Dodaj do ulubionych

Oddała życie synowi

IP: 193.239.36.* 17.05.07, 10:33
"- Niezależnie od tego, jak skończy się moja walka z chorobą, już wygrałam.
Oskar jest częścią mnie, więc będę żyła w nim - powiedziała nam parę miesięcy
temu Ania Radosz."

nie zrozumiem nigdy takiej postawy. kobieta nie chce się poddać chemioterapii,
decyduje się na pewną śmierć, żeby tylko uchronic życie nienarodzonego - no i
pięknie, łza się w oku kręci nad dzielną matka
ale dzieciak niemal od urodzenia jest sierotą, a jego wychowanie zostaje
scedowane na innych
zapachniało średniowieczem i matką umierającą w połogu
wydać potomstwo na świat, nawet za cenę życia - zaiste, bardzo chwalebne
Obserwuj wątek
    • Gość: matka p Re: Oddała życie synowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.07, 11:13
      nie" nawet za cenę życia" - ale aż za takš cenę !
      je?li trzeba - przyjšć kulkę na siebie, zasłonić przed niš swoje dziecko......

      ty by? tego nie zrobił?

      to biedne twoje dzieci (je?li je masz)
      • Gość: zapalniczka Re: Oddała życie synowi IP: 193.239.36.* 17.05.07, 11:38
        jak uczy historia, zasłanianie dziecka własnym ciałem przed kulką nie daje
        specjalnych efektów. okrutny germański oprawca zabiwszy kobietę strzelał także
        do dziecka.
        o moje dzieci się nie martw. pożałuj lepiej chłopaka, który nie pozna własnej
        matki, całe życie żyjąc ze świadomością, że umarła przez niego.
        • Gość: matka p Re: Oddała życie synowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.07, 11:50
          mam wrażenie, że twój sposób my?lenia to prowokacja do dyskusji na forum, może kogo? z redakcji ale nie ważne. chłopaka nie trzeba żałować tylko wychowywać. ma ojaca i napewno innych krewnych, a także wielu przyjaciół (jeszcze ich nie zna ale dowie sie, że jego MATKA i on sš w ich oczach cenni, że MATKA umarła dla niego nie "przez niego)

          kończę dyskusję. życzę ci pomy?lno?ci i zrozumienia,że z miło?ci oddaje się nawet życie.
          będziesz miał kłopoty z pojęciem miło?ci (tej prawdziwej bez cienia egoizmu)
      • Gość: palladia Re: Oddała życie synowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.07, 17:30
        zasłanianie ŻYJĄCEGO dziecka własna piersią to dla matki zazwyczaj odruch bezwarunkowy. Poświęcanie własnego życia dla NIENARODZONEGO dziecka to ideał, do którego chca nas zmusić prawicowe władze. Na razie im się nie udało, ale historie takie jak ta maja na celu pokazanie polskim kobietom jaki powinien byc wzorzec. Tej kobiety strasznie mi szkoda, jej dziecka jeszcze bardziej, ale do licha cięzkiego zauważcie, że ona podjęła tę decyzję SAMODZIELNIE. Tu w Plosce zmuszonoby ja do takiej decyzji.
        A z innej beczki a'propos ratowania dzieci kosztem życia matek, to gdzieś czytałam o ludzie, w którym w razie zagrożenia poświęcało się dzieci a nie kobiety w wieku rozrodczym, rozumując tak: kobieta zawsze może urodzic następne dziecko, dziecko dziecka nie urodzi.... może to i prymitywne, może okrutne, ale czasami warto się nad czymś takim zastanowić
    • Gość: Człowiek Re: Oddała życie synowi IP: 195.20.110.* 17.05.07, 14:24
      Zapalniczka - Ty chyba nie masz dzieci? Ja jestem ojcem już trójki, ale
      macierzyństwo wciąż stanowi dla mnie tajemnicę. Nie mam wątpliwości że moja żona
      wybrałaby tak samo. Co nie zmienia faktu, że chylę czoła przed Anią i uważam, że
      Jej synek może być z niej dumny. Życzę dużo siły ojcu. I żeby przyjaciele
      okazali się prawdziwi.
      • Gość: zapalniczka Re: Oddała życie synowi IP: 193.239.36.* 17.05.07, 15:10
        czyli wolałbyś, żeby w sytuacji choroby żony zaprzestała ona leczenia, i za cenę
        własnej śmierci obdarowała ciebie kolejnym potomkiem?
        • horpyna4 Re: Oddała życie synowi 18.05.07, 10:12
          Dajcie spokój, najważniejsze jest to, że kobieta miała wybór. I skorzystała z
          niego tak, jak chciała - nikt jej do tego nie zmuszał. Być może dzięki temu była
          szczęśliwsza, niż gdyby umierała np. rok, czy dwa lata później (przecież nie
          miała żadnej gwarancji całkowitego wyleczenia), wciąż żałując dziecka, któremu
          zaszkodziło jej leczenie.
          Najważniejsze jest, żeby w takich sytuacjach kobieta mogła dokonać sama wyboru,
          jaki by on nie był. I każdy należy uszanować, a nie krytykować, czy wywierać
          presję w imię "jedynie słusznej" opcji.
        • Gość: Człowiek Re: Oddała życie synowi IP: 195.20.110.* 18.05.07, 10:17
          Na szczęście ten dylemat jest dla nas czysto teoretyczny, dlatego nie jestem w
          stanie Ci na to odpowiedzieć. Nawet słowo 'wolałbym' tu niezbyt pasuje ...
          Wierzę po prostu w coś, co nazywamy 'człowieczeństwem'.

          Na całość naszej osoby składa się m.in. 'serce' i 'rozum' (tak to chyba
          określają psycholodzy). I te dwie części chyba bywają w konflikcie (?).
          Zauważyłem u siebie że kiedyś byłem bezwzględnie po stronie serca, potem rozumu,
          a teraz - na starość ;) - z powrotem doceniam serce. I nie jestem już pewien czy
          ten konflikt w ogóle istnieje. Pewne rzeczy nie chcą być proste tak jak byśmy
          sobie tego życzyli. I ta sytuacja do nich należy. Trudno ją osądzać, zwłaszcza z
          perspektywy ludzi, którzy takiej tragedii nie przeżywają. Zresztą jest mnóstwo
          rzeczy, których nie rozumiemy.

          Nie wiem co bym 'wolał' - ale na pewno postawa Ani budzi mój najwyższy szacunek.
          • Gość: ewussss Re: Oddała życie synowi IP: *.lublin.enterpol.pl 23.05.07, 20:42
            Nie potepiam ludzi, ktorzy zrobiliby inaczej, bo to tylko nasza osobista
            decyzja, ale smie twierdzic, ze ten kto nie rozumie takiej postawy matki chyba
            sam prawdziwie nie kocha swoich dzieci albo ich po prostu nie ma. Nie wie ze
            matka jest w stanie dla dziecka zrobic absolutnie wszystko, lacznie z oddaniem
            za nie zycia. Jako kobieta postapilabym bez wahania dokladnie tak samo. Inaczej
            do konca zycia zzeralaby mnie mysl ze zabilam lub odebralam zdrowie wlasnemu
            dziecku, mialabym glebokie poczucie winy i nigdy bym sobie tego nie wybaczyla.
            Natomiast mysle, ze dziecko ktore nigdy nie pozna swojej mamy nie bedzie
            cierpialo w tym stopniu jak ona sama - bo wychowa sie w mysli ze mamy nie ma,
            przywyczai sie do mieszkania z samym ojcem i z pewnoscia bedzie prowadzilo
            normalne zycie tylko w glebi serca pamietajac o mamie, ktora byla na tyle
            kochajaca ze pozwolila mu sie urodzic i poznac swiat. No chyba ze ojciec
            wychowa je z poczuciem winy za smierc matki... To juz inna para kaloszy.
            Pan powyzej oczywiscie ze nie "wolalby" zeby jego zona umarla, bo nie ma
            odpowiedzi na pytanie czy wolalbys aby umarla twoja - matka, zona, corka,
            siostra itp, ale z pewnoscia zrozumialby taka decyzje i ja uszanowal.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka