Dodaj do ulubionych

Waters - kto byl na koncercie??

IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 08.06.02, 18:25
Nitka miala byc i jeszcze pare osob z Radomia wiem ze sie wybieralo.

Jak wrazenia?

Dla mnie rewelacja! Mialem nie byc, ale teraz wiem, ze bym sobie nie darowal...
Obserwuj wątek
    • drs Re: Waters - kto byl na koncercie?? 08.06.02, 22:40
      Byłem,nie żałuję.Koncert wspaniały,dobrze że pogoda zlitowała się nad fanami
      muzyki Pink Floyd,oglądałem wczesniej ten koncert na DVD i powiem,że w zasadzie
      nie odbiegał ten warszawski od tej wersji amerykańskiej,ludzie o różnym
      przekroju wiekowym od młodzieży licealnej,po studentów i facetów z siwymi
      bródkami i łysymi głowami.Ogólnie było super.
    • Gość: pinkey TYLE LAT CZEKAŁEM... IP: *.dami.com.pl / 172.16.0.* 09.06.02, 02:38
      Jakie wrażenia?!

      Kiedy Roger wyszedł na scenę (na podwyższeniu) i zaintonował "in the flesh"
      zacząłem płakać... Nie obchodziło mnie, że tak naprawdę w tym utworze wyraża
      nienawiść do nas, DO LUDZI NA STADIONIE... Nie interesowało mnie, że zawsze
      wypowiadał się, iż nienawidzi wielkich stadionowych koncertów ze względu na
      brak kontaktu z publicznością... JA PO PROSTU POCZUŁEM SIĘ TAK JAKBYM GRAŁ
      JEDNĄ Z RÓL W "THE WALL" ALANA PARKERA!!!

      I wtedy zrozumiałem, że to bzdura - brak kontaktu z publicznością... Jak mógł
      kiedyś coś takiego powiedzieć?!!! Czekałem tysiąc lat by usłyszeć jego słowa
      na żywo: "Gdyby to ode mnie zależało - wszystkich was postawiłbym pod mur!".

      A tytuł utworu (przekornie najpierw ze znakiem zapytania potem bez) wszystko
      tłumaczy... On nie chce nikogo zabijać... To tylko odzywa się jego natura w
      reakcji na brak zrozumienia - na brak zrozumienia na który nie mógł narzekać
      na stadionie Gwardii!!! To co daliśmy tam z siebie, my wszyscy pięć metrów od
      sceny, i tam daleko, znajomi, obcy, samotni czy połączeni w grupy sprawiło, że
      ten wspaniały siwy człowiek po raz kolejny pomyślał dobrze o polskiej
      publiczności... Może będzie chciał wrócić...

      Potem było wspaniale. Dużo rzekomych kawałków pink floyd (choć "lyrics and
      music by Roger Waters"...), potem "The Wall" (to już wyłącznie dzieło
      Watersa), trochę tylko (szkoda!) "Final Cut" (a post war dream by roger
      waters), i wreszcie na telebimie pojawiła się wielka amerykańska ciężarówka -
      wtedy wiedziałem: oto za chwilę usłyszymy najwspanialszy album w historii
      rocka: "the Pros and Cons of Hitch Hiking"!!!

      Trochę krótko; czyżby Roger wstydził się pierwszego albumu po rozstaniu z
      Pin... gilmourem???!! (Wszyscy chyba wiemy, iż pros&cons to jedna z dwóch
      propozycji, które Waters przedstawił równocześnie z "the Wall" i
      powiedział "wybierzcie co chcecie nagrać...")

      Pominąłem fakt jak długo biłem brawo kiedy wyszedł i powiedział, iż z powodu
      chmur skróci dwudziestominutową przerwę do minut pięciu...

      Gdzieś już przy końcu na ekranie pojawiła się małpa... Znowu dziwne wzruszenie
      nawiedziło moje oczy... A potem znów już nie zastanawiałem się czy dobrze
      robię skandując nasz "national anthem". Śpiewałem "Can't you see it: all makes
      perfect sense..." A przecież ten hymn to ironia...

      Nieważne.

      Widzieliście ten jego wzrok kiedy śpiewał o Andrew Lloyd-Webber, i ten jego
      głos, który brzmiał jakby wydobywał się z samych czeluści złośliwych
      piekieł: "then the piano lids come down, and breaks his fucking fingers"?!!!
      Coś niesamowitego!!!

      I "Amused to death". Gorzkie podsumowanie naszego społeczeństwa. Czy oglądając
      wciąż reality shows, dziwne teleturnieje i makabryczne tasiemcowe seralie
      rzeczywiście nie skazujemy się na śmierć przez zbytnie rozpieszczanie siebie?
      Czego nam brakuje? MAMY WSZYSTKO!!! Więc do czego dążyć??? Więc kiedy
      antropolodzy z obcych planet z niedowierzaniem po raz kolejny powtórzą
      wszystkie testy, nie pozostanie im nic innego, stwierdzą: "Homo Sapiens ubawił
      się na śmierć"...

      ROZMAWIAJMY ZE SOBĄ!

      Potem dwa bisy. "Comfortably Numb" - liczyłem, że zagra w głównym programie...
      Ale to i tak utwór, który wywołuje we mnie łzy wzruszenia... Piękny...
      Cudowny... Wspaniały...

      Potem "Flickering Flame". Jeszcze nie wiem co powiedzieć...

      I światła gasną... Koniec. Nie ma go. Ale na zawsze zapamiętam słowa: "Tu jest
      tak zimno, ale w was jest takie ciepło"...

      I wiem, że patrzył wtedy na mnie...



      ZA TYDZIEŃ, 40KM OD WIEDNIA ZNÓW GO ZOBACZĘ!!!

      • Gość: jdk Re: TYLE LAT CZEKAŁEM... IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 09.06.02, 09:22
        Ale pieknie (pinkeynie) napisane!! :)

        Wlasciwie nie ma co dodawac. Moze tylko odnosnie Comfortably numb - ten pojedynek
        na solowki gitarowe w koncowce utworu, gdy Snowy White i ten drugi gitarzysta
        stali wysoko na podniesieniu grajac na przemian i bedac na zmiane wylawianymi z
        mroku swiatlem reflektora, przyblizajac sie do siebie krok po kroku, by zakonczyc
        niesamowita gra na dwie gitary - czegos takiego nie zapomina sie chyba do konca
        zycia!!...
        • Gość: Zetoxa Re: TYLE LAT CZEKAŁEM... IP: *.radom.pl 09.06.02, 17:40
          ... pinkey, co za piękna recenzja, szkoda, że nie mogłem być z Wami. Trzeba
          przyznać,że przybliżyłeś bardzo atmosferę koncertu swoją recenzją, brawo !!!
      • Gość: NITKA Żałuję jednego... IP: 217.153.15.* 10.06.02, 11:10
        Koncert WSPANIAŁY.
        Żałuję tylko jednego, że nie dane mi było przeżywać go z kimś, kto jako
        pierwszy włączył mi płytę i powiedział: posłuchaj.
        Z kimś, kto tłumaczył mi teksty, opowiadał historię
        i w końcu z kimś, kto oddał mi swoją (teraz także moją) ukochaną płytę "the
        Pros and Cons of Hitch Hiking"!!!

        Cóż... "It happens"

        • Gość: jdk Re: Żałuję jednego... - NIE ZALUJ !!!! IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 10.06.02, 22:34
          Nitka - nie przejmuj sie! Z jednej strony, jak to mowia, (sh)it happens. Ale z
          drugiej: nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. Stara prawda zyciowa,
          ktora sprawdza sie co i rusz.

          A ze bylas bez tego kogos? Moze nie byl tego warty! Uwierz, ze takie rzeczy
          zdarzaja sie czasami, a Twoja sila polega na tym, zeby mimo wszystko zyc, byc
          szczesliwa i cieszyc sie np. koncertem Watersa. Ja bardzo sie cieszylem! :)))

          Pozdrawiam i... uszy do gory!
          • Gość: NITKA Re: Żałuję jednego... - NIE ZALUJ !!!! IP: 217.153.15.* 11.06.02, 11:49
            Nie jest aż tak źle :)

            (nie sądziłam, że aż tak dramatycznie to zabrzmi)

            Drogi jdk, cieszyłam się niesamowicie i naprawdę szczególnie przeżywałam ten
            koncert, a że stało się tak a nie inaczej... trudno.

            ---------------------------------------

            "who cares what it's all about / as long as the kids go?" ...Roger Waters
      • Gość: leo Re: TYLE LAT CZEKAŁEM... IP: *.ibles.waw.pl 10.06.02, 11:30
        dziękuję za wzruszającą recenzję
        • Gość: neo Re: TYLE LAT CZEKAŁEM... IP: *.rado.gazeta.pl 11.06.02, 10:55
          tyle waters wokół... ;)))
      • Gość: M Re: TYLE LAT CZEKAŁEM... IP: 194.181.0.* 11.06.02, 10:57
        pinkey napisał: Kiedy Roger wyszedł na scenę (na podwyższeniu) i
        zaintonował "in the flesh"
        zacząłem płakać...

        Widziałem też jak kilka osób płakało na tym koncercie. Nie dziwię się. Piękna
        muzyka wspaniale zagrana. Do dziś nie mogę dojśc do siebie.
        Po powrocie do domu włączyłem sobie Dark Side..., Wish You Were Here i nie
        brzmiało to nawet w połowie tak dobrze jak na koncercie. Waters roztoczył jakąś
        magię. To nie był zwykły koncert. To wspaniały spektakl. Nie ma watpliwości, że
        dla takich chwil warto żyć.
        • Gość: NITKA dla takich chwil warto żyć... IP: 217.153.15.* 11.06.02, 11:51
          Gość portalu: M napisał(a):

          > To nie był zwykły koncert. To wspaniały spektakl. Nie ma watpliwości, że
          >
          > dla takich chwil warto żyć.


          :)
          • Gość: pinkey Re: dla takich chwil warto żyć... IP: *.dami.com.pl / 172.16.0.* 12.06.02, 17:15
            > Gość portalu: M napisał(a):
            >
            > To nie był zwykły koncert. To wspaniały spektakl. Nie ma watpliwości, że
            > dla takich chwil warto żyć.

            A JA ZA CHWILĘ WYJEŻDŻAM DO WIEDNIA NA NASTĘPNY KONCERT!!!

            Mam nadzieję, że będzie równie wspaniale jak na Gwardii, choć trochę nie wierzę
            w austriacką publiczność... Ale w końcu jadę na koncert dla siebie, a nie dla
            publiczności :)

            Pozdrawiam wszystkich, którzy wiedzą kim jest Roger Waters!!!
            • Gość: NITKA Re: dla takich chwil warto żyć... IP: 217.153.15.* 12.06.02, 19:16
              Gość portalu: pinkey napisał(a):
              .
              >
              > A JA ZA CHWILĘ WYJEŻDŻAM DO WIEDNIA NA NASTĘPNY KONCERT!!!
              >
              > Mam nadzieję, że będzie równie wspaniale jak na Gwardii, choć trochę nie wierzę
              >
              > w austriacką publiczność... Ale w końcu jadę na koncert dla siebie, a nie dla
              > publiczności :)
              >
              > Pozdrawiam wszystkich, którzy wiedzą kim jest Roger Waters!!!

              Życzę równie cudownych wrażeń :)

              Pozdrawiam
              Nitka
              -------------------------------------------
              "Chwiele wzruszeń czynią nas bardziej wartościowymi..."
    • millenik1 Re: Waters - kto byl na koncercie?? 12.06.02, 22:59
      pinkow trzeba sluchac samemu...
    • Gość: pinkey Re: Waters - kto byl na koncercie?? IP: *.chello.at / *.9.14.vie.surfer.at 13.06.02, 06:23
      No i jestem w Wiedniu, Schwegglerstrasse 26, jest czwartek rano. Jutro kolejny
      wielki dzień!!! A my na razie zobaczymy co udało nam się kupić na
      bezcłówce... :) Pozdrawiam wszystkich, jutro będzie piękne... :)
      • Gość: jdk Re: Waters - kto byl na koncercie?? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 13.06.02, 08:54
        Witamy i pozdrawiamy!

        Pinkey, gdzie bedzie ten koncert w Wiedniu? Tez na stadionie, czy jak w
        wiekszosci innych miast w hali?
      • Gość: M Re: Waters - kto byl na koncercie?? IP: 194.181.0.* 13.06.02, 10:10
        Gość portalu: pinkey napisał(a):

        > Jutro kolejny
        > wielki dzień!!!

        Ciekawe, czy Roger zagra nieco głośniej niz w Warszawie. Według mnie na Gwardii
        nie dali w pełni żaru.
      • Gość: pinkey Re: Waters - kto byl na koncercie?? IP: *.chello.at / *.9.14.vie.surfer.at 14.06.02, 15:10
        jeszcze tylko cztery godzinki!... koncert nie jest na stadionie, ale niestety
        na odkrytej scenie...

        pozdrawiam, Rafał.
        • Gość: jdk Re: Waters - kto byl na koncercie?? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 14.06.02, 22:23
          Gość portalu: pinkey napisał(a):

          > jeszcze tylko cztery godzinki!... koncert nie jest na stadionie, ale niestety
          > na odkrytej scenie...
          >
          > pozdrawiam, Rafał.


          pinkey'owi - Rafalowi to fajnie!! Jest sobie w tej chwili na kolejnym
          koncercie "Artysty" Rogera W. ... Ech...
    • Gość: pinkey NO I WŁAŚNIE WRÓCIŁEM Z WIEDNIA... IP: *.dami.com.pl / 172.16.0.* 15.06.02, 12:01
      Zanim złapię oddech powiem tylko tyle: trochę niesprawiedliwie oceniłem
      austriacką publiczność.

      Oni po prostu są trochę inaczej nastawieni do tego typu form spędzania wolnego
      czasu (przyzwyczajeni?) W każdym razie byłem mile zaskoczony, kiedy Roger
      zaczął prezentować solowe utwory a publika nie umilkła. Co więcej: APLAUZ BYŁ
      DUŻO WIĘKSZY NIŻ PRZY UTWORACH STWORZONYCH Z (ŁASKAWYM) UDZIAŁEM SIR
      GILMSZCZURA!!!

      To co tam się działo gdy pojawił się National Anthem (perfect sense) przeszło
      wszelkie wyobrażenia!!!

      O szczegółach jeszcze napiszę... W każdym razie: kolejne spotkanie z Watersem
      po którym mogę powiedzieć: Gilmour to pieprzony dupek!!!

      (przepraszam jeśli kogokolwiek uraziłem).

      Pozdrawiam, Rafał.
      • Gość: bodzio Re: NO I WŁAŚNIE WRÓCIŁEM Z WIEDNIA... IP: *.4it.net.pl 15.06.02, 13:54
        Słuchalem Pink Floyd, jak wiekszości z Was nie było na tym świecie...
        I zgadzam się: Waters jest jedyny, Pink Floyd to Waters, Waters to Pink Floyd.
        Na pocieszenie dla tych, kórzy nie byli na koncercie polecam "Flickering
        Flame" - I część ciekawych solowych kawałków z różnych lat, rozpoczyna się
        od "knockin` on heaven`s door"! Taki koncert np. w radomiu na lotnisku?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka