roman_j
27.01.06, 22:25
Skoro są dwie sprzeczne relacje na temat sytuacji w schronisku, to trzeba
zastanowić się, jakie interesy mają obie strony. W poprzednim artykule
zacytowano panią kierownik schroniska, która twierdziła, że TOZ ma chrapkę na
jej stołek. Według mnie to nie jest posada marzeń, więc jakoś trudno mi
uwierzyć, żeby ktoś ostrzył sobie zęby na to stanowisko. Dlatego nietrudno mi
uwierzyć w wersję TOZ. Natomiast jak to wygląda ze strony firmy SITA? Firma,
jak każda, działa według reguł rynku i dwóch podstawowych zasad: ma
minimalizować koszty i maksymalizować zysk. Łatwo sobie wyobrazić, jakie
skutki może to mieć, jeśli jednym ze "środków" do wypracowywania zysków ma być
schronisko dla zwierząt. Utrzymanie zwierząt kosztuje, więc lepiej je usypiać
lub zaniedbywać (wtedy może same zdechną i będzie po problemie). Żadnych
inwestycji, bo przecież się nie zwrócą, a są to koszty. Nie przekonuja mnie
podane wczesniej informacje, że w schronisku przeprowadzono kontrole, które
nie wykazały nieprawidłowości. Znając metodologię przeprowadzania kontroli w
naszym kraju, kierownictwo schroniska zapewne wiedziało o niej z
wystarczającym wyprzedzeniem, żeby się do niej przygotować. A sama kontrola
pewnie ograniczyła się do kurtuazyjnego wypicia kawy w gabinecie kierowniczki
i miłej pogawędki np. o tym, jak ciężko dziś trzeba pracować za jakie małe
pieniądze. A zwierzęta? A kogo w tym wszystkim obchodzą zwierzęta?