isoxazolidine
06.05.09, 09:49
Ostatnimi czasy coaz więcej pisze się o wycinaniu drzwostanu w
Radomiu, a przy okazji o niekoniecznie udanych próbach sadzenia
nowych drzew.
Myślę, że dopóki sadzeniem będą zajmowali się ludzie dla których
jest to "zło konieczne" (bo trzeba dokonać iles tam nasadzeń w
miejsce drzew wyciętych) to problem będzie narastał. Ktoś taki
bowiem wsadzi byle jak sadzonkę a potem ma ją już w "głębokim
poważaniu".
Można inaczej. Kompetentne służby powinny sporządzić ogólnodostępny
plan zadrzewiania na obszarze realizowanych parków ale nie tylko (do
tego chyba niezbędna będzie przyrodnicza inwentaryzacja Radomia o
której tyle sie mówi) i zadbać o sadzonki. A co z sadzeniem? To
najlepiej zrobią sami radomianie.
Jak?
Ja posadziłem na moim osiedlu dwa drzewka. Mało niby nie? Ale żadne
nie uschło (czego nie można powiedzieć o setkach sadzonek
posadzonych tu i tam). Trzeba było jednak:
- wykopać solidny dół i napełnić substancjami odżywczymi (czarna
ziemia, nawóz, gałęzie pocięte na drobno) i dopiero na tym gruncie
umieścić drzewko
- zbudować elegancki drewniany płotek zabezpieczający tak przed
drobnymi jak i większymi czworonogami
- przez pierwszy okres regularnie podlewać sadzonki a na początku 2
razy do roku nawozić
Słowem - trzeba nie tylko wetknąć coś w ziemię ale jeszcze
zatroszczyć się by na nowym miejscu roślinka miała szansę
zafunkcjonować. Oba drzeka rosną jak szalone i cieszą oko.
I to jest chyba metoda. Wystarczy, jeśli każdy poczuje się
odpowiedzialny za posadzenie i pielęgnącję jednego (!) drzewka, a
chętnych znajdzie się choćby 200 setki. Mamy na bank 200 pięknych
drzewek z których żadne nie uschnie. Ja swoje sadzonki sadziłem w
miejscu, gdzie poza piachem, szarą ziemią na której nawet trawa
słabo rośnie i tonami gruzu w głębi nic nie ma. Ale nawet na tym
sadzić się da. I rośnie.
Nie czekajmy aż jakiś czarodziej Radom zazieleni. Zróbmy to sami!