pokopacz
04.09.07, 12:25
Urząd, który ma podzielić 3 mld euro brukselskich dotacji dla
Mazowsza, jest miejscem partyjnych synekur działaczy PO i PSL.
Znajomość języka obcego nie jest wymagana
Tak wielkiej puli euro do podziału jeszcze na Mazowszu nie było. Z
budżetu UE na lata 2007-13 samorząd Mazowsza ma dostać 3 mld euro.
Aby sprawnie podzielić te pieniądze, urząd marszałkowski powołał
specjalną instytucję: mazowiecką jednostkę wdrażania projektów
unijnych. Ma w niej pracować ok. 200 osób.
Pierwszym jej szefem został Edward Wroniewski. Wygrał konkurs na to
stanowisko. Wroniewski z wykształcenia zootechnik, prowadził
wcześniej gospodarstwo rolne, potem pracował w wojewódzkim urzędzie
pracy.
- Nie przemawiały za nim merytoryczne argumenty. Gdy pracował w
urzędzie pracy, fundusze unijne nie były dobrze wykorzystane. Ale
działa w zarządzie mazowieckiego PSL, jest najbliższym
współpracownikiem Adama Struzika (PSL), marszałka Mazowsza -
denerwowali się radni PO, rządzący Mazowszem w koalicji z PSL.
Wystarczy: "How are you?"
Platforma postanowiła zawalczyć, by miejsce ludowca zajął jej
człowiek. Wroniewski zrezygnował, a złożony z działaczy PO i PSL
zarząd województwa zdecydował, że odpowiedzialnym za unijne dotacje
będzie Piotr Adamski, szef szydłowieckiej PO.
- To też nominacja z politycznego klucza - mówią nasi rozmówcy. - Z
Szydłowca pochodzi Ewa Kopacz, szefowa mazowieckiej PO, posłanka,
jedna z najbliższych współpracowniczek Donalda Tuska. - Oczywiście,
że ją dobrze znam, przecież należy do koła szydłowieckiej PO -
przyznaje Piotr Adamski.
Polityczne nominacje nie kończą się na posadzie dyrektora. Urząd
marszałkowski ogłosił dwa konkursy na wiceszefów unijnej jednostki.
Dziwne, od kandydatów wymagano znajomości angielskiego tylko na
poziomie podstawowym. - To kryterium sformułowano tak, by
wiceszefami mogli zostać partyjni aktywiści, którzy często języków
nie znają - mówią nasi rozmówcy z urzędu marszałkowskiego.
Faktycznie, konkurs na wiceszefa jednostki wygrała Czesława
Ostrowska. - Oczywiście, że należę do PSL - przyznaje. Nie chce
zdradzić, czy zna język obcy. Mówi, że ma niezbędne doświadczenie,
pracowała bowiem w urzędzie pracy w Suwałkach. I rzuca słuchawką.
Mamy wielu fachowców
Dyrektor Adamski upiera się, że znajomość języka obcego nie jest
niezbędna kierownikowi zajmującemu się funduszami z UE. - Mamy
dzielić pieniądze unijne tylko między Polaków - przekonuje.
- Szef takiego urzędu powinien znać języki co najmniej na tzw.
poziomie roboczym, czyli czytać i swobodnie rozmawiać. To absolutna
konieczność - mówi Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, mazowiecki radny PO.
Partyjny rozdział posad w placówce kierowanej przez Adamskiego trwa
w najlepsze. Są konkursy, ale tak się dziwnie składa, że wygrywają
je akurat działacze PO. Szefem wydziału administracyjno-
gospodarczego został Robert Wróbel, szef klubu PO w radzie Bielan. -
Widać byłem najlepszy - mówi.
Zatrudnienie znalazł tu też inny działacz Platformy Marcin Rolnik,
przewodniczący klubu PO w radzie Śródmieścia. W nowej jednostce
został kierownikiem wydziału oceny wniosków. Zarabia 6 tys. zł.
- Złożyłem papiery. Porozmawiał ze mną dyrektor Adamski. Tak
wygrałem konkurs - relacjonuje Rolnik.
- Czyli zatrudnił pana partyjny kolega? - dopytujemy.
- Wie Pani, nie miałem pojęcia, że pan Adamski należy do tej samej
partii co ja. Jestem po prostu do tej pracy przygotowany -
przekonuje Rolnik.
W placówce odnajdujemy też innego młodego polityka PO Michała
Suliborskiego, radnego PO na Pradze-Południe i byłego asystenta
posła PO Grzegorza Dolniaka. Jako specjalista zarabia ponad 4 tys.
zł.
- Szczerze mówiąc, pracuje tu ze mną kilku moich przyjaciół z
Platformy. Ale naprawdę nie jest tu nas tak strasznie dużo.
Widocznie w naszej partii jest wielu fachowców - komentuje
Suliborski.
Źródło: Gazeta Wyborcza Radom
miasta.gazeta.pl/radom/1,35219,4456872.html