Dodaj do ulubionych

Ruch samochodowy w Poznaniu

11.02.09, 12:09
Witam
miałem dziś mały problem. Gostek (bo nie gość - za młody na takie
określenie - łysol jakby co) jechał na wstecznym jednokierunkową
ulicą. Ja za nim, i mu trąbę. Już chciał wysiadać i mnie bić. Jakoś
systuacja się uskładała, ja przejechałem, zaparkowałem. I co się
dzieje? Mięśniak za mną pojechał i na mnie, że nie pozwalam mu
wyjechać z uliczki.
Mam rejestrację niepoznańską... Rzucił, że w poznaniu trąbki nie ma.

rozumiem, że tu meksyk?
Obserwuj wątek
    • Gość: Włodek z Grunwaldu vive, e lascia vivere! IP: *.icpnet.pl 11.02.09, 21:53
      A miałeś problem z tym, żeby się minąć? Jeśli nie to miał rację :-) Po co komuś
      demnostrować, że Ty masz rację? Nie o przepisy chodzi, ale o życie w jednym
      świecie. Jeśli nie stwarzał niebezpieczeństwa ostrożnym cofaniem, to nie bądźmy
      legalistami-dogmatykami. Przykład, który często podaję na forum - w Polsce jest
      jedno duże miasto, gdzie ludzie na przejściu gdy nic nie jedzie i sytuacja jest
      czytelna przechodzą bez skrępowania na czerwonym. To Poznań. I - dzięki za
      rozumną postawę - Policja chyba tylko w Poznaniu tego nie ściga.

      Miasto to przestrzeń dla ludzi i od naszego wzajemnego szacunku zależy jak nam
      się w tym zagęszczeniu będzie żyło. Poznań to wbrew stereotypom, najbardziej
      przyjazne miasto do życia, być może najbardziej śródziemnomorskie z polskich
      miast. Zresztą liczba włoskich samochodów na ulicach trochę to potwierdza, gdyż
      dla Fiat Auto Poland jest Poznań największym rynkiem w odniesieniu do liczby
      mieszkańców.
      • Gość: sbr Re: vive, e lascia vivere! IP: *.gprs.plus.pl 12.02.09, 00:41
        > Miasto to przestrzeń dla ludzi i od naszego wzajemnego szacunku zależy jak nam
        > się w tym zagęszczeniu będzie żyło. Poznań to wbrew stereotypom, najbardziej
        > przyjazne miasto do życia, być może najbardziej śródziemnomorskie z polskich
        > miast.
        Korzystając z tematu tego postu, proszę kierowców, nie rozwijających dużych
        szybkości, by-nawet w mieście - na dwupasmowej, jechali prawym pasem. Proszę nie
        troszczyć się o tych, którzy ew. ryzykuja mandatem za przekroczenie prędkości :)
        • marekpppp Re: vive, e lascia vivere! 12.02.09, 10:43
          A opowiem historyjkę życiową a'propos przepisów.
          W Warszawie jest sobie taka ulica Puławska. Koło Wyścigów ma to po 3
          pasy. Ograniczenie prędkości do 50 (absurd). Jadę środkowym pasem.
          Jak wszyscy 90-100. Ciasno. Raptem widzę wszystko ucieka ze środka
          na lewy albo prawy pas. Musiałem z piskiem hamować nie mogąc zjechać
          na bok, bo jakaś laska jechała ZGODNIE Z PRZEPISAMI 50. Echhhh czy
          urzędasy myślą deczko stawiając takie znaki drogowe?
          • kontemplator07 Re: vive, e lascia vivere! 12.02.09, 11:26
            To nie urzędasy stawiają znaki, ale Miejski Inzynier Ruchu, który
            jest specjalista. Jezeli jest głupszy od Ciebie, to mu wystosuj
            petycję a głupią odpowiedź wyślij do Prezydenta. Przy okazji
            podpowiadam - 50 km/godz. jest limitem prędkości w obszarach
            zurbanizowanych w ruchu dziennym, jezeli znaki nie pozwalają na
            więcej. Jezeli jest taki znak na Puławskiej stanowi to przedłużenie
            ograniczenia takze na ruchu nocny. Czasami bywa, że ograniczenia
            bywają absurdalne, ale nie zawsze kazdy ćwok jest mądrzejszy, od
            tego, kto decyduje jak prędko można jeździć. Przepustowość ulic jest
            najlepiej wykorzystana przy 30 km/godz, emisje toksyczne są
            najnizsze przy 50 km/godz, powyzej 50 km/godz. rośnie wykładniczo
            hałas i zagrożenie dla pieszych, a także rosną trudności z
            włączeniem się do ruchu. Nie wiem jakie okoliczności spowodowały
            ograniczenie na Puławskiej, ale nie zakładaj z góry, że nie mądre
            intencje i absurdalne zarządzenia. To że "wszyscy kradną" nie
            usprawiedliwia złodzieja. Na kulturę motoryzacyjną składa się przede
            wszystkim kultura tych, którzy biorą kierownicę w własne
            ręce.
            • marekpppp Re: vive, e lascia vivere! 12.02.09, 11:37
              Nie ubliżaj (ćwok).

              Taki znak na Puławskiej jest co 100 m jakby co, a ludzie jeżdżą jak
              WARUNKI i LOGIKA podpowiada - czyli 90-100 km/h.

              Jakbyś jechał Marszałkowską czy Alejami zgodnie z tym co piszesz to
              jechałbyś 2x dłużej.

              W Poznaniu jest tak samo - korek stoisz - nie ma korka - jedziesz.
              Nie mówię o małych ulicach - tu masz rację. Na głównych chyba
              kurczowo nie patrzysz czy jedziesz 50 czy może aż 70?

              pzdr
              • Gość: Włodek z Grunwaldu Puławska - obaj macie rację IP: *.icpnet.pl 13.02.09, 17:01
                Nikt dogmatycznie w Poznaniu nie będzie jechał Grunwaldzką, Reymonta,
                Pułaskiego, Baraniaka, Warszawską na odcinkach przez parki tempem 50, pomijając,
                że w Poznaniu wszyscy na dwupasmowych jadą 70 i to jest jeszcze zdrowa prędkość.
                Choć ja zwalniam jadąc wzdłuż miejsc parkingowych do 60. Jednak nie zapominaj,
                że Warszawa jest tak urządzona, że znacznie więcej ulic jest 3-pasmowych i mało
                jest kolizji z pieszymi. Natomiast hałasem i smrodem nikt się nie zajmuje.

                Czy nie piszesz o tym miejscu na Puławskiej, gdzie wyskoczył Zientarski w
                poznańskim Ferrari na betonowy słup? Tam jest ten słynny garb, który pozbawił
                jego samochód przyczepności. Szkoda ludzi i samochodu. Dwa dni wcześniej
                oglądałem ten samochód w komisie na Dąbrowskiego. Oczywiście w tym miejscu nie
                jechałbym 50, tylko 70-80. To tak kwestia bezpieczeństwa, jak i znośny jeszcze
                poziom hałasu, gdyż domy kończą się kilkaset metrów wcześniej.
                • marekpppp Re: Puławska - obaj macie rację 14.02.09, 06:54
                  Sytuacja miała miejsce deczko dalej w stronę Piaseczna. A
                  ten "wyskok" jest pod wiaduktem na Ursynów. Jak Zientarski tam
                  walnął to nie wiem - 100 spokojnie da się jechać - tylko trzymać
                  kierownicę. Widzę, że deczko znasz Warszawę to jest takie miejsce na
                  Trasie Toruńskiej przy FSO. Taki mały myk trzeba zrobić kierownicą
                  prawo-lewo jadąc 100. Jakby co to jest tam ograniczenie do 40. Jeden
                  gość ze 2 lata temu nie wyczuł, wjechał w przystanek, zabił chyba 6
                  osób, spadł z wiaduktu i... wysiadł z auta. Mówili o tym w tv. Kiedy
                  mieszkałem w Wwie codziennie tam jeździłem i dla mnie to szok jak
                  on to zrobił.
                  • Gość: Piccolo_Jr Re: Puławska - obaj macie rację IP: *.icpnet.pl 14.02.09, 12:07
                    Niestety jeśli chodzi o wypadek Zientarskiego to wypowiedzi wielu ludzi w internecie potwierdzają tylko bardzo niską wiedzę na temat budowy samochodu i tego jak działa.
                    W tamtym przypadku duży problem był taki (pomijając fakt że jechał szybko ale nie tak jak niektórym się wydawało) że Ferrari jest twarde jak deska (o zawieszeniu mówię) a na dodatek bardzo nisko zawieszone i to głównie to w połączeniu z wyższą prędkością spowodowało podbicie auta. Podejrzewam że gdyby jechał bardziej cywilnym samochodem z wyższym zawieszeniem (np Subaru Impreza WRX albo STI bądź Lancerem EVO) to udało by im się jakoś wyjść z tego bo przunajmniej auto by kontaktu z podłożem nie straciło na podbiciu (dzięki czemu byłoby sterowne).
                    Osobiście znam miejsce w Poznaniu gdzie jazda takim autem z wyższą prędkością również skończyłaby się odbiciem od podłoża i niekontrolowanym lotem... Zjazd z Hetmańskiej (jadąc od Ronda Starołęka na rondo przy Dolnej Wildzie - to pod Wiaduktem ulicy Hetmańskiej). Przy prędkości 100km/h już bardzo mocno podbija, teoretycznie to da się na to wjechać chyba z prędkością 120 ale to już bardzo ryzykowne jest. Inna sprawa że takie ferrari w trudnych warunkach pogodowych (np śnieg z deszczem) jest piekielnie trudne w prowadzeniu - kiedyś zdażyło mi się wyprzedzić 360 która się ledwo na drodze trzymała...
                    • Gość: Włodek z Grunwaldu o drogach co nieco IP: *.icpnet.pl 14.02.09, 13:24
                      Też widziałem jak w ostatnich śniegach brnęły 430 i Gallardo. Zabawny widok :-)
                      Jednak takie Maserati GT, czy 911 lepiej sobie radzą w taką pogodę. Ale to nie
                      są samochody na codzień, tyle, że nie wszyscy o tym myślą.
                      A dla kolegi z Wawy małe info - w Poznaniu w tym roku panuje wyjątkowo śnieżna
                      zima. Nie pamiętam od końca lat 80-tych okresu, kiedy jakikolwiek śnieg leżałby
                      już prawie 4 tygodnie bez przerwy. Ostatnie lata to 1- tygodnie śniegu i koniec.
                      Z kolegami z Warszawy, Krakowa i Śląska z klubu motoryzacyjnego zawsze z
                      przekorą dyskutuję na granicy trollowania nad doborem opon zimowych. Oczywiście
                      oni nie rozumieją moich argumentów, choć co roku dyskusja się powtarza, że w
                      Poznaniu na zimę najlepiej owszem założyć nieco węższe opony, ale nie za wąskie,
                      a przede wszystkim o jak najniższym bieżniku, gdyż problemem zimowym Wlkp jest
                      gołoledź, a śnieg to rzadkość. Natomiast w Wawie - wiadomo - zimowe muszą być
                      jak najwęższe i jak najwyższe by wbijać się w śnieg i zapewnić trakcję.

                      Ferrari nie tylko jest twarde, co ma mały skok amortyzatora. To bardzo niski
                      pojazd. Na takiej muldzie przy tak szybkiej jeździe po prostu traci kontkakt kół
                      z nawierzchnią. A jak następuje to w momencie przyspieszania to powrót kół na
                      drogę jest gwałtownym uderzeniem 400 koni mechanicznych oraz gigantycznego
                      momentu w drogę. Wylecieć z prostej drogi na hopce można kazdym silniejszym
                      samochodem, szczególnie rwd.

                      A tak na marginesie, gdzie Ty zap... 100 na rondzie? ;-) Teoretycznie po
                      mieście na wielu zakrętach da się pojechać i 100 na 90' jak ktoś troszkę umie
                      np. przy Cmentarzu Górczyńskim, ale tam wszędzie są ludzie, których wylotka
                      samochodu przy lekkim podbicu zabije, tam też mieszkają ludzie, którym hałas z
                      samochodu zwyczajnie by przeszkadzał. Jak potrzebujesz tras do pojeżdżenia to
                      wybierz się na Pojezierze Międzychodzko-Sierakowskie, do Łężeczek tylko 55 km, a
                      tan się zaczynają piękne trasy.

                      Do Marka - o wypadku na Żerańskim słyszałem i koledzy dyskutowali gorąco. Ale
                      prawda leży dokładnie w Twoich słowach - wszędzie "da się jechać - tylko trzymać
                      kierownicę" trzeba. A z tym Polacy mają problemy, z koncentracją na jeździe. I
                      potem są rozbieżności, policja mówi o za dużej prędkości, a poszkodowany o złej
                      nawierzchni. Mamy w Polsce naprawdę proste warunki do jazdy, daleka widoczność
                      niemal zawsze, czytelne skrzyżowania, mało zakrętów, a jak są, to wystarczy
                      lekkie machnięcie nadgarstka jak do spojrzenia na zegarek, szosy są szerokie,
                      średnie czasy przejazdu na szosach najwyższe w Europie, wsi i miasteczek bardzo
                      mało. Powiecie nie ma autostrad. Ano nie ma. Dzwadzieścia lat temu nie było
                      nawet papieru toaletowego, więc co tu mówić o autostradach. Mnie cieszy każdy
                      kilometr i dodam, że po fali budowy za czasów faszyzmu, autostrady w zachodniej
                      Europie też powoli powstają - właśnie po 35 latach powstała obwodnica Wenecji,
                      gdyż stary odcinek autostrady jest notorycznie zakorkowany tirami czekającymi na
                      wjazd do portu (kolejki na 10 km, jak przed zachodnią granicą parę lat temu). W
                      zachodnich Niemczech jeszcze 2/3 odcinków autostrad ma 2 pasy, gdzie jazda ze
                      średnią powyżej 130 w ciągu dnia jest utopią. A to wszystko przez to, że
                      wywalono całe pieniądze na autostrady w DDR. Czesi zbudowali swoje 700 km, gdyż
                      w 1990 roku mieli pkb wyższe o 60% (!) od polskiego i od razu nałożyli winiety
                      na istniejące drogi. Pamiętacie wrzawę, jak Pol chciał na istniejące drogi
                      nałożyć winietowanie? Cudów nie ma, z pustego i Salomon, a Polacy chcieli by żyć
                      w pięknym kraju, w którym nie płaci się podatków.

                      A jeśli faktycznie przy drzewach wzdłuż Służewca jest 50, to grube przegięcie,
                      gdyż krzyżówki są co 500 metrów, a najbliższe domy ze 300 metrów od drogi. Nie
                      jechałem tam od 3 lat, może coś się teraz zbudowało, ale parę lat temu nie było
                      uzasadnienia. W Poznaniu miałbyś w takiej sytuacji 70, albo 90 jak na
                      Niestachowskiej.

                      Pocieszające jest, że Policja ostatnio od dwóch lat nawołuje do zgłaszania
                      niepotrzebnych znaków, niepotrzebnych zakazów, złego malowania i potem te
                      kwestie dyskutują z inżynierami ruchu. Myślałem, że to dla picu, ale zgłosiłem
                      dwie sprawy w Poznaniu (organizacja ruchu na Hetmańskiej/Reymonta, na
                      Hetmańskiej/Rolnej i ograniczenie prędkości na Drodze Dębińskiej) i pierwsza
                      oraz trzecia zostały zmienione. Nie wiem czy pod moim wpływem. Do tego pół roku
                      pracowałem w Olsztynie i jeździłem do pracy przez karygodnie oznakowane rondo.
                      Zgłosiłem. Zignorowali. Ponowiłem. Zignorowali. Zadzwoniłem i spytałem kto się
                      tym zajmował, porozmawiałem z człowiekiem, podyskutowaliśmy, potem napisał do
                      mnie maila z doprecyzowaniem i też zostało przemalowane. Po to jest demokracja.
                      Nie każdy argument zostanie uznany, gdyż nikt z nas nie jest obiektywny, a
                      główne błędy w oznakowaniu wynikają z nadgorliwości/spychologii ("namaluję
                      ciągłą na kilometr, a i tak się będą wyprzedzać, ale moje 4litery będą kryte"),
                      albo zmiany uwarunkowań w ruchu, których się nie śledzi. Do piór!
                      • Gość: marek.es Re: o drogach co nieco IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.09, 21:22
                        "w Poznaniu w tym roku panuje wyjątkowo śnieżna
                        zima. Nie pamiętam od końca lat 80-tych okresu, kiedy jakikolwiek
                        śnieg leżałby
                        już prawie 4 tygodnie bez przerwy. " Gdzie są takie miejsca? Bo ja
                        mieszam w centrum i śniegu jakoś nie pamiętam. Owszem spadło trochę
                        w drugiej połowie lutego ale stopniał szybciutko.
                        • Gość: Włodek z Grunwaldu Re: o drogach co nieco IP: *.icpnet.pl 14.04.09, 22:54
                          Stary Grunwald, Ostroroga, Promienista, Słoneczna, Skarbka, Park Manituisa w
                          fyrtlu czterech kościołów.
                          :-) Co część Poznania to inny klimat. Nie zapomnę, jak z kolegami z liceum
                          zawsze się dziwiliśmy - opowiadamy sobie co kto robił po południu, a tu okazuje
                          się, że moja opowieść o grze w piłkę wywołuje konsternację. "W takiej ulewie?
                          Jakiej ulewie". Na Winogradach przechodzą czasem burze, gdy Grunwald jest cały
                          dzień słoneczny. I odwrotnie też. A centrum leży 15 m npm poniżej Grunwaldu.
                          Poznań jest w ogóle zaliczany do najcieplejszej występującej w Polsce strefy
                          klimatycznej razem z pasem od Nysy wzdłuż Odry przez Zieloną Górę po Świnoujście
                          i na wschód do Koszalina. Do tego pasa dołącza się dwie ciepłe kropki -
                          Poznań-miasto i Trójmiasto poniżej kępy. Wystarczy popracować naście kilometrów
                          od Poznania by zobaczyć, że w Wlkp śnieg się czasem zdarza. W Poznaniu to rzadkość.
          • Gość: mm Re: vive, e lascia vivere! IP: *.icpnet.pl 13.02.09, 13:29
            myślą ekonomicznie, wystarczy postawić fotoradar i łapać jak leci.
            na Wisłostradzie, Czerniakowskiej też są takie bzdurne ograniczenia.
            na Wale Miedzeszyńskim co prawda aż do 70, ale ta ulica jest jak
            droga ekspresowa. oczywiście nikt tego ograniczenia nie przestrzega.
            stawianie takich zakazów powoduje, że ludzie przyzwyczajają się, iż
            każde ograniczenie jest zbędne i na wyrost, i ignorują je zawsze,
            wtedy gdy jest zasadne niestety też.
            podobnie jest np. z wysokością wiaduktów - jest podawana dużo niższa
            niż rzeczywista (zgodnie z przepisami powinno tak być, ale bodaj o
            40 cm, a nie np. o 1,2 m). no i zdarza się, że gdy akurat podana
            jest prawidłowa ktoś zahaczy, bo myślał, że jak zwykle jest o wiele
            wyżej.
        • Gość: Włodek z Grunwaldu Masz rację, ale tylko częściowo IP: *.icpnet.pl 13.02.09, 16:51
          Nie zapominaj, że powodem ograniczeń prędkości na obszarach zabudowanych jest
          tylko częściowo kwestia bezpieczeństwa. I abstrahuję tu od ulicy Grunwaldzkiej,
          gdzie tempo jazdy to przeciętnie 80 km/h, a od Jugosłowiańskiej/Bułgarskiej w
          kierunku centrum nie jest to już tempo bezpieczne. Nie zapominaj, że lewym pasem
          jadą ludzie, którzy przygotowują się do nawrotów, częstych na poznańskich
          ulicach, do lewoskrętów, którzy nie chcą jechać blisko poprzedzającego, gdyż
          wydaje im się ten dystans zbyt małym, aby był bezpieczny. I trzeba to szanować.
          Pamiętaj, że jeśli jedziesz 80, to nie widzisz różnicy tempa 60 i 55
          poprzedzających samochodów, gdy one faktycznie się wyprzedzają itd.

          Jednak powodem ograniczeń jest też poziom hałasu i zanieczyszczeń w miastach.
          Niestety najczęściej szybko po mieście jeżdżą ludzie z PZ, którym spokój w
          mieście i zanieczyszczenie bimba. A hałas, który człowiek odbiera wzrasta o 100%
          przy zwiększeniu prędkości z 60 do 80 km/h. Dlatego raczej w Poznaniu nawet na
          luźnych ulicach nie przekraczam 70, chyba że to jest Niestachowska, czy kilka
          innych miejsc.
      • stypendysta Re: vive, e lascia vivere! 12.02.09, 07:33
        Gość portalu: Włodek z Grunwaldu napisał(a):

        > A miałeś problem z tym, żeby się minąć? Jeśli nie to miał rację :-) Po co komuś
        > demnostrować, że Ty masz rację? Nie o przepisy chodzi, ale o życie w jednym
        > świecie. Jeśli nie stwarzał niebezpieczeństwa ostrożnym cofaniem, to nie bądźmy
        > legalistami-dogmatykami.

        Ciekawa argumentacja!!! Podobnie mówił pewien gostek, który na autostradzie cofał się, bo minął zjazd. A że miał niesprawne światła cofania, lekko go stuknąłem. Po przyjeździe policji okazało siś, że choć na autostradzie ruchu nie było, facetowi zmiękła przysłowiowa 'rura'. Przepis jest przepisem. Nie pomyślałeś, że zza stojących samochodów mógł wyjść ktoś, kto wiedząc, iż ulic(zk)a jest jednokierunkowa, spojrzał tylko w jedną stronę, z której wyłącznie miał prawo pojawić się jadący samochód?

        • Gość: Włodek z Grunwaldu zupełnie odmienna sytuacja IP: *.icpnet.pl 13.02.09, 16:42
          Autostrada to miejsce do szybkiej bezkolizyjnej jazdy. Z założenia nie ma na
          autostradzie możliwości kolizji w strumieniu ruchu. A na jednokierunkowej
          oczywiście, że kolizyjność jest. I to ogromna, spowodowana przez pieszych i
          parkujące samochody.

          Oczywiście, że myślałbym o pieszym tak cofając. Zresztą tak samo często
          lekceważoną sytuacją jest włączanie się samochodów z podporządkowanej.
          Skręcający w prawo patrzy w lewo, a nie liczy się możliwością wpadnięcia na
          wyprzedzającego kogoś z prawej. Tak samo wyprzedzający na krzyżowce nie myślą,
          że ktoś może wyjechać z podporządkowanej i nie spojrzeć. Ale czasem nie
          wyprzedzać się nie da chcąc zachować płynność ruchu.
          Jeśli cofałbym tak jak w opisanym przypadku, to bardzo bym uważał. I to przede
          wszystkim o dzieciach, które nie wystają nad samochody. Dlatego tempo byłoby
          ślimacze i ostrożne. Na autostradzie nie cofałbym nigdy, ani nie zatrzymałbym
          się bez całkowitej awarii, gdyż wiem jakie to jest niebezpieczeństwo.
          Jednak widząc takiego cofającego na ulicy jednokierunkowej po pierwsze usunąłbym
          się tak by bezpieczeństwo tego karkołomnego manewru było możliwie najwyższe.
          Jeśli jechałbym szybko, pomachałbym mu jedynie delikatnie, aby zwolnił. Jednak
          decyzję o tym, że tak postępuję zostawiłbym jemu.
          Jeśli zobaczyłbym jednak cofającego na autostradzie, gdy byłoby to więcej niż
          100-200 m na niewyhamowanie, to zadzwoniłbym po szwajcarsku na policję.
          • stypendysta Re: zupełnie odmienna sytuacja 13.02.09, 17:43
            Przy takim relatywizmie w podejściu do prawa życzę Ci długiego i bezpiecznego życia.
            • Gość: Włodek z Grunwaldu dziękuję! IP: *.icpnet.pl 14.02.09, 13:30
              Radzę sobie. Dodam, że takie podejście jest dość charakterystycznie nie tylko
              dla Poznaniaków, ale i Bawarczyków, Nadreńczyków, Wiedeńczyków, Kayrntczyków, a
              zatem sporej grupy Germanów, o nacjach łacińskiego kręgu kulturowego nie
              wspominając. Rygoryzm legalistyczny to raczej Skandynawia, północne i wschodnie
              Niemcy, Brytania, stamtąd USA i Kanada, a także kraje posttotalitarne, jak spore
              grupy społeczeństwa polskiego, czy rosyjskiego.
              Żeby Cię bardziej rozbawić - jestem absolwentem wydziału prawa.
              • stypendysta Re: dziękuję! 16.02.09, 19:08
                Gość portalu: Włodek z Grunwaldu napisał(a):

                > Żeby Cię bardziej rozbawić - jestem absolwentem wydziału prawa.

                Nie musisz mi dziękować i zaczynam się Ciebie bać. Wcale nie jest mi do śmiechu, bowiem w prostej linii oznacza to, że jeśli cofając się na mało uczęszczanej jednokierunkowej uliczce osiedlowej obstawionej samochodami wpadniesz na mnie, przechodzącego przez ulicę, gdy spoglądam w jedynym możliwym dla ruchu samochodów kierunku, z którego Ty nie nadjeżdżasz, to będzie to wg Ciebie tylko i wyłącznie moja wina, a nie Twoja, bowiem ja - idiota - nie przewidziałem, że na jezdni jest idiota większy ode mnie. To właśnie jest prosty przykład relatywistycznego stosowania prawa.
                • Gość: Włodek z Grunwaldu o prawach i obowiązkach IP: *.icpnet.pl 17.02.09, 11:08
                  Istotnie logika tego co prezentujesz jest dość prosta. Nie zapominaj jednak
                  proszę, że na prostą logikę już umysły starożytne wynalazły niezliczoną liczbę
                  paradoksów. Życie wymaga więcej refleksji niż reagowanie.

                  Ale na wstępie wyjaśniam, że dziękowałem, gdyż życzyłeś mi zdrowia i powodzenia.
                  Zakładam, że prócz ironii była w tym jakaś szczerość wynikająca z szacunku dla
                  kogoś o innych poglądach, a nie sama ironia deprecjonująca człowieka inaczej,
                  nawet gorzej niż Ty postępującego. Oczywiście oczekuję od kogoś postawy jaką sam
                  reprezentuję, jak postrzegam świat, jak uważam za słuszne. A priori wykluczam z
                  dyskusji ze mną jedynie ludzi skażonych uprzedzeniami, antysemitów,
                  antyislamistów, ludzi wyrażających niechęć do Romów, czy Arabów z racji samej
                  odmienności kulturowej. Z antypolską ciemnotą nie dyskutuję.

                  Stoisz na stanowisku "przepisy są do przestrzegania" i nic innego Ciebie nie
                  interesuje. Wybacz, ale mnie polska tradycja oraz doświadczenia komunizmu
                  nauczyły, że przepisy są dla regulowania życia ludzi, czyli dla ludzi, czyli za
                  każdym z nich musi stać zadanie i uzasadnienie. A jeśli cel i uzasadnienie, to
                  ja, homo sapiens, potrafię krytycznie ocenić swoje zachowanie względem celowości
                  danego przepisu i czasem znaleźć sposób jego realizacji bez naruszenia, albo bez
                  istotnego naruszenia danego celu. Oczywiście mogą się zdarzyć przepisy (nie
                  przypominam sobie takiego w obecnej polskiej rzeczywistości), które uznam za
                  szkodliwe i te w duchu obywatelskiego nieposłuszeństwa MAM PRAWO ignorować, ale
                  oczywiście wtedy MAM OBOWIĄZEK poddać się konsekwencjom mojego postępowania.

                  stypendysta napisał:

                  > Nie musisz mi dziękować i zaczynam się Ciebie bać. Wcale nie jest mi do śmiechu
                  > , bowiem w prostej linii oznacza to, że jeśli cofając się na mało uczęszczanej
                  > jednokierunkowej uliczce osiedlowej obstawionej samochodami wpadniesz na mnie,

                  A kto Ci to powiedział? Przecież napisałem, że w przypadku wykonywania manewrów
                  obarczonych ponadprzeciętynym ryzykiem kierowca musi być nadmiernie uważny.

                  > przechodzącego przez ulicę, gdy spoglądam w jedynym możliwym dla ruchu samochod
                  > ów kierunku, z którego Ty nie nadjeżdżasz,

                  Równie dobrze możesz wpaść na innego pieszego, kobietę z wózkiem, czy wózek
                  złomiarza. A pardon, w Twoim świcie oni się tam nie pojawią, gdyż ulica przecież
                  nie jest dla nich... Szkoda jednak, że przechodzisz przez ulicę w miejscu bez
                  namalowanych pasów...

                  > to będzie to wg Ciebie tylko i wyłącznie moja wina, a nie Twoja,
                  > bowiem ja - idiota - nie przewidziałem, że na jezdni jest idiota
                  > większy ode mnie. To właśnie jest prosty przykład
                  > relatywistyczn ego stosowania prawa.

                  Ani nie będzie to Twoją winą, ani nie jest to trafiony przykład. Nie stosuj
                  zabiegów erystycznych, gdyż manipulowanie dyskusją, by komuś wetknąć jakąś
                  intencję w gębę jest tym czego się najbardziej brzydzę. Przyjmijmy zatem, że to
                  było przypadkowe.

                  Oczywiście wina - zgodnie z wcześniej przytoczoną w wypowiedziach w tym właśnie
                  wątku zasadą zdrowego rozsądku (obowiązujący we Włoszech model ruchu) - leży po
                  stronie wykonującego manewr wbrew prawu. Jeśli byś się nie ograniczył do
                  odpowiedzi na swoje posty i poczytał więcej tylko w tym wątku, to łatwiej było
                  by Ci się krytycznie odnieść.

                  Liczę na odpowiedź. Przemyślaną odpowiedź.
      • marekpppp Re: vive, e lascia vivere! 12.02.09, 10:35
        Widzisz Włodku - miałem problem, bo tam ciasno było, a gość wolno na
        wstecznym nie jechał. W Warszawie też się chodzi na czerwonym, a
        nawet na siagę.
        P.S. Pracujesz dla fiata?:)

        pzdr warszawski poznaniak
        • Gość: Włodek z Grunwaldu Kilka punktów. W tym o włoskim stylu jazdy. IP: *.icpnet.pl 13.02.09, 16:30
          1. Oczywiście jak ja bym wykonywał taki manewr to cofał bym powoli, gdyż tego
          też wymaga zdrowy rozsądek. Na tyle powoli by móc zauważyć niewielkie dziecko
          wychodzące spomiędzy samochodów i zdążyć zareagować. Oczywiście cofanie na
          jednokierunkowej nie jest manewrem, którego ktoś może się spodziewać i wymaga
          żółwiego tempa. Jednak nie jest dla mnie argumentem, że jest zakazane.

          2. Na siagę, to się chodzi w Kielecczyźnie (ponoć od dawna tak, ale nie znam
          etymologii), w Wielkopolsce i na Kujawach na szagę ;-)

          3. Nie pracuję u Fiata, ale jestem zafascynowany Włochami i włoską motoryzacją,
          stąd nieco informacji.



          A o włoskim stylu jazdy - znany wielu jako stereotypowa nonszalancja,
          ignorowanie przepisów itd.

          We Włoszech warunki geograficzne są naprawdę trudne, o uniknięciu kolizji
          znacznie częściej niż w Polsce decyduje szybkość reakcji, refleks, ślepe
          zakręty, ciasne na większym obszarze kraju są codziennością, a w Polsce
          rzadkością. Do tego ludzie notorycznie jeżdżą szybko, ignorują rozmaite znaki,
          pasy, fotoradarów brak, policja na poboczu zdarza się czasem, stoi na
          ograniczeniach przy robotach drogowych w niespodziewanych miejscach. Oczywiście
          też na północnym-wschodzie jeździ się bardziej zdyscyplinowanie, im bardziej ku
          Mediolanowi na zachód, albo w Apeniny, tym luźniej, a na południe od Rzymu
          ignorowanie czerwonego światła na krzyżówce staje się widokiem nierzadkim.
          Efekty? .... We Włoszech jest n a j n i ż s z a w Europie śmiertelność na
          tysiąc mieszkańców i na tysiąc samochodów. Czy są tam najlepsze służby
          ratunkowe? Hmmm. Nie mogę się wypowiedzieć, ale powątpiewam. Do tego w miastach
          wszechobecne motorino, których kierowcy w żaden sposób nie poruszają się zgodnie
          z pasami, ale żywiołowo strumieniem. We włoskich miastach rzadko widuje się
          zablokowaną drogę ze względu na wypadek, czy stłuczkę. Z czego to może wynikać?
          Z powszechnej w tym kraju zasady zdrowego rozsądku, która rządzi ruchem.

          Po pierwsze Włosi jeżdżą maksymalnie skoncentrowani. Polecam obserwację Włocha,
          czy Włoszki za kierownicą. Nawet jak rozmawia przez telefon, to oczy są niemal
          nieprzytomne, ale skierowane na drogę i jej otoczenie. Kierowcy często sprawiają
          wrażenie przygłupich od wytężonej uwagi. Kierowca w Polsce? Jeśli 60% czasu jest
          skoncentrowany na drodze i innych uczestnikach drogi, to dużo. Raczej powszechny
          jest model amerykański - jazda samochodem jest tylko okazją do posłuchania
          muzyki, czy pogawędki. Ale ani nie mieszkamy w Ameryce (z jej infrastrukturą),
          ani nie przestrzegamy przepisów jak oni.

          Po drugie ludzie w Włoszech nie jeżdżą według dogmatu
          pierwszeństwa/podporządkowania. Jeżdżą według zasady bezpieczeństwa/interesu
          wspólnego/strumienia. Wyobraź sobie co by było w krajach germańskich, gdybyś
          nagle jadąc po trzech pasach wjechał na dwa pasy. Nie zwężenie, ale na ulicy są
          3 pasy i nagle obie kreski urywają się, a w środku ulicy zaczyna się kreska
          rozdzielająca drogę już tylko na dwa pasy. Droga zwęża się też, ale nie nagle,
          lecz na przestrzeni kilkudziesięciu metrów. Przypuszczam, że wszyscy by
          zwolnili, po chwili jakoś by się prawy pas zatrzymał i włączał do ruchu z
          migaczem. Jak by to wyglądało w Polsce? Wszyscy jechaliby, ale stłuczek byłoby
          setki, na forach internetowych huczałoby, a przekleństw pod adresem zarządu dróg
          i policji nie pohamowałby nikt. I nikt też nie zadzwoniłby, żeby powiedzieć, że
          jest coś do naprawienia. Zaś we Włoszech znam cztery takie miejsca, dwa w
          Rzymie, dwa we Florencji. Rok temu będąc w Rzymie jechałem jedną z tych ulic,
          pierwszy raz od 2001. I oczywiście nic nie zmieniono. Co się w tych miejscach
          dzieje wobec tak karygodnego zaniedbania? Nic. Nic, wszyscy jadą. A droga się
          przecież w końcu powoli, ale jednak się zwęża, motorino albo przyspieszają, albo
          odpuszczają i chowają się za samochodami, kierowcy zdejmują nogę z gazu i się
          rozglądają co zrobią inni. Nie jest ważne żeby przejechać, ważne jest by wszyscy
          się zmieścili. I dla wszystkich jest to oczywiste, to jest imperatywem. Na pewno
          trafi się tam jakiś przysłowiowy "łysy",tam pewnie nastolatek ze świeżym prawem
          jazdy, mający czarne okulary przeciwsłoneczne na pół twarzy. Ale ja na takich
          jeszcze nie trafiłem.
          To samo masz na trasach poza miastami, czy we wsiach. Obszar zabudowany, ciąg
          samochodów, jednojezdniowa droga, wąska, domy, zróżnicowanie powierzchni, dużo
          zakrętów. I samochody nie jadą 50, a 60-80 zależnie od warunków. By wyjechać z
          podporządkowanej w lukę można czekać nawet 10 minut, co często cudzoziemcy
          praktykują. Co robią Włosi? Chwilę poczekają, a potem powoli, ale bez przerwy
          wyjeżdżają. W Polsce, Niemczech, Danii, Holandii klasyczne wymuszenie
          pierwszeństwa. A tam? Kierowcy zwalniają, gdyż szybko reagują. Nie trąbią, nie
          wymachują, jeśli się im zostawi czas na reakcję. Idiotą jest tylko taki, który
          rzeczywiście nie zostawi na czasu i trzeba zwalniać awaryjnie. Każdy uznaje
          prawo tego, który tkwi na poboczu do utraty cierpliwości. I to jest naturalne. A
          że każdy niemal jedzie dobrze, to skutki takich co chwilę spotykanych manewrów
          są bezkonfliktowe.
          Z pieszymi to samo. W Polsce nazwalibyśmy to życzliwością, przepuszczaniem, a
          tam jest szacunkiem, jakim samemu chciałoby się być obdarzanym.
          • marekpppp Re: Kilka punktów. W tym o włoskim stylu jazdy. 14.02.09, 06:42
            ad 2
            w Warszawie się chodzi na siagę, wiem że tu na szagę:)
            • Gość: Gość z daleka Re: Kilka punktów. W tym o włoskim stylu jazdy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.09, 17:48
              > ad 2
              > w Warszawie się chodzi na siagę, wiem że tu na szagę:)

              Przez xx lat życia w W-wie nigdy nie usłyszałem "na siagę". Przyznam
              jednak, że czasami używam (dla ubarwienia) podsłuchanego i
              przywiezionego z Kalisza, chyba niepoprawnego "na szago".
              • wlodekzpoznania Re: Kilka punktów. W tym o włoskim stylu jazdy. 15.03.09, 21:45
                o powiedzeniu na siagę i pochodzeniu z Kielecczyzny przeczytałem na jednym z
                forów polonistów. Ale głowy nie daję...
      • Gość: Bua Re: Swiatła niepotrzebnie zatrzymują ruch IP: 142.94.86.* 20.03.09, 15:25
        Przecież światła są to żeby regulować ruch pojazdów i pieszych.

        Gdy nie ma na skrzyżowaniu żadnych samochodów
        światła są zbyteczne.
        Można je więc IGNOROWAĆ!
        Przechodzić również na czerwonych.
        To chyba LOGICZNE, nawet dla przeciętnego policjanta służbisty.
      • Gość: rolls-royce Re: vive, e lascia vivere! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.09, 16:14
        Gość portalu: Włodek z Grunwaldu napisał(a): w Polsce jest
        > jedno duże miasto, gdzie ludzie na przejściu gdy nic nie jedzie i sytuacja
        jest > czytelna przechodzą bez skrępowania na czerwonym. To Poznań.

        Oj, przykład dobry, ale z interpretacją się nie zgodzę. Poznań to miasto, które
        ma wyjątkowo kretyńskie zarządzanie światłami. Tutaj czerwone na wielu
        skrzyżowaniach jest jednocześnie dla wszystkich i to długo. Piesi się po prostu
        przystosowali do tego idiotyzmu, wiedzą, że na czerwone nie warto zwracać uwagi.
        I nie sądzę, żeby to było chwalebne, choć w pełni zrozumiałe.
        • Gość: Włodek z Grunwaldu Re: vive, e lascia vivere! IP: *.icpnet.pl 14.04.09, 22:58
          Nie wiem skąd taki wniosek, może ze zbytniej złożoności sterowania ruchem i
          różnych cyklów, ale zapewniam, że nie ma w Poznaniu świateł, gdy wszyscy
          jednocześnie mają czerwone.

          Natomiast przyznam mnie ta interpretacja bardzo przekonuje i jest zgodna z
          setkami rozmów na ten temat. Łamanie przepisu, który w żaden logiczny sposób nie
          służy nie jest problemem w krajach, które są zorganizowane dla obywateli. To
          tylko odwrotne podejście państw postkomunistycznych oraz anglosaskich piętnuje
          taką postawę (vide Niemcy, gdzie nikomu nie przyszłoby do głowy karanie za takie
          wykroczenie i Warszawa, gdzie Policja i Straż Miejska polują na pieszych nie
          bacząc na realne zagrożenie bezpieczeństwa).
    • Gość: julita8888 Re: Ruch samochodowy w Poznaniu IP: 94.254.184.* 12.02.09, 11:02
      ja uważam, że miałeś rację trąbiąc na niego, a ten Gostek powinien sie nieco
      inaczej zachować. Przede wszystkim jak już chciał wysiąść to po to tylko żeby
      przeprosić. Podejrzewam, że gdyby sytuacja była odwrotna, to gostek by
      wyskoczył, że w jednokierunkowej sie cofasz. No ale co zrobisz? Nic nie zrobisz.
      Taką właśnie kulture mają niektózy kierowcy. Zresztą nie raz widziałam np. przy
      Kupcu Poznański, tam jest jendokierunkowa, która kończy się za Kupcem i jest
      NAKAZ skrętu w prawu, a niektórzy albo sie cofają, ale sobie śmigają dalej po
      torowisku ;/
      • marekpppp Re: Ruch samochodowy w Poznaniu 12.02.09, 11:28
        Julita
        nie pisz o tym kimś z dużej litery. Wg mnie to bandyta - łysol
        18letni.

        P.S. Mam szwagra łysego, ale to nie z wyboru...
        • wlodekzpoznania Re: Ruch samochodowy w Poznaniu 13.02.09, 12:13
          Wiesz, Poznań to nie jest miasto aniołów i nie twierdzę, że ten człowiek nie był
          idiotą... ;-)
    • Gość: z_Gorczyna Re: Ruch samochodowy w Poznaniu IP: *.adsl.inetia.pl 13.02.09, 19:03
      "pomijając,
      że w Poznaniu wszyscy na dwupasmowych jadą 70 i to
      jest jeszcze zdrowa prędkość."

      No i dodajmy, ze w niektorych miejscach,
      mianowicie Hetmanska, Arciszewskiego a nawet chyba
      Niestachowska jest to predkosc dozwolona.
      Tutaj apel do kierowcow, ktorzy zapychaja
      Hetmanska ale nagle jak zobacza fotoradar za
      wiaduktem kolo HCP (na wysokosci strazy pozarnej)
      to gwaltownie hamuja do 50 km/h - nie trzeba,
      prosze smialo jechac 70 ;) I ryzyko ze ktos wam
      wjedzie w tylek jest mniejsze.

      Poza tym sa miejsca w Poznaniu, gdzie notorycznie
      ktos jedzie pod prad, zwlaszcza dostawcze po
      zrzucie towaru, bo tak jest po prostu szybciej i
      nie trzeba objezdzac polowy miasta.
      • Gość: Włodek z Grunwaldu Hetmańska od Góreckiej do Rolnej IP: *.icpnet.pl 14.02.09, 13:47
        Problemem tego odcinka i tego fotoradaru jest organizacja ruchu na skrzyżowaniu
        Hetmańskiej i Rolnej.
        Na tamtej krzyżówce znacznie więcej samochodów skreca w lewo, niż prawo, a cały
        pas do skrętu jest w prawo, za w lewo oddziela się od zewnętrznego.

        Po pierwsze sprawia to silne przyhamowanie lewego pasa, gdy pojawia się tłok. Po
        drugie sprawia to, że prawego pasa unikają najwolniejsi kierowcy chcąc unikać
        wciskania się przed rolną na prawy-prosto. Konsekwencją tego jest, że kierowcy
        jadący najszybciej wybierają najbardziej skrajny prawy pas, a potem się
        przeciskają. Jeśli jednak skrajnym prawym jedzie ktoś skręcający w prawo w 29
        czerwca, to zaczyna być niebezpiecznie, jak do tego gwałtownie wyhamuje przed
        radarem, to różnice prędkości dochodzą do 100% i wypadki są nierzadkie. To
        niestety ta niezałatwiona przez Wydział Ruchu sprawa z trzech które zgłaszałem i
        o których pisałem wyżej.
      • marekpppp Re: Ruch samochodowy w Poznaniu 16.02.09, 13:48
        A tak w kwestii aproposa
        ile mo.żna na baraniaka przy radarze (kt órego chyba nie ma de
        facto) i ile na moście przy katedrze? zawsze pruję z 70 a mandatu
        nie dostałem
    • Gość: mm Re: Ruch samochodowy w Poznaniu IP: *.icpnet.pl 17.02.09, 19:46
      Włodku, trzymam kciuki za pomyślne załatwienie sprawy pasów ruchu na
      Hetmańskiej koło Rolnej. ten pas tylko do skrętu w prawo to chyba
      tylko dla tych co spieszą się do McDonaldsa.
      niestety, muszę Cię zasmucić. wg moich obserwacji, Polacy, którzy
      przecież jako naród doskonale radzili sobie z głupimi nakazami i
      zakazami w czasach komuny, coraz bardziej tracą zdolność do
      samodzielnego myślenia (nie chcę powiedzieć, że kretynieją). nie
      wiem, czy to efekt prania mózgu telewizją, nieczytania książek,
      czytania poprawnej politycznie prasy, niesłuchania dziadków, czy też
      objaw bezgranicznego zaufania do demokracji i wszelkiej władzy.
      prawie wszyscy bezkrytycznie przyjęli całoroczny nakaz jazdy na
      światłach, mimo, że przecież wzorem innych krajów mogła być z niego
      wyłączona jazda latem na obszarze zabudowanym - ale ludzie wolą by
      obowiązywał bezwzględny 100 % nakaz, niż żeby pozostawić coś (tu:
      włączenie świateł np. w dzień ale w deszczu) zdrowemu rozsądkowi
      swojemu i współobywateli. inny przykład: fotoradary. jest fotoradar
      na drodze, gdzie ograniczenie prędkości wynosi 70 km/h. oczywiście
      ignorować go nie należy. tylko, że jak wynika z moich obserwacji 50
      % kierowców, nie waham się ich nazwać kretynami, wcześniej jadących
      80 - 110 (i to na obszarze zabudowanym, bo ograniczeniami nikt się
      specjalnie nie przejmuje, jeśli nie ma radaru), gwałtownie zwalnia
      do 40 - 45 km/h. dlaczego? 1/ bo wcześniej, jak to Polacy, nie
      patrzyli na znaki i nie wiedzą jakie jest ograniczenie 2/ bo na
      wszelki wypadek lepiej zwolnić z marginesem w dół na zapas 3/ bo nie
      mają wyobraźni, albo jeśli myślą, to myślą, że jeśli ktoś im wjedzie
      w tył, to będzie jego wina i może uda sie zarobić 4/ bo nie robią
      nic złego, przecież można i mają święte prawo jechać lewym pasem 40
      km/h (a za radarem, który jest 1 km dalej, gaz do dechy)
      • wlodekzpoznania za wyjątkiem jednego z wszystkim się zgadzam 17.02.09, 21:13
        a tym jednym są światła obowiązkowo włączane. Masz rację, że na terenie
        zabudowanym możnaby ten zakaz wyłączyć. Ale z krajów gdzie obowiązuje nakaz
        jazdy dziennej (4 kraje Skandynawii, 3 kraje nadbałtyckie, Czechy, Słowacja,
        Belgia, Austria i Włochy, chyba tylko Włochy wprowadziły nakaz tylko poza
        obszarem zabudowanym. I przyznam Ci, że mnie osobiście ten nakaz bardzo pomaga,
        tak zimą, jak wiosną, jak latem i jesienią. Samochody są znacznie lepiej
        widoczne. Są oczywiście negatywne konsekwencje - zużycie paliwa, gorsza
        widocznosć samochodów nieoświetlonych, nieoświetlonych rowerów, jednak per saldo
        przeniesienie obowiązku z motorów (ten obowiązywał już czas jakiś) na samochody
        mnie ułatwia jazdę. I to znacznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka