Gość: ian
IP: 195.20.110.*
10.04.07, 15:06
W poniedziałek wielkanocny musiałem niestety odwiedzić aż trzy (!!!) szpitale
w Opolu by uzyskać pomoc lekarską dla córki z wysoką gorączką. Za poradą
znajomego mieszkańca Opola najpierw udałem się na Witosa, gdzie poinformowano
mnie, że skoro córka ma umowę z Dolnosląską Kasą Chorych nie może zostać
zbadana, z tego też powodu nie przyjmie ją lekarz w Medicusie i powinniśmy
się udac na Katowicką. Tam dokładnie z tych samych powodów co na Witosa, nie
została zbadana i odesłana do Medicusa, gdzie na szczęście została przyjęta.
Pani w rejestracji była bardzo symapatyczna, w przeciwieństwie do
przyjmującego lekarza, który chyba pracuje w tym zawodzie za karę. Nie
udzielił odpowiedzi na pytanie o stwierdzone dolegliwości. Może ich nie
stwierdził, tylko zapisał jeden z szablonowych zestawów leków, które powinny
pomóc, choć był wśród nich antybiotyk. Z kolei na Katowickiej lekarz dyżurny
stwiedził, że może przebadać chorą, ale będzie ją musiał zostawić na oddziale
szpitalnym. Na moje pytanie, a co jeśli diagnoza nie potwierdzi stanu zdrowia
wymagającego hospitalizacji - usłuszałem, że to nie istotne. Juz wiem skąd
tak duże koszty publicznej służby zdrowia i rosnący haracz z naszych
wynagrodzeń. I na koniec sugestia: być może moja córka szybciej dostałab się
do właściwej placówki medycznej, a ja nie musiałbym poznać tylu lekarzy
opolskich o wątpliwym profesjanaliźmie, gdyby na stronie Gazeta.pl Opole był
link "Ostre dużury w ...". W tych kropkach jest np. Wrocław.