Gość: niemiec
IP: *.dip.t-dialin.net
24.06.03, 17:31
-----------------------------------------------------------------------------
---
© Ewald Pollok - www.slonsk.de - 05/2001
List do Redakcji miesięcznika "Śląsk"
z dnia 22.4.2001
Ewald Stefan Pollok
Po ukazaniu sie dwóch artykułów, zawierających duzio historycznej nieprawy,
Ewald Pollok napisal list do miesięcznika "Śląsk". Nie należy spodziewać
się, że list ten zostanie wydrukowany, dlatego jego teść podajemy na tych
stronach internetowych do wiadomości publicznej.
Redaktor Slonsk.de
Szanowny Panie T. Kijonka !
Z zażenowaniem czytałem Pana obydwa artykuły na temat plebiscytu i powstań.
(Śląsk 8/2000 i 3/2001)
Minęło już 12 lat od czasu kiedy Polska weszła na drogę demokracji i nie
jest uzależniona od „brata” zza Buga i dziennikarze nie muszą pisać to,
czego sobie Wielki Brat i jego polska partia PZPR życzyły. Czytając Pana
artykuły, zostałem przeniesiony do „wspaniałych czasów polskiego
socjalizmu”. Wydaje mi się, że nie musimy już okłamywać czytelników i
wmawiać im to czego nie było. Pan to jednak nadal robi.
Potrafię zrozumieć, że możemy mieć różne częściowo poglądy na temat powstań,
co jednak nie powinno Pana powstrzymywać by w samej sprawie pisać prawdę.
Własne poglądy nie mogą być przeszkodą w pisaniu historycznej prawdy.
Przejdę do sedna sprawy.
Na samym początku należy jasno i wyraźnie powiedzieć - społeczeństwo
międzynarodowe, które było reprezentowane przez trzy państwa: Francję,
Anglię i Włochy, postanowiło sprawę Śląska zawierzyć w ręce jego
mieszkańców. Po długich dyplomatycznych staraniach, wypracowanych w
otwartych dyskusjach, ustalono, że odbędzie się plebiscyt, a jego uczestnicy
mają odpowiedzieć za pomocą kartek plebiscytowych, do którego z dwóch krajów
Śląsk ma przynależeć. Nie pytano kto jest jakiej narodowości.
Przedstawiciele rządu polskiego brali udział w rozmowach jakie toczyły się w
Paryżu i na ich zakończenie podpisali odpowiednie dokumenty. Należałoby z
tego wnioskować, że przyjęli do wiadomości międzynarodowe ustalenia.
Jednym z ciągle powracających tematów (Pan również pisze o tym), jest sprawa
głosowania Ślązaków, którzy z różnych powodów w czasie plebiscytu na terenie
Śląska nie mieszkali, ale mogli brać w nim udział. Ten punkt podważają
Polacy i stwierdzają, że w ten sposób działano na niekorzyść Polski. Wracają
takie stwierdzenia jak u Pana, że wybory zostały wygrane wzwiązku z
przybyciem emigrantów do urn. I tu widać tę długoletnią kłamliwą propagandę
PRL-u. Problem ten wyjaśnię w jednym zdaniu. Delegacja Polska na konferencję
w Paryżu, której przewodniczył Romer, zgłosiła wniosek o głosowanie
emigrantów, tzn. Ślązaków mieszkających poza Śląskiem. Liczono na żywszy
oddźwięk Ślązaków polskich, ponieważ jednak tylko 10120 emigrantów głosowało
za Polską, trzeba było ukryć niewygodną prawdę i wmówić społeczeństwu, że to
Niemcy różnymi kruczkami doprowadzili do głosowania Ślązaków nie
mieszkających chwilowo na jego terytorium. Przy okazji przypomnę, że również
z Warszawy przyjechał na Śląsk, do Zabrza, pociąg z głosującymi. Opiekę
lekarską w tym pociągu sprawowała p. Wanda Baraniecka-Szaynok ur. w Rudence
k. Kijowa.
Gdyby było więcej głosujących za Polską, wszyscy byliby zadowoleni i nie
powstałaby w histografii polskiej sprawa niezgodnego z prawem głosowania
emigrantów. Należy w każdym wypadku pisać i mówić prawdę, czego zarówno
przed wojną (znane kłamliwe artykuły z gazet Polska Zachodnia i Powstaniec
Śląski) jak i w czasie rządów PRL-u nie czyniono, dlatego też społeczeństwo
o tej sprawie nic albo prawie nic nie wie (*1).
Pisze Pan o tym, że 47 proc. uprawnionych do głosowania rodzimych
mieszkańców Górnego Śląska opowiedziało się za przyłączeniem do Polski. Czy
nie sądzi Pan, że to zwykłe okłamanie czytelników. Wiemy, że za Polską
głosowało 479 365 osób (40,4%), a za Niemcami 707 393 (59,6%). Czy może Pan
sobie wyobrazić, co myślą o Panu i historycznych Pana wiadomościach
czytelnicy? Kilku cieszy się z fałszerstw, ale większość chciałaby prawdy,
której Pan im dać nie zamierza. Dlaczego?
Przytoczę co piszą o powstaniach prawdziwi znawcy. „W polskiej literaturze
historycznej wyniki plebiscytu na ogół podawane są z zastosowaniem
przeliczników, to jest po odjęciu głosów migrantów niemieckich, którzy
powrócili na Śląsk specjalnie przed głosowaniem lub z rozbiciem na głosy
oddane w miastach i na wsi. Taki sposób prezentacji wyników tuszuje przewagę
niemiecką.
Jakie było społeczne poparcie powstań, trudno obecnie osądzić. Polska
literatura historyczna nie jest zgodna w tej kwestii. Podawane obecnie
liczby uczestników powstań wydają się być nie zawsze rzeczywistymi. W miarę
upływu czasu z coraz mniejszą liczbą powstańców można się spotkać. Mowa jest
o heroizmie walczących, o ich oddaniu w sprawie polskiej. Zapewne to miało
miejsce, lecz trzeba też pamiętać o zagrzewaniu do walki i pomocy wojskowej
ze strony Wielkopolan. Bez nich nie wiadomo, jak by się potoczyły koleje
powstań. Można też sądzić, że świadomość wydarzenia nie była zbyt głęboka
wśród społeczności śląskiej”. (*2)
Pisze Pan o niemieckich bojówkach, „zapominając” o takowych samych polskich.
Zwykła lojalność wobec przeciwnika powinna zmusić do napisania również o tej
drugiej stronie, ale nie tylko źle. W kwartalniku Śląsk Opolski czytamy: „Do
propagandy przedplebiscytowej dołączył nagi terror. Korfanty powołał
oddziały szturmowe tzw. »Bojówkę polską«, która kraj przekonywała przez
zastraszenie. Terror »band Korfantego« skierował się przeciwko wszystkiemu
co niemieckie: przeciw narodowo uświadomionej ludności, przeciw instytucjom
kulturalnym, edukacyjnym i administracyjnym, przeciwko sklepom, fabrykom i
domostwom. Od gróźb, przez pobicia, napady, zamachy bombowe, aż do mordu -
każdy środek był dobry. W kwietniu 1920 roku Polacy spalili zamieszkałą
przez protestantów wieś Hałdunów (Anhalt) w powiecie pszczyńskim. Parę dni
później zabitych zostało dziesięciu Niemców z Kolonii Józefówka (Josefstahl)
niedaleko Radzionkowa.
Korfanty nie wahał się też, by wykorzystywać każdy moment do pozbycia się
poprzez morderstwa przeciwników z własnych szeregów jak było to np. z
Teodorem Kupką, jego bliskim współpracownikiem w Komisariacie Plebiscytowym,
który odłączył się od niego i przeszedł do obozu autonomistów. Morderstwo
Kupki nabrało w swoim czasie wielkiego rozgłosu”.
Nie piszę tego po to, by twierdzić, że zła była tylko strona Polska. Chodzi
o pokazanie powstania w świetle nowych dokumentów, które przez dziesiątki
lat zamknięte były w archiwach. Prawdy nie można było dotychczas pisać, gdyż
totalitaryzm polski za tego rodzaju informacje karał więzieniem, dlatego też
społeczeństwo polskie nie zna całej prawdy o powstaniach. Jedno jest pewne,
tam gdzie wybucha wojna domowa, a taką były powstania, umierają również
niewinni. A Pan zamiast wyjaśnić, specjalnie okłamuje czytelników.
Czas kampanii plebiscytowej był dla Górnego Śląska okresem wielkiego
cierpienia. Wtedy ponad 3000 osób, po obydwu stronach, w sposób gwałtowny
pożegnało się z życiem. W ciągu trzynastu miesięcy opłakiwano codziennie 7-8
osób. Liczba rannych i okaleczonych była wielokrotnie większa. Zrozumiałe,
że Górnoślązacy z utęsknieniem oczekiwali na dzień głosowania, od którego
spodziewano się zakończenia czasu terroru.
Wydawało by się, iż sprawa z plebiscytem i jego wynikami została załatwiona.
Okazało się jednak, że strona Polska, mimo że przed podpisaniem dokumentów w
Paryżu wprowadziła do nich własne poprawki, które zostały przyjęte, nagle te
dokumenty pogwałciła. Wywołano powstanie.
Proszę sobie wyobrazić, że to samo zdarzyłoby się ze wschodnim sąsiadem
Polski. Ukraina podpisałaby wszystkie międzynarodowe ustalenia, a później je
podeptała, napadła na Przemyśl i ok