Dodaj do ulubionych

Awantura o muzeum

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.08, 22:45
Wobec dużej pewności siebie z jaką wypowiadają się cytowani
architekci oceniając co jest wartościowe artystycznie a co nie,
chciałbym poprosić o krótką charakterystykę rozumowania które
pozwala na obiektywną a nie subiektywną ocenę wartości artystycznej -
jak rozumiem, ich ocena jest oparta na tej obiektywnej.
Obserwuj wątek
    • Gość: mauyprezes Re: Awantura o muzeum IP: *.adsl.inetia.pl 15.10.08, 23:31
      tylko ja mam takie wrażenie, że GW faworyzuje od dawna Domiczów?
      • pr51 Re: Awantura o muzeum 16.10.08, 12:20
        > tylko ja mam takie wrażenie, że GW faworyzuje od dawna Domiczów?

        Architekci działaja zgodnie z prawem, a dyrektorka muzeum nie. To po
        czyjej stronie powinna stać Gazeta i my? Jeżeli dyrektorka wie
        lepiej, to powinna skończyć studia, dostać uprawnienia i sama
        projektować, a jak tego nie potrafi, to nie powinna się wcinać z
        butami pełnymi słomy.
      • pr51 Re: Awantura o muzeum 16.10.08, 12:20
        > tylko ja mam takie wrażenie, że GW faworyzuje od dawna Domiczów?

        Architekci działaja zgodnie z prawem, a dyrektorka muzeum nie. To po
        czyjej stronie powinna stać Gazeta i my? Jeżeli dyrektorka wie
        lepiej, to powinna skończyć studia, dostać uprawnienia i sama
        projektować, a jak tego nie potrafi, to nie powinna się wcinać z
        butami pełnymi słomy.
      • pr51 Re: Awantura o muzeum 16.10.08, 12:20
        > tylko ja mam takie wrażenie, że GW faworyzuje od dawna Domiczów?

        Architekci działaja zgodnie z prawem, a dyrektorka muzeum nie. To po
        czyjej stronie powinna stać Gazeta i my? Jeżeli dyrektorka wie
        lepiej, to powinna skończyć studia, dostać uprawnienia i sama
        projektować, a jak tego nie potrafi, to nie powinna się wcinać z
        butami pełnymi słomy.
        • Gość: opol Re: Awantura o muzeum IP: *.adsl.inetia.pl 16.10.08, 15:42
          pr51 prosimy wklej jeszcze raz, albo ze dwa
          • Gość: mobber Re: Awantura o muzeum IP: *.chello.pl 16.10.08, 17:28
            Wywody pana architekta Paleja o różnych relacjach architekta z
            inwestorem instytucjonalnym i prywatnym są jego własną
            nadinterpretacją - improwizacją prawną, mocno powtarzam mocno
            trącącą minioną epoką. Obowiązujące prawo takich zróżnicowań nie
            opisuje. Pan Palej jak w minionej epoce stroi się w piórka
            strażnika publicznej kasy , ale wg prawa takim strażnikiem jest pani
            dyrektorka.
            Jakoś całkiem zniknąl temat błędów konstrukcyjnych popełnionych w
            projekcie co podnosił wykonawca.
            Proponuję inny motyw w dyskusji - pytanie:
            czy jeśli w projekcie architekta są blędy konstrukcyjne to należy
            obiekt realizowac z błędami w imię praw autorskich? Pewnie
            prywatnemu to nie.
            • Gość: Blade Re: Awantura o muzeum IP: *.chello.pl 16.10.08, 18:34
              Chyba nie zrozumiałeś o czym mówi Palej. Pieniądze NAJPIERW wydano na projekt,
              który został zatwierdzony i przyjęty do realizacji. A później zmienia się go bez
              zgody autora. Inwestor nie może go zmieniać samowolnie, bo to właśnie jest
              sprzeniewierzanie publicznych pieniędzy, które miały być wydatkowane na obiekt
              przedstawiony w projekcie, a nie taki jak sobie inwestor wydumał. Jeśli
              działanie inwestora uważasz za zgodne z prawem, to gratuluję Ci jego poczucia.
              Jak i skojarzeń z minionymi epokami, które to skojarzenia bardziej pasują do
              inwestora niż projektanta...
              • Gość: zet Re: Awantura o muzeum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.08, 23:18
                na miejscu autora koszmarka gargamela szpecącego centrum /kaskada/
                nie otwierałbym ust
                • Gość: anty Re: Awantura o muzeum IP: *.chello.pl 18.10.08, 00:20
                  Jestem radykalnie przeciwny dalszym nieodpowiedzialnym wybrykom
                  opolskich architektów, paskudzących podobnie "nowoczesnymi"(sic!)
                  plombami starą, zabytkową architekturę mojego miasta.

                  I żadne tam, Bruxsele czy Paryże jako pionierskie przykłady
                  podobnych spaskudzeń mnie do tych architektonicznych dewiacji nie
                  przekonają. Są one wyrazem - braku szacunku dla dawnej sztuki i
                  kultury. Także architektury.

                  I nie obchodzi mnie kto w tym sporze ma rację. Błędna decyzja w
                  stosunku do tej inwestycji zawsze nią pozostanie.

                  Na przyszłość radzę więcej powściągliwości, namysłu i opamiętania.

    • Gość: Blade Awantura o muzeum IP: *.chello.pl 16.10.08, 17:23
      > Wobec dużej pewności siebie z jaką wypowiadają się cytowani
      > architekci oceniając co jest wartościowe artystycznie a co nie,
      > chciałbym poprosić o krótką charakterystykę rozumowania które
      > pozwala na obiektywną a nie subiektywną ocenę wartości artystycznej -
      > jak rozumiem, ich ocena jest oparta na tej obiektywnej.

      W tym właśnie ambaras, że takiej oceny nie da się przeprowadzić.. No i całe
      szczęście! Gdyby tak było, wszystkie dzieła można by było poddać takiej
      "obiektywnej ocenie" orzekając czy są sztuką, czy nie. A wtedy nie moglibyśmy
      mówić o sztuce lecz o rzemiośle poddanym sztywnym regułkom i wzorom. Jak
      chciałbyś je zastosować do np. dzieł da Vinci czy Picassa?
      Sztuka wymyka się wszelkim regułom i w tym właśnie tkwi jej siła. Nie poddaje
      się "szkiełku i oku", w które tak bardzo ufasz. Ma budzić emocje, poruszać i
      zmuszać do reakcji. Architektura także jest sztuką, choć dość szczególną, bo
      posiada również walory użyteczne. Jak widać, spełnia swoją rolę, bo budzi różne,
      skrajne emocje, czego przykładem to forum. Architekci rozumieją te zależności i
      nie dziwię się ich reakcji. Jak rozumiem, bronią swojego stanowiska przed
      "wszechwiedzącymi" inwestorami poskramiając ich gusta i ambicje i nadając im
      bardziej "humanistyczne" kształty.
      Niewątpliwie architektura wymaga współpracy architekta z inwestorem. Czasami uda
      się przeobrazić tę współpracę w dzieło o wysokich wartościach artystycznych,
      czasami nie. Wiele zależy od architekta, który niejednokrotnie poddaje się
      naciskom inwestora i "obiektywnej" opinii publicznej. Jednak jeśli się nie
      poddaje broniąc swojej wizji, stawiany jest automatycznie pod pręgierzem w celu
      dokonania publicznej chłosty.
      Nie twierdzę, że życie architekta ma być łatwe i przyjemne. Mało tego - ocena
      jego prac winna być surowa, bo mają one wpływ na kształtowanie naszej
      wrażliwości estetycznej oraz wygląd środowiska w jakim się poruszamy. Jednak
      powinniśmy się również bronić przed dyktatem inwestorów, którzy często narzucają
      swoje nie podparte żadną wiedzą i umiejętnościami ambicje i wyobrażenia o tym co
      ładne.
      Każdy powinien znać swoje miejsce w procesie tworzenia przestrzeni - zarówno
      architekt jak i inwestor, ale również my, zwykli odbiorcy efektów działań tych
      dwu powyższych. I nie mieszajmy się w inne role. Wtedy będzie lepiej i chyba
      normalniej...
      • Gość: scrivener Re: Awantura o muzeum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.08, 18:47
        Przede wszystkim nie zgadzam się, że to ja 'ufam szkiełku i oku',
        wręcz przeciwnie, uważam że w szerokich granicach (wyłączając z tego
        pewne ekstrema - a jednak, mam wrażenie że są, choć nie będę ci
        podpowiadał)trudno mówić o obiektywizmie. W tym kontekście właśnie
        zadałem pytanie, mając nadzieję, że sprowokuję osoby wymienione w
        artykule do określenia pozycji zajmowanych w tej kwestii. W swojej
        polemice przypisujesz mi chęć dławienia sztuki przez poddanie jej
        wolności dyktatowi rzekomo 'obiektywnych ocen' jak ironicznie
        piszesz 'wszechwiedzącego inwestora' ale czy sam nie stoisz tak na
        prawdę na pozycji 'wszechwiedzącego arbitra'? Architekci według
        ciebie mają prawo bronić swoich racji czy wizji bo rozumieją
        jakieś 'zależności' - czy te 'zależności' właśnie są kryterium
        wartościowania? Czy znajomość tych zależności daje przewagę w
        ocenianiu wartości artystycznej? Czyli jak rozumiem są pewne
        kryteria obiektywne które mają większą wartość niż 'gusta i ambicje'
        inwestora. To dzięki tej wiedzy więc architekci są w stanie dokonać
        oceny tych, domyślam się bezwartościowych artystycznie 'gustów i
        ambicji' i nadać im wartościowe 'humanistyczne' kształty - a kto
        dokonuje oceny które kształty są 'humanistyczne' czyli wartościowe a
        które są tylko 'gustami i ambicjami' inwestora i w oparciu o jakie
        kryteria? Historia sztuki wielokrotnie próbowała definiować lub
        wyjaśniać zjawisko 'piękna' - czy architekci o których mówisz
        stosują któreś z nich? Jeśli tak to które - niech się określą.
        Interesujące byłoby również spróbować odpowiedzieć na pytanie skąd
        pochodzi ta zdolność odróżniania wartościowego od bezwartościowego,
        która jak sugerujesz cechuje architektów - czy została nabyta w
        trakcie nauki (czyli jest opisywalna, czyli obiektywan), czy też
        jest wynikiem działania indywidualnego talentu, a w takim razie nie
        może być chyba automatycznie przypisywana jedynie architektom -
        chyba można sobie wyobrazić sytuację, że czasem talent nawiedzi
        kogoś tak prozaicznego jak dyrektor muzeum a odmówi swoich wdzięków
        komuś takiemu jak pani/pan architekt? Jak wtedy rozstrzygnąć spór
        między nimi?
        No ale dość już tego - jak widać z powyższego twój głos wydaje mi
        się wewnętrznie sprzeczny i będę wdzięczny jeśli spróbujesz go
        trochę uściślić dla podniesienia poziomu naszego zrozumienia istoty
        tego sporu i ułatwienia nam, niespecjalistom, zrozumienie po czyjej
        stronie racja, kto 'humanistyczny' a kto tylko 'ambitny'.
        • Gość: Blade Re: Awantura o muzeum IP: *.chello.pl 17.10.08, 11:37
          Przede wszystkim umówmy się do jednego: architekt jest fachowcem w swojej dziedzinie, ma przygotowanie zawodowe, odpowiednie doświadczenie i praktykę. Bez tego założenia daleko nie zajdziemy w naszych rozważaniach. Podobnie jest z każdym zawodem, niezależnie czy mówimy o hydrauliku, informatyku czy lekarzu. Ja nie podważam decyzji hydraulika o sposobie podłączenia umywalki do kanalizacji. Ufam, że sposób w jaki to robi jest najlepszy i zgodny ze wszelkimi regułami i jego fachową wiedzą. Ufam, że program napisany przez informatyka będzie działał i został napisany w najbardziej optymalny sposób. Ufam, że lekarz nie pomyli się w swojej diagnozie i ulży moim cierpieniom. Jeśli oprócz tego założenia przyjmiesz fakt iż architekt jest zawodem zaufania publicznego, to będziemy już mieli z górki i w zasadzie niczego więcej nie trzeba tłumaczyć. Ja takie założenie uczyniłem i dlatego bardziej wierzę w głos architektów niż w zdanie inwestora czy osób postronnych.
          Oczywiście nie zamyka to dyskusji na temat wartości artystycznych dzieła, ani nie jest stwierdzeniem, że architekt jest nieomylny. W każdym zawodzie są osoby dobrze wykonujące swój zawód i tacy, którzy nie powinni go uprawiać. Nieszczęściem architektury jest obecność w niej tego pierwiastka sztuki, który jest nieuchwytny i niewytłumaczalny. Właśnie on daje wielu osobom prawo do wypowiadania się o estetyce danego dzieła. Nieszczęściem jest dlatego, że według nich mogą wartościować dzieło według własnych gustów. I bardzo dobrze, tylko że czasami robią to zbyt autorytatywnie nie mając ku temu żadnych podstaw. W tym właśnie, moim zdaniem, tkwi sedno sporu. Pamiętajmy także, że prawie każdy zawód posiada już swoje izby zawodowe czy inne organy stojące na straży przede wszystkim etyki danego zawodu, ale również zwykłego rzemiosła i zasad. Wsłuchaj się uważniej w głos fachowców i postaraj się zrozumieć ich argumenty. Jak widać, nie jest to głos jednego, czy dwóch architektów. Nie będę dyskutować z nimi na poziomie zawodowym, bo nie mam do tego żadnych podstaw i ufam, że to co mówią jest zgodne z zasadami i etyką ich zawodu. To, że osobiście może mi się nie podobać projekt, jest tylko moim odczuciem, do którego mam prawo, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy żądać zmian w projekcie tylko i wyłącznie dlatego, że takie prawo posiadam.
          Wracając do konkretów, przypominam sedno sporu: inwestor samowolnie zmienił projekt bez zgody autora. Czy miał do tego prawo? Oczywiście że nie! I nawet nie chodzi tu tylko o to czy architektowi się to podoba czy nie, ale o to, że inwestor nie realizuje tego, na co wydane zostają publiczne pieniądze i na co została wyrażona publicznie zgoda! W tym świetle dyskusje o estetyce muszą, niestety, zejść na plan dalszy, bo był przecież na to czas o wiele wcześniej. A teraz jest to tylko próba odwrócenia uwagi od własnych uchybień i naruszania prawa.
          • Gość: scrivener Re: Awantura o muzeum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.08, 22:12
            Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Rozumiem twoje racje choć mnie
            nie przekonują. Po prostu nie ufam fachowcom. Zbyt wielu widziałem
            lekarzy, hydraulików i architektów, których decyzje okazywały się
            błędne. Jeżeli ktoś nie potrafi ani wyjaśnić ani rozumowo obronić
            swoich decyzji to mu po prostu nie ufam.
            Jeśli chodzi o pozaestetyczny przedmiot sporu, to nie mogę wyrzucić
            z pamięci faktu, że architekt sam zrezygnował z współpracy z
            inwestorem, w tym wypadku dyrektorem muzeum. Nie znam racji dyrekcji
            i istoty ich sporu - mówi się o posadzce zaprojektowanej z
            materiału, który miałby się kruszyć - co na to odpowiedział
            architekt; mówi się o braku szatni - co na to architekt. Czy mi się
            zdaje, czy z tych fragmentów wynika, że dla architekta ważniejsza
            była 'wizja' od użyteczności - jeśli tak by było to dyrektor miał
            obowiązek reagować żądając zmian w projekcie czy nie? A to
            zatwierdzenie projektu - chciałbym wiedzieć czy na etapie
            zatwierdzania projektu znane były zastrzeżenia dyrekcji i czy
            projekt przyjęto mimo tego, czy też zatwierdzali politycy,
            czyli 'sprawni inaczej'? Dopóki gazeta nie naświetli całych kulis,
            nie będziemy w stanie wyważyć racji obu stron.
            Na koniec ostatnia sprawa - czy dobrze się domyślam, że jednak nie
            doczekamy się wyjaśnień co czyni gust architekta bardziej
            wartościowym niż gust nie-architekta? Innymi słowy pozostajemy
            przy 'Kali cacy, nieKali, be'
    • Gość: Anna Awantura o muzeum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.08, 19:11
      Jeżeli wybiera się konkretny projekt to trzeba go realizować do końca. Zmiany
      owszem ale na etapie projektowania.Przypomnijmy historię dworca w Berlinie.
      Zrezygnowano z tafli polerowanej stali na rzecz ohydnych lamp a i tak jest
      ciemno. Ponadto już w trakcie procesu zawaliła się kopuła , bo tu tez
      zastosowano zmiany
    • Gość: Silo Awantura o muzeum IP: *.adsl.inetia.pl 17.10.08, 08:50
      Rolą architektów jest troska o ład przestrzenny oraz estetykę i funkcjonalnośc
      architektury. To naprawdę trudna rzecz poskramianie kiczowatych zapedów
      inwestorów. Nasze społeczeństwo wychowane na komunistycznej bylejakości i
      zachłyśnięte mnogoscia dzisiejszych mozliwości materiałowych zupełnie sie
      pogubiło - stąd pstrokate kolory i wieżyczki. Dlatego własnie potrzebni sa
      architekci, którzy posiadają odpowiednia wrazliwośc estetyczną i wiedzę.
      Muzeum jest budynkiem uzyteczności publicznej budowanym za publiczne pieniadze a
      nie za pieniadze Pani dyrektor. Projekt został wybrany w konkursie i uzyskał
      pozwolenie na budowę. A uwagi nalezało zgłaszac na etapie projektu. Muzeum nie
      jest prywatnym dominium Pani Dyrektor, po niej przyjda nastepne pokolenia, a
      budynek bedzie stał i stał
      • Gość: scrivener Re: Awantura o muzeum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.08, 09:22
        Nadal czekam na przedstawienie toku rozumowania stanowiącego
        podstawę do przyjęcia niejako 'z automatu' (tzn. bez oglądania i
        porównywania rozwiązań proponowanych przez kłócące się strony), że
        rację ma architekt a nie inwestor. Jest dla mnie jasne, że
        architekci uważają, że ich projekty czy wizje są bardziej
        wartościowe niż to co wymyśli inwestor - no cóż, czyż można
        wykluczyć, że działa tu naturalna predylekcja człowieka do
        przeceniania swoich pomysłów a obniżania wartości pomysłów
        konkurencyjnych, innymi słowy, to ładne co mi się wydaje ładne.
        Jeśli tak nie jest, to proszę przedstawić tok rozumowania wskazujący
        na kryteria, do których można się odwołać w przypadku różnicy
        opinii - w końcu obrońcy praw państwa Domiczów chyba nie sugerują,
        że dyplom architektury jest patentem na nieomylność. Myślę, że nie
        tylko nam, obserwatorom sporu, ale przede wszystkim architektom
        (których potyczki z inwestorami publicznymi na tych łamach już
        komentowaliśmy - vide inwestycje na wzgórzu uniwersyteckim),
        podobnie jak wszystkim którzy zajmują się oceną wartości
        artystycznej przydałaby się swego rodzaju 'auto-psychoanaliza', tzn.
        krytyczny przegląd własnych poglądów na procedury podejmowania
        decyzji artystycznych. W końcu, przecież z pewnością zdarza im się
        tworzyć alternatywne rozwiązania tego samego problemu - ciekawe
        byłoby dowiedzieć się czym się kierują dokonując wyboru ostatecznego
        i czy zdają sobie sami sprawę z tego na jakich załóżeniach taki
        proces się opiera, czy go uprawomocnia. No chyba, że mamy przyjąć,
        że architekci, jak poeci, tworzą w stanie szaleństwa będącego
        wynikiem ingerencji muzy - tak rozumieli to antyczni grecy. Ale
        nawet oni mieli pojęcie 'prepon', użyteczność, dekorum, pozwalające
        na poddanie ostatecznego wyniku osądowi rozumu.
        Mam nadzieję, że zainteresowane osoby przestawią swoje racje dla
        naszego zbudowania i ich własnego dobra - jak dotąd argumenty
        przedstawiane przez osoby broniące autonomii architektów trącą nie
        mało pogardą dla osądu 'maluczkich'. Jeśli z tej dyskusji ma szansę
        wyjść coś interesującego, to tylko gdy uda się ją wznieść ponad
        poziom filozofii Kalego - jak się Kalemu coś podoba to znaczy że to
        jest ładne, a jak Kalemu się nie podoba to to oczywiście jest beeee.
    • Gość: archit... Awantura o muzeum IP: *.chello.pl 17.10.08, 15:33
      ja bym podał do sądu Pana dyrektora i architekta który nie uszanował pracy
      autorów projektu i zaczął zmieniać

      Jest ustawa o prawach autorskich, która jasno mówi że prawa autorskie są
      niezbywalne, ze twórcy są chronieni prawem przed takimi ludzmi jak dyrektorek muzeum

      • Gość: mobber Re: Awantura o muzeum IP: *.chello.pl 17.10.08, 22:35
        Pewnie będą błedy w mojej łacinie bo to już 50 lat ale napiszę:
        " de gustibus nn disputandum es lub est"
        + a propos:
        nie lubię Domicza i Paleja z nieznanych mi pwodów i nie uważam ,że
        ich gust jest lepszy niż byle kogo
        tamto znaczy ze gust nie podlega dyskusji

        Znam już powody:
        Domicz jest zarozumiałym arogantem. a Palej kasiarzem który kosi
        wsystko, przy czym jedno jest podobne do drugiego
        Jak jadę Krawiecką? do góry I WIDZĘ TĄ SCIANE TO "AŻ MIE TRZYMIE"
    • jkredman mamy nowe dogmaty o nieomylności 18.10.08, 00:34
      dogmat o nieomylności architekta - tylko dlaczego zawaliła się hala w Chorzowie
      dogmat o nieomylności informatyków - tylko dlaczego te programy są takie oporne
      i co róż trzeba upgraydować i poprawiać
      dogmat o nieomylności hydraulików - rurkę na skos bo się nie będę bawił z kolankami
      i rzeczywiście de gustibus non est disputandum, ale
      ta ściana nie jest ani trochę gustowniejsza od poprzedniego baraku

      myślę że awanturnicy Dumicz i Palej już nie sknocą niczego więcej w Opolu - tak
      nam dopomóżcie władze miejskie i inni inwestorzy

      i pamiętajmy że pieniądze wydaje inwestor a nie architekt
      • Gość: Blade Re: mamy nowe dogmaty o nieomylności IP: *.chello.pl 18.10.08, 14:11
        Nikt nie mówił tutaj o nieomylności architektów, informatyków czy hydraulików!.
        Każda profesja podlega naszej ocenie - zwykłych odbiorców efektów ich pracy -
        ale również ocenie profesjonalistów, którzy wykonują swoją robotę zgodnie z
        wszelkimi regułami ich zawodów. To, że zdarzają się fuszerki, jest niestety
        nieuniknione. Nie oznacza to jednak, że można generalizować i wkładać wszystkich
        do jednego worka.
        Wkurza mnie ta przypadłość Polaków, którzy uważają, że się świetnie znają na
        wszystkim. Zlikwidujmy zatem wszystkie zawody, montujmy sobie sami umywalki,
        budujmy sami sobie domy i leczmy się się sami, bo w końcu wiemy lepiej niż
        zawodowcy! Czy o to w tym wszystkim chodzi?
        Dopóki nie poznamy szczegółów sporu, dyskusja będzie czysto teoretyczna a oceny
        bardziej lub mniej krzywdzące strony sporu. Obawiam się, że tych detali jednak
        nie poznamy, co nas utwierdzi w przekonaniu, że to właśnie MY mamy rację...;)
    • Gość: ostry Awantura o muzeum IP: *.chello.pl 26.10.08, 18:20
      jestem opolaninem i wstyd mi za nasze muzeum
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka