Dodaj do ulubionych

Zbigniew Bereszyński ujawnia tajemnice SB

23.10.08, 11:02
Właśnie ukazał się nowy numer "Kuriera Brzeskiego" z drugą częścią artykułu Z.
Bereszyńskiego na temat środowisk nauczycielskich Opolszczyzny. Autor ujawnia
kolejnych współpracowników SB. Jednym z nich był tw ps. "Kazimierz" -
Bartłomiej Kozera, obecnie prof. filozofii, "autorytet" w dziedzinie....etyki
życia publicznego! Przez wiele lat był płatnym informatorem SB. Donosił m. in.
na Leszka Kantora i studentów w 1968 r. Pomagał inwigilować środowiska
kościelne w okresie Milenium. Rok temu Halina Żyła walczyła o to, żeby właśnie
Kozera wygłosił odczyt podczas uroczystej sesji rady miasta Opola z okazji
święta niepodległości. "Stasia" rekomendowała "Kazimierza"!
Obserwuj wątek
    • Gość: sss Re: Zbigniew Bereszyński ujawnia tajemnice SB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.08, 11:34
      tnij.org/b0e6
    • Gość: jasio Re: panie B. kim jesteś? IP: *.chello.pl 23.10.08, 11:52
      Kto złamał charakter pana B.? Czy ktoś zrobił z niego kapusia? No bo chyba nie
      robi tego dla samej przyjemności? A może to nawyk, jeszcze z czasów znajomości z
      oficerem obserwującym-prowadzącym? Może te uprzejmości podczas pielgrzymki na
      Annaberg nie były pozorowane?
      czy życiorys pana B zamieszczony przez niego na Wikipedii nie ma luk? a dlaczego
      jest tak słabo udokumentowany? i mimo to go nie usuwają! Czyzby to był element
      uwiarygodnienia po pozytywnej weryfikacji?
      • Gość: gosc panie W.G i R. P.z Kluczborka kim wyscie nie byli? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.08, 19:07
        R.P. był namaszczony na dyrektora przez czerwonych, lektorem PZPR a R.P. działał
        w PZPR i piął się tam do góry.Dodajmy jeszcze L.S. dyrektora, i w wysokim
        urzedzie też w Kluczborku a wedlług opini syna nastojaszczy komunist.
        Nie wciskaj nam panie Z.B. kitu, ze to zasluzeni Solidarności. Przez przypadek
        tam zaistnieli nawet nie wiedzieli kiedy, i tak juz sie potoczylo jak z Dyzmą.
        • Gość: gosc Re: panie W.G i R. P.z Kluczborka kim wyscie nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.08, 19:09
          R.P. był namaszczony na dyrektora przez czerwonych, lektorem PZPR a W.G. działał
          w PZPR i piął się tam do góry.Dodajmy jeszcze L.S. dyrektora, i w wysokim
          urzedzie też w Kluczborku a według opini syna nastojaszczy komunist.
          Nie wciskaj nam panie Z.B. kitu, ze to zasluzeni Solidarności. Przez przypadek
          tam zaistnieli nawet nie wiedzieli kiedy, i tak juz sie potoczylo jak z Dyzmą.
    • Gość: M<'rek Re: Zbigniew Bereszyński ujawnia tajemnice SB IP: *.xdsl.centertel.pl 23.10.08, 12:10
      Czekamy na publikację w GW! Co na to Kozera?
      • Gość: Dytylius Re: Zbigniew Bereszyński ujawnia tajemnice SB IP: *.centertel.pl 23.10.08, 14:30
        Stawiam waść mościom wina beczkę!
        że kto w prelu był KIMŚ- ten dziś z pewnością ma "teczkę"
        • Gość: ktoś Re: Zbigniew Bereszyński ujawnia tajemnice SB IP: *.punkt.pl 23.10.08, 15:16
          > Stawiam waść mościom wina beczkę!
          > że kto w prelu był KIMŚ- ten dziś z pewnością ma "teczkę"

          ważne CO jest w tej teczce, i w jakim charakterze mu tę teczke
          załozono!
          • matadore1 Re: Zbigniew Bereszyński ujawnia tajemnice SB 23.10.08, 22:53
            To żadna rewelacja. Człowiek bez jakichkolwiek przekonań (miękko po
            doopą i sporo w portfelu), takie coś z mazi, co potrafi ukształtować
            się w dowolny sposób. Wszystko zależy od sytuacji. Najpierw
            poloniosta, potem marksista, później pełnomocnik JM ds. Jewropy, a
            nawet filozof:)
            • Gość: lejba Re: Zbigniew Bereszyński ujawnia tajemnice SB IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.08, 00:06
              matadore - dobre, mosz recht
            • Gość: volume Re: Zbigniew Bereszyński ujawnia tajemnice SB IP: 217.173.192.* 24.10.08, 13:23
              Jewropy oczywiscie wschodniej, gdzie (Moskwa) shabilitowal sie po
              trzykrotnym nieudanym podejsciu krajowym. Takich bylo wielu, z
              parciem na wladze, chorych z ambicji.
          • Gość: grześ Re: Zbigniew Bereszyński ujawnia tajemnice SB IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.08, 00:05
            ktosiu - przecież to jasne. W charakterze kapusty
    • Gość: Jarek Re: Zbigniew Bereszyński ujawnia tajemnice SB IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.08, 17:05
      Popieram. Tak trzymać.
    • z.bereszynski w odpowiedzi na ataki 25.10.08, 15:33
      Andrzej Szubert, zamieszkały na stałe w Niemczech emigrant z Kluczborka, założył
      na tym forum wątek pomawiający mnie o rzekome manipulowanie historią.
      Oświadczyłem już, że z uwagi na ewidentnie złą wolę i zaślepienie pana Szuberta
      nie będę dyskutować z nim w ramach założonego przez niego wątku. Oświadczenie to
      pozostaje nadal aktualne. Nie znaczy to jednak, by nie należało przeciwstawić
      się kłamstwom i insynuacjom, jakie próbuje szerzyć pan Szubert. Aby
      przeciwdziałać dezinformacji, postanowiłem zabrać głos w tym miejscu.

      Nigdy nie zrobiłem panu Szubertowi żadnej krzywdy. Opracowując historię
      kluczborskiej „Solidarności” pisałem o nim najlepiej jak potrafiłem. Do czasu
      jego ataków na tym forum nie napisałem ani jednego złego słowa na jego temat.
      Przeciwnie – broniłem go na łamach prasy, gdy był ostro atakowany przez innych
      weteranów kluczborskiej „Solidarności”. Tymczasem pan Szubert rozpoczął
      przeciwko mnie prywatną wojnę, pomawiając mnie o przeróżne bezeceństwa, które
      zrodziły się wyłącznie w jego chorej wyobraźni.

      Pomawia mnie on o pisanie pod dyktando czy na polityczne zamówienie „Gazety
      Wyborczej”, o dorabianie fikcyjnych życiorysów agentom SB itp. Wszystko to są
      jedynie insynuacje człowieka, który od lat próbuje się dowartościowywać poprzez
      obrzucanie błotem innych ludzi.

      Nie dorabiam życiorysów żadnym agentom. Ujawniam prawdziwych agentów SB, którzy
      faktycznie wysługiwali się tej formacji, dostarczając jej wartościowych
      operacyjnie informacji. Widzę jednak zasadniczą różnicę między faktycznymi
      agentami SB a ludźmi uwikłanymi we współpracę na zasadzie szantażu, którzy – jak
      świadczą o tym dokumenty – jedynie pozorowali współpracę, przekazując informacje
      o zerowej lub znikomej wartości operacyjnej, lub w inny sposób uchylali się od
      faktycznej współpracy. Nikogo nie rozgrzeszam, no nie czuję się do tego
      uprawniony. Staram się jednak traktować poszczególne przypadki w sposób
      indywidualny, unikając prymitywnego, czarno-białego widzenia rzeczywistości.

      Postawa taka bardzo nie podoba się panu Szubertowi, który od około dwudziestu
      lat prowadzi swoją prywatną wojnę z Wojciechem Gilewiczem. Kilka miesięcy temu
      ujawniłem treść dokumentów, z których jasno wynika, że Wojciech Gilewicz,
      zwerbowany na zasadzie szantażu, jedynie pozorował współpracę z SB jako TW ps.
      „Piast”. Z chwilą ujawnienia tych materiałów zacząłem być coraz ostrzej
      atakowany przez pana Szuberta, który nie może pogodzić się z tym, że zburzyłem
      szerzoną przez niego przez całe lata czarną legendę Wojciecha Gilewicza jako
      rzekomego agenta SB. Pana Szuberta rozeźliło także to, że opracowując historię
      kluczborskiej „Solidarności” wziąłem pod uwagę nie tylko jego opowieści, ale
      także to, co mówią inni ludzie, z którymi on pozostaje w konflikcie. Pan Szubert
      chciałby mieć monopol na prawdę historyczną i sam fakt, że wykorzystuję także
      inne relacje, to dla niego istna zbrodnia obrazy majestatu. Tymczasem miałem
      okazję wielokrotnie się przekonać, że informacje pana Szuberta bywają
      niewiarygodne, i choćby dlatego dopuszczam także relacje innych osób. Pan
      Szubert chciałby, abym słuchał tylko jego wersji. Ja tymczasem kieruję się
      zasadą „audiatur et altera pars”. Tak wygląda geneza obecnej wojny pana Szuberta
      przeciwko mojej osobie. Dodam tylko, że pan Szubert nie działa w osamotnieniu. Z
      jego własnej korespondencji do mnie wiem, że w działaniach przeciwko mojej
      osobie wspierają go pewne osoby z terenu Opola, którym także bardzo zależy na
      dyskredytowaniu mnie jako autora prac historycznych.

      Ostatnio pan Szubert zaczął szerzyć na forach internetowych informację, jakoby
      agentem SB był także Ryszard Gleich. Wypisując tego typu rzeczy nie powołuje się
      on na żadne konkretne informacje, nie przytacza żadnych dokumentów czy innych
      dowodów. W szczególności nie znajdzie się żadnych tego typu dowodów na własnej
      stronie internetowej Bożeny i Andrzeja Szubertów. Wszystko sprowadza się tylko
      do plucia i szczucia na forach internetowych. Tego typu dzikie praktyki
      „lustracyjne” uważam za niegodziwe i absolutnie niedopuszczalne. Sprawa Ryszarda
      Gleicha zasługuje na dokładne rozpoznanie w świetle zachowanych dokumentów. Gdy
      tylko uda mi się tego dokonać, na pewno o tym napiszę. Ale obrzucanie kogoś
      błotem bez pokazania dowodów winy uważam za rzecz haniebną. To praktyki godne
      NKWD, UB i SB.

      Wbrew temu, co insynuuje Andrzej Szubert, nie dorabiam nikomu fikcyjnych
      życiorysów. Nie bronię żadnych agentów. Mam odwagę ujawniać prawdziwych agentów
      SB, a pan Szubert, z niskich pobudek natury osobistej, tylko próbuje mi w tym
      przeszkadzać. Jak już powiedziałem, widzę jednak różnicę między prawdziwymi
      agentami a ludźmi, którzy ulegli różnymi naciskom, lecz faktycznie nie
      współpracowali. Nie widzę świata w czarno-białych kategoriach i staram się mieć
      zrozumienie dla ludzi, którzy miewali chwile słabości. Nikogo totalnie nie
      przekreślam, jeżeli widzę, że upadł, lecz potem potrafił się podnieść. Nie
      jestem zaślepionym fanatykiem o zacięciu inkwizytorskim. Na tym polega jedna z
      różnic między mną a panem Szubertem.

      Jeżeli kogoś interesuje, jak naprawdę widzę przypadek Wojciecha Gilewicza – TW
      ps. „Piast”, to może przeczytać tekst, który udostępniam poniżej. Z panem
      Szubertem nie dyskutuję i dyskutować nie zamierzam.


      Zbigniew Bereszyński
      • z.bereszynski sprawa TW ps. "Piast" 25.10.08, 15:38
        Sprawa TW ps. „Piast”

        Gdy w 1980 r. rodziła się „Solidarność”, Wojciech Gilewicz pracował jako radca
        prawny w Fabryce Maszyn i Urządzeń „Famak” - największym zakładzie przemysłowym
        na terenie Kluczborka. Pracownicy tego zakładu odegrali pionierską rolę w
        organizowaniu nowego ruchu społecznego na ziemi kluczborskiej. Jeden z
        pracowników „Famaku”, Eugeniusz Głowicki, został pierwszym przewodniczącym
        Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” w Kluczborku.
        Wśród czołowych działaczy kluczborskiej “Solidarności” znalazł się także
        Wojciech Gilewicz, pełniący od lutego 1981 r. funkcję radcy prawnego MKZ.

        W marcu 1981 r., w okresie tzw. kryzysu bydgoskiego, gdy powszechnie obawiano
        się fizycznej konfrontacji między władzami PRL a „Solidarności”, na tajnym
        posiedzeniu Prezydium MKZ NSZZ „S” Ziemi Kluczborskiej wybrano Gilewicza w skład
        konspiracyjnego zarządu miejscowej „Solidarności”, który miał przejąć funkcje
        kierownicze w wypadku, gdyby doszło do uwięzienia oficjalnych władz związkowych.
        W maju 1981 r. Gilewicz został nawet wybrany nowym przewodniczącym MKZ. Nie
        zdecydował się jednak na objęcie tej funkcji i obowiązki przewodniczącego MKZ
        pełnił nadal Stanisław Dobrzyński.

        Wojciech Gilewicz dał się poznać także jako jeden z redaktorów lokalnej i
        regionalnej prasy związkowej NSZZ „Solidarność”. Od 1980 r. współredagował on
        pismo „Nad Stobrawą”, wydawane pod patronatem MKZ NSZZ „Solidarność” Ziemi
        Kluczborskiej. Zespół redakcyjny tego pisma tworzyli: Ryszard Gleich. Roman
        Pastwiński, Jan Głąb, Regina Kaczmarska, Stanisław Rakowski, Henryk Wilk,
        Juliusz Borkowski i Aleksander Dudek. We wrześniu 1981 r. Gilewicz został
        zatrudniony także jako jeden z redaktorów biuletynu „Prawda”, wydawanego przez
        Zarząd Regionu Śląska Opolskiego NSZZ „Solidarność”. Gilewicz, przypominając
        „weteranom ruchu robotniczego” ich niechlubną przeszłość.

        Zachowane dokumenty świadczą o tym, że działalność prowadzona przez Gilewicza w
        szeregach „Solidarności” była bardzo negatywnie postrzegana przez SB. Tym, co
        najbardziej irytowało bezpiekę, były podejmowane przez Gilewicza z ramienia MKZ
        działania na rzecz wyjaśnienia dwóch zagadkowych zgonów, do jakich doszło w
        poprzednich latach w związku z działaniami Milicji Obywatelskiej. W datowanym 27
        marca 1981 r. wywiadzie na temat Gilewicza mł. chor. K. Stasiak z Komendy
        Miejskiej MO w Kluczborku pisał m. in.:

        „W obecnej sytuacji wymieniony często zabiera głos, krytykując rzeczywistość;
        zdobywa tym poparcie wielu pracowników »Famaku« i członków »Solidarności«,
        ktorej jest członkiem. [...]

        Zabierając głos na zebraniu wyborczym [MKZ] Gilewicz żądał wyjaśnienia sprawy
        zgonów - w 1976 r. Adolfa M[...], który w czasie przesłuchania wyskoczył z okna
        K[omendy] M[iejskiej] MO w Kluczborku przesłuchującym go funkcjonariuszom
        K[omendy] W[ojewódzkiej] MO w Opolu, oraz [...] zgonu w aresztach wewnętrznych
        KW MO w Opolu Bogusława O[...]. W wystąpieniu swym Gilewicz żądał ustalenia i
        ukarania winnych funkcjonariuszy MO.

        W chwili obecnej wśród mieszkańców Kluczborka, a szczególnie wśród pracowników
        »Famaku« krążą pogłoski, że wymieniony prowadzi »śledztwo« w sprawie zgonów. [...]

        Szuka też kontaktów z funkcj.[onariuszami] tut. KM MO. Z posiadanych materiałów
        wynika jednak, że wymieniony otrzymał z MKZ za zadanie zbieranie materiałów
        obciążających i ośmieszających funkcjonariuszy MO”.

        Z datą 24 kwietnia 1981 r. został wstępnie przygotowany wniosek o internowanie
        Wojciecha Gilewicza „na wypadek poważnego zagrożenia” porządku publicznego w
        Polsce. W uzasadnieniu tego wniosku tak charakteryzowano postawę polityczną
        Gilewicza:

        „[...] Jest bardzo aktywnym działaczem związku, wspierającym duchowo [innych
        działaczy “Solidarności”], a w przypadku poważnego zagrożenia może podjąć wrogą
        działalność p-ko ustrojowi PRL. Ponadto jest zdecydowany podjąć każdą
        działalność p-ko władzy oraz wrogo ustosunkowany jest do partii i organów
        administracji. Wypowiada się wszędzie i przy każdej okazji krytycznie o
        wszystkich przedstawicielach władzy”.

        Stan wojenny i początki czarnej legendy Gilewicza

        Z chwilą wprowadzenia stanu wojennego (13 grudnia 1981 r.) Gilewicz został
        internowany i trafił do ośrodka odosobnienia w Opolu, gdzie przebywał do 31
        grudnia 1981 r. Równocześnie z nim internowani zostali: Stanisław Dobrzyński,
        przewodniczący MKZ NSZZ „Solidarność” Ziemi Kluczborskiej, oraz Ryszard Gleich,
        redaktor naczelny „Nad Stobrawą”. Nieco później (14 grudnia 1981 r.) internowano
        również Eugeniusza Głowickiego, przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ
        „Solidarność” przy „Famaku”. Wraz z wymienionymi powyżej działaczami
        „Solidarności” internowany został na krótko także funkcjonujący w środowisku
        kluczborskim także tajny współpracownik SB o pseudonimie „Kozak”. Można
        przypuszczać, że SB chciała w ten sposób uwiarygodnić owego agenta w oczach
        miejscowych działaczy “Solidarności”, co faktycznie w znacznym stopniu się udało.

        W lutym 1982 r. zaczął ponownie ukazywać się biuletyn „Nad Stobrawą”, wydawany w
        podziemiu przez Bożenę Kawkę i Zygmunta Jurkiewicza we współpracy z innymi
        osobami ze środowiska działaczy i sympatyków kluczborskiej „Solidarności”
        (Tadeusz Drozdowski, Janina i Stanisław Dobrzyńscy, Piotr Szymański, Franciszek
        Sokołowski, Adam Płocikiewicz). Mimo usilnych starań, SB przez długi czas nie
        potrafiła ustalić, kto jest redaguje i drukuje podziemną edycję tego biuletynu.
        Podejrzenia kierowano w stronę Ryszarda Gleicha i innych członków zespołu
        redakcyjnego „Nad Stobrawą” sprzed 13 grudnia 1981 r.

        W połowie maja 1983 r. SB, działając w większej części na oślep, uwięziła sporą
        grupę ludzi podejrzewanych o wydawanie i kolportaż podziemnej edycji „Nad
        Stobrawą”. Większość podejrzanych internowano. Trzy osoby zostały jednak
        aresztowane i postawione przed sądem. W grupie tej znajdowali się: Ryszard
        Gleich, jego syn Rafał oraz Zygmunt Jurkiewicz. Tylko ten ostatni został skazany
        w związku z faktycznie prowadzoną działalnością kolportażową (wymierzono mu karę
        18 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata). W stosunku do obu
        Gleichów zapadł wyrok uniewinniający.

        W postępowaniu karnym przeciwko Gleichom i Jurkiewiczowi wykorzystano w
        szczególności zeznania Wojciecha Gilewicza. Przesłuchiwany w dniu 13 maja 1982
        r. w charakterze świadka, ten ostatni przyznał, że miesiąc wcześniej, podczas
        nabożeństwa w kluczborskim kościele parafialnym, otrzymał był od Jurkiewicza
        trzy egzemplarze „Nad Stobrawą”. Według złożonych przez niego zeznań, Jurkiewicz
        dał „bibułę” także Ryszardowi Gleichowi.

        Sprawa ta dała początek nasilającym się z upływem czasu kontrowersjom na temat
        Wojciecha Gilewicza. Zarzucano mu, że „wsypał” Jurkiewicza i Gleichów, składając
        obciążające zeznania na ich temat. Potem pojawiły się jeszcze cięższe oskarżenia
        dotyczące utrzymywania przez niego podejrzanych kontaktów z SB. Większość
        działaczy kluczborskiej „Solidarności” nadal ufała Gilewiczowi. Od 1983 r.
        uczestniczył on w wydawaniu nowej edycji „Nad Stobrawą”, jaka pojawiła się w
        1983 r., po aresztowaniu Bożeny Kawki. Współpracował z Ryszardem Gleichem,
        Jerzym Deptułą i in. Niektórzy zaczęli jednak widzieć w Gilewiczu zdrajcę,
        którego należy się wystrzegać. Mówiono, że Gilewicz spotyka się esbekami, co
        sugerowało, że został agentem bezpieki. W oskarżeniach tych celuje po dziś dzień
        Andrzej Szubert.

        • z.bereszynski sprawa TW ps. "Piast" - cz. 2 25.10.08, 15:43
          Sytuacja zaogniła się w sposób szczególnie dramatyczny w latach 1989-1990, gdy
          Gilewicz został nowym szefem odbudowanej „Solidarności” kluczborskiej. Konflikt
          na tle stosunku do tej postaci doprowadził do tego, że w 1990 r. działały obok
          siebie dwie odrębne struktury ruchu obywatelskiego w rejonie Kluczborka,
          nawzajem się nie uznające. Nie tylko w środowisku kluczborskim, ale także na
          szerszym forum regionalnym, zaczęła rozchodzić się informacja, że Gilewicz był
          tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Piast”. W wydanej w 1992 r.
          broszurze, demaskującej faktyczne lub rzekome przewinienia Jana Całki,
          ówczesnego szefa opolskiej „Solidarności”, Jerzy Gnieciak, były lider
          regionalnej „Solidarności” rolniczej, pisał m. in.: „Gilewicz - agent o
          pseudonimie »Piast«, prowadzony przez kpt. Ciempkę z Wydz. V SB”.
          „Piast” i jego gra z bezpieką

          Wyjaśnianie owej sprawy zajęło mi więcej niż rok. W tym czasie IPN oficjalnie
          potwierdził, że Wojciech Gilewicz był zarejestrowany przez SB jako tw ps.
          „Piast”. Była to jednak tylko część prawdy. Znacznie istotniejsza część prawdy o
          Gilewiczu kryła się w dokumentach, do których udało mi się dotrzeć dopiero w
          ostatnich tygodniach.

          Zachowana szczęśliwie w formie mikrofilmów teczka personalna tw ps. „Piast”
          zawiera materiały świadczące o tym, że Gilewicz został faktycznie zwerbowany
          przez SB w charakterze tajnego współpracownika. Inne zawarte w tej teczce
          materiały przemawiają jednak na korzyść tej postaci, dowodząc, że „Piast” w
          praktyce tylko pozorował współpracę, nie staczając się nigdy do rzędu
          faktycznego agenta i donosiciela bezpieki.

          Formalnego werbunku Gilewicza dokonano w dniu 31 grudnia 1981 r. Gilewicz
          przebywał wtedy jeszcze w Areszcie Śledczym w Opolu. Posłużono się wobec niego
          szantażem;. Wiem, czym grożono wówczas Gilewiczowi i jego rodzinie, ale zgodnie
          z wolą samego Gilewicza nie będę tego ujawniać, ponieważ chodzi tu o sprawy zbyt
          osobiste i bolesne , aby pisać o nich na forum publicznym. Przyparty do muru
          Gilewicz złamał się podpisał „cyrograf”, zobowiązując się „do udzielania pomocy
          organom SB w rozpoznaniu działalności antysocjalistycznej i antypaństwowej na
          terenie m. Kluczborka oraz udzielania informacji w formie pisemnej o osobach i
          faktach, które prowadzą lub usiłują prowadzić taką działalność”. Gilewicz,
          używający odtąd pseudonimu „Piast” zobowiązał się także „do zachowania w ścisłej
          tajemnicy” faktu współpracy i „nieujawniania [go] przed żadnymi osobami, a
          nawet przed członkami rodziny, a także przed organami i organizacjami”. Werbunek
          „Piasta” został zatwierdzony przez naczelnika Wydziału III „A” KW MO, mjr.
          Andrzeja Mikołajewa.

          Do sierpnia 1982 r. oficerem prowadzącym „Piasta” był por. Tadeusz Lech z
          Wydziału III „A” a później Wydziału V KW MO w Opolu. „W okresie współpracy z
          por. Tadeuszem Lechem – czytamy w charakterystyce opracowanej z datą 4 marca
          1985 r. przez ppor. Czesława Wierzbickiego z SB RUSW w Kluczborku – odbyto 7
          spotkań, na których tw przekazał 7 informacji pisemnych. Na podstawie między
          innymi jego informacji zrealizowano w maju 1982 roku sprawę druku i kolportażu
          nielegalnie wydawanego biuletynu »Nad Stobrawą«”.

          Kolejnym oficerem prowadzącym „Piasta” był od sierpnia 1982 r. ppor. Czesław
          Wierzbicki, st. inspektor Grupy V SB Komendy Miejskiej w Kluczborku (od sierpnia
          1983 r. – Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Kluczborku). „W okresie od
          sierpnia 1982 do końca 1984 roku – pisał ppor. Wierzbicki w dalszym ciągu
          cytowanej powyżej charakterystyki „Piasta” – odbyto [...] 19 spotkań, na których
          uzyskano 12 informacji pisemnych oraz sporządzono 7 notatek ze słów”.

          Gdyby zachowały się tylko tego typu informacje, Gilewicz mógłby być
          skompromitowany raz na zawsze. Na szczęście zachowała się również większa ilość
          informacji, rzucających zupełnie inne światło na casus „Piasta”.

          W cytowanej powyżej charakterystyce z dnia 4 marca 1985 r. znajdujemy również
          następującą ocenę postawy Gilewicza:

          „Tajny współpracownik ps. »PIAST« informował naszą służbę zdawkowo, nie będąc w
          pełni szczerym i lojalnym.

          Z materiałów operacyjnych uzyskanych w późniejszym okresie wynika, że tw ps.
          »PIAST« o fakcie współpracy z SB poinformował Ryszarda Gleicha, który polecił mu
          utrzymywać ten kontakt, aby być zorientowany[m] w aktualnych zainteresowaniach
          SB, formach i metodach jej pracy. Powyższe informacje uzyskano ze źródeł
          będących na kontakcie Z-cy Szefa RUSW Służby Bezpieczeństwa RUSW Kluczbork, kpt.
          Grzegorza Skały, ps. »GRAŻYNA«, »GUSTAW«, »RÓŻA« oraz »ANTONI«.

          Powyższe źródła poinformowały również, że wymieniony tw podjął się nielegalnej
          działalności, polegającej na sprzedaży medali z wizerunkiem ks. Jerzego
          Popiełuszki, fotografii księdza oraz biuletynu »Z Dnia na Dzień« i »Solidarność
          Walcząca«. Jak wynika z informacji, jest on zainteresowany wydaniem nowej edycji
          »Nad Stobrawą« oraz zorganizowaniem spotkania z b. przewodniczącym Regionu
          Wrocławskiego, Władysławem Frasyniukiem, w celu omówienia form działalności
          podziemnych struktur NSZZ »Solidarność« w rejonie kluczborskim”.

          Podobną ocenę postawy „Piasta” znajdujemy w kolejnej charakterystyce autorstwa
          ppor. Wierzbickiego, opracowanej z datą 13 marca 1986 r. W dokumencie tym
          czytamy m. in.: „Uzyskiwane od niego informacje były bardzo ogólne lub nie
          zawierające istotnych dla nas wiadomości. Jest [on] nieszczerym i nielojalnym
          tajnym współpracownikiem”.

          Informując Ryszarda Gleicha, kolegę z „przedwojennej” redakcji „Nad Stobrawą”, o
          fakcie zwerbowania go przez SB, Gilewicz przestał w praktyce być tajnym
          współpracownikiem tej służby. Wykroczył przeciwko podpisanemu przez siebie
          zobowiązaniu, wybierając lojalność wobec kolegów z „Solidarności”, a nie wobec
          SB.

          Inne zachowane dokumenty potwierdzają sformułowaną przez ppor. Wierzbickiego
          opinię, że „Piast” nie był szczery wobec SB jako osobowe źródło informacji, a
          jego doniesienia cechowała daleko posunięta zdawkowość.

          Pisząc o zwerbowaniu „Piasta” por. Lech odnotował, że w czasie rozmowy
          pozyskaniowej w dniu 31 grudnia 1981 r. jego nowy współpracownik „przekazał
          informacje odnośnie [do] przewodniczącego MKZ w Kluczborku, St. Dobrzyńskiego, i
          przewodniczącego K[omisji]Z[akładowej] w »Famaku«, E. Głowickiego, oraz o
          sytuacji w Fabryce Maszyn”. Trudno ocenić operacyjną wartość owych informacji,
          ponieważ ich treść nie zachowała się niestety na mikrofilmach materiałów z
          teczek Dobrzyńskiego i Głowickiego. Być może nie były one wiele warte, skoro
          zrezygnowano z ich mikrofilmowania. Zachowała się natomiast datowana 31 grudnia
          1981 r. pisemna charakterystyka innego działacza kluczborskiej „Solidarności”,
          Jana Głąba. W dokumencie tym „Piast” wystawił Głąbowi następującą opinię:
          „Zarówno jego działalność, jak i wypowiedzi nie były wymierzone przeciwko partii
          i ustrojowi; były krytyczne, ale nie wrogie. Nie jest [on] zdolny do podjęcia
          działalności antypaństwowej”. Opinia taka w niczym nie szkodziła Głąbowi.
          Przeciwnie – mogła tylko przyczynić się do uchronienia go przed ewentualnymi
          represjami, internowaniem itp.
          • z.bereszynski Re: sprawa TW ps. "Piast" - cz. 3 25.10.08, 15:51
            To samo można powiedzieć o charakterystyce Romana Pastwińskiego, zawartej w
            doniesieniu z dnia 5 sierpnia 1984 r. „Piast” przekazał wówczas następujące
            informacje: „Roman Pastwiński w ostatnim okresie czasu całkowicie odizolował się
            od ludzi będących w przeszłości aktywnymi działaczami NSZZ »Solidarność«.
            Utrzymuje jedynie kontakty z ordynatorem oddziału wewnętrznego szpitala w
            Kluczborku, Janem Głąbem. Znajomość ta raczej ogranicza się do porad typu
            lekarskiego niż kontaktów towarzyskich. [...] Roman Pastwiński w swoich
            wypowiedziach często broni stanowiska i posunięć naczelnych władz państwowych i
            partyjnych Polski. Nie zauważyłem, aby uczestniczył w dniach 13-ego każdego
            miesiąca w mszach odbywających się w kościele parafialnym w Kluczborku w
            intencji Ojczyzny”.

            SB nie miała też zapewne większego pożytku z informacji zawartych w przytoczonym
            poniżej lakonicznym doniesieniu z dnia 9 czerwca 1983 r.: „W rozmowie
            przeprowadzonej z Eugeniuszem Głowickim dowiedziałem się, że 20.05.1983 r.
            odbyła się sprawa przeciwko Bożenie Kawce-Szubert oraz Franciszkowi
            Sokołowskiemu. Jednak ze względu na to, że zaczęło się bardzo późno, przełożono
            ją na 3.06.1983 roku. Powiedział on mi, że w najbliższych dniach do Kanady
            wyjeżdża rodzina Dobrzyńskich. W związku z wizytą papieża Jana Pawła II na Górze
            Św. Anny część działaczy MKZ NSZZ »Solidarność« w Kluczborku wybiera się z
            pielgrzymką. Z tego co wiem, to na pewno pojedzie Bożena Kawka-Szubert z mężem,
            Jerzy Deptuła, Eugeniusz Głowicki, Julian Borkowski. Zamierzają się oni wspólnie
            zebrać. Są czynione pewne posunięcia w celu załatwienia autobusu”. Nie było w
            tym doniesieniu niczego, co dawałoby SB jakąś realną korzyść operacyjną.

            Dość wątpliwa jest także operacyjna wartość ostatniego zachowanego doniesienia
            tw ps. „Piast”, datowanego 2 października 1984 r. Relacjonując swoje przypadkowe
            spotkanie z Józefem Barem, „Piast” przekazał wówczas m. in. następujące informacje:

            „Zapytałem go, czy nie ma nowego numeru biuletynu »Nad Stobrawą«, to znaczy
            wydanego po wydaniu Marzec 1984. Odpowiedział, że najprawdopodobniej następna
            »Stobrawa« nie wyszła, gdyż on też nie miał innej niż tylko marcową.

            Mówił również, że obecnie mogą tylko działać ludzie, którzy nie są w
            zainteresowaniu Służby Bezpieczeństwa. Starzy działacze są ciągle pod kontrolą
            »bezpieki« i trudno im cokolwiek robić. Twierdził, że należałoby zorganizować
            »aktyw Solidarności« z ludzi nowych, nie będących nawet w Komisjach Zakładowych,
            czyli takich, których bezpieka nie zna”.

            Bardziej skomplikowana jest sprawa zeznań złożonych przez Wojciecha Gilewicza w
            maju 1982 r. w związku ze sprawą Gleichów i Jurkiewicza. Zeznania te,
            obciążające w największym stopniu w odniesieniu do osoby Zygmunta Jurkiewicza,
            miały niestety realną wartość procesową, w związku z czym zaczęto obwiniać
            Gilewicza o „wsypanie” Jurkiewicza i Gleichów. Również ta sprawa zaczyna jednak
            przedstawiać się znacznie korzystniej dla Gilewicza, gdy zestawimy ze sobą
            odnośne dokumenty z teczki personalnej tw ps. „Piast”.

            Jak się okazuje, Gilewicz był dwukrotnie przesłuchiwany jako świadek w dniu 13
            maja 1982 r. Po raz pierwszy przez por. F. Bo[...] (nazwisko trudne do
            odczytania) w godzinach od 6.45 do 9.50. Po raz drugi przez mł. chor. K.
            Stasiaka w godzinach od 16.10 do 17.20. Za pierwszym razem Gilewicz utrzymywał,
            że „obecnie nie jest [mu] nic wiadomo na ten temat, kto może przygotowywać
            literaturę związkową, druki i ulotki”. Przyznał, że po powrocie z internowania
            czytał znaleziony w ubikacji zakładowej pierwszy numer podziemnego wydania
            biuletynu „Nad Stobrawą”. Nie wspomniał jednak o żadnych innych przypadkach
            styczności z tym biuletynem. Dopiero podczas drugiego przesłuchania Gilewicz
            zeznał, że w dniu 13 kwietnia 1982, w trakcie nabożeństwa w kluczborskim
            kościele parafialnym, Jurkiewicz wręczył jemu oraz Ryszardowi Gleichowi
            egzemplarze trzeciego numeru „Nad Stobrawą”. Fakt ten w oczywisty sposób
            przemawia za tym, że intencją Gilewicza nie było „wsypanie” kogokolwiek.
            Wszystko wskazuje na to, że ugiął się on dopiero w wyniku intensywnej „obróbki”
            ze strony prowadzących śledztwo funkcjonariuszy SB, po całodziennym
            „pozostawaniu w dyspozycji” bezpieki. Być może powodował nim lęk przed
            aresztowaniem lub ponownym internowaniem.

            Podczas drugiego przesłuchania Gilewicz zeznał, że fakt wręczenia przez
            Jurkiewicza „bibuły” jemu i Gleichowi widzieli wszyscy ludzie stojący obok nich
            w kościele. Z treści protokołu przesłuchania dowiadujemy się również, że jednym
            z owych ludzi był człowiek znany skądinąd jako tajny współpracownik SB o
            pseudonimie „Kozak”. Dowiadujemy się też, że Gilewicz, nieświadom roli
            odgrywanej przez „Kozaka”, rozmawiał z nim na temat kolportowania ulotek przez
            Jurkiewicza. W tej sytuacji jest wysoce prawdopodobne, że SB dowiedziała się o
            działaniach Jurkiewicza z innego źródła niż Gilewicz, a te ostatni, pod presją
            przesłuchujących go funkcjonariuszy, jedynie potwierdził owe informacje.


            W pierwszych miesiącach 1985 r. ppor. Czesław Wierzbicki, ówczesny oficer
            prowadzący „Piasta”, zorientował się w końcu, że Gilewicz prowadzi z nim grę pod
            pozorem współpracy. Wyrazem tego była treść przytoczonych powyżej uwag na temat
            postawy „Piasta”, zawartych w charakterystyce opracowanej przez ppor.
            Wierzbickiego z datą 4 marca 1985 r. Uwagi te kończyła następująca konkluzja:

            „Postawa tw ps. »PIAST« jest jednoznaczna. Nadal pozostał [on] wrogo
            ustosunkowany do zachodzących przemian społeczno-ustrojowych PRL. Współpracę z
            SB zaczął traktować jako jeden z etapów rozpracowywania form i metod pracy SB
            oraz rozpoznawania zakresu zainteresowań tej służby. Okazuje się, że [jest]
            jednostką nieszczerą, o [znacznym stopniu?] dwulicowości. Nadal skłania się w
            kierunku tendencji zmierzających do rozkładu społeczno-politycznego naszego kraju.

            Angażując się do działalności sprzecznej z prawem w ramach tzw. podziemnych
            struktur politycznych, przejawia w tym zakresie zdwojoną pomysłowość i
            agresywność. Niewykluczonym jest, że na taką postawę ma[ją] wpływ nabyte
            doświadczenia z okresu współpracy.

            Uważać należy tw ps. »PIAST« za osobnika nieprzejednanego, wobec którego
            ewentualne ponowne wykorzystanie materiałów o charakterze obciążającym bądź
            kompromitującym nie wchodzi w rachubę. W takich przypadkach mogłoby ponownie
            dojść do obniżenia agresywności jego działań, lecz tylko i wyłącznie na pewien
            okres czasu.

            Jest [on] jednostką wymagającą szczególnej kontroli w ramach sprawy ewidencji
            operacyjnej”.

            Ppor. Wierzbicki postanowił w tej sytuacji podjąć następujące działania w
            sprawie „Piasta”:

            „1. Materiały w ramach teczki pracy i [teczki] personalnej tw złożyć
            w Archiwum Wydziału »C« WUSW w Opolu – nie rozwiązując
            współpracy (nie powiadamiając tw).

            2. Materiały tw ps. »PIAST« zostawić do dyspozycji Z-cy Szefa RUSW
            d/s SB w Kluczborku.

            3. Poddać tw ps. »PIAST« szczególnej kontroli operacyjnej w ramach
            sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. »MECENAS«.

            4. Opracować plan kombinacji [operacyjnej] wobec tw ps. »PIAST« w
            ramach sprawy krypt. »MECENAS«”.

            Od tego czasu już nie tylko „Piast” prowadził grę w stosunku do SB, pozorując
            współpracę z tą służbą. Analogiczną grę rozpoczęła również SB, zachowując pozory
            dalszej współpracy z „Piastem”, a faktycznie działając na rzecz objęcia go
            kontrolą operacyjną, jak w przypadku normalnego przeciwnika politycznego. Ppor.
            Wierzbicki tak pi
            • z.bereszynski Re: sprawa TW ps. "Piast" - cz. 4 25.10.08, 15:54
              Od tego czasu już nie tylko „Piast” prowadził grę w stosunku do SB, pozorując
              współpracę z tą służbą. Analogiczną grę rozpoczęła również SB, zachowując pozory
              dalszej współpracy z „Piastem”, a faktycznie działając na rzecz objęcia go
              kontrolą operacyjną, jak w przypadku normalnego przeciwnika politycznego. Ppor.
              Wierzbicki tak pisał o tym w charakterystyce z dnia 13 marca 1986 r.: „W świetle
              uzyskiwanych informacji o tw [ps.] »PIAST« postanowiono, że kontakt będzie z nim
              utrzymywany, pozorując normalne warunki współpracy. Jednocześnie poddany został
              systematycznej kontroli operacyjnej”.

              W marcu 1986 r. ppor. Wierzbicki uznał, że dalsze podtrzymywanie pozorowanej
              przez obie strony współpracy z „Piastem” mija się z celem, wobec czego należy ją
              formalnie zakończyć. W opracowanej wówczas charakterystyce pracy tw ps. „Piast”
              zajął on następujące stanowisko:

              „Na podstawie wybranych materiałów w sprawie operacyjnego sprawdzenia krypt.
              »MECENAS« należy sądzić, że Wojciech Gilewicz nadal utrzymuje kontakty z byłymi
              działaczami »Solidarności«.

              Efektywność prowadzonej współpracy jest bardzo mała. Wprawdzie nie usiłuje on
              radykalnie zerwać współpracy, ale stara się ją maksymalnie ograniczać. [...]

              Analizując poglądy Wojciecha Gilewicza na sprawy społeczno-polityczne oraz
              biorąc pod uwagę jego wiedzę i autorytet w gronie sympatyków opozycji, słusznym
              będzie zakończyć formalnie prowadzenie z nim współpracy i jednocześnie
              zarejestrować go jako figuranta sprawy rozpracowania operacyjnego krypt.
              »Zefir«. Sprawa ta dotyczy nielegalnego wydawania i kolportażu biuletynu »Nad
              Stobrawą«”.

              Fakt rozwiązania współpracy z „Piastem” został w następujący sposób odnotowany w
              prowadzonym przez SB kwestionariuszu Wojciecha Gilewicza: „TW okazał się
              nieszczerym i nielojalnym współpracownikiem. Tkwi w środowisku sympatyków i
              działaczy opozycji politycznej. Z uzyskiwanych informacji od innych źródeł
              wynika, że podjął się wznowienia wydawania nielegalnego pisma »Nad Stobrawą«.
              Powyższe ustalenia spowodowały, iż postanowiono rozwiązać z nim współpracę i
              jednocześnie zarejestrować go jako figuranta sprawy operacyjnego rozpracowania
              krypt. »Zefir«”.

              Zgodnie z propozycją ppor. Wierzbickiego, Gilewicz został w 1986 r. objęty
              kontrolą operacyjną w ramach sprawy operacyjnego rozpracowania (SOR) krypt.
              „Zefir”, założonej w kwietniu 1985 r. w odpowiedzi na pojawienie się kolejnej
              edycji biuletynu „Nad Stobrawą”. Był on jednym z dwóch figurantów tej sprawy,
              prowadzonej do października 1989 r. Drugim figurantem SOR „Zefir” był Jerzy
              Deptuła.

              Zachowane dokumenty świadczą jednoznacznie o tym, że Wojciech Gilewicz nie
              spełnił oczekiwań, jakie SB wiązała z faktem jego formalnego zwerbowania w
              ostatnim dniu 1981 r. W chwili słabości wyraził on zgodę na podjęcie współpracy
              z SB, ale współpraca ta okazała się w praktyce pozorowana. W rzeczywistości
              Gilewicz podjął grę, mającą na celu utrudnianie działań SB w stosunku do
              kluczborskich środowisk solidarnościowych. Tak też zostało to ostatecznie
              ocenione przez SB, która po kilku latach doszła do wniosku, że dalsze
              podtrzymywanie współpracy z „Piastem” nie leży w interesie tej służby.

              Ci, którzy domyślali się, że Gilewicz został zwerbowany przez SB, nie mylili
              się. Mieli też prawo podchodzić nieufnie do jego działań i od nich się
              dystansować. Słusznie przestrzegali przed niebezpieczeństwami, jakie niesie ze
              sobą fakt utrzymywania przez niego kontaktów z SB. W sensie moralnym na pewno
              mieli rację. Nie znali jednak całej prawdy i niesłusznie widzieli w Gilewiczu
              zdrajcę i agenta bezpieki.

              Sprawa ta stanowi bardzo pouczający przykład tego, jak ważną sprawą jest
              wnikliwe, poparte głęboką penetrację źródeł, rozpoznawanie historycznych
              zaszłości. Świat nie został urządzony według prostego, czarno-białego schematu.
              Jest na nim dużo więcej różnych odcieni szarości niż czystej czerni i bieli. Nie
              wolno o tym zapominać, ilekroć chcemy brać się za rozliczanie i osądzanie
              przeszłości.


              Zbigniew Bereszyński





              • z.bereszynski autokorekta do cz. 2 25.10.08, 16:28
                Udostępniony powyżej tekst był pisany kilka miesięcy temu. W związku z z tym
                jego forma powinna ulec częściowej aktualizacji. Jeden z akapitów cz. 2 powinien
                obecnie brzmieć tak:

                Wyjaśnianie owej sprawy zajęło mi więcej niż rok. W tym czasie IPN - na
                przełomie 2006 i 2007 r. - oficjalnie potwierdził, że Wojciech Gilewicz był
                zarejestrowany przez SB jako tw ps. „Piast”. Była to jednak tylko część prawdy.
                Znacznie istotniejsza część prawdy o Gilewiczu kryła się w dokumentach, do
                których udało mi się dotrzeć dopiero pod koniec 2007 r.
                • schuruburu Re: 25.10.08, 17:20
                  No
                  Czekamy teraz na paranoiczna reakcje Jondrusia.
                  Musi ciezko przeanalizowac tekst.
                  Wyjąć i słowa zdania z kontekstu.
                  Dopasować do swoich chorych teorii.
                  Jak wpasować w swoje teksty.
                  Przemyśleć do czego się przyczepić.
                  Mógłbym wyliczać w nieskończoność.
                  Ale mi się nie chce.


                • Gość: LKM Re: autokorekta do cz. 2 IP: 77.252.18.* 25.10.08, 17:34
                  No teraz Antars przyzna że jest Bereszyńskim, na to odpowie schuruburu i Szubert
                  jest skończony
                  • Gość: gosc Re: autokorekta do cz. 2 IP: *.dip.t-dialin.net 25.10.08, 18:07
                    A co wlasciwie Panowie chca udowodnic .To naprawde zalosne.Mozna by
                    zacytowac z Wesela Wyspianskiego "Miales ch.. zloty rog ostal ci sie
                    tylko ..",trzymajcie tak dalej to obudzicie sie nie tylko z reka w
                    a moze i z glowa w nocniku. Zycze dalszego wzajemnego szkalowania..
                    • z.bereszynski Re: autokorekta do cz. 2 25.10.08, 18:47
                      Ja nikogo nie szkaluję. Odpowiedziałem tylko na próbę szkalowania mojej osoby.
                      Gościa "szuruburu" proszę, aby więcej nie występował w wątkach dotyczących mojej
                      osoby. Nie chcę żadnych pyskówek.

                      Zbigniew Bereszyński
                  • Gość: ..... Re: autokorekta do cz. 2 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.08, 18:23
                    A może LKM wyzna, że jest Olimpią i Wiesławem w jednej osobie? Faktycznie
                    żałosne...
                    • mieszaniec-zopola Pasja lustracyjna pana Bereszyńskiego 25.10.08, 18:56
                      przewyższa zdaje mi się pasję jego kolegi ze szkolnej ławy, z którym
                      rzekomo się poprztykali.
                      Wydawało mi się, że Zbigniew Bereszyński, w obliczu potworności
                      kaczyzmu, przejrzał na oczy niczym redaktor Tomasz Wołek, kiedyś
                      zawzięty antykomunista i oszołom, bezkompromisowy zwolennik
                      lustracji i miłośnik prawicy, dziś dostrzegający realne zagrożenie
                      ze środowisk polskotalibańskrydzykowobliźniakowych. Tymczasem pan
                      Zbigniew Bereszyński zdaje się konkurować ze swoim exkolegą,
                      Wiesławem Ukleją.
                      Niestety się pomyliłem i to ciężko.
                      • z.bereszynski Re: Pasja lustracyjna pana Bereszyńskiego 25.10.08, 20:53
                        Gdyby nie moja "pasja lustracyjna", to prawdziwi agenci SB w rodzaju TW ps.
                        "Kazimierz" mogliby się śmiać z takich ludzi jak Gilewicz, którym niesłusznie
                        usiłuje się przylepiać etykietę agenta. Gdyby nie moja "pasja lustracyjna", to
                        za agenta SB uchodziłby nadal Karol Smoczkiewicz, szef opolskiej "Solidarności"
                        rzemieślniczej, który z taką właśnie opinią poszedł do grobu w 1998 (przed
                        rozpoczęciem działalności przez IPN.
                        www.kurierbrzeski.com.pl/modules.php?module_name=articles&action=show_article&a_id=273
                        Moja "pasja lustracyjna" zaowocowała także wykazaniem na podstawie dokumentów,
                        że agentem SB nie był Jan Całka, szef opolskiej "Solidarności" w latach
                        1989-1992, pomawiany o współpracę przez niektórych weteranów "S". Obecnie moja
                        "pasja lustracyjna" każe mi zająć się przypadkiem Ryszarda Gleicha, który jest
                        ostatnio pomawiany na tym forum o współpracę z SB. Trzeba ustalać fakty między
                        innymi po to, by rozmaici fanatycy i fantaści nie zasypali nas swoimi mitami i
                        legendami. Albo pełna i rzetelna wiedza o przeszłości, albo bajki, pomówienia,
                        insynuacje itp. Taka jest alternatywa. Ja wybrałem pierwszą ewentualność i tego
                        się trzymam. Narażam się w ten sposób wielu ludziom, z prawa i z lewa, ale
                        trudno. Taka już bywa cena prawdy.

                        Zbigniew Bereszyński
                        • Gość: gosc Re: Pasja lustracyjna pana Bereszyńskiego IP: *.dip.t-dialin.net 25.10.08, 21:28
                          O tym co Pan pisze mozna bylo dowiedziec sie w pociagu Kluczkork-
                          Opole i Opole-Gliwice .
                        • mieszaniec-zopola Z tym Całką to mnie Pan zastrzelił 26.10.08, 10:40
                          Wyrazy uznania.
                          Ale powiem tak. Obrona Całki była godna poświęcenia czasu, natomiast
                          wyszukanie, że prof. Kozera był TW już nie bardzo. A już całkiem
                          nieistotną jest sprawa dyr. Żyły.
                          Dlaczego?
                          Otóż dlatego, że lustracja Całki to obrona przed niesprawiedliwymi
                          oskarżeniami, które Pan jednoznacznie przeciął.
                          Natomiast przypadek Kozery i Żyły dopiero otwiera drogę do oceny ich
                          działań i na podstawie Pańskich badań niewiele można powiedzieć. W
                          moim przekonaniu obydwoje nie zasługują na szczególne potępienie,
                          biorąc pod uwagę ustalenia. Niestety dla wielu ludzi każdy TW to
                          bandyta i degenerat. I tu jest problem. Przypadków takich jak Lesław
                          Maleszka jest pewnie wiele, ale jeszcze więcej jest takich
                          Damięckich, Żył, Kozerów.
                          Problem moim zdaniem nie leży bowiem w ujawnianiu historii, tylko w
                          uczciwej interpretacji przeszłości i jej skutków dla
                          teraźniejszości. O ile z ujawnieniem zawartości archiwów nie mamy
                          problemów, o tyle o oceną tego co tam jest - mamy.
                          Pozdr.
                          • z.bereszynski Re: Z tym Całką to mnie Pan zastrzelił 26.10.08, 11:36
                            Sprawa prof. Kozery nie jest tak błaha, jak można by sądzić na podstawie tego,
                            co on sam mówi obecnie na swoją obronę (chodzi mi o jego wypowiedź dla NTO).
                            Przypadek ten będzie tematem odrębnej publikacji, nie będę więc zajmować się nim
                            szczegółowo w tym miejscu. Dorzucę tylko parę informacji dla pełniejszego
                            zilustrowania powagi problemu.

                            Po pierwsze Kozera regularnie pobierał wynagrodzenie pieniężne za swoje usługi
                            dla SB. To nie był przypadek złamanego szantażem człowieka, który coś tam mówił,
                            bo go do tego zmuszano. On czerpał wymierne korzyści materialne z donoszenia na
                            innych! On - późniejszy filozof i etyk, wychowawca młodzieży akademickiej, który
                            dziś poucza innych jak żyć mądrze i godnie, a sam nie potrafi dokonać uczciwego
                            rozrachunku z własnym życiem. To nie są sprawy prywatne, ale poważny problem
                            społeczny, przynajmniej w wymiarze opolskiego środowiska akademickiego.

                            Po drugie - godne uwagi są mechanizmy naukowej kariery obecnego prof. Kozery.
                            Gdy w 1969 r. starał się on o przyjęcie na studia doktoranckie w Warszawie,
                            opolska SB wysłała wówczas do MSW list polecający, w którym czytamy: „W wypadku
                            gdyby były trudności w przyjęciu z uwagi na brak miejsca, prosimy o ewentualne
                            poparcie”. Kozera dostał się na studia doktoranckie. Być może zabrakło wówczas
                            miejsca dla kogoś innego, kto nie miał poparcia SB. To bardzo ciekawy przyczynek
                            do historii środowisk naukowych w PRL (jako ilustracja mechanizmów mających
                            wpływ na kariery naukowe). Za udzielone mu poparcie Kozera odwdzięczył się
                            współpracując przez cztery lata z Wydziałem IV Departamentu III MSW w zakresie
                            inwigilacji warszawskiego środowiska filozoficznego. Za to także brał pieniądze
                            (zachowały się pokwitowania).

                            Po trzecie - oburzająca jest dwulicowość prof. Kozery. Rok temu Halina Żyła
                            ("Stasia") toczyła bój o to, by on właśnie wygłaszał odczyt o patriotyzmie i
                            wolności podczas uroczystej sesji rady miasta z okazji 11 listopada. Prof.
                            Kozera uważał, że ma do tego prawo. On - płatny współpracownik SB! Jak byśmy się
                            dziś czuli jako opolanie, gdyby faktycznie wystąpił wówczas z takim odczytem?
                            Mam nadzieję, że po ostatnich publikacjach na jego temat, nikomu już nie
                            przyjdzie do głowy, by dopuszczać go do podobnych zaszczytów. Choćby po to warto
                            ujawniać tajemnice przeszłości - żeby nie było w przyszłości podobnych skandali.

                            Oczywiście ma Pan rację, że nie można wszystkich TW czy KO stawiać na jednym
                            poziomie. Na pewno nie można zrównywać Kozery z takim np. Gilewiczem. Jest
                            zasadnicza różnica między płatnym donosicielem, czerpiącym osobiste korzyści ze
                            szkodzenia innym ludziom, a człowiekiem, który tylko pozorował współpracę,
                            przymuszony do tego szantażem. Każdy przypadek musi być rozpatrywany
                            indywidualnie i nie wolno szarżować z uogólniającymi osądami moralnymi. Bywam
                            ostro atakowany za takie podejście, czego przykład ma Pan również na tym forum.
                            Staram się jednak widzieć rzeczywistość taką jaka była, bez czarno-białych
                            szablonów i uproszczeń. Jeżeli widzę w danym przypadku jakieś okoliczności
                            łagodzące, to ich nie ukrywam, nawet gdyby komuś bardzo się to nie podobało.
                            Staram się być sprawiedliwy w swoich ocenach. Nie należę do tych, którzy
                            wykorzystują byle pretekst, by moralnie pastwić się nad ludźmi.

                            Pozdrawiam

                            Zbigniew Bereszyński
                            • Gość: Anka Bereszyński, Kozera, Kantor... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 21:14
                              Zajrzałam do "Indeksu" nr 1-2 z 2007 roku
                              www.indeks.uni.opole.pl/pdf/indeks-7576.pdf
                              znalazłam bardzo wyważony, sceptyczny by nie powiedziec krytyczny artukuł
                              Z.Bereszyńskiego na temat lustracji ("Ślepy zaułek lustracji?")

                              Polecam lekture wszystkim tym, którzy Bereszyńskiego uważają za ślepego
                              inkwizytora, mściciela, oszołoma...

                              W tym samym numerze przeczytać można felieton(?) Bartłomieja Kozery
                              ("Odtwarzanie czy tworzenie") w którym autor użala się nad upadkiem obyczajów,
                              kultury wśród studentów. Pisze Kozera o człowiczeństwie:
                              "(...) wierzyłem, iz istnieje cos takiego jak człowiczeńtwo. I w związku z tym
                              byłem przekonany, że należy tak żyć, aby to człowieczństwo zrealizować, że
                              trzeba sie spełnić (...) Teraz, gdym się posunął w latach, muszę z ta wczorajszą
                              swoją wiarą się pożegnac"

                              Co zachwiało wiarę Kozery w człowieczeństwo? Postepujaca barbaryzacja
                              objawiajaca się m.in. piciem przez studentów kawy na wykładach, tym, że siedzą w
                              "nieestetycznych pozach"...

                              W tym samym numerze pojawia się we wspomnieniach Leo Kantor...
                            • mieszaniec-zopola Re: Z tym Całką to mnie Pan zastrzelił 31.10.08, 22:22
                              Zdania nie zmieniam. Kozera i Żyłowa w świetle Pańskich rewelacji
                              jawią mi się jako zwykłe elementy PRLowskiej rzeczwistości.
                              Nie dostrzegam tam relatywnie wielkiego zła.
                              Wydaje mi się, że dzisiaj wielu prominentnych ludzi w POlsce czyni o
                              wiele więcej zła, robią to jawnie, w świetle kamer, przy akceptacji
                              dużej cześci społeczeństwa i przedstawicieli tzw. 4 władzy.
                              Czymże jest działalności KOzery wobec potworności kaczyzmu,
                              lepperyzmu i elpeeryzmu? Czemu się pastwią nad Wałęsą za Bolka, nie
                              dostrzegając ile zła ten człowiek uczynił będą prezydentem RP.
                              Falandyzacja prawa, esbek Kwiatkowski, Mnietek, Olingate, niszczenie
                              dziadka Turowicza, MIchnika, Mazowieckiego itd., itd.
                              Wracając na opolskie podwórka.
                              Nie sądzę, żeby Żyłowa cokolwiek wiedziała o przygodach KOzery z SB
                              i KOzera o Żyłowej. Łączenie ich wzajemnego popeirania się,
                              sugerujące solidarność agentów jest równie bezsensowne jak moje
                              hasło pod nickiem.
    • Gość: Jarek sprawa Kozery w NTO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.08, 21:08
      www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081025/POWIAT01/821253208
      Co na to Wyborcza?
      • Gość: Andrzej Szubert Panu Bereszyńskiemu w odpowiedzi... IP: *.pools.arcor-ip.net 26.10.08, 07:33
        Panie Bereszyński!

        Jest Pan osobą publiczną, autorem książek i artykułów w gazetach.
        Zasady demokracji są takie, że osobom publicznym można stawiać
        pytania i zarzuty. Do dobrego tonu należy udzielanie odpowiedzi.
        Nawet na niewygodne pytania czy zarzuty.

        Nie szerzę oszczerstw, a jedynie wyliczyłem – w moim przekonaniu
        świadomie zamieszczone przez Pana – przeinaczenia, przemilczenia czy
        wymyślone „fakty” w życiorysie kilku osób w Pańskim tekście o
        biuletynie „Nad Stobrawą”. Uważam, że zasadnie nazwałem to
        manipulacją faktami.
        Podpisując się imieniem i nazwiskiem, pełen obrazy majestatu,
        odmówił Pan dyskusji ze mną. Pisząc jako „antars”, udając postronną
        osobę, „dyskusję” Pan podjął. Produkując bezpodstawne oskarżenia i
        ataki na mnie a nawet na moją żonę.

        Czyżby brakowało Panu odwagi wystąpienia przeciwko mnie oko w oko,
        pod własnym nazwiskiem?
        Moje pytania i zarzuty przeciwko tekstowi napisanemu przez Pana (a
        nie przeciwko Panu jako osobie), nadal są aktualne.

        Jeśli Pan twierdzi, że prowadzę kampanię oszczerstw przeciwko Panu,
        dlaczego nie poda mnie Pan do sądu? Jeśli to, co Pan twierdzi jest
        prawdą, wygra Pan bez problemów proces o zniesławienie, a ja zostanę
        zmuszony do publicznego przeproszenia Pana.

        Na razie robi Pan wszystko, aby ta dyskusja przypominała zabawę
        w „głuchy telefon”.

        Postawa „strusia”, chowanie głowy w piasek, nieudzielanie odpowiedzi
        na moje pytania i zarzuty, zasłanianie się oskarżaniem mnie
        o „szerzenie oszczerstw” sprawy nie załatwiają.
        To nie ja a Pan wykazuje ewidentnie złą wolę. To nie ja, a Pan
        odmawia konstruktywnej, wolnej od pomówień, dyskusji.

        Andrzej Szubert


        Panie Bereszyński!

        Aby kolejny raz udowodnić Panu, że ja gotów jestem do rzeczowej
        dyskusji, odpowiadam na Pański post „w odpowiedzi na ataki” z
        25.10.08 godz. 15:33.

        W moim wątku o nic Pana nie pomawiam, a jedynie wyliczam to, co
        uważam za manipulacje.
        Nie wykazuję ani ewidentnie złej woli, ani zaślepienia. Po prostu
        opisuję i stawiam pytania.
        Pisze Pan, że należy przeciwstawić się kłamstwom i insynuacjom.
        Jeśli to, co ja napisałem rzeczywiście jest kłamstwem i
        insynuacjami, bez trudu byłby Pan to w stanie wykazać. A Pan ucieka
        od odpowiedzi, od podjęcia rzeczowej polemiki ze mną.

        Nie prowadzę żadnej prywatnej wojny przeciwko Panu, nie posądzam
        Pana o żadne „bezeceństwa”. Jeśli opisane przeze mnie manipulacje
        zrodziły się „wyłącznie w mojej chorej wyobraźni” to byłoby dla Pana
        dziecinnie prosto wykazać, punkt po punkcie, że to co napisałem jest
        nieprawdą.
        Nie próbuję się dowartościowywać, nie obrzucam błotem. Publicznie,
        publicznej osobie, podpisując się imieniem i nazwiskiem zadałem
        kilka pytań. Czekam na odpowiedzi, a nie na insynuacje, że to ja
        jestem oszczercą i insynuatorem.

        Dokumenty na temat agenturalnej działalności Ryszarda Gleicha
        istnieją naprawdę , a nie tylko w mojej chorej wyobraźni. Zostaną
        jeszcze opublikowane. Pan też nie za każdym razem publikuje wszystko
        od razu. Informując o tym na forum podpisałem się imieniem i
        nazwiskiem umożliwiając Ryszardowi Gleichowi podjęcie przeciwko mnie
        procedury prawnej, gdybym skłamał.
        Ryszard Gleich także może opublikować w internecie informację, że
        byłem agentem SB, podać mój pseudonim i podpisać się imieniem i
        nazwiskiem. Nie robi tego, bo wie, że podałbym go o zniesławienie do
        sądu.

        Nie wiem, dlaczego nazwał Pan to „praktyką godną NKWD, UB i SB.”
        Czyżby to naprawdę przypominało strzał w potylicę? Albo tortury? Czy
        też bezprawne uwięzienie bez możliwości obrony?

        Prosiłbym o mniej chwytliwej frazeologii, a więcej faktów, Panie
        Bereszyński.

        Jeśli faktycznie nie dorabia Pan nikomu życiorysów, to cóż
        prostszego, jak dołączenie do Pańskiego tekstu komletu materiałów
        źródłowych potwierdzających każdy opisany przez Pana fakt i
        szczegół. Czyż nie jest to najlepsza możliwość udowodnienia, że moje
        zarzuty są insynuacją?
        Pańska agresywna frazeologia nie zastąpi odpowiedzi na postawione
        przeze mnie pytania.

        Ze mną nie musi Pan dyskutować. Na moje zarzuty, jako osoba
        publiczna powinien Pan jednak odpowiedzieć. Unikaniem odpowiedzi
        przyznaje Pan się do tego, że moje zarzuty są prawdą.

        Andrzej Szubert
        • Gość: Andrzej Szubert Re: Panu Bereszyńskiemu w odpowiedzi... IP: *.pools.arcor-ip.net 26.10.08, 09:15
          Panie Bereszyński.

          Aby udowodnić, że gotów jestem do poważnej dyskusji składam Panu
          następującą propozycję.
          Wyraża Pan duże zastrzeżenia do strony „Nad Stobrawą” prowadzonej
          przez moją żonę.
          Proponuję:
          Najpierw Pan zadaje mi pytania dotyczące Pańskich wątpliwości i
          zarzutów pod adresem tekstów na tej stronie. Ja obszernie i
          wyczerpująco odpowiem na wszystkie Pańskie pytania, choćby była ich
          setka.
          Następnie zamieniamy się rolami.
          Ja zadaję Panu pytania dotyczące Pańskiego tekstu o biuletynie „Nad
          Stobrawą”, a Pan udziela mi obszernych i wyczerpujących odpowiedzi.
          Możemy do tego celu otworzyć oddzielny wątek prosząc administratora
          forum o usuwanie wszystkich obcych postów. Niech będzie to tylko
          dyskusja pomiędzy nami.

          Andrzej Szubert
        • z.bereszynski Re: Panu Bereszyńskiemu w odpowiedzi... 26.10.08, 10:20
          Napisałem, że nie zamierzam dyskutować z panem Szubertem, bo dyskutowanie z tym
          człowiekiem prowadzi do nikąd, a pomaga mu tylko publicznie zaistnieć. Nadal
          stoję na takim stanowisku i dlatego, to co tutaj napiszę, nie będzie wstępem do
          żadnej "dyskusji".

          W swoim tekście na temat biuletynu "Nad Stobrawą" wykorzystałem różne źródła
          informacji. Nie tylko zachowane dokumenty, bo tych jest niewiele, ale przede
          wszystkim relacje ustne osób, które miały osobisty związek z wydawaniem tego
          biuletynu. Pan Szubert nigdy nie zajmował się wydawaniem biuletynu "Nad
          Stobrawą" ani żadną inną działalnością wydawniczą. Wie tylko tyle, co usłyszał
          od innych. W szczególności nie ma on żadnej bezpośredniej wiedzy na temat
          działalności prowadzonej przez takie osoby jak Gleichowie czy Gilewicz z
          Deptułą. Wie (lub raczej - "wie") tylko to, co posłyszał i co w typowy dla niego
          sposób przetworzył w swojej pamięci. Ja rozmawiałem z tymi ludźmi osobiście. Nie
          mam żadnego powodu, by ich relacje uważać za mniej wiarygodne od tego, co
          opowiada pan Szubert. Tym bardziej, że fakt prowadzenia działalności
          wydawniczo-kolportażowej przez Gleichów i Gilewicza poświadczają w jednoznaczny
          sposób zachowane dokumenty z zasobów IPN, m. in. materiały prowadzonej do 1989
          r. sprawy operacyjnego rozpracowania krypt. "Zefir" (jednym z figurantów tej
          sprawy był Gilewicz). Fakt angażowania się Gilewicza w wydawanie nowej edycji
          "Nad Stobrawą" poświadczają także dokumenty przywołane przeze mnie w
          udostępnionym powyżej tekście opracowania na temat sprawy TW ps. "Piast".
          Zamiast pyskować, niech pan Szubert przeczyta uważnie tekst tego opracowania, a
          znajdzie tam odnośny cytat.

          Pamięć ludzka bywa zawodna, dlatego poszczególne relacje mogą różnić się w
          szczegółach. Minęło ćwierć wieku, niektóre osoby są w podeszłym wieku i po
          prostu mogą niedokładnie pamiętać te czy inne fakty. Stąd rozbieżności w
          relacjach, których czepia się tutaj pan Szubert z uporem godnym lepszej sprawy.
          Rozbieżności te dotyczą faktów o podrzędnym znaczeniu. Nie mają one większego
          znaczenia dla istoty sprawy. To, że Gleichowie i Gilewicz byli zaangażowani w
          podziemną działalność wydawniczo-kolportażową, jest niepodważalnym faktem. Nie
          zmienią tego faktu żadne sztuczki polemiczne pana Szuberta. O tym, że Ryszard
          Gleich i Wojciech Gilewicz prowadzili działalność wydawniczą, wspomina się nawet
          na własnej stronie internetowej Szubertów.
          www.nadstobrawa.za.pl/kluczborska%20s.html
          Jeżeli pisanie o wydawniczej działalności tych ludzi ma być dorabianiem im
          fałszywych życiorysów, to równie dobrze można by powiedzieć, że fałszywe
          życiorysy dorabiają im także Szubertowie na swojej własnej stronie internetowej.
          To, że pan Szubert stawia taki zarzut tylko w odniesieniu do mojej strony
          internetowej, nie patrząc na zawartość własnej strony internetowej Szubertów,
          najlepiej świadczy o jego zakłamaniu i złej woli.

          Pan Szubert przez szereg miesięcy okłamywał mnie, że Gleichowie i Gilewicz nie
          prowadzili żadnej działalności wydawniczej. Mam na to dowody w postaci e-maili,
          jakie przysyłał mi na przełomie lat 2006 i 2007. W ten przewrotny sposób
          wmanewrował mnie w swoją prywatną wojnę z Gilewiczem. Żałuję, że w tym
          konflikcie stanąłem w pewnym momencie po jego stronie i publicznie broniłem go
          przed atakami innych weteranów kluczborskiej "Solidarności". Dziś widzę, że pan
          Szubert na żadną obronę nie zasłużył, bo jest człowiekiem pełnym złej woli.
          Ostatecznie okazało się, że kłamał i nawet sami Szubertowie, jak już
          wspomniałem, na własnej stronie
          internetowej zmuszeni byli przyznać w końcu, że Ryszard Gleich i Wojciech
          Gilewicz byli jednak członkami "konspiracyjnej drukarni". Tak wygląda
          wiarygodność pana Szuberta jako źródła informacji. między innymi z tego powodu
          dyskusję z tym człowiekiem uważam za bezcelową.

          Pan Szubert bardzo chciałby zaistnieć jako osoba publiczna, choć moim zdaniem
          nie ma po temu szczególnych kwalifikacji. Jego sprawa - pod warunkiem jednak, by
          nie było to realizowane kosztem innych ludzi. On jednak, jak zwykle, stara się
          zaistnieć na zasadzie obrzucania błotem i dyskredytowania innych osób.
          Ciągnięcie "dyskusji" z tym człowiekiem ułatwiałoby mu tylko prowadzenie takiej
          działalności. Nie zamierzam w ten sposób dopomagać mu w realizowaniu jego
          chorych ambicji osobistych.

          Panu Szubertowi nie chodzi o historyczną prawdę. Odpowiadając na to, co
          napisałem w tym wątku, powtórzył swoją odpowiedź w innym, założonym przez siebie
          wątku. Tylko po to, żeby "podbić" ten drugi wątek, którego tytuł ma na celu
          zniesławianiu mojej osoby. To najwymowniej pokazuje, jakie są jego prawdziwe
          intencje. Ktoś, kto kto prezentuje takie nastawienie, nie zasługuje na to, by z
          nim dyskutować.

          Wyjaśnienia te nie są adresowane do pana Szuberta, lecz do osób postronnych,
          które mogłyby być zainteresowane treścią tego wątku. Z panem Szubertem nie
          dyskutuję i dyskutować nie będę. Mam wiele ważniejszej pracy do wykonania i nie
          będę tracić czasu na odpisywania na kolejne elaboraty tego człowieka.

          Zbigniew Bereszyński
          • Gość: Andrzej Szubert Re: Panu Bereszyńskiemu w odpowiedzi... IP: *.pools.arcor-ip.net 26.10.08, 11:10
            Panie Bereszyński

            Kiedyś podziwiałem Pana za odwagę, za zarzucenie płk. Urantówce
            zbrodniczej działalności. Dzisiaj nie ma Pan odwagi podjąć rzeczowej
            dyskusji ze mną. Wiem dlaczego. Z faktami opisanymi przeze mnie
            polemizować się nie da.

            Do tego nadal podaje Pan nieprawdziwe informacje. Nigdy nie
            zaprzeczałem udziałowi Gleicha i Gilewicza w „drugiej” konspiracji.
            Twierdziłem jedynie, że najniebezpieczniejsze zadania wykonywały
            inne osoby. „Ilościowy” udział R. Gleicha i W. Gilewicza jest
            niejasny, jednak mniejszy niż opisany przez Pana. Poza tym wyciąga
            Pan przedwczesne wnioski. Być może wypłyną jeszcze dokumenty, że
            brali oni udział w tej konspiracji na polecenie SB. Nawet do
            agenturalnej teczki Ryszarda Gleicha Pan jeszcze nie dotarł. Pańska
            wiedza jest b. niepełna.

            Do umieszczenia na stronie „Nad Stobrawą” informacji o
            konspiracyjnej działalności Gilewicza i Gleicha nikt administratora
            strony nie zmuszał. Dlaczego Pan zmyśla.

            Czy myśli Pan, że „argument” jakobym ja chciał wyłącznie „zaistnieć
            jako osoba publiczna” jest odpowiedzią na zarzut, że jest pan
            manipulatorem?

            Wiem, że odpowiedzi się nie doczekam.
            Uważałem jednak za mój obowiązek powiadomić czytelników forum o
            zaistniałym fakcie manipulowania przez Pana historią biuletynu „Nad
            Stobrawą”. A przede wszystkim o fakcie dorabiania konspiracyjnych
            życiorysów osobom nazwanym przez „Wyborczą” przywódcami podziemia w
            stanie wojennym w Kluczborku. Wśród nich jest dwóch agentów SB.

            Andrzej Szubert
            • Gość: Zibiss Re: Panu Bereszyńskiemu w odpowiedzi... IP: 89.108.208.* 26.10.08, 21:03
              Chory kraj latających teczek.
              • Gość: gościu Re: Panu Bereszyńskiemu w odpowiedzi... IP: *.chello.pl 26.10.08, 21:24
                Zgadzam się w całej rozciągłości.
      • Gość: M<'rek Kozera kontratakuje w NTO IP: *.xdsl.centertel.pl 27.10.08, 19:20
        www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081027/POWIAT01/900202498
        a Wyborcza milczy...
        • Gość: kim wlan Re: Kozera kontratakuje w NTO IP: *.eranet.pl 27.10.08, 20:04
          Co sądzicie o liście profesora do nto? Co pan sądzi, panie
          Zbigniewie?
          • z.bereszynski Re: Kozera kontratakuje w NTO 27.10.08, 20:44
            Prof. Kozera pakuje się w pułapkę bez wyjścia, próbując zaprzeczać łatwym do
            sprawdzenia faktom. Niemal wszystko, co napisał w swoim liście, mija się z prawdą.

            Nieprawda, że zwerbowano go jako 19-latka w 1964 r. Było to dwa lata później.
            Nieprawda, że współpracował z SB tylko przez cztery lata, a potem było 40 lat
            uczciwego życia. W rzeczywistości współpracował z SB w Opolu w latach 1966-69,
            potem z Wydziałem XIV Dep. III MSW w Warszawie do 1974 r. a w latach 1976-1979
            prowadził punkt kontaktowy dla SB w Opolu. Na to wszystko są dokumenty.

            Nieprawda, że nie brał pieniędzy. Brał wielokrotnie wynagrodzenie pieniężne, na
            co są dowody w postaci pokwitowań pisanych jego własną ręką (oryginały!).
            Dostawał też od SB upominki rzeczowe.

            Kręcąc i matacząc prof. Kozera przekreśla ostatnie szanse na choćby częściowe
            uratowanie twarzy. Sam pogrąża się do reszty.

            Wbrew temu, co napisał w swoim liście, nie czuję do niego nienawiści. Raczej mu
            współczuję. Nie chciałbym być na jego miejscu.

            Do tego, co napisał prof. Kozera, odniosłem się obszerniej w tekście przesłanym
            do redakcji NTO. Tekst ten powinien ukazać się pojutrze.

            Pozdrawiam

            Zbigniew Bereszyński

            • z.bereszynski TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy 29.10.08, 15:57
              www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081029/POWIAT01/861940005
              • Gość: ciekawy Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 20:07
                ciekawi mnie jakie pan Berezanski ma teraz samopoczucie, czy doznal
                wzwodu i orgazmu? Czy nastapil wytrysk i przyniosl chwilowa ulge.
                Ciekawe kogo jeszcze chce zniszczyc, bo chyba zdaje sobie sprawe, ze
                niszczy nie ustroj, nie system, nie metody, niszczy konkretnego
                czlowieka. Oj wstydz sie pan panie Berazanski.
                Zamiast po chrzescijansku wspolczuc i pochylic glowe nad dramatem
                pokolenia, ktore mialo to szczescie ze urodzilo sie w 1945 r. +-
                jeden dwa lata w te czy wewte i przyjmowalo komune jako cos swojego,
                pan sie bawi w pana Boga. Slyszec od ojca AK-owca, a dzialac w
                konkretnej sytuacji tu i teraz, a raczej tam i wtedy w PRL-u, to
                byly dwa odrebne byty.
                Pan Bereszanski wykazal sie paskudna cecha: lubi podpatrywac przez
                dziurke od klucza i lubi potem o tym opowiadac. To jest zboczenie,
                chorobliwa pasja, to jest zlosc do swiata upozowana i uzasadniona na
                cel ideowy. Goowno nam po takiej prawdzie. Skoro nie rozwiazano do
                tej pory problemu odpowiedzialnosci za tamten czas, nie osadzono
                tamtego systemu i jego ludzi, skoro pozostawiono to zadanie
                wylacznie historii, a wiec wlos z glowy nie spada tym ktorzy jak
                ojciec i wujek pana Michnika budowali tamten system zbrodni i
                uciemiezenia, to nie wolno niszczyc tych ktorzy stali sie tak na
                prawde ofiarami tamtych czasow.
                Wiecej milosierdzia katolicki narodzie polski. Szkoda ze nie ma
                naszego Papieza, moze oswiecilby chora z nieszczescia osobistego
                lepetyne pana Berezanskiego.
                A kto zna ten wie ze ma ci on leb nie od parady !
                Tfu !
                • z.bereszynski Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy 29.10.08, 20:37
                  Oj śpiochu, śpiochu, Twój styl jest nie do podrobienia. Ty naprawdę masz
                  osobistą obseję, a szukasz jej w innych. Pisz sobie na mój temat co chcesz, mam
                  to w głębokim poważaniu, ale nie mieszaj Papieża do swoich plugawych wypocin,
                  Panie Katolik...

                  Z.B.
                  • Gość: kazio Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 20:56
                    Wietrzenie wroga, szukanie i wzywanie jakiegos spiocha?? (who is
                    who?) nic tu nie da, i nic nie pomoze na zeswinianie sie publiczne
                    panie Bezecny. Idz sie pan wyspowiadaj i przepros natychmiast kogos
                    pokrzywdzil !
                    • z.bereszynski Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy 29.10.08, 21:16
                      Tak, tak... Marek, Mateusz, Łukasz i Jan też ciężko "zgrzeszyli" opisując w
                      swoich ewangeliach czyny niejakiego Judasza. Powinni byli całą sprawę
                      przemilczeć i schować pod korcem. Tylko wtedy nie było niestety Kazia/śpiocha i
                      nie miał kto ich zainspirować w tym kierunku. Tylko dlaczego Kościół już dwa
                      tysiące lat powiela ten "grzech" ewangelistów? Pomyśl Pan nad tym, Panie
                      Katolik...
                      • Gość: Bezecny-Ewangelist Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.08, 06:10
                        Ha ha ha ha !!! Wlasciwej dac rzeczy miarę, koniecznie !
                        No teraz juz wiemy co napedza pyche pana Bezecnego. On chce byc
                        takim wspolczesnym ewangelista, tworca eposu o sprawach PRL-u
                        widzianego przez pryzmat dziury klozetowej !
                        Nic dziwnego ze spod panskiego piora tchnie smrodem !
                        Pan Bereszczanski = EWANGELISTA ! No tego by nawet SB nie wymysliła,
                        a tam podobno same "ynteligentne" ludzie pracowaly !
                        Jak juz sie pan Berezynski porownujesz z ewangelistami (brawo
                        bis !), to siegnij do ich dzielek jeszcze raz i zobacz o czym oni
                        pisza.
                        Oni pisza historie Meki Panskiej !
                        Oni tworza leegende ktorej sila dziala juz 2000 lat.
                        Twoja Panie Bereszczynski prawda i pana jutro nikt nie bedzie
                        pamietal.
                        Wiec musisz dalej pluc zolcia i sikac kwasem. A pluj se.
                        Ludzi w Polsce coraz mniej obchodzi tamten PRL, bylo minelo.
                        • Gość: Barry Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy IP: *.punkt.pl 30.10.08, 08:07
                          To zawstydzające! Człowiek, który ujawnia prawde musi sie z tego
                          tłumaczyć. Tylu "dobrych katolików" czy może raczej "umoczonych" w
                          niezbyt chwalebne sprawki w okresie słusznie minionym?
                          • Gość: Anka Ignorujmy trolla ! IP: *.punkt.pl 30.10.08, 09:23
                            niech sobie pluje, jeśli musi.
                            Aż dziw, że jeszcze nie oskarzył Z. Bereszyńskiego o to, że namawia
                            Kozere aby poszedł w ślady Judasza i...

                            Takie zakały podpisujace sie róznymi nickami są i będą na prawie
                            kazdym forum, nie ma na to rady, jedyne chyba co mozna zrobic to
                            ignorowac ich.
                            • Gość: nemo dlaczego miałbym cię ignorować? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.08, 20:08
                            • Gość: gość Re: Ignorujmy trolla ! IP: *.pools.arcor-ip.net 30.10.08, 22:00
                              Anka, chyba jeszcze nie zauważyłaś, że ten wątek założył Z.
                              Bereszyński podpisując się jako "antars". Udawał postronną osobę i
                              zachwalał samego siebie jako demaskatora agentów. Na innych się
                              obraża, sam robi to samo.

                              koń trojański...
                              • Gość: M<'rek Re: Ignorujmy trolla ! IP: *.xdsl.centertel.pl 30.10.08, 23:14
                                Niejaki Andrzej Szubert jako "koń trojański" znowu zaczyna swoją prywatną wojnę
                                z Bereszyńskim. Tym razem będzie wspierał "Kazimierza". Grunt, żeby szkodzić
                                swojemu prywatnemu wrogowi. Żałosny przykład pieniactwa...
                                • Gość: gość Re: Ignorujmy trolla ! IP: *.pools.arcor-ip.net 31.10.08, 14:59
                                  Ksywę "koń trojański" nadał mi Z. Bereszyński. Nie próbowałem
                                  udawać, że koń trojański i ja to dwie osoby. Nie prowadzę z nim
                                  prywatnej wojny, tylko zapytałem go, dlaczego manipuluje faktami.
                                  To on jako "antars" udawał "postronnego", atakował mnie prowadząc ze
                                  mną prywatną wojnę o jego własną wiarygodność.
                                  Twoje "argumenty" (wspieranie przeze mnie "Kazimierza")
                                  przypominają "argumenty" antarsa (że jestem sprzymierzeńcem "Stasi").
                                  Czyżbyś był kolejnym wcieleniem tej samej osoby?
                                  • Gość: M<'rek Re: Ignorujmy trolla ! IP: *.xdsl.centertel.pl 31.10.08, 15:56
                                    Masz Gościu jakąś obsesję, a "detektyw"
                                    z ciebie jak z koziej d... trąba. Znajdź sobie Gościu jakieś pożyteczniejsze
                                    zajęcie.
                          • Gość: Garry Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.08, 14:11
                            Barry, pewnieś taki odwazny z racji poznego urodzenia !? Cala Polska
                            bedzie jeszcze przez 20-30 lat umoczona w PRL ! Jakbys nie liczył.
                            Niech ci sie sni jaki jestes czysciutki ! Buzi !
                • Gość: opolanka Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy IP: *.adsl.inetia.pl 30.10.08, 06:58
                  Tak się ciekawy przejąłeś losem tych co nie ze swej woli , ale
                  zmuszeni byli współpracować.I podpisali i brali pieniądze.
                  Piszesz , że Pan Bereszyński powinien iść do spowiedzi.
                  Również powinni się wyspowiadać ci wszyscy którzy mają na
                  sumieniu ,usłużalczość i proritety.A są katolikami.Spoowiedź by im
                  dobrze zrobiła.
                  Niech za pokutę rozdadzą na cele szczytne biednych emrytów i
                  rencistów ( bo głównie im szkodzili) to co w swoim życiu osiągneli.
                  I będzie kwita.
                  • Gość: opolanin Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.08, 18:33
                    Oczywiscie, oddac, pewnie pierzyne i koldre tez, a z czego beda zyc
                    i czym sie przykrywac zima to ciebie durna babo juz nie obchodzi?
                    Owszem spowiedz przydalaby sie wszystkim, po obu stronach. Ales ty
                    glupia opolanko !
                    Podpisali i brali pieniadze bo im sie wydawalo ze w slusznej sprawie
                    staja ! Taki to byl durny czas. Nieliczne jednostki myslaly inaczej.
                    Kto myslal inaczej byl traktowany jak wariat i zamykano do
                    psychuszki. W 1966 i 1967 myslec ze komuna sie zawali bylo
                    niesposob? Takich madrych nie bylo. Tych co z lat 40-tych te madrosc
                    jeszcze mieli dawno posadzono do Rawicza czy Wronek, a straznicy,
                    ktorzy ich pilnowali nalezeli do elity. Ich dzieci studiowaly za
                    granica w nagrode ! Prosze zapytac skad gwiazdor polskiej
                    pozniejszej opozycji znal tak swietnie francuski. Bo jako sekretarz
                    PZPR na Uniwersytecie Warszawskim zostal w nagrode wyslany na studia
                    na Sorbone ! A skad swietna znajomosc angielskiego u pewnego prof.
                    Longina zreszta? Bo tesciu Ochab wyslal zieciula do USA na 5 letnie
                    studia .
                    Wiec czepianie sie dzis biedakow, ktorzy tez uwierzyli ze socjalizm
                    zwyciezy, to po prostu zemsta z niskich pobudek, spsob na
                    zaistnienie, skoro nie mozna w swoim zawodzie. Ale to jest szarpanie
                    mniej niz pionkow. To sa szeldupki, a gdzie sa i co robia rekiny
                    tamtej zgraji ?
                    Przeciez te pionki tez przejrzaly po 1980 r. na oczy. Jak mogli to
                    zrywali kontakty. Sami dostrzegli pewna nadzieje, no i zaczynali zyc
                    z pasja, bo dopiero teraz bylo mozna.
                    Pisze to zeby niektorzy zrozumieli, ze w Polsce byl straszny czas !
                    Najpierw po wojnie mlodzi ideowi kominisci budowali nowy ustroj, nie
                    ogladali sie na tysiace ofiar, torturowano i zabijano bez pardonu
                    najlepszych Polakow patriotow. Kto to robil? Ojcowie i wujowie
                    ciotki i matki pokolenia opozycjonistow 68 r. To byla ta
                    mlodziez "bananowa", ktora zaznala komunistycznych przywilejow,
                    ktorzy "wiedzieli lepiej", bo jezdzili za granice, gdy narod zyl
                    uciemiezony. Dlaczego pan Michnik nie powie wuju wroc i stan przed
                    sadem, bys sie oczyscil !? Nie widzialem takiego artykulu pana AM, a
                    pioro ma dobre moglby to napisac. Wszystkie tematy w GW chodza,
                    tylko nie ten.

                    • Gość: opolanka Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy IP: *.adsl.inetia.pl 01.11.08, 04:42
                      Opolaninie nie będę ci komplementy serwować , jakiś ty mądry.
                      Głupi czy mądry ,co to ma do rzeczy , każdemu wolno się wypowiadać,
                      i ma prawo zajmować głos i pisać.Może w przyszłości bedzie lepiej.
                      Piszesz co oni mogą rozdać.
                      Pierzyny niech nie oddają,jak sa w posiadaniu , to napewno
                      pamiątka rodzinna w 100%.
                      Obecnie pierzyny nie są w modzie. Przeżytek, mole zżarły.
                      Napewno masz rację zgodzę się , że osoby które zostały zwerbowane
                      miały sie doskonale, robiły karierę wysyłane za pieniądze podatników
                      na studia zagraniczne . Natomiast wracając do kraju miały
                      zapewnione wysokie stanowiska (kierownicze) wysokie apanaże .
                      Za ich pośrednictwem stanowiska również otrzymywali rodziny
                      i znajomkowie.
                      W naszym narodzie od wieków , donościelstwo było potępiane.
                      Ile zła wyrządzili niektórzy takich zachowaniem.
                      Natomiast w komunie jak się chciało skompromitawać przeciwnika
                      i nie załatwić sprawy , to się wydawało o nim opinie.
                      To jest moja opinia , a ty zrobisz jak uważasz.
                      Tacy opiniujący dzięki współpracy mogli się nachapać i urządzić się
                      w życiu dobrze, siebie i rodzinę.A takich w całym kraju było tysiące.
                      No i bardzo dobrze , że taki Pan Bereszyński odważył się ujawnić
                      zachowania postępowań ludzi .
                      • Gość: wiedźma Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.08, 11:14
                        Do młodych, którzy przysłuchują się swarom na temat donosicielstwa: pamiętam
                        tamte czasy na WSP, byłam studentką, pamiętam, kto był ważny, kto był w łaskach
                        i czyje nazwiska było głośne bynajmniej nie z powodów wysokiej średniej. Wzywano
                        mnie na rozmowy, których celem było sondowanie poglądów w celu: co myślę o tym
                        czy owym i czy dam się zwabić, zwerbować do PZPR, schwytać w sieć, stać się
                        "swoim człowiekiem". Moje poglądy na temat października 56 wypowiedziane
                        spontanicznie i szczerze wobec uczelnianego sekretarza PZPR uratowały mnie przed
                        dalszym nagabywaniem. Stwierdzono, że jeśli mówię takie rzeczy, to jestem za
                        głupia do "inteligentnej" roboty.
                        Bo to się tak zaczynało, powoli, spokojnie, nienachalnie! Jak się ktoś nadawał,
                        rozpracowywano go dalej. Kaptowano ludzi nie tyle groźbami wobec dziadków,
                        ojców, pociotków, akowców, arystokratów, ile obiecankami ułatwiania kariery,
                        mieszkaniem, stypendiami (jesteś zdolny, co tam zdolny - genialny!, załatwimy
                        studia w Warszawie, za granicą, w najgorszym wypadku asystenturę w uczelni
                        itd.), zapewnimy dalszy rozwój, doktorat, habilitację (choćby w Moskwie, a tu
                        się tylko zatwierdzi). Przyszłość tych wybrańców była jasna i przewidywalna.
                        Reszta szła w Polskę, na rozkurz, na marniutkie posadki, kątem w wynajętej
                        klitce, a jak doktorat, to wieczorami, z pasji i zamiłowania, nie dla kariery.
                        Teraz wyolbrzymia się męczeństwo tych wybrańców (kto to sprawdzi i czy to w
                        ogóle można sprawdzić?) Ceną było donosicielstwo. Opłacane. ZGODY NA
                        DONOSICIELSTWO NIC NIE USPRAWIEDLIWIA. NIC. Można było odmówić, nikt za to nie
                        szedł na Sybir, z psychuszką też przesada. Tłumaczenie, że się nikomu
                        donoszeniem nie zaszkodziło, jest złudne. Wiadomo, efekt motyla. Tym, którzy
                        poszli na lep oferowanych korzyści, można współczuć, bo przeżyć życie ze
                        świadomością, że przekroczyło się granicę przyzwoitości, krzywdząc innych
                        świadomie i za pieniądze, jest czymś niewyobrażalnie okropnym. Ale trudno
                        przebaczyć. Bo w gruncie rzeczy donosiło się na ludzi z najbliższego otoczenia,
                        kolegów z pracy, przyjaciół, znajomych. Powtarzam, można było odmówić i nie szło
                        się za to na szafot.
                        • Gość: Bella Re: TW ps. "Kazimierz" - dowody współpracy IP: 77.252.18.* 01.11.08, 12:53
                          Masz rację Wiedźmo! I nie trzeba nic dodawać do Twojej wypowiedzi. Mogę tylko
                          potwierdzić, że w moim instytucie było (jest?) podobnie. Mnie także trzykrotnie
                          proponowano wstąpienie do jedynie słusznej partii. Brak entuzjazmu do tego
                          pomysłu z mojej strony spowodował,że do sprawy więcej nie wracano.Czy mi to
                          zaszkodziło? Nie wiem. Na pewno nie pomogło. Przykro jednak, że w "grupie
                          sprawującej władzę" dzisiaj jest wiele osób, których kariery niekoniecznie
                          wynikały z ich osiągnięć naukowych. Na szczęście nie dotyczy to nowej Pani
                          Rektor :)
      • Gość: M<'rek Re: sprawa Kozery w NTO IP: *.xdsl.centertel.pl 28.10.08, 18:27
        W NTO kolejne informacje na temat TW Kazimierz:
        rudnik.redblog.nto.pl/2008/10/28/nikt-nie-jest-panem-bogiem/
        A Wyborcza dalej milczy...
        • Gość: czytelnik Re: sprawa Kozery w NTO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.08, 18:49
          I dobrze. Bereszyński to Ukleja tylko w szatach pseudohistoryka
          • Gość: Bella Re: sprawa Kozery w NTO IP: 77.252.18.* 01.11.08, 13:06
            www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081029/POWIAT01/861940005&SearchID=73334747143275
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka