wlodekzpoznania
22.11.06, 23:25
Z jednego z wątków przeniosę tu kilka zdań, które chciałbym by stały się
odrębnym wątkiem. Proszę (ciekawe na ile skutecznie) by osoby zdecydowanie
wrogie homoseksualistom, bądź uważające, że nie mają oni powodów do
organizowania marszy, by powstrzymały się od udziału w tym wątku. Uszanujcie,
że jest to forum publiczne i kazdy ma prawo merytorycznie poruszać wątek, a
nie uczestniczyć w nieustannych jatkach.
-----------
> > Jestem za prawami dla homoseksualistów za wyjątkiem:
> > - wychowania dzieci, aby im nie robić krzywdy,
>
> A jakiej krzywdy. możesz mi powiedzieć? Wyobrażasz sobie, że jeżeli ktoś
> jest homoseksualistą to zgwałci dziecko? Czy chodzi Ci o to, że będzie się
> czuło gorsze, że nie ma jak "normalne" dzieci mamusi i tatusia, tylko np.
> dwie mamusie? Gdyby homoseksualiści byli traktowani jak normalni ludzie,
> dziecko dorastające w takiej rodzinie nie musiałoby czuć się inne, ani
> gorsze. Oczywiście w naszej rzeczywistości dzieci naucza się jedynego
> słusznego modelu rodziny...
Wiesz, brałem udział w ubiegłorocznym marszu i manifestacji. Tak z
solidarności. Potraktuj zatem otwarcie moje pytanie.
Też nie bardzo mogę się pogodzić z pomysłem adopcji przez pary homoseksualne
dzieci. Jest to dążenie do zrównania praw do realizacji własnych pragnień
przez osoby homo. To zrozumiałe. Jednak nie wydaje mi się, ze problemem jest
promocja jednego modelu rodziny i akceptacji zewnętrznej dla dziecka z
rodzicami homo.
Nie wydaje Ci się, że dziecko ma przez okres swego rozwoju potrzebę
utożasamiania się ze społeczeństwem, nawiązania relacji stadnych, stanie się
tak w sposób nieunikniony queer na siłę? I nie mam na myśli samej
seksualności, lecz to, że nie bedzie ono miało możliwości wyboru poruszania
się po mainstreamie społeczństwa, bądź jego poszukujących poboczach, a
zostanie do tego zmuszone. Dzieci punków, alkoholików, artystów, czy wszelkich
innych ludzi żyjących alternatywnie, tak w pozytywnym, jak i negatywnym sensie
(jeśli taki istnieje), zawsze stają samodzielnie przed wyborem swojej drogi,
odniesieniem się wobec rodziców. Dzieci pary homoseksualnej nie będą miały
takiego wyboru, jeśli będą chciały akceptować swoich przybranych rodziców. W
sposób nieunikniony, po prostu naturalny, pary homoseksualne zawsze będą w
zdecydowanej mniejszości. To jest według mnie zbyt duże żądanie wobec dziecka.
Dalej. Pary hetero adoptujące dzieci mają wybór, czy powiedzą dziecku o tym,
czy nie, że jest dzieckiem adoptowanym. Gdy mówią, to jest to relacja
wewnętrzna rodziny. Rzadko sąsiedzi, czy dzieci w klasie też się o tym
dowiadują. A tu nie było by wyboru. Biorąc pod uwagę nie tylko społecznie, ale
i również biologicznie uwarunkowaną pewną naturalną nietolerancję wobec
potomstwa niebiologicznego w gatunku, daje to wybuchową mieszankę skazującą
dziecko na traumę społeczną. Czy aby ta idea nie powstała z nazbyt utopijnego,
modelowego założenia tolerancji? Homoseksualizm zawsze w historii ludzkości
stał na uboczu, ale zawsze był tolerowany (wystarczy spojrzeć jak wyglądają
relacje hetero/homo w społecznościach nie wywodzących się z Chrześcijaństwa;
Nie ma tam nietolerancji, podobnie jak antysemityzmu, choć są oczywiście inne
wrogości). Natomiast ta idea narusza inne zastałe od tysiącleci reguły zycia
społecznego. Co sądzisz na ten temat?