lalecznik-7
26.02.16, 19:30
Miniony tydzień należy zapisać do czarnych w historii Polski.
Przede wszystkim dotyczy to tego, co się zdarzyło w kwestii Lecha Wałęsy. Ujawnione po śmierci Kiszczaka papiery zbierane przez niego na Lecha Wałęsę, zostały wystawione na widok publiczny przez instytucję państwową bez należnej weryfikacji. Bez względu na to co jest w tych papierach i czy są prawdziwe (a już wiadomo, że nie wszystkie) - jest to lincz. Forma politycznej wojny i politycznej zemsty. IPN, którego celem powołania miało być właśnie rzetelne przedstawienie sprawy, a konkretnie ludzie, którzy nim obecnie zarządzają stanęli na pierwszej linii politycznej wojny. Wyróżnia się tutaj w szczególności Sławomir Cenckiewicz. Niestety, wraz nadejściem PISu i rządów Polaków lepszego sorta znów musimy się grzebać w historii i po życiorysach. Skoro już, ja to widzę następująco. Wnuk Ubeka (pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82awomir_Cenckiewicz), występując niby z pozycji rzetelnego naukowca, wykorzystuje papiery przygotowane przez Sbeka w celu zdyskredytowania Lecha Wałęsy w oczach rodaków, aby w taki sam sposób go zdyskredytować, na polityczne zlecenie Jarosława Kaczyńskiego. IPN to jest obecnie Instytut Podłości Narodowej. Skoro PIS dokonało czystki w mediach na podstawie preferencji politycznych dziennikarzy, to mam nadzieję, że przy najbliższej zmianie władzy taka sama czystka zostanie przeprowadzona w IPN, a ci jego aktywiści, którzy tak brylują w mediach, zostaną zwolnieni z pracy dyscyplinarnie. Za stosunek do pracy.
Oczywiście to są moje oczekiwania, ale nie jestem przekonany, że zostaną zrealizowane. Słuchając dziennikarzy, jak Żakowski, czy polityków obecnej opozycji, jak Neuman czy Petru, uważam, że oni się nadal nie obudzili, i nie dociera do nich to, co się dzieje. W bardzo krótkim podsumowaniu. Przez PIS stosowane są komunistyczne metody walki propagandowej oraz niemerytoryczne argumenty, natomiast adwersarze mają odnosić się merytorycznie. Rzucili teczkę na widok publiczny, sugerując, że wszystko to prawda, i teraz to Lech Wałęsa ma udowodnić, co jest fałszywką a co nie. Typowe. Ktoś może Ciebie opluwać, obrażać, ale Tobie nie wolno tego robić, i jednocześnie masz obowiązkowo prowadzić z nim tę „dyskusję” ograniczając się jedynie do racjonalnych argumentów. Oczywiście Lech Wałęsa jest zbyt impulsywny i dał się sprowokować. Wydaje się, że jedyną sensowną odpowiedzią jest żądanie ukazania opinii publicznej teczki Jarosława Kaczyńskiego. Tylko jego teczki i w taki sam sposób. Politycznym zamysłem, przyświecającym publicznemu obnażeniu papierów Kiszczaka jest pokazanie, kto stoi za ideą porozumień Okrągłego Stołu. To ja chcę wiedzieć, kim jest Jarosław Kaczyński, który steruje prezydentem i premier, który był przeciwny wejściu Polski do UE, a jak się ostatnio okazało, także wejściu Polski do NATO, i który polega na wsparciu medium, które posiada/posiadało nadajniki w jedynym państwie, które stanowi dla nas realne, fizyczne zagrożenie, o czym sam się wypowiadał. Przykład ataku na Lecha Wałęsę po raz kolejny pokazuje, że PIS nie jest siłą konstruktywną. Nie potrafią nawet kreować swoich własnych bohaterów nie niszcząc innych.
Kwestia Lecha Wałęsy przykryła kilka nie mniej istotnych kwestii o charakterze bardziej ekonomicznym.
Premier Beata Szydło w rozmowach unijnych zgodziła się na ograniczenie zasiłku dla dzieci imigrantów. 24 tysiące w UK. Z opcji też planują już skorzystać Niemcy. Około 44 tysięcy polskich dzieci. A łączenie z innymi krajami zachodnimi szacuje się na 100 tysięcy. Ponieważ tam zasiłek na dziecko wynosi około 1000 złotych, łatwo policzyć, że w samej UK, premier wypuściła z ręki (no nie swojej, tylko Polaków tam pracujących) sumę około 300 milionów złotych rocznie. Jeżeli zastosują to Niemcy i pozostałe kraje to MY (jako społeczeństwo) jesteśmy w plecy jakieś 1.5 miliarda. Proszę mi powiedzieć, co takiego premier zyskała w zamian.
Od stycznia tego roku rząd zaciągnął dług w wysokości około 20 miliardów złotych w postaci obligacji. Na realizację budżetu. Żeby ocenić tę informację, trzeba by było się dowiedzieć czy nie jest to typy cykl rozliczeniowy stylu spłacam stare-zaciągam nowe, i czy poprzedni rząd też tego nie robił. Tym niemiej warto to zapamiętać, ponieważ wbrew obietnicom wyborczym p. Szydło zawartej w jej sławnym skoroszycie publicznie ukazanym, nie ma ona pokrycia wydatków swojego programu w przewidywanych przychodach. PO mówiła, że nie da się zrealizować takiego programu jak 500+, ponieważ nie ma na to pieniędzy. PIS mówił, że oczywiście są. Właśnie jesteśmy na etapie empirycznego sprawdzania, kto miał rację. Chciałbym również zapytać jak się ma obniżenie ratingu dla Polski na koszta zaciągnięcia nowych pożyczek. Ale to chyba widać, bo nominalnie złotych do dolara i euro spadł o jakieś 5%. I w tych walutach są zaciągane pożyczki. Zatem jakiś 1 miliard poszedł nam w plecy. Tyle kosztował cyrk wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Z grubsza od trzech lat polskie górnictwo kosztuje nas około 1.5 miliarda rocznie. Dopłacamy jakieś 30 złotych do każdej wydobytej tony węgla. I wszystko wskazuje, że w tym roku będzie tak samo, jak nie gorzej, ponieważ cena ropy, i tym samym pozostałych paliw są na bardzo niskim poziomie. Ten rząd, jak żaden inny dotychczas, ma największe szanse to przerwać. Największe, ponieważ ma prezydenta oraz zdecydowaną większość w sejmie i w senacie. Ma również opozycję, która nie będzie się kwapić do obrony górników. Takiej konfiguracji nie było od lat. Jeżeli ten rząd zdecyduje się na zmiany, czyli cięcia w górnictwie i zamknięcie najbardziej nierentownych kopalń, to górnicy będą mieli najmniejsze szanse, dotychczas, aby się przeciwstawić. I teraz pytanie, czy podejmie działania, czy też te kolejne miliardy pójdą w dół, dosłownie i w przenośni, jako cena za spokój społeczny. Mimo, że jestem przeciwnikiem PISu w tym wypadku trzymałbym kciuki za premier, i to nie dlatego, żeby z jakiś nienawistnych pobudek dokopać górnikom. Po prostu marnujemy miliardy, marnujemy pracę tych ludzi, która może być lepiej wykorzystana i stabilizujemy chory system. Ostatnie decyzje personalne wskazują jednak, że nic z tego. W końcu miliard w tę czy w tamtą, jakie to ma znaczenie.