Gość: :-)
IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl
17.03.05, 09:47
Szanowna Pani Senator,
Od przekształceń ustrojowych w Polsce minęło już 16 lat. Okazuje się jednak,
że dotychczas wiele ważnych społecznie problemów nie znalazło należnego im
miejsca w debacie publicznej. Tkwią one w ludziach przyprószone upływem czasu
i codziennymi problemami. Wystarczy jednak impuls, by taką dyskusję wywołać.
Lista funkcjonariuszy SB, która dotarła do mnie i moich przyjaciół, była
takim impulsem. I to nie z powodu rozpoczynającej się kampanii wyborczej –
nie jestem członkiem żadnej partii, więc kompletnie mnie nie to nie dotyczy.
Powód był inny.
Po nagłośnieniu tzw. listy Wildsteina i publicznej dyskusji o agenturze
cynicznej i dobrowolnej ale i tej wymuszonej, często szantażem, nie sposób
nie poruszyć kwestii odpowiedzialności byłych funkcjonariuszy SB. I nie o
odwet tu chodzi, a o prawdę, jakkolwiek idealistycznie by to nie brzmiało.
Podczas debaty o liście funkcjonariuszy SB poruszony został też wątek komisji
weryfikacyjnej, która w roku 1990, czyli w już naszej demokratycznej Polsce,
opiniowała, czy byli funkcjonariusze SB mogą być pracownikami UOP. Pani
Senator w tej komisji zasiadała. Do dzisiejszego dnia, z niezrozumiałych dla
mnie względów, otwarta rozmowa o tamtych wydarzeniach nie może mieć miejsca.
Nie wiem, za co miałbym Panią przepraszać. Nie dopatrzyłem się bowiem w
moich wypowiedziach słów, które byłyby wobec Pani Senator obraźliwe.
Skandalicznym nazwałem jedynie tryb prac komisji, której Pani Senator była
członkiem. Uważam, że wolno mi było to zrobić, bo jestem obywatelem
demokratycznego państwa prawa, w którym obowiązują zasady wolności słowa i
wyrażania własnych opinii.
W trakcie debaty prosiłem, by Pani Senator, jako osoba publiczna i były
członek komisji weryfikacyjnej, odpowiedziała na kilka pytań dotyczących jej
prac. Na pytania te opinia publiczna otrzymała odpowiedzi niejasne – w jednym
z wywiadów twierdzi Pani, że z komisji odeszła, kiedy zorientowała się, na
czym polegać ma praca jej członków (NTO z 1. marca 2005, s.2) , z innego
dowiadujemy się, że uczestniczyła Pani w pracach komisji do końca (GW Opole,
12-13 marca 2005, str.4). Raz mówi Pani, że prace komisji były tajne i
członkowie komisji nie mogli się konsultować z osobami z zewnątrz (GW Opole,
12-13 marca 2005 r., str. 4), a potem dowiadujemy się, że uczestniczył w nich
nieformalnie szef „S”, Jan Całka (NTO, 12-13 marca 2005 r., str. 6). Poza
tym – w pierwszym wywiadzie, jaki udzieliła Pani tuż po opublikowaniu przez
nas listy nazwisk funkcjonariuszy nie miała Pani nic przeciwko temu, żeby te
nazwiska ujawniać (NTO, 1 marca 2005, str. 2), w kolejnym powiedziała już
Pani, że potrzeba do tego IPN-u (GW Opole, 12-13 marca 2005 r., str. 4), a w
liście do NTO opublikowanym 15 marca 2005, pkt. 8, zawiadamia Pani, iż
zamierza wystąpić z zapytaniem do Generalnego Inspektora Ochrony Danych
Osobowych z zapytaniem, czy nie narusza to ustawy o ochronie danych osobowych.
Jako osoba czynnie uczestnicząca w wyborach, zatem mająca wpływ na kształt
obecnego parlamentu i Pani ewentualny wyborca, powtarzam prośbę o odpowiedzi –
jasne i jednoznaczne - na zadane przeze mnie pytania.
Podkreślam, że nie zamierzałem Pani Senator obrazić. Dociekałem i nadal
dociekam prawdy, na poznaniu której mi zależy. Byłem bowiem osobą, którą
macki poprzedniego systemu dotknęły, która stykała się z osobami figurującymi
na liście i która nie może pogodzić się z tym, że osoby te ciągle beztrosko,
bez rozliczenia się ze swoją przeszłością, funkcjonują w życiu publicznym i
mają się lepiej niż dobrze. Liczę, że Pani Senator pomoże opinii publicznej
wyjaśnić zawiłości ówczesnego procesu weryfikacyjnego i rzuci światło na
kulisy tamtych dni i procedury weryfikacyjnej.
Nie jestem człowiekiem, który boi się lub unika wymawiania słowa:
przepraszam. Chciałbym jednak wiedzieć, dlaczego mam to robić. Póki co - nie
wiem.
Z poważaniem
Jerzy Golczuk