henrykkreuz
16.02.04, 14:45
Kto nie dorósł do ordynacji
Wiele środowisk w Polsce uznaje, że ratunkiem dla stanu polityki w naszym
kraju jest większościowa, jednomandatowa ordynacja wyborcza. Obowiązująca
dziś ordynacja proporcjonalna oferuje obywatelowi szereg list partyjnych w
większości z anonimowymi dla niego nazwiskami. Władze partyjne decydują, kto
i w jakiej kolejności na nich się znajdzie. W znacznie mniejszych, niż
obecne, jednomandatowych okręgach wygrać mógłby tylko jeden kandydat, a więc
obywatel wybierałby nie tylko partię, ale i konkretną osobę. Partie musiałyby
się dużo bardziej liczyć z odczuciami głosujących, a więc sfera ich
arbitralnych decyzji zostałaby znacznie ograniczona.
Parlament wyłaniany w takich wyborach byłby dużo bardziej stabilny. IV
Republika francuska była krajem znanym ze swojej niestabilności, po
wprowadzeniu wraz z V Republiką ordynacji większościowej, stała się systemem
wzorcowo stabilnym.
Prezydent stwierdził, że "nie dorośliśmy jeszcze do ordynacji
większościowej". Można by odnieść wrażenie, że to duża część polityków
polskich nie dorosła nie tylko do ordynacji większościowej, ale i demokracji.
Argument, że ordynacja większościowa jest bardziej demokratyczna, gdyż więcej
ugrupowań trafia do parlamentu, jest nonsensowna. Można by na tej zasadzie
postulować dowolne zwiększanie liczby parlamentarzystów, co z pewnością nie
spowodowałoby akceptacji wyborców. Argument, że w konstytucji zapisaną mamy
ordynację proporcjonalną, świadczy tylko o kolejnym jej błędzie i o tym, że w
dużej mierze pisana ona była pod potrzeby polityków, a nie całości
społeczeństwa.
Bronisław Wildstein