Gość: zapalniczka
IP: 193.239.36.*
17.05.07, 10:33
"- Niezależnie od tego, jak skończy się moja walka z chorobą, już wygrałam.
Oskar jest częścią mnie, więc będę żyła w nim - powiedziała nam parę miesięcy
temu Ania Radosz."
nie zrozumiem nigdy takiej postawy. kobieta nie chce się poddać chemioterapii,
decyduje się na pewną śmierć, żeby tylko uchronic życie nienarodzonego - no i
pięknie, łza się w oku kręci nad dzielną matka
ale dzieciak niemal od urodzenia jest sierotą, a jego wychowanie zostaje
scedowane na innych
zapachniało średniowieczem i matką umierającą w połogu
wydać potomstwo na świat, nawet za cenę życia - zaiste, bardzo chwalebne