Gość: Pozhoga
IP: *.man.polbox.pl
01.04.03, 17:39
Na forach Wrocka i Krakowa jest post Ruchu Autonomii
Śląska. Teza główna - ranga Śląska i względny poziom
jego rozwoju drastycznie się obniżyły od czasu gdy
jego część, a następnie całość, znalazły się w granicach
Polski, w porównaniu z sytuacją gdy był częścią Niemiec.
Śląsk to zegarek, a Polska to rzeczona małpa.
Pomijając fakt, że gospodarka przez ten czas przekierowała
się na inne tory i wiele tradycyjnie przemysłowych regionów
miało i ma problemy, nasunęły mi się pewne wnioski co do
Poznania.
Przed 1918 r. Poznań był prowincjonalnym miastem
w Niemczech o niewielkim (dla Niemiec) znaczeniu. Od 1918 r.
stał się najważniejszym ośrodkiem gospodarczym Polski choć
nie miał najlepiej rozwiniętego przemysłu. Tu jednak
dochody na mieszkańca były najwyższe, tu była najlepsza
infrastruktura spośród dużych miast w Polsce (kanalizacja,
sieć telefoniczna, tramwajowa), tu wreszcie najlepiej
były rozwinięte instytucje życia społecznego: opieka
społeczna, kasy zapomogowo pożyczkowe, nowoczesne związki
zawodowe itd.
Jeszcze na początku dwudziestolecia Poznań miał inicjatywę
"cywilizacyjną" - tu powstała pierwsza polska linia lotnicza,
szkoła lotnicza, uczelnia o profilu akademii wychowania
fizycznego, tu wprowadzano nowe sporty (koszykówka), tu bodajże
przez pierwszych parę lat mieściło się Ministerstwo Poczty
i Telegrafów, a lista banków zajmuje w książce telefonicznej
z tamtych lat kilka stron i w większości są to banki z siedzibą
w Poznaniu. W tym okresie wiele nowinek technicznych wprowadzano
na rynek właśnie w Poznaniu, jak np. kuchenki gazowe.
A jednak już wtedy zaczęła wyraźna tendencja spadkowa (zwłaszcza
po przewrocie majowym): właściwe ministerstwo w Warszawie
cofnęło linii lotniczej koncesję, szkołę przeniesiono, z AWF
odwołano do Warszawy Feliksa Stamma, itd. O okresie powojennym
lepiej nie mówić: z Poznania wyprowadzono ważne firmy, jak
Warta czy Carl Hartwig, drastycznie zaniżano poziom inwestycji
w porównaniu do innych miast, zwłaszcza przed 1956 r. Przykłady
można mnożyć.
Teraz, gdy centralizacja w Polsce dawno przekroczyła masę
krytyczną, gospodarka "rynkowa" dalej potęguje ten proces, przy
czym to samo dotyczy np. Łodzi, Gdańska i Krakowa.
Bardzo smutny to dla Polaków wniosek, że ich miasta mają
się w Polsce gorzej niż pod zaborami. Ciekaw jestem, czy pomysł
G. Kołodki, by podatki najpierw wpływały do budżetów samorządów,
a dopiero później część z nich przekazywano do Warszawy pozwoliłby
odwrócić ten trend, a jeśli tak, ile by to zajęło: 10 lat, 20 ?
Pzdr,