Dodaj do ulubionych

Plagiat na politechnice i WSZiA

IP: *.hsd1.nm.comcast.net 26.05.06, 09:17
male, slabe uczelnie; kadra pracujaca na kilku etatach; promotor
odpowiedzialny za mase studentow---mamy skutki !!!
uczelnie nie sa w stanie ocenic czy byl plagiat szkoda slow
Obserwuj wątek
    • Gość: oipkmn No to jaki plagiat? To przecież kradzież IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.06, 11:19
      j.w.
    • Gość: moi Re: Plagiat na politechnice i WSZiA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.06, 11:37
      A kto pisze prace na służbowym komputerze?! Może jeszcze w godzinach pracy? I w
      dodatku zostawia je na dysku a nie przerzuca na dyskietki (stary wynalazek, ale
      jeszcze czasami przydatny)
    • Gość: gość Re: Plagiat na politechnice i WSZiA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.05.06, 12:45
      opole rzeszow co ty jadasz że tak głupio gadasz? Widzę, że młody jeszcze jesteś.
      Pewnie nie ukończyłeś 12 wiosen. Napisałeś małe..uczelnie;... promotor
      odpowiedzialny za masę studentów.
      Jak jest mała uczelnia to chcąc czy nie promotor ma mało studentów. Mała
      uczelnia = mało studentów = małe grupki seminarzystów. Natomiast jak jest duża
      uczelnia wtedy: duża uczelnia = dużo studentów = duże grupki seminarzystów.
      Logika się kłania.

      PS
      Najpierw skończ gimnazjum, później liceum a dopiero wtedy wypowiadaj się na forum
      >Starałem ci to przetłumaczyć na chłopski rozum. Mam nadzieje, że zrozumiałeś.
      • Gość: baltazar Re: Plagiat na politechnice i WSZiA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.06, 11:46
        duża uczelnia = dużo studentów = duże grupy seminarzystów = dużo plagiatów = ...
    • nfa05 Re: Plagiat na politechnice i WSZiA 26.05.06, 12:45
      Na tzw. mocnych uzcelniach tez mamy takie przypadki. Jest jednak różnica.
      Silniejsze uczelnie mają więcej srodkow na dywany pod które zamiatają
      niewygodne sprawy.
    • Gość: Marek Wronski Re: mozna i tzreba odebrac IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 26.05.06, 13:52
      Plagiatowa prace magisterska mozna odebrac w ciagu 10 lat od chwili obrony w
      postepowaniu wewnatrzuczelnianym (vide sprawa plagiatu Andzreja Anusza).

      Marek Wronski
      misiecznik Forum Akademickie
      "Z Archiwum Nieuczciwosci Naukowej"
      Marekwro@aol.com
    • Gość: czytelnik Re: Kolejny plagiat w środowisku naukowym UO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.05.06, 14:52
      Opisana tu sprawa nie jest niestety jedynym przypadkiem plagiatu naukowego
      w opolskim środowisku naukowym w ostatnim czasie. Przykładem mogą być wydane
      w 2005 r. dwie książki autorstwa Joanny Banik: monografia Lewina Brzeskiego oraz
      "Rody opolskie". W obu tych książkach wykorzystano bez podania źródła fragmenty
      artykułu innego autora, jaki ukazał się kilka lat temu w "Śląskim Kwartalniku
      Historycznym - Sobótka". J. Banik doktoryzowała się niedawno na Uniwersytecie
      Opolskim. Jedna z wymienionych powyżej książek (monografia Lewina Brzeskiego)
      została napisana pod naukową opieką prof. Anny Pobóg-Lenartowicz z UO,
      a recenzentem książki był inny profesor tej uczelni - Michał Lis. Ten ostatni
      recenzował pozytywnie także "Rody opolskie". Sprawa plagiatu popełnionego przez
      J. Banik została oficjalnie zgłoszona wymienionym profesorom, a także władzom
      Uniwersytetu Opolskiego. Bezskutecznie. Sprawę zamieciono "pod dywan", a do jej
      wyciszenia przyczynił się m. in. bliski przyjaciel pani dr Banik - radny Tomasz
      Kwiatek, czołowy działacz Stop Korupcji (!), totumfacki Janusza Kowalskiego.
      Tak krytyczne na codzień wobec UO stowarzyszenie J. Kowalskiego zapomniało w tym
      wypadku o przyświecających mu oficjalnie zasadach. Po raz kolejny interes
      osobisty przeważył ponad zasadami.
      • Gość: An Re: Kolejny plagiat w środowisku naukowym UO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.05.06, 19:11
        W dzisiejszych czasach każdy kłamać może. Jeden robi to lepiej drugi gorzej.
        Twoje kłamstwo, wypowiedz oszczercza jest jedną z najgłupszych rzeczy jaką
        słyszałem w swoim dość długim życiu.
        Mogę Ci powiedzieć tylko jedno: gdyby głupota miała skrzydła to byś już fruwał.
        Dlaczego tak sądzę? Po pierwsze taką sprawę zgłasza się prokuraturze.
        Dlaczego piszesz o tym tylko na forum? Są różnego rodzaju gazety które taką
        aferę z przyjemnością by rozdmuchały.
        Odpowiedz na powyższe pytanie pewnie nie przeszło by ci przez gardło. Musiał byś
        wtedy przyznać, że to co napisałeś to oszustwo, a ponadto zajęła by się tobą
        prokuratora. Akt oskarżenia brzmiał by: POMÓWIENIE, .....
        • Gość: czytelnik Re: Kolejny plagiat w środowisku naukowym UO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.05.06, 20:15
          Najwyrażniej Ty sam nie wiesz, co piszesz, albo też jesteś osobiście
          zainteresowany poruszoną przeze mnie sprawą i dlatego próbujesz wprowadzać w
          błąd innych użytkowników forum. Ja wiem, co piszę, bo na własne oczy widziałem
          obie książki J. Banik oraz wcześniejszy o parę lat artykuł, którego fragmenty
          zostały w tych książkach wykorzystane bez podania źródła. Jeżeli wykorzystanie
          fragmentów cudzego tekstu bez cudzysłowu i bez przypisów nie jest plagiatem,
          czyli bezprawnym zawłaszczeniem cudzego dorobku intelektualnego, to jak się to
          nazywa?! Nie wiem, czy sprawa ta trafiła już do prokuratora czy dopiero tam
          trafi, bo jest to wyłącznie sprawa poszkodowanego autora, i dlatego na ten temat
          się nie wypowiadam. Fakt popełnienia intelektualnej kradzieży jest jednak dla
          mnie bezdyskusyjny.
          • Gość: Marek Wronski Re: Do Czytelnika IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 28.05.06, 13:48
            Drogi Czytelniku,
            Zajmuje sie badaniami nad nierzetelnoscia naukowa jak i ujawnianianiem kantow
            naukowych (patrz moje artykuly w Forum Akademickim). Bede wdzieczny za
            przeslanie (nawet anonimowo, aczkolwiek zapewniam tez absolutna dyskrecje!)
            pelnych kserokopii tych prac, o ktorych wspomina Pan/Pani w swoim mejlu.
            Majac je w reku i po przeanalizowaniu i stwierdzeniu prawdziwosci zarzutow
            podejme publicznie ta sprawe. Bede tez wdzieczny za kontakt e-majlowy.
            (Marekwro@aol.com)
            Mieszkam zagranica, wiec nie latwo mi dostac sie do konkretnych prac.
            Moja adres pocztowy:

            Marek Wronski, MD, PhD
            302A West, 12th Street
            Box 166
            New York, NY 10014
            • Gość: An Re: Do Czytelnika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.06, 21:25
              Drogi Marku Wroński,
              Jak sam napisałeś „zajmujesz się badaniami nad nierzetelnością naukową jak i
              ujawnianiem kantów naukowych”. Rozumiem wiec, że jesteś osobą która zna się na
              rzeczy. Dlatego nie mogę zrozumieć, że sam w swoim liście namawiasz czytelnika
              do popełnienia przestępstwa. Napisałeś: „Będę wdzięczny za przesłanie pełnych
              kserokopii tych prac”. Xerowanie całych książek to przestępstwo!!! Kradzież!!!
              Czyżby Pan nie wiedział o tym. W takim razie jak osoba stojąca na straży prawa,
              nie znająca przepisów, może rozszczygać co jest plagiatem, a co nie. Panie
              Marku Wroński rozumiem, że mieszka Pan w USA. Jednak to nie zwalnia Pana
              nakłaniać czytelnika (jeszcze raz to powtórzę) do kradzieży.

              Po raz kolejny pragnę zdementować plotkę jakoby prace Pani dr Banik były
              plagiatem. Ja również na własne oczy widziałem obie książki. Czytałem także
              art. Sobutki.
              Myślę, że oskarżenia w stosunku do prof. Instytutu Historii wynikają tylko z
              tego, że nauczyciele Ci oblewają „studentów nieuków”. Swoje frustracje proszę
              przekazać psychiatrze. Forum nie jest od tego.
              • Gość: czytelnik Re: Do An IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.06, 11:57
                Jeżeli już, to "artykuł z Sobótki", a nie "artykuł Sobutki", Szanowny
                An(onimie)! Faktycznie nie wiesz o czym piszesz!!! Autor artykułu w Sobótce
                ( nie żaden Sobutka! ) ani nie był słuchaczem wymienionych profesorów historii
                UO, ani tym bardziej nie mógł być przez nich oblany na egzaminie. Twoje
                insynuacje na temat frustracji z powodu oblania na egzaminie nie mają zatem
                żadnego związku
                z rzeczywistością i proponowałbym raczej Tobie udanie się do psychiatry.
                • Gość: An Re: Do czytelnika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.06, 12:40
                  Jedną literę mi wcięło, a Ty od razu piszesz, że nie wiem o co chodzi. Ponadto
                  czy ja gdzieś napisałem, że autor artykułu w Sobótce był słuchaczem wymienionych
                  profesorów historii UO? Nie!!! Napisałem, że studenci którzy oblali egz. m.in.
                  u prof. Lenartowicz i dr Banik wysuwają w stosunku do tych prof. oskarżenia
                  wyssane z palca. Tak jest też w Twoim przypadku. Zamiast pić piwko należało się
                  przygotowywać do egzaminów. Ucząc się zdałbyś ten egz., a dzięki temu nie byłbyś
                  tak sfrustrowany. Pójście do psychiatry to nie żaden obciach. Naprawdę jeszcze
                  raz Ci to polecam.

                  PS
                  Czytanie ze zrozumieniem to istotna rzecz. Jeżeli nie jesteś w stanie zrozumieć
                  tego co czytasz, to jakim cudem posądzasz kogoś o plagiat?
                  • Gość: Czytelnik Re: Do An IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.06, 16:48
                    Tak się akurat składa, że jak dotąd nie oblałem żadnego egzaminu u wymienionych
                    osób i nie mam żadnych osobistych powodów, aby działać na ich szkodę. Nie należę
                    też do osób nadużywających alkoholu i raczej spokojnie myślę o czekających mnie
                    jeszcze egzaminach ( choć znane mi są przypadki złośliwego tępienia ludzi,
                    którzy narazili się komuś z przyczyn pozamerytorycznych ). Ale Ty oczywiście
                    wszystko wiesz lepiej... Swoją drogą - charakterystyczny dla Ciebie ton
                    impertynenckiej pewności siebie przypomina mi kogoś dobrze znanego z zajęć
                    na UO, ale nie chcę bawić się w domysły... Ograniczę się tylko do stwierdzenia,
                    że to co piszesz i jak piszesz jasno wskazuje na to, że jesteś osobiście
                    zainteresowany zafałszowaniem i schowaniem pod dywan poruszonej przeze
                    mnie sprawy, a zastosowana przez Ciebie brudna metoda obrony - insynuacje
                    i pomówienia zamiast rzeczowej argumentacji - świadczy o tym, że świadomie
                    bronisz złej sprawy.
                    • Gość: student Re: Do An IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.06, 17:43
                      A ja się zabawię w domysły! Ten An nieodparcie kojarzy mi się z profesorem ML!
                      A piwko owszem lubię, także w czasie sesji - po zdanym egzaminie.
              • Gość: ptyś Re: Do Czytelnika IP: 209.208.236.* 29.05.06, 22:20
                kserowanie jest dozwolone, jesli jest na wlasny uzytek, gdyby tak nie bylo, wszystkie ksera nalezaloby
                zamknac na klodke, a wlascicieli wtracic do wiezien, nie mowiac juz o kserujacych, tylko jak ich zlapac.
                Pan Marek Wronski na szczescie mieszka poza Polska i nie dotycza go te bzdurne przepisy na temat
                kser, o ktorych probuje wymadrzac sie An. A czyni to z takam zajadliwoscia, ze pewnie ma w tym jakis
                interes. Kolezenski.
                • Gość: An Re: Do Czytelnika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.06, 22:38
                  Drogi Ptysiu,
                  Przeczytaj te słowa i przeanalizuj

                  "Jeżeli ktoś był na stanowisku i nie kradł, robiło się wokół niego pusto:
                  wzbudzał podejrzenie. Inni mówili o nim – to na pewno szpieg, przysłali go, żeby
                  szpiclował i donosił, ile kto kradnie... Jeżeli mogli, szybko pozbywali się
                  takiego człowieka – psuł grę. W ten sposób wszystko stało na głowie, wartości
                  miały odwrócony znak. Ktoś, kto chciał być uczciwy, był posądzany o to, że jest
                  opłacanym lapsem. Jeżeli ktoś miał czyste ręce, musiał je głęboko chować, w
                  czystości było coś wstydliwego, cos dwuznacznego. Im wyżej, tym kieszeń
                  pełniejsza......"
                  Ryszard Kapuściński

                  PS
                  Ponadto można kserować fragmenty książek ale nie całe książki

                  Drogi Czytelniku,
                  Gdybyś Ty napisał prace doktorską i ktoś posądziłby Cię niesłusznie o plagiat
                  również stanąłbym w Twojej obronie. Tak samo robię w stosunku do dr Banik.
              • Gość: baltazar Re: Do Czytelnika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.06, 11:54
                Najdurniejszy komentarz jaki czytałem. ROTFL.
          • Gość: Konrad Re: Kolejny plagiat w środowisku naukowym UO IP: *.adsl.inetia.pl 31.05.06, 16:27
            Tu musze sie zgodzić z rzeczniczką UO. Referowanie źródeł nie jest plagiatem.
            Plagiat słowo niektórzy nadużywają tak samo jka korupcja która jest wszędzie
            nawet w lodówce. Zazwyczaj plagiat wykorzystują ludzie mali co raz cos
            opublikowali i zazdrośni. Jak wynika z lektury wsześniejszych wpisów to jakieś
            bzdury. Książka dotyczy innego tematu 3 podobne zdania są rzekomym plagiatem
            całej książki to się wyklucza. Lepiej niespełniony autor się zajmie czymś
            konstruktywnym.
            • Gość: Z. Bereszyński Re: do Konrada IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.06, 19:26
              Drogi Konradzie! Coś słabo z Twoimi kwalifikacjami naukowymi, skoro nie
              odróżniasz referowania źródeł od referowania cudzych prac naukowych. A co do
              Twoich oszczerczych insynuacji na temat tych, co to raz coś opublikowali i są
              zazdrośni, to pragnę Cię poinformować, że artykuł na temat zamku Meristow nie
              jest wcale jedyną publikacją naukową w moim dorobku. Pod względem liczby
              powaznych publikacji naukowych, jakie ukazały się w uznanych periodykach o
              zasięgu międzynarodowym,
              a nie w jakimś "Indeksie" itp., mogę śmiało konkurować z niejednym długoletnim
              pracownikiem naukowym UO. Nie tylko w dziedzinie historii. Radzę uważniej
              śledzić bieżącą literature naukową!
    • Gość: Marek Wronski Re: Plagiat na politechnice i WSZiA IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 30.05.06, 04:07
      PT Czytelniku: jest kardynalan zasada ,ze jak kogos o cos publicznie oskarzamy
      ( i w dodatku ANONIMOWO!) to musiumy podac dokladne zarzuty, tak aby kazdy mogl
      sprawdzic prawdziwosc naszych slow, siegajac do zrodel. Ty nie podales z
      jakiego artykulu i z ktorego numeru Sobotki nastapily sugerowane przez Ciebie
      zapozyczenia. I to jest nie fair!
      Marek Wronski
      • Gość: czytelnik Re: Plagiat na politechnice i WSZiA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.05.06, 08:13
        Oto dane na temat artykułu, którego fragmenty zostały bez podania źródła
        wykorzystane w wymienionych przeze mnie dwóch książkach dr Joanny Banik:
        Z. Bereszyński, "Gdzie znajdował się zamek Meristow?", "Śląski Kwartalnik
        Historyczny - Sobótka", nr 2, 2003, s. 145-151. Z tego co mi wiadomo, zarzuty
        w tej sprawie zostały już jakiś czas temu sformułowane jak najbardziej
        oficjalnie przez poszkodowanego autora w pismach skierowanych do władz UO oraz
        do wymienionych przeze mnie profesorów (A. Pobóg-Lenartowicz, M. Lis ). Nie są
        to zatem zarzuty anonimowe. Nie mniej jednak przepraszam, że nie podałem od razu
        pełnej informacji.
      • Gość: Danuta Berlińska Re: do Panan Marka Wrońskiego IP: *.atol.com.pl 30.05.06, 23:39
        Szanowny Panie,
        w zwizku z przedłuzającą się dyskusją na temat rzekomego plagiatu, wobec
        którego władze Uniwersytetu Opolskiego pozosały obojetne, zmuszona jestem
        wyjaśnić, że autor artykułu "Gdzie znajdował się zamek Meristow (Sobótka nr2
        2003) Z. Bereszynski zarzuca dr Joannie Banik, że wykorzystała jego ustalenia,
        że "zamek Meristow należy sytuować w pobliżu Osieka Grodkowskiego, a nie, jak
        dawniej utrzymywano, na terenie Żelaznej" i zarzuca jej, że autorka nie
        wspomina, kto ostatecznie wyjaśnił sprawę lokalizacji owego zamku.
        Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, że nie mamy do czynienia z plagiatem, pozwole
        sobie przytoczyć wskazane przez autora framgmenty:
        1. Z artykułu Z. Bereszyńskiego:
        "Jak informuja źródła historyczne, gdzies w okolicach Grodkowa istniał w
        średniowieczu zamek (castrum) czy dwór obronny (firma curia0 o nazwie
        zapisywanej najczęściej w postaci Meristow. Zamek ów istniał zapewne już w 1284
        r., ponieważ z data 29.XI komes Bogusz z Pogorzeli wysawił w miejscu zwanym
        Meristow dokument dotyczący nadania gruntów dla dwóch mieszczan z Lewina
        Brzeskiego [...].
        [O grodzisku w Osieku Grodkowskim:] Jak się wydaje, mamy tu do czynienia z
        pozostałościami dwuczłonowego założenia obronnego, mogącego w razie potrzeby
        pomieścić znaczną liczbe ludzi. Prostokątny nasyp grodziska, z reliktami
        wznoszącej się niegdys na nim murowanej budowli (wieży?), sanowi rodzaj
        fermety, zamykającej wąski przesmyk prowadzący n sporych rozmiarów kepę
        ("wyspę"), otoczona przez starorzecze Nysy Kłodzkiej [...]. Na rozległym
        majdanie w obrębie kepy mogły mieścić się drewniane zabudowania mieszkalne i
        gospodarcze.
        2. Fragmenty z "Lewin Brzeski. Monografia miasta" J. Banik:
        "Źródła historyczne wskazuja natomiast, że w okolicach Grodkowa istniał w
        średniowieczu zamek (castrum), tudzież dwór obronny o nazwie Meristow. Z
        dokumentów wynika, ze zame ten istniał już w 1284 r., ponieważ Bogusz z
        Pogorzeli wystawił dokument dotyczący dotyczący nadania gruntów dla dwóch
        mieszczan z Lewina Brzeskiego w miejscy zwanym Meristow [...]"
        Ustalono, że w Osieku istniało dwuczłonowe założenie obronne, mogace w razie
        zaistniałej potrzeby pomieścić znaczną liczbę ludzi. Mało tego, udowodniono, ze
        godzisko w formie prostokąta, posiadajace relikty murowanej wieży, stanowiło
        pewien rodzaj fermety, zamykajacej wąski przesmyk, prowadzący do sporych
        rozmiarów kępy )wyspy), otoczonej przez starorzecze Nysy Kłodzkiej, która
        stanowiła naturalną obronę grodu. W obrębie kępy znajdował się rozległy majdan,
        na którym mieściły się zapewne zabudowania mieszkalne i gospodarcze".

        Jak wynika z przytoczonych cytatów autorka nie przywłaszczyła sobie ustaleń p.
        Z. Bereszyńskiego, posługując się zwrotami: "Jak informuja źródła
        historyczne", "Ustalono". Referowała ustalenia posługując się sfromułowaniami
        bardzo bliskimi lub tożsamymi sformułowaniom Z. Bereszyńskiego.
        Dotyczy to jedynie tych dwóch stwierdzen. poza tym zostało to opublikowane w
        pracy popularnonaukowej, bez przypisów.
        Autorka nie przypisuje sobie cudzej twórczości, tylko ją referuje.
      • Gość: Danuta Berlińska Re: do Panan Marka Wrońskiego IP: *.atol.com.pl 31.05.06, 00:12
        Szanowny Panie,
        w związku z przedłużającą się dyskusją na temat rzekomego plagiatu, wobec
        którego władze Uniwersytetu Opolskiego pozostały obojętne, zmuszona jestem
        wyjaśnić, że autor artykułu "Gdzie znajdował się zamek Meristow" (Sobótka nr2
        2003) Z. Bereszynski zarzuca dr Joannie Banik, iż wykorzystała jego ustalenia,
        że "zamek Meristow należy sytuować w pobliżu Osieka Grodkowskiego, a nie, jak
        dawniej utrzymywano, na terenie Żelaznej" i zarzuca jej, że autorka nie
        wspomina, kto ostatecznie wyjaśnił sprawę lokalizacji owego zamku.
        Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, że nie mamy do czynienia z plagiatem, pozwolę
        sobie przytoczyć wskazane przez autora fragmenty:
        1. Z artykułu Z. Bereszyńskiego:
        "Jak informują źródła historyczne, gdzieś w okolicach Grodkowa istniał w
        średniowieczu zamek (castrum) czy dwór obronny (firma curia) o nazwie
        zapisywanej najczęściej w postaci Meristow. Zamek ów istniał zapewne już w 1284
        r., ponieważ z data 29.XI komes Bogusz z Pogorzeli wystawił w miejscu zwanym
        Meristow dokument dotyczący nadania gruntów dla dwóch mieszczan z Lewina
        Brzeskiego [...].
        [O grodzisku w Osieku Grodkowskim:] Jak się wydaje, mamy tu do czynienia z
        pozostałościami dwuczłonowego założenia obronnego, mogącego w razie potrzeby
        pomieścić znaczną liczbę ludzi. Prostokątny nasyp grodziska, z reliktami
        wznoszącej się niegdyś na nim murowanej budowli (wieży?), stanowi rodzaj
        fermety, zamykającej wąski przesmyk prowadzący na sporych rozmiarów kepę
        ("wyspę"), otoczoną przez starorzecze Nysy Kłodzkiej [...]. Na rozległym
        majdanie w obrębie kępy mogły mieścić się drewniane zabudowania mieszkalne i
        gospodarcze.
        W tym miejscu warto podreslić, że Z. Bereszyński odsyła do pracy "Badania
        archeologiczne na Górnym Śląsku i ziemiach pogranicznych w 1993 r."

        2. Fragmenty z "Lewin Brzeski. Monografia miasta" J. Banik:
        "Z braku badań nie wiemy jak wyglądała siedziba w Michałowie - pozostały tam
        jedynie ślady grodziska. Źródła historyczne wskazują natomiast, że w okolicach
        Grodkowa istniał w średniowieczu zamek (castrum), tudzież dwór obronny o nazwie
        Meristow. Z dokumentów wynika, ze zamek ten istniał już w 1284 r., ponieważ
        Bogusz z Pogorzeli wystawił dokument dotyczący dotyczący nadania gruntów dla
        dwóch mieszczan z Lewina Brzeskiego w miejscu zwanym Meristow [...]"
        "Badania archeologiczne prowadzone przede wszystkim przez Piotra Kubowa,
        archeologa z Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu, potwierdziły walory obronne
        grodu. Ustalono, że w Osieku istniało dwuczłonowe założenie obronne, mogące w
        razie zaistniałej potrzeby pomieścić znaczną liczbę ludzi. Mało tego,
        udowodniono, ze grodzisko w formie prostokąta, posiadające relikty murowanej
        wieży, stanowiło pewien rodzaj fermety, zamykajacej wąski przesmyk, prowadzący
        do sporych rozmiarów kępy (wyspy), otoczonej przez starorzecze Nysy Kłodzkiej,
        która stanowiła naturalną obronę grodu. W obrębie kępy znajdował się rozległy
        majdan, na którym mieściły się zapewne zabudowania mieszkalne i gospodarcze".
        Jak wynika z przytoczonych cytatów autorka nie przywłaszczyła sobie ustaleń p.
        Z. Bereszyńskiego, posługując się zwrotami: "Jak informują źródła
        historyczne", "Ustalono", chociaż posługiwała się sfromułowaniami bardzo
        bliskimi lub tożsamymi sformułowaniom Z. Bereszyńskiego - być może dlatego, że
        oboje korzystali z tego samego źródła (Badania archeologiczne...).
        Dotyczy to jedynie tych dwóch stwierdzeń. Prace J. Banik mają charakter
        popularnonaukowy i nie zawierają przypisów.
        Autorka nie przypisuje sobie cudzej twórczości, tylko referuje obecny stan
        wiedzy, nie prowadząc krytycznej analizy stanu badań. Zatem sposób
        wykorzystania tych fragmentów nie wskazuje jakoby autorka dokonała tych odkryć
        naukowych, a jest jedynie popularyzacją najnowszych ustaleń historyków i
        archeologów.
        Poza wszystkim autorka nie pracuje na Uniwersytecie Opolsikim, dlatego władze
        uczelni nie zajęły się tą sprawą. Tym bardziej, że w świetle przyjętej
        definicji, trudno dopatrzyć się plagiatu.

        Z wyrazami szacunku
        Danuta Berlińska
        Rzecznik prasowy UO
        • Gość: ptyś Re: do Panan Marka Wrońskiego IP: 209.208.236.* 31.05.06, 14:30
          a to ci dopiero, UO ma rzecznika prasowego... i to jakiego!!!
        • Gość: Z. Bereszyński Re: do rzecznika prasowego UO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.06, 19:09
          Oświadczam, że rzecznik prasowy UO, dr Danuta Berlińska, wprowadza w błąd
          użytkowników forum, utrzymując, jakoby obie wchodzące tu w rachubę książki
          dr Joanny Banik były popularnonaukowymi publikacjami bez przypisów. Łatwo
          sprawdzić, że monografia Lewina Brzeskiego, w której wykorzystano fragmenty
          mojego artykułu, została zaopatrzona w bardzo szczegółowe przypisy, w których
          wymienia się nie tylko źródła i prace naukowe, ale nawet artykuły prasowe.
          Z dziwnych powodów, których mogę się jedynie domyślać, zabrakło natomiast
          stosownych przypisów przy fragmentach mojego tekstu.

          Rzecznik prasowy UO próbuje także wprowadzać w błąd użytkowników forum,
          sugerując, że uderzające podobieństwo sformułowań zawartych w moim artykule oraz
          w książkach dr Joanny Banik może wynikać z tego, że pani ta korzystała z tego
          samego co ja źródła, a mianowice z publikacji P. Kubowa w zbiorze Badania
          archeologiczne na Górnym Śląsku i ziemiach pogranicznych w 1993 roku.
          Oświadczam, że jest to sugestia absolutnie nieprawdziwa, ponieważ publikacja
          P. Kubowa - co łatwo sprawdzić - nie zawiera żadnych tego typu sformułowań.

          Fakt, że rzecznik prasowy UO posługuje się kłamstwem, świadczy albo o jego
          niekompetencji albo złej woli, która każe mu niegodnymi środkami bronić złej
          sprawy. Jedno i drugie nie wystawia dobrego świadectwa uczelni reprezentowanej
          przez takiego rzecznika.

          I jeszcze jedna uwaga - poruszona tu sprawa dotyczy jak najbardziej UO, nawet
          jeżeli dr Banik nie jest aktualnie pracownikiem tej uczelni. Wynika to m. in.
          z faktu, że monografia Lewina Brzeskiego autorstwa dr Banik została napisana pod
          naukową opieką jednego z profesorów tej uczelni, a inny profesor tej uczelni
          monografię tę recenzował.



    • Gość: Marek Wronski Re: Podziekowanie dla rzecznika prasowego UO IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 01.06.06, 00:58
      Dziekuje za ustosunkowanie sie do postow jak i zarzutow "Czytelnika".

      Marek Wronski, New York
      • Gość: USzon Re: Podziekowanie dla rzecznika prasowego UO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.06, 07:59
        Bereszyński stracił funkcje w RN ECO może sam plagiat robił w swoich kilku
        publikacjach????
        • Gość: Z. Bereszyński Re: Podziekowanie dla rzecznika prasowego UO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.06, 19:14
          Kłamstwa ze strony rzecznika prasowego UO i oszczercze insynuacje ze strony
          USzona - zaiste piękne metody walki o nowy wizerunek Uniwersytetu Opolskiego!
          Gratuluję radykalnego zerwania z niechlubnymi tradycjami Czerwonej Sorbony!
          • Gość: Danuta Berlińska Re: Prośba do Pana Z. Bereszyńskiego IP: *.atol.com.pl 04.06.06, 21:56
            Proszę nie zarzucać mi kłamstwa, przekazywałam bowiem informacje w najlepszej
            wierze, zgodnie z moim stanem wiedzy, na podstawie Pańskiego pisma i
            dołączonych fragmentów tekstów. Napisałam wyraźnie, że nie badalismy tej
            sprawy, ponieważ autorka nie pracuje na UO. Zresztą jeśli byłaby badana, to
            przez historyków. Odpowiedzialność za plagiat spoczywa wyłącznie na autorze, bo
            żaden opiekun naukowy nie może mieć pewności, że jakieś stwierdzenie nie
            zostało wcześniej opublikowane. Przecież nikt nie zna wszystkich publikacji na
            pamięć.
            W załączeniu przesłał Pan jedną stronę(54) publikacji J. Banik "Lewin Brzeski.
            Monografia miasta", 3 strony z publikacji "Rody opolskie", cały swój tekst, z
            zaznaczonymi fragmentami, które tu przepisałam. W przeciwieństwie do Pańskiego
            artykułu opatrzonego przypisami na dole, w dołączonych fragmentach nie ma
            przypisów. Dopiero po Pańskim poście przeczytałam s. 54 jeszcze raz i
            zobaczyłam jeden odsyłacz, którego wcześniej nie zauważyłam. Zarzuca mi Pan
            kłamstwo, podczas gdy miałam niepełną wiedzę co do istnienia badź nie istnienia
            przypisów.
            Nawet jeśli druga z wymienionych przez Pana publikacji ma przypisy (jak
            domyślam się – na końcu), to i tak załączone fragmenty w świetle mojej (zapewne
            niedoskonałej wiedzy) nie są plagiatem, bo nie ma w nich nawet sugestii, że są
            to ustalenia czy odkrycia autorki.
            Zabrałam głos, żeby wyjaśnić, dlaczego UO nie zajął się tą sprawą, o czym Pan
            został poinformowany. I właściwie to wystarczyłoby. Jednak przykro mi było, że
            Pan bezzasadnie oskarża Joannę Banik o plagiat i jednocześnie chciałam, aby pan
            Marek Wroński, którego działalność śledzę i popieram, miał możliwie pełną
            informację, więc zamieściłam wskazane przez Pana fragmenty.

            Proszę rozróżnić kłamstwo od przypuszczenia. Napisałam:"Jak wynika z
            przytoczonych cytatów autorka nie przywłaszczyła sobie ustaleń p.
            Z. Bereszyńskiego, posługując się zwrotami: "Jak informują źródła
            historyczne", "Ustalono", chociaż posługiwała się sfromułowaniami bardzo
            bliskimi lub tożsamymi sformułowaniom Z. Bereszyńskiego - być może dlatego, że
            oboje korzystali z tego samego źródła (Badania archeologiczne...)".
            Kłamstwem jest nieprawdziwe twierdzenie.

            Uznałam za powszechnie przyjętą definicję plagiatu zamieszczoną na:
            www.uw.edu.pl/pl.php/aktual/plagiat2.html
            Dr Teresa Grzeszak
            WPiA UW
            "Plagiat to pojęcie należące do języka potocznego, a nie prawnego. Oznacza
            kradzież utworu, lub pomysłu. Plagiator przypisuje sobie cudzą twórczość. Jest
            to zawsze naganne moralnie, ale nie zawsze stanowi naruszenie praw autorskich,
            lub pokrewnych [2] , więc nie zawsze pociąga za sobą sankcje cywilnoprawne, lub
            karne.
            Ze zdefiniowaniem plagiatu prawnik ma pewien problem. Z pozoru to zadanie
            proste, gdy poprzestaje się na abstrakcyjnym zakazie przywłaszczenia sobie
            cudzej twórczości. Jak jednak zdefiniować twórczość i ustalić, czyją jest ona
            zasługą? Cały dorobek ludzkości stanowi przecież efekt przetwarzania i
            rozwijania dorobku poprzedników. Informowanie o każdym, najmniejszym nawet,
            zapożyczeniu prowadzi do absurdu. Jednakże nieinformowanie o zapożyczeniach
            istotnych stanowi nieuczciwość, a czasem nawet naruszenie prawa autorskiego.
            Prawo autorskie chroni tylko utwory [3], a nie "odkrycia, idee, procedury,
            metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne"[4]. Dlatego tylko sposób
            wyrażenia wyników naukowych i idei (konkretnymi słowami, schematem
            konstrukcyjnym pracy, rysunkami, fotografiami, schematami itp) może być
            utworem. Wykorzystywanie we własnych publikacjach elementów niechronionych
            pozostaje poza sferą zainteresowania prawa autorskiego. Chodzi przede wszystkim
            o te elementy cudzego utworu, które nie posiadają cechy "działalności twórczej
            o indywidualnym charakterze"[5] , a więc są banalne, oczywiste, powtarzalne w
            pracy każdego specjalisty w danej dziedzinie.
            Plagiat z założenia jest umyślny. Również karne prawo autorskie penalizuje
            przywłaszczenie autorstwa[6] , czyli działania z zamiarem bezpośrednim. Dla
            stwierdzenia plagiatu obojętne jest to, czy plagiator rozpoznaje autora,
            którego pracę wykorzystuje, czy np. przypisuje sobie utwory rozpowszechniane
            pod pseudonimem, lub anonimowo (np. w internecie).

            Kradzież autorska polegać może na przejęciu do swego dzieła całego cudzego
            utworu, lub jego części, zarówno w postaci oryginalnej, jak i w opracowaniu
            (streszczeniu, tłumaczeniu itp). Dozwolone jest natomiast inspirowanie się
            cudzą twórczością[7] oraz przejmowanie z cudzych prac elementów niechronionych.
            Aby ocenić konkretny przypadek zapożyczenia cudzej twórczości trzeba zbadać
            całokształt okoliczności. Istotna jest nie tylko ilość, ale przede wszystkim
            jakość przejętych cudzych wartości oraz ich sposób wykorzystania".
            Właśnie kierując się tym ostatnim stwierdzeniem, wystąpiłam w obronie p. Banik,
            której zresztą nie znam.

            Z poważaniem
            Danuta Berlińska
            • Gość: Z. Bereszyński Re: do dr Danuty Berlińskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.06, 23:16
              Szanowna Pani Doktor,

              Tak czy inaczej podała Pani do publicznej wiadomości oczywistą nieprawdę na
              temat charakteru książek dr Joanny Banik. Nazwałem to kłamstwem, bo tak
              osobiście odebrałem ewidentne działania dezinformacyjne w wydaniu osoby, która
              z racji swojej wiedzy i ogromnego doświadczenia zawodowego powinna być - moim
              skromnym zdaniem - świadoma tego co mówi i pisze, zwłaszcza gdy wypowiada się
              publicznie w imieniu poważnej instytucji naukowej. Przyjmuję jednak do
              wiadomości Pani wyjaśnienia, z których wynika, że wszystkiemu winne jest
              wyłącznie Pani niedbalstwo i nonszalancja w podejściu do swoich obowiązków jako
              rzecznika prasowego UO. Czy fakt podobnego traktowania swoich zadań na tak
              odpowiedzialnym stanowisku wystawia Pani dobre świadectwo, to osobna sprawa,
              której ocenę pozostawiam Pani przełożonym. Na przyszłość radziłbym staranniej
              rozpoznać daną sprawę przed publicznym zabraniem głosu, aby uniknąć podobnych
              wpadek.

              Co się tyczy definicji plagatu, to również Pani uwagi na ten temat jasno
              wskazują na to, że dr Banik dopuściła się takiego wykroczenia. Nie ulega bowiem
              wątpliwości, że bez podania źródła włączyła ona do swoich książek fragmenty
              mojego artykułu, a zatem przejęła do swojego dzieła c z ę ś ć c u d z e g o
              u t w o r u , co - jak sama Pani pisze - ma charakter kradzieży autorskiej. Nie
              chodzi tu wcale o elementy "banalne, oczywiste, powtarzalne w pracy każdego
              specjalisty w danej dziedzinie", ale o oryginalny efekt mojej pracy badawczej.
              Jeżeli argumentacja ta Pani nie przekonuje, to bardzo proszę o podanie choć
              jednej publikacji (poza moim artykułem!), z której dr Banik mogła zapożyczyć np.
              taką a nie inną charakterystykę założenia obronnego w Osieku Grodkowskim.

              Dodam też, że plagiat nie polega tylko na przypisywaniu samemu sobie cudzych
              dokonań, ale także na jakimkolwiek wprowadzaniu odbiorcy w błąd co do autorstwa
              danego dzieła lub jego części. Dr Banik czyni to bez wątpienia, sugerując,
              jakoby położenie kresu nieporozumieniom na temat faktycznej lokalizacji zamku
              Meristow było wyłącznie zasługą archeologów (w rzeczywistości żaden archeolog
              polski po II wojnie światowej w ogóle nie zajmował się takim zagadnieniem;
              ograniczano się jedynie do kolejnych raportów z badań grodziska).

              Nie rozumiem, jak opiekun naukowy pracy może nie czuć się współodpowiedzialny
              (choćby w minimalnym stopniu!)za treść dzieła swojej podopiecznej. To samo
              dotyczy recenzenta, który opiniował książkę przed oddaniem jej do druku. Tym
              bardziej dziwię się, że stanowisko takie reprezentuje rzecznik prasowy UO.
              Osobiście uważam ten fakt za ubolewania godny, podobnie jak to, że przez pół
              roku(!) nikt z ramienia UO nie raczył odpowiedzieć na zgłoszony przeze mnie
              wniosek o sprawdzenie, czy podobnych uchybień nie zawiera również obroniona na
              tej uczelni rozprawa doktorska pani Banik.


              • Gość: Danuta Berlińska Re: do pana Zbigniewa Bereszyńskiego IP: *.atol.com.pl 05.06.06, 04:29
                Szanowny Panie,
                dla meritum sprawy nie jest istotne, czy książka ma przypisy czy nie.
                Porównanie obu fragmentów wskazanych przez Pana pozwala czytelnikom ocenić, czy
                mamy tu doczynienia z plagiatem. (Oczywiście, jeśli książka zawiera przypisy,
                to rzeczywiście powinien być odsyłacz do Pańskiej pracy. Jednak brak przypisu
                może być zwykłym niedopatrzeniem).
                Nadal podtrzymuję moją ocenę, że"Autorka nie przypisuje sobie cudzej
                twórczości, tylko referuje obecny stan wiedzy, nie prowadząc krytycznej analizy
                stanu badań. Zatem sposób wykorzystania tych fragmentów nie wskazuje jakoby
                autorka dokonała tych odkryć naukowych, a jest jedynie popularyzacją
                najnowszych ustaleń historyków i archeologów". Na podstawie fragmentów tych
                książek i ich tytułów podtrzymuję ocenę, że mają charakter popularnonaukowy,
                tzn. popularyzują naukowe ustalenia historyków. Same przypisy jeszcze nie
                stanowią, czy jest to dzieło oryginalne oparte na kwerendzie archiwaliów czy
                przeglądowe - prezentujące różne, kolejne interpretacje faktów historycznych,
                czy też przentujące obecny stan wiedzy.
                Do moich obowiązków jako rzecznika prasowego nie należy analiza prac
                historycznych (nie mam dostatecznych kompetencji w tym zakresie), tylko
                poinformowanie o zarzutach, jakie Pan sformułował w wystosowanym do władz UO
                pismie, co uczyniłam oraz podanie powodów, dla których władze UO nie zajęły się
                tą sprawą. Jeszcze raz powtórzę: zasadniczy powód to ten, że autorka nie jest
                pracownikiem UO. Gdzie tu jest nonszalancja?
                Szanowny Panie, możemy prowadzić spór co do interpretacji, czy zdania
                poprzedzone słowami: "ustalono", "źródła historyczne wskazują" są przejęciem
                części cudzego utworu. Natomiast nie podejmuję się sporu o ocenę tych
                informacji czy są w powszechnym obiegu wśród historyków czy nie.
                Pisze Pan, że dr Banik sugeruje, "jakoby położenie kresu nieporozumieniom na
                temat faktycznej lokalizacji zamku Meristow było wyłącznie zasługą archeologów
                (w rzeczywistości żaden archeolog polski po II wojnie światowej w ogóle nie
                zajmował się takim zagadnieniem; ograniczano się jedynie do kolejnych raportów
                z badań grodziska".
                Autorka nie opisuje nieporozumień na temat lokalizacji, tylko pisze: "Dzięki
                badaniom archeologicznym wiemy, że sławny zamek Meristow to Osiek Grodkowski
                (wcześniej utożsamiany z Żelazną), gdzie do dziś pozostały jedynie ślady
                wspaniałego niegdyś Grodziska." Z takiego sformułowania nie wynika, że chodzi
                wyłącznie o polskie badania archeologiczne.
                Poza tym rozbiezności, czy ustalenie obecnej lokalizacji zamku Meristow jest
                dziełem archeologów czy historyków, powinny być przedmiotem naukowej polemiki,
                a nie powodem do rzucania - powtórzę- bezpodstawnych oskarżeń o plagiat.

                Odpowiedzialność opiekuna, o jakiej Pan pisze, za jakość pracy podopiecznych,
                jest ograniczona właśnie do minimalnego stopnia. Może Pan poddać ich krytyce i
                zarzucić, że w dużej pracy nie rozpoznali dwóch fragmentów - łącznie 13 linijek
                tekstu - jako zapożyczonych z Pańskiej pracy.
                O tym, ile czasu mi zabiera tropienie zapożyczeń i plagiatów w pracy studentów
                nie będę pisać. A i tak nie mogę mieć pewności, czy wszystkie przykłady
                nieuczciwości zidentyfikowałam. (Mam zachowaną obszerną dokumentację tych moich
                wysiłków.) Z tego właśnie powodu doskonale rozumiem, że każdemu recenzentowi
                czy opiekunowi może zdarzyć się, że nie rozpozna zapożyczonych MAŁYCH
                fragmentów tekstu. Powtórzę: nikt nie zna przeczytanych publikacji na pamięć i
                ma prawo nie znać wszystkich publikacji literatury światowej.
                Opiekunowie naukowi nie odpowiadają w sensie prawnym ani za to, że nie
                wytropili podobieństwa małych fragmentów tekstu, ani za nierozpoznany plagiat.
                Jeśli zarzuty dotyczyłyby konstrukcji pracy, wywodu, przejętych obszernych
                fragmentów cudzej pracy i przypisywania sobie cudzych odkryc naukowych, to z
                całą pewnością są kompromitujące dla opiekuna, ale nie może odpowiadać za to,
                że został oszukany.
                Te dwa małe zbieżne fragmenty to zbyt mało, aby mówić o plagiacie, bo "Istotna
                jest nie tylko ilość, ale przede wszystkim jakość przejętych cudzych wartości
                oraz ich sposób wykorzystania. Jakości przejętej Pańskiej wartości nie
                podejmuję się oceniać, ale ilość i sposób wykorzystania nie wskazują na plagiat.
                Co do pracy doktorskiej J. Banik, to powinna być możliwość zapoznania się z nią
                w bibliotece lub Instytucie Historii.
                Różnimy się w ocenie i sądzę, że mamy do tego prawo. Skoro uniwersytet nie może
                ścigać nie swoich pracowników za rzekomy plagiat, to zawsze może zająć się tą
                sprawą sąd. UO wszczynał procedury w sprawie plagiatu, jeśli zarzuty dotyczyły
                pracownika uniwersytetu (obecnie już na nim nie pracuje). Pan natomiast może
                wytoczyć proces autorce z powództwa cywilnego.
                W tym miejscu przytoczę jeszcze raz fragment z rozważań Teresy Grzeszak:
                "Plagiat to pojęcie należące do języka potocznego, a nie prawnego. Oznacza
                kradzież utworu, lub pomysłu. Plagiator przypisuje sobie cudzą twórczość. Jest
                to zawsze naganne moralnie, ale nie zawsze stanowi naruszenie praw autorskich,
                lub pokrewnych, więc nie zawsze pociąga za sobą sankcje cywilnoprawne, lub
                karne".
                Pana radę, aby staranniej rozpoznać daną sprawę przed publicznym zabraniem
                głosu biorę sobie do serca, ponieważ rzetelność w wykonywanej pracy jest dla
                mnie najważniejsza. Jednak w tym przypadku nie czuję się winna braku
                staranności, bo przytoczyłam rzetelnie Pańkie zarzuty i wskazane przez Pana
                cytaty, a to w tej całej sprawie jest najważniejsze. Niemniej, przyznam, że nie
                potrzebnie pisałam o braku przypisów w obu książkach, jeśli miałam tylko jedną
                stronę jednej z nich. Więcej takiego błędu nie popełnię.

                Pozdrawiam
                Danuta Berlińska
                • Gość: Z. Bereszyński Re: do dr Danuty Berlińskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.06, 10:12
                  Szanowna Pani Doktor,

                  Pozwolę sobie zauważyć, że w interesującym nas tutaj przypadku książek dr
                  Joanny Banik doszło bez wątpienia do naruszenia przepisów obowiązującej ustawy
                  o prawach autorskich, która stanowi m. in. co następuje: "Wolno przytaczać
                  w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów
                  lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnieniem, analizą
                  krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości" (Art. 29 ust. 1).
                  "Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem
                  wymienienia twórcy i źródła" (Art. 34). Pojęcie plagiatu, funkcjonujące
                  jedynie w języku potocznym, a nie w języku prawniczym, jest oczywiście
                  pojęciem bardzo nieostrym i długo można byłoby spierać się o jego precyzyjny
                  zakres semantyczny. To, że dr Banik złamała literę obowiązującej ustawy,
                  korzystając z mojego tekstu (fakt absolutnie niezaprzeczalny!) bez wymienienia
                  twórcy i źródła, jest jednak bezdyskusyjne.

                  Cieszę się, że również Pani Doktor doszła w końcu do wniosku, że dr Banik
                  powinna była zamieścić stosowny przypis w swojej monografii Lewina Brzeskiego.
                  Różni nas aktualnie jedynie ocena tego uchybienia. Dla Pani jest to tylko
                  drobne uchybienie, które tłumaczy Pani zwykłym niedopatrzeniem. Dla mnie
                  natomiast jest to ewidentne naruszenie obowiązujących przepisów o prawie
                  autorskim. Nie sądzę też, aby chodziło tu o zwykłe przeoczenie w sytuacji gdy
                  w swojej monografii dr Banik wymienia w przypisach nawet pozbawione naukowej
                  wartości publikacje prasowe. Dlaczego akurat moje nazwisko zostało pominięte
                  w pracy powstałej w środowisku naukowym UO, mogę się jedynie domyślać, choć -
                  - moim zdaniem - nie trzeba w tym wypadku szczególnej domyślności.

                  Sugeruje mi Pani dochodzenie swoich racji na drodze sądowej. Nie wykluczam
                  z góry takiej możliwości, choć przyznam się, że nie było moim celem pociąganie
                  kogokolwiek do odpowiedzialności karnej czy cywilnej. Prawdę mówiąc liczyłem
                  jedynie na zwykłe przeprosiny ze strony osób ponoszących odpowiedzialność czy
                  współodpowiedzialność za wyrządzoną mi szkodę. To, że przez ostatnie pół roku
                  żadna z tych osób nie zdobyła się na jedno proste słowo "przepraszam", nie
                  świadczy dobrze ani o tych osobach ani o reprezentowanym przez te osoby
                  środowisku, w którego imieniu występuje również Pani Doktor.

                  Z wyrazami poważania

                  Zbigniew Bereszyński
                  • Gość: Danuta Berlińska Re: do Pana Zbigniewa Bereszyńskiego IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 05.06.06, 14:36
                    Szanowny Panie,
                    sformułował Pan ciężkie oskarżenie, że bez wątpienia doszło do naruszenia
                    przepisów obowiązującej ustawy o prawach autorskich. Jesli jednak weźmie Pan
                    pod uwagę stwierdzenia cytowanej przeze mnie prawniczki Uniwersytetu
                    Warszawskiego Teresy Grzeszak, na temat przetwarzania i rozwijania dorobku
                    poprzedników oraz o powinnościach dochodzącego ochrony praw autorskich, to
                    przyzna Pan, że nie tylko można mieć wątpliwości, ale i przekonanie, że dr
                    Banik nie popełniła plagiatu, co powyżej starałam się uzasadnić.
                    Pogląd, że gdy jest duża zbieżność sformułowań, to należy umieścić przypis,
                    (jeśli w pracy stosuje się je) - był dla mnie od początku oczywisty.
                    Nie napisałam, czy jest to drobne czy duże uchybienie, chociaż rzeczywiście,
                    nie kruszyłabym kopii o to, traktując to jako zapożyczenie, w którym nie
                    dopatruję się świadomego, nagannego działania, aby przywłaszczyć sobie cudze
                    odkrycie naukowe.
                    Nie rozumiem, dlaczego dopatruje się Pan w braku przypisu celowego działania,
                    aby zignorować Pana jako historyka?
                    Pisze Pan: "Prawdę mówiąc liczyłem jedynie na zwykłe przeprosiny ze strony osób
                    ponoszących odpowiedzialność czy współodpowiedzialność za wyrządzoną mi szkodę".
                    Wyjaśniam, że autorka nie jest pracownikiem UO, więc nie widzę możliwości
                    wpływania na nią, aby spełniła Pańskie oczekiwania i przeprosiła za
                    niedopatrzenie. Podkreślę: tylko autor jest odpowiedzialny za swoją pracę. Więc
                    trudno mi przyjąć, że recenzent czy opiekun naukowy mają przepraszać, że nie
                    rozpoznali podobieństwa do 2 małych fragmentów Pańskiego artykułu.
                    Mamy różne punkty widzenia nie tylko na to, czy mamy do czynienia z plagiatem,
                    ale i na kwestię, kto i za co powinien przepraszać.
                    Może trudność w uzgodnieniu stanowiska wynika z odmiennego podejścia do ludzi -
                    Pana cechuje rygoryzm, ja dopuszczam, że ludzie mogą popełniać błędy i na
                    błedach się wiele uczymy.
                    Dr Banik za swoje niedopatrzenie poniosła już dotkliwą karę. O sprawie tej
                    zostały poinformowane media, anonimowy czytelnik na tym forum usiłował z niej
                    zrobić plagiatorkę, tak jak gdyby przepisała duże fragmenty Pańskiego artykułu
                    i przypisała sobie Pańskie odkrycie naukowe, a z uniwersytetu - instytucję,
                    która zmiata pod dywan przypadki plagiatu swoich pracowników.
                    Uważam, że ta kara jest niewspółmierna do winy, bo życzliwie interpretując
                    zbieżność sformułowań, można przyjąć, że trudno jest znaleźć trafne synonimy i
                    sformułowania dla opisu średniowiecznego grodziska i zamku, że czasami przypis
                    zostaje skasowany przez przypadek (błąd komputerowy), że wreszcie być może
                    autorka nie zastanawiała się, czy i na ile Panski artykuł niesie unikatowe
                    treści, że może uważała, iż wykazana przez Pana lokalizacja zamku Meristow i
                    jego opis w środowisku historyków mediewistów są powszechnie znane, że po
                    prostu zwyczajnie zapomniała dać przypis.
                    Sama zmagam się z pewnym stwierdzeniem, które umieściłam w pracy pisząc z
                    pamięci, bo wiem, że gdzieś to przeczytałam i nie potrafię zlokalizować. Po
                    doświadczeniach pani Banik boję się, że zostanę posądzona o nieuczciwość, jeśli
                    je zostawię. Na razie nadal szukam. Jeśli nie znajdę, to usunę z mojej pracy.

                    Z poważaniem
                    Danuta Berlińska
                    P.S.
                    W tym poście nie występuję jako rzecznik, tylko jako osoba współczująca dr
                    Banik.
                    • Gość: Z. Bereszyński Re: do Pana Zbigniewa Bereszyńskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.06, 16:15
                      Szanowna Pani Doktor,

                      Osobiście mam nadal poważne wątpliwości co do tego, czy popełnione przez
                      dr Banik uchybienie można uważać jedynie za efekt zwykłego niedopatrzenia.
                      Uważam, że zbieżność sformułowań jest na tyle ścisła, iż można mieć absolutną
                      pewność co do tego, że dr Banik w bezpośredni sposób przepisała fragmenty
                      mojego artykułu, a nie np. przytoczyła je z pamięci, zapominając o źródle
                      ich pochodzenia itp. Fakt, że dr Banik nieznacznie zmieniła stylistykę tych
                      fragmentów nie świadczy na jej korzyść, ale przeciwnie - sugeruje, że za wszelką
                      cenę chciała ona zatrzeć wrażenie, iż korzysta z cudzego tekstu, by uniknąć
                      konieczności zastosowania cudzysłowu i odsyłaczy. Przykro mi, ale w oczywisty
                      sposób wskazuje to na świadomie działanie w złej wierze.

                      Nie przekonują mnie również Pani spekulacje na temat tego, czy dr Banik była
                      lub nie była świadoma oryginalności ustaleń prezentowanych w moim artykule
                      Nie sądzę, aby była ona do tego stopnia osobą naukowo niedojrzałą, by nie
                      dostrzec podstawowego przesłania tej publikacji. Mój artykuł na temat zamku
                      Meristow nie zawierał stwierdzeń banalnych lub powtarzalnych w innych pracach,
                      ale kładł kres prawdziwemu skandalowi naukowemu, jakim było powielanie przez
                      całe dziesięciolecia (także w publikacjach całkiem niedawnych!) błędnego poglądu
                      na temat lokalizacji tego obiektu. Niemożliwe, by nie rozumiała tego równiez dr
                      Banik, która bez wątpienia posiłkowała się tą publikacją, zwłaszcza, że artykuł
                      ukazał się w połowie 2003 r., a więc był pozycją całkiem świeżą w czasie, gdy
                      powstawała monografia dr Banik.

                      Przyjmijmy jednak mimo wszystko roboczą hipotezę błędu lub niedopatrzenia,
                      a nie świadomego działania w złej wierze. Czy ma to istotniejsze znaczenie dla
                      całokształtu dyskutowanej tu sprawy? Nie sądzę. Każdy może popełnić błąd, ale
                      trzeba umieć przyznać się do błędu czy niedopatrzenia i podjąć jakieś minimum
                      działań na rzecz jego naprawienia. Czasami wystarczy zwykłe słowo "przepraszam".
                      Trzeba tylko przejawić odrobinę dobrej woli. Niestety osobiście nie miałem
                      okazji dostrzec żadnych przejawów dobrej woli ze strony osób, które uważam za
                      odpowiedzialne czy współodpowiedzialne za zaistniałą sytuację. Gdyby osoby te
                      postępowały inaczej, nie mielibyśmy dziś o co się spierać i być może w ogóle
                      nie byłoby całej tej dyskusji w internecie. Na tym też polega istota problemu.

                      Czy uważa Pani, że nie miałem moralnego prawa poinformować władz UO oraz
                      opiekuna naukowego i recenzenta o uchybieniu popełnionym na moją szkodę
                      (umyślnie bądż nieumyślnie)przez dr J. Banik? Czy nie miałem prawa domagać się
                      podjęcia jakichś działań na rzecz naprawienia wyrządzonej mi szkody (choćby
                      tylko w formie przeprosin)? Czy nie miałem prawa zabrać głosu na tym forum, gdy
                      jako rzecznik prasowy UO podała Pani nieprawdziwe informacje na temat charakteru
                      książek dr Banik?

                      Nie chcę działać na niczyją szkodę, ale proszę nie wymagać ode mnie, abym
                      milczał, gdy sam zostałem poszkodowany, a nikt nawet nie raczył mnie za to
                      przeprosić. Dodam jeszcze tylko, że być może w ogóle nie wypowiadałbym
                      się w tej sprawie na tym forum, gdyby nie sprowokowało mnie do tego Pani
                      wystąpienie w roli rzecznika prasowego UO, z którym to wystąpieniem nie mogłem
                      nie podjąć polemiki.


                      Z poważaniem

                      Zbigniew Bereszyński










                      • Gość: @ Re: do Pana Zbigniewa Bereszyńskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.06, 01:49
                        Szanowny Panie,
                        Od dłuższego czasu przypatruje się Pańskim wypowiedzią. Muszę przyznać, że
                        jestem po prostu w szoku. Napisał Pan w swojej ostatniej wypowiedzi „Nie chcę
                        działać na niczyją szkodę...” Skoro nie chce Pan działać na niczyją szkodę to
                        dlaczego 26.05.2006 kiedy „czytelnik” oskarżał dr Banik na tym forum i starał
                        się udowadniać, że przepisała duże fragmenty Pańskiego artykułu, nie kiwnął Pan
                        ani palcem?

                        PS
                        Przypominam Panu, że jest to forum publiczne, każdy ma prawo pytać się i
                        wypowiadać. Mam nadzieje, że jutro nie zobaczę Pańskiego postu o treści: „nie
                        mieszaj się w sprawy, o których nie masz żadnego pojęcia!”. Każdy ma prawo do
                        informacji!!!
                      • Gość: Danuta Berlińska Re: do Pana Zbigniewa Bereszyńskiego IP: *.atol.com.pl 06.06.06, 02:08
                        Szanowny Panie,
                        zapewniam Pana, że nie zabierałabym głosu w tej sprawie na forum, gdyby nie
                        sformułowano tu bezpodstawnych zarzutów, że UO zmiata pod dywan sprawe
                        rzekomego plagiatu.
                        Pańskie argumenty w rodzaju "Nie sądzę, aby była ona do tego stopnia osobą
                        naukowo niedojrzałą, by nie dostrzec podstawowego przesłania tej publikacji"
                        byłyby jak najbardziej zasadne, gdyby prace Joanny Banik omawiały spory w
                        sprawie lokalizacji zamku Meristow i dziejom tego sredniowiecznego grodziska
                        były poświęcone. Jednak tematyka tych prac dotyczyła prezentacji rodów
                        opolskich oraz historii miasta Lewina Brzeskiego. Mozna powiedzieć, że niejako
                        przy okazji autorka spopularyzowała Panskie ustalenie lokalizacji zamku
                        Meristow i zapewne nie będzie się już powielać "błędnego poglądu na temat
                        lokalizacji tego obiektu".
                        Nigdzie nie odmawiałam Panu prawa do informowania władz UO o czyichś
                        uchybieniach. Przeciez Pańskie pismo nie zostało odłożone ad acta, tylko sam
                        rektor napisał do Pana list, wykraczający poza formalną odpowiedź, co jest nie
                        tylko uznaniem tego prawa, ale i przejawem szacunku do Pańskiej osoby.
                        Gdybym uważała, że powinien Pan milczeć, to nie odpowiedziałabym na Pańskie
                        posty zawierające złośliwości zarówno pod moim adresem, jak i uczelni. Chciałam
                        jednak poznać Pańskie racje i ta wymiana poglądów mi to umożliwiła, za co
                        serdecznie dziękuję i pozdrawiam.
                        Danuta Berlińska
                        • Gość: Z. Bereszyński Re: do dr Danuty Berlińskiej i @ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.06, 09:39
                          W odpowiedzi na ostatnie posty dr D. Berlińskiej oraz gościa ukrywającego się
                          pod pseudonimem @ oświadczam, że do zabrania głosu w tej dyskusji sprowokowały
                          mnie NIEPRAWDZIWE stwierdzenia zawarte w oświadczeniu dr D. Berlińskiej jako
                          rzecznika prasowego UO. Być może w ogóle nie brałbym udziału w tej dyskusji,
                          gdyby nie publiczne podanie NIEPRAWDY przez rzecznika prasowego UO (przyjmuję
                          do wiadomości, że nieumyślne). Nie mogę ponosić odpowiedzialności za anonimowe
                          wystąpienia innych użytkowników forum. Jeżeli o mnie chodzi, to - jak widać -
                          - mam odwagę występować publicznie pod własnym nazwiskiem, czego i innym życzę.


                          Dr Berlińska wspomina o liście, jaki w odpowiedzi na swoje zarzuty otrzymałem
                          od rektora UO, prof. S.S. Nicieji. Faktem jest, że rektor UO nie zajął się
                          sprawą moich zarzutów, uznając, że sprawa ta nie dotyczy w ogóle uczelni,
                          z czym nie do końca się zgadzam. Przyznaję jednak , że rektor UO zachował się
                          w tej sprawie bardzo elegancko, co dobrze świadczy zarówno o jego kulturze
                          osobistej, jak i o jego dbałości o wizerunek reprezentowanej przez niego
                          uczelni. Niestety, nie jestem w stanie powiedzieć tego samego o innych osobach,
                          których dotyczy dyskutowana tu sprawa. Gdyby inni wzięli przykład z rektora
                          Nicieji, najpewniej nie mielibyśmy dzisiaj o co się spierać!

                          Na tych wyjaśnieniach chciałbym już zakończyć swój udział w tej dyskusji,
                          bo obawiam, się, że dla osób postronnych zaczyna już ona nabierać posmaku
                          pieniactwa.

                          Z poważaniem

                          Z. Bereszyński
                          • Gość: @ Re: do Pana Zbigniewa Bereszyńskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.06, 11:24
                            Wypowiedziałem się anonimowo ponieważ uważam, że moje imię i nazwisko i tak nic
                            nie powie czytelnikom tego forum. Wg mnie przeprosiny rektora powinny już Panu
                            wystarczyć. (W tej kwestii oczywiście możemy się różnić. Załóżmy jednak, że
                            znajdzie się pan w supermarkecie, ktoś z podrzędnych pracowników wyrządzi Panu
                            jakąś szkodę. Czy również wtedy przeprosiny dyrektora supermarketu Panu nie
                            wystarczą i będzie Pan żądał przeprosin od każdego kto tylko stoi wyżej od
                            wspomnianego pracownika?). Domaga się Pan przeprosin. Jeżeli czuje się Pan
                            poszkodowany ma Pan do tego niepodważalne prawo. Jednak na Pana miejscu sam bym
                            przeprosił Panią rzecznik jak i całą uczelnie za wszelkie Pańskie posty
                            zawierające złośliwości pod jej adresem.

                            Z poważaniem
                            Piotr Kart
                            • Gość: Z. Bereszyński Re: do Pana Piotra Karta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.06, 12:05
                              Po pierwsze - rektor Nicieja za nic mnie nie przepraszał, a tylko zaprezentował
                              swój punkt widzenia, stając na stanowisku, że cała sprawa "rozgrywa się"
                              wyłącznie pomiędzy mną a dr Banik. Doceniam elegancki gest rektora, czemu już
                              dałem wyraz, ale nie było to zamknięcie czy załatwienie sprawy stanowiącej
                              przedmiot moich zarzutów. Po drugie - nie widzę powodu do przepraszania
                              rzecznika prasowego UO za to, że podjąłem polemikę z NIEPRAWDZIWYMI
                              stwierdzeniami podanymi przez tegoż rzecznika do wiadomości publicznej.
                              Tym bardziej nie sądzę, abym z tego powodu miał przepraszać całą uczelnię.
                              Doprawdy coś się Panu pomyliło! Po trzecie - mam prawo do własnej oceny
                              stosunków panujących na UO i nie muszę nikogo przepraszać za to, że moje
                              spojrzenie na te stosunki pozostaje wysoce krytyczne (podobnie zresztą jak
                              spojrzenie wielu innych osób!).

                              Z poważaniem

                              Z. Bereszyński


                              P.S.

                              Naprawdę nie chciałbym juz kontynuować tej dyskusji, by nie narażać się na
                              zarzut pieniactwa. Uważam, że wszystkie możliwe argumenty z jednej i drugiej
                              strony zostały już przedstawione i dalsze "bicie piany" nie wniesie juz tutaj
                              nic nowego.
                              • Gość: Danutya Berlińska Re: do Pana Zbigniewa Bereszyńskiego IP: *.atol.com.pl 07.06.06, 01:53
                                Szanowny Panie,
                                skąd u Pana liczba mnoga jakobym sformułowała więcej niż jedno nieprawdziwe
                                stwierdzenie (dotyczące przypisów, których nie było w jednej z podawanych przez
                                Pana publikacji J. Banik, a w odniesieniu do drugiej było prawdziwe)?
                                Miałam prawo snuć przypuszczenia, że może zbieżnośc wynika z tej samej lektury -
                                skoro jest przypis u Pana i przywołanie tego samego autora u dr Banik.
                                Wystaczyło mi Panskie wyjaśnienie, że przywoływana praca nie zawiera takiego
                                opisu, by na ten temat nie dysutować.
                                Doprawdy odczuwam zażenowanie, ze nadal Pan podtrzymuje niczym nie uzasadniony
                                pogląd, ze jestem kłamczuchą. Trudno, jakoś muszę z tym żyć.
                                Mogę po raz drugi tylko grzecznie prosić, żeby nie sprawiał Pan wrażenia, że
                                jako rzecznik sformułowałam stek kłamstw.
                                Co do krytycznego spojrzenia na stosunki panujące na uniwersytecie, to byłabym
                                bardzo rada, gdyby Pan sformułował propozycje, jak je poprawić.
                                Pozostaję z szacunkiem
                                Danuta Berlińska
                                • Gość: Z. Bereszyński Re: do Pana Zbigniewa Bereszyńskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.06.06, 08:58
                                  Szanowna Pani Doktor,

                                  Użyłem liczby mnogiej, ponieważ już w pierwszym Pani poście znalazła się
                                  więcej niż jedna nieprawdziwa informacja, na dowód czego przytaczam następujący
                                  fragment Pani wypowiedzi:

                                  "Jak wynika z przytoczonych cytatów autorka nie przywłaszczyła sobie ustaleń
                                  p. Z. Bereszyńskiego, posługując się zwrotami: "Jak informują źródła
                                  historyczne", "Ustalono". Referowała ustalenia posługując się sformułowaniami
                                  bardzo bliskimi lub tożsamymi sformułowaniom Z. Bereszyńskiego. Dotyczy to
                                  jedynie tych dwóch stwierdzen, poza tym zostało to opublikowane w pracy
                                  popularnonaukowej, bez przypisów".


                                  Pisała Pani tylko o jednej pracy, podczas gdy chodziło faktycznie o DWIE
                                  książki, z których jedna była zaopatrzona w przypisy. Ponadto druga z tych
                                  książek nie zawierała wprawdzie przypisów, ale była zaopatrzona w krótki spis
                                  wykorzystanej literatury i nic - poza brakiem dobrej woli, jak sądzę - nie stało
                                  na przeszkodzie, by wymienić tam także wykorzystaną niewątpliwie przez autorkę
                                  naukową NOWOŚĆ, jaką stanowił mój artykuł. Po części rozmijało się z prawdą
                                  także stwierdzenie, iż dr Banik nie przywłaszczyła sobie moich ustaleń. Owszem
                                  nie przypisywała ona sobie zasługi wyjaśniena sprawy lokalizacji zamku Meristow
                                  (tego by jeszcze brakowało!!!), ale w niedopuszczalny sposób skorzystała
                                  z fragmentów mojego artykułu, włączając je do obu swoich książek bez wskazania
                                  na autora i źródło, co oceniam jako zawłaszczenie elementów cudzego dorobku,
                                  sprzeczne z obowiązującą ustawą o prawach autorskich. Ponadto w kolejnym Pani
                                  poście znalazła się nieprawdziwa sugestia na temat pierwotnego pochodzenia
                                  fragmentów zaczerpniętych przez dr Banik z mojego artykułu. To, że wystąpiła
                                  Pani z taką sugestią bez zapoznania się z publikacją wskazaną przez Panią jako
                                  domniemane praźródło interesujących nas tu sformułowań, także nie wystawia
                                  dobrego świadectwa Pani warsztatowi pracy na stanowisku rzecznika prasowego UO!
                                  ( Ostateczną ocenę tego faktu pozostawiam jednak oczywiście Pani przełożonym )

                                  Te właśnie nieprawdziwe stwierdzenia zmusiły mnie do podjęcia a następnie
                                  kontynuowania polemiki z Panią na tym forum.

                                  Jeżeli chodzi o stosunki panujące na UO i sposoby ich poprawienia, to gorąco
                                  polecałbym uważną lekturę arcyciekawego artykułu mojego przyjaciela, dr
                                  Zbigniewa Bitki , opublikowanego parę tygodni temu w NTO. Obiema rękami
                                  podpisuję się pod prezentowanymi w tym artykule ocenami. Jak dotąd, nikt ze
                                  środowiska UO, w tym także Pani Rzecznik, nie raczył ustosunkować się do ocen
                                  i tez dr Bitki, co także uważam za fakt kuriozalny, nie świadczący dobrze
                                  o stosunkach panujących na UO.

                                  Co do mnie, to również wypowiadałem się krytycznie na temat stosunków panujących
                                  na UO, czego przykładem może być opublikowany w grudniu ub. r. mój list otwarty
                                  w głośnej sprawie kpt. Grzegorza Kłosińskiego, byłego oficera SB, który sprawuje
                                  na UO funkcję dyrektorską, a nawet został rok temu wybrany senatorem. Pochlebiam
                                  sobie, że moja wypowiedź na łamach GW była jednym z licznych głosów, jakie
                                  przyczyniły się do ostatecznego złożenia mandatu senatorskiego przez tego
                                  osobnika. To, że kpt. Kłosiński nadal funkcjonuje na reprezentowanej przez Panią
                                  uczelni, to skandal, którego nie potrafię w żaden sposób zrozumieć ani
                                  usprawiedliwić. Jeżeli nie przeszkadza Pani codzienne obcowanie na tej samej
                                  uczelni z podobnym osobnikiem, to gratuluję dobrego towarzystwa i dobrego
                                  samopoczucia!

                                  Z poważaniem

                                  Zbigniew Bereszyński


                                  P.S.

                                  Naprawdę chciałbym już położyć kres tej dyskusji, ale oczywiście możemy nadal
                                  "bić pianę", jeśli taka Pani wola. Boję się jednak, że inni goście forum mają
                                  już dosyć tego pieniactwa. Proszę też zastanowić się, czy takie "bicie piany"
                                  naprawdę dobrze służy interesom reprezentowanej przez Panią uczelni.
                                  • Gość: Z. Bereszyński Re: do Pani Dr Danuty Berlińskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.06.06, 09:01
                                    Szanowna Pani Doktor,

                                    Użyłem liczby mnogiej, ponieważ już w pierwszym Pani poście znalazła się
                                    więcej niż jedna nieprawdziwa informacja, na dowód czego przytaczam następujący
                                    fragment Pani wypowiedzi:

                                    "Jak wynika z przytoczonych cytatów autorka nie przywłaszczyła sobie ustaleń
                                    p. Z. Bereszyńskiego, posługując się zwrotami: "Jak informują źródła
                                    historyczne", "Ustalono". Referowała ustalenia posługując się sformułowaniami
                                    bardzo bliskimi lub tożsamymi sformułowaniom Z. Bereszyńskiego. Dotyczy to
                                    jedynie tych dwóch stwierdzen, poza tym zostało to opublikowane w pracy
                                    popularnonaukowej, bez przypisów".


                                    Pisała Pani tylko o jednej pracy, podczas gdy chodziło faktycznie o DWIE
                                    książki, z których jedna była zaopatrzona w przypisy. Ponadto druga z tych
                                    książek nie zawierała wprawdzie przypisów, ale była zaopatrzona w krótki spis
                                    wykorzystanej literatury i nic - poza brakiem dobrej woli, jak sądzę - nie stało
                                    na przeszkodzie, by wymienić tam także wykorzystaną niewątpliwie przez autorkę
                                    naukową NOWOŚĆ, jaką stanowił mój artykuł. Po części rozmijało się z prawdą
                                    także stwierdzenie, iż dr Banik nie przywłaszczyła sobie moich ustaleń. Owszem
                                    nie przypisywała ona sobie zasługi wyjaśniena sprawy lokalizacji zamku Meristow
                                    (tego by jeszcze brakowało!!!), ale w niedopuszczalny sposób skorzystała
                                    z fragmentów mojego artykułu, włączając je do obu swoich książek bez wskazania
                                    na autora i źródło, co oceniam jako zawłaszczenie elementów cudzego dorobku,
                                    sprzeczne z obowiązującą ustawą o prawach autorskich. Ponadto w kolejnym Pani
                                    poście znalazła się nieprawdziwa sugestia na temat pierwotnego pochodzenia
                                    fragmentów zaczerpniętych przez dr Banik z mojego artykułu. To, że wystąpiła
                                    Pani z taką sugestią bez zapoznania się z publikacją wskazaną przez Panią jako
                                    domniemane praźródło interesujących nas tu sformułowań, także nie wystawia
                                    dobrego świadectwa Pani warsztatowi pracy na stanowisku rzecznika prasowego UO!
                                    ( Ostateczną ocenę tego faktu pozostawiam jednak oczywiście Pani przełożonym )

                                    Te właśnie nieprawdziwe stwierdzenia zmusiły mnie do podjęcia a następnie
                                    kontynuowania polemiki z Panią na tym forum.

                                    Jeżeli chodzi o stosunki panujące na UO i sposoby ich poprawienia, to gorąco
                                    polecałbym uważną lekturę arcyciekawego artykułu mojego przyjaciela, dr
                                    Zbigniewa Bitki , opublikowanego parę tygodni temu w NTO. Obiema rękami
                                    podpisuję się pod prezentowanymi w tym artykule ocenami. Jak dotąd, nikt ze
                                    środowiska UO, w tym także Pani Rzecznik, nie raczył ustosunkować się do ocen
                                    i tez dr Bitki, co także uważam za fakt kuriozalny, nie świadczący dobrze
                                    o stosunkach panujących na UO.

                                    Co do mnie, to również wypowiadałem się krytycznie na temat stosunków panujących
                                    na UO, czego przykładem może być opublikowany w grudniu ub. r. mój list otwarty
                                    w głośnej sprawie kpt. Grzegorza Kłosińskiego, byłego oficera SB, który sprawuje
                                    na UO funkcję dyrektorską, a nawet został rok temu wybrany senatorem. Pochlebiam
                                    sobie, że moja wypowiedź na łamach GW była jednym z licznych głosów, jakie
                                    przyczyniły się do ostatecznego złożenia mandatu senatorskiego przez tego
                                    osobnika. To, że kpt. Kłosiński nadal funkcjonuje na reprezentowanej przez Panią
                                    uczelni, to skandal, którego nie potrafię w żaden sposób zrozumieć ani
                                    usprawiedliwić. Jeżeli nie przeszkadza Pani codzienne obcowanie na tej samej
                                    uczelni z podobnym osobnikiem, to gratuluję dobrego towarzystwa i dobrego
                                    samopoczucia!

                                    Z poważaniem

                                    Zbigniew Bereszyński


                                    P.S.

                                    Naprawdę chciałbym już położyć kres tej dyskusji, ale oczywiście możemy nadal
                                    "bić pianę", jeśli taka Pani wola. Boję się jednak, że inni goście forum mają
                                    już dosyć tego pieniactwa. Proszę też zastanowić się, czy takie "bicie piany"
                                    naprawdę dobrze służy interesom reprezentowanej przez Panią uczelni.


                                    P.S.

                                    Przepraszam za powtórkę tego postu, ale został on pierwotnie źle zatytułowany.
                                    • Gość: Kacper Re: do Pana Zbigniewa Bereszyńskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.06.06, 09:50
                                      Szanowny Panie Zbigniewie Bereszycki wg mnie wyjaśnienie tak istotnej sprawy jak
                                      posądzenie kogoś o plagiat nie jest żadnym „biciem piany”. Gwarantuje, że co
                                      mądrzejsi goście forum nie posądzą Pana ani Pani rzecznik o pieniactwo. Przecież
                                      nie ma przymusu czytania tego wątku. Dzięki takiej polemice każdy może wyrobić
                                      sobie zdanie.
                                    • Gość: Danuta Berlińska Re: do Pana Zbigniewa Bereszyńskiego IP: *.atol.com.pl 07.06.06, 23:33
                                      Nie chcę po raz wtóry powtarzać, co należy do obowiązków rzecznika, więc
                                      odniosę się do kolejnych Pana zarzutów pod adresem mojej osoby jako rzecznika:
                                      1. Pisze Pan:
                                      polecałbym uważną lekturę arcyciekawego artykułu mojego przyjaciela, dr
                                      > Zbigniewa Bitki , opublikowanego parę tygodni temu w NTO. Obiema rękami
                                      > podpisuję się pod prezentowanymi w tym artykule ocenami. Jak dotąd, nikt ze
                                      > środowiska UO, w tym także Pani Rzecznik, nie raczył ustosunkować się do ocen
                                      > i tez dr Bitki, co także uważam za fakt kuriozalny, nie świadczący dobrze
                                      > o stosunkach panujących na UO.

                                      Nie odpowiedziałam na artykuł dr Z. Bitki, bo uważam, że pracownik uniwersytetu
                                      ma wiele możliwości, aby przekazać swoje uwagi krytyczne, oceny i sugestie
                                      bezpośrednio władzom uczelni. Nie znam przypadku, aby pracownicy jakiejkolwiek
                                      instytucji dyskutowali z rzecznikiem lub przedstawicielami władz na temat
                                      problemów swojego miejsca pracy na łamach gazet.

                                      2. Nie wiem, czy wierzy Pan w cuda, że dzięki zwolnieniu byłego kapitana SB z
                                      pracy poprawią się stosunki na uniwersytecie. Osobiście uważam, że byli
                                      funkcjonariusze SB nie powinni pracować w sektorze publicznym. Jednak skoro nie
                                      wprowadzono w Polsce takiego zakazu, to tę sytuację toleruję. Poza tym nie
                                      uznaję odpowiedzialności zbiorowej. Nie wiem, co robił p. Kłosinski w SB.
                                      Niedawno Frasyniuk powiedział GW, że ma pewne opory przeciwko prezentacji zdjęć
                                      wrocławskich esbeków na Rynku (wystawę przygotowuje IPN z Wrocławia), ponieważ
                                      byli tacy esbecy, którzy dzwonili do niego i ostrzegali, że będzie rewizja czy
                                      też, że będzie aresztowany. Nie zna ich nazwisk ani twarzy, a nie chciałby,
                                      żeby byli na tej wystawie. Jesli więc dysponuje Pan informacjami, że ów były
                                      kapitan SB jest winien zbrodni komunistycznej, to proszę to zgłosic do
                                      prokuratury - będzie to krok do zwolnienia. Ja takiej wiedzy nie mam.
                                      3. Pisze Pan: "Proszę też zastanowić się, czy takie "bicie piany"
                                      > naprawdę dobrze służy interesom reprezentowanej przez Panią uczelni".
                                      Nie mam zwyczaju "bic piany". Nie uciekam sie do argumentów ad personam, tylko
                                      odnoszę się do problemów. Pan wprowadził kolejne kwestie, więc się do nich
                                      krótko odniosłam i na tym kończę.
                                      Z poważaniem
                                      Danuta Berlińska

                                      • Gość: Z. Bereszyński Re: do Pani Dr Danuty Berlińskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.06, 01:29
                                        Szanowna Pani Rzecznik,

                                        Jestem niepomiernie zdumiony Pani stwierdzeniem, iż nie zna Pani SB-ckiej
                                        przeszłości wicedyrektora Grzegorza Kłosińskiego z uniwersyteckiej
                                        administracji. Wydawało mi się, że sprawa ta została w swoim czasie dostatecznie
                                        nagłośniona przez "Gazetę Wyborczą", gdzie ukazał się m. in. mój list otwarty na
                                        ten temat. Skoro jednak poświęcone tej skandalicznej sprawie publikacje prasowe
                                        jakimś cudem uszły uwadze Pani Rzecznik, to chętnie podzielę się z Panią moją
                                        wiedzą na ten temat, opartą na dokumentach z wrocławskiego archiwum IPN. Z góry
                                        zastrzegam jednak, że będzie to jedynie przysłowiowy wierzchołek góry lodowej,
                                        albowiem miałem okazję przeglądać tylko drobną cząstkę dokumentacji obrazującej
                                        czekistowską aktywność G. Kłosińskiego.

                                        Ja również uważam, że nie powinno stosować się odpowiedzialności zbiorowej
                                        i właśnie dlatego sądzę, że władze UO powinny dysponować szczegółową wiedzą na
                                        temat SB-ckiej przeszłości G. Kłosińskiego. Proponuję, aby nadesłane przeze mnie
                                        informacje włączono do akt osobowych tego pana, tak by jego kolejni przełożeni
                                        nie mogli zasłaniać się swoją niewiedzą na ten temat. W razie potzeby służę
                                        sygnaturami odnośnych dokumentów z archiwum IPN.

                                        Oczywiście nie wierzę w to, by samo tylko zwolnienie z pracy byłego oficera
                                        SB wystarczyło dla pełnego uzdrowienia stosunków na UO. Od czegoś jednak owo
                                        uzdrawianie trzeba zacząć - najlepiej od spraw najbardziej śmierdzących
                                        i kompromitujących uczelnię, a ten przypadek niewątpliwie do takiej kategorii
                                        się kwalifikuje.

                                        Faktem jest, że nie ma takiego zapisu ustawowego, który zabraniałby zatrudniania
                                        byłych SB-ków na państwowych uczelniach wyższych w niepodległej Polsce. Oprócz
                                        regulacji ustawowych istnieje jednak również coś takiego jak poczucie
                                        przyzwoitości, którym także od czasu do czasu wypada się kierować - zwłaszcza
                                        w placówkach o charakterze edukacyjno-wychowawczym.

                                        Łączę wyrazy poważania, a oto obiecany materiał informacyjny na temat
                                        niezwykłego przypadku opolskiego czekisty, który po latach trudów i znojów
                                        w walce z "kontrrewolucją" i "elementami antysocjalistycznymi" zasiadł dumnie
                                        pośród tog i gronostajów luminarzy UO:


                                        W ostatniej dekadzie sierpnia 1983 r. na terenie Głuchołaz, Prudnika, Głogówka
                                        i Nysy pojawiła się znaczna ilość solidarnościowej “bibuły”, w której apelowano
                                        o czynne upamiętnienie zbliżającej się właśnie trzeciej rocznicy podpisania
                                        historycznych porozumień z sierpnia 1980 r. poprzez udział w nabożeństwach
                                        rocznicowych, bojkotowanie reżimowej prasy itd. W odpowiedzi na kolportaż
                                        „bibuły” Służba Bezpieczeństwa przeprowadziła akcję represyjną, w ramach której
                                        31 sierpnia 1983 r. dokonano przeszukań u pięciu mieszkańców Głuchołaz, którzy
                                        według doniesień tw ps. “Andrzej”, mieli kolportować wymienioną „bibułę” w nocy
                                        z 28 na 29 sierpnia 1983 r. W akcji tej uczestniczył m. in. ppor. Grzegorz
                                        Kłosiński z Wydziału Śledczego WUSW w Opolu, późniejszy senator Uniwersytetu
                                        Opolskiego (wybrany w maju 2005 r.)! Był on kierownikiem grupy, która
                                        przeprowadziła rewizję u Daniela Radwańskiego. Grupa ta przeszukała najpierw
                                        mieszkanie D. Radwańskiego. Odbyło się to pod nieobecność tego ostatniego;
                                        obecna przy rewizji była tylko matka D. Radwańskiego.

                                        W dniu 19 października 1983 r. Służba Bezpieczeństwa przeprowadziła
                                        jedną z największych akcji represyjnych na Opolszczyźnie w całym okresie “wojny
                                        polsko-jaruzelskiej”. Jednego dnia, dokładnie o tej samej godzinie (szóstej
                                        rano), przeprowadzono wówczas rewizje w mieszkaniach 24 czterech działaczy
                                        “Solidarności” pracowniczej i “Solidarności” rolniczej w różnych miejscowościach
                                        województwa opolskiego.

                                        Wśród zatrzymanych na 48 godzin znaleźli się wówczas Zdzisław
                                        Bernacki, Antoni Klusik i Jerzy Panek. Roman Kirstein uniknął zatrzymania
                                        tylko z uwagi na zły stan zdrowia.

                                        Jednym z głównych uczestników akcji z 19 października 1983 r. był
                                        wspomniany już wcześniej ppor. Grzegorz Kłosiński z Wydziału Śledczego WUSW
                                        w Opolu. Był on kierownikiem grupy, która przeprowadziła wówczas rewizję
                                        w mieszkaniu Henryka Nowaczka w Prudniku. Grupa Kłosińskiego przeprowadziła
                                        rewizję pod nieobecność H. Nowaczka. Obecna była tylko żona H. Nowaczka, która
                                        jednak odmówiła udziału w przeszukaniu i nie podpisała protokołu przeszukania.
                                        W wyniku rewizji zakwestionowano znaczną ilość maszynopisów.

                                        Główną ofiarą akcji z 19 października 1983 r. był Zdzisław Bernacki –
                                        - młody i niezwykle dynamiczny działacz „Solidarności” rolniczej z Michałowa
                                        w gminie Olszanka (w dzisiejszym powiecie brzeskim). W wyniku przeprowadzonej
                                        u niego rewizji funkcjonariusze SB znaleźli nie tylko dużą ilość ulotek i
                                        różnego rodzaju wydawnictw bezdebitowych, ale także przedmioty i materiały
                                        służące do wytwarzania ulotek. Łupem SB-ków padła także przepasana kirem,
                                        biało-czerwona flaga narodowa.

                                        20 października 1983 r. Z. Bernacki został przesłuchany przez
                                        wiceprokuratora Joachima Kurcza z Prokuratury Wojewódzkiej w Opolu,. Odmówił
                                        jednak składania jakichkolwiek wyjaśnień. Tego samego dnia wiceprokurator
                                        J. Kurcz wydał postanowienie o przedstawieniu Z. Bernackiemu zarzutów o tu,
                                        że „w okresie od 13 grudnia 1981 roku do miesiąca października 1983 roku
                                        w Michałowie woj. opolskie, w celu rozpowszechniania sporządzał, przechowywał
                                        i gromadził ulotki oraz pisma zawierające fałszywe wiadomości mogące wyrządzić
                                        poważną szkodę interesom Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”. Jednocześnie
                                        wiceprokurator W. Kurcz zarządził osadzenie Z. Bernackiego w aresztach WUSW
                                        w Opolu do dnia 19 listopada 1983 r. 16 listopada 1983 r. wiceprokurator Jacek
                                        Kaczmarek z Prokuratury Wojewódzkiej w Opolu przedłużył okres aresztowania
                                        Z. Bernackiego do 19 grudnia 1983 r. 17 grudnia 1983 r. ten sam prokurator
                                        zarządził dalsze osadzenie Z. Bernackiego w aresztach WUSW do dnia 17 stycznia
                                        1984 r. W późniejszym czasie doszło do kolejnego przedłużenia okresu
                                        aresztowania.

                                        Przez cały czas śledztwa (a także późniejszego procesu sądowego)
                                        Z. Bernacki zachowywał niezwykle godną i odważną postawę, odmawiając
                                        konsekwentnie składania wyjaśnień. Fakt ten skutecznie hamował dalszy „rozwój”
                                        prowadzonej przeciwko niemu sprawy, dzięki czemu nie doszło do aresztowania
                                        następnych osób.

                                        Licząc na przełamanie zastoju w śledztwie, Służba Bezpieczeństwa
                                        postanowiła przeprowadzić kolejną dużą akcję przeszukań i zatrzymań ,
                                        którą objęto tym razem głównie (choć nie tylko) osoby z kręgu regionalnej
                                        „Solidarności” rolniczej. Akcja ta została przeprowadzona w dniu 29 listopada
                                        1983 r , zgodnie z planem przewidującym przeprowadzenie rewizji
                                        w pomieszczeniach mieszkalnych u jedenastu osób, podejrzewanych o działalność
                                        w konspiracyjnych strukturach regionalnej „Solidarności” rolniczej lub
                                        pracowniczej.

                                        Również w tej akcji jedną z ważniejszych ról odegrał ówczesny
                                        ppor. Grzegorz Kłosiński z Wydziału Śledczego WUSW w Opolu. Tym razem był on
                                        kierownikiem grupy operacyjno-śledczej, która przeprowadziła rewizję u Tadeusza
                                        Wiewiórki w Zawiszycach koło Głubczyc.

                                        W ślad za akcjami przeszukań z 19 października i 29 listopada 1983 r.
                                        zostały w listopadzie i grudniu 1983 r. przeprowadzone liczne przesłuchania,
                                        których miejsce stanowił Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Opolu. Między
                                        innymi w dniu 19 grudnia 1983 r. mł. chor. J. Stankiewicz przesłuchał Józefa
                                        Fiałkowskiego, działacza „Solidarności” rolniczej z Żelaznej koło Grodkowa. Przy
                                        przesłuchaniu obecny był ppor. Grzegorz Kłosiński (zgodnie z zapisem w protokóle
                                        przesłuchania, protokół został odczytany przesłuchiwanemu w obecności ppor.
                                        Kłosińskiego) .

        • Gość: znajomy Re: do Uszona IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.06, 21:58
          BB - nie mieszaj się w sprawy, o których nie masz żadnego pojęcia!
          • Gość: kacper ha! ależ jazda! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.06, 15:34
            aż poczytać miło....

            to duża sztuka wymagająca zapewne lat pracy nad giętkością języka...
            ale lepiej by wam to poszło w kisielu albo w błocie :-)))
            i bliższe prawdy by było...

            ę! ach! ą!
            a kalesony się qrw adrą!
    • Gość: Konra Re: Plagiat na politechnice i WSZiA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.06, 14:00
      Widzę że zbaczamy z tematu. Chodziło przecież o plagiat na PO i WSZiA a tu jest
      UO. Ktoś tu chyba pomylił wątki.
      • Gość: abc Re: Plagiat na politechnice i WSZiA IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 08.06.06, 14:20
        Słuszna uwaga. Jeśli UO jest stroną w sporze, to p. Bereszyński powinien
        skierować stosowne pismo do rektora (ew. uczelnianej komisji dyscyplinarnej).
        Jeśli nie jest - to jest to prywatna sprawa autorów (ciekawe, że wielokrotnie
        przywoływana autorka nie zabrała głosu), a od rozwiązywania prywatnych sporów
        są sądy. Ja rozumiem, XXI wiek, nowe technologie informacyjne, ale są przecież
        stare, wypróbowane metody. Chyba, że chodzi o satysfakcję moralną (?) ze
        sponiewierania przeciwnika, przy braku wiary w możliwość wygrania procesu.
        Powstało ogólne forum o plagiacie, a całkowicie za to zniknął z pola widzenia
        temat, który tę dyskusję spowodował.
        • Gość: internauta Re: nie ten tytuł!!!!!!!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.06, 16:06
          Wyjściowy temat tego wątku i tak już dawno się wypalił, sądząc po braku nowych
          postów na ten temat. Nie ma więc co ubolewać nad odejściem od tego tematu, chyba
          że ktoś chciałby jeszcze coś tu dodać. A tak to przynajmmniej było co poczytać i
          nad czym się zastanowić . Szkoda tylko że żaden ze ścierających się tu ostro
          polemistów nie pomyślał o przemianowaniu wątku lub wyodrębnieniu nowego, bo nie
          potrzebnie robiło się antyreklame Politechnice i WSZiA pisząc naprawde o
          sprawach dot . innej uczelni i na dodatek nie tylko o plagiacie czy zarzucie
          plagiatu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka