Dodaj do ulubionych

Pan mec. Hejmowski...

IP: *.akademiki.uni.torun.pl 18.01.05, 19:43
witam serdecznie, pamieta ktos z was o mecenasie Hejmowskim?
mieszkal kiedys chyba na ul. Slowackiego, a niedlugo kolejna rocznia jego
smierci.
moze nalezaloby nazwac jego imieniem jakas ulice, najlepiej kolo czerwca
1956.
czesc Jego pamieci...
Obserwuj wątek
    • pan.nikt Re: Pan mec. Hejmowski... 18.01.05, 19:56
      Możesz przyblizyć postać.
      Kto to był???
      • Gość: monte83 Re: Pan mec. Hejmowski... IP: *.akademiki.uni.torun.pl 18.01.05, 20:08
        coz, w sumie nie ma o nim zadnych opracowan-no moze tylko w radzie adwokackiej
        tam cos maja.
        byl adwokatem i wielkim czlowiekiem.
        kazdy chyba slyszal o procesie robotnikow czerwca...bylo kilka tych procesow
        ale mecanas Hejmowski bronil zdaje sie w tzw. procesie trzech.
        to on wypowiedzial slowa :
        " nie karmi sie kulami ludzi, ktorzy wolaja o chleb"
        nie wiem ale mysle, ze zapomniano o tym mecanasie tak jak o innych adwokatach,
        ktorzy raczej za darmo bronili robotnikow...a szkoda bo za rok mamy
        50rocznice...
        moze nalezaloby sobie przypomniec o nich?
        odsylam do gazety woborczej, do archiwum, tam o nim pisali.
        na marginesie, pan mecenas przyplacil obrone robotnikow szykanami od
        komunistow, tak,tak, od tych samych skad wywodzi siepan kwasniewski czy
        milller,czy nawet tzw postkomunistow firmuje pan belka.
        a te szykany doprowadzily do smierci niemal w osamotneniu, a przynajmniej w
        nieciekawej atmosferze bo na pogrzeb malo ludzi przyszlo...prawie nikt.
        aha, czemu poruszam ten motyw? nie jestem z poznania a nawet jestem z innego
        wojewodztwa ale zazdroszcze poznaniakom takiego bohatera.
        • pan.nikt Re: Pan mec. Hejmowski... 18.01.05, 20:20
          Piszesz, że zmarł w zapomnieniu dwa lata temu, czyli po 13 latach III rzekomo
          sprawiedliwej RP.
          No cóż, to daje pojęcie o tej sprawiedliwej RP, gdzie bohaterami sa konfidenci,
          gdzie konfidenci wypinają piersi do orderów za kombatanctwo.

          AŻ CIARKI MNIE ZE ZŁOSCI PRZECHODZĄ.

          Nie wiem, jaki jest Twój stosunek do sprawy mecenasa, ale może masz szanse
          zebrać kolegów, klientów mecenasa i rzcz opublikować.

          MOŻE DOGADCIE SIĘ Z GW??

          Jaka jest, taka jest, ale może kupi temat??
          Bo w końcu najgorsza nie jest.
          (fakt, że ma najlepsze i najbardziej tolerancyjne forum)
          • pan.nikt Re: Pan mec. Hejmowski... 18.01.05, 20:21
            sorry coś źle odczytałem kiedy umarł.
            No włąśnie KTÓRA ROCZNICA ŚMIERCI??
            • pan.nikt Re: Pan mec. Hejmowski... 18.01.05, 20:29
              oK JUŻ WIEM W 1969, CZYLI NIE DOŻYŁ IIIRP.
              Czyli mój poprzedni post był nie na temat.
              Nie na temat mecenasa, jako, że poruszony problem w odniesieniu do innych osób,
              niestety istnieje.

              www2.tygodnik.com.pl/tp/2817/felmusierow.php
              www.adwokatura.pl/aktualnosci_memori_7803.htm
              www.ipn.gov.pl/wp_kom_270603_czerwiec56.html
              i inne
              • monte83 Re: Pan mec. Hejmowski... 19.01.05, 18:53
                no wlasnie, widze ze trafiles do dobrych linkow:)
                jak czytam o nim to mnie krew zalewa, ze teraz komunisci zadza...............
                precz z komuna.
          • redakcja Re: Pan mec. Hejmowski... 19.01.05, 19:07
            Wklejam reportaż opublikowany przez GW 29.06.2001

            ZŁOTOUSTY I CHULIGANI
            Przed wojną bronił komunistów, po wojnie - gauleitera Kraju Warty, a w 1956 -
            uczestników poznańskiego Czerwca. O mecenasie Stanisławie Hejmowskim pisze
            PIOTR BOJARSKI
            Kiedy w 1971 r. Małgorzata Musierowicz wprowadzała się z mężem do wielkiego
            mieszkania po Stanisławie i Łucji Hejmowskich na poznańskich Jeżycach, w
            spiżarni odkryła wąską paczuszkę na kiju. - W środku była gazeta z października
            1957 r., a w niej ciasno zwinięta flaga narodowa - opowiada pisarka.
            Dlaczego mecenas Hejmowski schował biało-czerwoną flagę w komórce?
            Zaledwie rok wcześniej, w październiku 1956 r., bronił robotników oskarżonych o
            wystąpienie z bronią w ręku przeciw władzy ludowej. Jego przemówienia w sądzie
            komentowało całe miasto. Przed jego mieszkaniem poznaniacy kładli kwiaty.
            Filharmonia Poznańska i Opera przysłały mu bilety na cały rok. A kiedy
            Hejmowski wracał do domu taksówką, na pytanie "Ile płacę?" usłyszał od
            kierowcy: "Nic. Pan mecenas już zapłacił".
            Słabsza strona
            Zdał maturę w piotrogrodzkim gimnazjum w 1918 r. Miał 18 lat, a za sobą
            dzieciństwo w kurlandzkiej Libawie, rewolucję lutową i przewrót bolszewicki. Z
            religijnego katolickiego domu wyniósł przykazanie pomagania słabszym. Śladem
            ojca Konstantego w 1924 r. ukończył prawo i nauki polityczne na Uniwersytecie
            Warszawskim, a w 1931 r. obronił doktorat w Poznaniu. Znany prawnik poznański
            Kazimierz Garszyński w życiorysie Hejmowskiego, który zachował się w Okręgowej
            Radzie Adwokackiej, pisał: "Najistotniejszą cechą charakteru dr. Hejmowskiego
            było poczuwanie się do obowiązku pomagania słabszym i potrzebującym pomocy
            prawnej".
            Za "stronę słabszą" uważał kupców żydowskich, których bronił w sporach z
            urzędnikami i nieuczciwą konkurencją, oraz członków zdelegalizowanej
            Komunistycznej Partii Polski. Hejmowski miał wówczas opinię jedynego adwokata w
            Poznaniu, który bronił ich dobrowolnie. W silnie endeckim mieście nie
            przysparzało mu to sympatii.
            Sprawy polityczne, zwłaszcza o przynależność do KPP, były z zasady przegrane.
            Czasem jednak Hejmowskiemu udawała się obrona, jak np. lekarza Mariana
            Płockiego w 1932 r. Prasa endecka rozpisywała się o Płockim, że jest Żydem, ma
            na imię Moszek, a jego matka - Ruchla. Hejmowski nie próbował negować udziału
            lekarza w KPP, ale skupił się na jego zasługach, przypominał np., że Płocki
            leczył bezpłatnie powstańców wielkopolskich i legionistów. "Tak postępował na
            co dzień, jak prawdziwy biblijny samarytanin, lekarz Moszek Płocki, syn
            Ruchli" - zakończył mowę obrończą. Płocki został uniewinniony.
            Adwokat Greisera
            We wrześniu 1939 r. Hejmowski z powodu złego stanu zdrowia nie został
            zmobilizowany. W grudniu 1939 r. trafił do Warszawy. Wpisał się na listę
            adwokatów, ale w zawodzie nie pracował (w Generalnym Gubernatorstwie do 1944 r.
            działały polskie sądy zajmujące się sprawami cywilnymi mniejszej wagi, np.
            sporami majątkowymi). Zatrudnił się w Hurtowym Składzie Papieru, którego
            właścicielką była Łucja Standar (później jego druga żona). Według Garszyńskiego
            w hurtowni nocowali uciekinierzy z getta.
            W ankiecie personalnej z 1951 r. Hejmowski przyznał się do udziału w rozpisanym
            przez Niemców sondażu na temat usunięcia Żydów z polskiej adwokatury
            (prawdopodobnie w 1940 r.). "Prawo polskie nie daje podstaw prawnych (...)" -
            napisał wówczas.
            W teczce Hejmowskiego w Radzie Adwokackiej w Poznaniu zachowała się decyzja
            Komisji Weryfikacyjnej adwokatów z 1948 r. o umorzeniu postępowania w sprawie
            rzekomego "niegodnego zachowania" Hejmowskiego w czasie wojny. O jakie
            zachowanie chodziło - dokument nie wspomina.
            Hejmowski nie konspirował, nie walczył w Powstaniu Warszawskim. Po jego upadku
            trafił do Zakopanego, tam doczekał wejścia Rosjan. Togę adwokata założył
            ponownie w 1946 r. - Najwyższy Trybunał Narodowy wyznaczył jego i innego
            poznańskiego adwokata Jana Kręglewskiego na obrońców z urzędu Arthura Greisera,
            gauleitera Warthegau (Kraju Warty). Hejmowskiego wybrano m.in. z racji
            znajomości języka niemieckiego - perfekcyjnej, choć wyniesionej ze szkoły
            (wywinął się z łapanki, naśladując berliński akcent, z jakim mówił pilnujący go
            Niemiec).
            Hejmowski nie chciał bronić Greisera, bo stracił w czasie wojny dwóch braci -
            jednego we wrześniu 1939, drugiego w obozie. Prosił Bieruta o wyznaczenie kogoś
            innego. - Bierut odpowiedział, że dla dobra Polski Greisera musi bronić świetny
            adwokat, aby uniknąć podejrzeń, że to fikcyjny proces - wspomina mecenas
            Zbigniew Standar, bratanek drugiej żony Hejmowskiego.
            Arthura Greisera oskarżono o dążenie do fizycznego wyniszczenia narodu
            polskiego w Wielkopolsce. W czasie wojny zorganizował system wywózek Polaków do
            Generalnego Gubernatorstwa, przygotował budowę obozu w Chełmnie nad Nerem, w
            którym zgładzono ok. 300 tys. Żydów, wprowadził drakońskie restrykcje dla
            Polaków. Greiser był tak gorliwy w wypełnianiu woli przełożonych, że władze III
            Rzeszy chciały, by zastąpił "zbyt łagodnego" szefa Generalnego Gubernatorstwa
            Hansa Franka. "Ziemia polska może być dla Greisera tylko grobem" - zawyrokował
            w mowie oskarżycielskiej prokurator Jerzy Sawicki.
            Hejmowski wiedział, że Greiser będzie wisiał, ale swoje zadanie traktował
            serio. "Niemcy skazaliby go na śmierć, ale gdybyśmy mieli zrobić tak, jak
            Niemcy, nie mielibyśmy moralnego prawa ich sądzić" - argumentował.
            Adwokat Jan Turski, w 1946 r. student prawa, chodził do Auli Uniwersyteckiej na
            proces gauleitera. - Sala zawsze była pełna. Procesem interesowała się też
            zagranica, bo to przecież Amerykanie wydali nam Greisera - opowiada.
            Na świadków Hejmowski powołał polskich pracowników gauleitera (m.in. jego
            gospodynię), których Greiser traktował po ludzku. Próbował udowodnić, że
            gauleiter był "figurantem" w faszystowskim systemie totalitarnym i zgodnie z
            literą polskiego kodeksu karnego wojskowego z 1944 r. nie ponosi
            odpowiedzialności za wykonywanie rozkazów dowódców. Hejmowski podawał też w
            wątpliwość, czy głowa państwa (Greiser był niegdyś prezydentem Senatu Wolnego
            Miasta Gdańska) może być sądzona przez sąd innego państwa.
            Mec. Turski wspomina: - Pamiętam, jak Hejmowski przemówił: "Hitlerowskie Niemcy
            są pokonane. Ale czy nam się podoba, czy nie, Niemcy będą istnieć zawsze. Będą
            nawet w ONZ. Niedobrze by było, gdyby ten nowy okres w historii Niemiec
            zaczynać od szubienicy". On był wspaniałym mówcą!
            Greiser został jednak skazany na śmierć i powieszony 21 lipca 1947 r. na
            stokach poznańskiej Cytadeli.
            Wydaje się, że Greiser miał szacunek dla rzetelnej pracy swojego obrońcy. W
            przeddzień egzekucji poprosił adwokata o wstawiennictwo, by go nie wieszano,
            lecz - po żołniersku - rozstrzelano. Władze odmówiły.
            - Hejmowski mówił o Greiserze niechętnie - wspomina Henryk Ladorski, w latach
            50. sąsiad adwokata. - Sam nie podjąłby się tej obrony, ale powiadał, że musi
            bronić, bo to jego zawód.
            Glejt do obozu
            Osiem lat młodszą od siebie Łucję Standar, Hejmowski poznał w Poznaniu jeszcze
            przed wojną. Zakochał się od pierwszego wejrzenia. Mecenas Zbigniew Standar,
            bratanek Łucji, nie dziwi się: - Ciotka była jedną z najpiękniejszych kobiet,
            jakie znałem. Po Powstaniu Warszawskim Łucja Standar trafiła do obozu. - Wuj za
            pieniądze załatwił sobie glejt, pojechał do obozu jako niemiecki urzędnik i
            wyciągnął ciotkę - opowiada Zbigniew Standar. - Kiedy opowiedział tę historię
            Greiserowi, ten nie mógł uwierzyć w jego odwagę.
            Związek z Łucją był przyczyną rozpadu małżeństwa Stanisława z pierwszą żoną
            Anną. Zaraz po wojnie Hejmowski pomógł jej i dzieciom wyjechać do Szwecji. Syn
            Adam zrobił potem w Szwecji karierę: został jednym z dyrektorów w Królewskiej
            Bibliotece w Uppsali.
            Z Łucją Standar zamieszkali w Poznaniu, w kamienicy przy Słowackiego 18, w 120-
            metrowym mieszkaniu, które Hejmowski otrzymał jako komisarz "skoncentrowanych
            Towarzystw Ubez
            • redakcja Re: Pan mec. Hejmowski... 19.01.05, 19:08
              c.d.
              Z Łucją Standar zamieszkali w Poznaniu, w kamienicy przy Słowackiego 18, w 120-
              metrowym mieszkaniu, które Hejmowski otrzymał jako komisarz "skoncentrowanych
              Towarzystw Ubezpieczeń Vesta" (był nim w latach 1945-47).
              Zdążyć przed amnestią
              W styczniu 1947 r. poznańska prasa doniosła o "ohydnym mordzie na instruktorze
              Związku Walki Młodych" Janie Stachowiaku. Tragedia rozegrała się w ruinach
              kościoła przy placu Bernardyńskim. Zbigniew Kosmowski, Bogdan Dybizbański i
              Marek Harkiewicz - harcerze z gimnazjum Marii Magdaleny - działali w podziemnej
              organizacji Konspiracyjny Związek Młodzieży Wielkopolskiej. Podejrzewali, że
              Stachowiak jest szpiegiem UB. Na rozkaz podziemnych struktur dawnej Armii
              Krajowej, w obawie przed dekonspiracją, zabili Stachowiaka ciosami kolbą
              pistoletu i nożem.
              UB szybko schwytał konspiratorów. Poddano ich brutalnemu śledztwu i oskarżono o
              zbrojne dążenie do obalenia ustroju socjalistycznego. Pokazowy proces w auli
              Akademii Ekonomicznej toczył się w atmosferze nagonki na szkołę i niezależne
              jeszcze harcerstwo. Harcerzy przedstawiano jako zwyrodnialców i żądano dla nich
              kary śmierci. Wojskowy sąd spieszył się, by skazać ich przed zapowiadaną już
              amnestią.
              Hejmowski wiedział, że sytuacja chłopców jest beznadziejna. Ale wniósł o inne
              zakwalifikowanie czynów, by uchronić ich od śmierci. "Mecenas (...)
              przeprowadził wnikliwą analizę czynów oskarżonych, stwierdzając, że proces ten
              (...) jest tragedią młodzieży wychowanej w czasach największych w dziejach
              mordów i kaźni" - relacjonował "Głos Wielkopolski". Hejmowski starał się
              odpolitycznić proces. Udowadniał, że zabójstwo Stachowiaka jest konsekwencją
              zachwiania "postawy moralnej społeczeństwa" w latach wojny, a zabójcy są
              ofiarami procesu społecznej degeneracji.
              Wojskowy Sąd Rejonowy w Poznaniu skazał jednak trzech harcerzy na karę śmierci.
              Bierut ułaskawił jedynie Harkiewicza (prawdopodobnie za to, że - złamany przez
              UB - podał nazwiska innych członków organizacji).
              Mecenas nie rozumie rewolucji
              Mecenas Standar: - Wuj opowiadał, że gdy w latach 50. bronił kogoś przed Sądem
              Najwyższym, sędzia na koniec procesu powiedział: "Pan mecenas pod względem
              prawnym wywiódł wszystko poprawnie, ale pan mecenas nie rozumie istoty
              rewolucji socjalistycznej".
              W sądownictwie lansowano w tym czasie tezę, że adwokat powinien w pierwszej
              kolejności pomóc władzy w ustaleniu prawdy i ukaraniu winnego, a dopiero w
              drugiej - zadbać o interes swojego klienta. Hejmowski nie stosował się do tej
              zasady, a na dodatek często bronił księży (do dziś krąży anegdota, że przed
              pierwszą rozprawą szedł ze swoim klientem na mszę). Nic dziwnego, że w latach
              50. do Rady Adwokackiej i Sądu Wojewódzkiego wpływały na niego donosy.
              Tymczasem warsztat zawodowy Hejmowskiego słynął już na całą prawniczą Polskę.
              Jego rewizje cytowały czasopisma prawnicze. Mec. Elżbieta Grzegorzewicz
              wspomina: - Hejmowski pisał rewizję od razu po wyroku. Jego żona Łucja
              przepisywała ją na maszynie i Hejmowski odkładał pismo na tydzień do szafy.
              Potem sięgał po nie ponownie, poprawiał, dopisywał - i składał rewizję. Co za
              dbałość o precyzję!
              Mnie się serce ścisnęło
              28 czerwca 1956 r. na ulice Poznania wyszli robotnicy oburzeni arogancją
              władzy, która nie chciała rozmawiać z delegacją Zakładów im. Józefa Stalina
              (Cegielskiego) o trudnych warunkach życia. Tłumy poszły pod Komitet PZPR,
              areszt na Młyńską i pod gmach Wojewódzkiego Urzędu do Spraw Bezpieczeństwa.
              Mieszkający na Jeżycach Hejmowski znalazł się w samym centrum wydarzeń.
              Wojsko, milicja i oddziały UB spacyfikowały Poznań po dwóch dniach krwawych
              walk, w których zginęło prawdopodobnie ponad sto osób. Władze PRL chciały
              jednak pokazać światu, że wydarzenia w Poznaniu wywołali "chuligani i
              prowokatorzy". Jesienią 1956 r. prokurator generalny PRL skierował do Sądu
              Wojewódzkiego w Poznaniu akty oskarżenia przeciwko 58 osobom. Wytoczono trzy
              procesy, 22 robotników oskarżono o "chuligański udział z bronią w ręku" w
              wystąpieniach przeciw władzy ludowej. Trzem oskarżonym zarzucono zabójstwo na
              dworcu PKP kaprala UB Zygmunta Izdebnego, pozostałym m.in. udział w walkach pod
              gmachem UB i rozbrajanie komisariatów MO. Z kilkuset zatrzymanych oskarżono
              tych z kryminalną przeszłością. Kilkunastu adwokatów, którzy za symboliczne
              kwoty bądź bezpłatnie podjęli się obrony, miało tydzień na przygotowanie linii
              obrony.
              Trzy procesy ("trzech", "dziewięciu" i "dziesięciu") rozpoczęły się 27
              września. Dzięki relacjom radiowym od początku były na ustach poznaniaków, a
              dzięki korespondentom prasy zachodniej wiedział o nich cały świat. "Niektórzy z
              adwokatów wygłosili mowy, których odwaga i elokwencja przynoszą zaszczyt ich
              zawodowi" - pisał korespondent Belgijskiej Ligi Obrony Praw Człowieka. Wrażenie
              wywarł zwłaszcza gest adwokata Michała Grzegorzewicza [we
              wczorajszym "Magazynie Gazety" zamieściliśmy rozmowę o procesach poznańskich
              przeprowadzoną z mec. Grzegorzewiczem w 1986 r. - red.], który pokazał sądowi
              zakrwawioną, przestrzeloną koszulkę 13-letniego Romka Strzałkowskiego.
              Hejmowski reprezentował 18-letniego Jerzego Srokę, doręczyciela pocztowego,
              oskarżonego o współudział w zabójstwie kaprala UB, a także Romana
              Bulczyńskiego, 19-letniego tramwajarza, oskarżonego m.in. o zamachy na
              funkcjonariuszy MO i ograbienie z broni magazynu studium wojskowego. Bulczyński
              na początku procesu ukłonił się sądowi i podziękował, że go nie bito w
              areszcie. - Zobacz, co mi ten dureń zrobił! - syknął Hejmowski do kolegi, ale
              zaraz ukłon Bulczyńskiego obrócił w spektakularny sukces: "W XX wieku wolny
              człowiek, obywatel wolnego państwa, musi dziękować władzy za to, że go w
              śledztwie nie bito! Proszę Wysokiego Sądu, mnie się serce ścisnęło, jak
              widziałem to jego pochylenie głowy, tę postawę pokorną (...)".
              Przełomowym momentem w procesach było wezwanie przez obronę w charakterze
              biegłych profesorów socjologii: Jana Szczepańskiego, Józefa Chałasińskiego i
              Tadeusza Szczurkiewicza. Biegli uznali, że 28 czerwca oskarżeni działali pod
              wpływem psychozy tłumu, a ich czyny były wynikiem "nacisków, jakim podlega
              psychika jednostki w warunkach zbiorowego napięcia". Obrońcy wywodzili więc, że
              oskarżeni ulegli powszechnemu nastrojowi euforii i poluzowania więzów
              społecznych. A powodem "czynów chuligańskich" jest brak autorytetów.
              Sędzia Andrzej Gładysz, protokolant na procesach poznańskich, wspomina: -
              Hejmowski krok po kroku rozprawił się ze wszystkimi punktami oskarżenia. Jako
              pierwszy podkreślił ekonomiczne podłoże wydarzeń w Poznaniu. Świetnie
              polemizował z oskarżycielami: "Wojsko nie strzelało? (...) Na skrzyżowaniu
              Jeżyckiej i Mickiewicza stał czołg. Robotnicy krzyczeli, żeby nie strzelali, i
              wtedy tego, który to mówił, zastrzelono - mówił Hejmowski. - Nie karmi się
              kulami ludzi, którzy wołają o chleb".
              "Był postacią numer jeden w procesach. Jemu należy się cześć. To był artysta" -
              mówił w 1986 r. Michał Grzegorzewicz.
              Na sali wrzało, gdy 16 października Hejmowski mówił: "Na swoich prokuratorów
              czekają biurokraci, którzy zawinili w wypadkach czerwcowych, którzy się
              oderwali od mas (...). Na swoich prokuratorów czekają te kule, które ugodziły
              tramwajarkę i dziecko (...). Ja wierzę, że na grobach tych, którzy polegli,
              spełni się zapowiedź, którą w ))Nocy Listopadowej(( Stanisław Wyspiański włożył
              w usta Korze, bogini wiekuiście odradzającego się życia: Krwi przelanej nie
              zmarnię, /krwią tą pola i rolę użyźnię, /i synów z krwi tej dam kiedyś
              Ojczyźnie".
              Janusz Scheffler, protokolant na "procesie dziesięciu": - Ta mowa zrobiła
              wrażenie. To była poezja. On był najlepszy. Nazywaliśmy go "złotousty".
              - Nie dał się zastraszyć! I za to go później zniszczono - mówi Wanda Rust,
              przyjaciółka rodziny.
              Władza nie zapomniała
              Cztery dni potem, 20 października 1956 r., na VIII Plenum KC PZPR Władysław
              Gomułka, szef partii, powiedzia
              • redakcja Re: Pan mec. Hejmowski... 19.01.05, 19:09
                c.d.
                Władza nie zapomniała
                Cztery dni potem, 20 października 1956 r., na VIII Plenum KC PZPR Władysław
                Gomułka, szef partii, powiedział wyraźnie: "Przyczyny tragedii poznańskiej
                (...) tkwią w nas, w kierownictwie partii, w rządzie". Po tych słowach
                procesy "chuliganów" były już nie do utrzymania. Prokuratura Generalna PRL
                zarządziła rewizję wszystkich aktów oskarżenia i wystąpiła do sądu o zwolnienie
                z aresztu osób, na których nie ciążyły zarzuty zabójstwa czy rabunków. Sąd
                wojewódzki umorzył wszystkie następne sprawy. Wyroki odsiedzieli jedynie trzej
                skazani za zabójstwo kaprala UB.
                Jednak władza nie zapomniała o poznańskich adwokatach. Pierwszym uderzeniem w
                Hejmowskiego i Grzegorzewicza były kontrole skarbowe w ich kancelariach w 1961
                r. Wykryto drobne uchybienia, na podstawie których obaj - członkowie Naczelnej
                Rady Adwokackiej - zostali zawieszeni na rok w obowiązkach. Dostali też
                rujnujące kary grzywny. Grzegorzewicz poszedł na "zawodowe zesłanie" do Koła,
                potem na emeryturę. Hejmowski stracił wielu klientów, ludzie bali się go
                wynajmować (jeden z rezygnujących powiedział: "Mnie chodzi o oczyszczenie z
                zarzutów, a nie o wspaniałą mowę pogrzebową").
                W 1962 r. wytoczono mu kolejną sprawę dyscyplinarną za rzekome przywłaszczenie
                sobie - z pominięciem zespołu adwokackiego - 17 tys. zł. Sprawa ciągnęła się do
                1966 r., gdy Wyższa Komisja Dyscyplinarna ds. Adwokatów w Warszawie orzekła, że
                świadkowie kręcą, a Hejmowski jest niewinny.
                Kolejna sprawa z 1963 r. trafiła przed Sąd Najwyższy. Poszło o list napisany
                przez Hejmowskiego w czasie, gdy był zawieszony w obowiązkach adwokata. W
                grudniu 1961 r. wysłał on do swojego klienta, obywatela NRF Heinricha
                Schriewera, list z życzeniami świątecznymi i propozycją pomocy w dostarczeniu
                do więzienia przesyłek. Schriewer odsiadywał w Strzelcach Opolskich wyrok
                trzech lat więzienia za lżenie narodu polskiego (jako kapitan niemieckiego
                okrętu w porcie w Szczecinie odmówił stosowania się do wskazówek polskiego
                bosmana portu, nazwał zarząd portu "polskimi świniami" i groził: "Niemcy tu
                powrócą i zaprowadzą porządek!").
                Hejmowskiemu zarzucono, że jego "uniżony" list był czynem "niegodnym polskiego
                adwokata" i że naruszył okres zawieszenia. Sąd Najwyższy uznał Hejmowskiego za
                winnego naruszenia zawieszenia w obowiązkach, ale orzekł, że "nadmierna
                grzeczność formy listu nie może być uznana za karygodne naruszenie godności
                zawodowej adwokata".
                Pożegnanie bez słowa
                W 1967 r. Hejmowski dostał wylewu i paraliżu. Drugi wylew dopadł go wiosną 1969
                r. Zmarł 31 maja 1969 r.
                Na Cmentarz junikowski w Poznaniu nie przyszły tłumy. Nikt z kolegów adwokatów
                nie wygłosił ostatniego słowa nad trumną. W miesięczniku "Palestra" z 1969 r.
                nie ma wzmianki o jego śmierci. Została po nim biblioteczka prawnicza i toga, w
                której bronił Greisera i poznaniaków. I mała notka o złożeniu kwiatów na jego
                grobie w 1987 r.
                - Dlaczego pod koniec 1957 r. Hejmowski schował biało-czerwoną flagę głęboko w
                komórce? - zastanawia się Małgorzata Musierowicz i sama odpowiada: - Wtedy
                utracił nadzieję. Już nigdy potem nie czuł się wolny w swoim kraju.
                W październiku 1978 r. ta sama flaga załopotała na balkonie kamienicy przy
                Słowackiego 18. Musierowiczowie wywiesili ją "w dniu nowej nadziei", w którym
                na Stolicy Apostolskiej zasiadł Papież Polak. Małgorzata Musierowicz jest
                pewna: - Hejmowski zrobiłby to samo.
                PIOTR BOJARSKI
              • pan.nikt Re: Pan mec. Hejmowski... 19.01.05, 19:58
                Piekny artykuł.
                Szkoda, że postac jest takmało znana.
                Zreszta podobnie, jak mało znana jest historia czerwca 1956 w Poznaniu.
                • monte83 Re: Pan mec. Hejmowski... 19.01.05, 23:49
                  coz, to fakt, ze historia wzruszajaca.
                  moze warto przypomniec nie tylko postac mecenasa Hejmowskiego ale i innych
                  adwokatow, a nawet samych robotnikow.
                  moze warto na pamietne dni czerwca wydac jakis ladny dodatek o
                  tamtychwydarzenaich?
                  przeciez za rok bedzie okragla rocznica wiec teraz a raczej w czerwcu tego roku
                  jest dobra okazja.
                  pozdr.
                  • Gość: dr huckenbush Re: Pan mec. Hejmowski... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.05, 00:54
                    Racja, racja! Ludzie za malo wiedza o czerwcu 1956 i jego bohaterach i ofiarach.
                    Trzeba im to uswiadamiac, zeby pamietali, ze co czerwone, to wredne! Tak bylo,
                    jest i zawsze bedzie!
                    No i mecenasowi Hejmowskiemu faktycznie nalezy sie cos - ulica jego imienia?
                    Mamy tyle bzdurnych ulic - czemu wiec bohater nie ma swojej?
                    • pan.nikt Re: Pan mec. Hejmowski... 20.01.05, 01:03
                      Ludzie w Poznaniu mało wiedzą o czerwcu 1956, ludzie poza Wielkopolską, nie
                      wiedzą prawie nic.
                      Popatrzcie. Jak często słyszę: 1968, 1970, 1980, 1981, 1989. A o 1956, mało kto
                      się zajaknie, a jak już to w kontekście października.

                      No cóż poznaniacy, nie umieją się promowac, albo warszawka im na to nie pozwala.

                      A ilu ludzi w Polsce wie co to wóz Drzymały (ostatnio dzieki piłkarzą więcej, a
                      i tak nie do kończ jarzą), a ilu wie o co walczyły dzieci wrzesińskie (było
                      takie pytanie w roku 100 rocznicy w "milionerach" i facet odpadł), a jak
                      promujemy Powstanie Wielkopolskie???
                      • monte83 Re: Pan mec. Hejmowski... 20.01.05, 20:14
                        no wiec moze nalezaloby cos wiecej z tym zrobic.
                        nie mam ocoty tylko czytac i slucac o tym jak komuchy ratuja nasz kraj a pan
                        prezydent kwasniewski mowi, ze pana kulczyka to zna tylko z biznesowych spotkan.
                        a co do wielkopolski to dzis zostal pochowany doc. dr Eligiusz Drgas, profesor
                        na uniwerku mikolaja kopernika a sercem wielkopolanin, zreszta w powstaniu
                        wielkopolskim bral udzial jego dziad lub ojciec albo ba. odszedl rowniez wielki
                        czlowiek,
                        czesc Jego pamieci.
                        zegnaj Panie Profesorze.
                        • Gość: m-nocny Re: Pan mec. Hejmowski... IP: *.icpnet.pl 20.01.05, 21:01
                          Obawiam się, że sprawa nie będzie prosta. Chyba nie do końca wczytałeś się
                          życiorys Pana mecenasa Hejmowskiego. Sądzę, że nawet niektórzy wyżej podpisani
                          stracili dużą częśc zapału do upominania się o jego zaslugi. Czyż nie tak???

                          Chciałbym sie mylić ale przed wyborami słabo widzę poparcie dla nazwania
                          jakiejś ulicy jego imieniem - LPR, PiS albo PO będą przeciw. A wolałbym nie być
                          zapraszany na otwarcie takiej ulicy przez chłopakow z SLD. Ale sprobowac byłoby
                          warto. Może Pani Musierowicz moglaby z taką inicjatywą wystapić, a na forum i
                          nie tylko możnaby jej urządzić wsparcie.
                          • monte83 Re: Pan mec. Hejmowski... 21.01.05, 16:39
                            coz, zdaje sie , ze dobrze wczytalem sie w ten artykul i nie widze podstaw,
                            zeby nie mial ulicy.
                            inna sprawa, ze kolesie z po i pisu nie musza byc sklonni do forsowania takiego
                            projektu.
                            a swoja droga wkurzony jestem, ze leppara nie ma w komisji ds. pzu...
                  • conkret Re: Pan mec. Hejmowski... 20.01.05, 23:58
                    Głos Wielkopolski 28 czerwca 2003r:
                    Tablica nadająca imię mecenasa Stanisława Hejmowskiego czytelni naukowej
                    Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu, została w piątek
                    odsłonięta w tutejszej siedzibie IPN. Na uroczystość przyjechał wnuk
                    słynnego obrońcy robotników w procesach sądowych, które nastąpiły po
                    Czerwcu’56.
                    www.glos.com/index.php?arch=1&d=03-06-28&k=public&f=03-04
                    • conkret Pani Hajmowska - ciekawostka 21.01.05, 00:08
                      Pochodzę z Pniew tam jak każdy wie znajduje się zakon siustr Urszulanek, zapyta
                      ktoś jaki związek ma rodzina mecenasa z Urszulankami a no taki że strój noszony
                      przez siostry powstał - może wytłumaczy to poniższy fragment z serwisu Sióstr
                      Urszulanek :
                      "Skąd zaczerpnęła do tego wzór? W jakiejś mierze zadecydował o tym
                      przypadek. "Wakacje 1919 roku - wspominała siostra Alojza Wielowieyska - były
                      [w Aalborgu] ludne. Przyjechali hr. Dzieduszyccy (brat późniejszej s.
                      Dzieduszyckiej, który pracował w polskiej legacji), p. Hejmowska z synami
                      (jeden z nich to mec. Stanisław Hejmowski z Poznania), dawna wychowanka
                      Matuchny z Krakowa, kilka Szwedek, Dunek, ordynatowa Zamoyska. Trzeba
                      zrobić "historyczną" wzmiankę o pani Hejmowskiej. Ofiarowała ona dla dzieci
                      swój fartuch z jasnoszarego materiału podszewkowego. Był bardzo ładny, nowy,
                      więc Matuchna powiedziała, że szkoda go krajać dla dzieci. Może go nosić któraś
                      z sióstr. Dostała go siostra Rodziewicz. Fartuch podobał się wszystkim, toteż
                      Matka poleciła kupić podobny materiał i uszyć z niego fartuchy dla siostry
                      Łozińskiej, pracującej przy dzieciach. Z tego pierwowzoru powstały nasze
                      najpierw fartuchy, potem habity. Tak więc pani Blanka Hejmowska przyczyniła się
                      pierwsza do powstania habitów sióstr urszulanek szarych. Jeszcze w Danii
                      nudziłyśmy Matkę o wymyślenie dla nas jakiegoś nakrycia głowy - nie miałyśmy
                      nosić welonów, a przykrzyło nam się chodzenie z gołą głową i świeckie
                      uczesanie. Matuchna poleciła więc Jance Dziekońskiej (postulantce), bardzo
                      zręcznej i pomysłowej w fabrykowaniu kostiumów na różne przedstawienia
                      uczennic, żeby coś dla nas obmyśliła. Po wielu mniej więcej udanych próbach,
                      Janka zrobiła czepek, który Matka przyjęła. Takie czepki zabrałyśmy z sobą
                      jadąc do Polski. Czepki miałyśmy nosić stale, a szare fartuchy w dni
                      powszednie, do pracy. W niedzielę, święta i na wszelkie wyjazdy wkładałyśmy
                      czarne kostiumy. Wyglądało to okropnie: każda suknia inna. Zaczęłyśmy więc
                      Matuchnę prosić, żebyśmy stale chodziły w fartuchach. Zdaje mi się, że już w
                      zimie 1921/22 zmiana ta została wprowadzona. Trzeba było jednak zmodyfikować
                      trochę fartuchy: musiały być dłuższe i bez dekoltu. Poprzerabiano więc dawne, a
                      nowe szyto już z odpowiednią poprawką. Nazwa "fartuch" została zamieniona na
                      nazwę "habit". Znacznie później, około 1935 roku, na propozycję siostry
                      Prądzyńskiej zastąpiła Matka dawne paski z materiału paskami skórzanymi".
                      oto link do tej strony:
                      www.sjk.pl/page.php?nr=bibl/02002/03.txt
                      Pozdrawiam
                      • pan-ziutek Re: Pani Hajmowska - ciekawostka 21.01.05, 13:18
                        A ja mam pytanie z innej beczki ? Skąd panią Musierowicz, która zawsze
                        podkreslała,że nie miała pieniędzy i Borejkowie są odzwierciedleniem jej
                        rodziny, było stać na początku lat 70 na tak wielkie mieszkanie i to w starym
                        budownictwie ? Kuźwa, moi starzy wraz ze mną gnieździli się w kawalerce i to z
                        dziadkami a na spóldzielcze mieszkanie czekali ponad 15 lat. Przecież wtedy o
                        kupnie mieszkania na wolnym rynku mozna było sobie pomarzyć, no chyba że się
                        miało worek dolarów - bo przeciętnego polaka nie było na nie stać. A ta się
                        kreuje na biedną i skromną, a na początku lat 70 zamieszkuje sobie na 120 m.
                        • monte83 Re: Pani Hajmowska - ciekawostka 21.01.05, 16:46
                          coz, mysle, ze tutaj nie powinienes poruszac tej kwesti po po pierwsze temat
                          dotyczy mecenasa a po drugie chyba nie powinno ciebie interesowac skad inni
                          maja pieniadze. to sie zdaje nazywa zazdrosc a do tego co wiem, t chyba pani
                          musierowicz pisala ksiazki i naal to robi, ponoc nadal swietne... ja ich nie
                          czytam.
                          • pan-ziutek Re: Pani Hajmowska - ciekawostka 21.01.05, 18:27
                            A dlaczego ma mnie to nie interesować ? Akurat zainteresowało mnie i już.
                            Owszem książki to ona pisze i teraz to na pewno ma z tego kasę, tylko na
                            początku lat 70 to była zaledwie po studiach i jeszcze nic nie pisała.
                            Sama w swojej autobiografii pisała,że była z mężem biedna jak mysz kościelna a
                            tu taka chałupa.
                            • pan.nikt Re: Pani Hajmowska - ciekawostka 21.01.05, 18:45
                              Młody jestes, nie pamietasz komuny. Wielu ludzi z różnych powodów (naprawdę
                              różnych) dostawało po wojnie przydziały na duże mieszkania. Później te
                              mieszkania przechodziły na dzieci itd.
                              I stąd do dziś wielu biednych ludzi siedzi na wielkich mieszkaniach. Również w
                              centrum miasta. Nawet na z Starym Rynku. (zreszta wielu z nich wkurza mnie
                              swoją małością, kiedy siedząc za grosze na pięknych mieszkaniach, krzycza, jak
                              to im źle, bo im graja pod oknami i nie przyjmują do wiadomosci, że to
                              normalne, a jak chcą spokoju, to niech sobie kupia cos za miastem).

                              Do tego rynek mieszkań kwaterunkowych praktycznie nie istniał i nawet, jeśli,
                              ktos chciał zamienić mieszkanie np na mniejsze to miał kupe kłopotów, a zysk
                              finansowy, przy ówczesnych czynszch był "żaden".
                              • pan-ziutek Re: Pani Hajmowska - ciekawostka 21.01.05, 20:24
                                No dobra, ale Musierowicz nie dostała tej chałupy po wojnie, tylko na początku
                                lat 70. A wtedy na zamieszkanie w pieknym mieszkaniu w starym budownictwie
                                mogli sobie pozwalać partyjni bonzowie( bo dostawali je za frajer) albo ktoś
                                kto miał dolary mógł sobie je kupić po niebywałej cenie.

                                A komunę pamiętam i to bardzo dobrze.
                                • pan.nikt Re: Pani Hajmowska - ciekawostka 22.01.05, 12:20
                                  W latach 70-tych dostawali mieszkania i partyjni bonzowie i sporo różnych
                                  twórców, bo Gierek krzyczał, że pomaga twórcą. Kilku się załapało, nawet nie
                                  koniecznie z nurtu socrealizmu. A w spółdzielniach dostawał mieszkania "świat
                                  pracy". dziś budujemy znacznie mniej niż wtedy. Tak około 10%. I to jest rozpacz
                        • Gość: zorba Re: Pani Hajmowska - ciekawostka IP: *.icpnet.pl 21.01.05, 23:39
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12224&w=10100176
                          • monte83 glupota. 23.01.05, 16:47
                            nie jestem moze wielkim fanem zydow ale w sumie mnie to nie obchodzi bo po
                            pierwsze sam mysle jak pomnazac majatek i przy tym nie patrze tylko z
                            zazdroscia na innych.
                            wiec nie obchodzi mnie skad pani musierowicz ma to mieszkanie i moze dajmy jej
                            spokoj.
                            po drugie taka zazdrosc i sugerowanie, ze ktos tam jest zydem to troche
                            ponizej pasa i juz tego dalej nie komentuje.
                            poza tym wole zydow od kwasniewskiego, belki, millera, chlopakow z pisu i
                            kolesi z po.
                            aha, i zaglosuje po zlosci na leppera!
                            • Gość: m-nocny Re: glupota. IP: *.icpnet.pl 23.01.05, 22:59
                              OK ale z Lepperem to sobie jednak daj spokój. A co do tego powyżej to mam
                              wrażenie że sobie jaja zrobił. Znam co prawda jednego wielbiciela naszego
                              dziennika, ktory by się pod tym podpisal ale on ma już 77 lat i dopiero od
                              niedawna nieco mu odbiło (poza tym jest całkiem OK).

                              • monte83 Re: glupota. 24.01.05, 12:31
                                tak a czemu mam dac sobie spokoj z lepperem? jak wygra to euro pojdzie mocno w
                                gore a Mama zarabia w euro is zybciej kupie mieszkanko na polance:)
                                a tak serio to rzeczywiscie lepper nie jest moze najlepszym kandydatem na szefa
                                tego panstwa ale prosze mi powiedziec w czym jest lepszy rokita, kaczynski,
                                olekscy, kwasniewski, giertych, wojciechowski- na marginesie szanuje go, bo to
                                sedzia z mojego regionu:0, i cala reszta skoro lepper nie jest w komisji ds
                                pzu... tak czekalem na to bo liczylem, ze pobije ona pozostale komisje a teksty
                                beda lepsze niz....
                                ma pani owies, korytarze pionowe, pedaly w kolorowych skarpetkach, pan jest
                                zerem panie posle, potem miod pan leje na serce pana miodowicza- bo jestem
                                miodowicz, jak gruszka pytal sie czy posel rozanki to rodzina do sb-ka
                                rozanskiego..itd.itd...
                                a w ogole to moze ktos by wydal jakas plyte z tymi tekstami z komisji?
                                jak na tvn24 pokazuja urywki z zserii , ze historia toczy sie codziennie to
                                leje ze smiechu...\milego dnia.
    • Gość: posener Re: Pan mec. Hejmowski... IP: *.ae.poznan.pl 25.01.05, 13:50
      Znowu wracamy do pomysłu nazwania kawałka al. Niepodległości tym imieniem?
      • Gość: poska Re: Pan mec. Hejmowski... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.05, 18:25
        mysle, ze sie jemu nalezy.
        • monte83 monte placze. 28.01.05, 19:11
          coz, dziwne to roche bo nikt nie che ulicy pana mecenasa...
          moze jak zamieszkam w poznaniu to jakis komitet czlowiek powola bo mi sie
          serce kraje jak mysle o tym czlowieku i nic procz naszej pamieci ulotnej i
          jakiejs tam tablicy gdzies w ciemnej bramie....
          Poznaniu, warty poznania Poznaniu,
          czemu nie kochasz Mecenasow swoich,
          zapmniales o Hejmowskim,
          co powstancow bronil
          teraz doktora Jana,
          co volswagena sprowadzil.
      • Gość: poska Re: Pan mec. Hejmowski... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.05, 18:25
        mysle, ze sie jemu nalezy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka