Gość: Magister Inżynier
IP: *.radom.pl
10.09.03, 16:03
Jak my wszyscy kochamy naszego Miłościwie Panującego Komendanta Straży
Miejskiej Szanownego, Inteligentnego i Kulturalnego, (chyba nawet magistra)
Sylwesrta Kiragę! Taka refleksja przychodzi na myśl w związku z ponownym
obniżeniem się poziomu bezpieczeństwa w edukacyjnym sektorze Centrum
(Kilińskiego). Oto bowiem pod rządami Imć Kiragi SM wykonuje swe podstawowe
obowiązki w stopniu bliskim zera, z tym, że od ujemnej strony. Co robi zatem
nasza Straż, kierowana niestrudzenie przez swego Wodza, który nie ugina się
pod ciężarem jakże niesprawiedliwej krytyki (jakiej przykładem jest także ten
post)? Mozna oczywiście powiedzieć: przegania babcie handlujące pietruszką,
bo to właśnie one stanowią zagrożenie dla porządku publicznego i w perfidny
sposób (czego nie może znieść sprawiedliwy i prawożądny Komendant) unikają
płacenia podatku od pietruszki, czym szkodzą finansom miasta. Właściwie to
logiczne: SM żyje (czyt: pasożytuje) z pieniędzy podatnika, więc nie może
tolerować uchylania się od tego pierwszego z obywatelskich obowiązków. Ale
ad rem, bezpieczeństwo, jakie zapewniają nam strażnicy o twarzach
troglodytów, przez których czoła nigdy nie przemknęła jakakolwiek myśl, jest
takie: posłużymy się w tym miejscu obrazkiem z dnia 8 września - przed bramą
plastyka (Kilińskiego)stoi chłopak. Poczciwy, nieduży, raczej wątłej postury,
ale o "uczciwym spojrzeniu". Z charakterystycznym warkotem kosiarki do trawy
podjeżdża funkcjonariusz Miejskiej Służby Bezpieczeństwa, o spojrzeniu, z
którego widać, że głowa służy mu jedynie do noszenia czapki bądź kasku. -Skąd
jesteś? - pyta władczo strażnik, upajając się swą "władzą". - Z plastyka -
pada odpowiedź chłopaczka przestraszonego widokiem pałki gotowej do użycia. -
Legitymacja! /w tym miejscu strażnik przekroczył swoje uprawnienia, gdyz
ustawa o SM wyraźnie mówi, iż SM ma prawo legitymowania tylko, gdy to
konieczne, to znaczy, gdy istnieje potrzeba ustalenia tożsamości osoby.
Podejść i bez powodu zażądać dokumentów może tylko policja/. Funkcjonariusz
SM tak skrupulatnie składał literki zapisane na legitymacji(na jego twarzy
widać było grymas bólu - znaczy, że myślał), że nie dostrzegł ze swego
Harleya (poj. 55 cm3), jak z bramy koło antykwariatu wyszły dwa żule i
zabrały mi 5 złotych. A ja za nie chciałem kupić pod fontannami kwiatki do
gabinetu Pana Komendanta. Siedzi w tym gabinecie cały czas, no chyba, że
akurat pojedzie służbowym samochodem na działkę...