Gość: Fanka
IP: *.183.174.65.dsl.dynamic.t-mobile.pl
16.06.13, 10:09
Minął drugi dzień festiwalu opolskiego. Takiego DNA nie obserwowałem chyba nigdy a śledze festiwale od ŁADNYCH paru lat. Nie wiem co i kto nakręca klakierów siedzących na widowni ale to co dzieje sie na festiwalowej scenie.
Zaczęła Pani Moro i lawina ruszyła. Kolejni aRTYŚCI z utworu na utwór zaniżali wartość artystyczna opolskiego festiwalu. Większość utworów zaczynała sie od klaskania samemu sobie i nachalnego zmuszania do tego publiczność. ŻE-NU -A
Najgorsze wrażenie zrobił na mnie wyczekiwany rok rocznie kabareton. Ta część festiwalu która zawsze była najbardziej kultowa częścią naszej imprezy i najbardziej oczekiwana - okazała sie najzwyklejsza klapą.
Oglądałam / na siłę/ przez 4 godz i czasami zasypiałam. Nie wiem - może moje poczucie humoru skończyło sie wraz z zakończeniem działalności Laskowika , Smolenia , Pietrzaka , ....... Przez czas oglądania kabaretonu może 3-4 razy skrzywiłam usta do ironicznego uśmiechu i to było wszystko co mogło mnie ruszyc .
Nie potrafię zrozumieć reżysera kabaretonu który dopuścił takie skecze z których śmiali sie tylko wynajęci klakierzy.
Kolejna opolska klapa która wpisuje sie w krajobraz opolszczyzny uważanej za polskiego bekarta . Kolorowe światełka i kretyńskie ubranka to o wiele za mało aby dotrzec do widza który skończył przynajmniej szkołę podstawową.
P.S. ....elektrowni jedna ... nie będzie.
Fanka