Dodaj do ulubionych

11-letni agent bezpieki?

IP: *.udn.pl 08.11.05, 20:47
Kiedy inni znani radomianie z listy będą tak odważnie mówić o tamtych
czasach.Jest ich nie mało. Brawo Panie prezydencie, niech pan nie daje za
wygraną.
Obserwuj wątek
    • Gość: KR! Re: 11-letni agent bezpieki? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.11.05, 21:08
      Z wiadomośći historycznych , które udało mi się kiedyś wyczytać w pewnych ciekawych książkach w laatch 1980-1989 w Radomiu było 1200 agentów.Było ich tak duzo bo Radom obok Gdańska i Krakowa namocniej walczył z komuną.Szkoda , że nikt za to miastu Radom nie podziękował.Mam nadzieję że pan prezydent Gajewski wyjaśni tą sprawę do końca.
      • Gość: x Re: 11-letni agent bezpieki? IP: *.udn.pl 08.11.05, 21:11
        Może być literówka, pomyłka w dacie.
        • Gość: buba Re: 11-letni agent bezpieki? IP: 80.50.60.* 09.11.05, 09:27
          To była pomyłka i dzisiaj jest to napisane na pierwszej stronie wydania
          radomskiego Życia Warszawy. Żadna inna gazeta, ani nawet PAP tego nie podały!!!
    • Gość: Gerwazy Radomski Re: 11-letni agent bezpieki? IP: *.radom.pl 09.11.05, 00:17
      Tak czy owak, przesłanie Gajewskiemu decyzji o tym, że akta dowodzą iż był
      agentem, a wstąpił do służby w 1970 roku, (kiedy miał, jak słyszę, 11 lat) to
      totalna kompromitacja IPN-u!!! Spalić to całe gó.. i patrzeć w przyszłość.
      Pamiętacie jak Gajewskiego Kopaczowa wyślizgała, "bo agent"? Tak może być z
      każdym, bo niky juz nie jest w stanie sprawdzić i dowieść co w tych teczkach
      jest prawdą, a co nie jest.
      A róbta co chceta. Mnie to i tak nie dotyczy. Chociaż... gdyby brac pod uwagę
      jedenastolatków...
    • Gość: Lenoms Nie wiem czy agent, ale na pewno cwaniaczek IP: *.radom.pl 09.11.05, 01:03
      Odwalał chałtury filmujac wesela kamerami jakie miał w dyspozycji Urzędu Miasta.
      • Gość: lolek Re: Nie wiem czy agent, ale na pewno cwaniaczek IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 09.11.05, 07:17
        Cwaniak , że ho ho ja pozostali z UM
        • pajjak Re: Nie wiem czy agent, ale na pewno cwaniaczek 09.11.05, 09:40
          czy to nasz radomski, nasz własny... Pawka Morozow?
    • Gość: mango Re: 11-letni agent bezpieki? IP: 82.197.43.* 09.11.05, 09:26
      Ktoś tu proponuje spalić archiwa, no to wtedy tylko dawni faceci z SB będą
      robić użytek z tego co wiedzą i wynieśli. Chyba nikt nie wątpi, że korzystają z
      dawnych kontaktów i papierów. Nie wiem jak to jest z Gajewskim, ale dziwię się
      jego trosce o ochronę dóbr oficera, który go werbował. Niech poda jego
      nazwisko. Właśnie nazwiska SB-ków należy ujawniać, ukrywanie podważa
      wiarygodność wypowiedzi Gajewskiego. Wcale też nie wiadomo czy rzeczywiście
      ujawnienie nazwiska SB-ka jest naruszeniem prawa jak utrzymuje Gajewski. A
      jeśli nawet, warto zaryzykować. Chyba, że komuś zależy aby skrywać jakieś
      powiązania.
    • Gość: wesoła Re:Kogo to obchodzi? IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.05, 10:45
      Kogo tak nmaprawdę obchodzi czy jakiś tam Gajewski był agentem czy nie. Co
      teraz od tego zależy? Czy nie jest ważne jakim jest człowiekiem, co chce
      dobrego zrobić dla Radomia? czy jest przydatny? To wszystko zawracanie głowy.
      Masz rację Gerwazy, że należałoby ten cały IPN wysadzić w powietrze razem z
      tymi wszystkimi rewelacjami bo już i tak nikt nie wie, czy są prawdziwe czy
      nie. Myślę, że normalny człowiek chce żyć spokojnie, pracować, uczyć się,
      kochać, rozwijać się. Po prostu iść do przodu a tymczasem wtłaczają mu do głowy
      jakieś bzdety, nikomu nie potrzebne a wręcz szkodliwe. Ja takim "odkrywcom" nie
      płaciłabym pensji to szybko by sobie poszukali pożytecznej pracy!
      Zresztą tak sobie myślę, że cały ten IPN to zemsta właśnie UB. Rzucili na żer
      jakieś papierzyska, nasiali fermentu a teraz patrzą jak się głupki zagryzają.
      • Gość: Rene Re:Kogo to obchodzi? IP: *.udn.pl 09.11.05, 12:11
        Bardzo wesoła wypowiedź. Mnie osobiście bardzo zależy aby wiedzieć kto nami
        rządzi i czy kiedyś był uczciwym człowiekiem. Chyba, że wszystko sprowadza się
        do tego czy ma się się co do gara włożyć, a wtedy niech rządzi kto chce. Oj,
        jak tak się będziemy dalej rozwijać to do niczegfo nie dojdziemy.A bez pamięci
        do przodu też nie pójdziemy.
        • Gość: ... Re:Kogo to obchodzi? IP: *.udn.pl 09.11.05, 12:19
          A poza tym ci ludzie mogą być szantażowani przez swych byłych prowadzących
          oficerów i innych . Jeśli są na stanowiskach i wiele od nich zalezy to robią to
          co kaze im szantażysta, czyli układ SBecki ma wpływ na to co się w Polsce czy
          Radomiu dzieje. Lepiej więc wszystko upublicznić i pozbawić ich możliwości
          szantażowania. Im wczesniej, tym lepiej.
          • Gość: wesoła Re:Kogo to obchodzi? IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.05, 17:12
            Mówisz, że ci ludzie mogą być szantażowani przez swoich byłych oficerów
            prowadzących czyli obecny układ SB-cki. No to powiedz komu ci oficerowie
            mieliby donosić w IV RP i w jakim celu? Jeśli nie byłoby chętnych do słuchania
            tych ewentualnych donosów to nie byłoby powodu do szantażu. Gdyby raz na zawsze
            zniszczyć te papierzyska to nie byłoby CZYM szantażować i byłby święty spokój.
            Nie chodzi o "napchanie brzucha" jak ktoś tu powiedział (bo kiedyś brzuchy
            lepiej się miały) tylko o zdrowy rozsądek. Wszystkie takie przepychanki
            działają na szkodę społeczeństwa bo ludzie skupiają się na przeszłości a nie na
            rozwoju. Teraz jest pole do popisu dla szantażystów.
      • Gość: kran Re:mnie IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 09.11.05, 12:57
        Czerwony jesteś to tak myślisz jak oni.Gość podobno już jako nastolatek donosił
        na kolegów. On już dawno powinien odejść. Dzieki takim mamy to co mamy. Zero
        moralności albo inaczej moralność chorego komucha
        • Gość: , Re:mnie IP: *.udn.pl 09.11.05, 13:20
          Lustracyjna rewolucja
          09.11.2005 06:08 (aktualizacja 11:01)


          Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, że wszyscy mogą zajrzeć do akt w
          Instytucie Pamięci Narodowej, byli esbecy już zgłaszają się do Instytutu. Czeka
          nas rewolucja w lustracji.

          Janusz Kurtyka, dyrektor krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej i
          zwycięzca niedawnego konkursu na prezesa Instytutu, powiedział INTERIA.PL, że
          już następnego dnia po orzeczeniu Trybunału, iż przepisy ustawy o IPN, które
          uzależniają prawo do dostępu do dokumentów i do sprostowania informacji od
          uzyskania statusu pokrzywdzonego, są sprzeczne z konstytucją, w oddziale
          odebrano kilkanaście telefonów od byłych funkcjonariuszy służb specjalnych PRL
          zainteresowanych swymi aktami.

          - Po tym pierwszym dniu fala jednak opadła - mówi dyr. Kurtyka i dodaje, że na
          razie żaden były esbek do akt na swój temat nie zajrzy z powodów formalnych. -
          Nie ma jeszcze bowiem uzasadnienia werdyktu Trybunału, a dopiero po nim władze
          IPN wydadzą zarządzenie, które ureguluje odpowiednie procedury - tłumaczy.
          Niemniej zainteresowania byłych esbeków spodziewać się należy.

          Przypomnijmy, iż wyrok Trybunału w tej sprawie zapadł 26 października, a
          sędziowie zajęli się tą sprawą na wniosek rzecznika praw obywatelskich Andrzeja
          Zolla. Cała dotychczasowa filozofia udostępniania materiałów zgromadzonych w
          Instytucie musi się po tym wyroku zmienić.

          Wyrok podważa sens pracy?

          Szybkie zainteresowanie byłych funkcjonariuszy peerelowskich służb możliwością
          wglądu do akt na swój temat stwierdzono także w katowickim oddziale IPN. -
          Zgłoszenia od osób spoza dotychczasowego grona pokrzywdzonych były - potwierdza
          Jolanta Nowak, naczelnik Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN w
          Katowicach.

          Instytut będzie zatem musiał otworzyć archiwa dla byłych agentów oraz
          funkcjonariuszy bezpieki. I przyjmie też bardziej liberalną definicję
          współpracy z SB. To, że nawet byli esbecy zyskują możliwość "sprostowania" i
          uzupełnienia informacji w teczkach, nie specjalnie cieszy jednak pracowników
          IPN.

          - Wiele spraw związanych z działalnością Instytutu idzie w złym kierunku. Z
          nadzieją czekamy na zmianę Ustawy o IPN i wybór nowego prezesa Instytutu przez
          Sejm - nie kryje w rozmowie z INTERIA.PL Ryszard Terlecki, szef Biura Edukacji
          Publicznej w krakowskim IPN. Wprawdzie nie przewiduje zalewu wniosków o dostęp
          do akt od byłych esbeków, ale uważa, że orzeczenie Trybunału zmienia podstawowe
          zasady dotychczasowego funkcjonowania Instytutu.

          - Jeżeli ktoś robił coś przez lata i nagle okazuje się, że to nie jest zgodne z
          prawem, to robi się to niepoważne - mówi. A wyrok Trybunału rzeczywiście
          podważa sens nadawani statusu pokrzywdzonego np. byłym opozycjonistom, skoro
          ich dawni prześladowcy także będą mogli "grzebać" w aktach.

          - Uważam, że powinno się znieść status pokrzywdzonego i opracować nowy tryb
          udostępnienia akt - powiedział Janusz Kurtyka "Rzeczpospolitej" tuż po
          ogłoszeniu wyroku w tej sprawie. - Z orzeczeniami Trybunału się nie polemizuje.
          Ale to zmienia filozofię działania Instytutu o 180 stopni - nie miał
          wątpliwości.

          Lustracyjna rewolucja

          Sędziowie uznali również, że przygotowywanie materiałów publicystycznych nie
          jest wystarczającą podstawą udostępnienia akt IPN dziennikarzom. Zatem agent
          zajrzy do teczki na swój temat, a publicysta zainteresowany inwigilacją
          jakiegoś środowiska opozycyjnego z lat 80. - niekoniecznie.

          Mimo to niektórzy politycy dostrzegają dobre strony wyroku Trybunału. - To
          orzeczenie - powiedział Jan Rokita dziennikarzom po werdykcie - de facto
          wymusza likwidację dotychczasowego mechanizmu lustracji w Polsce i pełne
          otwarcie archiwów. - Pod tym względem spełnia się to, o czym marzyłem od dawna -
          dodał.

          Lider PO przypomniał, że w Polsce skonstruowano proces lustracyjny nie w
          oparciu o zasadę, że "kto jest agentem, musi ponieść odpowiedzialność", tylko
          na zasadzie: "kto kłamie w sprawie tego, że jest agentem, musi ponieść
          odpowiedzialność". - Skoro każdy może sprawdzić, co dokładnie jest na jego
          temat w archiwach, to nikt nie będzie kłamał - ocenił.

          To zacieranie różnic między pokrzywdzonymi a krzywdzącymi - orzekli też
          politycy. Tak stwierdził np. lider LPR Roman Giertych.
    • Gość: obserwator a jednak IP: 82.139.45.* 09.11.05, 13:34
      IPN: Gajewski był współpracownikiem SB, choć nie w 1970 rokuWedług Instytutu
      Pamięci Narodowej, obecny wiceprezydent Radomia Krzysztof Gajewski był
      współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, choć nie w 1970 roku, jak podał to IPN
      w piśmie do Gajewskiego 'W postanowieniu, które pan Krzysztof Gajewski otrzymał
      od IPN, wystąpił oczywisty błąd pisarski, który zostanie sprostowany z urzędu.
      W pozostałym zakresie postanowienie nie ulega zmianie' - poinformował PAP w
      środę Andrzej Arseniuk z wydziału prasowego Instytutu. Ze źródeł zbliżonych do
      Instytutu PAP dowiedziała się, że w dokumencie zamiast roku 1970 powinien
      widnieć rok 1979.
      za www.rzeczpospolita.pl
      • Gość: re Re: a jednak IP: *.ats.pl / *.ats.pl 09.11.05, 14:09
        tak czt owak
        Panie Gajewski chyba koniec kariery politycznej

        • Gość: , Re: a jednak IP: *.udn.pl 09.11.05, 14:13
          PAP 09-11-2005, ostatnia aktualizacja 09-11-2005 13:31

          Według Instytutu Pamięci Narodowej, obecny wiceprezydent Radomia Krzysztof
          Gajewski był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, choć nie w 1970 roku, jak
          podał to IPN w piśmie do Gajewskiego

          "W postanowieniu, które pan Krzysztof Gajewski otrzymał od IPN, wystąpił
          oczywisty błąd pisarski, który zostanie sprostowany z urzędu. W pozostałym
          zakresie postanowienie nie ulega zmianie" - poinformował PAP w środę Andrzej
          Arseniuk z wydziału prasowego Instytutu.

          Ze źródeł zbliżonych do Instytutu PAP dowiedziała się, że w dokumencie zamiast
          roku 1970 powinien widnieć rok 1979.

          Gajewski pytany w środę przez PAP nie chciał komentować nowych informacji IPN,
          których - jak podkreślił - jeszcze nie otrzymał. Dodał, że do sprawy "odniesie
          się", gdy dostanie pismo z Instytutu.

          We wtorek Gajewski zaprezentował na konferencji prasowej w Radomiu dokument z
          datą 19 października 2005 roku, który otrzymał z IPN w odpowiedzi na swe
          wystąpienie o autolustrację. Według pisma, z zebranej dokumentacji wynika, że
          współpracował ze służbami bezpieczeństwa od stycznia do lipca 1970 roku;
          Gajewski, urodzony w maju 1958 roku, miał wówczas 11 lat.

          Z cytowanego przez Gajewskiego fragmentu pisma IPN wynika, że został on
          zarejestrowany jako tajny współpracownik wydziału trzeciego komendy stołecznej
          Milicji Obywatelskiej. Departament ten zajmował walką z działalnością
          antypaństwową w kraju, czyli z opozycją.

          Wiceprezydent zapowiedział, że skieruje sprawę do sądu w procesach cywilnym,
          karnym i administracyjnym. Nie chciał jednak ujawnić, przeciwko komu pozwy będą
          skierowane.

          Starania o autolustrację Gajewski podjął w 2004 roku. Najpierw wystąpił do
          Rzecznika Interesu Publicznego, ale dostał odpowiedź odmowną z wyjaśnieniem, iż
          funkcja wiceprezydenta nie jest publiczną, a więc nie podlega lustracji. Gdy
          zwrócił się do IPN, otrzymał zaświadczenie, iż na podstawie dokumentów
          zgromadzonych w archiwach IPN nie jest osobą pokrzywdzoną. Złożył odwołanie od
          tego zaświadczenia. W odpowiedzi otrzymał z IPN dokument, który przedstawił na
          konferencji prasowej.

          Nazwisko Krzysztofa Gajewskiego pojawiło się na tzw. liście Wildsteina.
          (Bronisław Wildstein, ówczesny publicysta "Rzeczpospolitej", udostępnił w
          styczniu dziennikarzom pochodzącą z czytelni IPN jawną listę katalogową ponad
          160 tys. nazwisk funkcjonariuszy i tajnych współpracowników służb specjalnych
          PRL oraz osób wytypowanych do współpracy (na liście były też osoby mogące być
          dziś pokrzywdzonymi w myśl ustawy o IPN).
    • Gość: logika Re: 11-letni agent bezpieki? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.05, 18:53
      Ale brednie!
      Pracownicy SB byli fachowcami w swojej robocie i pracownicy IPN znają się na swojej robocie.
      Wynikająca z tego decyzja IPN odnośnie określonej osoby jest pewna na 99,99%.
      Możliwość podjęcia decyzji IPN opartej na informacji o 11-letnim współpracowniku SB jest w y k l u c z o n a.
      Współczuć trzeba temu co w obronie własnej d..y puszcza plotki o 11-letnim współpacowniku SB i tym co takie pierdoły wypisują w gazecie bez zweryfikowania informacji.
    • Gość: lolo Re: 11-letni agent bezpieki? IP: *.zgora.dialog.net.pl 09.11.05, 20:42
      jednak przyznaje się że podpisał umowę z SB o zachowaniu tajemnicy o rozmowie ,
      czyli nie dowiemy się o czym poinformował funkcjonariuszy w czasie rozmowy.Gdy
      IPN nie wydaje zaświadczenia , świadczy to o tym że ktoś nie zakończył swojej
      działalności !

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka