do jd ..........

29.12.05, 15:47
Dlaczego i z jakiej przyczyny bajeczka Leszka Kolakowskiego BYŁA
OCENZUROWANA ?
"Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca?" to bajka, którą profesor
Leszek Kołakowski w latach 60. napisał dla swojej kilkuletniej córki
Agnieszki. Cenzura nie puściła jej wówczas do druku, nazwisko profesora
było "na indeksie" i oficjalnie nie mógł opublikować nawet niewinnej bajki."
Czytając ją , nie widać w niej nic co by miało wyraz polityczny, wiec
dlaczego ?
Możesz pomóc ?
    • Gość: jd Re: do jd .......... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.05, 20:42
      Chyba nie bardzo mogę pomóc. Nie znam szczegółów i szczerze mówiąc, nie wydaje
      mi się, by kryła się za tym jakaś wielka tajemnica. Nie wykluczałbym, że to
      bardziej chwyt reklamowy dzisiejszych wydawców. Kołakowski do roku 1968 był
      drukowany może nie bez ograniczeń, ale w dużych (słusznie) ilościach, w tym
      trzy tomki trochę bardziej dorosłych bajek.
      Noworoczne i urodzinowe sto lat.
      • rita100 Re: do jd .......... 29.12.05, 21:27
        dziękuje za zyczenia
        A czy czytałeś tą bajkę ?
        Była zamieszczona w gazecie.
        • Gość: jd Re: do jd .......... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.05, 21:39
          Nie, nie czytałem. Ale wydaje mi się, że jest to także jako osobne wydanie
          książkowe.
          Ja jestem fanem tych raczej ciężkich tekstów Kołakowskiego w rodzaju "Horror
          metaphysicus".
          • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 29.12.05, 21:42
            Bajeczka jest taka :
            Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca? Ty, Agnieszko? Albo ty,
            Tadziu? A może ty, Justynko? Spójrzcie, przyjrzyjcie się uważnie, jak nosorożec
            posmutniał, jaki siedzi skrzywiony, zdaje się, że popłakuje troszeczkę.
            Spójrzcie jeszcze uważniej, czy widzicie, że nosorożec ma kompres na pupie? Ale
            dlaczego kompres? Czy przewrócił się na ślizgawce? Czy spadł z drzewa? Czy może
            rozbił sobie pupę, zjeżdżając po poręczy schodów? (Czego, jak wiadomo, nigdy,
            ale to nigdy robić nie należy).

            Ach, nie, przygoda nosorożca była o wiele gorsza, o wiele gorsza! Nosorożec już
            dawno był smutny, zanim nosił kompres na pupie. A kiedy koledzy lub koleżanki,
            to znaczy inne nosorożce lub nosorożki, pytały go, czemu jest smutny, wzdychał
            głośno i tym swoim wzdychaniem strącał wielki grad owoców z drzew okolicznych,
            i mówił: "Wielkie zmartwienie" - i nic więcej nie chciał powiedzieć.

            Inne nosorożce nie mogły się domyślić, jakie to zmartwienie męczy nosorożca.
            Ale wy się już domyślacie na pewno, ty, Agnieszko, i ty, Tadziu, i ty także,
            Justynko! Oczywiście nosorożec był zmartwiony, ponieważ nie umiał fruwać! Bo
            trzeba wiedzieć, że nosorożec naprawdę nie umie fruwać, i przyznać musimy, że
            każdy na świecie byłby zmartwiony, gdyby coś takiego mu się trafiło.

            Nosorożec więc, jak wiecie, nie umiał fruwać i bardzo się tym smucił. Wstydził
            się przyznać innym nosorożcom i nosorożkom do tego zmartwienia, bo zauważył, że
            tamci wcale się tym nie martwili.

            A przecież nie umieli fruwać tak samo jak on, więc powinni by tak samo się
            martwić. Skoro się nie martwili, myślał sobie nosorożec, to pewnie śmialiby się
            tylko, gdyby im się zwierzył z własnego zmartwienia.

            Tak myśląc, nosorożec chciał jakoś sobie poradzić. Pomyślał więc, że jeżeli
            ktoś się martwi tym, że czegoś nie ma albo nie umie, to powinien o tym
            powiedzieć nie takiemu, kto też tego nie ma albo nie umie, lecz się tym nie
            martwi. Powinien raczej powiedzieć komuś takiemu, kto się nie martwi właśnie
            dlatego, że już ma to coś albo to coś umie. Nosorożec właściwie źle myślał, bo
            przecież, gdyby Agnieszka nie miała roweru i bardzo się tym martwiła, to raczej
            powinna o tym powiedzieć Justynie, która też nie ma roweru, ale tym się nie
            martwi. Wtedy Justyna, kiedy się zastanowi, też się zacznie martwić i będą się
            martwić obie razem. A jeśli powie Tadziowi, który się nie martwi, bo właśnie ma
            rower, to Tadzio może się wcale tym nie przejąć, że Agnieszka nie ma roweru.

            Nosorożec więc źle właściwie myślał, ale przypadkiem mu się udało. Powiedział
            mianowicie o swoim zmartwieniu wróblowi, którego przypadkiem spotkał. Wróbel
            sam wcale się nie martwił tym, że nie umie fruwać, bo wróbel umie fruwać.

            A skoro umie, to mógł się w ogóle nie przejąć zmartwieniem nosorożca i nic mu
            poradzić, i kazać, żeby sobie precz poszedł. A wtedy nosorożec byłby jeszcze
            smutniejszy i jeszcze bardziej się martwił. I tak na pewno by się stało, gdyby
            to nie był wróbel, ale papuga, bo papugi nie martwią się nigdy cudzą biedą. Ale
            wróble cudzą biedą się martwią i dlatego nosorożcowi się udało. Taka była
            rozmowa między wróblem i nosorożcem:

            Nosorożec powiedział: "Mój kochany, ja się bardzo martwię".

            Wtedy wróbel powiedział: "Mój maleńki, dlaczego się martwisz?"

            Na to nosorożec: "Martwię się, bo nie umiem fruwać".

            Na to znów wróbel: "A dlaczego nie umiesz?"

            Nosorożec wtedy: "Nie umiem i już. Może mi coś poradzisz?"

            Wtedy wróbel naprawdę się zmartwił, bo był bardzo poczciwym wróblem. Myślał
            długo, a potem powiedział: "Wiesz co, będę cię uczył fruwać! Przyglądaj się
            uważnie, jak ja to robię, i spróbuj tak samo".

            Potem machnął skrzydełkami i zaraz, jak to wróbel, zaczął fruwać w pobliskich
            krzaczkach: podfruwał tak wysoko, żeby było widać, że fruwa, ale i tak nisko,
            żeby nosorożec mógł dobrze zobaczyć, jak to się robi.

            Nosorożec przypatrywał się chwilę, a potem podskoczył raz i drugi, naśladując
            wróbla. Ale wyszło to okropnie niezdarnie i wielkie cielsko trzęsło się na
            wszystkie strony, a z fruwania nic a nic nie wychodziło.

            Wtedy nosorożec znowu westchnął i swoim westchnieniem tak przestraszył wróbla,
            że wróbel spadł na ziemię i pisnął cienko: "Oj!"

            A potem zapytał: "Co się stało?"

            A nosorożec wyjaśnił: "To ja westchnąłem".

            Wtedy wróbel spytał: "A dlaczego westchnąłeś?"

            cdn
            • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 29.12.05, 21:43
              Na to nosorożec: "Bo jakoś nic nie wychodzi z mojego fruwania".

              Na to wróbel: "Bo za krótko próbowałeś. Trzeba się ćwiczyć".

              Ale nosorożec był już zniechęcony i westchnął jeszcze raz, i powiedział, że nic
              już z tego nie wyjdzie. Na to wróbel zastanowił się, jak to wróbel, i
              zastanawiał się długo, i spoglądał uważnie na nosorożca, a przez ten cały czas
              nosorożec wzdychał.

              Wreszcie wróbel powiedział, ale tak powiedział, żeby wszyscy wiedzieli, że to
              było bardzo mądre: "Słuchaj, mój maleńki, mnie się zdaje, że ty nie masz
              skrzydełek".

              Wtedy nosorożec wybuchnął wielkim płaczem i rycząc, powiedział: "Mnie się też
              tak zdawało, że nie mam skrzydełek i że dlatego nie mogę fruwać. Ale wstydziłem
              się powiedzieć".

              I jeszcze głośniej się rozbeczał.

              To beczenie nosorożca zmartwiło znowu wróbla, więc prędko usiadł nosorożcowi na
              rogu, pogłaskał go i powiedział: "Mój maleńki, ja ci pożyczę skrzydełka".

              Potem odpiął sobie skrzydełka i przymocował je nosorożcowi dokładnie w tym
              miejscu, gdzie nosorożec miałby skrzydła, gdyby je miał od urodzenia. Wtedy
              nosorożec bardzo się ucieszył (widzicie, jak się cieszy - i ani śladu łez!) i
              hop! hop!, zaczął podskakiwać i zabierać się do fruwania. Ale i tym razem nic z
              tego nie wyszło, nosorożec tylko podnosił łapy niezdarnie, ale nie mógł
              pofrunąć nawet odrobiny, nawet kawałeczka.

              Wróbel znów przypatrywał się bardzo uważnie. A kiedy nosorożec, zmęczony,
              przewrócił się z wielkim hukiem na ziemię i rozbeczał się jeszcze głośniej,
              wróbel pokiwał głową i powiedział: "Mój maleńki, ja już wiem, dlaczego nic z
              tego nie wychodzi. Zdaje mi się, że te skrzydełka są małe".

              Nosorożec zaszlochał wtedy tak głośno, że wszystkie ptaki uciekły z okolicy, a
              przedtem było ich dużo i patrzyły na nosorożca, i niektóre się śmiały
              (widzicie, jak nosorożec beczy: Agnieszko, Tadziu i Justynko, dajcie mu swoje
              prześcieradła, żeby mógł wytrzeć nos).

              Potem nosorożec już nic nie powiedział, bo się zanosił od płaczu. Tymczasem
              wróbel frasował się coraz bardziej, aż wreszcie ćwierknął bardzo głośno i
              powiedział: "Już wiem, co zrobić! Niedaleko stąd - a właściwie daleko, ale nie
              bardzo daleko, tylko trochę daleko - jest ktoś, kto może ci pożyczyć duże,
              bardzo duże skrzydła".

              A nosorożec od razu przestał płakać, wstał i wrzasnął: "Bardzo duże! Bardzo
              duże! Kto ma bardzo duże?"

              A wróbel powiedział: "Samolot. Idź na lotnisko, to jest stąd nie bardzo daleko,
              tylko troszkę daleko, i tam spróbuj pożyczyć skrzydła od samolotu. Ale najpierw
              oddaj mi moje skrzydełka".

              Wróbel wziął swoje skrzydełka, a nosorożec popędził na lotnisko i chociaż to
              było tylko troszkę daleko, zmęczył się, zanim dobiegł. A kiedy dobiegł,
              zobaczył, że na lotnisku rzeczywiście stoi samolot i warczy (słyszycie, jak
              warczy?). Nosorożec przestraszył się trochę tego warczenia, więc stanął tak
              daleko, żeby to warczenie go nie ugryzło, ale tak blisko, żeby samolot mógł go
              usłyszeć. Potem zawołał: "Hej!"

              A samolot warknął i zapytał, ale bardzo niegrzecznie: "No?"

              A wtedy nosorożec ryknął: "Chcę, żebyś mi pożyczył swoje skrzydła! Słyszysz?
              Skrzydła! Nie żebyś dał, tylko pożyczył! Na trochę! Ja ci oddam".

              A samolot znów warknął i powiedział: "Taki duży i taki głupi".

              A nosorożec na to bardzo uprzejmie: "Kto jest duży i głupi?"

              A na to samolot: "Ty! Przecież nikogo tu nie ma oprócz nas, a ja jestem duży,
              ale jestem mądry, więc nie mogę być głupi. Chyba widzisz, że jestem mądry, co?"

              Powiedział to tak groźnie i tak warczał, że nosorożec od razu przyznał, że
              samolot jest bardzo mądry. A potem powtórzył, że prosi go o pożyczenie skrzydeł.

              cdn
              • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 29.12.05, 21:46
                Na to samolot warknął znowu: "Taki duży i taki głupi! Przecież widzisz, że nie
                mogę ci pożyczyć".

                Na to nosorożec zapytał: "A dlaczego?"

                Na to samolot powtórzył: "Taki duży i głupi! (Bo samolot w kółko powtarzał te
                same powiedzonka i myślał, że w ten sposób wszyscy będą myśleć, że jest
                okropnie ważny, a naprawdę wszyscy myśleli tylko, że on jest okropnie nudny).
                Przecież widzisz, że warczę!"

                Na to nosorożec: "Ja nie widzę, ale słyszę. A jak warczysz, to co?"

                Samolot obraził się, że niby nosorożec chce go pouczać (chociaż nosorożec wcale
                nie chciał), i prychnął na cały motor, i warknął: "Kiedy warczę, to znaczy, że
                zaraz polecę. A jeśli mam polecieć, to muszę mieć skrzydła. Jasne?"

                (Trzeba dodać, że samolot, kiedy coś mówił, to bardzo często tak właśnie
                pytał: "Jasne?" Uważał też, że jeśli będzie tak ciągle mówić, to już na pewno
                każdy zobaczy, jaki jest ważny).

                Wtedy nosorożec rozdziawił paszczę i nic nie powiedział, a w tym czasie, kiedy
                nic nie mówił, samolot zawarczał już najgłośniej na świecie, puścił się pędem
                po lotnisku, a potem wzbił się w górę i znikł. A nosorożec pozostał z
                rozdziawioną paszczą i kiedy już samolotu nie było widać, rozbeczał się znowu.

                Beczał i beczał, ale nie było nigdzie wróbla, który by go pocieszył, a nikt
                poza tym w ogóle nie chciał go pocieszyć (i zresztą do tej pory nie chce, chyba
                że wy go pocieszycie).

                Po długim beczeniu nosorożec ruszył z powrotem na to samo miejsce, gdzie
                przedtem rozmawiał z wróblem, bo myślał, że spotka go znowu i że wróbel coś
                poradzi. (Gdyby nosorożec był mądrzejszy, toby już nie szukał rady u wróbla, bo
                przecież rady wróbla nie były mądre, tylko były poczciwe. Ale nosorożec nie był
                mądrzejszy, niż był, i dlatego chciał znaleźć wróbla i coś od niego usłyszeć).

                Wróbla jednak nie było na tym samym miejscu co przedtem, bo widocznie miał
                ważne sprawy do załatwienia i poleciał. Nosorożec więc usiadł i czekał
                cierpliwie. Inne ptaki przelatywały mu przed nosem, ale nosorożec wstydził się
                je pytać o swoją sprawę i czekał tylko na znajomego wróbla.

                Wreszcie wróbel się pojawił i po minie nosorożca od razu zobaczył, że coś się
                znów nie udało. Usiadł na gałązce i zapytał: "No, maleńki, jak tam z fruwaniem?"

                Nosorożec poczerwieniał ze wstydu (widzicie, jaki jest czerwony) i opowiedział
                mu o rozmowie z samolotem.

                Teraz wróbel westchnął, ale cicho, i powiedział: "Zdaje się, mój maleńki, że
                jesteś pechowcem".

                A nosorożcowi trochę się spodobało, że czymś w ogóle jest, a nie tylko
                nosorożcem, ale zapytał: "Co to jest pechowiec?"

                A na to wróbel: "Pechowiec to taki, któremu się nic nie udaje".

                Nosorożec się trochę ucieszył i powtórzył: "Jestem pechowcem, jestem
                pechowcem". A potem znów się zmartwił i powiedział: "No i co?"

                A wróbel na to: "Zdaje się, maleńki, że kiedy ktoś jest pechowcem, to mu trudno
                pomóc. Ale ponieważ nie wiadomo na pewno, czy jesteś pechowcem (to mówiąc,
                bardzo się napuszył - widzicie, jak się puszy?), więc zrobimy jeszcze jedną
                próbę".

                A wtedy nosorożec westchnął, bo już mu się zaczęło podobać, że jest pechowcem,
                i powiedział: "Jaką próbę?"

                A wróbel na to: "Musisz sam sobie zrobić skrzydła".

                Koniec :)

                No i jak myslisz , dlaczego była ocenzurowana ?
                Moze nachodza Cię jakieś myśli jakie nachodziły ówczesną władzę ?
                • Gość: jd Re: do jd ..........bajeczka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.05, 22:00
                  No nie bardzo mnie nachodzi, choć rozumiem, że nachodzić może i może powinno.
                  Ja nie mam za bardzo serca do takich bajek-rebusów, których urok - moim
                  gruboskórnym zdaniem - ogranicza się do imienin córki z udziałem kolegów z
                  klasy lub do imienin cioci, które należy czymkolwiek uatrakcyjnić, a jeśli
                  jeszcze daje się to i owo podprowadzić pod skojarzenia polityczne i są to
                  jakieś lata 60-te lub 70-te, to jest bosko.
                  • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 29.12.05, 22:11
                    Czyli mam sie przychylić do sformuowania , że cenzura w tym wypadku jest
                    reklamą :) Dobry chwyt reklamowy.
                    Dzięki
                    I ja zycze Ci w tym Nowym Roku dużo Wszystkiego Najlepszego i tak w sam raz,
                    nie za duzo i nie za mało, tak byś był zawsze zadowolony :)
                    • Gość: jd Re: do jd ..........bajeczka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.05, 22:34
                      Rita, do niczego tak łatwo się nie przychylaj. Nie wykluczam, że sprawa tej
                      bajki angażowała przez parę miesięcy urząd cenzury, bezpieczeństwa i inne, i że
                      bajka ta ma solidny bagaz kombatancki. Choć nie wykluczone, że jest to
                      kombatanctwo w rodzaju kombatanctwa na przykład (przemiłego skądinąd) Wojciecha
                      Manna, czyli żadne kombatanctwo.
                      A że jest to dobry chwyt reklamowy, to sama przyznasz.
                      Raz jeszcze wielkie sto lat, i to w nadmiarze.
                      • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 29.12.05, 22:54
                        ok, rozumię, dobra sprawa z tą bajką reklamową, bajka w całej rozciaglości od
                        wstępu do końca .
                        A jaki morał można z tej bajki wyciągnąć ?
                        • Gość: jd Re: do jd ..........bajeczka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.05, 23:01
                          Że najlepiej być tak jak się jest.
                          • rita100 Re: do jd ..........bajeczka 30.12.05, 19:33
                            · *
                            °*___ ° ___*°
                            *° \_/*° \_/ *
                            .* _|_ *. _|_*

                            dziękuję
                            i Na Zdrowie !
        • Gość: toja Re: do jd .......... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.06, 04:49
          Jesli chodzi o mnie to wolałbym, zeby gazeta wydrukowała zwięzłe i celne myśli
          jd niż te pawiszcze pisane do szuflady przez "miszcza" kołakowskiego. Byłoby o
          wiele ciekawiej i mądrzej a przy okazji zaoszczędziliśmy życie kilkuset drzew,
          które poległy dla tak marniutkiej puenty. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku
          • Gość: jd Re: do jd .......... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.01.06, 09:46
            Ricie raz jeszcze noworoczno-urodzinowe sto lat.
            Toja - której też noworoczne sto lat - najwyraźniej kogoś niedocenia a kogoś
            mocno przecenia. Choć gdyby pozostawienie w szufladzie Nosorożca miało uchronić
            topole nad Długim, to też byłbym za pozostawieniem w szufladzie.
            • rita100 Re: do jd .......... 01.01.06, 10:50
              No i jak tam ?
              Nowy Rok nowe problemy, a Nosorozec niech zostanie maskotką Roku ;)))
              pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja