Dodaj do ulubionych

Wystawa opolan z Mikołajem

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.08, 17:29
Po pierwsze brawo za cenną inicjatywę. W naszej świadomości funkcjonuje już
dość mocno przekonanie, że wykasowaliśmy w zbiorowej pamięci historię tej
ziemi przed 1945. Do mało kogo dociera jednak, że właśnie idzie na zatracenie
historia PRL. Jako redaktor "Beczki" stykam się często z problem niemożności
ustalenia faktów z dziejów okolicy po 1945. Nie chodzi przy tym o historię
jakichś tajnych służb etc. Dziś często nie da się ustalić, kiedy np. utworzono
w jakiejś wsi GS i kim byli założyciele. Od czytelniczki ze Starych Siołkowic
otrzymuję np. zdjęcie przedstawiające Rosenmontag organizowany przez GS
Popielów w 1963 lub 1964. Dla mnie to bardzo cenna informacja, bo okazuje się,
że w latach 60. GS mógł zorganizować Rosenmontag.
Ta sama czytelniczka przysłała mi zdjęcia z wycieczek organizowanych przez GS
Popielów. Jedno przedstawiało wesołych wycieczkowiczów w Wieliczce. Było z 12
sierpnia 1956. Dziś patrzymy na 1956 w sposób mocno zafałszowany przez
współczesną propagandę. Dlatego to zdjęcie, z trzymaną przez wycieczkowiczów
datą, uznałem za cenne i dałem je na okładkę.
O latach PRL najgłośniej mówią dziś propagandyści. Nacisk kłamliwej propagandy
jest tak silny, że nawet ludzie, którym do głowy by nie przyszło uczestniczyć
w zafałszowywaniu historii, mimowolnie ulegają presji i powielają nieprawdy.
"Mimo że próbowano nam mówić, że przychodzi do nas Dziadek Mróz, to jednak
jego strój nie przypominał tak jak dziś czerwonego krasnala z coca-coli. Miał
na głowie biskupią tiarę, no i jednak budził respekt" - stwierdzenie to jest
prawdziwe o tyle, że faktycznie miały miejsce próby wprowadzenia Dziadka Mroza
zamiast św. Mikołaja. Wydaje mi się jednak, że były to próby tak niesłychanie
rzadkie, iż nie można o nich mówić bez zastrzeżenia, że były jakąś niebywałą
rzadkością. W mojej pamięci zostało np., że w okresie kilku tygodni przed św.
Mikołajem w sklepach papierniczych można było kupić za grosiki kolorowe
nalepki z głową św. Mikołaja (biskupa). Naklejało się je na paczki, lub gdzie
kto chciał. Wydaje mi się też, że piekarze piekli pierniki w kształcie św.
Mikołaja, które w miejscu głowy miały tę właśnie naklejkę głowy świętego.
Byłby to chyba ciekawy temat pracy magisterskiej z historii, zbadanie np. dla
lat 1950-1980 z jaką częstością w artykułach, zamieszczanych w czołowych
gazetach i czasopismach PZPR, pojawia się w poszczególnych latach św. Mikołaj,
Mikołaj i Dziadek Mróz.
"I te prezenty... Pachnąca pomarańcza, czyli owoc pożądania, i czekolada,
której przecież nie było w sklepach" - ten fragment też budzi wątpliwości.
Kłamliwa propaganda wpiera nam, że w PRL nic nie było w sklepach. To nie jest
prawda. Co do tego mam pewność, bo zbyt dobrze wiele rzeczy pamiętam.
Pomarańcze chyba rzeczywiście były w sklepach tylko na święta, ale z tą
czekoladą to już nie do końca tak.
Zanim o czekoladzie, to najpierw o mięsie. Jednym z moich najstarszych
wspomnień jest przygoda, chyba z 1959. Chodziłem wtedy do przedszkola
(1957-1960) w Opolu na Strzelców Bytomskich. Mama pracowała w Urzędzie
Wojewódzkim (wtedy PWRN) do 15.00. Po pracy szła po mnie i rodzeństwo do
przedszkola. Zanim przyszła i my ubraliśmy się, musiała być co najmniej 15.30.
W drodze do domu wstępowaliśmy często do rzeźnika (tak wtedy mówiono na sklepy
mięsne), który mieścił się na przeciwko obecnej siedziby Radia Opole. Dziś
jest tam jakiś inny sklep. Któregoś dnia poprosiłem mamę, bym mógł podbiec do
rzeźnika i sam zamówić, a mama tylko zapłaci. Mama zgodziła się. Zapytałem, co
zamówić. Mama powiedziała, że cielęcinę, jeśli jest. Z tego zrozumiałem, że
może nie być. Zapytałem więc, co zamówić, jeśli nie będzie. Mama powiedziała,
że wołowinę na pieczeń. A jeśli wołowiny też nie będzie? - asekurowałem się.
To zapytaj o schab. To mi wystarczyło, bo uznałem, że z trzech rzeczy co
najmniej jedna musi być. Pobiegłem do sklepu i zapytałem o cielęcinę. Nie ma -
odpowiedziała sklepowa. A wołowina na pieczeń? - zapytałem. Też nie ma. A
schab? - Też nie ma. I to zbiło mnie z tropu. W sklepie nie było żadnego
klient (mam ten obraz wyraźnie w pamięci). Na hakach wisiało jakieś mięso i
jakieś wędliny, ale nie mogłem o nic poprosić, bo wyczerpałem instrukcję od
mamy. Stałem więc naprzeciw lady i nie wiedziałem, co zrobić. Po krótkiej
chwili sklepowa powiedziała do mnie: A ty to tak chciałbyś samych luksusów! -
i zaczęła się śmiać razem z drugą sklepową. Poczułem się głęboko urażony i
pewnie to był powód, dla którego zapamiętałem tę sytuację. Chwilę później
przyszła mama. Kupiła jakieś mięso w kawałku, drugie kazała zmielić w maszynce
(w tamtych czasach w sklepie nie było gotowego mielonego, tylko na oczach
klienta mielono to, co sobie wybrał), kupiła też jakieś wędliny i poszliśmy do
domu. Gdy dziś słucham, że w PRL były u rzeźnika puste haki, to wiem, że to
nie do końca jest prawda. Były okresy, w których mięso było i były okresy, w
których go nie było. Warto zbadać ten temat i określić kiedy był który okres.
Z czekoladą jest podobnie. Mam z PRL wiele wspomnień związanych z czekoladą,
ale nie potrafię jednoznacznie umiejscowić ich w czasie. Musiały być liczne i
stosunkowo długie okresy, w których czekolada była dostępna, bo to pamiętam,
choć relatywnie była ona dużo droższa niż dziś. Też warto zbadać jakie były
możliwości kupna czekolady w poszczególnych latach PRL, zarówno gdy chodzi o
zaopatrzenie, jak i o cenę.
W telewizji jest jakiś program, poświęcony latom PRL, który prowadzi Bronisław
Wildstein. Nie oglądam go stale, ale czasem, gdy przypadkowo włączę, to nie
przeskakuję od razu na inny kanał, tylko staram się posłuchać chwilę, by
zorientować się, o czym mowa. Ostatnio trafiłem na rozmowę z prof. Bożykiem.
Zaraz na wstępie rozmowy doszło do jakiegoś spięcia między Wildsteinem a
Bożykiem. Nie mogę wiernie przytoczyć jak to wyglądało, ale mniej więcej tak:
Wildstein mówił coś, z czego wynikało, że strajki wybuchały w PRL
spontanicznie, gdy społeczne niezadowolenie osiągało szczególnie wysoki
poziom. Prof. Bożyk żachnął się, że przecież nie można wierzyć w brednie o
spontanicznych strajkach, że strajki były formą rozgrywek organizowanych przez
różne odłamy obozu władzy. Wildstein coś tam oponował, a Bożyk dodał, że gdy
ktoś jest na etapie wiary w spontaniczne strajki, to dyskutowanie z nim o
latach PRL jest pozbawione sensu i jemu nie chce się w czymś tak niedorzecznym
uczestniczyć. Miałem nadzieję, że to mimo wszystko początek solidnej dyskusji,
a nie, jak zwykle, propagandowe dyrdymały. Okazało się jednak, że to był
koniec dyskusji, bo nastąpiła przerwa, a potem pojawił się kolejny rozmówca,
zapewne spec od propagandy. Z żalem zmieniłem kanał.
Trochę się rozpisałem, ale chciałem uzasadnić, że inicjatywa z tymi
mikołajowymi zdjęciami jest bardzo cenna. To taki maleńki kamyczek, który może
posłużyć do budowania prawdziwszej historii PRL, niż propaganda, którą nas się
wciąż karmi.
Obserwuj wątek
    • Gość: rutra Re: Wystawa opolan z Mikołajem IP: *.adsl.inetia.pl 22.02.09, 17:51
      Panie Badura-nie cenię Pana jako redaktora-"Beczka" jest brukowcem i niech tak zostanie-ale te zachwyty nad PRL-em-to już lekka przesada-gdyby Pan dostał kilka razy pałą od obrońców sytsemu-to może takich głupot nie byłoby na tym forum-ale jak się trzyma z byłymi TW(gmina Popielów-myślę,że dokładnie wie Pan o kogo chodzi)-to można tylko wygładzać historię-z czego Pan się cieszy-z tego, że władza pozwoliła na słowo -Mikołaj??mam nadzieję,że w końcu zejdzie Pan ze sceny publicznej...amen
      • Gość: est. Re: Wystawa opolan z Mikołajem IP: *.dip.t-dialin.net 22.02.09, 17:59
        kto to jest ten "caly"Badura,ktory wypisuje te panegiryki dla PRL-u?
        troche wypadlam z konwencji i nie za bardzo sie orientuje...:(
        • Gość: ? Re: Wystawa opolan z Mikołajem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.09, 20:16
          To niewątpliwie ciekawa postać. Mogłaby być przedmiotem badan psychiatrycznych
          poświęconych autosugestii, manipulowaniu wspomnieniami, wyparciom i
          zaprzeczeniom. Na dodatek grafoman.
          Panie Badura: czekolada owszem była. Wtedy, gdy władze zaciągały kolejne
          "konsumpcyjne" kredyty na zachodzie. Jestem trochę młodszy, ale pamiętam, jak na
          początku lat siedemdziesiątych odmawiałem jedzenia banana, bo mi się już
          zwyczajnie przejadł. Ale to była chwila peerelowskiej rozpusty, a potem? Bida,
          Panie, bida. Cynaderki, płucka i inne świństwa sie jadło. Więc nie pisz tu Pan
          tych swoich peanów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka