Dodaj do ulubionych

PO znowu w akcji. Dał 15mln tak gdzie pracuj żona.

22.08.11, 18:39
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,10149225,Pitera_sprawdzi_marszalka_Protasa_i_budowe_w_Lidzbarku.html
W hotelu Krasicki w Lidzbarku Warmińskim, na którego budowę Urząd Marszałkowski dał prawie 15 mln zł, gabinety kosmetyczne prowadzi żona marszałka. Sprawę bada Julia Pitera, zajmująca się w kancelarii premiera nieprawidłowościami w instytucjach publicznych

Uroczyste otwarcie luksusowego hotelu Krasicki zbudowanego w Przedzamczu zamku biskupów warmińskich odbyło się 21 maja. Inwestycja kosztowała niemal 58 mln zł. Prawie 15 mln zł z tej kwoty właściciel - spółka związana ze znanym lokalnym przedsiębiorcą Andrzejem Dowgiałło - dostał z funduszy europejskich dzielonych przez zarząd województwa. Na czele zarządu stoi marszałek województwa Jacek Protas, który równocześnie jest szefem Platformy Obywatelskiej w regionie. W obiekcie goście mają do dyspozycji nie tylko wygodne pokoje, sale konferencyjne czy basen, ale również spa. Hotel w Lidzbarku znalazł się na pierwszym miejscu inwestycji w regionie, którymi PO chwali się w broszurze pt. "Polska w budowie", przygotowanej z myślą o kampanii wyborczej na Warmii i Mazurach.

Eleonora Protas, żona marszałka, swoją działalność prowadzi w części kosmetycznej hotelu. Jacek Protas nie uważa, żeby ta sytuacja była niezręczna. - Nie widzę tutaj żadnego konfliktu interesów - tłumaczy. - Moja żona wynajmuje powierzchnię w tym obiekcie. Prowadzi działalność gospodarczą od bodajże 25 lat, współpracuje z różnymi hotelami, także w Lidzbarku Warmińskim. Ma umowę, dzierżawi i płaci czynsz.

Andrzej Dowgiałło opowiada, jak wyglądały początki współpracy z żoną marszałka. - To my zaprosiliśmy panią Eleonorę, żeby wsparła naszą koncepcję, bo jest fachowcem - mówi. - Współpraca odbywa się w niewielkim zakresie, bo zajmuje tylko dwa gabinety z czternastu.

Gdy zadzwoniliśmy pierwszy raz do recepcji spa i pytaliśmy o żonę marszałka, pracownicy przedstawili ją jako generalnego menedżera kosmetyczek. Z nią samą nie udało się nam porozmawiać. Za każdym razem słyszeliśmy, że jest nieobecna. - Pani Eleonora ma kilka gabinetów, dlatego nie wiadomo, kiedy będzie - przy kolejnej próbie poinformowała pracowniczka w recepcji ośrodka.

Zdaniem Dowgiałły, faktu, iż hotel dostał dotację z Urzędu Marszałkowskiego, nie należy wiązać z tym, że Eleonora Protas prowadzi w nim swoją działalność. - Nie widzę w tym nic niewłaściwego, bo to nie sam marszałek dzieli pieniądze, ale zespół, którego jest jednym z członków - przekonuje. - Poza tym obiektów, które skorzystały z dofinansowania, jest w regionie 33, a dotacja to tylko 25 proc. olbrzymiej inwestycji.

I dodaje, że nie należy popadać w zbytnią paranoję.

Grażyna Kopińska, dyrektor programu przeciw korupcji Fundacji Batorego przyznaje, że sprawa nie jest jednoznaczna. - Gdyby się okazało, że żona marszałka ewidentnie korzysta na tym wynajęciu, zyskuje klientów, których prowadząc działalność [poza Krasickim - red.] nigdy by nie miała, to wtedy można by stawiać pytanie, czy nie jest to próba odwdzięczenia się za wyświadczenie przysługi - mówi.

Od jednego z parlamentarzystów z kierownictwa PO usłyszeliśmy, że sprawa lidzbarska nie jest wygodna w kampanii wyborczej.

Olsztyńska posłanka Platformy Lidia Staroń mówi: - Jeśli informacje są prawdziwe, to możemy mieć do czynienia co najmniej z konfliktem interesów.

Posłanka Katarzyna Lipiec-Matusik, przewodnicząca Krajowego Sądu Koleżeńskiego w PO, przekonuje, że w tej, tak samo jak w innych podobnych sprawach, członkowie Platformy muszą się kierować swoim sumieniem. - Myślę, że każdy, kto jest osobą publiczną, waży takie rzeczy według własnego uznania - wyjaśnia.

Julia Pitera, pełnomocnik premiera zajmująca się nieprawidłowościami w instytucjach publicznych, przyznała w rozmowie, że zna lidzbarską sprawę i ją sprawdza. - Zamierzam wyjaśnić ją do końca - mówi. - Należy zapytać, czy to tylko konflikt interesów, czy może jednak mamy do czynienia z czymś głębszym.

Przy okazji zajmuje się też drugim wątkiem tej sprawy, który zna ze skarg. Oceni, czy marszałek nie przymykał oka na kontrowersje związane z przebudową Przedzamcza. Opisywaliśmy je wielokrotnie na łamach "Gazety". Przypomnijmy, że niektórym pomysłom inwestora - budowie wejścia do zaplecza kuchennego od strony fosy, przebiciu wyjścia ewakuacyjnego przez przyczółek mostu zamkowego czy budowie parkingu w fosie na terenie należącym do Muzeum Warmii i Mazur - sprzeciwiał się podległy Protasowi Janusz Cygański, dyrektor muzeum. Cygański został potem odwołany ze stanowiska przez marszałka. Po protestach decyzja została cofnięta.

KOMENTARZ

Co wypada, a co nie

Cała ta historia przypomina mi pierwsze lata XXI wieku, gdy Olsztynem rządziło SLD. Przekonanie wielu z polityków tej partii, że będą rządzić miastem w nieskończoność, pozwalało im podejmować decyzje bez słuchania jakiekolwiek krytyki, grając przeciwnikom na nosie i z uśmiechem na twarzy, z wręcz demonstrowanym przez niektórych radnych cynizmem, przegłosowywać w radzie miasta wszelkie uchwały wbrew opozycji, a przy okazji korzystać z przywilejów, jakie daje władza. W "Gazecie" wypominaliśmy wielokrotnie ówczesnym lewicowym notablom, że choć nie wszystko jest zakazane, jednak nie wszystko wypada. Niektórych - dobrze znanych wtedy polityków - krytykowaliśmy za to, że dzięki pełnionym przez nich funkcjom ich żony dostają dodatkowe etaty, albo zarabiają więcej od koleżanek pełniących równorzędne funkcje. Minęły lata, zmieniła się władza, nie zmieniły się pokusy.

Współpraca przedsiębiorcy i żony marszałka z PO niesie daleko idące konsekwencje. Wszystko co Urząd Marszałkowski zrobił dla tej inwestycji w Lidzbarku Warmińskim budzi teraz wątpliwości, czy wynikało to tylko z troski o odbudowę zabytkowej części kompleksu zamkowego w rodzinnym mieście marszałka i uruchomienie jednego z najlepszych hoteli w regionie, czy było jednak transakcją łączoną.

Słowa, by nie popadać w zbytnią paranoję - jak mówi przedsiębiorca - nie powinny być mottem, którym powinien kierować się jakikolwiek polityk. Ideałem jest, by politycy - a ta sprawa pokazuje, że także ich bliscy - reprezentowali standardy najwyższe z możliwych, a ich decyzje nie zostawiały marginesu na żadne domysły i spekulacje. Tego wymaga elementarna przyzwoitość należna wyborcom, którzy zaufali politykom i dlatego ich wybrali. Platforma Obywatelska nauczona doświadczeniem afery hazardowej powinna unikać sytuacji, które nawet jeśli z prawnego punktu widzenia nie są przewinieniem, jednak zostawiają niesmak. Nie może liczyć tylko na to, że ze strachu przed rządami PiS-u dwuznaczne sytuacje ujdą jej na sucho. Szef PO w regionie widocznie tego nie rozumie.

Maciej Nowakowski


Ludzie czy Wy nie czujecie sie okradani, bo ja tak!

Warto przypomniec jak chlopcy z Lublina z PO przyznawali sobie dotacje unijne. Najwyższy czas odciac ich od zloba, bo inaczej Polska zbankrutuje, a ja nie zamierzam pracowac na darmozjadów.
Obserwuj wątek
    • student.politechnikiradomskiej Re: PO znowu w akcji. Dał 15mln tak gdzie pracuj 22.08.11, 18:56
      lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,9381958,Kasa_PO__Mlodzi_chlopcy_zapomnieli_o_standardach.html
      Spółka czołowych polityków PO, a przy tym byłych sztabowców prezydenta Krzysztofa Żuka zgarnęła pół miliona złotych unijnego dofinansowania. Ich wniosek zatwierdził kolega z kampanii wyborczej, a pieniądze przyznał zarząd województwa, w którym zasiadają dwaj wiceszefowie Platformy.

      Chodzi o Pawła Markiewicza i Piotra Steca. Pierwszy jest sekretarzem regionalnej PO. Stec zaś nie tylko zasiada w zarządzie Platformy w województwie, ale jest też wiceszefem młodzieżówki partii na cały kraj. Obu panów łączy znajomość i wspólny sukces - razem tworzyli zwycięską kampanię prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka (PO). Razem mogliby wydać pół miliona złotych, które zatwierdzili ich partyjni koledzy. Jak do tego doszło? Cofnijmy się do jesieni ubiegłego roku.

      Październik 2010 r. Żuk walczy o prezydenturę. Na szefa swojego sztabu wybiera Pawła Markiewicza, który ma opinię niezwykle zdolnego fachowca od marketingu politycznego. W kampanii pracują jeszcze Stec i Paweł Majka, który pomaga organizować spotkania z mieszkańcami.

      Majka to szeregowy członek PO. Jest kierownikiem oddziału oceny projektów w LAWP, instytucji podległej marszałkowi. Rozdziela ona unijne pieniądze, ale jej decyzje musi jeszcze zaakceptować zarząd województwa.

      Pod koniec października LAWP ogłasza, że ma do rozdania ponad 2,2 mln złotych. Dwa tygodnie później rejestruje się spółka Prestige Solutions. Staje do konkursu z pomysłem pt. "Opracowanie Strategii Rozwoju Prestige Solutions jako instytucji otoczenia biznesu i transferu wiedzy".

      Pod tą skomplikowaną nazwą kryje się badanie przedsiębiorczości na Lubelszczyźnie i stworzenie specjalnego portalu internetowego. Do tego samego konkursu zgłaszają się znane i doświadczone organizacje: fundacja szkoleniowa "OIC Poland" czy Lubelska Izba Rzemieślnicza. Jedynym dokonaniem Prestige Solutions jest złożenie wniosku o kasę do LAWP.

      Kto stoi za spółką? Sprawdzamy: jej właścicielami są Stec i Markiewicz. Tworzą przy tym dwuosobowy zarząd firmy.

      Ich wniosek ocenia komisja złożona z podwładnych Majki (podpisują tzw. klauzulę bezstronności). Kierownik Majka wniosek już po ocenach zatwierdza. - To należało do moich obowiązków. Nie mogłem nie podpisać. O tym, że jest to spółka panów Markiewicza i Steca dowiedziałem się dopiero jak zobaczyłem dokumenty do podpisania - mówi dziś.

      Prestige Solutions, mimo piątego miejsca w rankingu najlepszych pomysłów, dostaje najwyższe dofinansowanie - prawie pół miliona złotych. Niedługo ma podpisać umowę o przekazaniu pieniędzy.

      8 marca decyzje LAWP akceptują władze województwa. Głosują za tym marszałkowie, a jednocześnie wiceprzewodniczący zarządu regionu PO: Krzysztof Grabczuk i Jacek Sobczak.

      Szefów Prestige Solutions i Pawła Majkę łączy coś jeszcze. Trzej panowie mają być trzonem nowej ekipy prezydenta. On sam mówi nam, że pomogą mu „zbudować przyszłość Lublina”. I tak w marcu Majka odchodzi z LAWP na stanowisko zastępcy dyrektora wydziału funduszy europejskich ratusza. Konkursu nie ma, bo prawo pozwala przechodzić urzędnikom między samorządami . - Jest mi potrzebny, aby usprawnić nadzór nad projektami europejskimi - tłumaczy nam prezydent Żuk.

      Z kolei Markiewicz po zwycięskiej kampanii zostaje zastępcą dyrektora kancelarii prezydenta, a Żuk szykuje mu już dyrektorski fotel. Także Piotr Stec planuje karierę w magistracie. Choć obecnie jest pracownikiem urzędu marszałkowskiego, to prezydent poprosił o jego przeniesienie - na wicedyrektora wydziału strategii i obsługi inwestorów w ratuszu. - Nie znam pana Steca, ale znam jego doświadczenie w budowaniu strategii samorządów - wyjaśnia prezydent. I dodaje: - Nie ma mowy o żadnym odwdzięczaniu się za kampanię.

      Żuk o dotacji dla firmy urzędników dowiedział się od nas. - Sprawę wyjaśnię - zapewnia.

      Stec z Markiewiczem pytani o pół miliona złotych, które niedługo trafią na konta ich spółki odpowiadają identycznie: - Za pracę w zarządzie spółki nie dostaniemy ani złotówki. Pieniądze z dofinansowania zostaną przeznaczone na działalność naszej firmy. Robimy to dla lubelskich przedsiębiorców.

      Co na to marszałkowie z Platformy, którzy przyznali kasę spółce kolegów z partii?

      Krzysztof Grabczuk jest szczerze zaskoczony. - Nie poinformowano mnie o tym. Standardem jest, że działacze PO nie występują o unijne dofinansowanie. Dowiem się o co chodzi. - dziwi się.

      Po godzinie oddzwania i informuje, że Prestige Solutions wycofa swój wniosek z LAWP, jeszcze przed podpisaniem umowy. - To młodzi chłopcy, nie byli pewni wyniku wyborów samorządowych, a chcieli pomagać naszym przedsiębiorcom. Przeprosili za wszystko. - wyjaśnia.

      Piotr Stec tłumaczy: - Zrozumieliśmy, że odbiór społeczny tej sytuacji może być negatywny, a zależy nam, aby kontynuować wysokie standardy w PO.

      PS. We wtorek po południu rzeczniczka prasowa prezydenta Żuka poinformowała nas, że rezygnuje on z pozyskania do urzędu miasta Piotra Steca.


      Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

      • student.politechnikiradomskiej Standardy panujace w PO 22.08.11, 19:00
        Standardy panujace w PO

        lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,9935731,24_tys__zl_stypendium_dla_dzialacza_PO__Pomogl_kolega.html
        24 tys. zł stypendium dla działacza PO. Pomógł kolega

        Działacz PO dostał wysokie stypendium za rzekomo innowacyjny doktorat, choć pisał o deficycie budżetowym od czasów PRL. Aby przyznać mu pieniądze dwóch dyrektorów marszałka związanych z Platformą przegłosowało profesora.

        Prawdopodobnie w środę Paweł Markiewicz zostanie dyrektorem kancelarii prezydenta Krzysztof Żuka. Tak rozstrzygnie się trwający od początku roku konkurs na to stanowisko.

        Długo był zawieszony, bo "Gazeta" ujawniła, że spółce Pawła Markiewicza i innego działacza PO przyznano prawie pół miliona złotych unijnej dotacji. Zaakceptowali ją partyjni koledzy obu wspólników. Gdy zaczęliśmy drążyć sprawę, firma zrezygnowała z pieniędzy.
        Mimo oskarżeń o kolesiostwo, prezydent Krzysztof Żuk uznał, że należy dokończyć konkurs. Jedynym kandydatem z mocnym poparciem Platformy jest właśnie Markiewicz.

        Przyjrzeliśmy się innym dokonaniom nowego dyrektora w ratuszu. Znaleźliśmy go na liście osób wyróżnionych prestiżowymi stypendiami marszałka województwa. Dostać je mogli doktoranci, których badania przyczynią się do "wzmocnienia konkurencyjności i rozwoju gospodarczego Lubelszczyzny".

        Preferowano młodych naukowców z takich dziedzin jak: innowacyjne technologie, nowoczesne rolnictwo i przetwórstwo rolne, wykorzystanie energii ze źródeł odnawialnych, turystyka w województwie oraz usługi wysokospecjalistyczne. Na liście 48 stypendystów roi się więc od inżynierów, badaczy genów, chemików pracujących nad postępem w medycynie czy rozwiązaniem problemów przemysłu.

        Wyjątkiem jest Markiewicz . Przez siedem miesięcy dostał ponad 24 tysiące złotych. Temat pracy: „Prawno-finansowe aspekty ograniczenia deficytu budżetowego w Polsce w latach 1980 - 2008”.

        Przewodniczącym komisji stypendialnej był Mariusz Majkutewicz, były już dyrektor w urzędzie marszałkowskim. W rozmowie z "Gazetą" zasłaniał się niepamięcią. Nie wykluczył, że to on oceniał pracę Markiewicza. Nawet jeśli tak było, to nic złego, bo łączy ich zwykła znajomość, jakich ma setki. Doktorat zaś może przydać się do planowania przyszłości.

        Z Markiewiczem są jednak nie tylko dobrymi kolegami. Na początku ub. roku ściśle współpracowali w Platformie, do której należą.

        Sprawdziliśmy jak wyglądała ocena doktoratu Pawła Markiewicza. Zasadą było, że każdą pracę losowało, a później punktowało dwóch członków komisji. Tworzyli ją również uznani naukowcy z lubelskich uczelni.

        Szczęśliwy traf chciał, że rozprawę Markiewicza wylosował jego kolega Majkutewicz oraz prof. Stanisław Baran z Uniwersytetu Przyrodniczego.

        Majkutewicz dał pracy znajomego 37 na 40 możliwych punktów. Prof. Baran był surowszy - przyznał doktoratowi Markiewicza 17 punktów.

        Różnica zdań była tak duża, że poproszono o opinię jeszcze jednego członka komisji. Bogdan Kawałko, dyrektor w urzędzie marszałkowskim, blisko związany z Platformą (partia wstawiła go na listy do Parlamentu Europejskiego) ocenił pracę na 28 punktów. Dzięki temu Markiewicz dostał stypendium.

        Kawałko: - Nie pamiętam. Do nazwisk nie przywiązywałem wagi.

        W komisji stypendialnej zasiadała również prof. Ewa Bojar, dziekan Wydziału Zarządzania Politechniki Lubelskiej. Jako fachowca zapytaliśmy ją o temat o doktoratu Markiewicza.

        - Można stwierdzić, że to praca raczej makroekonomiczna niż regionalna. Nie byłaby moim faworytem - mówi prof. Bojar.

        Dariusz Jodłowski, szef Związku Pracodawców Lewiatan w komisji reprezentował przedsiębiorców. Doktoratu Markiewicza sobie nie przypomina. - Część prac osobiście oceniałem jako wybitnie niekorespondujące z głównymi kryteriami: innowacyjnością oraz wykorzystaniem badań w biznesie. Tymczasem chodzi o transparentność w wydawaniu publicznych pieniędzy - podkreśla. - Na wniosek Lewiatana udoskonalono regulamin tegorocznej edycji stypendiów. W pierwszej kolejności przyznajemy je tym doktorantom, którzy znaleźli przedsiębiorców skłonnych wykorzystać wyniki ich badań - dodaje.

        Paweł Markiewicz napisał nam w e-mailu: - Badałem między innymi wpływ deficytu budżetowego na sytuację społeczno-gospodarczą. W sposób bezpośredni w mojej pracy odnoszę się do sytuacji finansowej województwa. Innowacyjność wiąże się z wprowadzeniem reform i ulepszeń, nowych rozwiązań. Analizuję i rekomenduję rozwiązania za pomocą których można kształtować budżet państwa i samorządu terytorialnego w kontekście poprawy sytuacji gospodarczej. Nie interesowałem się kto oceniał moją pracę w komisji stypendialnej.

        Więcej... lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,9935731,24_tys__zl_stypendium_dla_dzialacza_PO__Pomogl_kolega.html#ixzz1VmI9dzyT
        • Gość: analfebeto do nauk student analfabeto do NAUKI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.11, 19:08
          "student" analfabeto weż się do nauli, a nie wypisujesz swoje pierdoły.
          • Gość: manu Re: student analfabeto do NAUKI IP: *.radom.vectranet.pl 22.08.11, 20:18
            Co chcesz prawdę pisze. Tam aż huczy od korupcji PO.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka