lalecznik-7
12.08.17, 09:36
Na ostatniej miesięcznicy, Jarek w końcu ogłosił, że liczba miesięcznic wyniesie tyle, ile ofiar katastrofy, czyli 96.
Przyczyna tej decyzji jest następująca. Miesięcznice przestały być paliwem politycznym PISu, a zaczęły opozycji. Obrazy ustawianych barier oddzielających prezesa i zwolenników nie służą wizerunkowi partii. Setki tysięcy złotych wydawane na stosunkowo nieliczny polityczny spektakl są nie do wytłumaczenia, przede wszystkim dla niezaangażowanej politycznie części społeczeństwa. Podobnie jak tysiące zaangażowanych policjantów, których liczba na poprzedniej miesięcznicy przekroczyła liczbę każdej ze stron konfliktu. W oczach ludzi, których nie interesuje polityka, wydaje się to nienormalne. I takie jest.
Nie udało się też zmobilizować zwolenników. Jarek, który przyjął rolę wykonawcy woli „suwerena”, czyli potocznie ulicy, przegrywa na tej ulicy już po raz trzeci. Podczas marszu parasolek, łańcucha światła, i obecnie. Marsz zwolenników, tak zwany marsz miliona, organizowany przez media prorządowe, został ostatecznie odwołany. W wyznaczonej dacie pojawiła się garstka. A najbardziej widoczni byli zwolennicy szerszego dostępu do broni palnej, z czarnymi flagami, przypominającymi te z ISIS. Tak wygląda po dwóch latach rządów zaangażowanie pro-rządowego elektoratu.
Natomiast protesty organizowane przez małą, lecz aktywną grupę Obywateli RP, skutecznie doprowadziły Jarka do furii, i wypowiedzenia kilku kolejnych słów, które na pewno nie przysporzą mu nowych zwolenników, a jedynie mobilizują elektorat jemu przeciwny. Doszła do tego też symbolika (np. biała róża) na czym PIS skutecznie grał, a którą lekceważyło PO. Na nic się zdała również zmiana ustawy o organizowaniu manifestacji, w tym tak zwanych manifestacji cyklicznych, pisana ewidentnie pod Jarka i jego miesięcznice. To martwe prawo, które PIS nie potrafi i nie chce egzekwować. Pomimo zatrzymań osób, w tym składania wniosków do prokuratury przez uczestników protestów na samych siebie(!), sprawy są umarzane. Ani Błaszczak ani Ziobro nie decydują się na zamknięcie, chociaż jednego protestującego. Doświadczenia z komuny dają świadomość, że to najprostsza droga do kreowania męczenników, niszcząca dla rządu.
Nie wiadomo, czy Jarek będzie respektował własne słowa. Jest to jednak jakiś postęp w sprawie i nadzieja na zakończenie tego makabrycznego politycznego spektaklu. Morał z tego, po raz kolejny, jest taki, że jakkolwiek aktywna działalność przynosi skutek. Chociażby spacer w pogodny letni wieczór na Krakowskie Przedmieście. Tylko tyle, i aż tyle. Wystarczyło kilka tysięcy ludzi, którym się chciało.
Co do samej katastrofy. Pomimo dwóch lat działania komisji smoleńskiej pod opieką rządu, jego wsparciu finansowym i administracyjnym, żaden, podkreślam, żaden z wniosków komisji Millera nie został jak dotąd podważony. Komisja smoleńska obecnej ekipy w ogóle się do tych wniosków nie odnosi, co już jest absurdalne. Ma również istotne problemy sama ze sobą. Ostatnie doniesienia tejże komisji, o uszkodzeniu skrzydła samoloty przed uderzeniem z brzozą, nie są żadną rewelacją. Kto czytał raport Millera ten wie, że samolot ścinał pomniejsze drzewka daleko wcześniej. Są piękne zdjęcia, pokazujące wysokość samolotu nad ziemią, kąt nachylenia, tym samym stopień i prędkość zniżania się. Samolot leciał na wysokości kilkudziestu metrów lotem koszącym, a piloci nic nie widzieli, i nie znali prawdziwej wysokości. Już to pokazuje, jak klepana przez Macierewicza teza o 100 metrach i odejściu idzie się paść. I dociera to już do coraz większej części społeczeństwa.