Dodaj do ulubionych

NASZ DZIENNIK O OPOLSKIM ABW

IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.03, 09:46
W delegaturach ABW kierownicze stanowiska zajmują byli funkcjonariusze
komunistycznej Służby Bezpieczeństwa
Kariery Ireneuszów z SB



Szefem Delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Opolu został były
funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa. Major Ireneusz Kozłowski, bo o nim
mowa, służbę w tej formacji rozpoczął w okresie stanu wojennego. Nie jest to
odosobniony przypadek. Przypomnijmy, że od ubiegłego tygodnia Delegaturą ABW
w Poznaniu kieruje też były esbek ppłk Ireneusz Wróblewski. Pijaństwo,
nieróbstwo i patologie - to zdaniem byłych oficerów UOP cechy nowej-starej
kadry, masowo powracającej do pracy w służbach specjalnych.
Właściwie nie ma dnia, by na temat służb specjalnych, których kierownictwo
wywodzi się z SLD, nie informowały media. Nie chodzi bynajmniej o
doniesienia na temat sukcesów pracy kontrwywiadowczej. Niewiele jest
informacji o spektakularnych akcjach w zwalczaniu przestępczości
zorganizowanej, korupcji na szczeblach władzy państwowej czy samorządowej,
afer gospodarczych. Wiele jest za to szumu o zwalczaniu... terroryzmu oraz -
co najważniejsze - zmianach kadrowych w służbach związanych z powrotem do
nich starej i lojalnej gwardii o rodowodzie esbeckim i milicyjnym.
W nocy z 28 na 29 czerwca ubiegłego roku przestał istnieć Urząd Ochrony
Państwa, a w jego miejsce powstały Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i
Agencja Wywiadu. Cała operacja, nazywana szumnie reformą służb specjalnych,
sprowadziła się w zasadzie do tego zabiegu organizacyjnego. Zasadniczo ABW
jest prawie dokładnym odwzorowaniem struktury i kompetencji byłego UOP, ale
bez Zarządu Wywiadu przemianowanego w Agencję Wywiadu.
Jednocześnie ustawa wprowadziła przepisy umożliwiające powrót do służby
funkcjonariuszom SB, którzy przeszli na emerytury. W dotychczasowym stanie
prawnym wiązałoby się to z utratą uprawnień do uprzywilejowanej emerytury.
Obecnie w przypadku odejścia ze służby świadczenia będą im naliczane na
podstawie uposażenia obowiązującego w dniu wystąpienia ze służby. To
istotne, ponieważ od 1998 r. w UOP pensje wzrosły o ponad 100 proc. Dlatego
odejście już z ABW - na nowych warunkach - zaowocuje 100-200-procentowym
wzrostem dotychczasowej emerytury.

Z esbeckim rodowodem
Na czele szesnastu delegatur ABW stoją dyrektorzy. W Opolu jest nim Ireneusz
Kozłowski, były funkcjonariusz komunistycznej SB, który choć w 2000 r.
przeszedł na emeryturę, to już w grudniu 2001 r. powrócił z niej, aby objąć
stanowisko dyrektora delegatury UOP.
Ireneusz Kozłowski pracę w Służbie Bezpieczeństwa rozpoczął na początku lat
80., w trakcie stanu wojennego. Trudno mieć wątpliwości co do oceny wyboru
przez niego takiej kariery. Kiedy jednak SB została ostatecznie
zlikwidowana, Kozłowski wstąpił do powstałego w jej miejsce Urzędu Ochrony
Państwa. Szefem jednostki w Opolu został wówczas jego kolega z SB Edward
Kuc. Dość szybko stali się bliskimi współpracownikami, a także - co
podkreślają świadkowie tamtych wydarzeń - uczestnikami wspólnych imprez
towarzyskich. W 1998 r. Kozłowski awansował, mianowano go naczelnikiem
jednego z wydziałów. Jednak w 1997 r. władzę przejęła AWS, było wiadome, że
czas esbeków dobiega ostatecznie końca. Kuc, obserwując zmiany, jakie
zachodziły we wszystkich delegaturach UOP w Polsce od 1998 r., doszedł do
wniosku, że jego czas mija i postanowił przygotować sobie następcę. Wybór
padł na Kozłowskiego, który został zastępcą Kuca.
- Co piątek przez cały dzień w pomieszczeniach wydziału, którym kierował
Kozłowski, odbywały się rozgrywki brydżowe. W innych dniach, oczywiście
także podczas służby, wydział organizował imprezy alkoholowe, zapraszając do
ich udziału koleżanki z innych wydziałów - mówi nam jeden z rozmówców. Do
tego dochodziły również piłkarskie środy, a więc rozgrywki piłkarskie
angażujące większość funkcjonariuszy jako uczestników bądź kibiców.
Ówcześni pracownicy delegatury przypominają, że żona Kozłowskiego, również
zatrudniona tam w charakterze sekretarki, korzystając ze służbowego
samochodu, robiła zakupy i odwiedzała rodzinę.
- Z luksusu samochodu z kierowcą lubił także korzystać nastoletni syn
Kozłowskiego, który chcąc zaimponować koleżankom ze szkoły, zabierał je na
przejażdżki - wspomina jeden z pracowników delegatury.

Koniec zabawy, czas do pracy
Jednak w marcu 2000 r. okazało się, że sielanka dobiega końca. Kuc i jego
zastępca zostali odwołani ze stanowisk, a na ich miejsce przyszli oficerowie
z Delegatury UOP we Wrocławiu. Jak się wkrótce okazało, nie tolerowali
pijaństwa, gonili do pracy, nawet po godzinach. - Interesowało nas zwłaszcza
bardzo rygorystyczne rozliczanie z efektów pracy, czego dotychczas nie było -
podkreśla były szef Delegatury w Opolu kpt. Czesław Rybak.
- Tempo pracy było rzeczywiście ostre, ale nie oszczędzaliśmy także siebie.
Patrząc po efektach, opłacało się. W 2001 r. na podstawie własnych
materiałów skierowaliśmy do prokuratury 10 razy więcej spraw niż w ciągu
poprzednich 10 lat - dodaje mjr Grzegorz Małecki, wówczas zastępca szefa
opolskiej delegatury.
Kilku naczelników wydziałów, którzy mieli już tzw. wysługę emerytalną i
obawiali się, że nie podołają w nowych warunkach, przez co mogą stracić
część uposażenia, a zarazem podstawy do obliczenia emerytury, napisało
prośby o zwolnienia i przeszło na emerytury. Wśród nich był m.in. Ireneusz
Kozłowski.
Nie wiadomo, czy Kozłowski miał wówczas pełną świadomość tego, co zastanie
nowe kierownictwo w dokumentacji jego wydziału. Mógł się jednak domyślać, iż
wieści o nadużywaniu przez niego stanowiska wyjdą na jaw, a jedynym tego
skutkiem będą postępowania dyscyplinarne. Być może w tej sytuacji wolał się
rozstać z UOP, niż czekać na konsekwencje dyscyplinarne. I rzeczywiście,
jeszcze przed upływem terminu zwolnienia odkryto, że Kozłowski nie może
odnaleźć kilkudziesięciu dokumentów służbowych. W tym czasie był już jednak
na emeryturze.
Dosyć szybko zaopiekował się nim jego niedawny protektor Edward Kuc, który
podjął pracę na stanowisku prezesa w jednej z firm ochroniarsko-
detektywistycznych, należących zresztą do osławionej firmy Konsalnet,
zatrudniającej byłych pracowników komunistycznych służb specjalnych. Miał on
wówczas obiecać Kozłowskiemu, że jak tylko SLD wygra wybory, ten,
korzystając z dobrej znajomości z nominowanym już na szefa służb Zbigniewem
Siemiątkowskim, załatwi mu powrót do służby i to na stanowisko szefa
delegatury. Do tego czasu - jak szeptano w delegaturze - miał jednak zbierać
informacje o sytuacji "w firmie", które będą przydatne w momencie przejęcia
służb przez Siemiątkowskiego. Tak też się stało - Kozłowski ani nie podjął
pracy, ani nie zaangażował się w działalność regionalnej struktury Związku
Byłych Funkcjonariuszy UOP, składającego się wyłącznie z dawnych i
skompromitowanych funkcjonariuszy SB. Czekał. W 2001 r. rozpoczął budowanie
przyszłej kadry, która mogła w niedalekiej przyszłości przejąć kierowanie
jednostką.
- Wiem, że zapraszał do domu wytypowanych przez siebie kandydatów na
kierownicze stanowiska i odpytywał ich z wydarzeń w delegaturze - mówi kpt.
Rybak.
O sytuacji w delegaturze miał mu opowiadać jego zastępca z czasów, kiedy
kierował wydziałem - Krzysztof P., wywodzący się dla odmiany z Milicji
Obywatelskiej. Kiedy już po wyborach w 2001 r. i przejęciu władzy przez
koalicję SLD - PSL - UP Siemiątkowski został p.o. szefem UOP, wobec
Kozłowskiego od razu rozpoczęto procedurę przyjmowania do służby. Okazało
się, że wszczęte przed odejściem postępowanie dyscyplinarne o zagubienie
dokumentów nie stanowiło żadnego problemu - uznano, że była to szykana.

Nowa władza, stare porządki
Pierwszą decyzją, jaką podjął Kozłowski, był zakaz pracy po godzinie 15.30
oraz zgoda na palenie papierosów w każdym miejscu na terenie delegatury.
Zniesiono także obowiązek ubierania się do pracy w garnitury. Na drugi rzut
poszły sprawy pers
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka