Dodaj do ulubionych

Afery i aferały

03.01.07, 14:55
Wielka afera w telefonach

Prokuratura twierdzi, ze z radomskiego zakładu wypłynęło kilka milionów
złotych.
Małgorzata Chrabąszcz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Radomiu: - To
największa dotychczas sprawa związana z wyprowadzaniem pieniędzy z radomskich
firm. Pokazuje ona mechanizm całego procederu. Niestety, nie udało się
natomiast ustalić, co ostatecznie stało się z tymi milionami.
RADOM. Podpisywanie fikcyjnych umów i wyprowadzenie w ten sposób z Radomskiej
Wytwórni Telefonów wielu milionów złotych zarzuca radomska prokuratura
prezesowi tej firmy oraz członkom jej zarządu. W sumie na ławie oskarżonych
zasiądzie 14 osób.


OSKARŻONY PREZES

Sprawa dotyczy działalności RWT od 1999 do 2003 roku. Jej prezesem był wtedy
Bohdan M. a w skład zarządu wchodzili Waldemar M., Jacek J. i Stanisław P.
Według poczynionych przez prokuraturę ustaleń podpisywali oni umowy ze
spółkami. Zlecenia dotyczyły różnych usług, których w rzeczywistości nie
świadczono.

Pomimo tego RWT przesyłała pieniądze na ich konta. Potem transferowano je na
konta rzekomych podwykonawców, by jeszcze później umieszczać je w skrytkach
bankowych. Stamtąd były one odbierane przez upoważnione osoby i przekazywane
ludziom, których tożsamości nie udało się ustalić. Co dalej działo się
z „wygospodarowanymi” w ten sposób pieniędzmi – nie wiadomo
Obserwuj wątek
    • darek_liryk Re: Afery i aferały 03.01.07, 14:57
      Rodzina Millera w podejrzany sposób zarobiła fortunę

      Syn i synowa Leszka Millera w podejrzany sposób zarobili milion dolarów. W
      transakcji przewija się tajemniczy fundusz z Wysp Bahama i biznesmen oskarżony
      o przestępstwa gospodarcze - pisze DZIENNIK.

      Marzec 2000 r. - rządząca Polską prawicowa AWS jest w defensywie. W
      zbliżających się wyborach prezydenckich Aleksander Kwaśniewski ma miażdżącą
      przewagę. "SLD bierze wszystko" - tak gazety tytułują artykuły o
      przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Sondaże nie pozostawiają złudzeń:
      partia dowodzona przez Leszka Millera ma 40 procent poparcia elektoratu.

      W tym czasie bezrobotna, młoda emigrantka z Ukrainy Irena Miller rejestruje w
      urzędzie gminy Warszawa-Wola jednoosobową działalność gospodarczą. Synowa
      przyszłego premiera i jej firma "Net Irena Miller" ma zajmować się doradztwem
      komputerowym i biznesowym. Irena jest z wykształcenia plastykiem i nie ma
      doświadczenia w interesach, ale natychmiast trafia na transakcję życia.

      Wielka umowa
      Wszystko zaczyna się od pioniera polskiego biznesu informatycznego Leszka
      Bogdanowicza. Zmęczony nieustannymi walkami ze wspólnikami w Wirtualnej Polsce
      postanawia sprzedać swoją część udziałów.
      "Rozpowiadałem, że chętnie pozbędę się 422 udziałów w spółce CNT" - przyznaje
      DZIENNIKOWI Bogdanowicz. Samo CNT było łakomym kąskiem dla wielkich firm:
      kontrolowała drugi w kraju portal internetowy Wirtualna Polska. Trwała hossa
      internetowa, jeden z banków inwestycyjnych wycenił wartość Wirtualnej Polski na
      200 milionów dolarów. Pakiet akcji Bogdanowicza był niewielki, ale w warunkach
      permanentnych konfliktach między właścicielami mógł odegrać decydującą rolę.

      Bogdanowicz nie otrzymał jednak oferty bezpośrednio od żadnego z poważnych
      biznesmenów. Propozycję złożyła mu "Net Irena Miller".
      "Z propozycją w imieniu <Net Irena Miller> zgłosił się do mnie Leszek Miller
      junior - wyznał gdańskim prokuratorom Bogdanowicz. Leszek junior to mąż Ireny i
      syn przyszłego premiera. Młody absolwent SGH, poruszał się bardzo sprawnie na
      obrzeżach biznesu i polityki. Gó..e dzięki znajomościom ojca. Już wtedy
      mówiono, że syn przyszłego premiera ma duże ambicje biznesowe, które wkrótce
      mogą stać się kłopotliwe dla ojca polityka.
      Propozycję "Net Irena Miller", a w rzeczywistości Leszka Millera juniora,
      Bogdanowicz przyjął. Stosowną umowę podpisali 7 kwietnia 2000 r. Na koncie Net-
      u, nie było jednak nawet złotówki.

      Łańcuszek dobroczynności
      Do synowej przyszłego premiera wkrótce zgłosił się kolejny chętny na 422
      udziały. Traf chciał, że był to stary znajomy Leszka Millera seniora: szef
      pomorskich struktur SLD Jerzy Jędykiewicz. Ze swoim partyjnym szefem znał się
      od dawna. Był PZPR-owskich prominentem, ostatnim wojewodą gdańskim. Po upadku
      PRL-u łączył dwie kariery: biznesową i partyjną. Był prezesem dużej spółki
      Energobudowa, w której spore udziały miał rekin polskiego biznesu: Ryszard
      Krauze.
      Prócz szefowania Energobudowie, Jędykiewicz ma jeszcze niewielką firmę o nazwie
      PHU Delta. W swoich publicznych wypowiedziach określał ją jako konsultingową.
      To właśnie poprzez tę firmę Jędykiewicza zgadza się sfinansować transakcję "Net
      Ireny Miller". Z analizy przelewów i umów można wywnioskować, że PHU Delta
      również nie posiadała żadnych pieniędzy. Z pomocą przychodzi Ryszard Krauze,
      który pożyczył Jędykiewiczowi 250 tysięcy złotych. Gotówka natychmiast trafia
      do "Net Irena Miller", a stamtąd jako zaliczka do Bogdanowicza.
      Dzisiaj Ryszard Krauze tłumaczy: "Pożyczka została rozliczona i zwrócona
      zgodnie z postanowieniami umowy. PROKOM Investments nie ma i nie miał wglądu w
      wewnętrzne operacje finansowe dokonywane w tej PHU Delta".
      Dlaczego Jędykiewicz zgodził się pomóc rodzinie Millerów? Czy działał sam?
      Jakie korzyści odniósł lub miał odnieść z udziału w operacji?

      Klient z wysp Bahama
      "Zgłosiłem się do Net Irena Miller wiedząc, że mam kupca na te udziały.
      Wiedziałem, że nie stracę" - przyznał w rozmowie z DZIENNIKIEM Jędykiewicz.
      Ostateczny kupiec udziałów w CNT to założony również w kwietniu 2000 r.
      tajemniczy Transcontinental Fund Limited z Wysp Bahama. Za udziały zapłacił
      niemalże 7,05 miliona złotych. Pośredniczył w tym Jędykiewicz. Zarobił na tym
      niecałe 100 tysięcy złotych. Prawdziwą fortunę zgarnęła za to "Net Irena
      Miller" - po przelaniu 2,75 mln zł na konto Leszka Bogdanowicza - zostało 4,3
      miliona złotych!
      "Właściciel Transcontinental Fund zgłaszając się wprost do Bogdanowicza
      zapłaciłby jedynie 2,75 miliona złotych. Na całej transakcji zarobiła więc
      najwięcej "Net Irena Miller". Nie inwestując złotówki, ponad koszt znaczków
      skarbowych na rejestrację działalności, wyciągnęła 4,3 mln" - mówi osoba
      znająca kulisy transakcji.

      Przychylność premiera?
      Całą transakcję już od czterech lat badają oskarżyciele z gdańskiej Prokuratury
      Apelacyjnej. Podejrzewają, że wszystkie umowy (między Bogdanowiczem, Net Irena
      Miller, PHU Delta, Ryszardem Krauze i Transcontinental FL) podpisano tylko po
      to, aby wprowadzić do obrotu pieniądze pochodzące z przestępstw.
      "Sprawdzamy, czy nie chodziło o pranie brudnych pieniędzy. Robimy co w naszej
      mocy, ale nie wyjaśnimy tej sprawy bez pomocy prawnej z zagranicy, np. z wysp
      Bahama. Stąd zajmuje to tyle czasu" - przyznaje w rozmowie z DZIENNIKIEM
      prokurator krajowy Janusz Kaczmarek.
      Trudno uwierzyć, że złoty interes, który zrobili najbliżsi Leszka Millera z
      jego politycznymi kolegami był zwykłym przypadkiem. Syn i synowa choć nie
      zainwestowali złotówki - zarobili 4,3 mln złotych.
      "Prawo wysp Bahama gwarantuje 100 procentową anonimowość inwestorom. Nawet
      jeśli dowiemy się tego metodami operacyjnymi, nigdy nie da się tego udowodnić w
      sądzie" - mówi oficer polskich służb specjalnych.
      Wiadomo jedynie, że w rok później TFL sprzedał swoje udziały w Wirtualnej
      Polsce Telekomunikacji Polskiej. To samo w tym czasie uczynił "Prokom" Ryszarda
      Krauzego.
      Właściciel "Prokomu" kategorycznie zaprzecza, że ma związki z TFL: "Ani ja, ani
      nikt z mojej rodziny, ani żadna z moich spółek w sposób bezpośredni lub
      pośredni nie jest właścicielem lub współwłaścicielem <TFL>" - oświadczył
      Ryszard Krauze.
      Kim jest właściciel TFL musi wiedzieć Jerzy Jędykiewicz. Pytany przez nas były
      SLD-owski baron odpiera z uśmiechem: "Wierzy Pan w cud, że ja odpowiem na to
      pytanie? Na to nawet służby specjalne nie są w stanie odpowiedzieć!"

      Robert Zieliński

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka