l.i.l.a.b.a.j.ona
07.07.09, 21:18
- Brak reakcji ze strony gapiów to najgorsze co może spotkać
poszkodowanego w takiej sytuacji - mówi Paweł Frysztak, rzecznik
komendy miejskiej państwowej straży pożarnej. - Ludzie patrzą jak
ktoś umiera i nic nie robią. To nie pierwszy taki przypadek, jakieś
pół roku temu inny strażak uratował mężczyznę, który zasłabł na
targach rolniczych, wtedy też poszkodowanemu nie pomógł żaden ze
świadków - opowiada.
Obserwacje strażaków potwierdza Piotr Kowalski, dyrektor pogotowia
ratunkowego w Radomiu.
- To nagminne zjawisko. Tłum, nawet jeśli liczy kilkadziesiąt osób,
bardzo rzadko reaguje - przyznaje.
Dyrektor uważa, że poziom wiedzy teoretycznej jest wysoki. Problemy
rozpoczynają się kiedy trzeba zastosować ją w praktyce.
Nie zgodzę sie z tym, że zawsze to będzie bariera psychologiczna.
Czasem jest to zdrowy rozsądek. Niektórzy z gapiów czasem stoją w
szoku, że w ogóle są świadkami takiego wydarzenia. Inni boją się, że
mogą zaszkodzić osobie nieprzytomnej z racji brania pod uwagę
własnych słabości. Wymienionym z nazwiska osobom łatwo mówić, że to
znieczulica społeczna czy coś takiego, gdy oni sami pewnie
regularnie poddawani są takim szkoleniom.
Jeśli chce się propagować tego typu szkolenia warto zaznaczać, że
ktoś z naszych bliskich może takiej pomocy kiedyś potrzebować, więc
warto upewnić się na szkoleniach, że wiedza praktyczna jest na tyle
wystarczająca, by w momencie wypadku nie teoretyzować już: "czy ja
temu podołam".
Ja się cieszę gdy ktoś z przechodniów reaguje np. na leżącego na
ulicy, nieprzytomnego mężczyznę. Pijak, ćpun czy żaden z nich, to
wciąż człowiek.