Gość: grigow
IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl
14.11.02, 15:09
"To niemożliwe", "to nierealne", "z tego nic nie będzie", "tego się nie da
zrobić", "źle ci jak masz święty spokój?"; "odbiło ci", "daj se facet
luz", "zwariowałeś?", "stało ci się coś w głowę?" "no i po co ci to" - takie
reakcje najczęściej usłyszy od znajomych ktoś kto chciałby coś zrobić w tym
rejonie Polski.
Lokalni działacze polityczni (tudzież politykujący obywatele) pobawieni
władzy powiedzą: "to u nas niemożliwe, bo rządzą nami
czarni/czerwoni/żydzi/liberałowie [niepotrzebne skreślić] - i dopóki oni u
steru nic z tego nie będzie".
Gdy posiądą fotele lokalnej władzy oznajmią: "sprawa jest skomplikowana, to
nie takie proste jak to niektórzy sobie wyobrażają" a na pytanie jak udało
się innym odpowiedzą "to jasne: inne uwarunkowania, tamci są w dogodniejszej
sytuacji niż my".
Takimi reakcjami różnimy się nie tylko od Europejczyków, ale nawet od reszty
Polski.
Gdyby Powstanie Wielkopolskie - jedyne powstanie jakie wygrali Polacy mało
wybuchnąć na Rzeszowszczyźnie, przedstawiciel tutejszej społeczności po
krótkim namyśle doszedłby do wniosku, że nie warto schodzić z ciepłego pieca
w takie zimno (grudzień) i lepiej zjeść poświąteczne placki w ciepłej izbie
niż latać ze strzelbą po mrozie, a nagabującemu w tej sprawie zapewne
rzuciłby krótko: "powaliło cię?". Niech robotę zrobią inni, a my powiesimy
jak już będzie można orzełka na czerwonym polu na ścianie. No w końcu po co
się wysilać jak się nie musi.
I zapewne też gdyby w latach trzydziestych XX wieku nasze władze państwowe
nie zdecydowały o lokalizacji dwóch zakładów COP-u w Rzeszowie, większość
tutejszej społeczności uznałaby plany powstania WSK i filii Cegileskiego w
Rzeszowie za skrajnie nierealne, a ich autora za osobę wymagającą szybkiej
hospitalizacji w klinice psychiatrycznej. Wtedy nadal można by pisać o tym
gdzie w Rzeszowie znajdowały się największe fabryki: wytwórnia świec
Tannenbauma, "fabryka" gwoździ Rossenkranza i kwaszarnia ogórków
Schlumbergolda.
Pytanie dlaczego tak tu jest to świetny materiał na socjologa. Chyba
nieprzypadkowo wygrywają tu partie zwane populistycznymi. W większości
mieszka tu bowiem ludek, który wychodzi z założenia, że przyczyną wszelkich
nieszczęść w ich życiu są inni, a cała aktywność jaką trzeba przejawiać
sprowadzić się powinna do poszukiwania tych, którzy nam coś załatwią,
skombinują i dadzą to coś do ręki bez niepotrzebnego wysiłku i całkowicie za
darmo - od zasiłku dla Kowalskiego po budżetowe pieniądze na inwestycje z
Warszawy dla miasta. Cała aktywność zużywana jest na ich zdobycie. Na resztę
już nie, bo "sie nie da", "nie ma sensu", "to nie takie proste" itd.
Skąd to nieśmiertelne "z tego i tak nic nie będzie" na Podkarpaciu? Skąd tyle
marudzenia i tyle bierności naraz? Może to przekazany genetycznie kompleks
galicyjskiego biedaka, który i tak nie ma szans wyrwać się z kręgu biedy?
Może kompleks chłopa, któremu daleko do "pańskiego" myślenia i który uważa
że - zamiast narazić się na kompromitację swojej nieudolności - lepiej dalej
orać pole? A może kompleks Polaka w CK Austrii, którego wysiłki i tak rozlezą
się w biurokratyczno-bałganiarsko-sennej krainie miłościwie panującego
cesarza Franciszka Józefa? Moze wszystkiego po trochę? Co by to nie było,
jest to na tyle silne, że trwa i trwa i trwa :), a wielu mówi: uciekam stąd,
bo tu nie ma perspektyw. Dlaczego? Jak to dlaczego - głupie pytanie -
przecież to Podkarpacie.
Sęk w tym, że dalej tak nie zajedziemy i będzie w nas tylko narastać
frustracja gdy zobaczymy jak pogłębia się dystans pomiędzy nami a resztą
Polski, tą, która nie zna słów: "niemożliwe", "nie da się", "to nie takie
proste", itd.
Tylko jaka jest nadzieja, że wtedy znowu nie będą winni:
komuniści - bo się mszczą za prawicowość tego regionu
czarni - bo rządzą tu, a interesuje ich tylko własna kieszeń
żydzi - bo uknuli przeciw nam spisek
klerykałowie - bo chodzą na pasku kleru
liberałowie - bo mają nas gdzieś pospołu z Polską A i B i chcą nas zamorzyć
głodem za to ze ich nie lubimy.
I tylko my, kubek w kubek tacy sami, choć skaczący sobie do oczu, i
straszliwie pokrzywdzeni przez los i przez wrogów, będziemy nadal opoką
dziewiczej niewinności i - nieskalanej chorym postępem - zdrowej i
realistycznej zarazem myśli najmądrzejszej części Polski, czyli Podkarpacia.