Gość: Muzyk
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.03.06, 14:47
Pana Jarka Kowalczyka – szefa artystycznego, lidera zespołu Bakszysz -
wypieprzyli z Ośrodka, bo mieli takie polecenie z "centrali". To oczywiste. On
zawsze był apolityczny a MOK potrzebował wsadzić na stanowisko kierownicze
człowieka prezydenta. Kolejnego lojalnego...
Proszę spytać pana Poliwodę o niejakiego Radosława Mielca, związanego z
Xaverianum przyjaciela radnego K. On bowiem załatwił mu pracę w MOK-u.
Poliwoda
nie mógł odmówić, choć chciał... Stanowisko było nieznaczące - ot taki
przynieś, podaj, pozamiataj. Do szału doprowadzał swoją niekompetencją
innych pracowników
ośrodka, a na temat jego głupich wpadek krążyły w Amfiteatrze legendy. Długo
nie popracował. Może pół roku... Wreszcie p. Poliwoda powiedział dość!
Warto wspomnieć, iż p. Mielec był wiceprezesem Fundacji Piosenki (tej od
gwiazd w Rynku), również sterowanej przez radnego K. Wszak radny w swoich
materiałach
wyborczych nazwał siebie inicjatorem tej niewątpliwej atrakcji turystycznej
miasta.
W pewnym momencie sytacja stała się o tyle niezręczna dla p. Poliwody (oraz
jego prawej ręki p. Aliny B i kierownika Kowalczyka), że p. Mielec występował
w
amfiteatrze w podwójnej roli: z jednej strony wiceprezesa fundacji (z
namaszczenia ratusza) a z drugiej jako podrzędnego pracownika. Krótko po tym
zastąpił go na stanowisku wiceprezesa p. A. Hofman, również przyjaciel
radnego, członek zarządu Odry Opole i współpracownik MTO.
Czy mamy tu do czynienia z nepotyzmem? Ocenę pozostawiam Państwu.
Jeśli zaś o rzekomy nepotyzm i MOK chodzi, to warto przypomnieć incydent,
jaki miał miejsce jeszcze za dyrektora Siedlaka, krótko przed nowym konkursem
na
szefa ośrodka. Otóż Siedlak bał się stracić pracę - nowa ekipa, będzie
czystka, sytucja niepewna, a bilans jego dyrektorowania nadwyraz mierny.
W MOKU pojawia się niejaki M. Dogiel - bliski współpracownik Zembaczyńskiego
w kampanii samorządowej PO. Ma pomysł, chociaż doświadczenia w showbusinessie
żadnego. Chce zorganizować ogromny koncert w amfiteatrze (Kasia Kowalska,
IRA, Zb. Hołdys...), nie ma pieniędzy, więc potrzebuje kredyt od miasta.
Kredyt
zaufania. Prezydent Zembaczyński daje mu "glejt" umożliwiający wszelaką pomoc
i odroczenie zapłaty za wynajęcie amfiteatru (po imprezie). Ta jednak okazuje
się
kompletną klapą. MOK nie dostaje pieniędzy za wynajem amfiteatru, honorarium
dla arystów również staje się fikcją. Wściekły Hołdys rozwala futerał na
głowie
organizatora (świadków było wielu), menedżer Kasi Kowalskiej zabiera mu
dostawcze auto, na bankiecie jest niezły skandal. I temat umiera... A pismo od
prezydenta leży gdzieś pewnie w księgowości ośrodka, jeśli go nie zniszczono.
Na szczęście tę "gwarancję" prezydenta widziało sporo osób mogących
poświadczyć jej treść. Czy należność wobec MOKu została uregulowana do dnia
dzisiejszego. NIE!
O kulisach całej tej sprawy warto porozmawiać z byłym dyrektorem Siedlakiem.
To była jego ostatnia impreza w MOKu...
A wracając do p. Jarka Kowalczyka. Każdy, kto choć trochę orientuje się w
układach w światku muzycznym wie, że swój sukces Miejski Ośrodek Kultury
zawdzięcza właśnie jemu. Jego kontaktom, przyjaźniom, znajomościom wśród
muzyków. Jak teraz będzie funkcjonował MOK, tego nie wiem. Obawiam się jednak,
że bez pana Jarka ilość i jakość imprez na pewno nie będzie taka sama
(wysoka).
A czy spadnie? Pożyjemy, zobaczymy...