Gość: TESCO
IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl
09.01.03, 22:48
Hipermarkety
...to sieci sklepów o dużych powierzchniach, które sprzedają produkty
żywnościowe. W Wielkiej Brytanii i Francji mają 80% udziału w handlu
żywnością.
Ponieważ na Zachodzie nie ma już miejsca na dalszą ekspansję, wielkie sieci
handlowe dokonują inwazji na "rynki wschodzące" czyli Europę Wschodnią i
Azję.
Dlaczego należy się przed nimi bronić?
Hipermarkety świadomie wprowadzają konsumenta w błąd stosując "ceny
wabiące".
Wszystkim wydaje się, że ceny w hipermarketach są niższe niż w sklepach
osiedlowych czy na bazarach. Nic bardziej błędnego! Hipermarkety celowo
obniżają ceny niektórych produktów, by przyciągnąć klientów spragnionych
promocji. Nieświadomi amatorzy tanich pomarańczy czy coca-coli wpadają do
hipermarketu i rzucają się na super atrakcyjne towary. A po drodze kupują
1001
innych produktów, tym razem znacznie droższych i z reguły do niczego
niepotrzebnych. Towary w hipermarketach są tak sprytnie ustawione, by
zachęcić
klientów do kupienia ich w jak największej ilości: produkty spożywcze (w
szczególności chleb i nabiał) umieszczone są zawsze na końcu sklepu. Aby do
nich dotrzeć, należy przejść koło innych , mniej potrzebnych rzeczy, wielu
klientów nie może się oprzeć takiej pokusie i wrzuca do koszyka wszystko co
popadnie.
Hipermarkety wcale nie oznaczają "łatwych i szybkich zakupów". Średni czas
zakupów w hipermarkecie w Wielkiej Brytanii to 90 min! Wynika to nie tylko z
ustawienia produktów, ale także z notorycznych kolejek przy kasach. Gdy
dodamy
do tego czas potrzebny na dojazd, to okazuje się, że hipermarket to najmniej
przyjemny i najbardziej czasochłonny sposób kupowania.
Hipermarkety rujnują dostawców i rolników. Hipermarkety niechętnie
współpracują
z dostawcami małej czy średniej wielkości: większość produktów kupują w
wyniku
negocjacji prowadzonych na szczeblu krajowym a nawet światowym. O ile duże
firmy (np. Coca-Cola czy Danone) mają szansę na wywalczenie sobie dobrych
warunków, o tyle mali dostawcy (lokalni producenci czy rolnicy) są na
straconej
pozycji. Hipermarkety wymuszają na dostawcach nieludzkie warunki: żądają
coraz
to niższych cen (często poniżej kosztów produkcji) , długich terminów
płatności
(czyli hipermarket bierze od dostawcy towar, nie płaci mu od razu ale po
kilku
miesiącach, a sam sprzedaje towar i ma z tego zysk, w praktyce więc
hipermarket
jest kredytowany przez dostawce). Zawsze można zastosować mały szantaż: mówi
się rolnikowi czy też lokalnemu wytwórcy, że np. w Egipcie czy Bangladeszu
ten
sam towar jest wytwarzany znacznie taniej... Z tego powodu tylko w Anglii
upadło w ostatnich latach 42,000 gospodarstw.
Hipermarkety niszczą miejsca pracy. Hipermarkety przy każdym otwarciu nowej
placówki triumfalnie obwieszczają stworzenie nowych miejsc pracy. Jest to
prymitywne oszustwo, niestety wielu wierzy (lub chce wierzyć) w takie bajki.
Jedno miejsce w supermarkecie niszczy kilka a nawet kilkanaście miejsc pracy
w
lokalnym handlu. Hipermarkety nie tylko zabierają pracę handlowcom: wchodzą
także w segment produkcji, tworząc wyroby sprzedawane pod własną marką.
Takie
wyroby są sprzedawane grubo poniżej cen innych, markowych wyrobów.
Wytworzeniem
takich wyrobów zajmują się mali producenci, z reguły nie posiadający znanej
marki ani silnej pozycji rynkowej. Całą marże zgarnia oczywiście
hipermarket.
Produkty pochodzące od silnych i znanych producentów mają szansę sprostać
takiej konkurencji, ale problem w tym, że takowych w Polsce nie ma. Zysk
pozostaje więc w rękach zagranicznych koncernów (sieci handlowych), gdyż dla
polskiego konsumenta najważniejsza jest cena i z reguły wybiera "ketchup
marki
ketchup" czy też inne produkty wytwarzane przez sieci handlowe.
Hipermarkety niszczą pełnowartościowe miejsca pracy, a tworzą "shit jobs".
Płace personelu hipermarketów należą do najniższych. Prawa pracowników (z
reguły młodych ludzi) są notorycznie łamane, szczególnie w Polsce i innych
krajach Europy Wschodniej. W normalnym kraju nikt nie garnie się do takiej
pracy. Dla przykładu podam, że w supermarkecie w Orleans (Massachusetts,
USA)
większość załogi stanowili Meksykańcy czy też przybysze z Europy Wschodniej
(Polska, Rosja), podobnie jest w innych miejscach w USA. Jednak w Polsce w
warunkach szalejącego bezrobocia pracownicy godzą się na poniżające warunki -
lepsze 700 zł na miesiąc niż nic.
Dlaczego więc hipermarkety wyrastają w Polsce jak grzyby po deszczu? Wynika
to
z krótkowzroczności decydentów i konsumentów. O ile motywacja decydentów
jest
jasna: zawsze miło jest zgarnąć 10% wartości inwestycji, o tyle konsumenci,
manipulowani przez reklamę i superpromocje dają się wodzić za nos
hipermarketom. Urzędnicy nie zauważają, że wkrótce bezrobocie wzrośnie tak
drastycznie, iż wyborcy na pewno nie wybiorą ich na kolejną kadencję. Z
kolei
konsumenci też powinni dostrzec, że kupując w supermarkecie w konsekwencji
zabiorą miejsca pracy... samym sobie, bo lokalny handel, przemysł i
rzemiosło
niedługo będzie istnieć wyłącznie na papierze. Oby zmiana świadomości
nastąpiła, zanim bezrobocie w Polsce wzrośnie z 18% do 48% .
Targowiska a hipermarkety w liczbach
targowiska
hipermarkety
liczba:
2400
240
udział w rynku:
6%
20%
zatrudnienie:
450 tys. osób
70 tys. osób
suma płaconych opłat targowych / handlowych:
267 mln zł
0 zł
suma placonego podatku dochodowego
214 mln zł
0 zł
za: Newsweek Polska 11/02, 2002-03-17