Gość: hipermarketus
IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl
06.01.03, 21:54
Hipermarkety
...to sieci sklepów o dużych powierzchniach, które sprzedają produkty
żywnościowe. W Wielkiej Brytanii i Francji mają 80% udziału w handlu
żywnością. Ponieważ na Zachodzie nie ma już miejsca na dalszą ekspansję,
wielkie sieci handlowe dokonują inwazji na "rynki wschodzące" czyli Europę
Wschodnią i Azję. Dlaczego należy się przed nimi bronić?
Hipermarkety świadomie wprowadzają konsumenta w błąd stosując "ceny wabiące".
Wszystkim wydaje się, że ceny w hipermarketach są niższe niż w sklepach
osiedlowych czy na bazarach. Nic bardziej błędnego! Hipermarkety celowo
obniżają ceny niektórych produktów, by przyciągnąć klientów spragnionych
promocji. Nieświadomi amatorzy tanich pomarańczy czy coca-coli wpadają do
hipermarketu i rzucają się na super atrakcyjne towary. A po drodze kupują
1001 innych produktów, tym razem znacznie droższych i z reguły do niczego
niepotrzebnych. Towary w hipermarketach są tak sprytnie ustawione, by
zachęcić klientów do kupienia ich w jak największej ilości: produkty
spożywcze (w szczególności chleb i nabiał) umieszczone są zawsze na końcu
sklepu. Aby do nich dotrzeć, należy przejść koło innych , mniej potrzebnych
rzeczy, wielu klientów nie może się oprzeć takiej pokusie i wrzuca do koszyka
wszystko co popadnie.
Hipermarkety wcale nie oznaczają "łatwych i szybkich zakupów". Średni czas
zakupów w hipermarkecie w Wielkiej Brytanii to 90 min! Wynika to nie tylko z
ustawienia produktów, ale także z notorycznych kolejek przy kasach. Gdy
dodamy do tego czas potrzebny na dojazd, to okazuje się, że hipermarket to
najmniej przyjemny i najbardziej czasochłonny sposób kupowania.
Hipermarkety rujnują dostawców i rolników. Hipermarkety niechętnie
współpracują z dostawcami małej czy średniej wielkości: większość produktów
kupują w wyniku negocjacji prowadzonych na szczeblu krajowym a nawet
światowym. O ile duże firmy (np. Coca-Cola czy Danone) mają szansę na
wywalczenie sobie dobrych warunków, o tyle mali dostawcy (lokalni producenci
czy rolnicy) są na straconej pozycji. Hipermarkety wymuszają na dostawcach
nieludzkie warunki: żądają coraz to niższych cen (często poniżej kosztów
produkcji) , długich terminów płatności (czyli hipermarket bierze od dostawcy
towar, nie płaci mu od razu ale po kilku miesiącach, a sam sprzedaje towar i
ma z tego zysk, w praktyce więc hipermarket jest kredytowany przez dostawce).
Zawsze można zastosować mały szantaż: mówi się rolnikowi czy też lokalnemu
wytwórcy, że np. w Egipcie czy Bangladeszu ten sam towar jest wytwarzany
znacznie taniej... Z tego powodu tylko w Anglii upadło w ostatnich latach
42,000 gospodarstw.
Hipermarkety niszczą miejsca pracy. Hipermarkety przy każdym otwarciu nowej
placówki triumfalnie obwieszczają stworzenie nowych miejsc pracy. Jest to
prymitywne oszustwo, niestety wielu wierzy (lub chce wierzyć) w takie bajki.
Jedno miejsce w supermarkecie niszczy kilka a nawet kilkanaście miejsc pracy
w lokalnym handlu. Hipermarkety nie tylko zabierają pracę handlowcom: wchodzą
także w segment produkcji, tworząc wyroby sprzedawane pod własną marką. Takie
wyroby są sprzedawane grubo poniżej cen innych, markowych wyrobów.
Wytworzeniem takich wyrobów zajmują się mali producenci, z reguły nie
posiadający znanej marki ani silnej pozycji rynkowej. Całą marże zgarnia
oczywiście hipermarket. Produkty pochodzące od silnych i znanych producentów
mają szansę sprostać takiej konkurencji, ale problem w tym, że takowych w
Polsce nie ma. Zysk pozostaje więc w rękach zagranicznych koncernów (sieci
handlowych), gdyż dla polskiego konsumenta najważniejsza jest cena i z reguły
wybiera "ketchup marki ketchup" czy też inne produkty wytwarzane przez sieci
handlowe.
Hipermarkety niszczą pełnowartościowe miejsca pracy, a tworzą "shit jobs".
Płace personelu hipermarketów należą do najniższych. Prawa pracowników (z
reguły młodych ludzi) są notorycznie łamane, szczególnie w Polsce i innych
krajach Europy Wschodniej. W normalnym kraju nikt nie garnie się do takiej
pracy. Dla przykładu podam, że w supermarkecie w Orleans (Massachusetts, USA)
większość załogi stanowili Meksykańcy czy też przybysze z Europy Wschodniej
(Polska, Rosja), podobnie jest w innych miejscach w USA. Jednak w Polsce w
warunkach szalejącego bezrobocia pracownicy godzą się na poniżające warunki -
lepsze 700 zł na miesiąc niż nic.
Hipermarkety niszczą środowisko. Wraz z budową hipermarketu powstaje
często "centrum handlowe", w którym skupia się działalność usługowa. Często
centra miast wyludniają się, bo wszystkie usługi skupiają się w blaszanych
hangarach hipermarketów, które z reguły powstają na obrzeżach miast, co
zmusza ludzi do korzystania z samochodu. Hipermarkety stosują dyferencjację
cenową, wykorzystując fakt, że część klientów nie posiada samochodu. Ten sam
towar w supermarkecie w biedniejszej dzielnicy kosztuje kilkanaście procent
drożej niż w hipermarkecie tej samej sieci położonym pod miastem.
Podobnie ma się rzecz z dostawcami: hipermarkety nie kupują towarów
bezpośrednio od nich, ale poprzez centra zaopatrzeniowe. Nawet jeśli rolnik
uprawia swoje jabłka 50 metrów od hipermarketu, musi jechać ze swoim towarem
50 km do centrum zaopatrzeniowego. Powoduje to oczywiście dodatkowe skażenie
środowiska.
Hipermarkety nie płacą podatków. Do litanii nieszczęść, jakie niosą ze sobą
hipermarkety, należy dołączyć jeszcze jedno: przybytki te notorycznie unikają
płacenia podatków. Oprócz absurdalnych zwolnień, którymi obsypywane są w
Polsce duże sieci handlowe (m.in. zwolnienia z VATu, podatków gruntowych,
etc.) należy wspomnieć jeden element: osławione ceny transferowe. Proceder
ten polega na wykorzystywaniu różnic w podatku dochodowym w poszczególnych
krajach. Ponieważ stawki podatku dochodowego od osób prawnych w Polsce są
relatywnie wysokie, hipermarkety zawyżają wartość towarów przywożonych do
naszego kraju. Poza tym koszty powiększane są przez usługi dokonywane przez
podmioty zagraniczne (np. doradcy, eksperci i konsultanci francuscy). Skutki
są takie, że w Polsce generowane są wyłącznie koszty, podatek płaci się od
dochodu (dochód = przychód - koszt), a ponieważ prawie żadna sieć handlowa w
Polsce oficjalnie nie osiąga dochodu, to do kasy państwa nie wpływa ani
złotówka! Działalność państwa jest finansowana przez kupców handlujących na
bazarze, którym nikt nigdy żadnej ulgi nie dał. W zamian za płacenie podatków
kupcy usuwani z najlepszych punktów miast, a w miejscu targowisk stawiane są
kolejne biurowce.
Dlaczego więc hipermarkety wyrastają w Polsce jak grzyby po deszczu? Wynika
to z krótkowzroczności decydentów i konsumentów. O ile motywacja decydentów
jest jasna: zawsze miło jest zgarnąć 10% wartości inwestycji, o tyle
konsumenci, manipulowani przez reklamę i superpromocje dają się wodzić za nos
hipermarketom. Urzędnicy nie zauważają, że wkrótce bezrobocie wzrośnie tak
drastycznie, iż wyborcy na pewno nie wybiorą ich na kolejną kadencję. Z kolei
konsumenci też powinni dostrzec, że kupując w supermarkecie w konsekwencji
zabiorą miejsca pracy... samym sobie, bo lokalny handel, przemysł i rzemiosło
niedługo będzie istnieć wyłącznie na papierze. Oby zmiana świadomości
nastąpiła, zanim bezrobocie w Polsce wzrośnie z 18% do 48% .
Targowiska a hipermarkety w liczbach
targowiska
hipermarkety
liczba:
2400
240
udział w rynku:
6%
20%
zatrudnienie:
450 tys. osób
70 tys. osób
suma płaconych opłat targowych / handlowych:
267 mln zł
0 zł
suma placonego podatku dochodowego
214 mln zł
0 zł
za: Newsweek Polska 11/02, 2002-03-17