacja, ale też jestem za dworcem) bez zmian i wszytko pozostałe jak trzeba.

                                                    Z Serenusem chyba nic się do końca nie wyjaśni, ale może tak być powinno. Pani Schweigestill bardzo pozytywna, choć jej matczyny i bezwzględnie wspierający stosunek do Adriana gdzieś z tyłu rodzi pytanie, czy i ona nie jest - choćby mimowolnie - zaangażowana w grę sił mrocznych. Natomiast trzy panie Rodde, ich dzieje, charaktery i wyglądy to prawdziwy samograj powieściowy.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 05.05.25, 20:43
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Czyli jesteś zadowolony, bo w Starych Jabłonkach stacja kolejowa stoi jak za dawnych lat. Dworzec to bardzo ważny punkt odniesienia i podróżowania małej wioski. W Wieliczce obok stacji zrobiono duży parking samochodowy, a zabytkową stację wyremontowano i zrobiono w niej kawiarnię smaków, a na górze sale szkoły muzycznej. Dzięki min. Adamczykowi.
                                                    Nie wiesz, co planują z dworcem Starych Jabłonek — wprawdzie stoi, ale zapewne niszczeje, a Ty dzięki temu nacieszyć swoje oczy wspomnieniami, i kiedy będzie już ruiną do wyburzenia, to zazwyczaj jak to bywa, siądzie na niej deweloperka turystyczna i po zabytku. Nie wiem, czy to dobrze jd.

                                                    Mnie też te wszystkie postacie są jakby to powiedzieć, połączone jakąś wspólną magią i zauważ, że między tymi rozdziałami są rozdziały nawiązujące do historii Niemiec i jej zawieruch wojennych. I to nie bez powodu wydaje mi się.
                                                    Dziś jeszcze zajmiemy się cudzołóstwem Inez i stosunkiem do niego jej męża, a już XXXIII rozdział jest niemiecki i sam w nim pisze, ze gdyby był powieściopisarzem, to napisałby wiele na temat Niemiec, ale o niektórych obserwacjach wspomina.

                                                    Mówiła mi kuzynka, że w dwóch bibliotekach, do której należy, nie mają tej lektury. Widać, że ciężko dostępna jest książka Manna.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 05.05.25, 20:53
                                                    Inez Rodde, bogata obecnie i zabezpieczona przez męża przejęła grono dawnych bywalców matczynego salonu takich jak:
                                                    Knöterichta z żoną Natalią morfistką, doktor Kranicha, Rudiego Schwerdtfegera, Schildknappa, Zinka, Spenglera i prowadziła dom, przygotowując przyjęcia.
                                                    W utrzymywaniu drogiego i pięknego mieszkania pomagały jej dwie dobrze wytresowane i odziane służące. Z biegiem lat mieszkanie stawało się piękniejsze i bardziej kolorowe, a to z tej przyczyny, że dr Institoris przyjaźnił się z monachijskimi malarzami. Oni to portretowali całą rodzinę Institorisów.
                                                    Inez obdarzyła swego małżonka w 1915 roku córeczką, a w 1917 roku pojawiły się bliźnięta znowu dwie córeczki. Dziewczynki wychowywane były w cieplarnianych warunkach pod opieką bony. Rola Inez w wychowaniu zamykała się tylko w doglądaniu ich.
                                                    Jak określił Serenus, że w całym tym porządku coś najwyraźniej było nie w porządku, że opierał się tylko na pozorach, że ich nie kochała, lecz że widziała w nich owoce związku, który zawarła z nieczystym kobiecym sumieniem i w którym żyła pośród fizycznych oporów.

                                                    No i tak Inez Institoris żyła w cudzołóstwie tak całe lata, od chwili, która przypada po pierwszych miesiącach ślubu, aż po sam koniec dziesięciolecia. "Ona była tą, która grając jednocześnie rolę wzorowej gospodyni i matki, drygowała tym stosunkiem, maskowała go, i przeprowadzała wszelkie manipulacje — była to codziennie powtarzana sztuka, podwójne życie."

                                                    Środowisko monachijskie dość powszechnie wiedziało o bocznych ścieżkach, którymi chadzała Inez, lecz sam Helmut również znał prawdę — jak przypuszczał Serenus - "towarzystwo bowiem nierzadko uważa małżonka za jedynego ślepca, podczas gdy on z kolei sądzi, iż poza nim nikt o niczym nie wie. Oto spostrzeżenie starego człowieka, który przypatrzył się życiu."

                                                    To nie koniec opowieści o Inez , wielka tragedia dopiero się rozegra.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 06.05.25, 09:31
                                                    Dworzec w Starych Jabłonkach trzyma się całkiem dobrze, raczej nie niszczeje, są nawet odnowienia i i udoskonalania i raczej barek czy kawiarnia nie jest potrzebna, bo wszystko popsuje, zwłaszcza że 50 metrów dalej jest nowa smażalnia i wieloletni sklep. Kiedyś przy samym dworcu był jeszcze wspaniały (czyli zwyczajny) kiosk Ruchu, ale one niestety odeszły w dal w całym kraju.

                                                    Książki Manna nie ma zapewne w wielu bibliotekach; jest trudna i niemal uniwersytecka i to zniechęca. Zapewne w bibliotece osiedlowej na Alei Przyjaciół też jej nie ma, chociaż kto wie.

                                                    Wspaniała i straszna ta historia Inez. Ale straszne dopiero nadejdzie, choć już czuć (córeczki!), że musi skończyć się okrutnie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 06.05.25, 23:10
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Jest już późno, dopiero co wróciłam ze spotkania klasowego i mogę podsumować dzień.
                                                    Po raz pierwszy dziś graliśmy na korcie ziemnym w tym sezonie i to na świeżym powietrzu. Wygrałam 6:0 i przegrałam 6:3. Na trzeci set już nie było czasu. Po południu mieliśmy spotkanie klasowe, które ogólnie się udało, szczególnie te proste kondolencje, za które adresaci podziękowali. Było to miłe z ich strony, a potem trwały wspólne rozmowy przy alkoholu. To już 52 lata od matury, a wszyscy jesteśmy jak jedna rodzina. Było nas 16 wspaniałych osób i jak to się mówi jak jedna pięść. Koleżanka, która do tej chwili jeszcze pracuje w aptece, powiedziała, że zawsze będzie dbała o nasze zdrowie, a z racji, że pracuje w aptece, podejrzewamy, że jest morfistką lub lekomanem ;) i nigdy z tej pracy nie zrezygnuje. Większość z nas jest już na absolutnym luzie, jakkolwiek to zrozumiesz. Nikt nikogo nie goni, nikt od nikogo nie oczekuje niczego. Po prostu tylko żyć nie umierać. I takie są nasze spotkania. Choć nie brakuje problemów u wszystkich równo to wsparcie mamy od wszystkich równo.
                                                    Dziękuję jd, za te proste Twoje skromne kondolencje dla naszej koleżanki i kolegi i nie mówiąc, nikomu o Twoim istnieniu wysłałam je, jako od obecnych na spotkaniu.
                                                    Dziękuję
                                                    A ponieważ piliśmy toasty winem, popijając piwem, dzisiejszego "Doktora Fausta" odkładamy na jutro.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 07.05.25, 08:56
                                                    Czyli tenis zwycięski.

                                                    Wspaniałe te Wasze spotkania klasowe; i że się akurat zbiegło z tą tragedią!
                                                    Absolutny luz bardzo dobrze i wielostronnie rozumiem. To się osiąga dopiero w takim wieku i niezależnie od rozlicznych zagrożeń i frustracji.

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 07.05.25, 19:41
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Tenis na świeżym powietrzu to zaraz inaczej wygląda i inaczej się gra. Korty jeszcze wilgotne i piłki mają niski kozioł. Inaczej trzeba biegać, bo nie ma poślizgu i można zaryć nosem w korcie. Dopiero jak będzie twardsze podłoże, to po suchej mączce będzie można się lepiej poruszać. Najważniejsze, że dobrze się dobraliśmy do gry, bo nie ma gry do jednej bramki i wynik trudno powiedzieć wcześniej.

                                                    A co do spotkania klasowego, to masz czego zazdrościć, tak, tak. Zaczęło się od dawnego modnego portalu "Nasza Klasa" i dzięki temu zebraliśmy kontakty i trwa to dziś. A Wy w liceum nie mieliście spotkania ? "Nasza Klasa" nie zadziałała ? U nas w Wieliczce było jedno Liceum, to znaleźć się było łatwo. Niektórzy znają się jeszcze od podstawówki. Oprócz spotkania panowie jeszcze spotykają się na brydżach wieczorami.
                                                    No i nie było tego naszego stroiciela fortepianu, gdzieś w Łodzi jest na koncertach. A tak przy okazji to rozmawialiśmy o bardzo drogich biletach na koncerty muzyki klasycznej w Krakowie wykonywane przez mistrzowskie ręce.
                                                    Na koncert skrzypcowy, na który chciała iść koleżanka, musiałaby zapłacić najmniej 250 zł, a najdroższe były po 800 zł. Wyobrażasz sobie, ile trzeba zapłacić za podwójne. Kosmiczne ceny.

                                                    To czas na naszego doktora ;) Nie, nie, to Serenus nam wytłumaczy dziś, na czym polega władza motłochu. Takie to wszystko podobne do dnia dzisiejszego, ten uniwersytet humanum ;))))
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 07.05.25, 19:50
                                                    No nie wiem, jak się rozprawić z rozdziałem XXXIII, bo w nim jest mowa o czasach dla Niemiec — jak pisze Serenus — który był okresem załamania się państwa, kapitulacji, rewolty głodowej, czasy katastrofy ojczyzny. Serenus bardzo przeżywał ten czas wojenny oraz niemiecką w niej rolę.
                                                    "Święta niemiecka ziemia! Jak gdyby cokolwiek jeszcze było w niej święte, jakby nie była ona od dawna już i ponad miarę zbezczeszczona ogromem pogwałconych praw i zarówno moralnie, jak i faktycznie nie była wydana przemocy karzącego prawa."
                                                    i dalej tak pisze o Niemczech:
                                                    ".... że los jego został przesądzony, że musi zniknąć, obciążony przekleństwem — że sam będąc ohydą w oczach świata — i nas, Niemcy, Rzeszę — posuwam się dalej i powiadam: niemieckość, wszystko, co niemieckie, uczynił ohydą dla całego świata. - -
                                                    Oto tło aktualnej mojej biograficznej działalności.
                                                    Straszliwą jest rzeczą wpaść w obce ręce — oto zdanie, którego gorzką prawdę przemyślałem i przecierpiałem niejeden raz od owych dni klęski i kapitulacji. "

                                                    Serenus uważa, że najgorsza jest demokracja mieszczańska, władza motłochu, która chętna jest takiemu paktowi, aby utrzymać swoje stanowiska.
                                                    I dalej:
                                                    "I czyż wiele brakowało, aby ich pasji niszczenia wytworów ducha — rozkoszy nieznanej tak zwanej władzy plebejskiej — padło ofiarą również i dzieło bohatera tych oto kartek, Adriana Leverkuhna? Czyż ich zwycięstwo i historyczne pełnomocnictwo urządzenia całego świata według własnych ohydnych zamysłów nie pozbawiłyby jego dzieła życia i nieśmiertelności?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 07.05.25, 21:23
                                                    Wszystko w porządku u Ciebie ? Coraz więcej morderstw w Polsce.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 08.05.25, 08:43
                                                    No właśnie, tym razem w moich okolicach okrutne, absurdalne morderstwo. Wyobraź sobie że jakieś pół godziny wcześniej i w pobliżu skończyłem akurat zajęcia i ruszyłem do metra; o wszystkim dowiedzeniem się już w domu.

                                                    Jednak tenis na mączce to prawdziwa klasyka; i to przygotowywanie kortu, polewanie, siatkowanie - piękne...

                                                    U mnie Nasza Klasa przez chwilę coś obudziła, ale nie tak mocno, poza tym Nasza Klasa jakoś się zepsuła jako portal i nie wiem nawet, czy jeszcze istnieje. Ale utrzymuję indywidualnie sporo kontaktów ze znajomymi z dawnych i bardzo dawnych lat.

                                                    Ceny na koncerty, także na muzykę popularną i młodzieżową, są rzeczywiscie ogromne. I nie inaczej z teatrem, no ale to musi się spinać finansowo, no i często to okazja do finansowych sukcesów. A inną tego stroną są zdumiewające bogactwa, majątki najpopularniejszych gwiazd sztuki (no i sportu).

                                                    To ta atmosfera motłochu i władzy motłochu doprowadziła w końcu - i chyba o to między innymi chodzi Serenusowi - do sukcesu nazistów i do nowego, jeszcze okropniejszego kształtu owej władzy motłochu. Ale liberalna i oświecona postawa Serenusa też nie cieszy się dziś uznaniem.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 08.05.25, 20:32
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Pokój z Tobą. I mamy nowego papieża augustianina. Cieszę się, bo koło mnie jest mała augustiańska kapliczka, do której w niedzielę wstępuję. A obok w augustiańskiej zagrodzie, kury głośno gdaczą, a nimi opiekuje się ksiądz chodzący na bosaka, mieszkający w zabytkowym pałacyku. Już Ci opisywałam, ze bardzo lubię tam chodzić, chodzę tam prawie codziennie z psem, jak nie idę na kopiec Kraka. Nie narzekam na swój malutki dziwny świat, jest taki dający święty spokój.

                                                    Tak pomyślałam zrazu jak się dowiedziałam o tym nieszczęściu. Dobrze, że nie byłeś na miejscu, bo masakra bardzo mocna była skoro znaleziono odrąbaną głowę. Sam widok na żywo, pewnie zemdliło ludzi. Tragedia.

                                                    Zgadza się, ten cały rytuał z siatkowaniem to historia prawdziwych kortów. Od wieków nic nie wymyślono, nawet teraz w dobie takiej techniki. Wprawdzie linie są już plastykowe i przymocowywane na stałe, ale siatkowanie pozostało do dziś takie samo.

                                                    Naszej Klasy już nie ma, jako portal, ale my ją potraktowaliśmy do odczytu obecności i od razu ruszyliśmy na żywe kontakty.

                                                    Trafne spostrzeżenie jd w sprawie ceny biletów. Dodałabym jeszcze, że dużą część tych biletów my finansujemy z naszych podatków poprzez dofinansowanie różnych fundacji, instytucji i Vipów, których jest ogrom i też finansujemy ich. Może nawet finansujemy połowę puli biletów w postaci różnych karnetów, do których dokłada państwo. Firmy odliczają sobie od podatków itd
                                                    Przykład, karnety na obiekty sportowe, karnety na koncerty i na karnetach świat dziś stoi. Bo to biznes nad biznesem. Dam Ci przykład z kortu. Płacę za kort ziemny np 40 zł, ale gdybym miała odpowiedni karnet, to zapłacę połowę tej ceny, tylko że nie każdy może dostać ten karnet, ja nie spełniam warunków.

                                                    Serenus w/g mnie trafnie ocenia politykę, ja ją widzę nawet dziś taką, jaką on widzi. A szczególnie w dzisiejszym rozdziale widać i u nas takie czasy były, są czy będą, bo
                                                    "Polityka rządu ogłupia i upadla ludzi, na których się opiera" - cytat z opowiadań Czechowa.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 08.05.25, 20:42
                                                    Serenus opisuje również swoje przykre doznania podczas zebrań powołanych wówczas do życia "Rad pracowników umysłowych" w salkach monachijskich hoteli, które zaczynały się od słów "Drodzy obywatele i obywatelki!"
                                                    Na tych zebraniach poruszano różne tematy. Jednym z nich był temat "Rewolucja a miłość ludzkości", wywołując dyskusję, swobodną, zbyt swobodną, szeroką, a mętną, pomiędzy najosobliwszymi typami, jakie tylko przy tych okazjach wynurzają się na światło dzienne, błaznami, maniakami, upiorami, złośliwymi oponentami i filozofami z Koziej Wólki."

                                                    "Leverkuhn, któremu opowiadałem o tych wrażeniach, był wówczas szczególnie cierpiący — choroba jego miała w sobie coś z poniżającej męki, jakiegoś dręczenia i szarpania rozżarzonymi obcęgami, a życie jego wydawało się osiągać dno beznadziejności, tak że z trudem dzień po dniu spychając, ledwo wegetował."
                                                    Dręczyły go dolegliwości gastryczne, wywołujące bóle głowy, codziennymi torsjami i to przy pustym żołądku i ogromne uczulenie na światło.
                                                    " Mowy nie ma, aby chorobę tę można było przypisać przyczynom psychicznym, dręczącym doświadczeniom tego okresu, klęsce naszego kraju i wszystkim towarzyszącym jej straszliwościom. W tej na pół wiejskiej, na pół klasztornej samotni, z dala od miasta, sprawy te prawie go nie poruszały, mimo że wiedział o nich, informowany bieżąco, nie przez gazety, lecz przez swą tyleż współczującą, co spokojną i opanowaną pielęgniarkę, panią Elzę Schweigestill.

                                                    I jak jd, czy przy okazji postaci Adriana, Serenus, nie chce nam powiedzieć, że Niemcy coś wspólnego mają z całym tym towarzystwem Adriana Leverkuhna ? Specjalnie cytuję, bo tyle odpowiednich przymiotników używa, no właśnie, Serenus, czy Mann ? Względem wyrozumiałej Elzy, która wyrozumiale uzależniła Adriana od siebie :)
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 09.05.25, 09:46
                                                    No tak, papież wydaje się przekonujący, w dodatku gra do dziś w tenisa; niechaj sprzyja mu rozum i rozsądek.

                                                    Ty nie spełniasz warunków na karnet na kort? Niemożliwe; na pewno masz jakieś dokumenty, które Cię upoważniają, tylko skromnie ich nie używasz.

                                                    Polityka ma wady, ogłupia, bywa okropna, ale nie pozwólmy jej uwolnić się od wszystkiego i popłynąć, gdzie jej się spodoba.

                                                    Jak najbardziej całe to towarzystwo ma coś wspólnego z Niemcami - to w końcu Niemcy, rzecz dzieje się w Niemczech. Tylko strzeżmy się przed łatwymi i szybkimi skrótami w tej sprawie.

                                                    Rysowanie linii kortu specjalną maszyną to było rozkoszne podsumowanie przygotowań kortu do gry.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 09.05.25, 19:13
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Mówisz, że papież gra w tenisa, to duży plus. I doczytałam, że Watykan ma swój kort.

                                                    A z moimi kortami to jest tak, że kiedy funkcjonował jako Klub Górnik, ta sekcja była pod opieką miasta, ale kiedy zmarł mój Kierownik, któremu właśnie ufundowaliśmy tablicę, korty zostały wydzierżawione prywatnej osobie i to wyjaśnia Twoją ciekawość. Gdybym przejęła te korty po Kierowniku, miałbym szansę prowadzić dalej ten klub, co bardzo żałuję i zaliczam to do swoich złych wyborów życiowych. Teraz miałabym za darmo gdybym założyła własną szkółkę i na niej zarabiała, płacąc za korty. Już na wszystko jest za póżno. Jest ponoć taka specjalna sportowa karta, lecz nie posiadam karty płatniczej, która jest warunkiem otrzymaniem takiej ulgi.
                                                    jd- gram tylko raz w tygodniu, więc nie zabiegam.
                                                    Ale wyjawię Ci mój ból. Otóż Kierownik, który prowadził ten klub tenisowy, był specjalistą od rysowania takich linii. Rysował je prościutko, idealnie, bo wiesz, niekiedy zdarzały się na kortach podwójne linie, ludzie nie umieli tak idealnie prowadzić te maszynki sypiące tą białą, miękką i suchą kredę. Kierownik żył 94 lat, zmarł w 1998 roku i po nim nie miał kto prowadzić korty. Byłam jedyna z uprawnieniami ( jego uczennicą) i bardzo żałuję, że wtenczas nie byłam tą, na właściwym miejscu o właściwej porze, tylko prowadziłam sklep. Jak to się mówi, minęłam się z losem.
                                                    I z tym bólem żyję sobie.

                                                    Ale to jest piękne. Gratuluję.
                                                    "Polityka ma wady, ogłupia, bywa okropna, ale nie pozwólmy jej uwolnić się od wszystkiego i popłynąć, gdzie jej się spodoba."

                                                    A powiedz mi jd — jak i kto może rozliczać z moralności człowieka i czy mogą rozliczać z tego politycy, którzy sami ogłupiają ludzi? Właśnie taki jeden polityk dziś obrzydził mi słowo "moralność". A myłam właśnie okno, kiedy zebrała się komisja sejmowa, aby oceniać moralność drugiego człowieka. Czy to wszystko jest normalne?

                                                    A wiesz, że ten przedwczorajszy morderca z uczelni to miał w teczce ponoć też "Dialogi" Konfucjusza. I jak czytam w googlach :"Główną ideą konfucjanizmu jest znaczenie posiadania dobrego charakteru moralnego, który może oddziaływać na świat wokół człowieka poprzez ideę harmonii kosmicznej.10 kwi 2025"
                                                    I dla wszystkich jest zagadką teraz, dlaczego taką właśnie książkę nosił w teczce?

                                                    Tak, masz rację, że całe to towarzystwo jest niemieckie, razem z Tomaszem Mannem. I faktycznie zaczynam się doszukiwać czegoś, czego i tak nie zrozumiem, czyli historii samych Niemiec. Ale mimo wszystko coś jest na rzeczy. Myślę, że Mann miał w tym swój cel gdy nawiązywał i porównywał czasy niemieckie z Adrianem Leverkuhnem i jego twórczością.

                                                    Teraz wracamy do choroby i cierpiętnictwa oraz grozy Adriana. Musimy kiedyś przecież dojść do końca, a potem masz jakąś propozycję książkową?

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 09.05.25, 19:20
                                                    W końcu, pani Schweigestill, przywołała swojego eskulapa dr.Kurbisa, tego, który kiedyś wspomagał w połogu ową pamiętną panienkę. Doktor określił jako chorobę wrzodu żołądka i przepisał roztwór kamienia piekielnego. To nie pomagało, przepisał więc dużą dozę chininy, po której w ciągu dwóch dni Adrian pojawiły się ataki ciężkiej choroby morskiej. Diagnoza dr Kurbisia mocno się zachwiała, a może raczej umocniła i zostało rozpoznane jako chroniczny katar żołądka z prawostronnym rozszerzeniem żołądka i zakłócenie krążenia, które uniemożliwiały należyte przekrwienie mózgu. Ponieważ po tych wszystkich medykamentach bóle nie ustępowały, doktor przypisał te objawy zaburzeniom układu centralnego, czyli mózgowi.

                                                    "Adrian, nawet gdy nie leżał w łóżku, spędzał po pół dnia w szczelnie zamkniętym pokoju, gdyż słoneczne przedpołudnie tak wyczerpało jego nerwy, że wprost łykał ciemności i rozkoszował się nią niczym największym dobrodziejstwem. Sam, gawędząc z nim, przesiedziałem niejedną godzinę dnia w izbie opata, tak zaciemnionej, że dopiero po dłuższym czasie, gdy wzrok przywykł, można było rozeznać kontury mebli."

                                                    W tym czasie dr Kurbis zalecał mu okłady z lodu i zimne poranne polewanie głowy. Zabiegi działały łagodząco, ale nie było mowy o wyzdrowieniu. Do tego wszystkiego zaczął dochodzić ból i ucisk głowy oraz niewyraźne artykułowanie słów.
                                                    Adrian, rozmawiając z Serenusem przytaczał baśń o "Małej Syrence" Andersena, którą bardzo podziwiał i krytykował ją za upór jej, do dążenia za dwunogim światem ludzi. Łączył swój ból z obolałymi ludzkimi nogami syrenki.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 09.05.25, 21:32
                                                    No tak, kort został sprywatyzowany, a to w niektórych dziedzinach jest dość kłopotliwe, zwłaszcza gdy całe lata było inaczej i udanie. Ale jeśli kort istnieje i się utrzymuje, to w sumie jest dobrze. I nie żałuj, los w sumie dobrze nami kieruje. Ta maszyna do mączki wydawała piękny, delikatny, metaliczny, przerywany dźwięk. Spodobałby się od strony muzycznej późnemu Adrianowi.

                                                    Moralność w odniesieniu do polityki to rzecz wymuszona, podejrzana i zazwyczaj to dość prostacki szantaż. Niech będą sprawni, skuteczni, logiczni, i odrobinę sympatyczni.

                                                    Ten młody morderca z Uniwersytetu przeraża mnie bardzo, boję się bardzo na ile on oszalał pod pretekstem rożnych szalonych wizji filozoficznych. Z tym, że Konfucjusz zupełni do tego nie pasuje, był wyjątkowi zrównoważony moralnie, życiowo i politycznie.

                                                    Po tym Mannie ma być Mann czytany przez Holoubka, a w międzyczasie pomyślę co dalej z lekturami. Dużo dobrych rzeczy już zostawiliśmy za sobą, pula się zmniejsza.

                                                    Ten wstręt do słońca czuć, że jest diaboliczny. A inne objawy przypominają okrucieństwa męczące maleńkiego siostrzeńca.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 10.05.25, 19:42
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Prawda, maszynka tak trajkotała, że można potraktować ją jako instrument muzyczny, taki maleńki motorek bez silnika, który wypuszczał równomiernie pył kredowy. ;) Oj, jakby ubrać ten wózeczek rysujący linie kortowe w ówczesnym czasie, to i epopeje o nim można by napisać;)
                                                    A wiesz, że są już roboty do rysowania linii na boisku?

                                                    Powtórzę się, ale znów piękne Twoje zdanie o moralności polityków:
                                                    "Moralność w odniesieniu do polityki to rzecz wymuszona, podejrzana i zazwyczaj to dość prostacki szantaż. Niech będą sprawni, skuteczni, logiczni, i odrobinę sympatyczni."
                                                    To strzał w dziesiątkę, to określenie.

                                                    Dopytam się jeszcze o tego mordercę. Uczył się prawa na Uniwersytecie, ale ciekawe, bo moja lokatorka z pierwszego roku prawa, kiedy rozmawiałyśmy po tenisie o książkach, to mówiła, że ma u siebie w pokoju książkę Dostojewskiego i bardzo lubi filozofię, nawet rozważa pójście dodatkowo na filozofie i żaliła się, że na prawie nie ma przedmiotu jak filozofia. To morderstwo było zaplanowane, skoro przyniósł ze sobą obok książki też siekierę. I dlaczego napadł na tę właśnie kobietę? Przypadek?
                                                    Ty chyba się dowiesz szybciej.
                                                    A u nas w parku w Krakowie był napad na kobietę, ludzie pomogli agresora złapać. Zaczynam się bać, bo sama z psem chodzę — chyba powrócę do noszenia tego noża od Rambo. Przestałam dawno trenować rzut nożem. Pewnie pamiętasz.

                                                    Zapomniałam o wysłuchaniu wersji książki w wykonaniu Holoubka. Bardzo jestem ciekawa, jak odbiorę tę książkę, słuchając. W sierpniu sobie to załatwię.
                                                    Ale zimno u nas, w nocy ma być przymrozek. Muszę grzać w domu.

                                                    I przechodzimy do leczenia Adriana, też ciekawy i podejrzany rozdział.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 10.05.25, 20:01
                                                    Dr Kurbis doszedł do ostatecznego wniosku, z czym zgadzał się też i Serenus, że Adrian powinien zmienić otoczenie i wyjechać gdzieś do uzdrowiska. Ale Adrian był tak przywiązany i to na zawsze do obranego i niezwykłego swego otoczenia pani Elzy Schweigestill, że nie dopuścił takiej myśli - "ponieważ zawsze czuł się najlepiej w tej atmosferze wyrozumienia, pod spokojną i po ludzku mądrą opieką swej gospodyni."

                                                    Ona to wykonywała wszystkie zalecenia doktora - "co cztery godziny przynosiła mu jedzenie: o godzinie ósmej jajko, kakao i sucharki, o dwunastej mały befsztyk albo kotlet, o czwartej zupę, mięso i nieco jarzyn, o ósmej zimną pieczeń i herbatę. Była to dobroczynna dieta."

                                                    A panie Nackedey i Kunegunda Rosenstiel na przemian odwiedzały Adriana, przynosiły kwiaty, przetwory, pastylki miętowe.

                                                    Myślę, że nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby opuścić tak wyrozumiałego, dobrego i pięknego towarzystwa kobiet.

                                                    jd — czy z tą sytuacją można powiązać powiedzenie "Dobro jest kwiatem zła" ? Czy to były diabelskie sztuczki, by choroba Adriana była pod kontrolą tak jak pod kontrolą były boleści Adriana leczone przez tych wcześniejszych pechowych lekarzy?
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 11.05.25, 08:47
                                                    Dziękuję za opinię o mojej opinii w sprawie moralności w polityce. Przypuszczałem, że możesz uznać, że to opinia zdemoralizowanego cynika.

                                                    Mnie się wydaje, że filozofia jest na wszystkich kierunkach uniwersyteckich, przynajmniej jeden semestr. O tym zabójcy nie wiem więcej niż to,co można przeczytać. Wydaje się, że był w jakimś straszliwym odlocie psychicznym i ofiara była zupełnie przypadkowa; miał też inne narzędzia w plecaku. A Konfucjusz - jeśli tam był, bo dopiero od Ciebie to usłyszałem - raczej skłaniał do zachowań w stylu sympatycznego nam Marka Aureliusza. Który po cichu pewnie podpowiedziałby Ci potrenowanie tych mistrzowskich rzutów.

                                                    Nie mam jasności czy sytuacja Adriana jest na to powiedzenie. W nim chyba chodzi o to, że dobro jest trudne, wymaga trudów i trudnych wyborów oraz działań, że nie biegnie po prostej i bezkłopotliwej ścieżce. Z Adrianem jakby było odwrotnie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 11.05.25, 19:55
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Nawet tak nie mów, nie raz poczułam na forum, że raczej umiejętnie wybawiasz ludzi z kłopotów. Ja mam jedną opinię o Tobie — dobry z Ciebie człowiek i to wystarczy i za to dziękuję.

                                                    Mnie się też tak wydaje, że filozofia jest na wszystkich studiach, nawet ja ją miałam. Pewnie dziewczyna mówiła o I roku jej studiów. Jeszcze nawiązując do tego morderstwa, to powinieneś nosić ze sobą gaz obronny. To taki malutki pojemniczek, który zmieścisz do kieszeni. Noszę taki, aby obronić mojego psa przed napadem jakimś agresywnego.
                                                    I dzięki za zachęcenie mnie do powrotu do treningu rzutów. Dziś już zaczęłam i nawet mi to idzie. Na razie jest u nas zimno to pod kurtką go nie widać, ale w ciepłe dni to ludzie będą zwracać uwagę. Coś muszę wymyślić jak to ukryć.
                                                    Popatrz się, gdyby ten lekarz miał pod ręką gaz, może by przeżył, to samo z kobietą na uczelni, a i z kobietą z parku też. Ale to się łatwo mówi.

                                                    Jednak przed nami jeszcze długa droga do tragicznego finału Adriana. Teraz dowiemy się, kto odwiedzał go w chorobie oraz dalsza część rozkoszy i cierpiętnictwa między Inez a Rudim. To tłumaczenie Rudiego jest takie prawdziwe, lecz wielce dyskusyjne.

                                                    A pro po finału, to nasza Iga przechodzi chyba coś w rodzaju zmęczenia psychicznego i przemęczenia fizycznego. Jak zobaczyłam urywek jej gry, to w nim dziewczyny ją rozgrywają, jak chcą. Chyba przydałaby się jej większa przerwa w turniejach, aby zdobyć głód tenisa. Ciekawe co po przerwie Hurkacz pokaże.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 11.05.25, 20:13
                                                    Chorego Adriana odwiedzał Rudiger Schildknapp — anglista i literat oraz senatorowa Rodde, która Adrianowi opowiadała o swoich córkach. Mówiła o Klaryssie, że polubiła swój zawód aktorski. Akuratnie grała na dalekim wschodniopruskim Elblągu młode amantki. W listach do Inez pisała, że zakonserwowany staruszek, chciałby, aby została jego kochanką, przyrzekając jej, mieszkanie, powóz, suknie. Zbyt jednak dumna Klaryssa dała grosiście kosza. I tak wyruszyła do Elbląga.
                                                    Zaś o Inez Institoris, senatorowa twierdziła, że jej życie stała o się normalniejsze i bezpieczniejsze. Swój dom utrzymuje na nieskazitelnym poziomie. Trudno było powiedzieć, czy o tym, o czym już wróble ćwierkały na dachach, naprawdę nie wiedziała, czy też tylko tak udawała. Kto wie,

                                                    Odwiedzał Adriana też Rudi Schwerdtfeger:
                                                    "Skrzypek okazał się w czasie przewlekłej choroby naszego przyjaciela wielce współczujący, wierny i przywiązany.
                                                    Słowem, jak już mówiłem, Schwerdtfeger (skrzypek) troszczył się gorliwie o chorego Adriana. Często pytał telefonicznie panią Schweigestill o jego zdrowie i zapowiadał swoją wizytę, skoro tylko chory będzie mógł ją znieść."

                                                    Adrian przy spotkaniach gratulował skrzypkowi sukcesów, szczególnie występ solowy podczas jednego z monachijskich koncertów akademickich. Pogratulował też awansu na stanowisko pierwszego skrzypka w orkiestrze Zapfenstösser.
                                                    Przy tym wszystkim Rudi Schwerdtfeger, był wyraźnie zgnębiony swoim prywatnym życiem, a szczególnie swym stosunkiem do Inez Institoris. Podzielił się tym zmartwieniem z Adrianem w cztery oczy.

                                                    "Określenie "w cztery oczy" jest tu zresztą nie w pełni trafne, albo niedokładne, gdyż rozmowa odbyła się w zaciemnionym pokoju, tak że wzajemnie się nie widzieli lub tylko cienie swoje dostrzec mogli — co niewątpliwie stanowiło znaczną ulgę i ośmielało Schwerdtfegera przy jego wyznaniach."

                                                    I te wyznania będą o "rycerskości" skrzypka, w jaki sposób on to rozumie.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 12.05.25, 07:15
                                                    No tak, z tym gazem wydaje się całkiem słuszna porada, ale jeszcze to rozważę. Teraz pewnie pojawią się różne obostrzenia w życiu uniwersyteckim - jakieś chipy, karty wejścia, bilety, skanowania, sprawdzania - okropne, ale zwolennicy takich rzeczy mają dziś argumenty nie do odrzucenia.

                                                    Z Igą dość marnie, a wszystko zaczęło się chyba od Olimpiady i porażki z Chinką, gdy miało być złoto oczywiste i obowiązkowe. Najgorsze, że jest bardzo młoda i nie bardzo wie co robić, a to ją wbija w postępującą frustrację.

                                                    Historia Inez i Rudiego narasta horrorystycznie i zbliża się jeszcze jeden pasjonujący wątek - pani Godeau.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 12.05.25, 19:28
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Z gazem, to nie ma co się zastanawiać, możesz taki pojemniczek kupić na internecie. Tak zrobiła córka, która kupiła sobie i mnie, bo z psem chodzę. Wprawdzie jest już przeterminowany troszeczkę i nie mam pojęcia czy zadziała, ale jest.
                                                    Chyba jestem przeciwnikiem takiego obostrzenia, bo kto chce to i tak wejdzie. Przecież ten morderca jeżeli był studentem i to i tak legalnie by wszedł. To samo z tym lekarzem i tak by wszedł, bo był jego pacjentem, ale zaatakowaną kobietę w parku nic nie chroni, nawet nie ma tam kamer, a one są podstawą bezpieczeństwa.

                                                    Jedno jest pewne co do sportu, mistrzem nie jest się wiecznie. Kiedyś kryzys musiał przyjść i co z tym zrobić należy tylko do niej i jej wyboru w życiu. Zrobiła dużo w światowym tenisie i przeszła do historii. Masz rację, że jest w miejscu, w którym nie wie, co ze sobą zrobić. Wydaje mi się, że jest bardzo wrażliwa i nie wiadomo kto koło niej się kręci. A najważniejsze komu zaufa. Jest teraz w niebezpiecznym momencie swego losu.
                                                    Nie wyobrażałam sobie kiedyś, że doczekam takich sukcesów polskich tenisistek. Ty też zapewne.
                                                    W moich czasach zawsze było stawiane pytanie — dlaczego Czeszki, Rosjanki, Niemki, czy Amerykanki odnoszą sukcesy, a Polki nie? Jedna pani doktor psycholog, a bardzo dobra tenisistka, miała pomysł i pomyślała o innych zasadach naboru dzieci do nauki tenisa w klubach. Ponieważ była moda na fibakomanię, to tych dzieci bardzo dużo się zgłaszało i wymyśliła selekcje według sprawności. Teraz po latach to koń by się uśmiał z tych ćwiczeń, do których nieodzowny był stoper.


                                                    A ja tam na panią Godeau jakoś nie szczególnie zwróciłam uwagę. Bo to właściwie taki łańcuszek zdarzeń. Zaczął Adrian, a skończyła to Inez :) Pani Godeau spokojnie sobie żyła obok tej tragedii.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 12.05.25, 19:40
                                                    Przy innej wizycie skrzypka, Adrian tak mocno doznał ból głowy, że musieli przenieść się do celi opata, w której zasłonięte zostało okno okiennicami, zasłonięte storami i nastała całkowita ciemność. I w takiej scenerii toczyli ze sobą rozmowę.

                                                    "W końcu westchnął (skrzypek) i oznajmił, że wcale nie jest w nastroju do gwizdania, przeciwnie, raczej mu ciężko na sercu, a przynajmniej, jeśli nie ciężko, to gniewnie, paskudnie, nieswojo, a także bezradnie i kłopotliwie, w sumie więc jednak ciężko. Dlaczego? Odpowiedź na to jest oczywiście, niełatwa, a nawet niezbyt dopuszczalna, chyba pomiędzy przyjaciółmi, gdzie nakaz dyskrecji nie tak bardzo się liczy, ów nakaz rycerskości, aby zachować przy sobie wszelkie afery miłosne."
                                                    "Jest przecież człowiekiem i artystą, a na dyskrecję rycerską gwiżdże sobie."
                                                    "- Ja tu nic nie jestem winien, Adrianie uwierz, - Niech mi pan wierzy! Nie ja ją uwiodłem, ale ona mnie, a rogi tego małego Institorisa, jeśli już posłużyć się tym głupim określeniem, są wyłącznie jej, nie moim dziełem. I co tu robić, skoro jakaś kobieta uczepi się pana niby tonąca i za wszelką cenę żąda, żeby pan został jej kochankiem? Czyż zostawi pan kapotę w jej rękach i ucieknie? Nie, takich rzeczy się już nie robi, gdyż i w tej sytuacji obowiązują pewne rygory rycerskości, od których się uchylić nie można, przyjąwszy nadto, że kobieta jest piękna, choć w nieco fatalny i cierpiętny sposób. - Lecz i on sam również jest fatalny i cierpiący, jest artystą, często przemęczonym i zatroskanym."

                                                    Tak się tłumaczył skrzypek Rudi Schwerdtfeger, który flirtuje z Inez Institoris. Ale to nie wszystko.

                                                    -ów nakaz rycerskości
                                                    -a na dyskrecję rycerską gwiżdże sobie
                                                    -w tej sytuacji obowiązują pewne rygory rycerskości, od których się uchylić nie można

                                                    No i co powiesz jd o rycerskości skrzypka ? Bo ja tu nie widzę żadnego punktu styczności z rycerskością, bardziej z humorem to biorę.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 13.05.25, 08:56
                                                    No pewnie, że masz rację z tym wchodzeniem na ogólnodostępne dotychczas tereny, ale moment temu rozsądkowi nie sprzyja.

                                                    Z Igą jest też tak jak mówisz; sukces jest ogromny, właściwie kosmiczny, trochę tylko szkoda, że ona tak marnie sobie radzi z duchem sportu (te płacze, naburmuszenia), że jest jakoś łatwo krusząca się, że nabrała za dużo masy mięśniowej, no i że nie budzi sympatii obserwatora. No i to od niej nie zależy, ale te "demolki", "upokorzenia" (przeciwniczki), "zniszczenia", ta cała beznadziejna pisanina dziennikarzy - to dla niej i dla jej obrazu też mocno niekorzystne.

                                                    Sprawa z panią Godeau chyba dopiero się rozwinie.
                                                    Rycerskość w sferze intymnej i osobistej (a nie publicznej, która jest najważniejszą przestrzenią rycerskości) to coś bardzo niejasnego, pokomplikowanego, i to właśnie na Rudim się sprawdza.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 13.05.25, 20:00
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Dobrze piszesz, w tej chwili ogromnie rozwijająca się technika internetowa wpływa na rozwój człowieka. Wpływ opinii internetowych jest wielka i niejedną osobę może zdołować. A dziennikarze oczekują nieustannie złotych gór. Dziś właśnie mieliśmy w gronie tenisowym dyskusje na ten temat i nikt nie wie, o co chodzi z Igą, bo Iga zamknęła się w swoim kokonie. I jak piszesz, stała się niesympatyczna, co z Tobą się zgadzam całkowicie.
                                                    A my tu na dole staramy się być sympatyczni względem siebie. Dzisiaj odczułam to bardzo mocno. Młoda dziewczyna poprosiła mnie o mecz, bo mnie podziwia. Przyjęłam wyzwanie, a i podziękowałam za te podziwy, bo naprawdę nie zasługuję. Mówią, że widać, że musiałam grać od dziecka, no i tam takie sobie, że aż polały mi miód na stare serce. I to dzień dobry i mówienie po imieniu kiedy wchodzę na obiekt, to widać, że nie jestem tam taka obojętna. Napisałam Ci o tym, bo nie mam komu się tym pochwalić.
                                                    I to mi przypomniało sytuację na kortach Olszy, kiedy koleżanka z Niemiec przyjechała na trening. I był tam nasz kolega, a dziś jest starym trenerem, wychowujący wiele pokoleń. I tak siedzimy przy kawce, wspominając stare czasy, a tu co chwile przychodzi młodzież i pięknie i głośno się wita z trenerem, a naszym kolegą, słowami — Dzień Dobry Panie Trenerze, i tak jeden, potem drugi wchodzi i wita się w ten sam sposób i kolejny wchodzi. My tak z Basią spoglądamy na siebie jaki szacun oddają naszemu koledze, że aż zatkało nas i Basia mówi, u nas w Niemczech nikt tak się nie wita z takim pełnym zdaniem: Dzień Dobry Panie Trenerze. I to rozumiem, pełen szacun dla jego długoletniej pracy. Jednym słowem powiem — zazdrościłam.
                                                    Dziś rozegrałam mecz i przegrałam 6:4 i 1:1 w gemach, ale się nabiegałam. Na sąsiednim korcie grał chyba przyszły mistrz tenisowy o imieniu Mikołaj. Miał przypuszczam 14 lat i grał z ojcem albo trenerem. Trenowali super mocno, a chłopak grał doskonale.
                                                    W lecie na kortach to życie się toczy inaczej niż pod balonem.

                                                    Wracamy do większego dzieła ;)
                                                    Czyli do rozdziału o "zuchwałym ataku przymilności na mroczną samotność"
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 13.05.25, 20:09
                                                    Jak twierdzi Rudi Schwerdtfeger:

                                                    "Inez łatwiej znosi to wszystko z tej prostej przyczyny, że go namiętnie kocha. Jego położenie jest gorsze, nie kocha jej bowiem wcale: - Nigdy jej nie kochałem, żywiłem wobec niej zawsze jedynie bratersko-koleżeńskie uczucia, to z mojej strony jedynie kwestia rycerskiego obowiązku. - Musi jednak dodać tu coś jeszcze w zaufaniu: jest w tym coś niedobrego, wręcz poniżającego, gdy namiętność, rozpaczliwa wprost namiętność, ogarnia jedynie kobietę, podczas gdy mężczyzna wypełnia tylko rycerski obowiązek.
                                                    .....Inez obchodzi się z jego osobą i jego ciałem w taki sposób, w jaki właściwie i zrozumiale mężczyzna zwykł jest obchodzić się z kobietą - dochodzi do tego jeszcze jej chorobliwa i kurczowa, a przy tym całkiem nieusprawiedliwiona zazdrość o wyłączne posiadanie jego osoby."

                                                    I to wszystko tłumaczy Rudi Schwerdtfeger choremu, leżącemu w ciemności Adrianowi. Mylnie się ponoć go osądza, bowiem, zamiast sypiać z kobietami woli rozwijać rozmowy z takim mężczyzną jak Adrian i gdyby miał sam siebie scharakteryzować, określiłby siebie jako naturę platoniczną.

                                                    I tutaj zaskoczenie, bo nagle...."Rudi zaczął mówić o koncercie skrzypcowym, że tak bardzo pragnie, aby Adrian zechciał dla niego, niejako na jego miarę go napisać, przyznając mu, na ile możności, wyłączne prawo jego wykonania. Oto jego marzenie! - Potrzebuję pana, Adrianie, dla mego podniesienia, udoskonalenia, poprawy, a także, poniekąd, dla oczyszczenia siebie ze wszystkich tamtych historii."

                                                    " Wszystko to mogłoby być więcej niż niekonwencjonalne, a w każdym razie chciałbym to zagrać tak, żeby ludziom oczy na wierzch wyszły. Przyswoić chciałbym sobie tę muzykę, tak, żebym mógł ją grać przez sen, pielęgnując i pieszcząc każdą nutę jak matka, gdyż stałbym się jego matką, a pan byłby ojcem — i istniałby między nami niczym dziecko, platoniczne dziecko, - tak, nasz koncert byłby prawdziwie realizacją wszystkiego, co pojmuję pod słowem: platoniczny."

                                                    Był to rozdział o "zuchwałym ataku przymilności na mroczną samotność."
                                                    I stanie się cud.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 14.05.25, 08:17
                                                    No to piękne masz życie na tych kortach; pilnuj tego, ale przecież nie muszę tego mówić. Mecz byś wygrała, gdyby był czas i trzy sety.

                                                    Rudi się chłopięco skarży się i wdzięczy do Adriana, ale nadchodzi też mrok i groza, związane z przeuroczą panią Gadeau.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 14.05.25, 20:02
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Dlatego dużo nie mówię, jeno chwilo trwaj z tym tenisem:)

                                                    Ależ Ty czekasz na Panią Gadeau, a tu Tomasz Mann trzyma ją jeszcze z daleka od czytelników. Przede mną bardzo ciężki rozdział z tym "okrągłym stołem" i jego towarzystwa plus polityka niemiecka.
                                                    ------------------------------
                                                    "Wiosna, rok 1919 gdy nagle, niby cudem, zdjęty został z Adriana ciężar choroby, zaś jego umysł, na podobieństwo feniksa, wniósł się w najwyższe dziedziny swobody i zdumiewającej, niepohamowanej, żeby nie rzec: nieokiełznanej potęgi, a w każdym razie niepowstrzymanej, wartkiej, oddech zapierającej twórczości."

                                                    Na pytanie Serenusa, jak się czujesz, Adrian odpowiada:
                                                    - Jak się czuję? - Mniej więcej tak, jak św. Jan męczennik w kotle z wrzącym olejem. Tkwię jako nabożny cierpiętnik w szafliku, pod którym parska wesoły ogień z drewienek, sumiennie podsycany ręcznym miechem przez jakiegoś poczciwca.

                                                    A to jedno z najdłuższych i skomplikowanych zdań mocno myślących :)
                                                    "Koncepcja apokaliptycznego oratorium, tajemna praca nad nim sięgają daleko wstecz, do okresu pozornie całkowitego wyczerpania sił żywotnych Adriana, gwałtowność zaś i pośpiech, z jakim kilka miesięcy później dzieło to rzucone zostało na papier, sprawiały na mnie wrażenie, że ów żałosny stan był swego rodzaju refugium i schronieniem, gdzie natura jego wycofywała się, aby w boleśnie wyłączonym z naszej powszechnej zdrowotności ukryciu, niepodpatrywana i niepodsłuchiwana przez nikogo, tworzyć i rozwijać plany, dla których normalne samopoczucie absolutnie nie użycza awanturniczej śmiałości, a które jakby musiał wykraść podziemnemu światu i wydobyć na światło dzienne."

                                                    Kunegunda Rosenstiel przyniosła Adrianowi osobliwe tomiszcze: trzynastowieczny, francuski wierszowany przekład wizji św. Pawła, a na głos czytała ją Klementyna Schweigestill, ponieważ bolesny ucisk w oczach uniemożliwił mu czytanie. Do książki dołączone były drzeworyty Albrechta Dürera — twórcą cyklu piętnastu drzeworytów z Apokalipsy, w której spisana jest wszelka skarga, boleści i wyrzekanie, które nabrały w oczach Adriana słodycz miodu w ustach posłusznie jedzącego — tak cudownie napisał Serenus
                                                    Naczytała się więc Klementyna Adrianowi tych dzieł i pod ich wpływem skomponował Adrian "Apocalypsis cum figuris", który był hołdem złożonym Durerowi.

                                                    W sierpniu 1919 roku wszystko było gotowe, potrzebował Adrian, sześciu miesięcy na spisanie w formie szkiców całej "Apokalipsy".

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 15.05.25, 09:35
                                                    Tak, czekam na panią Gadeau, bo to obok Nepomuka najbardziej przejmujący wątek. Jakieś - w obydwu wypadkach - połączenie najwyższego zachwytu i najmroczniejszej grozy. W dodatku przy pani Gadeau zwycięża życie, choć okupione innymi śmierciami.

                                                    Te wątki historyczno-polityczne to w dużej mierze sprawy, które Mann przedstawiał w audycjach radiowych (nadawanych z Ameryki), próbując wpływać na swój nieszczęsny wówczas kraj w imię właściwie uratowania jakichś resztek honoru. Raczej, niestety, bezskutecznie.

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 15.05.25, 20:25
                                                    Dzień dobry jd

                                                    Spokojnie jd z panią Gadeau, całkiem spokojnie, buduj grozę spokoju ;) znasz powiedzenie Serenusa:
                                                    "Nadchodzi już, nadchodzi, a kiedy nadejdzie, zastanie nas na poziomie chwili."
                                                    Pięknuchne to powiedzenie.

                                                    A ta polityczna dyskusja z poprzedniej epoki całkiem mi przypomina dzisiejszą epokę. Trudne są teraz te rozdziały.
                                                    Dyskusje są bardzo mądre, ale musiałabym przepisać cały rozdział, dlatego znajdę jakieś cytaty, które będę uważać za piękne w swoim rozumowaniu.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 15.05.25, 20:33
                                                    Kiedy Adrian ukończył swoje dzieło "Apokalipsy" w 1919 roku zaczęło się tworzyć nowe grono intelektualnych przyjaciół jak Sykstus Kridwiss — grafik i ilustrator, kolekcjoner z dzielnicy Schwabing w mieszkaniu, którego spotykało się towarzystwo przy "Okrągłym Stole" gdzie odbywały się wymiany myśli. Na skutek, że uczestnicy byli tak różnorodni w swych zawodach poziom konwersacji był bardzo nierówny.

                                                    Jak określił Serenus, że cały świat został oddany na łup, że na łup tego towarzystwa został oddany cały świat.
                                                    A dokładnie tak napisał Mann
                                                    "Wszystko to było "piękne" i samo było nader świadome swego "piękna"; było "piękne" na sposób okrutny i całkowicie pięknoduchowski, w owym bezczelnie niezależnym, niepoważnym i nieodpowiedzialnym duchu, jak na to sobie właśnie poeci pozwalali — było największym estetycznym przestępstwem, jaki mi się zdarzyło widzieć."

                                                    Na stole leżały takie tematy jak wolność, prawda, kłamstwa, oszustwa, przemocy, kościele itp
                                                    "Był to stary i zarazem nowy, wsteczny i rewolucyjny świat, gdzie wartości związane z ideą jednostki, a więc powiedzmy: prawda, wolność, prawo, rozum, zostały całkowicie pozbawione treści i odrzucone."

                                                    A tu ciekawa satyra na powyższy temat:)

                                                    "W duchu mówiłem sobie: po co w ogóle słowa, po co pismo, po co język?
                                                    I przypomniałem sobie pewną satyrę Swifta, gdzie uczeni przejęci duchem reform, chcąc oszczędzić płuc i uniknąć trudu budowania zdań, postanawiają całkiem znieść słowo i mowę, a rozmawiać ze sobą jedynie przez pokazywanie samych przedmiotów, które co prawda, w interesie należytego porozumienia, trzeba będzie obnosić możliwie w komplecie na własnych plecach. Miejsce to jest ogromnie ucieszne, zwłaszcza dlatego, że właśnie kobiety, pospólstwo i analfabeci protestują przeciwko tej innowacji i nastają na to, aby się móc wygadać."

                                                    A teraz zabieram się do następnego rozdziału, który nazwałby Serenus "O dziele mojego zmarłego przyjaciela". Ale nazwał inaczej, numerycznie.
                                                    Rozdział, gdzie widnieje zakończenie, ale to dopiero str. 665 i zaczynam się męczyć samą opisaną techniką kompozycji Adriana zwanej "Apokalipsą"
                                                    Może być tak jd?
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 16.05.25, 07:32
                                                    Tak, spokojnie czekam na panią Gadeau. Bardzo warto, choć będzie zawrót głowy od zwrotów akcji z dominacją nastrojów horroru.

                                                    To zamieszanie z językiem, z pojęciami to przejaw obłudnej degeneracji (obłudnej, bo zazwyczaj towarzyszy temu wyjątkowo świętoszkowate odwołanie do wartości, moralności, boskości, patriotyzmu i innych takich), szybciej lub później kończącej się barbarzyństwem.

                                                    Technikami kompozycji oczywiście za bardzo się nie przejmuj, bo ta nowa atonalna technika jak na razie raczej się nie przyjęła. Choć opis tej techniki ma w sobie matematyczny urok proporcjonalności, harmonii. Jest taki pogląd, że muzyki się nie słucha, ale czyta (z nut).
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 16.05.25, 20:12
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    I to wszystko jest prawdą jd i trzeba iść do wyborów, by nie pozwolić im na wszystko :)
                                                    A co do kompozycji Adriana, to ja to wszystko sobie wyobrażam, ale to już będzie muzyka wyobraźni. Czytając słowa Tomasza Manna, a raczej Serenusa to można by powiedzieć, że tę muzykę czytamy oczami, bo tu nut nie mamy, a swoją wyobraźnią.

                                                    Mam dobrą wiadomość, zaangażowałam swoją Jagnę do zainstalowania całego wyposażenia do wysłuchania Gustawa Holoubka w domu na słuchawkach lub głośnikach, bo bardzo jestem ciekawa, jaki będzie odbiór i jak zadziała na wyobraźnie, słuchając, a nie czytając. Interesujący będzie odbiór i zobaczę czy usłyszę muzykę, którą teraz czytam. A czytam drugi raz, odnoszę wrażenie, że odbiór jest już inny, bardziej wrażliwy co do treści.

                                                    Już wkrótce nadejdzie Klaryssa, jeszcze żywa, ale to, co się stanie, zasługuje na chwilę milczenia. Nawet bym tę chwilę przedłużyła na długi czas spaceru po świeżym powietrzu.
                                                    Prawda?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 16.05.25, 20:18
                                                    Oto rezultaty posiedzeń u Sykstusa Kridwissa

                                                    "Nigdy nie brałbym sobie tak do serca gadaniny tych ludzi przy "Okrągłym Stole", gdyby nie stanowiła zimnokrwistego, intelektualnego komentarza do gorącego przeżycia, dotyczącego tak sztuki, jak i przyjaźni — mam na myśli: przeżycia związanego z powstawaniem bliskiego mi dzieła, bliskiego przez jego twórcę, nie dzięki samemu dziełu, tego nie mogę powiedzieć, zbyt wiele zawierało odpychających dla mnie, przerażających elementów — dzieła, które z gorączkową szybkością kształtowało się w samotności."

                                                    Cały ten rozdział o dziele mojego zmarłego przyjaciela jest poświęcony kompozycji "Apokalipsy" Leverkuhna na podstawie drzeworytów Dürera. Kompozycja ta wiązała się z orkiestrą, chórami, krzykami, śmiechami i ciszy i w ogóle z bardzo emocjonującymi środkami wyrazów. Słowa takie jak barbarzyństwo, bezduszność czy eksplozja starożytności były w tym towarzystwie używane. Niektóre partie ludziom nawet twardym napędzały łzy do oczu, jako że są nieustannym błaganiem o przywrócenie duszy.

                                                    "Piekielny chichot bowiem pod koniec pierwszej części ma swój odpowiednik w na wskroś cudownym chórze dziecięcym, który przy akompaniamencie ugrupowania orkiestralnego zaraz potem otwiera część drugą — jest to kosmiczna muzyka sfer, lodowata, czysta, przejrzysta jak szkło, twardo wprawdzie dysonująca, lecz przy tym o słodkości brzmienia, rzec chciałbym: niedostępnie nieziemskiej i obcej, napełniające serce tęsknotą bez nadziei.
                                                    Ten zaś, kto ma uszy ku słuchaniu i oczy ku patrzeniu, rozpozna w tym fragmencie, który nawet opornych zdoła pozyskać, zachwycić i wzruszyć, rozpozna w muzycznej jego substancji raz jeszcze szatański śmiech!"
                                                    (Ciekawe jak to Holoubek odegra)

                                                    "Oto cały Adrian Leverkuhn. I oto cała muzyka, którą on recenzuje, a głęboki sens tej zgodności wznosi wyrachowanie na wyżyny tajemnicy."
                                                    Koniec rozdziału zakończenie
                                                    Autor poprowadzi nas teraz prosto do Klaryssy Rodde, a siostry Inez.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 19.05.25, 07:22
                                                    Zrobili nam przerwę, więc mój post z soboty:

                                                    Tak, tak, idziemy do wyborów, choć nie mam jasności, a i wyczucia czy Twoi "oni" to ci sami, co moi "oni". Może to na razie zostawmy na później; sprawdzimy po tym, które z nas będzie się cieszyć z wyników.

                                                    Z tym sprzętem do odtwarzania CD nie rób sobie za dużych kłopotów; to w końcu tylko dodatek (choć smakowity) do książki głównej jako książki.

                                                    Szkoda bardzo tej Klaryssy, ale załatwiła wszystko - można powiedzieć - z prawdziwą klasą, skoro nie mogła liczyć na facetów.

                                                    Nadzwyczajnie opisana ta muzyka Apokalipsy, a Holoubek będzie świetny.

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 19.05.25, 19:38
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Ach ta redakcja, zrobiła nam dłuższy spacer po świeżym powietrzu. Nie ufali nam i nie wierzyli, że są ludzie jak my, że moralność mamy opartą na Kancie ;)))) no i oczywiście fair play ponad wszystko!
                                                    Za dwa tygodnie zobaczymy, które "oni" będą się cieszyć. Ale do wyborów trzeba iść!

                                                    Ja już dałam zlecenie :) Muszę mieć Holoubka w domu.

                                                    Pytam jd, gdzie to ocieplenie klimatu, gdzie ta planeta płonie? Grzeję w domu i muszę dużo płacić. Nie pamiętam, by 19 maja jeszcze chodziło ogrzewanie. Jak pomyślę, że od września zacznie się znowu grzanie, to mamy prawie cały rok sezonu grzewczego.

                                                    To zaczynamy opowieść o Klaryssie. O dwa dni przedłużyliśmy jej życie. Serenus sporo miejsca poświęcił jej w swoim dziele.

                                                    A jeśli o opowieściach mowa, to mój zięć pisze takie horrory opowieściowe, a Paulina tłumaczy je na angielski i tak promują angielski bez podręczników w swej szkole;)) Ktoś tam na f w komentarzach napisał, że jest to zaginiony brat Grimma ;)))
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 19.05.25, 19:54
                                                    A teraz idziemy do losów Klaryssy i jej tragedii. Bardzo podoba mi się wstęp tego rozdziału, który przytaczam.

                                                    "Nowa ta cyfra staje na czele rozdziału, który ma zawierać relację o żałobie, jaka spadła na bliskie otoczenie mego przyjaciela, o pewnej ludzkiej katastrofie.
                                                    Tu chodzi o intymną, ludzką, przez świat zewnętrzny niemal niedostrzeżoną katastrofę, na którą wiele się złożyło: męskie łotrostwo, kobieca słabość, duma kobieca i niepowodzenia zawodowe. Upłynęło już 22 lata od chwili, gdy niemal w moich oczach Klaryssa Rodde, aktorka, siostra na równi zagrożonej Inez, tej katastrofie uległa: po zakończeniu sezonu zimowego 1921-22, w maju odebrała sobie życie w Pfeiffering, w domu swojej matki i niewiele się z nie licząc, za pomocą trucizny, którą od dawna już trzymała w pogotowiu na wypadek, gdyby duma jej dłużej nie zdołała znosić życia."

                                                    A jak to się stało ?

                                                    Zły los dopadł Klaryssę i za dotychczasowe zadzieranie nosa żałośnie ją ukarał. Zdobywcą jej panieństwa był pseudodemonicznym dziwkarzem o spiczastej bródce, prowincjonalny lowelas, który prowadził praktykę adwokacką. Jego to rutynie uległa Klaryssa pewnego wieczoru po przedstawieniu, zapewne zamroczona winem. Jego triumf doprowadził Klaryssę do upadku i odtąd wzbraniała mu siebie. A jak się wzbraniała, to bardziej starał się ją szantażować.

                                                    Tymczasem przed Klaryssą, upokorzoną, udręczoną i szantażowaną otwarły się inne perspektywy. Mianowicie zainteresował się nią Henri — młody i bogaty przemysłowiec alzacki, który przyjeżdżał do Strasburga. Poznał ją w towarzystwie po spektaklu teatralnym i śmiertelnie się w niej zakochał. Przyrzekał jej, że wyzwoli ją z nieodpowiedniego dla niej zawodu i ofiarowywał jej, jako swej przyszłej żonie spokojną i bezpieczną, a nawet dostatnią egzystencję.

                                                    Klarysa była już pewna swojego zwycięstwa, gdyż wcześniej młody zakochany przemysłowiec uprzedził swój rodzinny klan o poznaniu kobiety jego życia i traktowała to jako oficjalne zaręczyny.

                                                    "I właśnie wtedy pojawiło się widmo jej przeszłości, głupie, nieistotne, niegodne, a przecież bezczelne i bezlitosne widmo, krzyżując jej nadzieje, niszcząc jej cynicznie, wpędzając biedną dziewczynę w ślepy zaułek i w śmierć. Ów łajdak, któremu raz uległa, w chwili słabości, zaczął ją szantażować swym jednorazowym zwycięstwem.
                                                    Rodzina Henri i on sam dowiedzą się o jego do niej stosunku, jeśli mu ponownie nie ulegnie."

                                                    I zaczęły się rozpaczliwe sceny, dziewczyna błagała nawet na kolanach — aby ją oszczędził, puścił ją wolno, aby nie zmuszał jej do zdrady człowieka, którego kocha, a którego miłość odwzajemnia. I to właśnie wyzwanie pobudziło potwora do większego okrucieństwa. Raz jeszcze uległa mu, aby na razie uzyskać spokój, a tym samym bardziej niż kiedykolwiek oddała się w jego ręce.
                                                    Łajdak ten, niezależnie od siły wymuszonej rozkoszy, po prostu pragnął jej śmierci.
                                                    Dręczyciel postanowił nie dopuścić do jej małżeństwa i wysłał anonimowy list o niby kochanku Klaryssy do strasburskiej rodziny i do samego Henriego. Henri odesłał ten sam list do rąk Klaryssy z prośbą o wytłumaczenie.
                                                    cdn
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 19.05.25, 21:19
                                                    Bardzo piękne i trafne odwołanie do Kanta. I za dwa tygodnie to, co wczoraj, no i życzmy sobie sukcesu, zwłaszcza gdyby to miał być ten sam sukces.

                                                    Ja lubię deszcze, choć nie lubię zimna, więc ten zimny maj jest mi w połowie miły. Ale w obliczu paniki o ociepleniu to twórcza sytuacja.

                                                    O, to miłe, że Paulina (z rodziną) pozostała w okolicach literatury.

                                                    Opowieść o Klaryssie bardzo piękna. Prawie jak o pani Gadeau.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 20.05.25, 19:42
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Przychodzę z tarczą. Ze zwycięstwem w Tie-breaku. Kolega prowadził 5:2 i doprowadziłam do 5:5 w gemach, a potem 6:6 w gemach i o zwycięstwie zadecydował słynny Tie break 7:5. Współczułam biednemu koledze, no ale przecież najważniejszy to ruch. Graliśmy w balonie, bo korty trochę byłe podmokłe.


                                                    Co Ty do tej Pani Gadeau czujesz ? Przyznaj się. Przecież to była rozgrywka między Panami. Współczułam Adrianowi.
                                                    Jeszcze przed nami Pani von Tolna, która ofiarowała pierścień Adrianowi.

                                                    Tymczasem jak myślisz, czy Henri (narzeczony) nie powinien najpierw porozmawiać z Klaryssą, zamiast wysyłać jej ten anonim ?
                                                    Jak myślisz, czy samobójcy nie zasługują na kościelny pogrzeb? Podziwiam Serenusa za ten cudowne przemyślenia i nie wiem, czy on skłamał, czy nie? Chociaż wiem, ale ciekawa jestem Twojej opinii.

                                                    Przed chwilą zadzwoniła Basia z turnieju w Miami i prosiła o trzymanie kciuków, bo już gra o półfinał. Wygrała z szóstą na świecie i dalej walczy w turnieju w kategorii swojego wieku. Niestety reprezentuje barwy Niemiec, mimo to kibicuję jej bardzo. Przesłała mi filmik gdzie, meleks na haku ma siatkę do siatkowania kortów i w ciągu minuty wysiatkuje ekspresowo pole, a my jeszcze ręcznie siatkujemy.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 20.05.25, 19:51
                                                    Biedna Klaryssa otrzymała poleconą przesyłkę w Pfeiffering gdzie mieszkała jej matka, weszła do swego pokoju, zamykając się na klucz.

                                                    "W swojej sypialni, tuż obok, matka usłyszała po chwili, że córka płucze gardło przy umywalce — dziś wiemy, że robiła to dla ochłodzenia oparzeń, jakie ów straszliwy kwas wywołał w jej przełyku. Potem zapanowała cisza."

                                                    Przerażona kobieta, przyleciała do dworu i zaalarmowała panią Schweigestill, która ujrzawszy martwą Klaryssę powiedziała uprzejmie: - Tu nic już chyba nie da się zrobić droga pani senatorowo.

                                                    Tegoż jeszcze dnia jak najwcześniej przyjechał Serenus, który zastał jęczącą senatorową, Elzę Schweigestill z Adrianem u łoża zmarłej.
                                                    "Ciemnosine plamy skrzepów na pięknych rękach i twarzy Klaryssy wskazywały na błyskawiczną śmierć przez uduszenie, na gwałtowne porażenie centrum oddechowego dozą kwasu cyjanowego, której wystarczyłoby chyba na wytrucie całej kompanii żołnierzy."
                                                    Obok pustej skrytki leżał ołówkiem nabazgrany świstek do narzeczonego o treści"
                                                    - 'Kocham cię. Zdradziłam cię raz, ale cię kocham"

                                                    Przybyły na pogrzeb Henri ów narzeczony wykrzyknął:
                                                    - Ach, panie Serenus, kochałem ją wystarczająco, aby jej przebaczyć. Wszystko mogło być jeszcze dobrze.

                                                    I wszystko mogło odbyć się inaczej gdyby ów Henri nie był takim potulnym maminsynkiem — pomyślał Serenus

                                                    Owej nocy, Adrian, pani Schweigestill i Serenus ułożyli oficjalny nekrolog. Uzgodnili formułę głoszącą, że zmarła rozstała się z tym światem po ciężkich, nieuleczalnych cierpieniach sercowych.
                                                    "Przeczytał to monachijski dziekan, któremu złożyłem wizytę, aby wyjednać u niego kościelny pogrzeb, przy którym obstawała senatorowa."

                                                    I jak sprawa się ma ? Serenus uczy nas dyplomacji.

                                                    "Rozpocząłem rzecz niezbyt dyplomatycznie, poufnie, choć naiwnie wyznając zaraz na wstępie, że Klaryssa wolała śmierć niż życie w pohańbieniu, o czym jednak duchowny, krzepki sługa boży w bardzo luterańskim typie, nic nie chciał wiedzieć. Przyznaję, że dobrą chwilę trwało, zanim zdołałem pojąć, że wprawdzie Kościół z jednej strony nie chce być przy takiej okazji pominięty, lecz także nie ma zamiaru pobłogosławić jawnego, choćby i nie wiem jak honorowego samobójstwa — słowem, krzepki sługa boży życzył sobie wręcz, żebym kłamał. Dokonałem więc śmiesznego niemal manewru, określiłem rzecz całą jako nie wyjaśnioną, uznałem nieszczęśliwy wypadek, zamiany flakonu, jako rzecz możliwą, a nawet prawdopodobną, osiągając przez to, że ów uparciuch, któremu schlebiałem, że tak wielką wagę przywiązuje się przy tym do udziału jego świątobliwej firmy, wyraził gotowość odprawienia egzekwii."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 21.05.25, 07:11
                                                    Gratuluję słynnego tie breaka. Kiedyś tie breaków ogóle nie było i chyba nikt już o tym nie pamięta (i o tym, że piłki były białe). Ręczne siatkowanie - właśnie.

                                                    Jak Adrian mógł wysłać w wiadomej sprawie Rudiego? I jak pani Gadeau mogła się dać podejść Rudiemu? Musiał mieć zniewalający urok.

                                                    Henri to ten drugi mężczyzna, który wystawił Klaryssę do wiatru.

                                                    Kościelne rygory w omawianej sprawie są bardzo małostkowe, przemądrzałe i nieludzkie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 21.05.25, 20:25
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Przyznam Ci się, że po raz pierwszy od 40 lat grałam tie breaka, bo w tamtych czasach grało się go tylko w trzecim secie. A że nie było wtenczas internetu, to fama chodziła, że nazwa pochodzi od nazwiska człowieka, który to wymyślił.
                                                    Dziś już więcej wiadomo.

                                                    Ale czy Adriana nie obciążysz też winą ? Przecież wiadomo było, że skrzypek ma wzięcie u kobiet i też jest wolny, więc mógł Adrian pomyśleć, że też może być konkurentem. Adrian mógł sam rządzić własnym życiem. Że też Serenus mu nie podpowiedział?

                                                    Teraz jeszcze pociągniemy wątek pogrzebu Klaryssy, by zamknąć temat dumnej koniety.

                                                    Ten rygor kościelny co do samobójców to taki średniowieczny, bo przecież śmierć to śmierć, a jak do tego doszło, mało kto wyjaśni. Dlatego na tabliczce na krzyżu napisane było prosto i krótko "W Bogu nadzieja" i taką tabliczkę przeniosłam na grób matki. Czuję spokój ducha, że razem po pięćdziesięciu latach leżą. Ten wątek z Klaryssą tak na mnie melancholijnie wpłynął.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 21.05.25, 20:29
                                                    Pogrzeb Klaryssy odbył się na leśnym cmentarzu w Monachium, przy udziale wszystkich przyjaciół rodziny Rodde. Nie brakowało ani Rudiego Schwerdtfegera, ani Spenglera i Zinka, ani nawet Schildknappa. Żałoba była szczera, gdyż wszyscy lubili biedną, szyderczą a dumną Klaryssę. Inez Institoris w grubej czerni i łagodną godnością przyjmowała kondolencje w miejsce matki, która się nie pokazała."

                                                    "Inez zobaczyła wtedy swojego kochanka zapewne po raz pierwszy od chwili, gdy zerwał z nią stosunek. Gdy tak stała wraz z niepozornym swym małżonkiem u grobu siostry, była całkowicie opuszczona i ogromnie nieszczęśliwa."

                                                    Serenus, jak w duchu mówił, nie mógł ścierpieć tej kobiety, a to dlatego, że otoczyła się koleżankami, których łączyła tylko morfina — pisał "nie bez wstrętu obserwowałem ich błyszczące, pełne zachwytu spojrzenia, ich czułe uściski i pocałunki, gdy spotykały się w towarzystwie." Nie mógł patrzeć też, jak Inez z bezwzględną obojętnością traktuje swoje dzieci.

                                                    "Ach, nie miała powodów do wesołości, gdyż żal było patrzeć, jak bardzo się poniżała. Prawdopodobnie zażywała zbyt wielkie dawki, które nie wywołały ożywienia, lecz wprawiały ją w stan, w jakim nie mogła nikomu pokazać się na oczy."

                                                    "Chcę nadto jeszcze wyznać: kilka lat później Inez popełniła straszliwą zbrodnię, która wzbudziła ogólne przerażenie, kładąc kres jej mieszczańskiej egzystencji."

                                                    I to by było na razie tyle. Inez jeszcze nadejdzie.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 21.05.25, 21:30
                                                    Tie break to chyba od razu było "złamanie remisu", ale mogę czegoś nie wiedzieć z kręgów zawodowców tenisowych. Ten tie break w dodatku przeniknął do siatkówki i nawet ja zdążyłem się na to załapać.

                                                    Adrian zachował się bardzo niemęsko w sprawie z oświadczyn rękami Rudiego.

                                                    Bardzo ładnie ułożyłaś swoją sprawę cmentarną. Ach, ta biedna Klaryssa.

                                                    I bardzo Co dziękuję, że napisałaś "to by było na razie tyle", a nie "to by było na tyle". Ku mojemu zdumieniu pochodzące z audycji satyrycznej sprzed lat "to by było na tyle" przeniknęło do języka potocznego i traktowane jest jako naturalna i prawidłowa formuła. Nawet u mnie w pracy są ludzie, którzy kończą ze mną rozmowę tym "to było na tyle". Ale nie naprawiam już świata. Lubię go takim jakim jest. Aczkolwiek "to by było na tyle" zupełnie mi nie pasuje.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 22.05.25, 20:23
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    W tamtych czasach Tajbrek pisało się, jak słyszano i pisano to słowo razem. Więc jak ktoś puścił famę, że to od nazwiska to ja uwierzyłam. Przecież nie było wtenczas Wikipedii jak dziś i też wiem, że to przełamanie remisu. Nawet nie wiem, czy to za przykładem siatkówki ten tajbrek wkroczył w tenis. Dobrze się stało, bo przerwało maratony meczowe. W tenisie się wiele zmieniło. Właśnie dostałam od Basi wiadomość, że przegrała i napisała:
                                                    "2,5 godziny albo lutowała, albo grała stopa" - możesz mi to przetłumaczyć ? Strasznie zmienił się język tenisowy. No i grała w upale 35 stopni, dlatego cieszy się, że wraca do zimna ;) Z tym tłumaczeniem, to chyba tak to powinno być: albo atakowała, albo dawała skróty. Ja bym tak napisała. Tak właśnie wygrałam z kolegą.

                                                    Noooo, to mi się udało z tym powiedzeniem. Napisałam chyba z rozbiegu z książki Tomasza, bo jego zdania w tej książce, to cud, miód i bez łyżeczki dziegciu. Dziękuję za uznanie.
                                                    Tak, to znany satyryk Profesor Jan Tadeusz Stanisławski - profesor mniemanologii stosowanej - pamiętam te audycje Zezem, tym kończył swój wykład.

                                                    A wiesz, że dzisiaj też była moja Jagna oglądać laptop i oprogramowanie, by zakupić odpowiedni sprzęt. W przyszłym tygodniu chyba będzie już podłączony.

                                                    A dzisiaj nadchodzi niewidzialna Pani von Tolna i ofiaruje Adrianowi pierścień.
                                                    Co symbolizuje ten prezent?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 22.05.25, 20:31
                                                    Następny rozdział zaczyna się tak: "O Niemcy, spadacie w przepaść, ja zaś wspominam nadzieje wasze!"
                                                    Mimo takiego wstępu będziemy mówić o dziełach Adriana Leverkuhna.

                                                    Na kompozycje Adriana Leverkuhna zwracali uwagę niemieccy artyści i mecenasi, którzy organizowali koncerty w różnych miastach. Twórczość jego była opisywana w czasopismach muzycznych i innych publikacjach. Pod wpływem jednej wiedeńskiej publikacji, w Pfeiffering pojawił się nagle sam dr Edelmann w celu osobistego poznania kompozytora. W trakcie rozmowy wyjawił, że interesuje się Adrianem pani von Tolna. Osoba, która jest niewidoczna, a która jest jego gorącą wielbicielką.
                                                    Pani von Tolna jest bogatą wdową, a zarazem niewidzialnym mecenasem sztuki Adriana. " Kobieta niepostrzeżenie, wmieszana w publiczność, odnajdywała się wszędzie, gdzie tylko ośmielano się wykonać choćby fragment muzyki Adriana." Cichaczem zapoznała się z krajobrazem Pfeiffering i najbliższym otoczeniem Adriana. Wtajemniczona była nawet w dzieciństwo Adriana. Była kimś na wzór opiekuńczej bogini.
                                                    W liście ofiarowała Adrianowi pierścień z symbolem Apollina jako hołd dla jego twórczości. Jak Serenus pisze, ten pierścień, Adrian miał na palcu przy pisaniu oratorium Apokalipsy. To ona korespondencyjnie zdobywała materiały.przekłady do napisania tego oratorium i to ona napisała artykuł do muzycznego czasopisma, w którym z podziwem pisała o muzyce Leverkuhna.
                                                    Pani von Tolna użyczyła też Adrianowi i Rudiemu Schwerdtfegerowi swojego majątku, w którym zamieszkali chwilowo, gdzie zakosztowali królewskiego życia. Majątek ten był na Węgrzech. Spędzili tam dwanaście dni w luksusowych pomieszczeniach zamkowych Tolna, zaś wioska ją otaczająca była biedniuchna.

                                                    W 1924 roku w Wiedniu Rudi Schwerdtfeger odegrał po raz pierwszy z ogromnym sukcesem ów dla niego skomponowany koncert skrzypcowy.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 23.05.25, 07:56
                                                    Tie break był najpierw w tenisie, to własne odkrycie tenisa. Potem przechwyciła to siatkówka.

                                                    Tak, to był Jan Tadeusz Stanisławski i wykłady o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad światami Bożego Narodzenia albo (zależnie od daty) odwrotnie.

                                                    W tym pierścieniu od p. von Tolna jest chyba też coś z szatana. Adrian zawsze go wkładał na czas pracy. Chyba kiedyś mówiliśmy, że to trochę przypomina autentyczną sytuację Piotra Czajkowskiego, który miał taką milionową wielbicielkę, która nigdy się osobiście nie ujawniła.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 23.05.25, 19:41
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Przyznaję Ci rację, błąd mój wynikał z tego, że bardziej i częściej oglądałam w tv siatkówkę niż tenis. Tenis był tylko na stacjach kodowanych.

                                                    Zatrzymajmy się trochę przy Stanisławskim, zasługuje na naszą pamięć. Przecież byliśmy tacy młodzi, kiedy minęło obok coś, co mnie umknęło szczegółowej uwadze. Teraz dopiero dzięki internetowi więcej się dowiaduję i przypominam sobie tę twarz. Że też nie zauważyłeś, nie przepraszam, zauważyłeś jego słynne powiedzenie, ale przecież są też inne prawie filozoficzne cytaty.
                                                    To mi się podoba.
                                                    "Nawet niebo oglądane z góry jest dnem i nawet dno oglądane od spodu zda się czasem niebem"
                                                    Wolę jednak oglądać niebo od spodu ;)
                                                    Kiedyś czytałam czasopismo UPR "Najwyższy Czas" i tam też pisał artykuły satyryczne.
                                                    A czy to nie wspaniałe do myślenia?
                                                    "Jeżeli, daj Boże, Pana Boga nie ma, to chwała Bogu; ale natomiast jeśli, nie daj Bóg, Pan Bóg jest, to niech nas ręka boska broni."

                                                    No i dzięki Tobie zatrzymaliśmy się przy człowieku, o którym nie powinno się zapomnieć.
                                                    Myślę, że temat ten pociągniesz dalej jeszcze. Bo był to człowiek o wielkim talencie.

                                                    Ach ci artyści, mówi się, że są dziwakami, szaleńcami i że nie potrafią samodzielnie istnieć. Muszą mieć opiekuna. Milionowa wielbicielka, a kiedy znikła, kompozytor popadł w depresje. Trudny zawód artystów. Jednak to po nich zostają wspaniałe dzieła.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 23.05.25, 19:49
                                                    Rozdział XXXVII przedstawia międzynarodowego muzycznego impresaria Saula Fitelberga, który nieoczekiwanie pojawił się w Pfeiffering i zrobił trochę zamieszania. Był to rok 1923. Człowiek ten wyczuł pismo nosem i chciał się włączyć w sławę Adriana i chciał go jako geniusza wyciągnąć na światło dzienne. Przyjechał z Monachium, autem z szoferem co już zwróciło uwagę wyrozumiałej pani Elizy Schweigestill pod sam jej dom. Pani Eliza nazwała go "człekiem światowym", a potem "cudakiem".

                                                    Impresario Fitelberg wyjaśnia,..." że pochodzi z Lublina, z centrum Polski, z naprawdę ubogiej żydowskiej rodziny, - bo trzeba panu wiedzieć, że jestem Żydem — Fitelberg to wyraźnie liche, polsko-niemieckie-żydowskie nazwisko — tylko że uczyniłem je nazwiskiem cenionego bojownika awangardowej kultury i przyjaciela wielkich artystów.
                                                    Dzięki Bogu nędzny Lublin należy do dalekiej historii! Od przeszło dwudziestu już lat mieszkam w Paryżu."
                                                    "-w Paryżu zaś, to chyba sam mogę tu stwierdzić, bije obecnie puls żywego świata."

                                                    Impresario w cudownych słowach rozpościera przed Adrianem swój czarodziejski dywan. Obiecuje mu koncerty na całym świecie z najlepszymi solistami i orkiestrami, będzie dyrygentem wszystkich swoich kompozycji,..." będzie mógł wykonywać na fortepianie wszystkie pieśni do słow francuskich i angielskich poetów i że wszyscy będą zachwyceni, że Niemiec, wczorajszy wróg przejawia taki liberalizm w wyborze swych tekstów."
                                                    "Ciekawość obala wszelkie bariery, odnosi triumf nad wszelką ekskluzywnością.."
                                                    "Hołduje pan personalistycznej dumie osamotnienia, może zresztą koniecznej
                                                    "Czyż żyje się wtedy, gdy żyją inni?"
                                                    Czytałem gdzieś to pytanie, nie pamiętam już gdzie, lecz na pewno w jakimś znakomitym dziele."

                                                    "Tragiczne, panowie. Nazywam to tak, gdyż moim zdaniem nieszczęście świata polega na braku jedności ducha, na głupocie i niezrozumieniu, oddzielającym jego strefy od siebie".

                                                    Ten rozdział jest wypełniony samym monologiem Impresario Fitelberga o sprawach narodowościowych, o poczuciu narodowym i o erze nacjonalizmu w Niemczech.
                                                    Powiem, że jest to bardzo mądry rozdział.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 24.05.25, 07:34
                                                    Stanisławski był jednym z punktów audycji nadawanej w programie trzecim, która nazywała się najpierw Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy, a potem Ilustrowany Magazyn Autorów. Tam było mnóstwo świetnych rzeczy i autorów, na przykład kabaret Elita lub Rodzina Poszepszyńskich. Świetne stare dzieje.

                                                    Mnie się wydaje, że wątek z Fitelbergiem to trochę słabszy moment powieści, zbyt publicystyczny, nawet jeśli treściowo słuszny i przestrzegający.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 24.05.25, 22:01
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Ja zaś zauważyłam, że Jan Tadeusz Stanisławski był autorem wielu sławnych piosenek jak:
                                                    -Caałaa sala śpiewa z nami, tańcząc walca, walczyka parami....,
                                                    -Pa pa pa - pa ra pa pa pa pa ra, niby nic, a tak to się zaczęło, niby nic, zwyczajne "pa pa ......
                                                    -40 lat minęło, jak jeden dzień, już bliżej jest niż dalej, o tym wiesz ......
                                                    -Na deptaku w Ciechocinku......
                                                    i mimo tego wszystkiego w tamtych czasach żył w biedzie.

                                                    A pamiętasz film Zorro i słynny znak Z? To był pamiętny serial. Teraz znów robi się głośno ;))))

                                                    Zasiedziałam się w ogrodzie wieczorem, bo cały dzień kosiłam trawę i plewiłam. Nie jestem zbytnio przygotowana na dziś, rozumiesz, cały czas poza domem.
                                                    Wątek z Fitelbergiem nie był zły. Jak widzisz Serenus sam tematu nie odważył się podjąć. Żyd wspaniale sam przedstawił wiele zagadnień. Ale, mimo że się starał i okazał królestwo całego świata, to jego propozycja nie została przyjęta przez Adriana.
                                                    Zdaje się, że już będziemy dochodzić do pięknej, młodej Marie Godeau.
                                                    Co planujesz jd na tę pogodną niedzielę? Magnolie przekwitły.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 25.05.25, 08:05
                                                    Tak, wiedziałem, że "Cała sala..." Połomskiego, piosenka z "Czterdziestolatka" i jeszcze to i owo to teksty Stanisławskiego. Miałem też mocne sygnały, że on studiował przez chwilę filozofie, ale jakoś nie wytrwał.
                                                    Pamiętam też "Zorro" i sporo innych seriali z tamtych lat ("Koń, który mówi", "Złamana strzała", doskonała "Wojna domowa"...). Tak się jakoś złożyło, że moi rodzice bardzo wcześniej nabyli telewizor, chyba na początku lat 60--tych, i sporo sąsiadów i moich kolegów przychodziło do nas na oglądanie (np. dobranocek czy festiwali w Sopocie).

                                                    Tak, magnolie już minęły, my też mamy pielęgnowaną magnolię, bardzo małą i powoli dorastającą, ale trzymającą się życia. Gdy już kwiaty opadną, magnolia ma bardzo udany odcień zieleni. A w niedzielę nietypowo mam robotę w mojej firmie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 25.05.25, 20:26
                                                    Dobry wieczór jd
                                                    To prawda, że z wiekiem pamięć dzieciństwa doskonaleje, mówię o sobie. Te pierwsze seriale w czarno-białych kolorach miały wybitne genialne sceny i przede wszystkim energię. "Wojna domowa" to był serial majstersztyk. Do dziś ten ruch domowy mam w głowie z Ireną Kwiatkowską i Aliną Janowską oraz nieznajomym pukającym do drzwi i proszącym o suchy chleb dla konia.

                                                    To z tą magnolią macie jeszcze małe obowiązki, bo jak to z powiedzeniem: małe dzieci mały kłopot, a duże dzieci to dopiero kłopot. Te piękne, zielone liście potem trzeba zbierać :)
                                                    Czyli rośliny są jak ludzie, też trzeba je pielęgnować. Poświęcam się trochę różom, to wiesz, jak cierpię przy ich pielęgnacji, ale za to...... zapachowa i kolorowa kąpiel dla duszy zapewniona.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 25.05.25, 20:35
                                                    Adrian wreszcie napisał specjalny koncert skrzypcowy dla Rudiego Schwerdtfegera. Było to wielkie pragnienie Rudiego mieć własny koncert skomponowany przez Adriana. Marzenie zostało spełnione.
                                                    Leverkuhn i Schwerdtfegera jeździli razem na koncerty, które odbywały się w różnych miastach i na których występował z koncertem skrzypcowym sam Rudi.
                                                    W Zurychu w 1924 roku odbył się taki koncert, a po koncercie małżeństwo Reiffów (fabrykant jedwabi) zaprosiło artystów do swojego dworku, jako że byli przyjaciółmi sztuki, para użyczyła im nawet kwatery. W salonie przy wspólnym stole zebrali się różni goście, wśród nich była młoda i piękna panna Marii Godeau, francuska Szwajcarka oraz jej ciotka Isabeau Ferblantier, starsza pani z wąsikiem i obie mieszkają w Paryżu. Marii Godeau to urocza, o czarnych oczach, ciemnych włosach oraz sympatycznym głosie przypominający Adrianowi głos matki. Jest rysownikiem-scenografem i robi projekty dla paryskich scen operowych, baletowych i śpiewaczych w Paryżu. O tej pracy właśnie Adrian rozmawiał z Marii.
                                                    W 1925 roku Marii Godeau przybyła do Monachium gdzie w salonie państwa Schlaginhaufenów na wieczorku towarzyskim nastąpiło spotkanie z Adrianem.
                                                    Serenus wiedział, że Adrian podkochuje się w Marii i był w stanie niezwykłego podniecenia, bo czuł radość i niepokój. Niepokój, że Adrian będzie musiał skończyć z samotnością.
                                                    Adrian zaś radził Serenusowi opanować swoje uczucia, bo on (Adrian) zbliża się do czterdziestki i to jest ostrzeżenie, aby nie prześlepić ożenku.
                                                    Serenus nie dał się zwieść i nie wierzył w trwały ich związek i pomyślał " Czyż nie kochał jej z głębi swojego świata oratoriów, muzycznej teologi i matematycznej magii liczb?"
                                                    "Tak, nie inaczej: uważny obserwator częściej dostrzegłby mnie obok Marii Godeau i jej ciotki niż Adriana, który bez wątpienia dla niej przecież tam przyszedł."
                                                    "Rudi Schwerdtfeger również był wśród nas."
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 25.05.25, 21:46
                                                    Tak, "Wojna domowa" powinna dostać Oskara z seriali. I te odcinki były bardzo krótkie, półgodzinne, cierpiałem od tego mocno. A po suchy chleb dla konia - wyobraź sobie - przychodził do nas naprawdę wtedy podobny jak w filmie facet.

                                                    Magnolia mała, krucha i delikatna, ale zakorzenia się.

                                                    Sama widzisz i czujesz moc opowieści o Marie Godeau. To nie może się dobrze skończyć, ale zupełnie niespodziewanie los okaże się dla niej jednej łaskawy, mimo trupów dookoła.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 26.05.25, 19:54
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Ten suchy chleb w filmie zbierał Jarema Stępowski.
                                                    Dawniej ludzie zbierali suchy chleb dla konia. Teraz nie ma koni to i suchy chleb nie jest potrzebny. Ale też dzisiejsze chleby to pewniakiem by zaszkodziły tak jak i ptakom dziś chleba się nie daje.

                                                    A czy tę magnolię hodujecie od ziarenka, że taka krucha i delikatna ? Zobaczysz, jak szybko będzie z tego drzewo.
                                                    Albo traktujesz ją jako trzcinę Pascala i chronisz ją od wiatrów i burz ;)) 0 jd, bawisz się z nią w Pascala ;)))

                                                    Wiesz, w czym jest moc tej opowieści, nie w prostym opowiadaniu, lecz w przedstawieniu tego dramatu przez Serenusa. Dopiero teraz, kiedy skupiam się, na każdym zdaniu widzę, to i czuję ten tragizm tych nieodłącznych przyjaciół.

                                                    A jutro tenis i nie wiem, z kim będę rozgrywała mecz, bo kolega wyjechał i kortowy załatwił mi partnera na zastępstwo. Nie mogę grać ze swoją studentkę, bo się uczy do egzaminów.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 26.05.25, 20:00
                                                    Rudolf Schwerdtfeger wpadł na pomysł, żeby urozmaicić pobyt Marie Godeau i jej ciotki w Monachium wycieczką w okolice miasta. Adrian podjął tę myśl i zadzwonił z propozycją wycieczki do Serenusa prosząc go, aby zorganizował wycieczkę tak by pomysł wyszedł nie od Adriana tylko od Serenusa. Była to zima i wycieczka planowana była saniami.
                                                    Powiadomiono też Schildknappa - anglista i literat, Schwerdtfegera - skrzypka, zaproszenia otrzymały również obie panie, czyli Marii i ciotka. Całe to towarzystwo ruszyło pociągiem do Oberammergau, stamtąd zaś sanną do klasztoru, potem do zamku Linderhof, bo jest co obejrzeć. Adrian siedział naprzeciw Marii, ona zaś siedziała pomiędzy Schildknappema a Schwerdtfegerem, ciotunia siedziała obok Serenusa i jego żony Heleny.
                                                    Rozmowy były luźne, swobodne i bezstresowe, jak i cała wycieczka.
                                                    Droga powrotna minęła raczej w milczeniu. Już na Dworcu Głównym pożegnali się wszyscy, a Adrian odwiózł taksówką paryskie panie do pensjonatu i w tym momencie można powiedzieć "że schyłek tego dnia spędził Adrian sam w towarzystwie czarnych oczu."
                                                    To jest tylko wstęp do tego co ma nastąpić.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 26.05.25, 21:50
                                                    Tę magnolię kupiliśmy maleńką i ze dwa lata walczyła o przetrwanie, ale przetrwała i nabiera teraz coraz szerszego i mocnego życia, ale ciągle bez kwiatów.

                                                    U Pascala to człowiek jest trzciną - najsłabszą w przyrodzie, ale mającą myślenie i to czyni tę trzcinę mocniejszą od całej przyrody. Magnolia jest krucha i słaba jak trzcina, ale wywalczymy ją do przyrody.

                                                    Tak, opowieści Serenusa są znakomite - pełne treści, a jednocześnie powściągliwe, nie nadużywające tanich emocji, nie włażące ponad miarę w ludzi wydarzania; parę sygnałów i zarysów zupełnie wystarcza dla właściwego uchwycenia pełni sytuacji.

                                                    Jutro walcz jak teraz walczy Magda Linette.

                                                    Czarne oczy - właśnie, ale nie należą się Adrianowi na stałe, na szczęście Rudiemu też nie. Niech się rozkoszują od czasu do czasu, no ale tak się nie da, więc musi się skończyć z mocną nutą tragizmu i rozpaczy, ale z ratunkiem dla pięknej i młodej Marie.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 27.05.25, 20:32
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Linette przegrała. Zobaczymy co Hurkacz pokaże. To jest zawodowy tenis. A ja dzisiaj pełen relaks, zobaczyłam dzisiaj rówieśnika do meczu, który wchodząc na kort, od razu chciał rozegrać mecz, bez rozgrzewki. Człowieka pierwszy raz zobaczyłam, a jego znakiem rozpoznawczym były dżinsy zamiast dresu i sweterek. Mówię panu, że ja nigdy nie gram meczu bez rozgrzewki. No i wiesz, jak dalej, grałam jak z uczniem, spokojnie, aby sobie pograć, pobiegać i mieć zabawę na przyzwoitym poziomie, bo pan odbijał typowo amatorsko, ale w piłkę trafiał, a co najważniejsze umiał liczyć gemy i sety, nawet sweterek zdjął w trakcie meczu. Nie było źle i nie przemęczyłam się, ale dowiedziałam się, że są jakieś piękne korty gdzieś na wsi i bardzo tanie. Jak znajdę czas, to tam pojadę z ciekawości wyglądu tego kortu wśród brzóz.

                                                    To ja tak walczę z jabłonką. Stara babcina jabłoń, zamiast ją przyciąć, ścięłam ją, zostawiając wysoki pień i teraz zauważyłam, że wypuszcza małe gałązki i obserwuję czy mi odrośnie, zakwitnie i zaowocuje. Też przywracam ją do życia w przyrodzie po mojej złej decyzji.

                                                    Serenus po prostu zmusza człowieka do myślenia, do śledzenia ich losów w inny sposób i na tle pewnej epoki. I jakby wiedział, co myśli w tym momencie czytelnik tej właśnie książki czytając ten właśnie moment. Jakby czuwał nad naszym czytaniem ;)
                                                    Tego nie było w "Czarodziejskiej górze".

                                                    Masz rację
                                                    Ale za czym stanie się, co ma się stać, porozmawiajmy o człowieczeństwie — Serenus każdy moment wykorzystuje też na filozofie. Adrian czuje wreszcie ciepło.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 27.05.25, 20:50
                                                    Bardzo ciekawy wstęp następnego rozdziału, który zaczyna się tak:

                                                    "Moi współczujący czytelnicy i przyjaciele - piszę dalej. Na Niemcy runęła zagłada, w gruzach miast naszych pasą się tłuste od trupów szczury, grzmot dział rosyjskich przewala się nad Berlinem,......... nadchodzi kres, kres nadchodzi, oto nadciąga już i spada na ciebie, o mieszkańcze tego kraju - ja jednak piszę dalej."

                                                    To, na jaki szaleńczy pomysł wpadł Adrian w dwa dni po tej wycieczce zaskoczyło Serenusa, ale nie tylko, bo skrzypek Rudi Schwerdtfegera sam oczom i uszom nie wierzył. A jednak tak było.

                                                    Adrian zaprosił telefonicznie swego przyjaciela skrzypka do Pfeiffering. Rudi przyjechał błyskawicznie, jeszcze tego samego dnia.

                                                    "- Rozkazałeś — rzekł Rudi — O co chodzi?
                                                    - Och, chwileczkę! - Jesteś, a to na razie najważniejsze. Cieszę się, że cię widzę, i to nawet bardziej niż zwykle. Zachowaj to w pamięci! - odp. Adrian
                                                    - Słowa te — odpowiedział niespodziewanie pięknym zwrotem Rudolf — stanowić będą złote tło wszystkiemu, co mi zamierzasz powiedzieć."

                                                    Adrian naprowadza dialog na wspomnienia o wycieczce, a potem schodzi rozmowa na temat Marie Godeau i wyznaje Adrian, że jest nią poważnie zajęty, że czuje, jak bardzo ją pragnie, że musi ją widzieć codziennie i mieć ją zawsze przy sobie.
                                                    - Naprawdę? - odparł zaskoczony Rudi

                                                    Adrian obdarzył zaufaniem Rudiego i zaczął tłumaczyć, żeby Rudi popatrzył na ten ożenek tak po ludzku. Zbliża się już ku czterdziestki....
                                                    "Powiadam, potraktuj mnie jako człowieka, któremu może się przecież przydarzyć, że z pewnym lękiem przed owym za-późno-już, tęskni za ciepłem rodzinnym, za towarzyszką życia i bardziej ludzką atmosferą — nie dla wygody jedynie i aby na miększym spoczywać posłaniu, lecz przede wszystkim dlatego, że obiecuję sobie po tym zwiększenie swej chęci i siły do pracy, dobre, wielkie i ludzkie treści swych przyszłych dzieł."

                                                    Szczerość za szczerość — odpowiada Rudi i zadaje pytanie:
                                                    -Czyż muzyka twoja była dotychczas nieludzka?

                                                    jd, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie
                                                    Czy dobrze myślę, że chodzi tu o chłód muzyki, a teraz chce tworzyć ciepłą ?
                                                    Trochę niezrozumiały dla mnie moment.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 28.05.25, 09:33
                                                    Hurkacz też przegrał, ale Magda Fręch nam to wszystko osłodziła.

                                                    Ja w młodości tez nie robiłem żadnych rozgrzewek, wydawało mi się, że to strata czasu, że trzeba od razu grać, no ale zmądrzałem w wieku dojrzalszym.

                                                    Bardzo ładnie o Serenusie.

                                                    Ja też nie mam szybkiej i dobrej odpowiedzi na ostatnie pytanie. Ale w sumie tak chyba jest, że muzyka Adriana jest coraz bardziej ponadludzka i nieludzka i to jest jakaś jej pułapka; ta sprawa chyba rozwinie się na następnych stronach i przy kolejnych dziełach Adriana, a zwłaszcza ostatnim.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 28.05.25, 19:55
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Dzięki za aktualne wieści ze świata tenisa. Nie mam czasu obserwować, bo tych turniejów tak dużo, że nie śledzę ich dokładnie. Hurkacz przegrał, Linette też, Świątek idzie dalej i czeka na rywalkę, a Magda Fręch, która ma dzisiaj imieniny, będzie grała teoretycznie ze słabszą od siebie. Wg klasyfikacji powinna wygrać. Jutro gra o 11.00.

                                                    W moim, amatorskim tenisie, partner zadzwonił, że ma kontuzję ścięgna i nie wiadomo kiedy powróci na kort. Obiecałam sobie, że już nigdy nie będę grała skróty, bo w naszym wieku to niebezpieczne jednak. Dlatego ponoć przegrał ostatnio ze mną. Czas leczy rany. Zobaczymy, jak to będzie.

                                                    Nie wiem, czy dobrze mnie zrozumiałeś z tą rozgrzewką. Nie chodzi tu o jakieś bieganie, siady, przysiady czy skłony tylko o luźne poodbijanie piłki na korcie bez liczenia punktów. Przecież każdy tenisista najpierw robi próbne uderzenia, aby sprawdzić piłki i zapoznać się z podłożem. No zobacz, jak zawodnicy wychodzą na korty i przez chwilę luźno odbijają. A ten pan przyszedł i od razu chciał ruszyć w bój;))

                                                    Serenus zasługuje na piękno, bo on sam jest pięknie inteligentnym bohaterem tego dzieła.

                                                    Ja mam odpowiedź na to ostatnie pytanie. Nie wiem, czy Ci się spodoba.

                                                    Już wiem, za co lubisz Marie Godeau, oprócz jej pięknej kobiecości ?

                                                    Za to, że dzięki niej Adrian odnalazł w sobie człowieczeństwo i jest nadzieja, że przejdzie ze stanu nadludzkiego do ludzkiego. Ale to tylko chwila nadziei.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 28.05.25, 20:04
                                                    Tu muszę przytoczyć dialog między przyjaciółmi, aby zrozumieć dokładnie całą tę sytuację.

                                                    Rudi Schwerdtfeger zaczyna:

                                                    - Właściwie mowa o Marie Godeau. Chcąc ją zawsze widzieć, zawsze mieć koło siebie, jak mówiłeś, powinieneś wziąć ją za żonę.
                                                    - To jest moim życzeniem, moją nadzieją — odp. Adrian
                                                    - Och a czy ona wie o twoich zamiarach?
                                                    - Obawiam się, że nie. Obawiam się, że nie dysponuję środkami wyrazu, aby przedstawić jej moje uczucia i pragnienia, a zwłaszcza w obecności innych osób, wobec których czuję się nieco skrępowany w roli zalotnika i Celadona.
                                                    - Czemuż jej nie odwiedzisz?
                                                    - Bo czuję opory przed zaskoczeniem jej wprost wyznaniami i propozycjami, których zapewne absolutnie się nie spodziewa, tym bardziej że w jej oczach jestem po prostu interesującym samotnikiem.
                                                    - Dlaczego do niej nie napiszesz?
                                                    - Bo prawdopodobnie wprawiłbym ją tym w jeszcze większe zamieszanie..... Widzisz, obawiam się ataku wprost i obawiam się również drogi listowej.
                                                    - Jaką więc widzisz drogę?
                                                    - Mówiłem już przecież, że mógłbyś mi bardzo pomóc w tej trudnej sprawie. Chciałbym cię do niej posłać.
                                                    - Mnie?
                                                    - Ciebie, Rudi. Staniesz się pośrednikiem, tłumaczem pomiędzy mną a życiem, rzecznikiem moim wobec szczęścia? Taki mi przyszedł pomysł, myśl nagła, jak przy komponowaniu.
                                                    - Jeśli cię dobrze rozumiem, mam wobec Marie odegrać rolę twego swata, prosić w twoim imieniu o jej rękę?
                                                    - Dobrześ mnie zrozumiał — zresztą nie mogłeś chyba źle zrozumieć. Łatwość, z jaką mnie rozumiesz, świadczy o naturalności całej sprawy.
                                                    - Tak sądzisz? -Czemuż nie poślesz swego Serenusa?
                                                    - Chyba chcesz zakpić z mego Serenusa. Widocznie śmieszy cię obraz mego Serenusa w roli miłosnego gońca.
                                                    - Wcale nie jestem usposobiony do żartów, Adri — odp. Rudi Schwerdtfeger
                                                    cdn
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 29.05.25, 07:53
                                                    Ja też już raczej rzadko oglądam mecze, śledzę aktualne wieści głównie w gazetach i w informacjach internetowych.

                                                    Rozgrzewkę tak rozumiałem, choć w siatkówce ona jest i musi być intensywniejsza.

                                                    Marie Godeau lubię rzeczywiście za ten moment obudzenia Adriana, ale przede wszystkim za nią samą, za piękno i urok, ale też klasę, dystans, samodzielność, dojrzałość, choć jak mogła się dać podejść Rudiemu? Czasem to chyba bywa z litości i opiekuńczości.

                                                    Rozmowa Adriana i Rudiego jest przejmująca, niemal apokaliptyczna (zwłaszcza w świetle tego, co wiemy o rozwoju sytuacji), choć na pierwszy rzut oka "organizacyjna".
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 29.05.25, 20:23
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    No i Magda Fręch po zaciętej walce odpadła z Czeszką, mimo że nasza była o dwadzieścia miejsc wyżej klasyfikowana.

                                                    Co się dziwisz, że Marie wybrała Rudiego, naprawdę nie ma się co dziwić, skoro za Rudim wszystkie kobiety wypatrują oczy nawet te w podeszłym wieku. Czytałeś, jakim Rudi jest fircykiem, a każda kobieta wierzyła, że dla niej się zmieni.

                                                    Ten dialog dwóch przyjaciół jest przejmujący aż do bólu, ale niepowtarzalny i nie do opowiedzenia własnym słowami.
                                                    To Adrian w tym dialogu jest nieludzki, wiedząc, że Rudiemu, Marie też nie jest obojętna, zleca mu to posłannictwo.
                                                    Prostymi słowami to ujmę — Adrian sam sobie rozkręcił tę nieszczęśliwą aferę. Faktycznie, Marie miała szczęścia, że Inez nagle wkroczyła niespodziewanie na scenę. Ale uprzedzam fakty, a tu jeszcze .....
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 29.05.25, 20:33
                                                    "Jeśli teraz wyruszysz do niej, pozwólże i jej w mym sercu czytać, opowiedz jej o mnie, mów o mnie dobrze, ostrożnie wyjaw jej uczucia, jakie do niej żywię, tęsknotę całego życia, jaka z nimi się łączy! Wysonduj ją łagodnie i wesoło, miło, tak, jak ty to potrafisz, dowiedz się, czy - no tak, czy mogłaby mnie pokochać! Zrobisz to? Nie zobowiązuję cię, abyś przywiózł mi jej ostateczną zgodę. Boże uchowaj! Odrobina nadziei wystarczy jako rezultat twej misji. Jeśli powrócisz z tym tylko, że myśl dzielenia ze mną życia nie jest jej całkowicie wstrętna i przerażająca - wtedy nadejdzie moja godzina, wtedy sam już pomówię z nią i z jej cioteczką."

                                                    Rudolf po chwili milczenia odezwał się ponownie:

                                                    "Ta panna- nie lubisz tego określenia — a więc ta dziewczyna, Marie, również i mnie nie jest obojętna — a jeśli powiadam nieobojętna, to prawda bynajmniej nie została jeszcze prawdziwie powiedziana. Wydaje mi się, że jest ona najbardziej uroczym i wdzięcznym wcieleniem kobiecości, jakie dotąd spotkałem. - Wiesz, tę wycieczkę ja przecież zaproponowałem, a w międzyczasie, o czym nie wiesz, widziałem ją także, piłę herbatę i rozmawiałem strasznie miło. Powtarzam, Adri, że tylko dzięki dzisiejszej naszej rozmowie, tylko w imię wzajemnej naszej szczerości zacząłem mówić o tym.

                                                    Leverkühn milczał, potem powiedział:

                                                    "- Nie, o tym nie wiedziałem, ani o twoich uczuciach, ani o herbacie. Widocznie w niemądry sposób zapomniałem o tym, że ty także jesteś z krwi i kości, że nie jesteś opancerzony azbestem przeciwko urokom piękna i wdzięku. Kochasz ją więc albo, powiedzmy, jesteś w niej zakochany. Czy tak ma się sprawa, że zamiary nasze się krzyżują, że chciałeś ją prosić, aby została twoją żoną?"

                                                    - Nie o tym dotychczas nie myślałem.
                                                    - Nie? A może po prostu zamierzałeś ją uwieść?
                                                    - Co ty mówisz, Adrianie! Nie mów tak! Nie, nie myślałem i o tym.

                                                    - No, to pozwól sobie powiedzieć, że twoje wyznanie, to szczere wyzwanie, za które ci jestem wdzięczny, raczej bardziej skłania mnie do usilniejszego nalegania na moją uprzednią prośbę niż do jej wycofania."

                                                    - Jak to rozumiesz?- zapytał się Rudi
                                                    cdn
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 30.05.25, 09:07
                                                    Dzień dobry,

                                                    Ta rozmowa jest nadzwyczajna, a jej napięcie prawie niewidzialnie rośnie do poziomu diabelskiego i chyba o to chodziło. To niesamowite, że Marie zdołała uniknąć konsekwencji całej tej kosmicznej intrygi. Właściwie dzięki Inez, która czekała od dawna w przedpokoju, by bez skrupułów walczyć o swoje.

                                                    I ciągle się dziwię, że Marie dała się podejść Rudiemu, ale to może rzeczywiście wynik nadoceny jej metafizycznej kobiecości. Inez wszystko doprowadiziła do właściwiej miary, choć okrutnymi kosztami.

                                                  • steph13 Re: do jd .......... 30.05.25, 13:34
                                                    Hi Rita & jd, mam do Was małą prośbę. W zamierzchłych już czasach kiedy życie buzowało na forum Siódemki, były uczeń, zamieszały w D, zamieszczał bardzo ładne zdjęcia przedwojennego Olsztyna. Nie mam cierpliwości wertować setek dawnych wpisów ale może Wy dawni wyjadacze forum pamiętacie nieco więcej gdzie te zdjęcia odszukać? Nie ogarnęły mnie starcze sentymenty ale córki wyraziły życzenie żeby matka z ojcem przygotowali im historię i cały rozkład jazdy naszej rodziny. Poczynając od 18 wieku. Trudna sprawa bo szperać trzeba na trzech kontynentach ale w sumie o mojej, polskiej ‘ gałęzi” posiadam najmniej informacji. Stad też załączam historyczne podłoże o miejscach narodzin i zamieszkania i wydarzeń rodzinnych, o lokalnych ciekawostkach etc, te ostatnie ku uciesze wnuków. Zdjęcia starego i powojennego Olsztyna mają być częścią tego wizerunku. Australia i USA mają dużo danych o przodkach męża ale z Polską dużo trudniej. Dzięki jeśli możecie coś zasugerować re fotki. I ciesze się, że Raducanu odpadła, one trick pony.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 30.05.25, 19:00
                                                    Dobry wieczór jd i Nat :)

                                                    Nat, jeśli chodzi o historyczny Olsztyn i fotki to pamiętam, był taki "detritus", ale nic więcej o nim nie wiem. Ze szkoły to jest taki fotograf "ak". Więcej informacji zapoda Ci jd — najstarszy forumowicz Olsztyna :)
                                                    Wiem też, że gdzieś jest kolekcja starych przedwojennych pocztówek, ale na jakiej stronie i czy jeszcze istnieje.
                                                    Ja bym napisała do Muzeum Warmii i Mazur, może jest odpowiednia strona historyczna w fotkami. Teraz tak internet poszedł do przodu, że dla mnie to czarna magia. Sama jestem ciekawa co wie jd ?

                                                    Raducanu odpadła dość łatwo, bez walki chyba 6:1 6:2 ze Świątek, a przecież Iga nie jest w pełni formy. Zobaczymy dalej.

                                                    Jutro prawdopodobnie Forum będzie zamknięte i dopiero po wyborach się spotkamy.

                                                    jd- to jeszcze nie koniec tej nadzwyczajnej rozmowy i nie dziw się Marie, że dała się podejść Rudiemu. Serenus Ci wyjaśni w ostatnim zdaniu mojego dzisiejszego wpisu.

                                                    No to dobrze głosujmy z sercem i rozumem. Niech nasz wygra :)
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 30.05.25, 19:05
                                                    - Jak to rozumiesz?- zapytał się Rudi

                                                    I tak odpowiedział Adrian:

                                                    - Rozumiem to w wielorakim sensie.
                                                    Okazuje się, że podzielasz w pewnym stopniu moje uczucia, mimo iż, jak mnie zapewniłeś, nie podzielasz zamiarów. Będziesz więc wyrażał uczucia własne — w moim imieniu i na rzecz moich zamiarów. Nie potrafiłbym sobie wyobrazić bardziej odpowiedniego i powołanego dla sprawy tej wysłannika.

                                                    Nie sądź, że tylko w takim je widzę! Widzę to również w świetle ofiary, a ty doprawdy masz prawo żądać, żebym tak właśnie to widział. Gdyż znaczy to, że uznając ofiarę, chcesz ją złożyć. Składasz ją w duchu tej roli, którą odgrywasz w moim życiu, dopełniając zasług, jakie położyłeś wobec mego człowieczeństwa, co może pozostanie, a może nie pozostanie tajemnicą dla świata. Przyrzekasz mi?

                                                    Rudi krótko odparł:

                                                    - Tak pójdę i według najlepszej woli pokieruję twoją sprawą.

                                                    - Uścisk ręki — powiedział Adrian — otrzymasz za to ode mnie na drogę.
                                                    I nigdy już więcej nie zobaczył tego, któremu uścisnął dłoń. List tylko otrzymał jeszcze od niego, list, na który odmówił jakiejkolwiek odpowiedzi.

                                                    ---------Serenus jedenaście dni później zastał Adriana, z listem w ręku. Udawał, że jest absolutnie spokojny, wręcz chłodny. Nie wzbudzał, żadnej złości ani oburzenia wobec biegu spraw tego świata. Nie wściekał się.
                                                    I cóż, niewierny przyjaciel, tacy są teraz przyjaciele, a jemu jedynie zostaje wstyd. Wstydzi się Adrian swego zachowania, tak głupiego ...."że żywo przypomina zachowanie się uczniaka, który z radości, że oto znalazł gniazdo ptasie, pokazuje je innemu — a tamten idzie i kradnie mu je sprzed nosa."

                                                    Serenus wyjaśnia, że ani to wstyd, ani hańba, ale raczej złodziejstwo.
                                                    Utracił naraz kochankę i przyjaciela, z własnej winy przez zagadkową absurdalność jego poczynań. Jak ujął to trafnie Serenus - do własnych poczynań i zabiegów miłosnych wybrał sobie Adrian, Rudigo, niezaprzeczalnie erotycznej atrakcyjności.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 02.06.25, 08:27
                                                    W sprawie dawnych zdjęć i pocztówek - Rita ma rację, to był detritus; jego dawna strona chyba nie istnieje, ale jest alternatywa:
                                                    www.castlesofpoland.com/prusy/olsz_poczt.htm

                                                    Ostatnie zdanie Serenusa wcale sprawy nie wyjaśnia. W licznych życiowych sprawach dzieją się najzwyczajniej rzeczy niewyjaśnialne. A "erotyczna atrakcyjność" Rudiego to raczej coś kompromitującego i, niestety, trochę kompromitującego także Marie.


                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 02.06.25, 20:15
                                                    Dobry wieczór

                                                    Cieszę się, że dzieciaczki Nat, zainteresowane są polskim pochodzeniem. Kiedyś, w dojrzałym wieku najdzie ich ciekawość i tęsknota. A ta nasza kraina ma bardzo trudną i ciężką do zrozumienia historię i losów jej ludzi, o czym zapewne wiesz. Każdy z nas ma tam pozostawione swoje losy.
                                                    No widzisz jd, czyli dobrze pamiętałam.

                                                    W tenisie zawodowym Iga gra dalej i dobra wiadomość
                                                    Wybory dokonane! :)
                                                    W niedzielę grałam w tenisa w samo południe w pełnym słonecznym upale z dziewczynami. Wszystkie byłyśmy zadowolone i chyba wejdzie to w stałe zwyczaje niedzielne, o ile będzie pogoda.

                                                    Serenus jeszcze nie skończył tematu. Groza nadchodzi.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 02.06.25, 20:21
                                                    Co się działo dalej ?
                                                    Jak wyglądała rozmowa Marie Godeau z Rudolfem?
                                                    Jest równie atrakcyjna jak powyższe rozmowy.

                                                    Rudolf wszedł do pensjonatu i poprosił ciotkę Izabel o spotkanie z Marie, by mógł zamienić kilka słów w cztery oczy w imieniu trzeciej osoby. Usiadł na fotelu obok niej i dotrzymał obietnicę, mówiąc rzetelnie o Adrianie. Wyznał jej, że jego przyjaciel ją kocha. Ujął jej rękę, oświadczając miłość owej trzeciej osoby.
                                                    Marie nie rozumiała, ale też nie wiedziała, czy dobrze rozumie Rudiego.

                                                    "Zapytała, czy się nie myli, czy Rudolf jej się oświadcza w imieniu pana doktora Leverkuhna?

                                                    Tak, usłyszała, wypełnia w ten sposób obowiązek przyjaźni. Adrian prosił go o to przez delikatność, jemu zaś wydało się niemożliwym odmówić.

                                                    Jej wyraźnie chłodna, wyraźnie ironiczna odpowiedź, że bardzo to piękne z jego strony, bynajmniej nie przyczyniła się do złagodzenia jego zamieszania. Usiłował jeszcze przez chwilę, jąkając się bronić swojej sprawy. Prosił, aby zrozumiała, że poczucie odpowiedzialności wielce zaważyło na tym, iż z taką gotowością wypełnia życzenie Adriana.

                                                    Przykro jej, że musi zawieść jego przyjacielskie nadzieje. Znajomość z dr. Leverkuhnem była dla niej zaszczytem i radością, lecz niestety, wiadomość, jaką obecnie musi zakomunikować, wyklucza możliwość dalszych spotkań jako zbyt przykrych. Niewątpliwie jednak, po wszystkim, co zaszło, lepiej i łatwiej będzie się już nie widywać.
                                                    Żegnam więc uprzejmie; Adieu, monsieur!

                                                    Odszedł więc — z pozoru jak zmyty, w duchu jednak zadowolony aż do uszczęśliwienia."
                                                    Cieszył się Rudi, że przy tym wszystkim Marie była zachwycająco urażona.
                                                    Nie śpieszył się z napisaniem listu do Adriana, ale natychmiast napisał list do Marie Godeau.

                                                    I stopniowo dochodzimy do diabelskiej akcji
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 02.06.25, 21:54
                                                    Tak jest, Iga gra dalej, a wybory dokonane - tu ze łzami, tam z zachwytem.

                                                    Opowieść Manna na samych szczytach artyzmu i przejmującej intrygi psychologicznej. Zachwycający chłód Marie Godeau. Napięcie sięga zenitu... A w dodatku to właściwie dopiero początek, dopiero zbliżamy się do diabelskie akcji.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 03.06.25, 19:38
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Iga gra, jest już w półfinale. Wygrała ze Svitoliną, a teraz zagra z jedyneczką Sabalenką. No ma szansę Iga zawojować piąty raz Paryżem.
                                                    Ja też gram, choć mój partner jeszcze nie wyszedł z kontuzji. Na szczęście są dziewczyny, które chętnie ze mną grają i nie muszę teraz szukać, ani brać ludzi z łapanki. Mam trzy fajne dziewczyny, z którymi da się bez męczarni wygrywać. Bawię się doskonale, a one jeszcze bardziej. Robimy wspólne zdjęcia i odkryłam, że tenis to radość i chwilo trwaj.

                                                    Byłam na wyborach, podchodząc do urny, miałam to na myśli:)
                                                    "Polityka ma wady, ogłupia, bywa okropna, ale nie pozwólmy jej uwolnić się od wszystkiego i popłynąć, gdzie jej się spodoba." - jd

                                                    Tak, napięcie rośnie i natężenie też. Serenus świetnie to opowiada, a Mann powinien pisać horrory i dlaczego nie napisał?
                                                    To chłodne "Adieu, monsieur!" wcale nie kończy intrygi skrzypka, oj nie, jednak znalazł cwane dojście do Marie.
                                                    Dobrze, że przeczytałam Don Juana, bo Serenus tak, a Ty jd ?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 03.06.25, 19:53
                                                    Opowiada dalej Serenus

                                                    "Cóż więc Adrian uczynił — siadł i napisał, w którym jej mówił, że z jej "Adieu, monsieur!" nie potrafi ani żyć, ani umrzeć i że w imię życia i śmierci koniecznie raz jeszcze musi się z nią zobaczyć, a mianowicie po to, aby jej zadać pytanie, które już tu, w liście, z całym sercem do niej kieruje: czy nie pojmuje, iż ktoś z uwielbienia dla kogoś innego potrafi poświęcić się i przejść do porządku nad własnymi uczuciami, stając się bezinteresownym orędownikiem pragnień tego innego. I dalej, czy rozumie, że te poskromione, lojalnie opanowane uczucia, swobodnie, a nawet radośnie torują sobie drogę, z chwilą gdy okazuje się, że tamten żadnych nie ma widoków na to, by zostać wysłuchany. Prosi ją o przebaczenie zdrady, jakiej dopuścił się był jedynie wobec samego siebie. Nie może tego żałować, lecz czuje się nadwyraz szczęśliwy, widząc, że obecnie nie dopuszcza się zdrady wobec nikogo, wyznając jej — że ją kocha."

                                                    Serenus, powiedział, że jak na flirciarza Rudi napisał bardzo zręczny list ogarnięty entuzjazmem flirtu.
                                                    List ten odczytała Marie, cioteczka Izabel, ponieważ Marie wcale nie chciała tego czytać. Po dwóch dniach sam przyszedł z wizytą, ale już do cioteczki Izabeli i zdziwił się, bo nie został od razu odprawiony, choć nie dawała mu nadziei na okazję do ponownej rozmowy, ale żeby wiedział, że w swoim dowodzeniu szlachetności nie powinien ustawać.

                                                    I kolejny raz przyszedł Rudi do ciotki z wizytą. Tym razem z kwiatami i po rozmowie ciotki z Marie pozwoliła mu wejść.
                                                    "Rudolf powtórzył oświadczyny Adriana — tym razem we własnym imieniu, mimo iż ten szaławiła tyle się nadawał do stanu małżeńskiego, co ja do roli "Don Juana".
                                                    Marie odważyła się pokochać tego zdobywcę serc. Odważyła się na to, sądziła, że zdoła go utrzymać, przywiązać, oswoić przelotnego ptaka, podała mu ręce, przyjęła jego pocałunek i w niespełna 24 godziny cały krąg naszych znajomych obiegła wesoła nowina, że Rudi został oto usidlony, że koncertmistrz Schwerdtfeger i Marie Godeau się zaręczyli. Dodawano jeszcze, że zamierza on rozwiązać swą umowę z orkiestrą Zapfenstösser w Monachium, wziąć ślub w Paryżu i tam grać już w nowo powstającej orkiestrze."

                                                    No i jak jd, jutro trzymaj się krzesła ;)))
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 04.06.25, 07:36
                                                    No to i jako kibic, i jako uczestnik masz świetne chwile tenisowe - chwilo trwaj.

                                                    Ja też podchodząc do urny miałem różne podejrzane myśli, a nawet paniczne. No i wyszło jak wyszło.

                                                    Trzymam się już dzisiaj krzesła. Ach ta lekkomyślna Marie. Choć to ją mogło uratować od gorszego losu. Gdyby udało się z Adrianem doszłoby do czegoś w rodzaju historii z Nepomukiem.
                                                  • steph13 Re: do jd .......... 04.06.25, 14:03
                                                    Serdecznie dziękuję za link, o takie zdjęcia chodziło mnie właśnie, a nie tylko Ratusz i Wysoka Brama. Ściągnęłam sobie kilka ciekawych fotografii. Dzięki.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 04.06.25, 20:42
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Cieszę się Nat, że masz to, na czym Ci zależało.
                                                    U nas zaczyna się upał i nie jest to dobre, bo życie zaczyna się dopiero wieczorem.

                                                    Wyszło jak wyszło, i ci, co dziś leczą rany, powinni zacząć szukać winy u siebie i przestać rzucać wulgaryzmami i obrażaniem ludzi, którzy myślą inaczej. Daleko nie zajadą na siedmiu gwiazdkach.
                                                    jd, mnie ujęła ta mała dziewczynka, która zachwyciła mnie bardzo swoją osobowością w takiej nerwowej sytuacji. Właściwie to ona wszystkich rozbroiła.

                                                    A wiesz, co dzisiaj mnie spotkało? Byłam płacić rachunki w ajencji i pani dała mi 5 książek bez oprawek, ogołoconych, ale nie używanych. Ktoś obdarł książki z tytułowych okładek i wyrzucił książki, a ktoś znalazł i oddał pani ajentce. Pani, wiedząc, że interesuje się klasyką, podarowała mi je, a są to książki z lat 1950 Czechowa 3 szt, Gogola 1 szt i Wacława Berenta. Najpierw to dam je do introligatora.

                                                    Przecież Adrian wiedział, że jemu nie wolno kochać, to więc po co to robił. Dla ciekawości ?
                                                    Teraz nadejdzie, co ma nadejść, ta chwila co stanie się chwilą, ale po tej chwili znów nadejdzie, co ma nadejść, a potem jeszcze mocniej nadejdzie, co będzie sumą wszystkich nadejść. Dobrze myślę ?
                                                    Bo wydaje mi się, że całe to dzieło, aż do końca stopniuje tę grozę życia Adriana.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 04.06.25, 20:55
                                                    I oto nadchodzi, co ma nadejść.

                                                    Skrzypek Rudi Schwerdtfeger wystąpił w koncercie Zapfenstösser, który był uważany za jego występ pożegnalny. Przybyło całe monachijskie towarzystwo artystyczne i wiele znajomych twarzy. Sala przepełniona. Większość chciała ujrzeć Rudiego Schwerdtfegera jako narzeczonego Marie Godeau. Narzeczonej na sali nie było, wróciła już do Paryża.

                                                    Serenus był na sali koncertowej, ukłonił się nawet Inez Institoris z domu Rodde. Siedziała gdzieś daleko, w sukni, której prostota graniczyła z ubóstwem.

                                                    Schwerdtfeger nie spoglądał na salę, dobrze wiedział, jak wiele jest ciekawskich oczu, stroił swój instrument, albo kartkował nuty. Koncert zakończyła uwertura do " Śpiewaków norymberskich", grana szeroko i wesoło, a oklaski nasilały się jeszcze bardziej. Dyrygent kazał powstać orkiestrze i dziękując, podał rękę pierwszemu skrzypkowi.

                                                    Po koncercie ludzie zaczęli się rozchodzić i powracać do swoich domów. Serenus również wyszedł na ulicę, rozglądał się za jakikolwiek tramwajem, by powrócić do domu. Wreszcie nadjechał niebieski tramwaj nr 10, do którego wsiadł Serenus. Wszystkie miejsca siedzące były zajęte. Większość jadących w tramwaju była to publiczność powracająca z koncertu. Wśród nich, pośrodku przeciwległej ławki był Rudi Schwerdtfeger, z futerałem skrzypiec wciśniętym między kolana. Kiedy Serenus przypadkowo pochylił się w inną stronę, zobaczył siedzącą Inez Institoris. Zdziwił się Serenus, bo Inez jechała w przeciwną stronę, niż szła droga do jej domu. Dawni kochankowie zauważyli się wzajemnie, choć siedzieli z dala od siebie. No cóż, Rudi nie mógł już nagle dać drapaka. I nagle...
                                                    " Stała się ta rzecz nieprawdopodobna i jak wszystko, co niespodziewanie, zrazu całkiem niepojęta. Strzelanina rozległa się nagle w tramwaju, płaskie, ostre, donośne detonacje, jedna za drugą, trzy, cztery, pięć, z dziką, oszałamiającą szybkością, a naprzeciw Schwerdtfeger, ze swym pudłem od skrzypiec w rękach, osunął się najpierw na ramię, a potem na kolana siedzącej obok niego po prawej stronie pani, która, na równi ze swą sąsiadką z lewej, z przerażeniem odsunęła od niego, podczas gdy w tramwaju wybuchł powszechny tumult, popłoch i wrzaskliwa panika, zamiast przytomnej interwencji..."
                                                    W rzeczy samej na miejscu nie było żadnego lekarza, ani jednego wśród publiczności, koncertowej. Rudi Schwerdtfeger zmarł w drodze do szpitala. Serenus zaś nakazał funkcjonariuszom policji przekazanie spazmującej aresztantki (Inez do kliniki psychiatrycznej.
                                                    Serenus uważał za swój obowiązek obywatelski poinformować małżonka Inez o wszystkim, co zaszło , taksówką podjechał pod ich dom i poinformował Institorisa czego był świadkiem.
                                                    Serenus doszedł do wniosku, że musi jeszcze komuś oznajmić bolesną nowinę.

                                                    I to by było narazie na tyle
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 04.06.25, 21:44
                                                    Świetnie, że nat się cieszy. Jeśli nat pogrzebiesz w Google, to znajdziesz jeszcze to i owo, także na Youtube są liczne filmiki, często marne lub takie sobie, ale czasem da się coś odkryć.

                                                    Uwaga rity o siedmiu literach odkryła karty, tak myślałem, że takie są nasze preferencje, bo u mie są odwrotne, też się pewnie tego spodziewałaś. Siedem liter, gdy się pojawiły, były świetne i bardzo dziewczynom kibicowałem. Poza tym to ja się czuję obrażany i traktowany wulgaryzmami oraz pogardą przez zdradzieckie mordy, kanalie i inne takie, tudzież przez tańce na trumnie brata. Ale zostawmy to wszystko na inne okazje.

                                                    Adrian niby wiedział o tym obowiązkowym chłodzie, ale chyba nie do końca, bez pełnego przekonania, ciągle próbował, że to może jakaś tylko gra. To się chyba rzeczywiscie stopniuje i staje okrutnie jasne wraz z Nepomukiem.

                                                    To niezwykły moment książki i cały ten opis, a tramwaj tamtejszy jakoś mi się kojarzy z tramwajami w Olsztynie z naszych czasów.

                                                    Końcowe zdanie powinno być, jak wiesz: I to by było na razie tyle.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 05.06.25, 20:30
                                                    Dzień dobry jd

                                                    Przecież wiedziałeś, od samego początku, kiedy było referendum o wejściu do UE, to byłam przeciwna, a to dlatego, że byłam zwolenniczką wolnego handlu i JKM z UPRu i do tej pory wybieram ten kierunek. Jednak zaskoczyłeś mnie, że popierasz wulgaryzmy i chamstwo z jakiejkolwiek strony. Nie wierzę, że kibicowałeś literce "W" z kropeczkami, wykrzykiwane tak głośno przez megafon. I pozwól mi wierzyć, że nie wierzę :)
                                                    Pamiętaj, zło dobrem zwyciężaj.

                                                    Dzięki Tobie wiem, że zrobiłam błąd w zdaniu i się poprawiam: I to by było na razie tyle. Musi mi to wejść w krew.

                                                    A tamtejszy tramwaj był w kolorze niebieskim, te nasze były czerwone, a reszta to chyba to samo, nawet te uchwyty skórzane były, ławki drewniane i konduktor przecież był i jeszcze bardzo się tłukły i zgrzytały hamulce jak nasze.

                                                    Jedziemy dalej, bo mamy strasznie bolesny i rozdzierający serce temat.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 05.06.25, 20:44
                                                    I znów ciekawie rozpoczął się kolejny rozdział:
                                                    " Opowieść moja zbliża się ku końcowi — jak wszystko. Wszystko tłoczy się i pędzi ku końcowi, pod znakiem końca stoi świat — stoi pod znakiem tym przynajmniej dla nas, Niemców......"
                                                    "Ja, skromny niemiecki człowiek i uczony, kochałem wiele z tego co niemieckie..... "
                                                    "Jestem sam z moją staruszką Heleną, która troszczy się o doczesne moje potrzeby....."
                                                    A jednak często nawiązuje Serenus do Niemiec. To nie bez przyczyny jd

                                                    Po skomponowaniu oratorium Apocalypsis cum Figuris, czyli zwane inaczej Proroctwa końca, życie Adriana upływało bezczynie, dotknęła go atrofia myśli, bezwład ducha i niemoc.
                                                    W tym ciężkim okresie towarzyszył mu biedny jak mysz kościelna Rudiger Schildknapp, pamiętacie, to anglista i literat, przyjaciel Leverkühna z czasów lipskich.
                                                    W listach do Serenusa Adrian, żalił się, że ma pustawą głowę i tkwi w otępieniu. O komponowaniu nie ma zielonego pojęcia ,, jako że nie może sobie przypomnieć, jak się to robi. Odbiorcą tych zwierzeń, może być tylko towarzysz lat dziecinnych, i nikt poza Serenusem na świecie.
                                                    Wyczerpanie Adriana można tylko wyjaśnić skutkami okrutnych rozczarowań, jakie ostatnio przeżył.
                                                    Ciężkie ataki migreny zmuszały go do przebywania w ciemnościach, katary żołądka, oskrzeli i krtani dokuczały mu na przemian w ciągu całej tej zimy 1926 roku. Na dodatek jeszcze tego samego dnia i pod koniec tego roku zeszli ze świata Jonathan Leverkuhn (ojciec Adriana) i Max Schweigestill (gospodarza z Pfeiffering). Obydwoje mieli po 75 lat. Ciekawe to, że tak matka Adriana jak i gospodyni Elza Schweigestill przyjęli tę śmierć z cichym spokojem i taką samą rozsądną zgodą na bieg ludzkich spraw.

                                                    Z nowym rokiem 1927 samopoczucie Adriana nagle się polepszyło, umysł jego zmartwychwstał. Zrodził się zdumiewający pomysł muzyki kameralnej, oraz chciał napisać sonaty w postaci powieści.

                                                    Ten rozdział jest pełen filozoficznego podejścia do muzyki. Pisząc listy do Serenusa wynurza Adrian swoje rozmyślenia.
                                                    "- Na wykładach filozofii — uczono mnie, że zakreślenie granic równa się już ich przekraczaniu. I tego odtąd zawsze się trzymałem. -Miał tu na myśli heglowską krytykę Kanta."
                                                    dalej powiadał Adrian:
                                                    "- Noc, w której od błyskawic panuje bezustanna jasność.
                                                    - Niezbyt to łagodny rodzaj oświetlenia, tudzież nieco migotliwy. - Ale cóż, sam dygotam, za czub mnie ucapiło diabelnie i jest mi, jakoby cały mój zewłok trzęsło. Pomysły, miły przyjacielu, to larwy ciemności, lica mi płoną i sam nie wiem, czy ów spokojny bezwład, nie był jednak lepszy od obecnego udręczenia."

                                                    "Czuję się tak — pisał mi, kiedy pewnego razu przez całe dwa tygodnie nie mogłem go odwiedzić, jakbym był studiował w Krakowie" - zwrot, którego znaczenie nie od razu pojąłem, zanim nie przypomniałem sobie, że właśnie na uniwersytecie krakowskim wykładano publicznie w XVI wieku magię.

                                                    Serenus w pewnym momencie zauważył na biurku Adrian karteczkę, na której napisano wielkim literami:
                                                    "Żałość ta nakłoniła Doktorem Faustum, iżby spisał Lamenta swoje."

                                                    Rok 1927 jest też rokiem powstania koncepcji "Lamentu Doktora Faustum". Umysł Adriana wybiegał naprzód i stał się znakiem twórczym drugiego oratorium — owego druzgocącego Lamentu
                                                    Ale za czym powstanie to wielkie dzieło Lamentu rozegra się straszne bolesne, rozdzierająco bolesne wydarzenie w życiu Adriana.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 05.06.25, 21:00
                                                    No tak, pamiętam to UPR i JKM, ale być przeciwnym UE to było i jest bardzo bez sensu. A o świętości wolnego handlu pouczająco naucza teraz prezydent USA, z pewnością Ci bliski.

                                                    Te gwiazdki wydawało mi się, że zaczynały się od J (choć rzeczywiście było też od W). Przekleństwa, a nawet wulgaryzmy są cenne i właściwe w określonych sytuacjach i w powściągliwej ilości. Wtedy jestem bardzo za, i wówczas to była dokładnie taka sytuacja. Natomiast okropne jest przekleństw nadużywanie, automatyczne powtarzanie, nie doceniające prawdziwej siły przekleństw, rozmieniające je na drobne byle co. Dziewczęta na korytarzach uniwersytetu rzucające „kurwami” to widok i dźwięk koszmarny.

                                                    Oczywiście świetnie pamiętam, że nasz olsztyński tramwaj był czerwony, a u Manna jest niebieski, ale jak najsłuszniej przypominasz rozliczne podobieństwa i identyczności.

                                                    Te końcowe partie i tematy Doktora Faustusa są przejmująco przejmujące. Zaraz będzie Nepomuk i dekonstrukcja muzyki w ostatnim dziele, choć Serenus chyba odnajdzie w powszechnym pesymizmie, rozpaczy i rozpadzie choć maleńką iskierkę wszechludzkiej nadziei.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 06.06.25, 20:24
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    No tak, wulgaryzmy najczęściej są w jakiś kłótniach, ale one są takie osobiste w czterech ścianach i przeważnie dotyczą dwóch ludzi, a to, co tak pochwalasz, uwolniło się i rozlało na całe społeczeństwo szczególnie kobiece dopingowane przez panów. Nie tak sobie wyobrażam stosunki międzyludzkie.
                                                    Ale nauczona przez M.A. jestem, więc powiem, że czego nie możesz zwalczyć, należy spokojnie przyjąć.
                                                    Przyznasz jd, że za bardzo się te wulgaryzmy rozlały, a nawet przybrały jakąś normalność w ustach ludzi. Dziś jest to luz i szpan. Nikt już na to nie zwraca uwagi, tylko ja.
                                                    Do diabła.... pieroństwo jedne..... Tak było dawniej.

                                                    W Prusach były tramwaje i pewnie te same, które opisuje Mann.

                                                    Miałam dzisiaj trening rzutem nożem do deski i po przerwie 80% trafionych miałam, że deska się już rozwala. Włączyłam rower do komunikacji miejskiej i jest super.

                                                    jd, czy masz jakieś przypuszczenie, kto i po co i w jakim celu ktoś oberwał książki z okładek? Żadnej przyczyny nie mogę znaleźć, dlaczego obdarte zostały ze skóry ?

                                                    Zapomnieliśmy o Idze. Półfinał dobra sprawa, kasa dobra też z tego jest. A na widoku nie mamy żadnych nowych talentów tenisowych. A może się mylę.

                                                    Dochodzimy do Echa, dziecko, które jest radością całej okolicy Pfeiffering. Wstrząsająca ta historia.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 06.06.25, 20:39
                                                    Siostra Adriana, Urszula z domu Leverkühn, wyszła za mąż za szwajcarskiego optyka Johannesa Schneiderweina w Buchel w 1910 roku. Z małżeństwa urodziło się początkowo troje dzieci w 1911, 1912, 1913, a później zaniemogła na płuca i musiała spędzić kilka miesięcy w uzdrowisku. W 1923 przyszedł na świat mały Nepomuk zwany "Echo". "Matka pod wpływem psychicznych radosnych przeżyć, szczęścia macierzyństwa, radości z synka, który okazał się najspokojniejszym, najmilszym, najgrzeczniejszym i najłatwiejszym do wychowania niemowlęciem i dzielna matka trzymała się krzepko — aż do 1928 roku, kiedy to Nepomuk dostał dość ciężkiej odry. Pielęgnacja dziecka wyczerpało matkę, która dniem i nocą opiekowała się nim. Kiedy Nepomuk wyzdrowiał, lekarz kategorycznie zalecił matce wyjazd do sanatorium na pół roku.
                                                    Urszula napisała do Adriana o wszystkim i poprosiła " żeby nakłonił swoją gospodynię, aby przez pewien określony czas zechciała zastąpić dziecku matkę, lub babkę. Elza Schweigestill przystała na to chętnie."
                                                    W 1928 roku pięciolatek przyjechał do Pfeiffering, aby zamieszkać w drugim rodzinnym domu u boku wuja z rodziną Schweigestillów, aby odzyskać siły po chorobie z dzieciństwa.
                                                    "Kiedy przyjechał Nepomuk wszyscy domownicy, matka, córka, syn pierworodzony, dziewki i parobcy, otoczyli pełni zachwytu i radosnego śmiechu, małego przybysza, nie mogąc się napatrzyć tak uroczemu dziecku."
                                                    Wszyscy, szczególnie kobiety całkiem straciły głowę, wykrzykując: - Jezu, Maria i Józef! - w podziwie nad jego pięknością. Każdy doznawał wrażenie, że ma do czynienia z księciem elfów, albo wrażenie odwiedzin ze świata duszków.
                                                    Nepomuk sam siebie nazywał "Echo".
                                                    "I tak z miodowych jego warg padły słowa:
                                                    - Echo myśli, że nie uchodzi mu dużej stać na dworze. Przystoi, żeby wszedł do domu i przywitał wuja.
                                                    - To jest nasz nowy domownik ? - powiedział Adrian, wychodząc na podwórze — i ujął rękę Nepomuka i szybko również uległ urokowi wzniesionych ku niemu z lazurowym uśmiechem oczu. Wzruszenie jego nie uszło niczyim oczom, ani nawet dziecka, i głos Echa, zamiast brzmieć śmiało, miał w sobie coś ostrożnie łagodzącego i serdecznie uspokajającego, z przyjazną prostotą rozładowującego atmosferę, gdy — a były to pierwsze słowa, z którymi zwrócił się do wuja — stwierdził zwyczajnie:
                                                    - Cieszysz się, że przybyłem, prawda?
                                                    Wszyscy się roześmiali, również Adrian.
                                                    - Pewnie!- odparł
                                                    cdn
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 06.06.25, 21:11
                                                    O wulgaryzmach myślę trochę inaczej. Właśnie w czterech ścianach są okrutne, brutalne, bezwstydne i pozwalające sobie na wszystko. W sferze publicznej są czymś raczej zawstydzającym, ale niemożliwym do innego wyrażenia, i wtedy są świetne i całkowicie na miejscu, mają też w sobie trochę teatru czy karnawałowego odprężającego luzu (i tak było w tamtych sytuacjach o których wspominaliśmy; podobno przeklinała jak szewc Kalina Jędrusik, to musiało być finezyjne, artystyczne i swobodnie swobodne). Jeśli to się dziś rozlało, to bardziej z tej przestrzeni domowej („skoro można w domu, to można wszędzie; bądźmy szczerzy, spontaniczni i ofensywni”) niż społeczno-publicznej.
                                                    Co do okładek nie mam oczywiście pojęcia. Może były potrzebne ładne obrazki z okładek, albo gruby, tekturowy z nich papier.
                                                    No tak, Iga słabo, wielkich talentów nie widać; ja teraz kibicuję Djokovicowi, ale pewnie za dwie godziny będę i tutaj stratny.
                                                    No i to co najważniejsze, choć tylko wymyślone: Echo. Nawet Marie to istna bułka z masłem wobec grozy i zgrozy krótkiego życia Nepomuka.
                                                  • steph13 Re: do jd .......... 06.06.25, 22:53
                                                    A propos książek pozbawionych okładek. Brzmi to barbarzyńsko ale istnieje taka praktyka, że księgarnie, którym pozostał długo stos niesprzedanych książek, mogą zwrócić je do wydawnictwa i ubiegać się o zwrot pierwotnych kosztów ich zakupu jeśli okładki zostały usunięte jako dowód, że nigdy nie zostały sprzedane.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 07.06.25, 20:14
                                                    Dzień dobry Wam :)

                                                    Dziękuję Nat, no popatrz, tak coś czułam, że to nie przypadkowe, żeby tak oskubać je z oprawek. Wiem, jak się wyrzuca książki, szczególnie stare podręczniki czy jakieś inne, a dzieła to się oddaje do bibliotek. Dawniej dawaliśmy na makulaturę, inni brutale wyrzucali do śmietnika, a inni jeszcze oddawali do skupu. Dziś to nawet za darmo przyjeżdżają i od ręki kupują. Ale Nat, te książki to rocznik okolica 1955, to, które wydawnictwo zwróci pieniądze?
                                                    Biorę pierwszą lepszą książkę - "Opowiadania Czechowa" - rocznik 1956, okładka — obwoluta i tłoczenia — Andrzej Radziejewski. Czyli oprawka mogła być twarda, a książka jest nieczytana i mocna, bo kartki się nie rozlatują, jak kiedyś kupiłam na allegro książkę, która się całkowicie rozkleiła. Wszystkie te książki wydała Spółdzielnia Wydawnicza "Czytelnik". I jakby były z jednej serii wszystkie. Po ludzku się dziwię dlaczego. Dobrze mówisz, w tym coś jest. Dziękuję Ci Nat. A może na tych okładkach były ślady palców, może to kryminalna sprawa? Mam dużą wyobraźnię.

                                                    jd, to coś napisał, jest okrutnie prawdziwe i bardzo dobrze uzasadnione, bo tak jest właśnie, to występuje we wszystkich środowiskach. Ja po prostu odchodzę od takich środowisk. Wulgaryzmy w każdej postaci działają na mnie jak płachta na byka. A Ty już dawno mówiłeś, że jesteś gruboskórny.
                                                    Pamiętasz nagrodzoną książkę Masłowskiej "Wojna polsko-ruska". Do tej pory uważam ją, za ohydną i jeszcze była promowana na uczelniach polonistycznych.
                                                    Ale powiem Ci szczerze, że kiedyś jechałam tramwajem i jechała grupa studentek, które opowiadały o rodzinie tak kulturalnie, że nastawiałam ucho do słuchania pięknej dyskusji. Na dodatek jedna z nich ustąpiła starszej osobie. Widać było, jak w tramwaju ludzie je doceniali, szczególnie starsze osoby. To rzadkość, a jednak tak było. Dziś na przykład jechałam rowerem, a całą ścieżkę zajmowali młodzi zajęci rozmową chłopacy, nadjeżdżam od tyłu i mówię, że delikatnie dzwoneczkiem dzwonię, a oni zaraz się usunęli i "daje pani dalej...jest moc ..... i podziękowałam za uznanie, ale byli tak szczerzy w tym, nie było to ironią, to była grzeczność. Mam wiarę, że idą czasy dobre dla dobrego wychowania. "Uprzejmość jest cennym kluczem, który otwiera wszystkie drzwi." mówi stare porzekadło. A moje studentki to daj Boże szczęścia im.
                                                    A pamiętasz taki stary serial "Niewidzialna ręka". Ręka, która czyniła dobro.

                                                    Echo takie by było.

                                                    Djokovic w półfinale przegrał, jak Świątek. Mimo tego nikt im nie zabierze wcześniejszych sukcesów. A Djokovic to już złotymi literami, zapisany w historii.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 07.06.25, 20:22
                                                    Nadchodzi to wstrząsające zdarzenie, które ściska serca ludzi. Ale jeszcze poczekajmy i przyglądnijmy się tej pięknej szczęśliwości.

                                                    Siostra Nepomuka po trzech dniach musiała wyjechać. Przy jej wyjeździe Echo obiecał, że dopóki nie przyjedzie, będzie zawsze grzeczny.
                                                    "Miły Boże, jakże dotrzymał słowa! Przywiózł ze sobą szczęśliwość, jakieś stałe radosne a czułe uniesienie serc, które ogarnęło nie tylko obejście, lecz nawet wieś i miasteczko — gdziekolwiek tylko panie Schweigesotill, matka i córka, żądne się z nim pokazywać, oczekując powszechnego zachwytu, ze sobą go zabierały: u aptekarza, kramarza, szewca, proboszcza."
                                                    "Ludzie mówili oszołomieni: "Ano patrzcież, patrzcie!, a proboszcz: "Ach ty dzieciątko ukochane, ty błogosławione!", większość kobiet klękały obok Nepomuka.
                                                    Echo uwielbiało bajeczki i wierszyki, często recytował delikatnym głosikiem i baśniową jego intonacją.
                                                    "Dzień dobry, wielce szlachetny Panie,
                                                    Niedobry dzisiaj czas na kąpanie!" - tak Echo witało ludzi na plaży, a to dlatego, że temperatura wody była niska.

                                                    Stosunek Adriana do Nepomuka był pełen delikatności uśmiechniętej, poważnej zadumy, bez przymilności, czułostkowości, a nawet bez czułości. Bardzo lubił Adrian chodzić z dzieckiem ręka w rękę na spacery w pole.
                                                    Serenus zauważył, że jednak od pierwszego dnia gorąco ukochał swojego siostrzeńca Adrian, którego pojawienie się rozpoczęło jasny okres w jego życiu.

                                                    Echo po przebytej odrze potrzebował ogromnej ilości snu, jak u bardzo malutkich dzieci. Gdy napadła senność, miał zwyczaj mówić "branoc" i podawał rączkę przed zaśnięciem. Serenus zastał kiedyś Adriana przed domem, który strzegł Echowego snu u swoich stóp.
                                                    Kobiety, które zajmowały się Nepomukiem zawsze powtarzały, że to najgrzeczniejsze, najposłuszniejsze i najmniej kapryśne dziecko, jakie im się kiedykolwiek zdarzyło.
                                                    Echo szczególnie był przywiązany do Adriana i usilnie szukał jego towarzystwa. Miał też zakaz wchodzenia do izby opata, gdzie mieszkał wuj. Bronił się Adrian przed dzieckiem, nie wpuszczał go do siebie i odmawiał sobie niewątpliwie umiłowanego widoku. Jedynie spędzał z nim, długie godziny chodząc za rękę na spacery, rozmawiając, Adrian opowiadał mu bajki i baśnie i inne ciekawe opowieści.
                                                    cdn
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 07.06.25, 21:17
                                                    Nic nie wiedziałem o tej metodzie objaśnionej przez nat. Rządzą finanse.

                                                    Jeśli z uznania dla Masłowskie wynika moja gruboskórność w sprawach wylgaryzmów, to niech będzie. Przyznaję, że uważam, że są sytuacje, gdy przekleństwa są jak uwznioślenie, jak zbawienie dla tej sytuacji, jak artyzm na miarę Tomasza Manna.

                                                    Sabalenka przegrała, ale dzięki fantastycznej grze obronnej Gauff. Kiedyś byli (zwłaszcza w pingpongu) specjaliści od gry defensywnej, ale nie miałaś o nich dobrej opinii, a ja wręcz odwrotnie. I to jest jednak ciągle w grze.

                                                    Już płaczemy nad Nepomukiem, choć nie znający treści jeszcze nic nie podejrzewają.

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 08.06.25, 20:11
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    No to ładnie myślisz z tymi wulgaryzmami. U Ciebie diabeł tkwi w szczegółach. Nie będę tego oceniać i nie będę tego tolerować! Dziś na korcie dziewczyna bardzo się zdenerwowała, że zepsuła piłkę i z grymasem rzuciła rakietą w kort. Poprosiłam kortowego, by młodszej koleżance przygotował coś, na czym mogłaby się wyżyć, a on powiedział, że mężczyzna jej potrzebny i wyszedł pewnie ze swojej kanciapy na zewnątrz. - Hurra, Ewelina, masz pana do wyżycia się, a on ci uciekł z powrotem do kanciapy. Mieliśmy szczęście, że deszcz nie padał, choć było zaniesione i dopiero po nas zaczęła się ulewa.

                                                    Coco Gauff jest 3 lata młodsza od Igi i ma większą energię. Widać, że poczuła smak sukcesu i tak szybko nie odda swego. Ale Sabalenka, podziwiam, czapki z głów. No czas pokaże, co Iga jeszcze potrafi. Dobrze mówisz jd, okres gry defensywnej się skończył, atak górą, bo lepiej jest skończyć piłkę szybciej niż męczyć się bieganiem. To jednak wszystko zależy od przeciwnika i grę się tak ustawia, żeby znaleźć jego słabsze momenty. Nie oglądałam finału Sabalenki i Gauff, był ponoć bardzo emocjonujący. Teraz żałuję, ze nie oglądałam.
                                                    Tak, zawsze byłam zwolenniczką gry atakującej, bo tak grają panowie. Dlatego mało popularna była gra kobiet, które usypiały widzów. Była po prostu nudna. Ale z czasem zmieniam zdanie. Doceniam piłki grane długo i z głową, a w obronę biorę broniącego się niż atakującego :) Teraz kiedy gram dla relaksu, każde dłuższe przebijanie jednej piłki jest rozkoszą i zachwycającym zmęczeniem.

                                                    Nadchodzi, nadchodzi, ale jeszcze troszeczkę cierpliwości. Ciekawy też jest temat zabawek dziecinnych, które jeszcze możemy pamiętać, a niektóre przetrwały do dziś, oraz zagadnienie bezinteresowności.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 08.06.25, 20:28
                                                    Jak tylko wyjeżdżał Adrian do miasta, przywoził chłopcu prezenty: różne zwierzęta, krasnoludka wyskakującego z pudełka, pociąg, w którym migotało światełko, przybory do sztuk magicznych. Pobawiwszy się nimi, Echo zwracało uwagę na inne przybory w celi opata jak globus, nóż z kości słoniowej do przecinania kartek, czy pozytywki.
                                                    Coraz częściej malec przychodził, do pokoju Adriana zapytując kruchym głosikiem:
                                                    - Czy krzywo na mnie patrzysz, że przychodzę?
                                                    - Nie, Echo, niespecjalnie krzywo. Ale ciężarki przy zegarze spadły dopiero do połowy.
                                                    W takim razie wysłucham pozytywki.
                                                    Lubił także malec oglądać rękopisy wuja, szczególnie te rozsypane, a były to szkice do partytury do pieśni Ariela z Burzy, nad którym potajemnie pracował Leverkuhn. Echo było tym, który pierwszy zapoznał się z dziełem mistrza.
                                                    Zainteresowanie kartkami Echa było coraz większe. Zasypał więc wuja wieloma pytaniami, a Adrian wziął dziecko na kolana i zaczął opowiadać bajki jak o śpiewającym i podskakującym skowroneczku, a Echo słuchało i coraz bardziej przytulało się do wujka, ramionkami objął jego szyję, kryjąc główkę w piersi Adriana i tak aż przyszła któraś kobieta i zabrała śpiącego Echa."

                                                    Niezwykłe też były modlitwy Echa, miał je swoje. Nadmienie, że zamiast "Bóg" Echo wymawiało "Bód!". Przytoczę jedną z nich:

                                                    "Swszelki, co modli się za bliźniego,
                                                    Zasłuży też zbawienia swego.
                                                    Echo prosi za swszystko stworzenie,
                                                    Bód go utuli na swoim łonie. Amen."

                                                    Tu nawiązała się dyskusja między Adrianem a Serenusem, który był świadkiem tej modlitwy.

                                                    - Co powiesz- zapytał mnie Adrian o tej teologicznej spekulacji? zapytał Serenusa Adrian. On modli się za te wszystkie stworzenia, z wyraźną intencją, aby sam zostać doń policzony. Czy człowiek nabożny powinien właściwie wiedzieć, że sam sobie oddaje przysługę, prosząc za innych? Bezinteresowność zostaje przecież zniweczona z chwilą, kiedy się przekonujemy, że jest użyteczna.

                                                    - Do tego punktu masz rację — odparł Serenus -Ale on przenosi jednak całą tę sprawę w sferę bezinteresowności, modląc się nie tylko za siebie, lecz i za nas wszystkich.

                                                    - Tak, za nas wszystkich — powiedział cicho Adrian.

                                                    Mamy tu zagadnienie bezinteresowności.
                                                    I nadchodzi ta chwila.
                                                    cdn
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 09.06.25, 11:51
                                                    Tak, nowe zabawki, nowe książki to kiedyś były, jak u Manna, spore wydarzenia i miało się jedno pudło z zabawkami. Teraz kupuje się dzieciom zabawki, i sam to robiłem, w ilościach hurtowych. Ale to w sumie dobre i prawidłowe.

                                                    Ależ mecz rozegrali wczoraj panowie w finale. Zadziwiająco nadzwyczajny, i to do ostatniej chwili w szóstej godzinie.

                                                    Tak, czekajmy z rozpaczą w sprawie Nepomuka dopóki się da.

                                                    Starożytni uważali, że istotą filozofii jest bezinteresowne myślenie, nie po coś, nie dla zysku, sławy, poprawy czegoś, czy dla realnego życia, ale myślenie dla myślenia. Że dobrze jest wiedzieć dla samego wiedzenia.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 09.06.25, 20:21
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Zobacz, te zabawki, o których wspomina Mann, przetrwały do dziś, jak pozytywki czy koleje z pociągami, no i małe zwierzątka. Szczególnie w poprzedniej epoce sporo było paczek z Niemiec z takimi zabawkami dla dzieci. Moje dziewczynki to miały nawet swoje regały, na których układały wszystkie te zwierzaczki i pozytywki oraz bajeczki. A te książeczki dla najmłodszych to były też takie składane, tekturowe, co strona, to otwierała się taka składanka.
                                                    Rozumiemy, że świat się zmienia i wszystko wkoło.

                                                    Joj, ależ to był dreszczowiec w tym finale. Zazdroszczę Ci tego oglądania. Potwierdza się moja reguła, że mecze panów są bardzo, bardzo emocjonujące. Prawdziwa walka tytanów. Ale jak zobaczyłam wynik to szok. Musiał być to mecz jeden z najdłuższych w finale. Jak wytrzymałeś tak długo oglądać? Dobrze, że istnieją przerwy.

                                                    To w starożytności tak uważali, że istotą filozofii jest bezinteresowne myślenie, ale czy Ty też tak uważasz?
                                                    Od starożytności minęło kawał czasu :)

                                                    I oto teraz właśnie los Echa będzie rozdzierać nam serce
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 09.06.25, 20:27
                                                    "To osobliwe urzekające stworzenie zostało zabrane z tej ziemi — ach, miły Boże, po cóż szukam łagodzących słów dla tego niepojętnego okrucieństwa, którego sam byłem świadkiem, a które dzisiaj jeszcze wiedzie mnie na pokuszenie gorzkiej skargi i nawet oburzenia."
                                                    Cała sprawa rozegrała się zaledwie w dwóch tygodniach. Od dwóch miesięcy Nepomuk był radością całego domu. Katar zamącił czystą słodycz jego oczu i ta przypadłość odebrała mu apetyt, humor i zwiększyła senność, do której zdradzał od zawsze. Wkrótce wystąpił światłowstręt i nadwrażliwość na dźwięki. Na wszystkie odległe głosy i turkoty był uczulony i prosił "mówicie cicho!", a sam mówił szeptem. Własnoręcznie zatrzymywał mechanizm pozytywki i gorzko się przy tym rozpłakał.
                                                    "Przykro było patrzeć, jak szukając ulgi, chodził od jednej kochającej go osoby do drugiej, obejmował ją za szyję, aby niebawem, nie pocieszony, każdego opuścić."
                                                    Lekarz przyszedł obejrzeć malca i wyraził opinię, że być może zapowiada się poważniejsza choroba. Zapisał mu krople do nosa oraz jakiś środek wzmacniający. Zapewnił doktor Kurbis, że w tej chwili nie ma podstaw do niepokojącej diagnozy.
                                                    Nepomuk dostał gwałtownych wymiotów, a zaraz potem rozpoczęły się bóle głowy, które wzmogły się w ciągu kilku godzin do granicy wytrzymałości.
                                                    "Dziecko, w chwili gdy zjawił się lekarz, leżało już w łóżku, ściskając sobie główkę obu rękami i wydając okrzyki, które nieraz przedłużały się aż do ostatniej resztki tchu — stanowiąc torturę dla każdego, kto je słyszał, a słychać je było w całym domu. W przerwach zaś wyciągał rączki do wszystkich, którzy go otaczali, i wołał: - Ratunku! Ratunku! O, ból głowy! Ból głowy! - Potem poderwały go nowe, gwałtowne torsje, po których w drgawkach opadł na posłanie."
                                                    "Doktor Kurbis zbadał oczy, które zdradzały skłonność do zezowania. Puls był przyśpieszony. Wystąpiły wyraźne skurcze mięśni i rozpoczynająca się sztywność karku. Było to zapalenie opon mózgowych."
                                                    Poczciwy doktor zdawał sobie sprawę z całkowitej bezradności jego wiedzy wobec tego fatalnego ciosu.
                                                    Oznajmił też, że trzeba zawiadomić rodziców, być może podziała to uspokajająco na małego pacjenta. Ponadto zażądał konsylium ze specjalistą ze stolicy. Tu trzeba dokonać punkcji lędźwiowej, którą należy natychmiast dokonać, bo to jest jedyny sposób, by ulżyć choremu. I tak doktor wsadził swoją igłę do kanału pacierzowego, z którego kroplami jął wyciekać płyn. Potworne bóle głowy zelżały niemal natychmiast.
                                                    cdn
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 10.06.25, 10:18
                                                    Nie oglądałem całego mecze, miałem trochę roboty i zdążyłem dopiero na ostani set, ale tak grali świetnie, świeżo, pomysłowo, jakby to był set pierwszy.

                                                    W sprawie bezinteresowności myślenia uważam to samo, co starożytni.

                                                    Rozdziera mi się serce i z rozpaczą i zgrozą myślę o każdej nadchodzącej chwili w tym cdn.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 10.06.25, 20:25
                                                    Dobry wieczór jd
                                                    Super słoneczny dzień, grało się doskonale. Regularnie wygrywam, a w sobotę mamy meczyki deblowe, oczywiście jak pogoda dopisze. Króluje kobiecy tenis. Jest nas bardzo dużo, jak zauważyłam, w różnym wieku, więc już rozmyślamy o takim turnieju. Toczy się tam życie sportowe.

                                                    No tak, bezinteresowność myślenia musi być bezinteresowne jak sama nazwa mówi. Każdy jednak rządzi myśleniem według swojej woli i w zależności co się w tej głowie mieści, czy bezinteresowność, czy jakieś kombinacje.....
                                                    Jednak nie, myślami nie można rządzić, one czasami tak atakują głowę, że trudno zasnąć.

                                                    Zdajesz sobie sprawę jd, że to rozdarte serce będzie nam towarzyszyć do końca tego dzieła.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 10.06.25, 20:35
                                                    "Ze snu po punkcji, wyrwany został Echo nowymi torsjami, konwulsjami swego malutkiego ciałka i rozsadzającymi czaszkę bólami, rozpoczął Nepomuk na nowo swoje, serca nam rozdzierające, lamenty i przenikliwe krzyki, którego jedynie lekarz,słuchać może z niejakim opanowaniem."
                                                    "Dwadzieścia dwie godziny trwająca męka oraz krzyki wygiętego w konwulsjach dziecka, i to tego dziecka, które składa swe drżące rączki wśród jęku: - Echo będzie grzeczny! Echo będzie grzeczny!
                                                    Jeden z ubocznych objawów był może najokropniejszy. Był nim stale się zwiększający zez jego błękitnych oczu, wraz ze sztywnością karku paraliżem mięśni ocznych zwłaszcza w połączeniu ze zgrzytaniem zębów. I to wszystko sprawiało wrażenie opętania.

                                                    Następnego dnia zjawił się na konsylium autorytet, lekarz z Monachium, którego Adrian wybrał ze względu na jego sławę. Był to człowiek o manierach światowca, wielce poszukiwany i bardzo drogi.
                                                    Lekarz ten sprzeciwił się podawaniu morfiny, a to dlatego, że twierdził:
                                                    "Utrata przytomności, najzupełniej legalna, a nie wywołana przedwcześnie przez morfinę, nie każe długo na siebie czekać i będzie się szybko pogłębiać. Dziecko będzie wtedy cierpiało mniej, a w końcu zupełnie cierpieć przestanie.
                                                    Był jeszcze łaskaw własnoręcznie dokonać drugiej punkcji, po czym pożegnał się z wielką godnością i już nigdy nie wrócił."

                                                    "I w sobotę, kiedy to wśród wściekłych skurczów, które zdawały się rozciągać to drobne ciałko na łożu tortur i wywracały mu gałki oczne, wystąpiła już zapaść, krzyki dziecka ucichły, a pozostało jedynie zgrzytanie zębów."

                                                    Pani Schweigestill, wymizerowania długim czuwaniem i z oczami zapuchniętymi od płaczu siedziała z rodzicami Echa, którzy natychmiast po zawezwaniu przyjechali. Matka szlochała.

                                                    "Nepomuk, Echo, dzieciątko, ostatnia miłość Adriana, zgasł już dwanaście godzin później. Rodzice zabrali małą trumienkę ze sobą w ojczyste strony."

                                                    Tu nie ma słów
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 11.06.25, 07:29
                                                    To pięknie, że tenis ciągle przyciąga chłopców i dziewczęta, starych i młodych. Ta popularność zaczęła się chyba od Fibaka, wcześniej mało kto choćby znał legendarne nazwisko Gąsiorka.

                                                    Pewnie, że zdaję sobie sprawę i że rozpacz i trwoga będą tylko narastać. Jak ujął to pewien filozof: jest źle, będzie gorzej, aż w końcu przyjdzie najgorsze. Choć urok Nepomuka niemal zwycięża diabelskie ustalenia wobec świata i Adriana (źe też ta Marie zdołała się z tego wyrwać). Słuszne jet też chyba to, że Mann nie uatrakcyjnia dodatkowo całej tej sprawy rozpaczą rodziców.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 11.06.25, 20:25
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Tak, Fibak zrobił dobrą robotę dla popularności tenisa, mimo że wcześniej jeszcze przed wojną Jadwiga Jędrzejowska też odnosiła międzynarodowe sukcesy. Nie było wtenczas takich mediów jak teraz, ale bardzo chętnie wspominał ją red. Bohdan Tomaszewski. Teraz jest bardzo modny tenis i te zarobki gwiazd są tak wysokie, że przede wszystkim rodzice inwestują w swoje dzieciaczki. Wiesz, coraz bardziej widzę, że korty okupują najczęściej tatusie, (grający) ze swoimi maluchami. Poważnie trenują. Miło się na to patrzy. A nóż przyszły nowy mistrz będzie.
                                                    Coraz więcej mam trafień w rzutach i większą radochę. Tarcza się rozlatuje.

                                                    W poniedziałek jest plan instalacji sprzętu do wysłuchania Holoubka.
                                                    Mann wiedział, co pisze, bo przy rozpaczy rodziców wystarczyła ta mała trumienka i głucha wymowna cisza, którą czytający sam musi przeżyć.
                                                    Za to Adrian, no zobaczmy co Adrian. Coraz bardziej mi go żal.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 11.06.25, 20:28
                                                    Nie trzeba pisać, że z powodu tej tragedii, Adrian wpadł w otępienie i traci zmysły.
                                                    Adrian obwiniał się bardzo, za to, że w ogóle pozwolił mu tu przyjechać, że dopuścił Echo do siebie, że pasł swoje oczy jego widokiem! Że takie dziecko, dziecko delikatne, uległ trującym wpływom.
                                                    Na pomoc przybył Serenus, który tłumaczył, żeby się nie zadręczał z powodu ślepego losu, który mógł dosięgnąć to urocze dziecko wszędzie, gdziekolwiek by się znajdowało.
                                                    "- Ból może nam rozdzierać serce, ale nie powinien odbierać rozumu."

                                                    Adriana Leverkuhn, po tych wszystkich przeżyciach duchowych jak załamanie się jego planów małżeńskich, po utracie przyjaciela oraz odejściu Echa, które przyjechało do niego, odczuwał oszołomienie i odnosił wrażenie, że stanowi to zapłatę za zakaz szczęścia i miłości, jaki został mu narzucony.'
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 12.06.25, 07:29
                                                    Adrian musiał oszaleć i tak się stało, choć odrobinę dziwi, że po sprawie z Marie i po innych sygnałach oraz przy swojej inteligencji poszedł na tę radosną sprawę z Nepomukiem. Może nie wiedział z góry o zniewalającym uroku maleństwa (choć wszystkie maleństwa są urocze), ale gdy się zorientował, powinien natychmiast udać się na artystyczne turnee po Europie.

                                                    Nie mogę teraz zajrzeć do książki, ale jeszcze chyba są rozważania Serenusa o ostatnim dziele Adriana, gdzie wszystko obraca się w apokalipsę, ale gdzieś na samym końcu, w ostatnim momencie, gdy wszystko się wali, Serenus dostrzega zbawienne światełko-dźwięk prawie beznadziejnej nadziei.

                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 12.06.25, 20:27
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Lament muszę koniecznie zacytować na ostatek, bo to bez muzyki brzmi w uszach. Wyobrażasz sobie to wysokie g na wiolonczeli, które kończy ten lament, który trwa w nieskończoność. Ten lament jest nieskończony, choć go na końcu nie słychać, lament, którego się czuje dzięki słowom Serenusa.

                                                    Ale to, co Adrian zrobił, po tym lamencie i po odejściu Echa to nikt by nie wpadł na taki pomysł i to zostanie najbardziej w mej pamięci. Wiesz, o czym piszę. To po tem.

                                                    Łatwo się mówi jd, co powinien zrobić Adrian z Echem, ile miał wyjść, ale był postawiony przez siostrę w trudnej sytuacji, która nalegała na przyjazd maleństwa do wuja.... ale przecież siostra nic nie wiedziała o pakcie z diabłem Adriana, bo gdyby wiedziała to na pewno, by z taką propozycją przyjazdu nie wyszła.
                                                    Z drugiej strony Adrian nie planował kontaktów z dzieckiem, przecież nim się opiekowało całe obejście Schweigestill, na czele z wyrozumiałą Elzą. To maleństwo samo weszło w objęcia wujka Adriana. Taki diabelski pisany był ich los.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 12.06.25, 20:47
                                                    Jeszcze przed przybyciem Nepomucena Adrian ukończył dzieło najpotężniejsze, czyli symfonicznej kantaty "Lament Doktoris Fausti".
                                                    Adrian miał już 44 lata, skończyły się wizyty towarzyskie w mieście, odmawiał przyjęcia zaproszeń. Zaniedbywał swój zewnętrzny wygląd. Widywał jedynie Jeanette Scheurl, która przywoziła mu muzykę z XVII wieku, Rudigera Schildknappa i widywał Serenusa, swego przyjaciela. Pozostawiony był samemu sobie i z dziełem które tworzył, czyli "śpiewem duszy: lament syna piekieł, najstraszliwsza z intonowanych na tej ziemi przed Bogiem i ludźmi skarga, co wyłania się z serca podmiotu, stale się wszakże rozprzestrzenia, cały kosmos sobą ogarniając."
                                                    "Lament, lament!
                                                    "Ach tak! - westchnieniem natury nad człowiekiem i próbą ujawnienia jego samotności — jak i odwrotnie, skarga nimf ze swej strony spokrewniona jest z echem. W ostatnim i najwznioślejszym dziele Leverkuhna wszakże echo, ów ulubiony motyw baroku, stosowane jest często z niewysłowienie przygnębiającym efektem."
                                                    To gigantyczne Lamento trwa około pięciu kwadransów i nie ma tam żadnej wolnej nuty. W całym Faustusie nie ma żadnego sola. Zostały użyte wszelkie środki wyrazu temu statycznemu dziełu tak, że każde przekształcenie samo staje się echem poprzedniego.
                                                    "Nieszczęsny, wielki mój przyjaciel! Jakże często czytając jego dzieło pośmiertne, dzieło jego upadku, musiałem myśleć o bolesnych słowach, jakie powiedział mi przy śmierci dziecka: słowach, że to być nie może, że nie powinno być dobra, radości, nadziei, że zostaną one odebrane, że należy je odebrać! Jakże wyraźnie wypisane jest ono: "Ach, tego być nie powinno!"

                                                    Bardzo przejmujące są opisy tego Lamentu Doktoris Fausti, jak mocno tkwi sens w każdym słowie Manna i w każdym jego zdaniu. Cały ten Lament jest symboliką życia i bólu Adriana (i Niemiec).

                                                    "... aby wszyscy udali się na spoczynek, spali spokojnie i niczym się nie przejmowali."

                                                    Jutro będzie zakończenie Lamentu, bo jest to ostatnie słowo, ostatni powiewny dźwięk. Potem już więcej nic — noc i milczenie. Tak pięknie skończy Serenus "Lament Doktora Faustusa".

                                                    To będzie jak wisienka na torcie tego nadzwyczajnego dzieła.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 13.06.25, 07:17
                                                    Siostra oczywiście że nie wiedziała, ale Adrian wiedział. Gdy poczuł ciepło uczucia (co było mu zakazane), powinien natychmiast jechać na turnee. To oczywiście gdybanie mające uratować Nepomuka.

                                                    Lament, lament, i czekamy na zbawcze ledwo-ledwo światełko.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 13.06.25, 20:38
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Można by tak gdybać, ale okoliczności niekiedy nie pozwalają na mądre myślenie, jak twierdzisz. Słynne powiedzenie miłość jest ślepa, też niejedną głupotę niesie ze sobą. Ale też z doświadczenia wiem, jak trudno odejść od ukochanej osoby. Babcia mi powiedziała kiedy umierała — że najtrudniej odejść od swoich.
                                                    A pamiętasz zdanie Serenusa ? " To, co się w nim działo, mogło mną wstrząsnąć, lecz nie mogło oddalić mnie od niego. Istnieją ludzie, z którymi żyć niełatwo, ale których opuścić nie sposób."
                                                    A gdyby Adrian wyjechał, zostawił to dziecko, to cobyś powiedział? Że tak należało, inni by powiedzieli, że Adrian jest bez serca, a maleństwo i tak by umarło — to, co wtenczas powiesz, że co, że los tak chciał ?
                                                    Serenus powiedział Adrianowi, kiedy się tym zadręczał, że los tak chciał.

                                                    Przypomnij sobie czas covidu, jak ludzie przestrzegali przepisów maseczkowych i co ? Wielki to temat jest.

                                                    A los i tak swoją grę gra.

                                                    Nepomuk, prawdziwe imię Echa. Serenus nie pisze skąd to imię. Wydaje mi się, że to od imienia św. Nepomucena.
                                                    Rzadkie jest to imię.

                                                    I Lament, Lament, to Lament do całego wojennego świata. Tak myślę, że to lament nie tylko samego Adriana Leverkuhna. On sięga kosmosu.


                                                    Teraz będziemy sobie "jodde" ;) swobodnie paplać.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 13.06.25, 20:51
                                                    "Posłuchajcie tego zakończenia, wysłuchujcie go wraz ze mną"

                                                    "Trzeba tu jednak wspomnieć jak pod sam koniec tego dzieła nieskończonej skargi, górując nad rozumem i ową wypowiedzianą niewypowiedzialnością, jaka tylko muzyce jest dana, muska nasze uczucia. Mam tu na myśli orkiestralny finał kantaty, w którym chór się roztapia, a który jest jakby skargą Boga nad zagładą świata, jak gdyby zatroskanym: "Ja tego nie chciałem!"

                                                    "Mroczny ten poemat muzyczny aż do końca nie dopuszcza do żadnej pociechy, przebaczenia, rozjaśnienia. Lecz — kto wie? - ten sam paradoks artystyczny, który sprawił, że z tak totalitarnej konstrukcji rodzi się ekspresja — ekspresja, jako skarga — odpowiada, może paradoksowi religijnemu, według, którego z najgłębszego potępienia wykiełkować może, choćby tylko jako najcichsze pytanie — nadzieja? Była to nadzieja poza beznadziejnością, transcendencja rozpaczy — nie zdrada jej, lecz cud, który wiarę przenosi.

                                                    Posłuchajcie tego zakończenia, wysłuchujcie go wraz ze mną: cichnie jedna grupa instrumentów po drugiej, pozostaje zaś, kończy się cały utwór, wysokim "g" wiolonczeli: ostatnie słowo, ostatni powiewny dźwięk, rozpływający się z wolna i pianissimo w fermacie (czasie). Potem już więcej nic — noc i milczenie.
                                                    Ale ten dźwięk zawieszony, pobrzmiewający pośród milczenia, dźwięk, który już nie istnieje, którego dusza jedynie jeszcze nasłuchuje, a który był pogłosem żałoby, nie jest nim już, odmienił sens swój, świeci jako światło wśród nocy."

                                                    "Czuwajcie ze mną!"
                                                    "Śpijcie spokojnie i niechaj nic wam spoczynku nie mąci!"
                                                    "Nie opuszczajcie mnie! Bądźcie przy mnie w ostatniej mojej godzinie!"

                                                    A jaka to była ostatnia godzina Adriana Leverkuhna zapraszam do fantastycznego dzieła.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 13.06.25, 21:25
                                                    Pozwoliłam sobie na cofnięcie się w czasie. Dziękuję za wspaniałe dzieło, które mi jd podsunąłeś. Spędziłam cudowny czas.

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 14.06.25, 06:25
                                                    Gdybamy, ale po to, by ratować Nepomuka. Gdyby się udało, też oddalibyśmy to losowi. Istniało dwadzieścia możliwości sensownego pozostawienia Nepomuka w dobrych rękach i ruszenia w turnee. Może Nepomuk wyrwał by się szatanowi jak Marie dzięki łaskawości dla niej losu.

                                                    Tak, tak, to to ostatnie wysokie G wiolonczeli, choć jakoś nie mam serca do wiolonczeli, ale patos chwili wymagał by to była właśnie wiolonczela, a nie na przykład skrzypce.

                                                    Piękna piosenka z dawnych lat, pamiętam, że często leciała w ówczesnym radiu.

                                                    Tak myślałem, że nie może ci się nie spodobać Doktor Faustus. Jest chyba najświetniejszą powieścią XX wieku, lepszą chyba od Mistrza i Małgorzaty.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 14.06.25, 20:41
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Marie miała szczęście, że Adrian sam osobiście nie pojechał do niej z oświadczynami, tylko wysłał Rudiego. Wprawdzie skrzypek losu nie uniknął. To wszystkie losy są tak powiązane, że przypomina mi to misterną robótkę ręczną z przepięknym ornamentem słownym. Dzierganie słów, przeplatanie losów ludzkich.......
                                                    To mi przypomina robótkę ręczną na drutach. Wydziergałam sobie kolorowy sweterek z wełny z kolorowym napisem wydzierganym na plecach: "wyszłam za mąż, zaraz wracam" i nosiłam długo, dopóki nie przyszła teściowa i wyprała go w pralce. Stał się taki malutki, w sam raz na lalkę.
                                                    A ja tę książkę na początku potraktowałam na luzie, pamiętasz, jak zachwycałam się motylkami i ich opisem, śmiałam się na ich widok w ogrodzie. Nie spodziewałam się, takiej nadchodzącej grozy, która wyłoniła się z Esmeraldy. Trochę jestem zawstydzona. A Ty wtedy milczałeś.

                                                    A zauważyłeś, że opowiadanie o Adrianie kończy się tym, czym zaczyna? Czyli Adrian wraca jako dziecko w ręce opiekującej się nim matką w rodzinnym domu. To też jest taki moment wzruszający i symboliczny. No i Serenus nawiązał do życia innych wielkich kompozytorów, do ich kompozycji, które też były tworzone w szale jak Beethovena. Nie było to bez znaczenia.

                                                    A jutro mam cały dzień tenisa na obiekcie Panta Rey. Pierwszy raz od lat rzucam się w nurt, a czuję się, jakbym miała zdawać egzamin. Stres.

                                                    A dziś sąsiadki podziwiały mój ogród, gdyż z okien widzą szereg kwitnących róż — jak Błękitna Rapsodia, Pink Floyd, Sympatia, Góra lodowa, Kupa śniegu, Amadeus, Pippi Lansztrung, Baleriny, róża Myriam (dziewczyna Robin Hooda), Aloha
                                                    i róża Gloria Dei - róża która stała się symbolem powrotu społeczeństwa do normalności po zawieruchach wojennych, była nadzieją, zwycięstwem i wielkim sukcesem jej hodowcy. I w różach, róża róży nie jest równa ;))
                                                    Teraz jest najpiękniejszy okres kwitnienia. Ale to nie róże zawojowały moim ogrodem. Okazałym mistrzem zapachu jest jaśmin i to on góruje nad innymi kwiatami, nawet różami, choć sam jest cały ukwiecony na biało, to wygląda jakby, był Aniołem Stróżem i swoimi białymi skrzydłami strzegł przed złymi duchami.
                                                    Mam nadzieję, że na spacerach spotykasz teraz właśnie okazy starego jaśminu.
                                                    Zaobserwuj, nim spadnie śnieg:)
                                                    Cieszę się, że spodobała Ci się piosenka. Taki inny akcent mojej dumy z przeczytania po raz drugi tych 900 stron, a jeszcze przede mną Holoubek, który ma być w poniedziałek, tak jestem umówiona.
                                                    Czy przynudzam ? :)
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 15.06.25, 07:25
                                                    Tak, cały wątek z Marie i Rudim jest nadzwyczaj misternie zbudowany, ale to właśnie znamię pisarskie Manna.
                                                    Sprawa z motylami była jak najbardziej na miejscu, nie było żadnego powodu do wstydu, a tym bardziej jakiejś mojej głupkowatej interwencji.
                                                    W osobowości Adriana Mann połączył kilku wielkich kompozytorów, których kiedyś zresztą wymienialiśmy, konsultował też wszystko u najfachowszych muzykologów, no i wyszło wspaniale.
                                                    Stres-trema przed jakimiś występami sportowymi czy innymi to chyba objaw ciągłej młodości, wdaje mi się, że i mnie się to zdarza i jest całkiem miłe.
                                                    Piękne imiona róż, szczególnie dziewczyna Robin Hooda, ale i pozostałe znakomite.
                                                    Na marginesie świetnych spraw ogrodowych: wielkim miłośnikiem kwiatów i to z sukcesami w hodowli nowych odmian był kompozytor Krzysztof Penderecki. Miał wielki ogród w swoich włościach.
                                                    Jaśmin jak najbardziej, w różnych odmianach i zwłaszcza zapachy.
                                                    Nie przynudzasz ani trochę, każda sprawa, jak widzisz, od razu budzi skojarzenia, konteksty - ewentualnie nie mniej przynudzające.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 15.06.25, 21:42
                                                    Dobry wieczór jd i dziękuję za wyrozumienie :)

                                                    Egzamin zdany bez oceny. Nagrałam się, że ledwo żyję. Padam z nóg. W samo południe trenowałam ze swoją studentką godzinę, a potem od 15 tej do 20 tej gra była non stop w deblu. Maraton, każdy z każdym. Pierwszy raz coś takiego grałam. Gra się przez 20 minut i liczy punkty jak w tajbreku czyli np. był wynik 21:12, czy 18 do iluś tam , tak że ciężko było zapamiętać wynik. Na osiem par wygraliśmy 3 meczyki. Grałam z przypadkowym partnerem, taki z łapanki i bardzo dobrze się bawiłam. Jedną akcję zagrałam taka wspaniale rozegrana, że jestem z niej taka dumna, że z zachwytu ucałowałam rakietę. I właśnie dzięki temu tenis jest taki piękny i nieprzewidywalny. Był grill też, ale na koniec zabrakło kiełbasek i kolację zjadłam w domu. Ciężko byłoby zagryzać kiełbaskę między meczami. Warto było jednak wskoczyć w nurt. Nie wiem, czy jutro pozbieram się, ale muszę, bo jutro mam akcję z Holoubkiem.

                                                    O tych ogrodach Krzysztofa Pendereckiego to słyszałam, szczególnie o labiryntach. Jak mówił sam kompozytor, zawarł on pakt szczęśliwości z przyrodą i zaplanował swoje hektary bajkowo. A tych róż z nazwą muzyczną jest sporo- osobiście znam — Jazz, Chopin, Amadeus od Mozarta i Błękitna Rapsodia. Filozoficznych nie ma.

                                                    Nie wiem, kiedy mogę odłożyć książkę "Doktor Faust" na półkę. Czekam na Twoje zielone światło.
                                                    Do jutra
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 16.06.25, 07:06
                                                    Bardzo nowatorski ten system grania w tenisa, ale w wymiarze amatorsko-towarzyskim takie coś się bardzo sprawdza.

                                                    Manna możesz odłożyć na półkę, choć gdy już będziesz miała Holoubka, to czasem może trzeba będzie zajrzeć, więc niech będzie w pobliżu.

                                                    Miałbym teraz taką sprawę. Manna mamy przeczytanego, zbliża się czas wakacji, a ja w czas wakacji mam trochę nowych obowiązków (wbrew pozorom) zawodowych, obowiązki i przyjemności rodzinno- wakacyjne, a wszystko to wiąże się także z wyjazdami, a tam z nie zawsze pewnym i sprawnym internetem. Zróbmy więc może przerwę wakacyjną; ty będziesz rozkoszować się Holoubkiem (bez pośpiechu, nie za dużo na jeden raz), a ja będę wymyślał jakieś dzieło na po wakacjach (mam coś na horyzoncie). To chyba jest rozsądne?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 16.06.25, 20:09
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Książkę odkładam na półkę. Mam już zainstalowany mp3 i oddaje się słuchaniu Holoubka. Już dwa rozdziały mam przesłuchane i trochę się dziwnie czuję, bo jednak oczy czytają inaczej i umysł pracuje inaczej, przy czym bardziej byłam skupiona. Przy słuchaniu jest się rozkojarzonym, ale zaczynam się przyzwyczajać do słuchania i do głosu. Chyba jestem bardziej wzrokowcem. Dawniej słuchałam Matysiaków regularnie i coś jeszcze, lecz nie pamiętam i było dobrze. Myślę, że trzeba się przyzwyczaić do słuchu.

                                                    To, co proponujesz, jest bardzo rozsądne i dziękuje. Dnie są bardzo długie i pracy jest więcej na świeżym powietrzu, szczególnie ogrodowe. Na dodatek kończy się sezon studencki i już wiem, że jedna mi się wyprowadza, inne jeszcze nic nie mówią. Będę musiała doprowadzić do porządku mieszkanie, szukać następne, ale to jeszcze nic. Obiecałam sobie też pojechać na trzy dni do Olsztyna. Myślałam o maju, a maj przeszedł, myślę o czerwcu i chyba też nie, więc liczę na lipiec. W sierpniu mam Kołobrzeg u siebie, to cały czas poświęcam dzieciakom.
                                                    Śmiało możemy zrobić sobie przerwę, choć ja nie obiecuję, że nie będę zaglądać.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 17.06.25, 07:05
                                                    Spokojnie i cierpliwie i bez pośpiechu słuchaj tego Holoubka, może jeszcze się spodoba, a przecież ma prawo się nie spodobać. Ja ze dwa razy odsłuchałem w czasie jazd lub podróży samochodowych i było świetnie.

                                                    To drugie obok Matysiaków to mogło być W Jezioranach.

                                                    Jeśli się da, to koniecznie jedź do Olsztyna na ogląd sytuacji, ja się nastawiam raczej na rok przyszły. No i radości z wnukiem i całym Kołobrzegiem.

                                                    Wszystkiego więc dobrego i na razie…
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 17.06.25, 21:20
                                                    Dobry wieczór jd

                                                    Właśnie korzystam z Twoich rad i postanowiłam sobie codziennie słuchać jeden rozdział Manna, co potrwa trochę. Zaczynam się przyzwyczajać do głosu Pana Gustawa, który jest taki spokojny i wyważony, dostojny dodatkowo, tak że dobrze się to wszystko słucha. Dobrze też, że najpierw przeczytaliśmy książkę, a następnie słucham, bo wiem, o co chodzi w tym każdym zdaniu wypowiedzianym przez Holoubka. Tak więc fascynującym błogim słuchowiskiem będzie moja codzienna sjesta. Chyba to będzie 41 dni :)

                                                    jd- miłej pracy i miłego urlopu i niech się nam darzy...... :)
                                                  • steph13 Re: do jd .......... 10.07.25, 19:30
                                                    Rita, nigdy przedtem nie widziałam Igi Świątek w akcji ale dzisiejszy pół finał, wow wow wow! Świetna, atletyczna, szybki i bezwzględna i dopięła celu. Będę oglądać finał w sobotę.Czesc rodziny idzie na Wimbledon oglądać na żywo, mnie wystarczy tv w taki upal. Trzymam kciuki za nią.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 11.07.25, 20:10
                                                    Cześć Nat
                                                    Też się cieszę, że Iga jednak odbiła się od dołka i gra jak z nut. Nie oglądałam meczu, tylko śledziłam wynik bezpośrednio na stronie Wimbledonu. Widziałam, jak wynik leci szybko na korzyść Igi, co oznaczało, że piłka jej siedziała w korcie. Mam blisko pub, w którym jest transmisja na żywo i jutro się wybieram na 17 tą.
                                                    Oglądanie meczu Igi na żywo jest cudownym wydarzeniem dla Twojej rodziny.
                                                    Swoją drogą Iga miała bardzo dobre losowanie drabinki, bo tak, prawdę mówiąc nie miała zbyt silnych przeciwniczek w drodze do finału. To się nazywa mieć szczęście i niech to szczęście jej dopisze w finale, czego jej życzę.
                                                    Bardzo będę za nią trzymać kciuki, bo jeszcze żadna Polka nie zdobyła Wimbledonu. Jędrzejowska była blisko, Radwańska też i do trzech razy sztuka, czyli Iga Świątek zdobędzie szczyt i cała tenisowa Polska będzie się cieszyć, bo muszę Ci powiedzieć, że jest dużo zwykłych ludzi śledzących jej grę i interesujących się jej życiem. Podziwiam ich wiedzę o Idze. A czy ugotujesz jutro rodzinie ulubione danie Igi , czyli makaron z truskawkami i jogurtem.
                                                    Dziękuję, że dzielisz się ze mną taką dobrą wiadomością.
                                                    Czy słynny talerz do wody różanej będzie jutro w naszych rękach, Nat ?
                                                    Do jutra.
                                                    Mam nadzieję, ze jd też trzyma kciuki za Igę.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 12.07.25, 19:44
                                                    Nat, przewidziałam taki finał. Weszłam do pubu i zamówiłam u barmana, małe piwo mówiąc: żebym zdążyła go wypić przed końcem meczu Igi. I faktycznie to było jak wypicie małego piwa. Gra do jednej bramki, żadnej emocji, żadnych nerwów.
                                                    Pełen relaks, a Amerykanka nic nie pokazała, może jeden skrót i to wszystko. Iga górowała we wszystkim.
                                                    W tym sezonie na Wimbledonie Iga nie miała godnego siebie przeciwnika. Taka jest prawda. Nie wiem, czy widownia na Wimbledonie była z takiego obrotu gry zadowolona, wszak bilety na ten mecz były na pewno bardzo drogie, a w zamian nie mieli żadnych emocji. Co o tym sądzisz? Telewizor i piwo na taki mecz całkiem wystarczy.
                                                    Pierwsza Polka, która wygrała Wimbledon — to jest wielki sukces historyczny w polskim tenisie.
                                                  • steph13 Re: do jd .......... 12.07.25, 21:51
                                                    Rita, zgadzam się, niesamowity mecz. Pierwszy raz od ponad stu lat dwa sety wygrane 6:O w finale Wimbledon. Wspaniałe osiągnięcie Igi. I całego kramu 57 minut! I wszystko przy temperaturze powyżej 30 stopni. Fajna dziewczyna, ładnie atletyczna, szybka i bystra; przeciwniczka wyglądała zalosnie, jakby otyła, i to jej kwilenie ze łzami drażniło mnie w wywiadzie po meczu.
                                                    My mieliśmy pod opieką czterolatka, którego rodzice i bracia poszli oglądać na żywo. I nawet on oglądał z nami.
                                                    Pamiętam, kiedy córki były w szkole średniej, zabierałam je po szkole do Wimbledon bo często ludzie wychodzili po 5 wieczorem i oddawali swoje bilety innym, zwłaszcza młodzieży. Sporo meczów oglądałyśmy do zmroku ale oczywiście nie finały czy półfinały bo z tych nikt nie rezygnował.
                                                    Ja i córki gramy słabo ale wnuki mają dużo prywatnych lekcji i dwóch zapowiada się dobrze. Zwłaszcza, że jeden z ojców ma kwalifikacje trenera nabyte w czasach studenckich ale twierdzi, że dzieci robią lepsze postępy z obcymi.
                                                    Nie umiałam rozgryźć dzisiejszej widowni do końca, momentami wydawało się, że dopingowali bardziej Anisimowej ale komentujący John McEnroe cały czas stawiał na zwycięstwo Polki, nawet przed meczem. Uwielbiałam go kiedy był młody, szalony, i zbuntowany, jego tenis to była prawdziwa rozrywka.
                                                    Czy Ty jestes profesjonalna tenisistka?
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 13.07.25, 16:49
                                                    Nat, to Ty jesteś profesjonalista w opisywaniu tych wydarzeń. Napisałaś tak jak ja i Ty i McEnroe widzimy. Po kilku piłkach można wyczuć, kto kogo będzie gonił. Wygląd obu zawodniczek opisałaś perfekt. Od razu wiadomo było, że zabraknie tchu i oddechu jednej z nich. Dziwię się jak mogła odpaść Sabalenka. Nie oglądałam tego meczu, ale dobrze, że byłam na meczu Igi, bo wiem, że Iga grała pewnie i z wiarą, bo też i ona wiedziała, że jest o niebo lepsza od przeciwniczki, która fartem dostała się do finału. Też uważam, że jej przemowa po przegranym meczu była za długa i raczej wywołała we mnie .... przepraszam, ale litość. Tak więc tegoroczny Wimbledon nie był ciekawy, ale za ten rowerek w finale będzie pamiętny i nasza Iga to zrobiła.
                                                    A zauważyłaś małą rozgrzewkę Igi przy siatce przy losowaniu, jak Iga zrobiła szybkie ruchy ręką i rakietą naśladując uderzenie piłki z forhendu ? Rany Boskie, jakie były te ruchy szybkie i mocne, po prostu błyskawiczne jak prawe sierpowe. Już było po tym widać, że Iga była naładowana siłą, kiedy jej przeciwniczka tak sobie machała rakietą parę razy przy siatce. Zobacz na powtórce sam początek losowania. To było imponujące, cały czas mam to przed oczami.

                                                    Nat, powiem Ci szczerze, że dobrze, że gra dwoje Twoich wnuków, a z tego tytułu, że będą dla siebie partnerami do gry, co zwolni Was z kosztów opłacania partnera. Jeśli chcecie iść w tym kierynku, to chłopacy powinni trenować 2x dziennie, przynajmniej raz dziennie z trenerem i brać udział w dziecięcych turniejach. Siostry Radwańskie tak właśnie ze sobą trenowały. To bardzo ważne mieć własnego sparingpartnera.
                                                    Ja miałam taki przypadek. Prowadziłam grupę dzieciaków. Szkoliłam klubowo 3x w tygodniu, organizowaliśmy obozy i graliśmy, ale pewnego sezonu zimowego, kiedy było mniej treningu na hali, jedna dziewczynka przestała z nami trenować i cisza. Na wiosnę pokazała się na kortach i wygrała turniej w swojej kategorii. Okazało się, że przez ten nieobecny czas codziennie przed szkołą i po szkole trenowała z osobistym trenerem. Rodzice oczywiście opłacali prywatnie trenera. Dziewczyna zrobiła taki skok umiejętności tenisowych, ze szok. Wcześniej była gruba, nieruchawa a stała się zgrabną, wytrenowaną dziewczyną. Mój kolega dał jej taki wycisk treningowy. Był jej osobistym trenerem. Powiem Ci, że zrobiła na mnie wrażenie i nie tylko na mnie. Stała się najlepszą w Polsce w juniorkach i seniorkach, ale życie pokazało, że nie wykorzystała tego i się zagubiła.

                                                    "Czy Ty jesteś profesjonalna tenisistka?"
                                                    Tak się czuję. Mam dyplom II klasy trenera tenisowego. Taki dyplom może tylko dostać, ktoś, kto grał jak na tamte czasy zawodowo w tenisa i był na listach PZT lub człowiek, którego zawodnicy znaleźli się wysoko na listach kwalifikacyjnych. Niestety, upływ czasu i nie wykonywanie tego zawodu od iluś tam lat, nie uprawnia mnie już do takiego profesjonalizmu.
                                                    Zostało mi jeszcze "oko", czyli popatrzę na grę zawodnika i już mogę powiedzieć o nim wiele rzeczy. Czasami widzę, innego "trenera" raczej instruktora, który nie zwraca uwagi na błędy swoich uczniów. Dam Ci przykład: serwis, po serwisie zobaczysz czy trener uczy dobrze, czy źle. Jeśli uczy dziecko serwować uchwytem forhendowym, to serwis jest amatorski, płaski i jak trener nie zmieni uchwytu dziecku na bekhendowy, to ciężko będzie potem mu przestawić. Jest takich rzeczy, których dziecku trzeba ułożyć wcześniej, by sobie nie utrwalił złych uchwytów i nawyków. Każdy szczegół jest ważny. Musisz uważać, aby nauką gry w tenisa zajął się ktoś, kto bardzo dobrze gra w tenisa i ma sam dobrą technikę. Teraz u nas pełno instruktorów i nie zawsze zależy im, by dzieci dobrze grały. Traktują sztundę jako odbębnienie czasu, za który wezmą pieniądze. To jest szeroki temat.
                                                    A Twoje wnuki są lewo czy prawo ręczne ? Ten dziesięciolatek będzie musiał już wybierać dyscyplinę sportową i tą drogą już iść. Czy należą do jakiegoś klubu i czy ten klub ma stronę internetową ? A może macie szkoły tenisowe w Anglii?
                                                    A czy Wy jesteście nauczeni profesjonalnych uderzeń ? Czy ojciec Twojego wnuka gra profesjonalnie ?
                                                    Bo to jest ważne, by dziecko od razu uczyło się profesjonalnie, a z ojcem może sobie tylko ćwiczyć.
                                                    Widziałam, jak matka przyprowadziła swojego dzieciaczka, może 8 lat na płatny trening i instruktor prawie przez całą godzinę bawił się z nim piłeczkami, czy bieganiem. Była to ogólnorozwojówka na korcie i tak sobie myślę, że szkoda na takie zabawy wykorzystywać kort, czyli płacić za kort i za trenera. Przecież takie rzeczy może sama zrobić w parku i bezpłatnie. Szkoda było marnować pieniądze. To tylko takie moje spostrzeżenie.
                                                    Uciekam do pubu na finał panów.

                                                    Ciekawe co sądzi o meczu jd. On też ma trafne spostrzeżenia.
                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 15.07.25, 20:43
                                                    Witam obie Panie.
                                                    No tak, finał, a i półfinał Igi Świątek były nadzwyczajne. Zdumiewająca była bezradność obydwu przeciwniczek. Ale ona wynikała z presji i sportowej charyzmy Świątek. Nie bardzo z nią sympatyzowałem, wydawało się, że w minionym roku się rozsypała i już nie wróci na szczyt. Tymczasem teraz wygląda to na szansę jej kilkuletniej absolutnej dominacji, gdyż nie ma aż takich zapaści i nieregularności jak pozostałe panie. Może też zrobi się sympatyczniejsza i bardziej urocza Szczególnie godne jest uznania to 6:0, 6:0 w finale - motywacja, skupienie, dążenie do sukcesu. W dawnych latach uwielbiany przeze mnie Bjoern Borg wygrał mecz (może też to było na Wimbledonie) 6:0, 6:0, 6:1 i dziennikarz potem na konferencji powiedział, że ten jeden gem przeciwnika to zapewne wynik litości Borga. Borg na to odpowiedział, że nigdy nie pozwoliłby sobie na takie zlekceważenie i poniżenie przeciwnika. Mam nadzieję, że wynik Świątek wynikał z tego samego.

                                                    Chyba wiem kim był ten stracony talent, o którym pisze rita.

                                                    Czy rita przekonała się do Holoubka?

                                                    Teraz mogę znowu zniknąć na trochę.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 16.07.25, 20:57
                                                    Witam, witam wszystkich w biegu piszących ;)

                                                    Jak wypicie małego piwa był finał Igi, tak mężczyzn finał był jeszcze nudniejszy. Liczył się tylko silny i nieodbieralny serwis. Przełamanie serwisu to przechyla szalę zwycięstwa i na tym ta zabawa polega Mam propozycję, może by panowie serwowali tylko jeden serwis, może wtenczas nawiązywałaby się gra. Może jestem w błędzie, ale brak mi w tych meczach gry, w której można by na widowni energicznie kręcić szyją w lewo i w prawo i emocjonalnie patrzeć na wymianę piłek. Pozwólmy fantazji żyć.

                                                    Nat, Nat — jak bardzo Ci zazdroszczę tego pięknego Wimbledonu, który jest najpiękniejszym i jedynym obiektem światowego tenisa na trawie. Żyjesz tam, masz tam na pewno najmocniejsze szkolenie tenisowe, więc nie masz co się lękać o szkolenia wnuków. Tam, gdzie jesteś, są też pewnie i najlepsze, profesjonalne warunki szkoleniowe.
                                                    Opisałam wcześniej tylko swoje warunki środowiskowe i swojego środowiska, ale gdzie mi tam do światowego profesjonalizmu :)
                                                    Bawiłam się i bawię się doskonale w tenisa. W Olsztynie mój brat, nie wiem jakim cudem zdobywał czasopisma AMERYKA i mnie wysyłał te egzemplarze, w których zamieszczane były duże ze zdjęciami artykuły o tenisie i sławnych tenisistach. Posiadam też, o czym mało kto wie, zbierane od lat artykuły prasowe o turniejach tenisowych nawet sięgając czasów Gąsiorka. Może kiedyś będzie taka okazja, to zbiorę to stare towarzystwo i będzie o czym rozmawiać, choć nie wiem, czy będzie z kim wejść w pogaduszki, bo ludzi ubywa, a z nimi wspomnienia. Mojej koleżance, która do dziś gra w Niemczech przesłałam zdjęcie okładki FILIPINKA (było kiedyś takie czasopismo), na którym widniało jej duże kolorowe zdjęcie, jak gra w spartakiadzie młodzieżowej. Bardzo się ucieszyła. No takie miałam hobby i ten zeszyt z przyklejonymi artykułami przetrwał do dziś.

                                                    Na razie chwilo trwaj i niech Tobie Nat, przyniesie dużo radości gra w tenisa i całej Twojej rodzinie.

                                                    jd — Ty to znajdziesz dobre i takie mądre wytłumaczenie tego rowerka Igi. Fakt, że jak się bardzo góruje nad zawodniczką, to dawało się tego gema, jak się mówiło na pocieszenie.

                                                    A to mnie rozbawiło jd ;)
                                                    "Czy rita przekonała się do Holoubka?"

                                                    Z ręką na sercu mówię: Jestem na szóstym rozdziale i boję się słuchać dalej. Doskonale zasypiam i przesypiam rozdziały, często słucham powtórnie każdy rozdział, bo przesypiam. Głos Holoubka jest taki spokojny, że sjesta poobiednia zamienia się w błogi spokojny sen. Polecam taki relaks dla wszystkich niemogących zasnąć, ale ja z tym problemu nie mam i muszę zmienić taktykę słuchania, to znaczy zmienić pozycję z leżenia na siedzący lub chodzący, ale wtenczas nie mogę się skupić, niby mam podzielność uwagi, ale przy takim dziele tego nie potrafię. Słuchać Holoubka w samochodzie nie polecam. Jak to zrobiłeś, to nie wiem.
                                                    No i miałam niespodziankę w laptopie, bo otworzyła się automatycznie skrzynka na CD i po co było tyle zachodu.

                                                    Za dużo się rozpisuję. Pozdrawiam Was. Miłego i zdrowego lata. Będę wolna 15 września, bo szykuję się do przyjazdu wnuka z Kołobrzegu na dłuższy okres.

                                                  • steph13 Re: do jd .......... 05.10.25, 12:58
                                                    Hi Rita, z jakiegoś powodu przyszłaś mi dzisiaj na myśl?? Mam nadzieję, że jesteś ok, , lato przeszło w pogodnym, słonecznym nastroju i piękna jesień też dobrze wpływa na samopoczucie.Widze, że Twój mentor literacki gdzieś się zapodział ale może wróci kiedyś i będziecie kontynuować Wasze filozoficzne debaty w kontekście następnego autora.Trzymaj się zdrowo.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 05.10.25, 20:54
                                                    Nat, myślę nad swoją profesjonalnością trenera w tenisie, bo takie pytanie mi zadałaś i gnębiłam się czy Ty mnie zrozumiałaś. Właśnie w wakacje odpowiadałam sobie na to pytanie i znalazłam odpowiedź. Brzmi ona tak, że nie ja o tym sądzę, ale opinie innych trenerów, rodziców podopiecznych i ślad, jaki po nim został.
                                                    W sierpniu odbywały się na kortach Olszy w Krakowie turnieje międzynarodowe w różnych kategoriach wiekowych. Byłam, widziałam turniej i rozmawiałam z najlepszym krakowskim trenerem. Tenis się zmienił i szkolenie się zmieniło i nie ogarniam tego świata. Żyję jeszcze w XIX wieku. To naprawdę wysoki poziom gry, mocnej gry, mocnych serwisów....
                                                    Wróciłam na swoje stare podwórko tenisowe i mam inny świat tenisowy. Amatorski tenis, który cudownie się rozwija.
                                                    Są trenerzy co trenują, udzielają lekcji lub mają szkoleniowe grupy tenisowe dzieci.
                                                    Ponieważ mój kolega partner tenisowy ma chore ścięgno i nie wiadomo kiedy wróci na korty, szukałam kogoś do gry i nie było to trudne, bo ponoć krążą legendy o mnie i każda dziewczyna (kobieta) chciałaby, abym z nią zagrała. I już jestem znana, ceniona i szanowana. Czuję to. Bo w czasie gry mówię im o błędach, oczywiście tak skromnie im daję znać, że są jeszcze młode (mimo że pracujące) i mają czas, a przede wszystkim okazję, bo bezpłatnie zmienię im te serwisy na zawodowy, a dla mnie to będzie frajda gdy mnie pokonają, bo o to chodzi w tenisie :))) No i się zaczęły telefony i rezerwacja kortów na gry. Kiedyś patrzę, są moje dziewczyny i z daleka wołają — Pani Zosiu, niech Pani zobaczy, jak serwujemy. Wiesz Nat, nie spodziewałam się tego, serwują z pętlą, jeszcze tak niepewnie, ale... same są zachwycone tą zmianą. A ja mam prawie łzy w oczach, bo wiesz, nie spodziewałam się, że one dostosują się do rady.
                                                    A kiedyś obok na korcie gdzie grałam, grał chłopiec (6 lat) z tatą. I tak z daleka widziałam, że chłopczyk prawidłowo gra z forhendu i kiedy zbierał piłki do kosza, podeszłam do niego i mówię: - a ja do Ciebie specjalnie idę, bo tak patrzę kątem oka na Ciebie i nie mogę oderwać oczu, jak cudownie grasz. Ty chyba kiedyś zostaniesz mistrzem. Gratuluję i wyciągam do niego dłoń , a ON I TATA tacy zadowoleni byli. Dziękowali mi.
                                                    I uwierz mi, ja nie chciałam im się przypodobać — ja to dziecko podziwiałam i dodawałam mu otuchy.
                                                    Nie koniec na tym, bo w sobotę był turniej dla wszystkich ligowców na zakończenie sezonu i ja tam grałam. Ty wiesz, że ten chłopczyk przyszedł do mnie i uśmiechnął się, mówił, że chce, żeby pani wygrała. Złamał mi serce chłopczyk. Może mi się uda kiedyś wsiąść go na trening.
                                                    I jeszcze jedno Ci powiem, co mi się przydarzyło na te stare lata z tenisem. Grałam sobie z dziewczyną, no i przez środek kortu przechodzi na drugi sąsiedni kort pewien Pan. My zatrzymaliśmy grę i czekamy, aż przejdzie, a on prosto do mnie idzie z otwartą dłonią i mówi: - ja do pani idę oddać szacunek i pocałował mnie w rękę na środku kortu, przy wszystkich. Podziękowałam za oddanie szacunku, ale byłam w szoku, długo byłam w szoku. Potem się zapytałam, jak się nazywa ten szarmancki człowiek i okazało się, że to sponsor naszych kortów.
                                                    Teraz Nat, sama powiedz, czy mogę się czuć profesjonalistką? ;) Chwilo trwaj!
                                                    A jd dalej wczasuje ;))))) On to ma dobrze, żadnego wysiłku fizycznego :)
                                                    Pozdrawiam Ciebie

                                                  • jd-7 Re: do jd .......... 31.10.25, 19:13
                                                    Żadnego wczasowania; miałem ledwo ogarnialny nawał roboty, także z aspektem wysiłku fizycznego, ale i rita była najwyraźniej w notorycznym niedoczasie z powodu słusznych i zasłużonych sukcesów tenisowych, o których w dodatku pięknie opowiada. Rita, ten wątek jest już mocno przepełniony; jeśli mamy czasem wymienić opinie, to załóż zupełnie nowy wątek o tenisowym tytule i tam się przeniesiemy. Pozdrowienia dla obydwu Pań.
                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 31.10.25, 19:42
                                                    Dzień Dobry jd
                                                    Odpisuję w biegu, bo jak co roku w tym dniu moja noga staje w Olsztynie. Jutro wyjezdzam do mojego Raju Utraconego na 2,5 godz. i jestem w takim wielkim podnieceniu, że trudno mi zebrać myśli. Wszyscy w koło mi współczują, a ja do nich Boże jedyny, nie widzicie mej radości. Tak się cieszę , ze jadę......:)
                                                    Trzeba pomyśleć jd, ale na pociąg nie mogę się spóźnić.
                                                    Dobranoc


                                                  • santolina1 Re: do jd .......... 01.11.25, 23:25
                                                    Dopiero wróciłam z Olsztyna , pełna radości i zadowolenia, ale zabrakło mi milimetr szczęścia. Ktoś zostawił zapalony znicz przede mną i musieliśmy minąć się obok, bo kiedy nadeszłam, patrzyłam dokładnie, 1 mm palącego się knotu świeczki. Może to był kolega albo i koleżanka mojego brata, Mogłabym się coś więcej dowiedzieć. Jeśli zostawił znicz to nie z przypadku. Minęliśmy się przy grobie jako nieznajomi. Szkoda, tak nie wiele brakowało.

                                                    Na tym kończymy ten wspaniały wątek.
                                                    Jutro zaczniemy nowy i to będzie nowy dzień, nowe wyzwanie, ponieważ
                                                    "Bogactwo nosimy w sobie" jak twierdzi "Dżentelmen w Moskwie", autor Dobrego Wychowania — Amor Towles

                                                    A bogactwem tym u wielu z nas jest Olsztyn !!!!!
                                                    Rita
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka