Dodaj do ulubionych

spadło bezrobocie

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.06, 15:42
Bezrobocie w lipcu 2006 r. spadło do 15,7 proc., z 16,0 proc. w czerwcu tego
roku - podało w piątek Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.

Bezrobotnych w końcu lipca 2006 r. było 2 mln 445 tys. osób. W porównaniu z
końcem czerwca było ich o 42,3 tys. mniej (o 1,7 proc.).

Od początku roku liczba bezrobotnych spadła o 327,7 tys. osób, tj. o 12,0
proc. "Choć ogólnie bezrobocie w lipcu spadło, to wzrosła liczba nowo
zarejestrowanych osób poszukujących pracy. Wiąże się to z zakończeniem nauki
w szkołach i końcem prac sezonowych. Dużo osób - choć mniej, niż w czerwcu -
zostało skreślonych z rejestrów bezrobotnych. Część z nich znalazła
zatrudnienie przy pracach społecznie użytecznych, subsydiowanych z Funduszu
Pracy. Wiele osób zrezygnowało ze statusu bezrobotnego z powodu wyjazdu do
pracy za granicę" - napisano w komentarzu do wstępnych danych.

Do urzędów pracy zgłoszono w lipcu 98,8 tys. ofert pracy, o 6,3 tys. mniej
niż w czerwcu. Głównymi przyczynami spadku liczby ofert pracy są urlopy
pracodawców oraz mniej ofert pracy sezonowej, których najwięcej jest w
czerwcu, podało ministerstwo.

Obserwuj wątek
    • alienxxx Re: spadło bezrobocie 04.08.06, 19:19
      powod jest prosty - masowa emigracja
      • Gość: Ona* Re: spadło bezrobocie IP: 217.197.79.* 05.08.06, 08:56
        Z czego cieszą się te Urzędu?Bezrobocie spadło,bo ludzie wyjeżdżają z tego
        kraju.Co to za kraj,który nie jest w stanie zapewnić młodym ludziom pracy?
        Niedługo też wyjeżdżam.Skończyłam angielski i zaproponowali mi w szkole 700
        zł.Śmiechu warte:)
        • piotr_badura Przecież macie dostęp do internetu! 05.08.06, 20:54
          Szanowna Pani Ona* oraz szanowny Panie Alienxxx
          Zakładam, że Państwa obecność na tym forum nie ma charakteru służbowego i nie
          wykonujecie tu Państwo zleconego zadania (gdyby tak było, to moje tłumaczenie,
          że pleciecie od rzeczy byłoby bez sensu, bo sami Państwo dobrze o tym
          wiedzielibyście).
          Macie Państwo dostęp do internetu, skoro jesteście obecni na forum. Zanim więc
          przystąpiliście do głoszenia poglądów o przyczynach spadku bezrobocia, należało
          wejśc na stronę GUS (www.stat.gov.pl) i sprawdzić odpowiednie dane.
          Raz na kwartał GUS publikuje na swej stronie komunikat o aktywności
          ekonomicznej ludności. Informuje w nim m.in. o liczbie wszystkich pracujących w
          Polsce. Ostatni kwartał przed wejściem Polski do UE to I kwartał 2004. Było
          wtedy w Polsce 13.465 tys. pracujących. W I kwartale 2006 było w Polsce 14.189
          tys pracujących. Przybyło zatem 724 tys. pracujących.
          GUS publikuje też dane o liczbie bazrobotnych. W dniu 30 IV 2004 było w Polsce
          3.174 tys. zarejestrowanych bezrobotnych. W dniu 30 IV 2006 było ich 2.704 tys.
          Z rejestrów ubyło zatem 470 tys. bezrobotnych. Skoro pracujących przybyło 724
          tys. a bezrobotnych z rejestrów ubyło tylko 470 tys. to jak można twierdzić, że
          ubytek bezrobotnych spowodowany został masową emigracją? To skąd wzięło się te
          dodatkowe 724 tys. pracujących?
          Jeśli nie macie Państwo dość cierpliwości, by czekać na kwartalne dane o
          aktywności ekonomicznej ludności, to możecie sprawdzać co miesiąc komunikaty o
          zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw. Wprawdzie sektor przedsiębiorstw to
          tylko ok. jedna trzecia pracujących w Polsce, ale to też jakaś informacja.
          W czerwcu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 4.918 tys. i było o
          148 tys. wyższe niż rok wcześniej. Te 148 tys. wzrostu to absolutny rekord
          wzrostu, licząc od 1989 roku. Dla porównania w maju roczny przyrost miejsc
          pracy wynosił 145 tys. (wtedy też był to absolutny rekord), w kwietniu przyrost
          wynosił 135 tys., w marcu 127 tys., a w lutym 116 tys. Nie tylko więc przybywa
          w Polsce miejsc pracy, ale przybywa ich w coraz szybszym tempie.
          Jeśli więc chcecie Państwo coś publicznie twierdzić, to proszę najpierw zadać
          sobie minimum trudu i sprawdzić elementarne dane.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • Gość: xy Re: Przecież macie dostęp do internetu! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.06, 07:28
            Do Pana Badury
            Jest Pana pełno wypowiedzi na stronach internetowych, szkoda czasu startuj
            Pan do samorządu w wyborach i realizuj Pan swoje spostrzeżenia i walcz z
            bezrobociem . Albo pisz Pan pamietniki i wydrukuj całość
    • Gość: Matt Re: spadło bezrobocie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.08.06, 21:09
      Tez co miesiac czekamn na komunikat o bezrobociu w Polsce. Szczegolnie
      interesuja mnie dane o moim regionie, czyli regionie slupskim. Bezrobocie
      naprawde spada, i maly w tym udzial emigrantow zarobkowych. Wielu z tych,
      ktozry wyjechali pracowac poza Polska, pracowalo w Polsce na czarno i teraz tez
      pracuje na czarno np. w Anglii. W tym samym czasie sa oni zapisani w rejestrze
      bezrobotnych i pobieraja zasilki.
      Bezrobocie spadlo, bo gospodarka ruszyla, firmy szukaja rozpaczliwie
      pracownikow. Wiem, ze to niemodne, by mowic, ze w Polsce zaczyna byc lepiej,
      ale ja w to wierze, tym bardziej, ze sa na to wiargodne dowody.
      Mysle, ze realnie bezrobocie jest jeszcze nizsze. W moim regionie bezrobocie
      spada ostatnio dosc znacznie. Ostatnio rowniez przeprowadza sie akcje
      weryfikacji bezrobotnych osob. Okazalo sie, ze wielu z bezrobotnych ma
      zatrudnienie i wcale sie do tego wczesniej nie przyznawalo.
      Teraz musieli i od razu bezrobocie znacznie spadnie. Mysle, ze w Polsce mamy
      okolo 10 % prawdziwego bezrobocia...

      Fajnie, ze jeszcze ktos zaglada na stat.gov.pl - moze to glupie, ale to moja
      ulubiona strona internetowa.
      Mateusz Marecki ze Słupska
      • czarnarozpacz11 Re: spadło bezrobocie 05.08.06, 22:53
        Panie Badura i ten tam ze Slupska kolega chyba wam slupki wykresow
        rzeczywistosc zacmiewaja. W WordAlmanach podaje sie ze Polska to kraj w 97%
        ogarniety jest przez rzymskich katolikow. I co w to tez panstwo tak dzielnie
        wierzycie? Ja mysle ze to co sie o Polsce na co dzien czyta pozwala sadzic ze
        jest tam tylko zaledwie 10% takich wierzacych. Z tymi procenatmi to jest tak ze
        panska zona jest ok i wspolzyje tylko z panem, ale sasiadka w bloku daje
        wszystkim jak leci . Poniewaz sa w tej klatce tylko dwie kobiety to procentowo
        panska zona daje w 50%. I to tez jest logiczne jak ten caly GUS. Pozdrowienia.
        • piotr_badura Musi Pani zacząć od podstawówki 06.08.06, 09:35
          Szanowna Pani Czarnarozpacz11
          Ma Pani jakieś zupełnie elementarne problemy. Zanim jednak do nich przejdę to
          mała sugestia. Proszę unikać wulgaryzmów i natrętnego krążenia wokół spraw
          seksu. Zakładam, że nie jest Pani wyleniałym samcem, któremu pozostała już
          tylko ta forma aktywności seksualnej. Zakładam też, że nie jest Pani samcem z
          zaniżonym poczuciem własnej wartości, który musi posługiwać się wirtualną
          ekspozycją, by dawać sobie radę ze swymi kompleksami. Więc po cóż Pani
          wulgarność? Żeby puścić oko do tych popaprańców: "patrzcie, jaka jestem
          równiacha"?
          Przechodząc do meritum, powiem tak. Kowalski wypija codziennie dwa piwa, zaś
          abstynent Nowak żadnego. Średnio piją więc po jednym piwie dziennie. Pani jest
          tym ogromnie zadziwiona. Jak to może być, że Nowak pije średnio jedno piwo
          dziennie, skoro on jest abstynent?! Ma Pani problem dość elementarny, sięgający
          jeszcze podstawówki. To tam nauczyciele mieli zadbać o to, by rozumiała Pani
          sens średniej. Musi Pani nadrobić tę zaległość.
          Jeśli chodzi o "WordAlmanach" to ja nie znam tego źródła i nie wiem co ono jest
          warte, natomiast budowanie sobie opinii na temat katolickości polskiego
          społeczeństwa na podstawie tego, co piszą gazety, uważam za pomysł niezbyt
          mądry.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • osimiorjamnica o średniej 08.08.06, 11:32
            Szanowny Panie Piotrze

            To nie Czarnarozpacz11 ma problem. Po pierwsze: nie wszystko, czego się
            człowiek uczył w podstawówce czy innej szkole - człowiek pamięta. Jeden
            zapamięta co to włócznia św. Maurycego, drugi słówko z niemieckiego, trzeci
            co to jest średnia, czwarty czy wlewać kwas do wody czy na odwrót - ale nie
            ma takiego, który zapamięta wszystko.

            Można stwierdzić, że wiedza o średniej jest ważniejsza niż wiedza o włóczni
            św. Maurycego. Ale kto będzie o tym rozsądzał co jest "elementarne"?

            Praktyka życia (pomijając kurioza w rodzaju "amnestii maturalnej", kiedy
            frajerem okazuje się ten, co m.in. uczy(ł) się o średniej ['frajerem', bo
            zakładam bez większego ryzyka, że wykształcenie w Polsce nijak / słabo ma
            się do zarobków]) pokazuje, że średnia jest wskaźnikiem nieprecyzyjnym.

            Niepamiętanie (albo lekceważenie) wiedzy o średniej nie jest (co najmniej:
            nie bywa) problemem. Wręcz przeciwnie - może być oznaką rozsądku (nie mylić
            z wykształceniem). Obracam się np. wokół ludzi, którzy narzekają, że dostają
            poniżej "_średniej_ krajowej". To ich frustruje. Gdyby im kto powiedział co
            to mediana jedna z drugą - zaraz by się humory poprawiły.

            BTW, w jakim źródle _Pan_ szukalby liczby polskich rzymskokatolików?
            • piotr_badura Re: o średniej 09.08.06, 22:33
              Szanowna Pani Osimiorjamnico
              Coś zjadło moją odpowiedź dla Pani. Było mniej więcej tak:
              Największy problem pani Czarnejrozpaczy11 nie leży w tym, że nie pojmuje ona
              sensu średniej arytmetycznej dwóch liczb (jeśli Janek wypił dwa piwa, a Franek
              żadnego, to wypili średnio po jednym piwie). Główny problem pani
              Czarnejrozpaczy11 leży w tym, że nie rozumie ona, iż nie rozumie sensu średniej
              arytmetycznej. Wydaje jej się, że ona doskonale rozumie, że średnia
              arytmetyczna dwóch liczb to jakaś brednia, a tyle osłów dookoła tego nie
              pojmuje. Pani Czarnarozpacz11 jest jak ten kierowca, który prując pod prąd
              autostradą i słysząc ostrzeżenie przez radio, że jakiś wariat jedzie autostradą
              pod prąd, stwierdza, że ci w radiu są porąbani, bo to nie jeden wariat, ale
              sami wariaci. Wszyscy jadą pod prąd.
              Nie wiem o co Pani chodzi z tą amnestią maturalną. Minister Giertych podjął
              mądrą decyzję. Jakoś wyczuwam, że Pani uważa inaczej. Mam nadzieję, że
              nietrafnie odgaduję Pani pogląd.
              Czy o rzymskich katolików pyta Pani mnie, czy jakiegoś BTW?
              Pozdrawiam serdecznie
              Piotr Badura
              • osimiorjamnica Re: o średniej 09.08.06, 23:14
                Piotr Badura uwaza, ze minister Giertych podjal madra decyzje. ja uwazam, ze
                glupia. srednia "z nas" taka, ze minister podjal decyzje polglupio-polmądrą.
                srednia zdawalnosc matur wzrosla (ale nie wiedza). ba! srednio, to kazdy
                w Polsce wie, co to srednia i wlocznia sw. Maurycego i jakie sa doplywy
                Wisly, bo to bylo w programie nauczania, a srednia zdawalnosc uczniów szkół
                podstawowych jest pewnie bliskostuprocentowa. (chyba ze przyjac, ze rzeczy
                o ktorych mowa w szkole trzeba zakuc, zdac, zapomniec - wowczas mozna rzec,
                ze, srednio rzec biorac, sens nauczania jest abstraktem.)

                jesli problem Czarnejrozpaczy11 to niezrozumienie sensu sredniej arytmetycznej,
                to jest to i moj problem. coz nam daje wiedza o srednio trzech nogach albo
                srednio ilus tam piwach? zycie nie tylko nie jest srednie, ale nawet nie da
                sie srednimi przedstawic.

                ps1. tym bardziej szkoda, ze mozna lepiej. np. srednia place medianami?

                ps2. o rzymskich pytalem (-em, plec nie ta) Pana, a btw to skrot od "by the
                way" czyli "przy okazji"

                ps3. bezrobotny bezrobotnemu nierówny (np. w definicjach urzedowych), motywacja
                motywacji (bo magister w ang. barze sobie finansowo nie krzywduje, ale nie po
                to zostal magistrem), pracujacy pracujacemu a etat etatowi itd.
                gdybym kiedys mial etat i pracowal 8 godzin dziennie, ale szef mowilby, ze
                trza zwieszac wydajnosc i dzisiaj pracowalbym dodatkowe 2 godziny za frajer,
                to bym w statystykach pracujacych niczego nie zmienil, prawda?)

                ps4. jeszcze a propos tych dziur drogowych w odpowiedzi na inny post. jak
                rozumiem, Pan protestuje jesli oplacany z Pana podatkow urzad pracuje zle /
                falszywie. ja protestuje ponadto jesli oplacany z moich podatkow pracuje
                dobrze - ale jego zadania sa nietrafione. zadania GUS wydaja mi sie
                nietrafione - bo

                1) nie ma GUS tej sily przebicia co gazety,

                2) efekty jego pracy trafiaja w proznie (p. Piotr Badura czyta, jeszcze kilku
                czyta, ale srednia nieublagana jest, jak sadze, ze "znikomy procent czyta
                a jeszcze znikomszy rozumie"),

                3) a nawet gdyby czytali i rozumieli wszyscy, to korzystanie ze srednich do
                opisu rzeczywistosci jest srednio rozsadne

                dlatego GUS nie psuje drogi, nie psuje danych, ale psuje moj portfel. to
                juz wole, zeby klamal za niemoje pieniadze. (tak na marginesie)

                pozdrawiam
                • piotr_badura Re: o średniej 10.08.06, 19:52
                  Szanowny Panie Osimiorjamnico
                  1. Coś z tym Giertychem i maturami jest naplątane. Mówimy chyba o różnych
                  sprawach. Pajace, które ustalały zasady naboru na studia, postanowiły, że wstęp
                  na studia mają tylko ci, którzy zdali maturę, a maturę zdali tylko ci, którzy z
                  każdego z pięciu przedmiotów dostali minimum 30 proc. punktów. Dla uproszczenia
                  ograniczmy się do dwóch przedmiotów - polskiego i matematyki (mniejsza o to, że
                  jej nie było, bo chodzi o zasadę).
                  - Jasiek chciał studiować matematykę. Na maturze dostał 100 proc. punktów z
                  matematyki i 20 proc. z polskiego. Oblał polski i przez to nie będzie studiował
                  matematyki.
                  - Stasiek chciał studiować filologię polską. Na maturze dostał 100 proc.
                  punktów z polskiego i 20 proc. z matematyki. Oblał matematykę i przez to nie
                  będzie studiował filologii polskiej.
                  - Czesiek dostał z polskiego 30 proc. i z matematyki też 30 proc. I tylko on
                  jeden, zdaniem naszych geniuszy od matur, ma prawo studiować. Może studiować i
                  filologię polską, i matematykę, i co tam jeszcze chce.
                  Minister Giertych uznał, że to kretynizm. 30 proc. - tak!, ale średnio, a nie z
                  każdego przedmiotu. W ten sposób Jasiek i Stasiek mają średnio po 60 proc.
                  (100+20=120; 120:2=60) i są dużo lepszymi kandydatami na studia niż Czesiek ze
                  swoją średnią 30 proc.
                  Ja uważam, że minister Giertych postąpił słusznie, korygując poroniony pomysł
                  grupy idiotów, ale szanuję Pana prawo do odmiennej opinii.
                  2. Problem pani Czarnejrozpaczy11 nie polega na tym, że nie widzi ona sensu w
                  liczeniu średniej liczby nóg mnie i mojego ewentualnego psa. Ja też nie widzę w
                  tym sensu, ale GUS przecież tego nie liczy. Problem pani Czarnejrozpaczy11
                  polega na tym, że nie rozumie ona, iż ta średnia z moich i psich nóg wynosi
                  trzy.
                  3. Jeśli chodzi o liczbę rzymskich katolików, to tak mniej więcej zna ją
                  kościół. Rzymskim katolikiem człowiek staje się automatycznie przez chrzest w
                  kościele rzymsko-katolickim (tak to przynajmniej sobie wyobrażam). Odejście z
                  kościoła ma też jakąś przyjętą procedurę, ale jej nie znam, bo jeszcze nie
                  odchodziłem. Dane kościelne mają ten mankament, że często ktoś nie uważa się
                  już za rzymskiego katolika, ale nie "wypisał się" z kościoła. Dlatego lepszym
                  źródłem informacji jest GUS, który określa liczbę wyznawców poszczególnych
                  religii poprzez badania ankietowe. Wyniki tych badań są chyba publikowane w
                  dużych rocznikach statystycznych.
                  4. Jeśli GUS informuje, że od pierwszego kwartału 2004 do pierwszego kwartału
                  2006 liczba pracujących wzrosła w Polsce o 724 tys. to gdzie tu może być jakaś
                  manipulacja?
                  5. Wiem, że GUS nie ma siły przebicia. Wielki kapitał (głównie zagraniczny)
                  wykupił niemal wszystkie gazety w Polsce. Wykupił je nie po to, by na nich
                  zarabiać bezpośrednio, tj. przez sprzedaż egzemplarzową i sprzedaż reklam, ale
                  by mu służyły jako narzędzia do walki o swe interesy. Za pomocą swych gazet
                  wielki kapitał robi ludziom z mózgów sieczkę, by uzyskać ich poparcie dla swych
                  programów politycznych (niekorzystnych dla tych ludzi). Zgadzam się z Panem, że
                  gazety mają dużo większą siłę przebicia niż GUS, ale nie zgadzam się, że to
                  powód, by GUS zlikwidować. Pana pogląd wyjaskrawiony brzmi tak: Ponieważ ludzie
                  i tak bardziej słuchają kłamców, więc zakażmy całkiem mówienia prawdy. Raczej
                  nie przekona mnie Pan do podpisania się pod tym.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  Piotr Badura
                  • osimiorjamnica Re: o średniej 11.08.06, 08:26
                    Szanowny Panie Piotrze

                    1. Ja Pana przyklad o Jasiu, Stasiu i Czesiu rozumiem. Ja tylko mam watpliwosc,
                    ze dobrem Jasia i Stasia sie min. Giertych kierowal. Ale nawet gdyby przyjac,
                    ze hehe, in dubio pro reo, to Pan pisze o pajacach, ktore cos pajacnie ustalily.
                    Ale rozumiem - prawo jest po ich stronie? Wiec prosze napisac wprost, ze Pan
                    kwestionuje pajacne prawo, a w skrocie: prawo.

                    Min. Giertych tez pewnie dziala w ramach prawa - ale w odróznieniu od pajacow
                    - dziala po fakcie (tj. zarzucaja mu - i slusznie - ze w trakcie a nawet po
                    spuszczeniu kurtyny wypowiada sie o castingu na aktorow).

                    Jak rozumiem - Pan uwaza, ze gdy uczen chce studiowac X, to na Y moze z grubsza
                    kichac. Co z tego ze Einstein robil byki - skoro umial konstruowac bomby
                    atomowe? Owszem. No ale to nie matura jest w zwiazku z tym pajacna, ale caly
                    system ksztalcenia. najpierw mowimy uczniom, ze trzeba znac i X, i Y, ale na
                    mature puszczamy oko, ze mozna postawic na X, a o Y z wolna zapomniec.

                    2. mozna z kosciola RK odejsc "emigracja wewnetrzna", bo nawet odpowiednie
                    pisma (nie chce pisac wprost adresu www, prosze wrzucic w google "apostazja")
                    niewiele dadza - a to dlatego, ze chrztu sie nie da "odchrzcic". kto ochrzczony,
                    ten nalezy dozywotnio do RK. wiec to liczenie psu na bude. GUS jest moze
                    lepszym zrodlem informacji, ale 'lepszy' to wciaz nie oznacza 'dobry'.
                    Jesli chce sie przyblizenia liczby polskich katolikow mozna ustalic jakis
                    "koszyk wartosci", np. zebrac odpowiedzi na pytania:
                    - czy jestes za uzyciem srodkow antykoncepcyjnych
                    - czy jestes za kara smierci
                    - czy byles na wyborach do parlamentu
                    - czy decydujesz sie na dzieci, czy czekasz na urzadzenie sie materialne
                    - czy zyjesz w wolnym zwiazku
                    - czy pracujesz lub pracowales na czarno (do nauczycieli dajacych korki
                    to sie m.in. odnosi)
                    no i wtedy sie okaze jeszcze lepiej niz w GUSie ilu jest katolikow. 30-40%
                    maks katolikow bedzie, takie mam przeczucie (i nic poza nim, to prawda).

                    3. Nie manipulacja, tylko brak precyzji. Co to znaczy pracujacy?
                    Czy jesli pracuje wiecej za te same pieniadze, to jest tak samo pracujacy?
                    Czy jesli pracuje mniej za wieksze pieniadze, to jest tak samo pracujacy?
                    Czy jesli przy rekrutacji pracujacy wypchnal lepiej kwalifikowanych bo
                    mial plecy i uklady, to jest tak samo pracujacy jak bylby lepiej kwalifikowany?
                    Czy jesli odebrano mu przywileje branzowe, to jest tak samo pracujacy?
                    Czy jesli ma etat i dlubie w nosie, to jest tak samo pracujacy (zwlaszcza
                    w opozycji do tego, co zapiernicza na czarno)?
                    Definicja moze byc rozna. Przez analogie: bezrobotny zeby byl w statystyce
                    bezrobotny, musi sie zglosic itd. A sa tacy, co sie nie zglaszaja. A sa
                    tacy co sa zarejestrowani a pracuja.

                    Wiemy, ilu pracuje, ale nie wiemy czy dobrze, czy zgodnie z umiejetnosciami,
                    czy starcza im na zycie, czy dorabiaja na czarno itd. Nawet nie wiemy za
                    ile pracuja (bo juz dwukrotnie bylo o falszu sredniej krajowej.) Czyli o
                    zyciu pracujacych nie wiemy, a sama liczba tak sie przyda, jak srednia piw
                    z sasiadem i nog z psem. Pan ma statystyczna prawde o Polaku, ale nie ma
                    Pan prawdy o statystycznym Polaku.

                    4. Co do zasady sie NIE zgadzamy, owszem. Jesli mowienie prawdy to rzucanie
                    grochem o sciane, to ja sie zgadzam zeby sobie rzucano, pod warunkiem ze za
                    wlasne pieniadze. Jesli za moje - to sie absolutnie nie zgadzam. (A na lgarskie
                    gazety sie zgadzam, pod warunkiem ze lza za wlasne pieniadze.)
                    • piotr_badura Może lepiej założyć inne wątki? 12.08.06, 11:26
                      Szanowny Panie Osimiorjamnico
                      1. Nie kwestionuję pajacnego prawa, bo prawo to prawo. Cieszę się jednak, że
                      minister Giertych zmienił je na dużo mniej pajacne. Ponadto moim prawem jest
                      nazywać głupotę głupotą i z tego prawa korzystam.
                      2. Odnoszę wrażenie, że uważa Pan, iż w działaniu ministra Giertycha w kwestii
                      matur było coś nie tak od strony prawnej. Nie sprecyzował Pan jednak, co było
                      nie tak. Ja mam wrażenie, że wszystko było nienaganne od strony prawnej.
                      3. Bezpodstawnie przypuszcza Pan, że jestem zwolennikiem poglądu, iż Staszek,
                      który ma talent matematyczny, może sobie kichać na język polski. Jestem tylko
                      przeciwnikiem zasady, że skoro Staszek nie opanował należycie języka polskiego,
                      to my zmarnujemy mu za karę jego talent matematyczny. Nie widzę interesu
                      społecznego w zmarnowaniu talentu matematycznego Staszka.
                      3. Sprawy kościoła nie są moją specjalnością, ale zadziwia mnie Pana wypowiedź:
                      "Jeśli chce się przybliżenia liczby polskich katolikow można ustalić
                      jakiś "koszyk wartości", np. zebrać odpowiedzi na pytania:
                      - czy jesteś za użyciem środków antykoncepcyjnych
                      - czy jesteś za karą śmierci
                      - czy byłeś na wyborach do parlamentu
                      - czy decydujesz się na dzieci, czy czekasz na urządzenie się materialne
                      - czy żyjesz w wolnym związku
                      - czy pracujesz lub pracowałeś na czarno (do nauczycieli dających korki to się
                      m.in. odnosi)
                      no i wtedy się okaże jeszcze lepiej niz w GUS-ie ilu jest katolikow. 30-40%
                      maks. katolików będzie, takie mam przeczucie (i nic poza nim, to prawda".
                      Każdy punkt w tym "koszyku wartości" budzi kontrowersje, ale ten wątek nie jest
                      o tym. Każdy punkt z Pana "koszyka wartości" zasługuje na nowy wątek. Może będę
                      je po kolei otwierał. (Sprawa matur, jeśli chciałby Pan ten temat kontynuować,
                      też powinna być w innym wątku).
                      4. GUS podaje, że od I kw. 2004 do I kw. 2006 liczba pracujących w Polsce
                      zwiększyła się o 724 tys. Definicja pracującego była w tym czasie taka sama.
                      Nie rozumiem zatem, gdzie jest problem.
                      5. Łgarskie gazety wychodzą za Pana pieniądze, nawet wtedy, gdy ich Pan nie
                      kupuje. Nie ma Pan nic do gadania w sprawie płacenia za ich koszty. One
                      wysysają płacone przez Pana podatki. Natomiast w sprawie płacenia za GUS
                      przyjąłem już przecież do wiadomości, że Pan nie chce płacić. Napisałem też
                      już, że ja chcę płacić. Niech Pan pozyska dla swego poglądu większość i postawi
                      Pan na swoim.
                      Pozdrawiam serdecznie
                      Piotr Badura
                      • osimiorjamnica prosze zalozyc nowe watki, jesli wola 12.08.06, 19:41
                        Szanowny Panie Piotrze

                        1. Powinien Pan precyzowac czy prawo to lex, czy ius, czy prawo w znaczeniu
                        "x ma prawo puszczac wiatry po obiedzie". Czesto cos jest prawem kodeksowym
                        i jest prawem w innych znaczeniach - ale ja troche sie gubie ktore Pan ma
                        na mysli. Co do min. Giertycha - czy dzialal prawnie (kodeksowo) - nie wiem.
                        Niech madrzejsi wypowiedza sie, czy skrzywdzil poprzedni rok maturzystów (albo
                        przyszly, zakladajac ze amnestia jest jednorazowa).

                        Wiedzialbym tez wiecej, gdyby napisal Pan czy zgadza sie ze stwierdzeniem w
                        rodzaju "demokratycznie wybrany parlament ma prawo nakazac ustawowo obciecie
                        po jednym palcu kazdemu obywatelowi"?

                        2. O Staszku nie przypuszczam bezpodstawnie. Pan podal przyklady, gdzie
                        wyniki z "gorszego przedmiotu" to 20% i 30%. To jest kichanie. Za moich
                        czasów (chyba ze juz calkiem zesklerotnialem, co niewykluczone) minimum to
                        bylo 50%. A na studiach, OIDP, 60% punktow na egzaminie to jeszcze bylo ndst.

                        3. Intencja "koszyka wartosci" byla taka, zeby sprawdzic czy wierni KRK
                        stosuja sie do nauk KRK. Jesli sie nie stosuja (i uparcie w grzechu trwaja)
                        to sa tylko wiernymi z nazwy.

                        4. problem (mój) jest taki, ze informacja ilu przybylo pracujacych niesie
                        wiedze zbyt ogolna - a wiedza zbyt ogolna nie pozwala (mi) wypowiadac
                        zadnych dlaszych wnioskow. jest wiec to (dla mnie) informacja zbedna.

                        5. Nie moge odpowiedziec inaczej niz: zycze Panu pozyskania wiekszosci, zeby
                        gazety nie wychodzily za nasze pieniadze (pieniadze czy podatki?)

                        Pozdrawiam serdecznie
                        • piotr_badura Jeden już założyłem. O antykoncepcji. 12.08.06, 21:17
                          Szanowny Panie Osimiorjamnico
                          Myślę, że w głównym temacie tego wątku nie ma między nami różnic poglądów
                          wymagających dalszej dyskusji. Matury i koszyk wartości nie mieszczą się w
                          tematyce tego wątku. Dla jednej z wartości założyłem już nowy wątek (sprzeciw
                          wobec antykoncepcji).
                          Pozdrawiam serdecznie
                          Piotr Badura
      • piotr_badura Pozdrowienia dla Słupska 06.08.06, 09:15
        Szanowny Panie Mateuszu
        Cieszę się, że odezwał się ktoś, kto potrafi poświęcić trochę czasu, by
        zapoznać się z danymi, zanim zacznie wygłaszać opinie. To jednak rzadkość na
        forum.
        Ze swej strony proponuję Panu, by nie ograniczał się Pan do śledzenia danych o
        bezrobociu. Ważniejsze są dane o zatrudnieniu (sektor przedsiębiorstw) i
        pracujących (aktywność ekonomiczna ludności).
        A tak w ogóle, to co ktoś ze Słupska robi na forum opolskim?
        Pozdrawiam serdecznie
        Piotr Badura
        • am55 Re: Pozdrowienia dla Słupska 06.08.06, 09:35
          Badura i ten pan ze Słupska ,kto Wam płaci za tą propagandę sukcesu.
    • Gość: Matt Re: Pozdrowienia ZE Słupska IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.06, 15:03
      Propagande? Pff!! Poziom bezrobocia nie zalezy tylko i wylacznie od polityki i
      politykow. Zalezy przed wszsytkim od spoleczenstwa - jak widac Polacy wreszcie
      sie uaktywnili!!! Wreszcie chca poprawic swoje warunki zyciowe, osiagnac
      sukces, spelnic ambicje. To nie jest zadna propaganda, tylko optymizm, ktory mi
      sie udziela od jakiegos czasu, patrzac na statystki, ktore owszem - nie zawsze
      mowia calej prawdy, ale pokazuja pewien trend. Trend pozytywny.
      Ja chcialem sie tylko wypowiedziec na tym forum, bo temat mnie nie interesuje.
      Wiem ,ze trudno jest przekonac do swoich racji, zwlaszcza, gdy opinia jest tak
      niepopularna, tzn. gdy dobrze wypowiadam sie o stanie mojego panstwa, w ktorym
      wiekszoc spoleczenstwa woli narzekac.
      Propaganda bylaby tylko wtedy, gdyby moje opinie nie mialy poparcia w faktach.
      Mam 18 lat i nie wiem czemu mialbym tworzyc propagande. Po prostu jestem
      optymista i ciesze sie z poprawy na rynku pracy. Koniec , kropka.

      Dziekuje, Panie Badura - spojrze bardziej wnikliwie na statystyki o
      zatrudnieniu. Na forum opolskim "wyladowalem" przez przypadek. Powiedzmy, ze
      mam sentyment do tego miasta za sprawa bliskiej mi osoby. Zauwazylem temat o
      bezrobociu i chcialem wesprzec Pana w walce z "pieniaczami". Powiem szczerze,
      ze rzadko zdarza mi sie widziec na forum taka kulture dyskusji, jaka Pan
      reprezentuje.
      Pozdrawiam Pana i Opole, w ktorym jeszcze nigdy nie bylem, ale na pewno bede!
      Mateusz
      • Gość: Gośka Re: Pozdrowienia ZE Słupska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.06, 15:36
        <mam 18 lat....
        teraz wiem skąd tyle naiwności w Tobie;-))))tak trzymaj lżej Ci będzie patrzeć
        na to bagno.
        • piotr_badura To realizm, a nie naiwność 06.08.06, 16:42
          Szanowna Pani Gosiu
          Nie każdy jest takim frustratem, że najchętniej to by się powiesił. Nasz młody
          kolega jest po prostu realistą. Nie ulega bezmyślnie czarnej propagandzie,
          tylko sam sprawdza fakty. To bardzo dobrze o nim świadczy. Głupio radzić komuś,
          by uczył się od młodszych, ale jednak radzę Pani wziąć ptrzykład z naszego
          młoddego kolegi.
          Pozdrawiam serdecznie, optymistycznie i mokro, bo właśnie wróciłem mokry z
          wycieczki rowerowej.
          Piotr Badura
    • Gość: Matt Re: ----- IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.06, 17:11
      Pani Gosiu, takimi komentarzami nigdy nie wygra pani dyskusji. Rosmieszyla mnie
      pani tylko, ale dziekuje za poprawienie humoru!
      I zycze wiecej optymizmu w zyciu!
      Au revoir Opole!
      • alienxxx Re: ----- 07.08.06, 02:07
        Szanowni Panowie - Piotr Badura i Matt
        ciesze sie bardzo ze korzystacie z internetu nie tylko po to aby sprawdzac
        poczte i "rzucic miesem" na forum - to faktycznie w dzisiejszych czasach rzadkosc.
        Cieszy mnie rowniez Wasz optymizm - trzeba nam w tym kraju takich ludzi.
        Szkoda tylko, ze slepo wierzycie w to co zapisane w slupkach i tabelkach.
        Wszystkie dane, ktore sa podawane czy to w gazetach czy na oficjalnej stronie
        GUSu , czy jeszcze gdziekolwiek indziej nalezy traktowac z przymruzeniem oka.
        Nie polecam slepej wiary w magiczne cyferki - ale oczywiscie kazdy ma prawo isc
        przez zycie tak jak jest mu wygodnie.
        Jesli panowie watpicie w masowa emigracje naszych rodakow to albo macie tylko po
        kilku znajomych, z ktorych wiekszosc zdecydowala sie pozostac w kraju, albo tez
        macie szczescie obracac sie w srodowisku ludzi zadowolonych z tego co maja i nie
        potrzebujacych szukac poprawy na emigracji.
        Jesli pisze o masowej emigracji naszych rodakow to nie dlatego, ze przeczytalem
        o tym w GW czy Rzepie, a dlatego ze potrafie analizowac fakty i otaczajaca nasz
        rzeczywistosc - czego i Panom zycze.
        • piotr_badura Miałbym płacić podatkami za nieprawdę? 07.08.06, 13:10
          Szanowny Panie Alienxxx
          Pana drugi post istotnie różni się od pierwszego. Z pierwszym nie mogłem się
          zgodzić, a z drugim, w większej części tak. W pierwszym poście pisał Pan, że
          występujący ostatnio bardzo szybki spadek liczby bezrobotnych zawdzięczamy
          masowej emigracji (bezrobotnych?). Z tym zgodzić się nie sposób.
          W drugim poście pisze Pan, że mamy do czynienia z masową emigracją. Z tym mogę
          się zgodzić. Twierdzić, że mamy do czynienia z masową emigracją, a twierdzić,
          że masowa emigracja jest przyczyną spadku bezrobocia, to dwie różne sprawy.
          Z badań GUS (BAEL) wiadomo, że w listopadzie 1997 (początek kadencji Buzka-
          Balcerowicza) pracujących było w Polsce 15.315 tys. Na koniec kadencji, w IV
          kwartale 2001, było ich już tylko 14.043 tys. Ubyło więc 1.268 tys.
          pracujących. Liczba bezrobotnych wzrosła w tym samym czasie z 1.737 tys. do
          3.186 tys., tj. o 1.449 tys. Ponieważ w tym samym czasie o 1.166 tys. (z 29.727
          tys. do 30.893 tys.) wzrosła liczba ludzi w wieku 15 i więcej lat (tych
          obejmuje się badaniami BAEL), więc nawet mimo dużej emigracji, która rozpoczęła
          się w 1999, bezrobotnych przybyło więcej niż ubyło miejsc pracy.
          Od wejścia Polski do UE (1 maja 2004) do I kwartału 2006 liczba pracujących w
          Polsce wzrosła z 13.465 tys. do 14.189 tys., tj. o 724 tys. W tym czasie liczba
          bezrobotnych zmalała z 3.509 tys. do 2.708 tys., tj. o 801 tys. Nie ma jeszcze
          danych (BAEL) za II kwartał 2006. Będą one opublikowane pod koniec września.
          Już dziś można jednak przypuszczać, że będziemy mieć do czynienia z dużym
          przyrostem miejsc pracy i sporym spadkiem liczby bezrobotnych. Świadczą o tym
          comiesięczne dane o zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw i dane z rejestrów
          bezrobotnych.
          Wielka emigracja jest faktem. Zaczęła się ona w 1999 roku, wskutek fatalnych
          błędów ekipy Buzka-Balcerowicza (zakładam, że były to błędy, a nie celowe
          niszczenie gospodarki). Apogeum tej emigracji jest na szczęście za nami. Dziś
          można by już ryzykować przypuszczenie, że liczba wracających jest zbliżona do
          liczby wyjeżdżających. Ton propagandy jest jednak taki, że to właśnie teraz ma
          miejsce apogeum wielkiej emigracji. Tyle tylko, że propagandyści nie podają
          żadnych źródeł tych czarnych informacji.
          Jest rzeczą normalną, że media, które w znakomitej większości są niechętne PiS-
          owi i całej obecnej koalicji, muszą coś robić, by mającą miejsce oczywistą
          poprawę w gospodarce, przedstawić jako klęskę. Trzeba przyznać, że robią to
          skutecznie, zwłaszcza w stosunku do tych, którzy swą wiedzę o rzeczywistości
          budują na podstawie tego, co przekazują media.
          A tak na zakończenie, to GUS pracuje za moje podatki. Miałbym się zgodzić, by
          mnie za nie wprowadzał w błąd? A wierzy Pan, że np. liderzy Platformy dawno nie
          dobraliby się GUS-owi do skóry, gdyby podawał on nieprawdziwe dane? Wie Pan ile
          w GUS-ie jest atrakcyjnych stołków? A za podawanie nieprawdziwych informacji
          dziennikarzowi na ogół nic nie grozi, co najwyżej musi opublikować
          sprostowanie. Tym z GUS-u za nieprawdziwe informacje grozi więzienie. Niech Pan
          to bierze pod uwagę.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • alienxxx Re: Miałbym płacić podatkami za nieprawdę? 08.08.06, 23:45
            Szanowny Panie Piotr Badura
            z Pana podatkow finansowana jest rowniez budowa polskich autostrad i utrzymanie
            drog w nalezytym stanie - nie zauwazylem zeby brak Pana zgody na poruszanie sie
            po takich drogach jakie mamy jakos specjalnie wplynal na poprawe ich stanu.
            Zakladam (moze nieslusznie?)ze nie jest Pan zadowolony z ich stanu. Jesli byloby
            inaczej proponuje podroz droga Opole - Krapkowice przez Przywory i Chorule.
            Szczegolnie polecam odcinek od wiaduktu przy dworcu PKS do Opola Grotowic -
            wtedy na pewno zmieni Pan zdanie.
            Wobec powyzszego mam prawo domniemywac, ze brak Pana zgody na bledne dane podane
            przez GUS rowniez na nikim nie zrobi wrazenia. Natomiast co do strachu przed
            wiezieniem to raczy Pan zartowac - mysle, ze jest to ostatnia rzecz jakiej
            obawiaja sie pracownicy GUSu.
            Poza tym nie o to chodzilo w mojej wypowiedzi - wszelkie dane statystyczne mozna
            przedstawic w roznym kontekscie. Mozna interpretowac je w zaleznosci od zalozen
            jakie byly postawione na poczatku przeprowadzanego badania. Mozna wziac pod
            uwage tylko wybrane aspekty nie informujac dokladnie jakie byly zalozenia itd.
            Jak Pan wychodzi z psem na spacer to statystycznie macie po trzy nogi. Tylko o
            to mi chodzilo. Przy danych na temat, ktorych toczy sie ta dyskusja mozliwosci
            manipulowania sa mniejsze, ale zapewniam Pana, ze tez istnieja.
            pozdrawiam
            • piotr_badura Miałbym płacić podatkami za niszczenie dróg? 09.08.06, 22:18
              Szanowny Panie Alienxxx
              Pana przykład z drogami jest nietrafny. Byłby to dobry przykład, gdyby za moje
              podatki drogowcy niszczyli drogi. Specjalna ich ekipa jeździłaby po okolicy i
              gdzie znalazłaby kawałek całego asfaltu, tam wytłukiwałaby dziury.
              Ja nie mam pretensji do GUS-u, że nie robi wszystkich niezbędnych obliczeń, bo
              brak mu pieniędzy. Ja miałbym pretensje do GUS-u, gdyby pieniądze z moich
              podatków przeznaczał na wytwarzanie oszukańczych informacji. Do drogowców nie
              mam pretensji, że płacimy za mało podatków, by starczyło na wszystko. Miałbym
              pretensje, gdyby te podatki obracali na niszczenie dróg.
              Gdybym miał przekonanie, że GUS podaje podaje błędne dane, zawiadomiłbym o tym
              prokuraturę i wyegzekwował zajęcie się tą sprawą. Nie odpuściłbym takiej
              gratki. Żaden z polityków nie odpuściłby takiej gratki. Może mi Pan wierzyć.
              Jeśli zna Pan choć jeden przykład fałszowania przez GUS informacji, to proszę
              go podać wraz z dowodami. Osobiście zgłoszę się z tym do prokuratury.
              Ja i mój pies, gdybym go miał, mielibyśmy średnio po trzy nogi. To oczywistość.
              Ale co miałoby z tego wynikać? Czy ta średnia liczby moich i psich nóg ma jakoś
              wpływać np. na skalę emigracji? Nie wiem, do czego to przypiąć? Jedyne co mi
              przychodzi do głowy, to że Pan uważa, iż skoro ja i pies mielibyśmy średnio po
              trzy nogi, to nie należy wierzyć GUS-owi np. w sprawie liczby pracujących. Nie
              rozumiem jednak, jak Pan połączył te dwie sprawy.
              Jeśli podawane przeze mnie dane GUS budzą Pana wątpliwości, to niech Pan mówi
              jasno: ta liczba wydaje mi się nieprawdziwa, bo to i tamto. Ale Pan powołuje
              się tylko na fakt, że ja i pies mielibyśmy średnio po trzy nogi. No mielibyśmy.
              Pozdrawiam serdecznie
              Piotr Badura
              • Gość: Hrabia Gwidon Re: Miałbym płacić podatkami za niszczenie dróg? IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 10.08.06, 05:43
                Drogi Panie Badura. Czy Pan przypadkiem nie jest z TYCH Badurów ?

                W głębokim poważaniu
                Gwidon hrabia Popierdółka herbu Skołowana Krowa Na Ugorze
                • Gość: xy Re: Miałbym płacić podatkami za niszczenie dróg? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.08.06, 09:21
                  Mówcie o bezrobociu , a nie filozofujcie. Inżynierów nam brak, logicznego
                  myślenia a filozofów mamy pod dostatkiem . Pleciesz pan Panie , pleciesz
                  głupstwa , a może jeszcze za to pieniądze bierzesz.Mam tego dosyć
                  • piotr_badura Czy Pan mnie o coś pyta? 10.08.06, 19:58
                    Szanowny Panie Xy
                    1. Każdy może pisać na forum o tym, o czym pisać ma ochotę, byle nie łamał
                    prawa. Nie wolno Panu w niegrzeczny sposób narzucać innym, o czym mają
                    dyskutować.
                    2. Czy z tym pieniędzmi to było do mnie? Zapewne gdzieś tam z tego co tu piszę
                    wynikają ostatecznie jakieś pieniądze, ale nie bezpośrednio, a przy tym mnie
                    akurat te pieniądze nie kuszą. Jak przychodzą, to nie protestuję, ale żebym
                    miał o nie zabiegać - co to, to nie.
                    3. Jeśli w sprawach bezrobocia interesuje Pana coś konkretnego, to proszę
                    zwyczajnie zapytać. Postaram się odpowiedzieć.

                    Pozdrawiam serdecznie i życzę więcej optymizmu.
                    Piotr Badura
              • alienxxx Re: Miałbym płacić podatkami za niszczenie dróg? 10.08.06, 23:18
                Szanowny Panie Piotr Badura

                powoli zaczyna mnie juz nuzyc ta dyskusja - czy Pan aby nie jest politykiem?
                nie chce Pan zrozumiec, czy naprawde nie rozumie Pan tego co napisalem w moich
                postach?
                Czy ja gdziekolwiek napisalem ze GUS podaje nieprawde?
                Caly czas odnosze sie do danych statystycznych i sposobu ich interpretacji, do
                statystyki jako nauki subiektywnej, do przedstawiania wynikow w sposob zalezny
                od potrzeby chwili itd.

                Przy okazji - polecam psa - najlepiej ze schroniska...
                • piotr_badura Cieszę się, że nie zarzuca Pan GUS-owi kłamstwa 12.08.06, 10:55
                  Szanowwny Panie Alienxxx
                  Napisał Pan, że przyczyną spadku bezrobocia jest masowa emigracja (mimo że GUS
                  jasno wykazał iż przyczyną jest przyrost liczby pracujących w Polsce). Potem
                  napisał Pan też, by dane GUS traktować z przymrużeniem oka. Wyciągnąłem z tego
                  wniosek, iż uważa Pan dane GUS za nieprawdziwe. Jak się okazuje, mój wniosek
                  był pochopny. Przepraszam za tę pochopność wnioskowania. Cieszy mnie, że nie
                  zarzuca Pan GUS-owi podawania nieprawdy.
                  W kwestii znużenia dyskusją, jedyne co mogę Panu zaproponować, to wycofanie się
                  z niej. Ja nie bardzo mogę wycofać się pierwszy, bo potem internauci psioczą na
                  mnie, że uciekłem.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  Piotr Badura
                  • Gość: My internauci Re: Cieszę się, że nie zarzuca Pan GUS-owi kłamst IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 12.08.06, 14:13
                    Ależ skąd ! Wcale nie będziemy psioczyć jak Pan "ucieknie" (zniknie). Wprost
                    przeciwnie. Będziemy z tego powody wyrażali dozgonną radość i wdzięczność.
                    • mx4 Re: Cieszę się, że nie zarzuca Pan GUS-owi kłamst 12.08.06, 14:26
                      W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku byłem (podobnie jak Pan Badura
                      obecnie) namiętnym czytaczem i czcicielem Roczników Statystycznych GUS.
                      Wierzcie mi pasjonująca lektura, która jeszcze obecnie niejednego by zwaliła z
                      nóg. Z której strony by nie czytać tych wiekopomnych arcydzieł literatury
                      statystycznej, to zawsze wynikała wyższość gospodarki socjalistycznej nad
                      zgniłym kapitalizmem. A związek Zdradziecki był nie tylko potęgą militarną i
                      polityczną a przede wszystkim mocarstwem gospodarczym i ekonomicznym.
                      Oczywiste, że również w ścisłej czołówce światowej bywały (ale zawsze w cieniu
                      Moskwy) takie potęgi gospodarcze jak Kuba czy Północna Korea, a i Polska
                      mieściła się w wielu dziedzinach między 6 i 10 miejscem. Tak, tak... Piękne to
                      były Roczniki. Aż łezka w oku się kręci.

                      • piotr_badura Jest Pan klinicznym przypadkiem 12.08.06, 17:35
                        Szanowny Panie Mx4
                        Zadziwł mnie Pan swym postem. Ja mam już trochę lat, a w każdym razie pamiętam
                        lata siedemdziesiąte i pamiętam ówczesne roczniki statystyczne. Nie będę sięgał
                        jednak aż tak daleko wstecz. Sięgnę do "Rocznika Statystycznego 1988", czyli
                        ostatniego, który ukazał się w czasach tzw. realnego socjalizmu.
                        Na str. 518 znajduje się tabela "Udział i miejsce Polski w Europie". W tabeli
                        tej zawarta jest informacja, że w 1987 roku w przeliczeniu na mieszkańca Polska
                        była na następujących miejscach:
                        16 - w produkcji prądu
                        11 - w produkcji samochodów osobowych
                        20 - w użytkowaniu samochodów osobowych
                        21 - w produkcji papieru i tektury
                        18 - w produkcji telewizorów
                        22 - w użytkowaniu telefonów
                        20 - w liczbie łóżek szpitalnych
                        Miejsce 12 to mniej więcej był środek, a od miejsca 20 zaczynał się ogon Europy.
                        Były też oczywiście "lepsze" miejsca:
                        1 - w wydobyciu węgla kamiennego
                        1 - w produkcji siarki (ale już 8 w produkcji kwasu siarkowego)
                        3 - w produkcji miedzi rafinowanej
                        W latach siedemdziesiątych już w podstawówkach uczono, że gospodarki rozwinięte
                        to te, w których dominuje przetwórstwo, a nierozwinięte to te, które
                        dostarczają światu nieprzetworzonych surowców.
                        Także gdy chodzi o rolnictwo to tabela jasno informowała, że Polska ma pierwsze
                        miejsce w Europie, jeśli chodzi o produkcję żyta i ziemniaków na mieszkańca,
                        ale np. 13 w produkcji jęczmienia, 14 w produkcji mięsa, 11 w produkcji mleka i
                        16 w produkcji jaj. "Rocznik" informował zatem rzetelnie, że w produkcji mleka,
                        mięsa i jaj jesteśmy raczej poniżej średniej europejskiej. Informował też
                        rzetelnie o naszym zawstydzająco wysokim miejscu w produkcji żyta i ziemniaków.
                        Wysoka produkcja żyta i ziemniaków jest oznaką słabego rolnictwa. W
                        gospodarkach lepiej rozwiniętych miejsce żyta zajmuje jęczmień, a miejsce
                        ziemniaków (używanych na paszę dla świń) buraki pastewne.
                        Cytowana przeze mnie tabela informowała też, że pod względem sytuacji
                        mieszkaniowej mamy 19 miejsce w Europie, czyli bardzo złe. Nie omawiam już
                        innych tabel, bo nie ma to żadnego sensu. Ta jedna, wstępna tabela, już
                        pokazywała całą prawdę o słabości naszej gospodarki. Tymczasem Pan ma
                        przekonanie, że w "Rocznikach" pisano, iż jest świetnie. Potrafi Pan podać choć
                        jeden konkretny przykład?
                        Że jest świetnie pisali w latach siedemdziesiątych propagandyści. Jest Pan ich
                        ofiarą, a nie ofiarą statystyków. Po prostu już wtedy był Pan zapewne zbyt
                        leniwy, by spojrzeć na dane statystyczne i wolał Pan wierzyć gazetowym i
                        telewizyjnym propagandystom. Dziś ma Pan dalej tę samą postawę. Jest Pan
                        klinicznym przykładem ofiary propagandy w mediach.
                        Pozdrawiam serdecznie i życzę powrotu do zdrowia
                        Piotr Badura
                        • mx4 Re: Jest Pan klinicznym przypadkiem 12.08.06, 20:00
                          Ja piszę o swoich wspomnieniach z epoki "wczesny Gierek", a Pan żywcem cytuje
                          mi tabelkę z epoki "późny Jaruzelski". To są dwie różne epoki a pan ma tylko
                          przed oczami cyferki, tabelki i sprawozdania. Nadajemy na różnych falach i
                          dlatego nie mam zamiaru niczego udowadniać. Dyskusja z Panem jest jałowa i mija
                          się z celem. Przypomina mi Pan Jego Wysokość Ministra Gospodarki Królestwa
                          Kongresowego Xięcia Xawerego Druckiego - Lubeckiego. Ten niezrównany gaduła tak
                          długo prowadził monolog z petentem (przecież księciu ministrowi nie wypada było
                          przerywać w pół zdania) mówiąc o wszystkim i o niczym, udowadniając że czarne
                          jest białe (i na odwrót) aż ofiara kapitulowała. Pan przypomina mi (bardzo
                          zdolnego zresztą) owego księcia ministra również tym, że do Pana również musi
                          należeć ostatnie zdanie w każdej kwestii i w każdym temacie. Te tasiemcowe
                          odpowiedzi o wszystkim i o niczym (tematem tego postu jest bezrobocie a nie
                          statystyka) są po prostu... nudne.
                          Pozdrawiam
                          • piotr_badura Przecież Pan już wie, że nie ma racji 12.08.06, 21:12
                            Szanowny Panie Mx4
                            Pan już doskonale wie, że nie ma Pan racji. Gdyby Pan miał na potwierdzenie
                            swego poglądu choć jedną daną z rocznika statystycznego z początku lat
                            siedemdziesiątych, to dawno by ją Pan podał. Nie ma Pan żadnej i nie znajdzie
                            Pan żadnej. Na tym polega Pana problem. Wygłosił Pan pogląd i wie Pan już, że
                            jest on niesłuszny i nie do obrony, ale nie potrafi się Pan do tego przyznać.
                            Chce Pan, żebym pozwolił Panu mimo to mieć ostatnie słowo? Przecież to by Pana
                            kompromitowało. Jeśli w dyskusji ze mną nie ma Pan racji, a ja zostawię Panu
                            ostatnie słowo, to znaczy, że Pana zlekceważyłem, że uznałem, iż Pana wypowiedź
                            nie jest warta odpowiedzi. Mam tak uznać? Mam na oczach internautów Pana
                            zlekceważyć? Wątpię, by to było dla Pana dobre.
                            W toku całej dyskusji w tym wątku ja nie wychodziłem poza temat bezrobocia.
                            Wychodzili inni dyskutanci, ciągnąc mnie za sobą.
                            Pozdrawiam serdecznie
                            Piotr Badura
                    • piotr_badura Zwraca się Pan chyba do niewłaściwej osoby 12.08.06, 16:25
                      Szanowny Panie My internauci
                      Nie powinien Pan się zwracać do mnie, ale do tych, którzy psioczą, by nie
                      psioczyli. A może w ogóle niech Pan do wszystkich, którzy wdają się ze mną w
                      dyskusje, śle gorące apele, by tego nie robili. Może Pan też, zgodnie ze swą
                      zapowiedzią, wyrażać dozgonną wdzięczność wtedy, gdy jakiś wywołany przeze mnie
                      temat spotka się z milczeniem. To nawet będzie zabawne.
                      Pozdrawiam serdecznie
                      Piotr Badura
                      • czarnarozpacz11 Re: Zwraca się Pan chyba do niewłaściwej osoby 18.08.06, 03:19
                        wydarzenia.wp.pl/kat,33314,wid,8466810,wiadomosc.html
                        Popatrz Badura na to bo GUSU tam nie widzialem i zacznij trzezwo oceniac
                        rzeczywistosc a nie mydl ludziom oczu tym pustym pieprzeniem. Od tego wlasnie
                        ucieklismy madrych niedowartosciowanych niby wyksztalconych monologistow.
                        • piotr_badura Więcej optymizmu 18.08.06, 10:28
                          Szanowna Pani Czarnarozpacz11
                          Czy chodziło Pani o tę wiadomość:
                          "Masowa emigracja za pracą - Polsat 19:45
                          W stanie wojennym Jan Pietrzak żartując z masowej emigracji Polaków na zachód,
                          mówił, że jak tak dalej pójdzie ostatni zgasi światło. To zdanie mogło się
                          przypomnieć tym, którzy widzieli ludzi szturmujących warszawski hotel Sheraton.
                          Irlandzki urząd pracy zorganizował tam targi pracy dla Polaków. Zgłosili się
                          przede wszystkim robotnicy budowlani, ale także architekci i menadżerowie.
                          Wielu od razu podpisało umowy wstępne."
                          Jeśli tak, to moje podstawowe pytanie brzmi: Gdzie tu jest choćby jedna liczba?
                          Rzetelny dziennikarz podaje przynajmniej szacunkowe wartości. Propagandysta
                          ogranicza się do pełnych egzaltacji przymiotników.
                          Tę samą wiadomość podały też inne, nieco (tylko nieco!)rzetelniejsze od Polsatu
                          stacje. W Wiadomościach TVP padła chyba liczba 4 tys. odwiedzających targi
                          pracy (piszę chyba, bo nie przywiązuję wagi do zapamiętywania propagandy; wolę
                          rzetelne dane).
                          Gdyby takie targi były w Opolu, to sam bym je odwiedził, choć absolutnie nie
                          jestem zainteresowany pracą za granicą. Chciałbym jednak uzyskać źródłową
                          informację, jakie są te oferty. Jeśli Pani, na podstawie nieznanej sobie liczby
                          odwiedzających jakąś imprezę, buduje tezę o masowej emigracji, to boję się, że
                          zaraz ja wpadnę tu w czarną rozpacz.
                          Z aktualnych danych GUS-u (komunikat z 16 sierpnia) podaję, że w lipcu sektor
                          przedsiębiorstw zwiększył zatrudnienie o 9,4 tys. w stosunku do czerwca (przez
                          cały okres 1990-2006 lipiec przynosił zwykle spadek zatrudnienia w sekt.p.). W
                          skali roku, tj. licząc od lipca 2005, zatrudnienie w sekt.p. wzrosło o 156 tys.
                          osób i jest to absolutny rekord. Nigdy od 1990 roku zatrudnienie w sekt.p. nie
                          rosło tak szybko. Procentowo wzrost ten wynosi 3,3 proc. Ponieważ wzrost płac w
                          sekt.p. wyniósł w tym czasie 5,6 proc., więc jak łatwo policzyć strumień
                          pieniędzy płynący do kieszeni pracowników sektora zwiększył się w skali roku o
                          około 9 proc. (przy inflacji ok. 1 proc.). Te pieniądze popłyną teraz na rynek.
                          Wzrostowi popytu będzie musiał towarzyszyć wzrost podaży, więc firmy będą
                          potrzebować kolejnych pracowników.
                          Pracujący w sektorze przedsiębiorstw to ok. 30 proc. wszystkich pracujących w
                          Polsce. Jeśli w sektorze przedsiębiorstw przybyło w skali roku 156 tys.
                          pracowników, to całkowity wzrost liczby pracujących w Polsce może wynosić ok.
                          500 tys. w skali roku. Bezrobotnych ubyło w tym czasie ok. 400 tys. Gdzie Pani
                          widzi tu miejsce na masową emigrację?
                          A tak na zdrowy rozum: Gdyby Polacy rzeczywiście masowo emigrowali do Irlandii,
                          to czy oni płaciliby koszty organizowania tu jakichś targów pracy? Irlandia
                          potrzebuje naszych pracowników, ale muszą to być pracownicy dobrzy i tani.
                          Tymczasem stąd jadą głównie słabi, bądź drodzy (drodzy w rozumieniu tamtejszych
                          pracodawców, którzy dzięki polskim mediom wiedzą, że Polacy gotowi są solidnie
                          pracować za dwie miski ryżu dziennie). I to jest problem Irlandii. Dlatego
                          decyduje się ona na większą aktywność w poszukiwaniu pracowników w Polsce. To
                          jednak nic nie da. Goście targów wezmą mnóstwo ofert, nawet coś tam podpiszą, a
                          na koniec i tak wyjadą tylko słabi bądź drodzy. Słabi staną się tam klientami
                          pomocy społecznej, a drodzy wrócą po krótkim czasie, który potraktują jako
                          przedłużoną wycieczkę.
                          Pozdrawiam serdecznie
                          Piotr Badura
                          • czarnarozpacz11 Re: Więcej optymizmu 18.08.06, 13:19
                            Oby tylko za kilka lat nie uslyszal pan przy okienku:
                            Nie ma emerytury dla Pana Badury
                            wszyscy co na nia pracowali juz dawno wyjechali
                            a pan z przymusu niech zajzy do danych GUSU
                            one sa prawdziwe w jedzeniu tresciwe.
                          • stolabogonoga Tu: 18.08.06, 14:15
                            www.rzeczpospolita.pl/europa/katalog/praca/tematy/mob.html
                            sa jakies liczby, przedzial 500 tys. - 2 mln. Nie wiem za jaki okres te dane,
                            nie wiem tez czy chodzi raczej o 500 tys. czy 2 mln. Wazniejsze dla mnie jest
                            jednak zdanie: "Dokładne dane nie są znane, ponieważ dopiero teraz Główny Urząd
                            Statystyczny (GUS), Narodowy Bank Polski (NBP) i ministerstwo pracy i polityki
                            społecznej powołały specjalny zespół do opracowania metodologii badania
                            procesów migracji zarobkowej."

                            Skad wiec wiadomo, ze [cytat za P. Badurą] "Zaczęła się ona [wielka emigracja
                            - przyp. S.] w 1999 roku, wskutek fatalnych błędów ekipy Buzka- Balcerowicza"
                            (o czym mniejsza)? oraz że "Apogeum tej emigracji jest na szczęście za nami"
                            (o czym większa)?

                            Czy Wroclaw zachecajacy emigrantow do powrotu
                            www.interpress.net.pl/news/index.php/p/view/id/1155211280
                            to jest kuriozum lokalne? A jesli nie jest, to czy zacheca dopiero teraz bo
                            dopiero teraz jest popyt na specjalistow, czy dlatego ze teraz jest apogeum
                            emigracji? I skad to wiadomo, skoro na pewno nie wiadomo niczego (ani
                            statystycznie, ani realnie)?
                            • piotr_badura Skąd wiadomo, że emigracja przyspieszyła od 1999? 19.08.06, 18:42
                              Szanowny Panie Stolabogonoga
                              Poniżej wklejam fragment artykułu z "Gazety Wyborczej":
                              "Czeka nas milion emigrantów
                              Rozmawiała Dominika Pszczółkowska 11-05-2006,
                              ostatnia aktualizacja 09-05-2006 20:41
                              Z USA, Japonii czy Francji tak, jak z Polski emigrują osoby dobrze
                              wykształcone. Trudno jednak spotkać absolwenta amerykańskiego uniwersytetu,
                              który w Europie chciałby pracować jako portier. Tak robią natomiast nasi
                              absolwenci w Londynie - mówi prof. Marek Okólski*

                              Dominika Pszczółkowska: Do pracy w Unii jeżdżą nie tylko polscy hydraulicy.
                              Czy, tak jak w latach 80., mamy drenaż mózgów?

                              Prof. Marek Okólski: Według ostatniego spisu ludności aż jedna czwarta osób,
                              które wyemigrowały na wyspy po 1998 r., ma dyplomy szkół wyższych - znacznie
                              więcej niż wśród wszystkich Polaków. Jednak migruje tam przede wszystkim
                              młodzież. Tak więc, jeśli te 25 proc. odnieść do odsetka młodych Polaków,
                              którzy mają dyplomy, to nie jest to nieproporcjonalnie dużo. Wykształcenie,
                              zwłaszcza od połowy lat 90., niesłychanie się w Polsce upowszechniło.

                              Trudno mówić o drenażu mózgów. Dochodzi do niego, gdy w gospodarce jest mało
                              dobrej jakości kapitału ludzkiego, a ten kapitał odpływa. Wtedy ubytek nawet
                              jednego specjalisty może spowodować perturbacje. Natomiast u nas jest teraz
                              względna obfitość osób wykwalifikowanych, a w wielu dziedzinach występuje wręcz
                              ich nadmiar. Można więc raczej mówić o poszukiwaniu możliwości wykorzystania
                              tego kapitału ludzkiego niż o drenażu.

                              Wprowadził Pan cezurę roku 1998. Dlaczego akurat ta data?

                              - To jest data trochę magiczna w różnych źródłach statystycznych i badaniach.
                              Historia emigracji w ostatnich dekadach wygląda następująco: w latach 80.
                              wyjeżdżało wiele osób dobrze wykształconych, rocznie nawet jedna czwarta
                              wszystkich kończących w danym roku uniwersytety, później, po 1989 r., liczba
                              wyjeżdżających wyraźnie spadała. Dotyczyło to nie tylko ludzi wysoko
                              wykwalifikowanych i szczególnie było to widać, jeśli chodzi o młodzież.

                              Po 1998 r. skłonność do migracji znów wzrosła. Głównie była to emigracja
                              krótkookresowa, przynajmniej tak deklarowali wyjeżdżający. Wśród chętnych do
                              wyjazdu znacznie więcej niż we wcześniejszych okresach znalazło się ludzi
                              młodych.
                              (...)
                              *prof. Marek Okólski jest kierownikiem Katedry Demografii na Wydziale Nauk
                              Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego i dyrektorem Ośrodka Badań nad
                              Migracjami UW. Wykłada także w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej."

                              A teraz już ode mnie: Po 1998, to w tym przypadku to samo, co od 1999. Liczba
                              pracujących w Polsce spadała aż do 1994 (w I kwartale 1994 osiągnęła poziom
                              minimalny, tj. 14.347 tys.). Po 1994 liczba ta rosła osiągając poziom
                              maksymalny w III kwartale 1998 (15.608 tys.). Później, dzięki
                              słynnemu "chłodzeniu gospodarki", liczba miejsc pracy zaczęła gwałtownie maleć.
                              To wywołało silny wzrost emigracji, o którym jednak wtedy było cicho.
                              Gdy w IV kwartale 2001 rządy w Polsce przejęła ekipa Leszka Millera, to
                              pracujących w Polsce było już tylko 14.043 tys., a co gorsza wiadomo było, że
                              liczba ta będzie dalej maleć, bo jest coś takiego jak "droga hamowania". To
                              hamowanie trwało do 2003 roku. W I kwartale 2003 lioczba pracujących osiągnęła
                              najniższy poziom - 13.348 tys.
                              Gdy w IV kwartale 2005 rządy obejmowała kolejna ekipa, to liczba pracujących
                              wynosiła już 14.390 tys. i, co ważne, liczba ta szybko rosła. Podawałem już na
                              tym forum, że od I kwartału 2004 (przed wejściem do UE) do I kwartału 2005
                              przybyło w Polsce 302 tys. pracujących, a od I kwartału 2005 do I kwartału 2006
                              aż 422 tys. Należy się spodziewać, że kolejny rok przyniesie jeszcze większy
                              wzrost. Wskazują na to dane z sektora przedsiębiorstw, który obejmuje trzecią
                              część pracujących w Polsce. W lipcu 2006 w stosunku do lipca 2005 w sektorze
                              przedsiębiorstw przybyło 156 tys. pracujących. Jeśli Pan założy, że z tą samą
                              prędkością powstają miejsca pracy poza sektorem, to wyjdzie Panu, e już dziś
                              roczny przyrost liczby pracujących to jakieś 470 tys., a gdie tam jeszcze I
                              kwartał 2007.
                              Skoro w Polsce tak gwałtownie przybywa pracujących, to zasadne jest
                              przypuszczenie, że nie ma wielkiej emigracji, liczonej jako bilans
                              przyjeżdżający-wyjeżdżający.
                              Jeśli chodzi o ten Wrocław to władze miasta wyjaśniały już, że mamy do
                              czynienia z wymysłami dziennikarzy. Władze wrocławi robiły rozeznanie, ile
                              kosztowałoby wynajęcie bilboardów w Londynie i Dublinie. Zrobiły to, bo liczą
                              się z faktem, że w nieodległej przyszłości (2-3 lata) w okolicy Wrocławia mogą
                              wystąpić kłopty ze znalezieniem pracowników do firm, które właśnie się budują.
                              Tyle jest prawdy, a reszta to wymysły twórczych dziennikarzy.
                              Pozdrawiam serdecznie
                              Piotr Badura
                              • stolabogonoga Mam wątpliwości 19.08.06, 20:12
                                Prof. Okólski wypowiada się o migracji a Pan potem pisze o wzroście pracujących.
                                Czy migracja aż tak jednoznacznie przekłada się na liczbę pracujących (i / lub
                                odwrotnie)? Specjaliści podają czasem zupełne sprzeczne interpretacje dotyczace
                                roznych spraw - mozna wierzyc, ze prof. Okólski ma rację, ale fakt, że jego
                                opinie publikuje gazeta (a gazety, wiadomo, nie GUS) działa na jego niekorzyść,
                                tak? Dlatego wolalbym wierzyc, ze istnieja jakies wiarygodne instrumenty
                                statystyczne / obliczeniowe. Tymczasem z podanego przeze mnie linka Rz-plitej
                                wynika, ze instrumenty takie dopiero sa tworzone a poki co liczby sa bardzo
                                rozhustane (500 tys. / 2 mln). No to komu wierzyc i dlaczego?
                                • piotr_badura Nikomu nie wierzyć bez powodu 19.08.06, 21:49
                                  Szanowny Panie Stolabonoga
                                  Wierzy się na ogół swoim bliskim, a resztę przyjmuje się do wiadomości.
                                  Profesorowi Okólskiemu nie ufam z powodu reszty jego artykułu. Usiłował wpierać
                                  czytelnikom, że ten wzrost emigracji w 1999 spowodowany był tym, że minęło 10
                                  lat od 1989 i ludzie już utracili nadzieję na szybką poprawę. Paradoksalnie
                                  łgarstwa w zakresie interpretacji przekonują mnie do rzetelności wyników jego
                                  badań nad migracjami. Te wyniki nie były po jego myśli i dlatego interpretował
                                  je tak, by stępić ich wydźwięk. To mnie przekonuje, że nie umiał po prostu
                                  sfałszować wyników. Są profesorowie, którzy uzyskują takie wyniki, na jakie
                                  jest zapotrzebowanie.
                                  W sprawie wiązania wzrostu zatrudnienia ze skalą emigracji, to obowiązuje stara
                                  zasada, że bilans musi wyjść na zero. Nie może jednocześnie przybywać
                                  pracujących w Polsce, przybywać emigrantów, a nie ubywać wystarczająco dużo
                                  bezrobotnych. Jeśli bezrobotnych jest jakieś 400 tys. mniej niż rok temu, a
                                  pracujących 470 tys. więcej to nie mogło być w tym czasie masowej emigracji.
                                  W liczby 500 tys./2 mln niech Pan w ogóle nie wierzy. 500 tys. wzięło się z
                                  sumowania pozwoleń na pracę dla Polaków w UE, bo kraje UE udzielają informacji
                                  o wydanych pozwoleniach. Jurek dostał od ojca pieniądze. Pojechał na wakacje do
                                  Dublina. Załatwił sobie pozwolenie na pracę. Ale nie było interesującej go
                                  pracy. Pojechał więc do Londynu. Też załatwił sobie pozwolenie, ale też nic
                                  ciekawego nie znalazł. Gdy skończyły się pieniądze od ojca to wrócił do Polski.
                                  Nie był emigrantem zarobkowym, a w statystyce liczy się za dwóch.
                                  Sylwia co roku (2004, 2005, 2006) jedzie w wakacje pracować w którymś kraju UE.
                                  Policzono ją za trzech emigrantów, choć ona jest jedna. Ponadto "emigrantów" w
                                  sensie wydanych zezwoleń, liczy się narastająco. Podane 500 tys. (też zresztą
                                  zaokrąglone w górę) to suma wszystkich zezwoleń wydanych od 1 maja 2004.
                                  Tymczasem większość tych ludzi jechała krótkookresowo i dawno wrócili. Z kolei
                                  2 mln wzięły się z szacunku, że skoro legalnie 500 tys. to razem z tyumi na
                                  czarno musi być ze 2 mln. Dlaczego niby musi?
                                  Pozdrawiam serdecznie
                                  Piotr Badura
                                  P.S. Przez najbliższy tydzień będę na forum rzadko, bo muszę wydać
                                  kolejną "Beczkę", rozkolportować ją i rozliczyć :-(
                                  • stolabogonoga a GW 07.09.06, 08:22
                                    wymknelo sie slowo "GUS" ;)
                                    gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33182,3600661.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka